Napisane przez: torlin | 29/06/2015

Witam, zapraszam, ale bez przesady

turyści brytyjscy w Warszawie

Zdjęcie STĄD

Przeczytałem felieton Grzegorza Piątka w Gazecie Wyborczej TU, a ponieważ on znika (felieton, a nie Piątek 😉 ), postanawiam dać najważniejszy fragment in extenso: „Przyłożyłem też rękę do anglojęzycznej mapy dla turystów, ale było to w czasach, gdy korespondentom zagranicznych mediów nie przychodziło jeszcze do głowy, by rekomendować Warszawę jako idealne miejsce na weekendowy wypad. Ten, kto regularnie zagląda do Krakowa, Pragi, Budapesztu czy Rzymu, musi dostrzec, że popularność tych miast jest dla nich przekleństwem. Kolejne kwartały stają się niedostępne dla stałych mieszkańców. W każdej atrakcyjnie położonej kamienicy jest już hostel albo apartamenty wakacyjne, które windują ceny nieruchomości. Rzecz jasna, jest pełno knajp, ale nie żeby coś do polecenia, a na pewno nie za te pieniądze.

Wczułem się w położenie ostatnich Indian, którzy jeszcze mieszkają na krakowskim Starym Mieście, gdy na dwie noce wynająłem pokój nieopodal Rynku. Pod oknem do trzeciej nad ranem trwało tradycyjne krakowskie widowisko pt. „Walka postu z karnawałem”, ale w nowym wydaniu zatytułowanym „Walka karnawału z karnawałem”. Nazajutrz, gdy zajrzałem do sąsiedniego sklepu spożywczego, wyszedłem, warcząc pod nosem: „won do siebie”. Jak tu zrobić zakupy, gdy między półkami miotają się nietrzeźwi Janusze, a kolejkę do kasy blokuje ktoś próbujący zamówić hot dogi dla całej grupy? I to po hiszpańsku!

Do nas turyści też przyjeżdżają, podobno nawet liczniej niż do Krakowa, ale drepczą głównie w niewielkiej, staromiejskiej enklawie. Poza tym rozpuszczają się w wielkim mieście, wnoszą nieco życia i kolorytu, ale akurat tyle, byśmy wciąż w Warszawie czuli się u siebie. I oby tak zostało. Miasto podporządkowane turystyce przypomina mieszkanie służące wyłącznie podejmowaniu gości, w którym nie ma gdzie ugotować, spokojnie popracować czy porządnie się wyspać. Dlatego kiedy ktoś z zagranicy zapyta mnie, jak tu u nas jest, zmarszczę czoło i odpowiem po angielsku, ale jednak cyrylicą: „oł weri agli, komiunist bloks, ołful kuking”. Kuking mamy świetny, bloki ładne, pięknych miejsc nie brakuje, ale niech to może zostanie naszą tajemnicą”.

Widziałem akcje turystów w Krakowie, Pradze i Madrycie. Zastanawiam się tylko, czy można tych ludzi nazwać turystami.

Boże, jak człowiek się zmienia. Przez całe życie marzyłem o tym, żeby jak najwięcej turystów odwiedzało moje miasto, w końcu nie najpiękniejsze. A teraz myślę, że bez przesady.

Reklamy

Responses

  1. „Przez całe życie marzyłem o tym, żeby jak najwięcej turystów odwiedzało moje miasto, w końcu nie najpiękniejsze. A teraz myślę, że bez przesady.”

    Ja mieszkam na cichym Żoliborzu i w gruncie rzeczy jest mi dość obojętne, co się dzieje na Starym Mieście, bo bywam tam sporadycznie. Ileż w końcu można? To problem tamtejszych mieszkańców, a z drugiej strony tamtejszych restauratorów i pamiątkarzy, którzy na ruchu turystycznym zarabiają.
    Byłem tej wiosny w Pradze i rzeczywiście z miejsc uczęszczanych przez turystów, takich jak Hradczany, Most Karola czy Rynek Staromiejski, chciało mi się jak najprędzej uciekać. Szczęśliwie nie ma przymusu zaliczania tego, co według przewodników zaliczyć koniecznie TRZEBA. Pozostało jeszcze na świecie (a nawet w Pradze czy w Krakowie) pod dostatkiem miejsc pięknych i ciekawych, gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda.

  2. Kiedyś budowali za małe miasta, nie licząc się z tym, że będą przyjeżdżać turyści 😛
    Ale Warszawa taka mała znowu nie jest, więc bez przesady.

    PS.
    W książce o Florencji kiedyś czytałem rade, by ją odwiedzać w lutym (bodajże). Bo wtedy jest na tyle niewielu turystów, że zwiedzać się da.

  3. Jestem Pawle o tyle dziwnym człowiekiem, że mieszkam w Dąbrówce, cichej prawie wiosce za Pyrami, a jednocześnie na Ścianie Wschodniej przy Chmielnej. Tam mam ciszę i spokój, na Chmielnej jest obłęd. I żeby było to jasne, jestem wielkim wielbicielem turystów, sam nim jestem, ale nie znoszę pijanych hord. Ale taki jest niestety współczesny świat.
    ——————-
    Wiesz PAK-u, cała sprawa jest w tym, że Warszawa jest najbardziej nieciekawym miastem spośród stolic Środkowej Europy. Praga, Budapeszt, Bukareszt czy Belgrad są o wiele ciekawsze. Ale tanie linie lotnicze i pewne znudzenie innymi miastami spowodowało, że olbrzymia ilość turystów zaczyna odwiedzać Warszawę na zasadzie: „tam jeszcze nie byłem”.

  4. Chyba przesadzasz, Torlinie, z tym postponowaniem Warszawy. Do Pragi i Budapesztu rzeczywiście nie podskakuje, ale nie wydaje mi się, żeby taki Bukareszt czy Belgrad miały nad nią jakąś przewagę. Nawet Berlin, tyle że jest o wiele większy i bardziej wielkomiejski. Moje dwa ulubione duże miasta środkowoeuropejskie to Praga i Lwów, nie wiem nawet, czy nie ze wskazaniem na Lwów.
    Z turystyką problem polega na tym, że stała się naprawdę masowa, czyli że prawie każdego na nią stać. Sto lat temu było to raczej zajęcie ludzi z dobrego towarzystwa, którzy nie chodzili pijani po ulicach.

  5. Pawle!
    Może to wynika z tego, że nie przepadam za Czechami, to w Pradze się nudziłem. Jak leciałem do Gruzji spędziłem w tym mieście cały dzień i miałem go po dziurki w nosie. We Lwowie i w Belgradzie nie byłem, to trudno mi powiedzieć. Można rzec, że w Bukareszcie również nie byłem, choć odwiedzałem go wielokrotnie. Otóż przyjeżdżałem do tego miasta przed jego przebudową (tam przeżyłem jedyne swoje trzęsienie ziemi).
    A z tymi pijanymi – zdaję sobie sprawę, że wszystkie początki są trudne. Ciekawym, jak będzie wyglądał świat, jak do Europy przyjedzie miliard Chińczyków, Hindusów i Indonezyjczyków, i nie do pracy, ale jako turyści fotografujący wszystko. Słyszałem, że póki co zalewają Tajwan, Japonię i Singapur, ale przyjdzie kolej i na nas.

  6. Znajomi piszą ,że już Paryż to tłumy Chińczyków , sprawnie zorganizowane grupy turystyczne , na razie cichych ludzi , obok Japończyków . Wyjeżdżają indywidualnie i w grupach na wycieczkach organizowanych przez firmy , które ich zatrudniają np. w ramach nagrody.
    Czyli niedługo „Amerykanina w Paryżu”, zastąpi Azjata. ::D

    Może coś ciekawego na styku kultur się wykluje np. jakiś film ?… ;D))

    Jak ja zwiedzałam stolicę, to akurat na narodowym był żużel i tłumy od centralnego waliły na PKiN , kolejka , niczym z czasów octu na na półkach była.
    Kilku Portugalczyków leżało pokotem pod Pałacem , myślałam, że to może rodzaj pewnej czci a oni tylko chcieli go ująć w całości na zdjęciach.
    Ps.
    Ja generalnie lubię wycieczki ale nie grupy pijackie. Sto lat temu , a może i wcześniej to „grupy pijackie” to głównie wojskowi , studenci „żacy” , no i inne Bo poza chłopami to ludzie się przemieszczali „towarzystwa” . Ci starsi z „towarzystwa” to , chyłkiem przemykali do domów rozpusty , gdzie nieźle sobie używali , tak jak i obecnie . 😉

  7. Ja byłem w Bukareszcie tylko raz (a właściwie dwa razy w odstępie dwutygodniowym), jeszcze przed trzęsieniem ziemi i przebudową centrum według gustów Ceauşescu. Czyli prawie czterdzieści lat temu. Zostało mi w pamięci wspomnienie następujące: kilka wielkomiejskich głównych ulic, jakich Warszawa do tej pory nie ma, a parę kroków w bok zapyziałe przedmieście. No i jedyny naprawdę interesujący obiekt: ogromny skansen.
    Belgrad zaś zwiedzałem w zeszłym roku i nic nie zrobiło tam na mnie wielkiego wrażenia. Poza bardzo malowniczym położeniem u zbiegu dwóch wielkich rzek. Jeszcze mniej atrakcyjna jest Sofia.

  8. Bardziej bezpiecznie czuję się w towarzystwie pijanych Anglików niż brodatych lub ciemnoskórych mężczyżn gdy oglądam zabytki w towarzystwie żołnierzy uzbrojonych w karabiny. ( tegoroczne doświadczenia francuskie).
    Rozumię aktywistów lipskiej Pegidy gdy odwiedzając kolejne miasta niemieckie bez trudu zauważam dziwną proporcję. Czystość ulic miejskich jest odwrotnie proporcjonalna do liczby przedstawicieli innych kultur poruszajacych się chodnikami.
    Nie wiem czy to prawda, że zameldowanie na krakowskiej lub poznańskiej starówce posiada jedynie kilka osób ?

  9. „Bardziej bezpiecznie czuję się w towarzystwie pijanych Anglików niż brodatych lub ciemnoskórych mężczyzn.”

    Wierzę, ale to tylko stereotypy i zrozumiałe skądinąd, ale mało racjonalne lęki.
    Pozwolę sobie zadać takie pytanie: ile w ostatnich latach zdarzyło się w Europie krwawych zamachów terrorystycznych i ile w nich zginęło osób? Ile w tym samym czasie zdarzyło się zwykłych katastrof komunikacyjnych lub budowlanych z ofiarami w ludziach? Czego wobec tego należy się bardziej bać? Islamskich terrorystów czy jeżdżenia pociągiem albo latania samolotem?
    Są całe kraje, w których większość mężczyzn jest ciemnoskóra i brodata. Tam to dopiero strach wyjść na ulicę!

  10. @Torlinie,
    Ciekawe to znaczy co? Wybitne dzieła architektury? Sorry, ale przeciętny turysta na architekturze się nie zna. Bogate w sztukę muzea? J.w. Charakterystyczne budynki? Może wiele ich nie ma, ale się znajdą…
    Warszawę da się wylansować, jest oczywiście pytanie po co. Mam wrażenie, że Warszawa się spełnia, jako centrum administracyjne (administracji państwowej i korporacyjnej) i wcale nie stawia na turystykę, chyba że jako centrum przesiadkowe.

  11. „Sorry, ale przeciętny turysta na architekturze się nie zna.”

    należałoby zadać pytanie, co to znaczy „przeciętny turysta” oraz po co w ogóle ludzie uprawiają turystykę. Uściślijmy: po co jeżdżą do wielkich miast za granicą, bo najliczniejsza kategoria „turystów”, to ci, co jadą nad ciepłe morze wylegiwać się na plaży.
    Więc po co? Ci, którzy Torlinowi najbardziej przeszkadzają, to grupa szczególna: młodzi ludzie, głównie z Wielkiej Brytanii, których nie obchodzi architektura i w ogóle nie obchodzą żadne atrakcje turystyczne. Przyjeżdżają do Krakowa, bo dla nich jest tu tanio i można nieźle się zabawić, na co we własnym kraju ich nie stać lub wstydzą się znajomych.
    Największą grupę zaś stanowią chyba „zaliczający”, czyli tacy, którzy kierują się zaleceniami typu: „dziesięć miejsc w Europie, które musisz zobaczyć”. Ci rzeczywiście w Warszawie (a nawet Krakowie) nie bardzo mają czego szukać, bo wszystkie atrakcje polskich miast są obecne gdzie indziej w lepszym gatunku. Zresztą nawet w Pradze tego typu goście wspinają się tylko na Hradczany, przechodzą przez Most Karola i czekają o pełnej godzinie pod Orlojem, żeby zobaczyć ruchome figurki. Potem już idą na piwo.
    Znikomą mniejszość stanowią turyści w dawnym, szlachetnym znaczeniu – ci, którzy naprawdę chcą poznać i zrozumieć obcy kraj.

  12. Turystyka jest to rzeczywiście niesłychanie pojemne pojęcie, istnieje coś takiego jak turystyka służbowa, religijna i sanatoryjna. Ale dla mnie to jest taka turystyka, jak szachy, brydż i gra na komputerze są sportem. Trzy dla mnie podstawowe formy turystyki to wypoczynkowa i ostro zwiedzająca lub wędrująca, trzecia wykrystalizowała się w ostatnich latach wraz z rozwojem tanich linii lotniczych, czyli turystyka weekendowa. Dlatego trudno jest powiedzieć, kto tak naprawdę jest prawdziwym turystą, facet leżący nad basenem w zamkniętej zonie w Egipcie, kobieta modląca się w Fatimie czy przedzierający się w kierunku Neuschwanstein lub podnóża Everestu. Tak patrząc na temat – pijani Anglicy w Krakowie należą do turystów weekendowych. Jak to jest wspaniała rzecz widzę po mojej córze, zwiedziła w ten sposób Rzym, Paryż, Londyn i Wiedeń.
    —————–
    Turystów zagranicznych w Warszawie jest zatrzęsienie. Jak wiecie, mam mieszkanie na Chmielnej przy Pasażu, i takiej ilości turystów jeszcze nie widziałem.
    —————–
    Julu!
    Przyjeżdżają do Paryża forpoczty, a zobaczymy dopiero w momencie, jak ruszy podstawowa część armii. Boję się tylko, że zmienią ceny i charakter miast.
    —————
    „Znikomą mniejszość stanowią turyści w dawnym, szlachetnym znaczeniu – ci, którzy naprawdę chcą poznać i zrozumieć obcy kraj”. Kto jest tego typu turystą można poznać w miejscach trudno dostępnych, miałem tego doskonały przykład w Portugalii, gdy jechaliśmy do Alcobaça i Batalha, leżą na uboczu szlaków.

  13. Lęki z reguły mają mało racjonalne przyczyny, a wywołują realne (przeważnie rujnujące) skutki. A statystycznie najbardziej należy się bać przejedzenia, bo…
    Jestem indywidualistą całkowicie omijajacym wskazania statystyk.
    Polecam turystykę weekendową przedłużoną do 1 tygodnia – mozna wtedy zmieścić w jednym trzy formy wypoczynku opisane przez Torlina, oraz dodatkowo opić się lokalnym trunkiem.

  14. Nie mam Piotrusiu w ogóle lęków związanych z terroryzmem na terenach przyjaznych turystom, do Tunezji pojechałbym choćby jutro. Szansa, że mnie rozstrzelają, jest jak jeden do miliona. O wiele bardziej boję się dzikich zwierząt (jak Paweł opisywał spotkanie z psami pasterskimi w Rumunii) lub band wyrostków. Ciekaw jestem opinii Vandermerwe, czy rzeczywiście w RPA jest tak strasznie niebezpiecznie. A o Iranie słyszałem, że jest to kraj całkowicie bezpieczny, chciałbym tam pojechać. A także do Indonezji i Timoru Wschodniego, do Etiopii, Gambii i Meksyku.

  15. Mieszkam w Krakowie i mam poczucie że nie jest tak znowu źle.

  16. Drogi Krakusie, a kiedy byleś na Rynku? Bo to jest tak z mieszkańcami poszczególnych dużych miast, że nie bywają w miejscach atrakcyjnych turystycznie. Mnie można spytać, kiedy byłem na swoim Rynku (akurat tydzień temu, pokazywałem Stare Miasto wnuczkom i byliśmy na Święcie Latawców na nowych bulwarach), na 30 piętrze Pałacu Kultury czy w Łazienkach? Tubylcy nie chodzą tam.

  17. Dość zabawne jest to, że ludzie uciekają z miejsc, gdzie właśnie zdarzył się zamach terrorystyczny. Przecież akurat tam prawdopodobieństwo powtórki jest najmniejsze, bo siły bezpieczeństwa są postawione w stan gotowości i bardzo czujne. Można raczej oczekiwać, że terroryści uderzą GDZIE INDZIEJ, tam gdzie się ich nikt nie spodziewa i środki ochrony są słabe.

  18. „O wiele bardziej boję się dzikich zwierząt (jak Paweł opisywał spotkanie z psami pasterskimi w Rumunii).”

    W tym sęk, że to nie były DZIKIE zwierzęta. Dzikie zwierzęta bardzo rzadko niesprowokowane atakują ludzi. Boją się ich. Psy się nie boją.

  19. Dzisiaj byłem!

    Stare Miasto ciągle żyje i pełni istotną, nie tylko turystyczną funkcję.

    W studenckich czasach miałem zajęcia w dwóch kamienicach przy Rynku, na angielski parę lat temu chodziłem do innej kamienicy, także przy Rynku. W tym roku byłem na spotkaniach mojej branży – także Rynek Główny.

  20. @ Pawel Lubosnki

    „Dzikie zwierzęta bardzo rzadko niesprowokowane atakują ludzi. Boją się ich.”

    I tak i nie. Zwierzeta maja dobra pamiec i minione doswiadczenia decyduja o ich zachowaniu. Poza tym maja „swiadomosc” tego, co moga czy tez nie. Slon stojacy na drodze nie ustapi na widok nadjezdzajacego samochodu. Jesli samochod mu przeszkadza sprobuje ten fakt dac do zrozumieni. Jesli nie ustapisz mozesz oczekiwac dosyc agreywnej reakcji. Slon ktory mial przykre doswiadczenia z ludzmi, jesli wyczuje obecnosc czlowieka bedzie go poszukiwal. Podobnie z bawolem afrykanskim. Nosorozec roznie, „czarny” jest bardziej nerwowy i gotowy do ataku. „Bialy” i „czarny” zachowa sie agresywnie, gdy w gre wchodzi rzeczywiste lub domniemane zagrozenie potomstwa. Najogolniej istnieje strefa poza ktora zwierzeta czuja sie bezpieczne i nie beda specjalnie zwracac uwagi na czlowieka , jej przekroczenia powoduje agresywne reakcje obronne – nawet wsrod zwierzat uwazanych powszechnie za lagodne.

    I ogolna uwaga – o troche innej turystyce. Wraz z komercjalizacja przyrody pojawil sie problem „tlumow”, ktore ta przyrode chca ogladac w przyspieszonym tempie. Wielu turystow nie zdaje sobie sprawy, ze przyroda nie lubi zgielku i zamieszania. Czesc z nich bywa blyskawicznie znudzona, gdy po krotkim czasie nie zobaczyli lwa, slonia i jeszcze kilku bardziej „slawnych” zwierzat. Niestety przewodnicy dosyc szybko dostosowuja sie do poziomu grupy – trudno mowic o powaznych sprawach z ludzmi, ktorych zainteresowanie wyparowalo.
    Z tego powodu, gdzie tylko mozna , podrozuje prywatnie z dala od tlumow i zgielku.

    Pozdrawiam

  21. Vandermerwe: Nie mam doświadczeń z wielkimi zwierzętami afrykańskimi. To co pisałem, dotyczy na pewno fauny naszej strefy klimatycznej. Na przykład, o ile mi wiadomo, w całym okresie powojennym nie było w Polsce udokumentowanego przypadku, by człowiek został zagryziony przez wilki. Nie słyszałem także, by kogoś skrzywdziły włóczące się ostatnio po obrzeżach miast dziki, choć media nieustannie przed nimi ostrzegają.
    Oczywiście nawet zając może zaatakować, jeśli zaskoczymy go z bliska i uzna, że nie ma możliwości ucieczki. Ale zaskocz, człowieku, zająca!
    Dużo włóczyłem się w życiu po odludnych (choć europejskich) okolicach i nigdy nie miałem poczucia zagrożenia ze strony dzikich zwierząt. Chyba że chodziło o gniazdo os lub szerszeni.

  22. @ Pawel Lubonski

    „…i nigdy nie miałem poczucia zagrożenia ze strony dzikich zwierząt.”

    Gdyz zwierzat nie nalezy sie bac lecz je, w pewnym sensie, szanowac – zarowno te duze i te male jak i grozne oraz lagodne.

    Zycze przyjemnych wedrowek.

  23. To znaczy Pawle, czuję pewnego rodzaju zaniepokojenie. Bardzo często będąc w Tatrach idę czerwonym Doliną Waksmundzką, a że to jest na zboczach Wołoszyna, to idę i klaszczę.
    —————-
    Vandermerwe, nie odpowiedziałeś mi na pytanie, czy Twoim zdaniem w RPA jest bezpiecznie. Czy można tak turystycznie przyjechać do tego kraju, pochodzić po centrach miast (bez zapuszczania się na zadupia), przejechać autobusami czy pociągami pomiędzy miastami. Czy też lepiej tego nie robić. Różne rzeczy się słyszy.
    ———
    gszczepa, a to przepraszam. Ale wierz mi, że lokalsi najczęściej nie przebywają w miejscach turystycznych.

  24. @ Torlin,

    „..nie odpowiedziałeś mi na pytanie,..”

    Wiec odpowiem.

    ad 1. Jesli za punkt odniesenia przyjmiesz Europe to nie jest krajem bezpiecznym. Istniejace kontrasty spoleczne pociagaja za soba rowniez przestepczosc. Z drugiej strony z zona czesto jezdzimy na odludzie, gdzie rozbijamy namiot i spedzamy czas z dala od cywilizacji. W zasadzie kraj przyjaznych ludzi, chetnych do pomocy, o wiele bardziej otwartych na innosc niz np. mieszkancy Europy.

    ad 2. Przyjechac turystycznie mozna i wielu przyjezdza. Niemniej warto pamietac, ze jest to kraj 1,2 mln km kw. powierzchni i 50 mln ludzi, wiec sadyby ludzkie sa dosyc rozrzuone w terenie i niezbyt wielkie. Ich charakter tez odbiega od tego, co masz w Europie. Johannesburg ma troche ponad 100 lat i jest w sumie jest zbiorowiskiem osad, ktore z biegiem czasu zrosly sie w jedna aglomeracje. W efekcie zwiedzanie w stylu europejskim jest rzecza raczej trudna. Troche lepiej jest w Pretorii, miasto mniejsze i bardziej zblizone od pojecia miasta w sensie europejskim. Najblizej do europejskosci ma Kapsztad i Durban. Ponownie, wiekszosc ciekawych miejsc znajduje sie poza aglomeracjami miejskimi i w sumie one stanowia najwieksza atrakcje kraju.

    ad. 3 Zasadniczo podrozuje sie samochodem ( glowny srodek lokomocji) lub dalekodystansowym autobusem. Koleje w ostatnich dziesiecioleciach niestety mocno podupadly. W miastach publiczna komunikacja daleka od tego do jakiej przyzwyczajeni sa mieszkancy Europy. W Kapsztadzie moze byc np. lepiej niz w Johannesburgu ale zasadniczo lepiej nie liczyc na komunikacje miejska jako glowny srodek transportu. Jesli finanse pozwalaja warto wypozyczyc samochod. Dwa lata temu mialem okazje spotkac na pograniczu RPA i Lesotho Polke podrozujaca tylko i wylacznie srodkami komunikacji masowej po RPA jak i Afryce – i oczywiscie poprzez okazje co umozliwilo nam spotkanie i wymiane pogladow.

    Tyle na poczatek.

    Pozdrawiam

  25. Wielkie dzięki, właśnie o taką opinię mi chodziło. To chyba najlepiej wynająć jakieś biuro turystyczne tutejsze?

  26. Mysle, ze organizacja poprzez biuro jest dobrym pomyslem jesli chce sie miec jak najmniej problemow organizacyjnych. Jesli jestes powazniej zainteresowany wejdz na http://www.vervic.co.za.

    Pozdrawiam

  27. Dzięki, to jest jedno z moich marzeń, może kiedyś do zrealizowania. Ale za adres bardzo, bardzo dziękuję. Też pozdrawiam gorąco.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: