Napisane przez: torlin | 12/05/2015

Przyjazny morderca

xperia-m2

Przepiękne dwie strony w „Newsweeku” nr 17, kolorowe, ciekawe, noszące tytuł „Rzeczy, które zabił smartfon”. Chcę tylko oddać co cesarskie cesarzowi i napiszę, że pomysł i realizacja jest własnością Katarzyny Burdy, a infografika Lecha Mazurczyka. U góry – mój smartfon – Sony Xperia – M2. Ale powiem Wam szczerze, jestem zafascynowany nowoczesnością, szczególnie że młodzi przyjaciele z pracy i mój syn obłaskawiają sprzęty dla mnie, przez to stają się one bardziej przyjazne dla mojej siwej głowy.

Rzeczy, które zabił smartfon

Aparat fotograficzny – wziąłem tylko swoje Sony na wakacje, nie brałem w ogóle aparatu fotograficznego. Wiedziałem, że będę robił zdjęcia tylko w słońcu i na powietrzu w  dzień. Wyszły rewelacyjnie.

Kalendarz – papierowy to ja dawno wyrzuciłem do kosza, i raczej korzystałem z kalendarza googlowskiego. Ale teraz mam to wszystko zgrane w telefonie. Bomba. Chyba najbardziej rewelacyjna jest funkcja przypominania, jak włączam telefon mam informację o imieninach, urodzinach, i różnych takich.

Kalkulator – ale to chyba wszyscy wiedzą.

Zegarek – nie znosiłem noszenia go od dawna, już komórka zdjęła mi go z ręki.

Dyktafon – podczas pisania artykułów jest mi potrzebny. A teraz wystarczy prosta aplikacja na smartfon.

Notatnik – wiem, że smartfonowski czyni cuda, ja korzystam z niego jeszcze w sposób tradycyjny, jak w telefonie komórkowym. Ale korzystam bardzo często.

Latarka – dla mnie jedna z ważniejszych aplikacji w smartfonie, niestety mam w swoim życiu chwile, w których gaśnie światło, a ja jestem w całkowitych ciemnościach.

Katarzyna Burda nie podała kilku funkcji, które mam u siebie w Sony: stoper, minutnik, kompas.

————————-

A teraz trochę funkcji, z których nie korzystam, ale podejrzewam, że jest to tylko kwestia czasu.

Przewodnik – potrzebny jest czujnik „beacon”, widziałem w Pałacu Wilanowskim ludzi słuchających swoich smartfonów, co mówią na temat np. oglądanego obrazu.

GPS

Kiosk z gazetami – wolę czytać w laptopie, a i papierową wersją nie pogardzę, ale czuję, że się to zmieni. Mój smartfon ma przekątną 4,8 cala, i mimo, że jest wielki jak stodoła, do czytania artykułów jest niewygodny. Dotyczy to również książek lub czytników e-booków.

Odtwarzacz CD, możemy napisać o muzyce w smartfonie. Nie korzystam, bo mi małe słuchawki wypadają z uszu, a moje wielkie i znakomite Sennheisery znakomite są do podróży, a nie na przejazd 4 przystanków miejskim autobusem.

Cały laptop, czyli dokumenty, e-maile, internet, gry. Na pewno zwiększyła się rola smartfona, ale przy laptopie jest mi po prostu wygodniej. Gdybym ten wpis miał robić w swoim Sony, tobym oszalał.

Trener – obliczy, ile kroków zrobiłeś, w jakim tempie biegniesz, ile kalorii zjadłeś lub spaliłeś, i rozliczy cię do ostatniej kropli potu. Wolę go nie mieć i żyć w nieświadomości.

Mapy

Pendrive, a zamiast niego karta pamięci.

———————

A teraz aplikacje, z których nie będę korzystał (ale kto wie):

Smartfon jako lekarz – zmierzy ciśnienie, sprawdzi poziom cukru, a nawet zdiagnozuje udar mózgu. A także jako ultrasonograf.

Bilety papierowe i miesięczne komunikacji miejskiej

Gogle do wirtualnej rzeczywistości – smartfon + okulary 3D.

Niania – mala kamerka w pokoju dziecka.

Stylista – zapamięta, co kupowałeś i czego chcesz lub co lubisz.

Rzutnik.

Klucze do drzwi.

Karta kredytowa – dla mnie póki co bardzo kontrowersyjne. Ale czas pokaże.

Sejsmograf – ha, ha, ha

Ps. Teraz ja z kolei nie mam czasu ustosunkować się do komentarza Wachmistrza. Powrócę do tematu w najbliższym czasie.

 

Reklamy

Responses

  1. Z „zabijaniem” to lekka przesada.

    Pozdrawiam

  2. Widzisz Vandermerwe, niektóre przedmioty zostały naprawdę zlikwidowane. Nikt już nie nosi zegarków, chyba że dla szpanu albo kaprysu, 90 % ludzi na pytanie o godzinę – wyciągnie komórki. Notatnik? Tę kartkę na pewno zgubię. Dyktafon? Po co osobne urządzenie. Aparat fotograficzny w smartfonie zaczyna pełnić funkcję notatnika fotograficznego, robi się zdjęcia stron w książkach w bibliotekach, cen w salonach sprzedaży, a także po niebezpiecznej sytuacji na drodze. Nawet nie wiesz, jak dla mnie jest ważna latarka w komórce, Katarzyna Burda również to doceniła: „Nobel dla tego, kto wymyślił latarkę w telefonie”.
    A w podróży? Rozkład jazdy, godziny otwarcia, aplikacje.

  3. A ja dotąd nie mam smartfona, choć rodzina mnie na to namawia. Nie dlatego, że jestem wrogiem nowoczesności. Po prostu przy moich przyzwyczajeniach i obecnym trybie życia nie odczuwam takiej potrzeby. Za co więc mam płacić? Sytuacje, w których smartfon by mi się bardzo przydał, są zupełnie sporadyczne.
    Co mi się w smartfonach nie podoba: ich posiadanie prowokuje (przynajmniej u wielu ludzi, w tym moich najbliższych) potrzebę ciągłego komunikowania się lub sprawdzania czegoś. Wkurza mnie, kiedy podczas spaceru po leśnej dróżce mojej żonie nagle dzwoni komórka i stoję jak głupi, czekając, aż się wygada. A córka nie może się oderwać od ekranu nawet na krótkim spacerze z psem.
    Zabijanie: we mnie może nawet nie tyle smartfony, co w ogóle fotografia cyfrowa zabiła ochotę do robienia zdjęć. Ludzie pstrykają setki i tysiące ujęć, gdziekolwiek się znajdą, a potem nie mają nawet czasu lub ochoty, by je przejrzeć, nie mówiąc już o rozsądnej selekcji. Po co zresztą, skoro piękne zdjęcia z tych samych miejsc mogę sobie na poczekaniu ściągnąć z sieci?

  4. Jednak różnimy się Pawle, i to dobrze. Wszystko zależy od człowieka, jak do tego podchodzi. Piszesz o aparacie fotograficznym, że cyfrówki i komórki zabijają w Tobie chęć fotografowania. Po pierwsze, Twoje zdjęcia będą zawsze lepsze od 2.000 zdjęć innego użytkownika, który ogląda rzeczywistość poprzez wizjer aparatu. Ale moim zdaniem najważniejsze jest, że współczesny świat pozwala nam się wyspecjalizować w jakiejś dziedzinie ulegającej powszechnej komercjalizacji i upowszechnieniu. Masz przykład z moim nowym aparatem, którego nie wziąłem do Turcji, on będzie służył do innych celów. To właśnie chęć robienia pięknych zdjęć jest powodem zakupu drogiego aparatu, i do tego jeszcze droższych obiektywów. Nawet zegarek jest teraz też wyróżnikiem bogactwa, snobizmu, awangardy.
    Podczas szukania materiałów do odpowiedzi dla Vandermerwe znalazłem cudowne, fantastyczne zdjęcie, najpierw wkleiłem je jako aneks do wpisu, ale później skasowałem. Nie mogę być tak rozrzutny z tematami, muszę podlegać racjonalności.
    Ps. A żona musi stać rozmawiając?

  5. „A żona musi stać rozmawiając?”

    Nie chodzi nawet o stanie, tyko o to, że byliśmy razem, przestaliśmy być razem, bo zadzwoniło.

  6. Mam niby smartfona, ale miłośnikiem nie jestem. Aplikacje?
    — Aparat fotograficzny? — używam osobnego. Nie, żeby nie było w smartfonie, i żebym czasem go nie użył, bo zawsze coś… Ale wakacje, wycieczki — osobnym aparatem.

    –Kalendarz? — używam googlowskiego, który mi się na smartfonie wyświetla, ale mnie tylko tym irytuje. Chyba go wyłączę.

    — Kalkulator? — też nie. To znaczy zdarza się, ale nie lubię go. Inna rzecz, że w przeciwieństwie do kalendarza i aparatu, nie wykorzystuję osobnego urządzenia. Albo liczę na komputerze, albo na GPS (no dobrze, raz mi się zdarzyło 🙂 ), albo ręcznie.

    — Zegarek? – ja lubiłem i lubię zegarek na ręce. Poza tym technologia ‚analogowa’ jest super. Dopiero, jak trzeba odczekać (np. odblokować ekran), by cyfrowe urządzenie zaskoczyło, to się to docenia.

    — Dyktafon? — nie używam. Parę razy musiałem, ale miałem jakieś odruchy ‚uczuleniowe’.

    — Notatnik? — używam kalendarzy, notesów, platform blogowych. Nie komórki.

    — Latarka? — póki komórka nie jest czołówką, nie stosuję jej w tym charakterze. (Nie, żebym parę razy tego nie zrobił, ale światło słabe, a urządzenie nieporęczne. Już nie wspominając o tym, że często używam latarki i OBU rąk jednocześnie.)

    — Przewodnik? – nie używałem.

    — GPS? — a to i owszem. Właściwie do nawigacji samochodem często wspieram się GPSem w komórce.

    — Kiosk z gazetami? — nie, ale ebooki mi się czytać trafia. Mniejsza wygoda niż czytnik ebooków, ale bardziej podręczne, gdy np. czekam na pociąg.

    — Odtwarzacz CD? — rzadko, bo znowu, rozwiązanie komórkowe jest niewygodne.

    — Dokumenty? — nie. Za mały ekran, brak wygody, wolne działanie.

    — E-maile? — tak! Nie, że wyłącznie, albo głównie na komórce, ale mobilność to wielka zaleta.

    — Internet? — znowu: niewygodne to. Nie powiem, czasem sprawdzam wiadomości, albo wyszukuję (mobilność!), ale to wszystko.

    — Gry? — nie. Nie jestem zainteresowany, choć rozwiązywałem kiedyś na komórce sudoku.

    — Trener? — a zdarzało mi się. Ze względu na sprawność GPS i interesujący mnie pulsometr, szybkie rozładowanie baterii, wolę inaczej, ale zdarza się. Zdarza.
    Tu jeszcze dokumentuję, że kalorie to pikuś, ale trasa ćwiczenia (bieganie, rower, wędrówka górska) z GPS, plus kilometraże (i ew. prędkości) to fajna rzecz, bardzo motywująca.

    Tu dopisuję, bo się wiąże:
    — ‚Minutnik’ do ćwiczeń interwałowych. Bardzo przydatne urządzenie, gdy się takie ćwiczenia robi, bo wymaga pewnej inteligencji od urządzenia. A trudno samemu kontrolować się z zegarkiem — sygnał dźwiękowy bardzo pomaga. Inna rzecz, że spoconą dłonią operować ekranem dotykowym… brr…

    — Mapy? — jak dla mnie synonim GPS.

    — Pendrive? — mniejszy niż komórka, pojemniejszy, i nie wymaga kabelka.

    — Smartfon jako lekarz – zmierzy ciśnienie, sprawdzi poziom cukru, a nawet zdiagnozuje udar mózgu. A także jako ultrasonograf? — musisz mieć dodatkowe urządzenia, co w sumie niewiele komórce pomaga.

    — Bilety papierowe i miesięczne komunikacji miejskiej? — miesięczne wolę kupić w kasie (a jak się komórka zepsuje?), a jednorazowe mi się trafiały. Parkowanie też mi się trafiało na komórkę.

    — Gogle do wirtualnej rzeczywistości – smartfon + okulary 3D? — tzn.? Powinno mi być bliskie, ale okulary 3D albo są prymitywne, albo wymagają synchronizacji, o co trudno z komórką. (Choć, bo ja wiem, po bluetooth?)

    — Niania? — nie mam dzieci.

    — Stylista – zapamięta, co kupowałeś i czego chcesz lub co lubisz? — czym się to różni od listy w notatniku (zdarzyło mi się?). BTW., widziałem projekt, który to łączył z lekarzem i kartą zdrowia — komórka czyta kod kreskowy (a o kodach QR nie pisałeś 🙂 ) i tłumaczy, czy zdrowe jedzenie, czy nie.

    — Rzutnik? — nigdy.

    — Klucze do drzwi? — może mam nieudaną komórkę, ale wiele razy irytowałem się, gdy szybko się rozładowała (nawet bez GPS), albo wyłączyła bez powodu, zawiesiła, lub choćby zmoczony ekranik nie pozwalał nią operować sprawnie… Mam poczucie, że może być gadżetem, ale nie można na niej polegać. A klucze, to już kwestia polegania. (W gruncie rzeczy moja niechęć do fotografowania komórką ma podobną przyczynę.)

    — Karta kredytowa? — chętnie bym wypróbował. Na razie nie miałem okazji.

    — Sejsmograf? — ha, ha, ha 🙂

    Nie napisałeś, nie używałem, ale widziałem, więc dopisuję:

    — Wizualizacja 3D, ale bez okularów. Komórką obchodzisz obiekt. Fajny gadżet.

    — Sterowanie dronem.

  7. @ Torlin,

    Wiele musi sie zmienic by pozostac niezmienionym. Gdy rozgladam sie wokolo widze zegarki na rekach ( nie dla szpanu) i aparaty fotograficzne i ksiazki „prawdziwe” itd., i temu podobnie. Poza tym urzadzenia wielofunkcyjne robia wiele rzeczy w miare dobrze ale nigdy bardzo dobrze. Dobrym przykladem jest system operacyjny „Windows” zasmiecajacy komputer wieloma funkcjami dla wielu ludzi, ktore nie sa uzywane a „wysysaja” mozliwosci operacyjne komputera. W tych kategoriach mozna rowniez umiescic smartfon.

    Pozdrawiam

  8. „Poza tym urzadzenia wielofunkcyjne robia wiele rzeczy w miare dobrze ale nigdy bardzo dobrze.”

    Nawet jeśli robią wszystko bardzo dobrze, to mnie odstraszają tą swoją wielofunkcyjnością.
    Właśnie dzisiaj zainstalowałem (nie na smartfonie, lecz na tradycyjnym stacjonarnym komputerze) pewien nowy program. Jest mi w pracy bardzo potrzebny, ale potrzebny tylko sporadycznie, powiedzmy – raz na dwa tygodnie, do wykonania kilku stosunkowo prostych czynności. Kiedy go po raz pierwszy otworzyłem, zaćmiło mi się w oczach od obfitości drobnych ikonek ułożonych na górnej listwie w trzy warstwy. Tyle wspaniałych opcji, ale będę korzystał tylko z trzech czy czterech, a żeby dojść, jak to robić, stracę sporo czasu.
    Inny przykład: prowadziłem przez pewien czas samodzielnie księgowość firmy mojej żony (jest na tak zwanym samozatrudnieniu, więc ta księgowość to kilka operacji miesięcznie). W tym celu ściągnąłem sobie skądeś, chyba z „Rzeczpospolitej”, darmowy program do tego służący. Niestety, okazał się tak wspaniale uniwersalny, tyle różnych możliwości biorący pod uwagę, że ja – laik w tej dziedzinie – zgubiłem się w jego gąszczu. Machnąłem ręką i zacząłem po prostu wypełniać odręcznie rubryki w tradycyjnej papierowej książce przychodów i rozchodów.

  9. Torlinie odważyłeś się /gratuluję/ i zmiana miło cię zaskoczyła. W życiu trzeba brać byka za rogi, choć masz wybór i możesz dać nogę – to zawsze jest tylko twój wybór. Cieszę się, że zrobiłeś krok naprzód. To tylko przedmiot, to ty nim sterujesz, więc akurat o ciebie się nie boję, że dasz zagrabić swoją autonomię.

  10. @ Pawel Lubonski,

    Problem opisany przez Pana dotyczy nie tylko programow komputerowych, jest rzecza powszechna. Wielofunkcyjnosc najczesciej istnieje kosztem prostoty obslugi, logicznosci i ergonomii. Przykladem moga byc moje dwa zestwy muzyczne. Ten starszy ( zdecydowanie lepszy) ma galki i przyciski do kazdej funkcji, doskonale oznaczone i wyskalowane. Nie ma potrzeby zastanawiania sie i jedno spojrzenie pozwala na ocene parametrow jakie zostaly wybrane, ktore filtry sa aktywne a ktore nie. Nowszy zestaw ma dwie galki i ekranik – wyglada nawet elegancko. Dotarcie do roznych funkcji to istna meka. Patrzac na zestaw nawet nie wiadomo jak i co zostalo nastawione.
    Podobnie jest z telefonami komorkowymi ( smartfonow nie wylaczajac), urzadzeniami w samochodach a nawet samoloty maja ten problem – kilka katastrof Airbusa bylo spowodowanych wlasnie wielofunkcyjnoscia roznych pokretel.
    Powracajac do programow komputerowych – bardzo latwo mozna sie zorientowac, ktore z nich byly projektowane przez programistow nie rozumiejacych celow jakim sluzy ow program. Wspomniane przez Pana byly chyba tego przykladem

    Pozdrawiam

  11. Jestem Sarno człowiekiem zafascynowanym współczesnością. Oczywiście znam swoje ograniczenia, i też nie daję się zwieść tylko reklamie (patrz tablet), słucham również we wszystkim swojego syna. Staram się również unikać wypowiedzi w rodzaju „tak jak dawniej było lepiej” i „po co to komu”. Pzdr.
    —————
    Dziwnie to brzmi Pawle, naprawdę. Wielokrotnie ktoś odbiera telefon w mojej obecności i sobie gada, jak ma rzecz że tak powiem intymną, to się odsuwam na bezpieczną odległość. I zawsze spoglądam na tę osobę z wyrozumiałym uśmiechem.
    ———–
    Z programami zbyt wyspecjalizowanymi to jest rzecz rzeczywiście powszechna, spotkało to mnie dzisiaj rano. Syn wydrukował mi z Internetu instrukcję obsługi mojego nowego aparatu fotograficznego, 147 stron, czytam, i nic nie rozumiem.
    ————–
    PAK-u, uwielbiam takie komentarze. To tak na szybko z najważniejszych.
    Aparat fotograficzny – wziąłem tylko smartfona na wakacje wiedząc, że będę robił zdjęcia w pełnym słońcu. Wyszły generalnie znakomicie, źle widać jedynie osoby w cieniu. Mam teraz 3 aparaty, M2, cyfrówkę Sony i smartfona, i będę aparat dobierał do potrzeb
    Uwielbiam podpowiedzi, wiem, kiedy jest wywózka śmieci, płatność w banku, czyjeś imieniny czy urodziny. Dla mnie jedna z fundamentalnych funkcji.
    Kalkulator? Rewelacja, duży, z wielkimi klawiszami, przyjazny, rewelka.
    Z zegarkiem jest to, że ja niczego nie lubię mieć na sobie, zegarka, obrączki, sygnetu, opaski, muszę mieć okulary, a mam taki rodzaj wady, że uniemożliwia mi noszenie szkieł kontaktowych – to muszę. Ale gdybym mógł, to natychmiast bym okulary zdjął.
    Notatnik, mam tam adresy ludzi dla mnie ważnych, czasami wpadają mi pomysły, natychmiast je zapisuję, zanim ulecą.
    Latarka, to mój problem. W pracy mamy duże pomieszczenie w formie małego labiryntu, bez okien, ze światłem włączającymi się na ruch. I są miejsca, gdzie nie działają widać czujniki, bo jak tam ktoś dłużej zabawi, to światło gaśnie i nie pomaga żadne machanie rękami. Zgłaszaliśmy to dyrekcji wielokrotnie. Siedzenie w absolutnie czarnych ciemnościach jest klaustrofobiczne.
    Przewodnik – to nie chodzi mi o papierowego Pascala, tylko posłuchanie lub przeczytanie o czymś tam w swoim języku, gdy ludzie stoją naprzeciw jakiegoś obrazu czy budowli. Staje Zambijczyk na Pl. Konstytucji, naciska odpowiedni przycisk w komórce i telefon mu opowiada o historii MDM-u w jego ojczystym języku. O tym będzie następna notka.
    Z resztą się zgadzam, z jedną uwagą. Jak moi z góry (syn z synową) siedzieli u mnie na dole, a na górze ich małe dzieci spały, to syn ustawiał Skype’a i widział, czy któreś się nie obudziło. Teraz ma to w telefonie, nie musi nosić laptopa.
    —————
    Vandermerwe!
    Część odpowiedzi masz na górze „dla Pawła”. Powiem Ci szczerze, że współczesny Word nie jest dla mnie przyjazny, o wiele lepiej się czułem z dawnym.

  12. @Torlin:
    W wielu miejscach znajdują się kody QR, które pozwalają na komórce odtworzyć informacje o danym miejscu. Zwykle to programy miejskie, ale widziałem gdzieś (TPN?) w górach.

  13. Złożoność i uniwersalność narzędzi jest przydatna zawodowcom. Ja na przykład kilku programów używam w pracy od lat i praktycznie codziennie. Nie mają dla mnie tajemnic i nie przeszkadza mi, że są skomplikowane. Problem ma natomiast amator, który potrzebuje doraźnie lub raz na jakiś czas prostego narzędzia.
    Przykład: system operacyjny Windows. W zasadzie nie powinno go być widać. Ważne, żeby użytkowe aplikacje działały jak należy. I na ogół tak jest. Kiedy jednak dzieje się inaczej, przechodzą mnie – bądź co bądź informatyka z wykształcenia, choć w innej epoce – ciarki na myśl, że będę musiał w czeluściach Windowsów szukać rozwiązania problemu. Choć wiem, że owo rozwiązanie gdzieś tam siedzi.

    „Dziwnie to brzmi Pawle, naprawdę. Wielokrotnie ktoś odbiera telefon w mojej obecności i sobie gada”

    Nie zrozumiałeś mnie. Nie chodzi mi o to, że żona odbiera telefony w mojej obecności. Chodzi o to, w jakich okolicznościach to robi. Kiedy jesteśmy w domu, jest rzeczą naturalną, że odbieramy telefony i poświęcamy czas na rozmowę z osobami postronnymi. Są jednak chwile, kiedy chciałby się być razem, z dala od innych i w ogóle z dala od zgiełku tego świata. Typową taką sytuacją jest pobyt na łonie natury. Dzwoniący telefon odbieram wówczas jako silny dysonans.

  14. To ja PAK-u wiem, tylko że są skomplikowane, w niektórych językach, i nie zawsze. Ale nie od razu Kraków zbudowano.
    ————–
    Pawle, mnie się wydaje, że jestem po prostu bardziej tolerancyjny. A co to za różnica, gdzie sobie chce porozmawiać, w mieszkaniu, w kawiarni czy na spacerze w lesie. Mnie np. to w ogóle nie przeszkadza, że partnerka odbiera telefon w lesie i mówi: „Wiesz, jestem z Jackiem na spacerze w lesie. Ale wczoraj kupiłam sobie taką bluzeczkę…”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: