Napisane przez: torlin | 24/08/2015

Samotny trekking na Tajwanie

ABC7894

Ja tam cykorem nie jestem, zwiedziłem sam całą Europę + Gruzję, ale przed tą wyprawą odczuwam irracjonalny lęk. Spotkałem się znowu z moim młodym kumplem, który wyemigrował do dziewczyny na Tajwan i tam osiadł na stałe. Od dwóch lat namawia mnie, abym przyjechał do niego na kilka dni, daje mi nocleg, pomoże w wielu kwestiach, ale zająć się mną nie będzie miał czasu, studiuje i pracuje, że o spotkaniach z dziewczyną nie wspomnę. Tak że będę zdany na własną inicjatywę. Jeszcze w samym Tajpej dam sobie radę (jakoś), ale przy wyprawie w góry… Martwi mnie moja nieznajomość angielskiego. Tu pytanie do TesTeqa oblatanego w takich sprawach, Tymek mówi, że ma takie urządzenie – translatora, który wyświetla tekst tłumaczony z chińskiego na polski i na odwrót. Słyszałeś o czymś takim?

A Wy pojechalibyście na moim miejscu? Może pytanie jest bez sensu, bo wiadomo, że tak, ale poszlibyście w góry sami?

Advertisements

Responses

  1. I ja byłem w kwietniu w Bodrum
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18617630,awaria-samolotu-polscy-turysci-koczuja-na-lotnisku-w-turcji.html?lokale=local#BoxNewsLink

  2. Pewnie że tak, samotne góry mają swój urok.

    Jakoś trochę to irracjonalne, właśnie tajwańskie miasto bardziej chyba różne niż góry.

  3. Jeśli to urządzenie jest typu „rozmówki” z predefiniowanych zestawem tekstów, to może działać, ale jeśli tłumaczy wszystko, to będzie dużo śmiechu i poznasz wielu Tajwańczyków. 😉

  4. TesTeq

    A jak już Torlin pozna wielu Tajwańczyków będzie miał z kim iść w góry o translatorze nie wspomnę:-)

  5. Oczywiście, że TAK

    Ale Ci zazdroszczę.
    80% porozumiewania się – to wszystko poza mową.
    Na pewno znasz angielski na tyle, aby w podstawowych sprawach sobie poradzić.
    Poza tym – przecież nie jedziesz w ciemno tylko do kogoś. Starczy mieć telefon z miejscowym numerem i kontakt do Przyjaciela.

    Przygoda czeka..

    Fantastyczny pomysł

    To ja rozważam samodzielny wypad (dokądkolwiek mi się aktualnie zaśni), z kulejącym angielskim, a Ty zastanawiasz się nad taką propozycją?
    Bez żartów

  6. Dobra, poniosło mnie…
    Ale do znajomego bym pojechała.

    Prawdę mówiąc w Polsce jak niektórzy mówią, to też nie rozumiem. Tyle, że tu boję się do tego przyznać.

  7. A teraz „przyszła kryska na Matyska” i czas odpowiedzieć na zadane pytanie.
    Na początku lipca wdrapywałam się samotnie na Tarnicę od strony Ustrzyk Górnych. Maszerowałam śmiało z kijkami i każdy, kogokolwiek mijałam pytał , czy nie boję się sama chodzić po górach?( niby co to za góry? – ale bardzo je lubię).
    No i miałam zagwozdkę.
    Bo nie wiedziałam czego mianowicie miałam się obawiać?…
    znaczy co autor pytania miał na myśli?

    Czy tych krążących po Bieszczadach niedźwiedzi i rysi, czy też chodziło o ludzi?
    Pewnie jestem za głupia – bo nie przyszło mi do głowy się bać.
    Miałam dwa metalowe kije – jakiś pomysł na ewentualną obronę był.

    Nie wiem jakie zwierzęta grasują na Tajwanie – tygrysy chyba raczej w Indiach. Jeśli chodzi o ludzi – to raczej powinni być przyjaźni.
    Na szlaki uczęszczane przez ludzi można iść, w miejsca odludne raczej nie
    (w razie kontuzji samemu jest ciężko i ryzykownie).

  8. @maria: Torlin od lat kultywuje swoją nieznajomość angielskiego. Każdego dnia, zamiast nauczyć się jednego słowa, powtarza trzy razy „nie umiem angielskiego”. A tysiąc słów to więcej niż zna większość górskich Tajwańczyków!

  9. @TesTeq
    Zgadzam się z Tobą.
    Podejrzewam również, że Tajwańczycy w jeszcze mniejszym stopniu znają angielski niż Torlin:)

    Pozostają ręce.
    Torlin da radę.

  10. Przed 30 laty na początku września schodzilem samotnie z Tarnicy (krótko po wschodzie słońca) w stronę Ustrzyk Górnych przez Wołosate. Maszerowałem śmiało bez jakiegokolwiek kijka. Krótko przed metą na szlaku zauwazyłem stado owiec, którego pilnowaly trzy rosłe owczarki podhalańskie.
    Żyję, ale com się na….. nie wie nikt.:D

  11. @maria & Piotruś: Ciekawe, czy te owczarki znały angielski. Jeśli nie, to niesłusznym byłoby moje narzekanie na Torlina, że nie uczył się jednego słowa dziennie. Owczarki i tak odgryzłyby mu lewą nogę! 😀

  12. W sprawie angielskiego TesTequ to trafiłeś jak kulą w płot, bo wprawdzie nie od 3 lat, a od pół roku, ale usiłuję sam się czegoś tam nauczyć. Oprócz tego jak na nieznającego języka mam dość poważne słownictwo dzięki tytułom przebojów. Tyle ich było.
    ————
    Już Paweł pisał kiedyś o Rumunii, że psy są najgroźniejsze. Po tym, co czytam, to na Tajwanie najgorsze są jadowite węże.
    ———–
    Wszyscy mnie namawiają do wyjazdu, zaczynam coraz bardziej rozpatrywać taką możliwość

  13. Great news, Mr. Torlin. If you’re going to Taipei (San Francisco), be sure to wear some rice (flowers) in your hair…

    But wait – this will be appropriate:

  14. Sam bez zaglądania: wielka wiadomość, Panie Torlin. Jeżeli masz zamiar (if you want) przyjechać do Taipei, be sure to wear – nie rozumiem – jakiś ryż (a to nie chodziło o rose?) w twoich włosach.
    Początki są ciężkie, ale się nie poddaję. Kupiłem sobie duży zeszyt A4, i na każdej stronie zapisuję jakąś scenkę ze słownictwem, zwrotami, odmianą podstawowych czasowników tylko w 3 czasach (przeszłym, teraźniejszym i przyszłym), a to z hotelu, a to z muzeum, a to na targu. Typowo turystyczne.
    Napisała do mnie M., że w Indiach była w miejscach, w których nikt nie znał angielskiego, pisze, że ręce, długopis, kartka i uśmiech zastępowały wszystko.
    Tłumacz Google z podstawowymi tekstami i sposobem ich wymawiania jest genialny.
    With a little help from my friend dam sobie radę.

  15. To fragment słynnej piosenki, gdzie zamieniłem kwiaty na ryż (bo jedziesz na Tajwan):

  16. „Great” to także „wspaniały”.

    Dosłowne tłumaczenie „be sure to wear” to „bądź pewny ubrać” – nieźle oddaje sens oryginału. A tłumaczenia wszystkich piosenek świata możesz znaleźć tu: http://www.tekstowo.pl/piosenka,scott_mckenzie,san_francisco.html

    Good luck, Torlin!

  17. Mario, czy Ty wchodziłaś po schodach ?
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,147741,18645635,w-bieszczady-po-schodach.html
    mowę mi odjęło

  18. Powiem Ci Piotrusiu, że mnie to czasami wnerwia. Jak takie schody są od dziesiątków lat z Rusinowej Polany na Gęsią Szyję, to nikt larum nie podnosi.
    Może to i nie jest ładne, ale pamiętam dawne czasy, jak wchodziło się na Gęsią Szyję bez tych schodów, ani nie dawało się wejść, ani zejść. Ludzie wydeptywali coraz szersze ścieżki, aby nie zjechać na tyłku nie tylko po opadach deszczu. Taką samą sytuację masz na podejściu na Przełęcz Między Kopami, na trasie do Hali Gąsienicowej żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki. Też trasa nie do przejścia, i wymagałaby schodów.

  19. Ja już nie pamiętam schodów na Gęsią Szyję, ale na zejściu z Rusinowej do Wiktorówek schody sa niezbędne od września do maja ze względu na oblodzenie.
    Mimo schodów wszyscy użytkownicy szlaku zsuwają się komicznie na poręczach.
    Z Kopami chyba żartujesz – normalny szlak. Zreszta mozna zawsze wejśc przez Skupniów Upłaz.

  20. Tak, wchodziłam po schodach:)
    Byłam zaskoczona, ale przeszłam do porządku dziennego.
    Jedyne co mnie wkurzyło, to nieergonomiczna ich szerokość. Zawsze obciąża się jedną nogę.
    Skoro zrobili sobie tyle zachodu z tymi schodami – to mogli je zrobić jak należy – czyli żeby wchodząc lub schodząc lądować symetrycznie raz na jednej, raz na drugiej nodze.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: