Napisane przez: torlin | 05/09/2015

Absztyfikant u siksy

1362422798_by_ketchup13_500

Zdjęcie STĄD.

Pisząc Wam ostatnio o rozmowie z mieszkanką małej podlaskiej wsi, gdzie wywołałem zdziwienie umiejętnością „zaciągania” po tamtejszemu, przypomniałem sobie o jeszcze jednej umiejętności językowej, jaką nabyłem w młodości. Szkoda tylko, że już jej praktycznie nie mam.

Moja szkoła podstawowa nr 219 w Warszawie przy ul. Smolnej 30 (dzisiaj gimnazjum) zapisała się złotymi głoskami w historii Warszawy (fantastyczna prezentacja uczennicy II klasy), komuniści jednak nadali jej niezbyt chlubny tytuł im. Anny Wasilewskiej. Dla ludzi nieznających Warszawy chcę powiedzieć, że szkoła mieściła się na skarpie, a na dole było Powiśle, ze specyficzną atmosferą, ludźmi, gwarą i zwyczajami. Oczywiście to nie są czasy przedwojenne, jednak w latach 50. ubiegłego wieku jeszcze dużo pozostało z dawnego Powiśla.

I moja klasa podzielona była na dwie części, ludzi „z góry”, czyli Nowy Świat, Foksal, Kopernika, Gałczyńskiego, Ordynacka, i ludzi „z dołu”, czyli Tamka, Zajęcza, Cicha, Dobra. Między nami nie było kłótni, ani rywalizacji, bywaliśmy u siebie bardzo często, ale przez to poznawaliśmy inny świat.

I ja mówiłem „po warsiawsku”. Mama mnie ciągle upominała, żebym „mówił porządnie po polsku”, a mnie to imponowało, że mówię po powiślańsku. Kilka lat temu w metrze, jak zainstalowano ekrany CityInfoTv, pokazywano słowa ze „Słownika Gwary Warszawskiej” i ja – ku swojemu rozbawieniu – znałem je wszystkie. Jak pamiętam, to nie było u nas słów z gwary przestępczej, ale takie zwroty jak „w krótkich abcugach”, „ganc pomada” czy powyższe „siksa”, „absztyfikant” i inne TU wymawiało się bez przerwy.

Przeszło, minęło, nawet nie potrafię już prawidłowo wymówić „z buraczkamy”. Ale cieszę się ze słownika, że wszystko rozumiem. Ech, stare czasy, łza się w oku kręci.

Reklamy

Responses

  1. „I moja klasa podzielona była na dwie części,..”

    Czy tez „podzielona”? Nie sadze by byl jakis fizyczny podzial, chyba nie w tamtych czasach. Bedac uczniem wielu szkol pamietam, ze mielismy swiadomosc pochodzenia kolezanek i kolegow ale zazylosci i przyjaznie zawiazywaly sie „ponad podzialami”. Mialo to i te dobra strone, jak w Twoim przypadku, ze poprzez te znajomosci i przyjaznie poznawalismy zycie bez upiekszen.

    Pozdrawiam

  2. Vandermerwe, dziękując Ci za komentarz chcę przypomnieć, że ja wyraźnie pisałem, ze to było raczej stwierdzenie faktu, a nie rzeczywisty podział (tak jak na chłopaków i dziewczyny, na blondynów i brunetów). „Zejdziesz do mnie” albo „wejdziesz do mnie” było normalnym wezwaniem, a tak naprawdę bawiliśmy się na skarpie. Pamiętam, jak buszowaliśmy po ruinach, na których miejscu stoi teraz Uniwersytet Muzyczny przy ul. Okólnik 2.
    Ale Powiśle było inne. Wprawdzie mój najserdeczniejszy przyjaciel mieszkał na Zajęczej, ale nie pasował do okolicy, jego ojciec był jakoś tam postawiony w służbie dyplomatycznej i to było mieszkanie z wyższej półki. Ale poza tym to była prawdziwa Warszawa. Dzisiaj jej już nie ma.
    Ps Żeby była jasność, ja za nią nie tęsknię, wolę dzisiejsze Powiśle, ale sobie po prostu troszeczkę wspominam. Szkoda, że Edwara nie ma, on pamięta te tereny z tamtych lat.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: