Napisane przez: torlin | 14/10/2015

Triumfalne przekupstwo

 

Malbork Czytam sobie śliczny artykulik – notatkę o Malborku TU, i w pewnym momencie wybucham śmiechem. My, Polacy, mamy skłonność do triumfalizmów. Tak jak u Amerykanów i Rosjan musi być wszystko największe, u Japończyków skomputeryzowane, to u nas musi być triumfalne, polskie, opiewające wielkie sukcesy. A treść tej notki jest następująca: tytuł – „Plac miejski z fontanną i pomnikiem Króla Kazimierza Jagiellończyka w Malborku” i najistotniejszy fragment: „Jest to pomnik polskiego króla, który w czerwcu 1457 roku swoim triumfalnym wjazdem do Malborka rozpoczął tu, trwające 315 lat, tzw. „czasy polskie””.

Nie wiem, ale dla mnie triumfalny wjazd jest zawsze po jakimś zwycięstwie. Wielkim sukcesie. Wygranej. Po porażającej klęsce przeciwnika. A cóż to się stało, że polski król triumfalnie wjechał do Malborka? (odwiecznie polskiego miasta – śmiech pusty ogarnia, tak jak Polska od morza do morza – pytam się kiedy). Otóż fakty są takie, że po zupełnie kretyńskiej i niepotrzebnej klęsce pod Chojnicami, którą sobie Jagiellończyk ufundował na własną prośbę, oddziały krzyżackie poszły odblokować oblegany Malbork, a przerażony klęską Związek Pruski oddał Krzyżakom dopiero co zdobyte grody. I nagle się wszystko Krzyżakom załamało z powodu … braku funduszy. Z pustej kasy krzyżackiej nie można było opłacić wojska zaciężnego. Niemiec, właściciel zamku Czocha, przedstawiciel wielkiego rodu, Kasper Nostitz, publicznie wytargał za brodę wielkiego mistrza, grożąc mu śmiercią w przypadku niewypłacenia zaległego żołdu. Ponieważ wielki mistrz nie mógł dopuścić do odejścia swoich obrońców, dał im w zastaw największe swoje grody.

A ponieważ dalej nie było pieniędzy, to król Polski w  czerwcu 1457 roku za sumę 190 tysięcy węgierskich florenów kupił zamek w Malborku u czeskiego dowódcy zaciężnych wojsk Oldrzicha Czerwonki z Ledecza, a razem z nim Tczew i Iławę. W nagrodę Czerwonka otrzymał nadania zamków w Kowalewie, Świeciu i Golubiu, gdzie sprawował urząd starosty oraz godność pierwszego starosty królewskiego na zamku w Malborku. W latach 1457-1458 Czerwonka bronił Malborka przed wojskami krzyżackimi. W 1460 roku Czerwonka, po powrocie do Pragi, został uwięziony przez Jerzego z Podiebradów, za zdradę Zakonu i złamanie zasady honoru i wierności. Po dwóch latach uwolniono go dzięki polskiej interwencji.

Tylko…dlaczego wjazd Kazimierza Jagiellończyka był triumfalny? Z dzisiejszego punktu widzenia, kapitalistycznego, to byłby powód do dumy, ale ówcześnie? I stawianie z tego powodu pomników triumfalnych? Jakoś pobrzmiewa mi to fałszem i polskimi kompleksami. A jak pisze Focus TU: „Gdyby nie zachłanność pewnego Czecha, do Malborka jeździlibyśmy jak w podróż zagraniczną”. Artykuł ten podaje sumę 436 tys. guldenów węgierskich, to Wachmistrz byłby mi potrzebny, czy to jest to samo co 190 tysięcy węgierskich florenów. Prawdziwie kapitalistyczne zagranie.

Advertisements

Responses

  1. No cóż, Polska wygrała przecież tamtą wojnę. Częściowo za pieniądze, ale w dużym stopniu jednak na polu walki. Nie żałuj więc malborczanom tego triumfu.
    Nie tylko Polacy otaczają czcią wydarzenia, które triumfem w dosłownym znaczeniu nie były. Przykłady francuskie: zdobycie Bastylii i bitwa pod Valmy.

  2. Do zdobycznego wjeżdża się triumfalnie. Mało kogo obchodzi jak osiągnięto ten triumf. Zresztą idea rycerska się powolutku kończyła, czego i symbolem był stan Krzyżaków, więc komu to miało przeszkadzać?

  3. Nie marudź, pomnik widziałam niespełna miesiąc temu i jest naprawdę piękny-imponujący, a fontanna tylko ciut, ciut mniej imponująca 😉 od tej w Rzeszowie.
    Zastanawiająca jest ta maniera kręcenia nosem na wszystko, co nasze, polskie – albo zbyt jesteśmy skromni, co trąci kompleksami, albo zbyt jesteśmy sobą zachwyceni, co też trąci kompleksami – jakaś paranoja.

  4. Sarno, mnie nie chodzi o pomnik, w końcu obydwaj Panowie mają rację – zdobył, obojętne w jaki sposób. Może rzeczywiście nie mam racji, że włączenie po Państwa Polskiego stolicy znienawidzonego Zakonu zasługuje na triumfalizm. Nigdzie nie napisałem, że mam zawsze rację. Pisałem o tym wielokrotnie, że publikuję często notki o swoich uczuciach, przemyśleniach.

  5. @Torlin: Lubię, gdy bezpardonowo rozprawiasz się z oponentami, a tu taka wtopa. Nie wolno Ci siać zamętu, że być może czasami nie masz racji. Przyjmij postawę i łup – sierpowym, łup – prawym prostym, a w zwarciu – po nerach przeciwnika. 😀

  6. ‚Gdyby nie zachłanność pewnego Czecha, do Malborka jeździlibyśmy jak w podróż zagraniczną” – masz rację i jednocześnie jej nie masz Jacku. Malbork jest bardziej przyjazny cudzoziemcom niż tubylcom. Nawet żartowałam z tego z moimi gośćmi, że w kolejce do zamkowej kasy stoją sami japońscy i niemieccy emeryci, ale goście rezolutnie zauważyli, że polscy emeryci stoją w kolejce w aptece, i to tylko wówczas gdy mają kasę. Jak dla mnie zagraniczne wycieczki są wciąż tańsze niż krajowe wojaże. Zatem jadąc do Malborka możesz czuć się równie ‚obcy’ lub może nawet mniej niż za granicą – Urlich fon Jugingien ma niezłą zabawę spoglądając na nas sponad swojego obłoczka …, a ja mimo to polecam życzę ci byś mógł kiedyś pobyć choć chwilę w tym pięknym miejcu

  7. errata do własnej wypowiedzi, winno być; Zatem jadąc do Malborka możesz czuć się równie ‚obcy’ lub może nawet bardziej niż za granicą …

  8. TesTeq,w ostatnim, warszawskim maratonie biegł mój kuzyn, miał chwilę poważnej słabości, ale przed zejściem z trasy powstrzymała go obecność kibiców, więc nie miał wyjścia i dotarł do mety – biegłeś ? jakie masz wrażenia ? – bo chyba każdemu, kto biegł to konia z rzędem, choćby nie był K Jagiellończykiem, a pomieszkiwał na ulicy jego imienia.

  9. TesTequ!
    To jest sycylijska zasada pokazania niby swojej słabości… 😉
    ————-
    Sarno!
    Chyba nie masz racji. Bywasz w moim blogu to wiesz, że ciągle wyjeżdżam za granicę. Ale w tym roku we wrześniu ze względu na brak funduszy zostałem w kraju i zobaczyłem taką taniznę, że aż strach. Pięć noclegów, sam w pokoju dwuosobowym z pełnym wyżywieniem – 200 złotych, autobus Warszawa – Kraków – 11 zł, Wierchomla Mała – Nowy Sącz – 4.50.
    ————
    Biegam tylko dla przyjemności po Lesie Kabackim, i to muszę przyznać z żalem – coraz rzadziej. Zmęczony jestem robotą. Ale jak PiS dojdzie do władzy, to pójdę 1 grudnia przyszłego roku na emeryturę, a nie 1 marca 2018.

  10. @sarna: Nie biegłem w maratonie. Gratuluję Twojemu kuzynowi dotarcia do mety!

  11. Mam wrażenie, Torlinie, że ktoś, jak Ty to lubisz nazywać, wprowadził pomieszanie z poplątaniem…
    Floreny i dukaty narodziły się w Italii jako odpowiedź miast włoskich na pojawiającą się potrzebę obsłużenia coraz większych transakcji coraz i bardziej wartościowym (a więc złotym) pieniądzem. Zaczęła Florencja przepięknie grawerowanymi monetami z herbem miasta, czyli lilią, co prostaczkowie rozumieli jako kwiat (fiorino) i to dla tego elementu, a nie dla nazwy grodu, ów pieniądz został florenem. Dukaty bić zaczęła Wenecja po 1284 roku, czyli w jakieś półtora wieku po Florencji, ale podług tejże samej zasady, czyli że obie ważą po 3,5 grama złota i obie wartać miały tyle, co karoliński funt denarów srebrnych. Miano zaś dukata się powzięło z sentencji łacińskiej, którą Wenecjany tłoczyły na obwodzie: Sit tibi, Christe, datus, quem tu regis iste ducatus (Niechaj ci, Chryste, będzie oddane to księstwo, którym rządzisz).
    Obie monety przyjęły się w całej Europie i traktowano je wymiennie i obie się nawet mniej więcej równo deprecjonowały: w Polsce za Łokietka wartały po 14 groszy, a za Olbrachta już groszy 30 w zasadzie były już pieniądzem mitycznym, bo wyparł je, równowarty im, czerwony złoty polski, czy jak kto woli złoty lub czerwoniec.
    Od nazwy florena pochodzą zarówno węgierskie forinty, jak i… gulden właśnie, tyle że holenderski…:) Pierwotnie bowiem w Niderlandach tą monetę zwano „Gouden Florijn” (Złoty Floren). Ale na Węgrzech operowano jeszcze długo, długo florenami i gulden tam jako jednostka monetarna pojawiła się dopiero z przejęciem ziem węgierskich we władztwo cesarzy, a i to dopiero jako następstwo talara (a pierwszego talara wybito bodaj w 1519 roku). Tak czy siak, zarówno talar jak i gulden austriacki, czy później austro-węgierski był pieniądzem SREBRNYM i już choćby z tej racji nie może być z florenem tożsamym (choć bijący je władcy bardzo by tego chcieli, czego dowodem są bite na guldenach austriackich literki FL).
    Nie wiem skąd się wzięły autorowi artykułu guldeny węgierskie w tym czasie, zwłaszcza, że musiał on korzystać z opracowania W. Długokęckiego, Misja Hinka z Ledecza. Przyczynek do sprzedaży Malborka przez zaciężnych w czasie wojny trzynastoletniej, [w:] Biskupi, lennicy, żeglarze, pod red. B. Śliwińskiego (Gdańskie Studia z Dziejów Średniowiecza, Nr 9), Gdańsk 2003, s. 363-367., gdzie jest wprawdzie mowa o zatopionych pod Malborkiem w Wiśle 25 tysiącach guldenów węgierskich, ale wyraźnie też mówi, że „w monecie pruskiej”!
    Jak dla mnie to najprawdopodobniejsze jest traktowanie tu przez kogoś dość swobodnie przeliczenia wartości florenów via talar na znacznie późniejsze guldeny, zapewne dla zobrazowania czytelnikowi XIX-wiecznemu wielkości omawianej kwoty (podobnie jak się to dziś czyni, przeliczając dzisiejszemu widzowi, czy czytelnikowi, wartość antycznych czy średniowiecznych skarbów na współczesne dolary).
    Co się zaś tyczy tego, co Cię najwięcej zajmuje, to zapewne Oldrzycha Czerwonki by rycerze tamtocześni do stołu nie przyjęli, mniemając go za wyzutego z honoru a i sposób wojowania pieniędzmi za niehonorowy… Ale podobnie kiedyś myślano o zasadzkach, fortelach, czy nawet o starciach w innych proporcjach niż jeden na jednego i wszystkie te moralne rozterki Historia odesłała do lamusa jednoznacznie opowiadając się za jedynym kryterium skuteczności. Szczęśliwie nie absolutnej, bo inaczej największymi wodzami w dziejach okazaliby się bankierzy szwajcarscy…
    A prywatnie, choć anachronicznie, rzekłbym, że ten wojowania sposób oszczędza wystarczająco sporo wywleczonych z trzewi flaków rycerskich i żołnierskich, łbów potrzaskanych przez spadające z murów kamienie i ciał palonych w płonącej smole czy oleju, by go poważnie rozważać jako kandydata do wcale humanitarnego sposobu wojowania…
    Kłaniam nisko:)

  12. Torlinie, jak się dobrze zastanowić, to deklaracja: „Nie uważam, że zawsze mam rację” jest mało logiczna. Czy są ludzie, którzy wygłaszają jakiś pogląd, a zarazem uważają, że jest on niesłuszny? Chyba że schizofrenicy.
    Ja tam zawsze uważam, że mam rację. Jeśli ktoś lub coś mnie przekona, że jest inaczej, to mogę powiedzieć: „Nie MIAŁEM racji, ale teraz znowu mam rację, bo zmieniłem poglądy”.

  13. @ Pawel Lubonski,

    „Czy są ludzie, którzy wygłaszają jakiś pogląd, a zarazem uważają, że jest on niesłuszny?”

    Moze nie tyle „niesluszny” co moga miec watpliwosci co do racji. Wszystko zalezy jak skonstruujemy wypowiedz. Pod tym wzgledem moga byc wzory np dyskusji w kregach anglosaskich – jak sadze.

    Pozdrawiam

  14. @Paweł Luboński: Czy Torlin ma rację w twierdzeniu, że nie ma racji?

  15. „Czy Torlin ma rację w twierdzeniu, że nie ma racji?”

    Pokrewny problem rozwiązuje żydowski mędrzec w uroczej książce „Nasza Pani Radosna”: Czy jak człowiek myśli, że nie myśli, to on wtedy myśli czy nie myśli?

  16. @Paweł Luboński:
    Kościół jakoś to deklaruje tak, że ma rację w perspektywie historycznej. Z tego, co piszesz, wynika coś innego — ma się poczucie racji w chwili wypowiedzi (pisemnej, ustnej lub innej), nawet zdając sobie sprawę z omylności własnego sądu.
    Ale to niezupełnie musi być prawda. Ja przynajmniej mam poczucie ‚zajmowania stanowiska’, co oznacza, że często wypowiadam się wyraziściej niż uważam w rzeczywistości — jest to spowodowane swoistą korektą na wypowiedź partnera w dyskusji.
    Powiedzmy, że dyskutujemy ostatnią wypowiedź Olgi Tokarczuk, o Polakach jako osobach nietolerancyjnych i kolonizatorach. Wiem, że to prawda, ale nie cała (nawiasem mówiąc, Olga Tokarczuk wyraźnie też), gdy jednak spotkam jej krytyka nie niuansuję, że owszem, był okres tolerancji, ale był też była ona ograniczona; albo że owszem, Ukrainę można by uważać za przykład relacji ‚kolonialnych’, ale że prym wiedli miejscowi, spolonizowani wielmoże, a nie napływowi kolonizatorzy; tylko popieram. Gdybym jednak spotkał fanatycznego obrońcę, może bym sięgnął po drugą część prawdy…

  17. Przyjmijmy zatem, że Torlin ma rację w perspektywie historycznej, a pali czarownicami w kominku tylko wtedy, gdy jest zimno. 🙂

  18. Wachmistrzu, i co ja mam powiedzieć. Kłaniam się w pas w podzięce. Ale rozumiem, że jesteś za triumfalizmem.
    ————-
    „wszystkie te moralne rozterki Historia odesłała do lamusa jednoznacznie opowiadając się za jedynym kryterium skuteczności” – to jest ciekawy okres, gdy jeszcze ścierały się zasady Średniowiecza i właściwie nowej epoki. Z tego okresu – w bitwie pod Świecinem (1462) walkę zatrzymano na czas upałów, aby dać do siebie dojść koniom i jeźdźcom, a po południu walkę wznowiono. Jednocześnie nowe to dla przykładu walka jednego z Krzyżaków po stronie zakonnej przeciw Polakom, mimo że ci puścili go wolno z niewoli na parol (nie mogę znaleźć tego w Internecie).
    ————-
    Kazimierz Jagiellończyk, aby kupić Malbork, ze łzami w oczach błagał biskupa krakowskiego Tomasza Strzępińskiego o wydanie sreber kościelnych, sprzedał prywatne klejnoty, tak że w skarbcu zostały jedynie sprzęty niezbędne do koronacji i nieliczne pamiątki (fragment sukni Jadwigi i miecze grunwaldzkie. Ale i tak większość pieniędzy dały bogate miasta pruskie.
    ————–
    Pawle!
    Mnie się wydaje, że należy rozróżnić słowo „racja”, „racja moja” i „racja ogólna”. Ja wygłaszam jakieś prawdy objawione, które w moim mniemaniu są świętą prawdą, jak np. że największym wrogiem i krajem nienawidzącym Polski nie jest Rosja czy Niemcy, tylko Czechy. Ale zdaniem większości plotę bzdury, a Szymon mnie jakoś tam nazywa: nawiedzonym, czy coś takiego. Jest moja „racja” i „racja” ogółu. I dlatego piszę, że nie zawsze ją mam.
    ———–
    Jak dałeś tę anegdotę o rabinie, to przypomniała mi się zagadka dziecięca, ale wielce filozoficzna: „Czy jak aresztant stoi w swojej celi, to on siedzi, czy stoi”?. Z tym związana jest już autentyczna anegdota, która miała miejsce onegdaj, w czasach stworzenia naszej strefy w Iraku. To jest cudowny przykład, jak coś może być jednocześnie prawdą i nieprawdą „to było na pierwszej stronie”. Rzeczywiście, na pierwszej stronie jakiejś poczytnej gazety niemieckiej ukazał się artykulik, że w naszej strefie to przede wszystkim będzie można dostać wódkę i ogórki kiszone, i w związku z tym jeden z prawicowców wybuchnął oburzeniem. Tymczasem prawda jest taka, że był to artykulik satyryczny, jak kiedyś na 1 str. GW publikował swoje teksty Ogórek. Bo z jednej strony powiedzenie „na pierwszej stronie” sugeruje niesłychanie ważną wiadomość, a z drugiej, była to satyra.
    ————-
    TesTequ, ja się w czarownicach kocham.
    —————
    PAK-u!
    To tak jak ze słynnym – policyjnym – „Proszę odpowiedzieć – tak czy nie”. Na to aresztowany: „To proszę odpowiedzieć tak czy nie – czy przestał pan już brać łapówki?”.
    ——————
    I wracamy do „moich racji”, Ukraina w granicach Polski nie była kolonią, tam przede wszystkim działali lokalni książęta, a nie polscy.
    —————
    Vandermerwe!
    „wzory np dyskusji w kręgach anglosaskich” – napisz coś na ten temat.
    ————
    Słuchajcie, jeżeli któryś z Was chce napisać tekst, to ja go opublikuję w swoim blogu, wyślijcie mi go na adres jacek.torlin@gmail.com

  19. Ile płacisz za teksty?

  20. Ty kapitalisto! A działanie dla samej idei? Oprócz tego notka byłaby opublikowana pod Twoim nickiem. To tak dla porządku, to Ty mi powinieneś płacić za udostępnienie miejsca. 😉

  21. Brawo Ty! Brawo ja!

  22. @Torlin:
    Nadolski podobne rzeczy notuje dla „prawdziwego” średniowiecza 🙂 Należy rozróżnić to, co było pewną ideologią, czy może moralnym wzorem, a co było prozą życia.

  23. To, co ja chciałem napisać, właściwie Ty już napisałeś pod koniec notki… Cały ten tryumfalizm to sprawka naszych mniej lub bardziej świadomych kompleksów na tle historycznym. A skąd te kompleksy?

    Ktoś kiedyś wcale niegłupio powiedział, że Polacy bardziej rozpamiętują i przeżywają klęski, aniżeli wiktorie… Coś w tym jest.

    Miłego wieczoru, Przyjacielu 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: