Napisane przez: torlin | 06/05/2015

Ogniomistrz paradoksów

Ogniomistrz Kaleń

Powiem Wam szczerze, że zrobiło mi się przykro. I z równowagi wyprowadził mnie zwykły rysunkowy dowcip polityczny z „Angory”, w którym Poroszenko mówi do Komorowskiego: „Tylko ani jednego słowa o Wołyniu”. Później przeczytałem wywiad z jednym z przywódców współczesnych banderowców, który temu wszystkiemu nie zaprzecza, ale mówi, że to była wojna, że Ukraińcy też ginęli, że nie należy wracać do przeszłości. Jakbym słyszał Rosję o 17 września, albo Turków o Ormianach.

I na dodatek przeczytałem, że w jednym z pasm telewizji odbędzie pokaz filmu Ogniomistrz Kaleń” i nadawcy są ciekawi, czy znowu Związek Ukraińców w Polsce zaprotestuje. Powinna zaprotestować również prawica. Ten film jest znakomitym kalejdoskopem wszystkich naszych myśli, kompleksów, „pamiętań”, „prawdziwych prawd”. Reżyserzy – Ewa i Czesław Petelscy, związani z komunistami, ale trzeba przyznać, że świetni warsztatowo. Czesław Petelski jako szef Studia „Iluzjon” potrafił też do swoich filmów ściągnąć śmietankę aktorską. Trzeba pamiętać, że prawie równolegle do nich na uczelni studiowali Munk, Wajda, Łomnicki, Bareja, oraz świetni operatorzy. I jeden z nich, Jahoda, jest autorem przepięknych obrazów w tym filmie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że tylko ich „Baza Ludzi Umarłych” jest lepsza od Kalenia.

I mamy prawie komplecik, komunista Petelski niebędący komunistą, sadysta Żubryd, dowódca oddziału WiN, będący zdaniem prawicy znakomitością słusznie mordującą komunistów, oddziały UPA, które tylko rozstrzelały 60 polskich jeńców, a wcale ich nie mordowano toporami, jak na filmie, Gerhard, o którym już pisaliśmy, świetny pisarz, ale niesłuszny. Ciekawe, czy można we współczesnej Polsce dostać „Łuny w Bieszczadach”.

Ale inna rzecz, że tyle lat opłynęło od tych wydarzeń, a wśród inteligencji dalej wrze.

Advertisements

Responses

  1. Torlinie, ostatni, sarkastyczny akapit twojego wpisu sugeruje, że z czymś polemizujesz. Z czym właściwie?

    „Sadysta Żubryk, dowódca oddziału WiN, będący zdaniem prawicy znakomitością słusznie mordującą komunistów, bandy UPA [znowu te bandy, a prosiłem – PL], które tylko rozstrzelały 60 polskich jeńców, a wcale ich nie mordowano toporami, jak na filmie.”

    Film oglądałem bardzo dawno i praktycznie go nie pamiętam. Dużo lepiej pamiętam książkę Gerharda, mam ją zresztą na półce (na pewno da się ją kupić na Allegro, w końcu miała masowe nakłady), więc do niej mogę się odnieść.
    Znowu, tak jak z Sienkiewiczem: nie mam pretensji o zniekształcanie rzeczywistego przebiegu wydarzeń, lecz o klimat. U Gerharda partyzanci UPA to ciemny, prymitywny motłoch, a ich dowódcy to dzicy watażkowie ze skłonnościami sadystycznymi, przypominający nawet nie Bohuna, raczej Gontę i Żeleźniaka – osławionych przywódców koliszczyzny. A Żubryd (nie Żubryk) to prostak, moczymorda i megaloman, żałosny jako dowódca. „Nasi” zaś oczywiście nieskazitelni moralnie. Bardzo to niesmaczne, choć świetnie napisane.
    Tak gwoli ścisłości: w Jasielu banderowcy wzięli do niewoli ponad 90 żołnierzy. Rozstrzelali na pewno 36 z nich (zwłoki ekshumowano), w tym wszystkich oficerów. Mniej więcej drugie tyle po rozbrojeniu puścili wolno (!) i ci wrócili do swoich oddziałów. Los reszty nie jest dotąd znany. Istnieje nawet hipoteza, że część z nich skorzystała z okazji, żeby zdezerterować.
    Te szczegóły potocznej opinii nie są znane, mówi się, że UPA wymordowała jeńców i tyle.

  2. @ Pawel Lubonski

    „Te szczegóły potocznej opinii nie są znane, mówi się, że UPA wymordowała jeńców i tyle.”

    Przeciez to jest coraz bardziej powszechne zjawisko, kiedy nie mowi sie prawdy ale rowniez nie klamie. Probem tym wiekszy, ze coraz czesciej rowniez historycy/badacze zamieniaja sie w ideologow.

    Pozdrawiam

  3. Jak zwykle piszę tekst, którego przesłanie nie przebija się do Czytelników. Oczywiście – dla zgody narodowej – poprawiłem powyższy tekst zgodnie z Twoimi przykazaniami. Ale… Mnie nie chodziło, ilu ich zamordowano, czy ich zamordowano, czy można dostać książkę o łunach.
    Podstawowym celem mojego wpisu było pokazanie – bez szczegółów – potwornego splątania opinii, poglądów (nawet niesłusznych), zaryzykowałbym stwierdzenie, że właściwie nie ma prawdy. Obiektywnej prawdy. Mieszanka nacjonalizmów, wojny i komunizmu doprowadziło do stworzenia bomby, która straszy po 70 latach.

  4. @ Torlin,

    „…że właściwie nie ma prawdy. Obiektywnej prawdy. ”

    Sadze, ze jest. Niemniej istnieja dwa zasadnicze problemy: selektywny dobor faktow, serwowanych do powszechnej „konsumpcji” oraz interpretacja tychze. Nie trzeba specjalnego wysilku by sie przekonac o tym na biezaco. W efekcie w powszechnym odczuciu zaczyna funkcjonowac jako „jedynie prawdziwy” wykrzywiony obraz zdarzen.

    Pozdrawiam

  5. „…zaryzykowałbym stwierdzenie, że właściwie nie ma prawdy. Obiektywnej prawdy.”

    Obiektywna prawda oczywiście istnieje. Obiektywna prawda to fakty materialne. Tyle tylko, że mogą być one znane lub nie, a nawet jeśli są znane, niekoniecznie przebijają się do opinii publicznej albo przebijają się w zdeformowanej postaci. Cała reszta to oceny i interpretacje.
    Nigdy inaczej nie było, nawet w sprawach znacznie mniej kontrowersyjnych niż łuny w Bieszczadach. Musimy z tym żyć.
    Owe twarde fakty, podane bez przekłamań i bez otoczki interpretacyjnej, są zresztą dla większości ludzi nudne i nie wzbudzają emocji. Interesują tylko takich zatwardziałych sceptyków jak ja.

  6. @Torlin & „Ale inna rzecz, że tyle lat opłynęło od tych wydarzeń, a wśród inteligencji dalej wrze.”
    Nie mam wrażenia, że wrze akurat wśród inteligencji. Ale… czy nie masz wrażenia, że to przypomina sprawę katyńską? W przeciwieństwie do Oświęcimia, który jako jakiś wrzód na pamięci się wypalił, tam zagrały dwie rzeczy: długoletnie ukrywanie informacji i rusofobia. W przypadku „rzezi Wołyńskiej” jest chyba podobnie — poczucie skazania tematu na wyciszenie ze względów politycznych (to musi być bolesne dla przechowujących własne złe wspomnienia), oraz zapewne ukrainofobia.

    @Paweł Luboński:
    Fakty materialne, to rzeczy, przedmioty, cząsteczki, atomy, cząstki elementarne 😉
    Ja tylko przypomnę, jak niewiele mówi archeologia, która do takiej „prawdy materialnej” się odwołuje. I piszę to z całą sympatią do niej.
    Ale OK, domyślam się, że chodzi nie tylko o same przedmioty, ale i ich konfigurację, zdarzenia, które ich dotyczą — wszystkiego poza ukrytą sferą psychiki. Problem polega na tym, że nawet nie schodząc do zasady nieoznaczoności, nie jesteśmy w stanie tej prawdy poznać. To, zwyczajnie, zbyt wiele, zbyt ulotnych faktów, które poznając i dyskutując, chcielibyśmy poznawać coraz głębiej i głębiej…
    W przypadku, gdy mówimy o przeszłości, robi się jeszcze trudniej. Czy przeszłość gdzieś istnieje, w jakiejś pamięci wszechświata, kolejnym wymiarze, zapisana w boskim archiwum? Bo jeśli nie, to ta ‚obiektywna prawda’ zginęła razem z nią. Nie ma jej. Pozostaje ulotna i subiektywna pamięć (nawet dokumenty są subiektywne, nawet fotografie, które w końcu stanowią czyjś świadomy wybór).
    Gdzież więc ta „obiektywna prawda”? OK, możemy ograniczyć się do niektórych faktów, do niektórych pytań i tam mieć obiektywną odpowiedź. Ale tych faktów i pytań jest bardzo mało w porównaniu do wszystkich, jakie zadajemy.

  7. PAK mnie wyprzedził, pi razy oko to właśnie chciałem napisać. Musielibyśmy cofnąć się do przedchrystusowych Greków, co to jest „prawda obiektywna”. Bo inaczej ją przedstawi Ukrainiec, wielbiciel Bandery, inaczej Polak, zwolennik Polski pojałtańskiej, a jeszcze inaczej to widzi czytelnik wpolityce.pl. I na to wszystko nakłada się wysoka kultura, bo do takiej pretenduje zarówno film, jak i książka i Wiesław Gołas, że o Jahodzie i Bieszczadach nie wspomnę.

  8. Oczywiście stuprocentowo pewnej „prawdy obiektywnej” nigdy nie osiągniemy, ale można i należy do niej dążyć, nawet ze świadomością, że możemy zbłądzić. Przyjmowanie, że tej prawdy nie ma lub jest fundamentalnie niedostępna, to postawa poznawczego defetyzmu. Wówczas naturalnym wnioskiem jest, że możemy sobie wybrać swoją własną, wygodną prawdę i nie musimy dalej szukać i wątpić. Wielu tak czyni.

  9. „Tyle tylko, że mogą być one znane lub nie, a nawet jeśli są znane, niekoniecznie przebijają się do opinii publicznej albo przebijają się w zdeformowanej postaci.”

    Sadze,ze to jest dobre przedstawienie problemu przez Pawla Lubonskiego. Niewiedza, z tych czy innych wzgledow nie jest zaprzeczeniem istnienia „prawdy obiektywnej”.
    Ot przypadek. W ramach nadrabiania zaleglosci w czytaniu polskich publikacji sciagnalem z polki ksiazke Dariusza Libionki i Laurence Weinbauma ” Bohaterowie, hochsztaplerzy , opisywacze. Wokol Zydowskiego Zwiazku Wojskowego”. Rzecz w dyskutowanym temacie o „prawdzie” i poznaniu. Calkiem dobrze pokazuje, ze to co powszechnie i potwierdzone przez autorytety uchodzi za zweryfikowany fakt i „prawde” nie jest ani jednym ani drugim, jednak owa „prawda obiektywna” z tego powodu nie znikanela, nie zniknely fakty, jedynie czekaja na „odkrycie”.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: