Napisane przez: torlin | 17/10/2015

Agresja, spór, kłótnia i niesnaski

przedszkole_agresja_550x350

Zdjęcie STĄD

W jednym z bardzo zaprzyjaźnionych ze mną blogów rozpoczął się sąd nad moim blogiem, i nade mną. Dla mnie to nie pierwszyzna, to już trzeci blog odsądzający mnie od czci i wiary, pierwszy był Telemacha, później TesTeqa, a teraz tu. Biorąc pod uwagę, że jak ci trzech po kolei mówi, że jesteś pijany, to idź spać. Coś w tym musi być. Tylko należy się zastanowić – co?

Wiadomo świetnie, że blog jest zbiorowiskiem podobnych osobowości, ludzi czujących się dobrze ze sobą. Dla ludzi z zewnątrz może rzeczywiście przypomina to rój trutni, gdy tymczasem u nich sielsko – anielsko. Jako przykład można dać blog Piotra Adamczewskiego, w którym byłem od 2006 roku. Tymczasem od ładnych kilku lat jest to kawiarniane spotkanie osób opowiadających sobie, co która w tym momencie robi. Jedna pisze, że zrobiła jajecznicę swojemu mężowi, druga informuje, że idzie po zakupy, i co dokładnie kupiła, trzecia relacjonuje, co widzi za oknem, i jaka jest pogoda. Dla mnie to jest nudne nieprawdopodobnie, mimo że całe to towarzystwo bardzo lubię. Ale oni się dobrze czują ze sobą.

Czy my naprawdę cały czas się kłócimy? I czy w ogóle to można nazwać kłótnią? Zdaniem tamtej grupy w moim blogu „jak X powie białe, to Y za chwilę z pewnością będzie to widział czarnym, a to który jakie ma akurat zdanie czasem chyba zależy od tego, który z nich się wypowiedział pierwszy, drugiemu nie pozostawiając wyboru 🙂 ” i „spory komentatorów u Torlina nie służą chyba do przekonaniu oponenta do zmiany zdania”. I przy tym drugim zdaniu wydaje mi się, że jest pies pogrzebany. Otóż w opinii większości – nazwijmy to – osób spokojnych (niepolemicznych) istnieje coś takiego, jak przekonywające argumenty, gdy tymczasem ja uważam, że takie zwierzę nie istnieje. Dyskusja, jak w POPiS-ie, służy li tylko przedstawieniu swoich argumentów, bez możliwości ich zmiany. Cieszę się bardzo, czytając w innych blogach, tzw. spokojnych, o zmianie swoich przemyśleń pod wpływem argumentów strony przeciwnej, bo jak żyję czegoś takiego nie widziałem.

Napisałem w odpowiedzi, że dla mnie spór jest solą życia, możliwość przedstawienia argumentacji przy oporze interlokutora największą frajdą (przecież nie napiszę – orgazmem intelektualnym) 😉 ). Ja takiego letniego blogu, w którym królują wpisy: „jak to autorze cudownie żeś napisał” w ogóle bym nie prowadził. I teraz sam nie wiem, czy ja jestem niereformowalny i powinienem pójść spać (czyli się uspokoić), przestać prowadzić blog, skoro tylu ludzi on denerwuje (i moja skromna osoba), czy – za radą Wojtka Młynarskiego – „robić swoje”. Chyba jednak wzorem Noego, Kolumba czy Nobla z piosenki będę robił swoje. A że przeczytam znowu: „Po prawdzie, gdzie Torlin to i jakiś spór wisi niechybnie w powietrzu albo kłótnia lub niesnaski jakoweś, więc nie będę czytał aby asumptu nie dawać” – powiem słowami Wołodyjowskiego: „nic to”.

Ps. Ale w tym krytykującym mnie blogu będę bywał, bo za nim przepadam, jak i za autorem, i niektórymi komentatorami. Biorąc pod uwagę tych ostatnich – nazwijmy to – grzeszę miłością platoniczną, jednostronną.

Advertisements

Responses

  1. Najważniejsze, żebyś bywał u siebie. I przestał sobie zawracać głowę, co inne blogi mówią o Tobie. Czyżbyś był uzależniony od opinii innych? Czy może jednak postępujesz słusznie niezależnie od tego, co uważają inni?

  2. Ja nie jestem uzależniony TesTequ, ale bywam u innych, i czytam. I jako człowiek jako tako rozgarnięty i inteligentny nie wybucham świętym oburzeniem, ani – jak Ty to proponujesz – kompletną olewką, ale staram się szukać ewentualnych błędów w swojej osobie, lub próbuję znaleźć przyczyny takiego sposobu myślenia, jak u komentatorów w tamtym blogu.

  3. Masz dobry przykład, co mi często nie pasuje w tutejszych dyskusjach. Na motywach mojego komentarza, że należy postępować słusznie, nie zważając na nieprzychylne wypowiedzi malkontentów, wysnułeś teorię, że proponuję „kompletną olewkę”. Ani to miłe, ani zgodne z prawdą. Może dlatego atmosfera tutaj często zmierza w kierunku konfrontacji. Nie dyskutujemy z innymi, ale z naszymi wyobrażeniami o nich.

  4. Obiecuję poprawę 😀

  5. ,,W jednym z bardzo zaprzyjaźnionych ze mną blogów rozpoczął się sąd nad moim blogiem, i nade mną..”

    Torlinie sądzę że sądy sądami ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie:-)

    ,,Ale w tym krytykującym mnie blogu będę bywał, bo za nim przepadam, jak i za autorem, i niektórymi komentatorami. Biorąc pod uwagę tych ostatnich – nazwijmy to – grzeszę miłością platoniczną, jednostronną…”

    A po co ci nowe blogi jak masz już te stare sprawdzone 🙂

    Wiele Ci można zarzucić ale żebyś Ty za bardzo tolerancyjny był to nie:-)

    ,,Grzeszyć miłością platoniczną jednostronną „- jak ładnie:-)

    Jedno mnie tylko niepokoi, to palenie czarownic jak robi się jesiennie i zimno
    brrrr.

    ,,Wagą zabraną Temidzie
    Bawimy się w sprawiedliwość
    Na jednej szali zło kładziemy
    Na drugiej dobro i litość

    Wszyscy się cieszą z równowagi
    Gardła zdzieramy w wiwatach
    Wszyscy się cieszą z równowagi
    Wskazówkę puszczamy po latach
    …………….

    Pozdrawiam all 🙂

  6. To TesTeq napisał o paleniu czarownic, ja powiedziałem, że je kocham.

  7. Pozwolę sobie zauważyć, że dopiero w czasie fermentu, wymianie opinii, poglądów, różnego postrzegania świata, rodzi się co nowego, nowa wartość.

    Ostatnio zauważyłam, że to „wódz” przemawia – dotyczy to również prozy codziennego życia.
    Ten, komu inni pozwalają mówić i otrzymuje poklask – rozkwita, z czasem jednak zmienia się w durnowatego bufona (nie ważne co powie – należy mu się poklask) – to też tyczy się codzienności:)
    Najwyraźniej zmiany na niekorzyść widoczne są wśród polityków – z czasem nawet wcześniej rozsądni, stają się nie do zniesienia.

    Ważna, niezbędna wręcz wydaje się różnica zdań, poglądów – abyśmy nie skapcanieli(?), zmienili się w starych (bez względu na wiek) zgredów, których nikt nie chce już słuchać.

    Poza tym…

    Przecież w dyskusji, sporze nie powinno chodzić o przekonanie przeciwnika do swoich racji (o jaki mądry jesteś), tylko pokazanie swojego stanowiska. W ten sposób ubogacamy siebie nawzajem.
    W związku z powyższym:
    całkowicie zgadzam się ze słowami Gospodarza ” że dla mnie spór jest solą życia”.

  8. P.S.
    „Nieważne, jak dobry jesteś, ważne, jak dobry chcesz być” – to tak na temat błędów ortograficznych, czyhających zza węgła na wpatrzonych w klawiaturę, a nie ekran:)

  9. Muszę dodać, że według mnie, posiadasz Torlinie wybitne umiejętności społeczne (chodzi mi o inteligencję społeczną – tak istotną). Potrafisz łagodzić spory. Szanujesz czytelników, dajesz im dużą swobodę w wyrażani opinii, emocji związanych z omawianym tekstem.
    Po prostu KULTURA

    I tego się trzymajmy:)

  10. Na koniec
    Cóż może być cenniejszego niż emocje?
    Nie ma nic!
    Jeśli jakieś słowo pisane rozpala wśród innych emocje – to przecież jest wygrany los na loterii – Wielka Wygrana.

    Oczywiście, że łatwiej jest przytakiwać i chwalić. Pisać o gotowaniu, sra…, itd. (nikogo ne obrażam – tak po prostu jest)

    To jasne jak słońce.
    Wszyscy są mili, nie poruszają drażliwych tematów, a i karierę internetową można zrobić:DDD.

    Może jednak dlatego Tora-kamienna wioska to jedyny blog, który w miarę regularnie czytuję.

  11. maria pisze: Cóż może być cenniejszego niż emocje?

    Rozum. Piszę o tym w mojej książce: http://teraz3.pl

  12. Torlinie, czemu bawisz się w jakieś podchody i piszesz w sposób nieokreślony o jakimś mitycznym zdarzeniu ? Czemu nie powiesz wprost, że chodzi o mojego bloga, o mnie i o moich komentatorów? Czemu nie dasz linka http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com/2015/10/rekomenduje.html do omawianej notki (której cała treść sprowadza się do jednozdaniowego polecenia Twojej notki), żeby Twoi Czytelnicy nie mogli sami ocenić, czy aby nie robisz wideł z igieł, bo w moim przekonaniu robisz i to dość paskudnie…
    Czuję się całą sprawą dość przykro zaskoczony, zwłaszcza po Twoim wczorajszym mailu, na który odpowiedziałem, jak zwykle, serdecznie, ani przypuszczając, że mi tu taki pasztet smażysz…
    Sformułowania, którymi szermujesz: „rozpoczął się sąd nad moim blogiem i nade mną”, „blog odsądzający mnie od czci i wiary”, jeszcze w dodatku w powiązaniu z tytułową „agresją” (Jacku, czyś Ty szaleju się najadł?!!!) sugeruje, że jest to nieledwie jakaś kampania nienawiści, w dodatku gdzieś tam w tym tkwić musi sprawca, zatem domyślnie autor bloga… A w rzeczywistości raptem jeden z moich komentatorów, Szczur, stwierdził w odpowiedzi na moją rekomendację, że do Ciebie zachodził nie będzie, bo mu się kojarzysz ze sporami, których On najwyraźniej nie lubi i to jest Jego święte prawo, które i Ty, i ja powinniśmy umieć uszanować. Cytujesz Go zresztą, szczęśliwie akurat dosyć kompletnie, bo moje akurat słowa o X i Y pozbawiłeś poprzedzającego je „czasem mam wrażenie”, co chyba dość wyraźnie sugeruje incydentalność zjawiska, a całość jest raczej zapisem wątpliwości, którym Ty nadałeś charakter twierdzenia, zatem i osądu Twojego bloga i dyskutantów… I na tym koniec, chyba, że tej wyimaginowanej kampanii nienawiści zaliczasz też słowa Knezia, że Szczur ma dużo racji, bo”usilne dążenie do wywołania dyskusji często wywołuje niepotrzebne zadrażnienia”
    Reasumując: mam przykre wrażenie, że całą sytuację zmanipulowałeś, i to czego nie wiem, sprowadza się do tego, czy cierpisz na przeczulicę i rzeczywiście tak to postrzegasz, czy zrobiłeś to celowo, choć , dalibóg, nie pojmuję w jakim celu…
    Co do słów Twoich o tym, że nie widziałeś zjawiska zmieniania czyichś przemyśleń pod wpływem argumentów strony przeciwnej, to daleko nie szukając, w dyskusji pod tąż właśnie notką na moim blogu niejaki Torlin, odpowiadając Vulpianowi, stwierdza „ ja się zastanawiałem w momencie pisania notki, czy triumfalny wjazd jest na miejscu. Ale zmieniłem zdanie, gdy sobie pomyślałem, że król wkraczał do stolicy odwiecznego wroga brużdżącego od stuleci”
    Tak, owszem, uważam, że dyskusja powinna do czegoś zmierzać, a nie być tylko prezentacją stanowisk, bo w ten sposób terapia grupowa w domu wariatów, gdzie oni po kolei opowiadają swoje sny, też jest dyskusją. Wypracowanie stanowiska, będącego do przyjęcia przez większość (jeśli nie wszystkich) zapewne nie jest możliwe w sporach o sprawy abstrakcyjne i Platona z Arystotelesem nie pogodzimy, ale gdybyśmy przyjmowali wykładnię, że dyskusja jest tylko do prezentowania stanowisk, to nie stworzylibyśmy jako ludzkość żadnego zbiorowego projektu, nie wyprodukowalibyśmy niczego poza sprzętami prostymi, możliwymi do zrobienia przez pojedynczego rzemieślnika… Nie powstałyby samoloty, bo już Orville Wrght musiał swoje pomysły uzgadniać z Wilburem, a dziś zapewne nawet kubka do kawy nie dałoby się wyprodukować bez uzgodnień pomiędzy projektantami, menedżerami produkcji, księgowymi etc.etc. To są czasem setki ludzi, którzy MUSZĄ dojść do jakiegoś consensusu, bo inaczej nie postawilibyśmy nawet śmietnika osiedlowego… Że nie wspomnę o Okrągłych Stołach i temu podobnych…

  13. Jak czytam, mamy tu okoliczność z tragedią grecką i szat rozdzieraniem, od czego proponowałbym odstąpić. Blog to specyficzny przekaz medialny, funkcjonujący w przestrzenie publicznej, a w związku z tym autor prezentacji musi się liczyć z różnorodnością reakcji czytających, z naciskiem na słowo musi, bo inaczej kierowanie przekazu w anonimową przestrzeń ma sensu. Tak na marginesie, uważam Twoje teksty Torlinie za interesujące, natomiast nie możesz mieć żalu, że nie jestem zainteresowany uczestniczeniem w tzw. dyskusjach, czyli udzielaniem się w opcji komentarze. Swoją drogą, owe komentarze to moim zdaniem gangrena blogów, co nie oznacza że namawiam kogokolwiek aby taki pogląd podzielał. Skoro jednak, to odnotujmy że świętym prawem autora jest z samej definicji autorskie podejście, w tym m.in. również przyjęta przez niego formuła komunikacji z czytelnikami. Dlaczego krytycznie o komentrarzach? Otóż dlatego, że obowiązujący w blogowej społeczności savoir-vivre wpisywania, tzw. komciów na każdą możliwą okoliczność prowadzi w konsekwencji do kreowania wokół bloga społeczności o cechach kółka wzajemnej adoracji, ewentualnie – w opcji przeciwnej – do równie niestrawnych jak i jałowych sporów. Nieśmiało również odnotuję, że blogów tak naprawdę nikt nie czyta, z wyłączeniem samych blogerów, zatem kreowanie tu jakiś poglądów w szerszym rozumieniu tego określenia, mija się najzwyczajniej z sensem. Autor co miał napisać, czy też zawrzeć w tekście to w jego ocenie zawarł, a wracając do bloga w rozumieniu przekazu medialnego to przekaz taki jest, a nawet musi być jednostronny. No chyba, że ktoś chce rozumieć to jako bliżej nieokreślony wiec w wirtualnej przestrzeni, czy też ma zamiar prowadzić czat z moderatorem dyskusji, obsadzając siebie samego w takiej roli. Tylko wówczas nie należy mieć pretensji, że ujawniają się odmienne poglądy, np. w podejściu do blogowania.

  14. Mario!
    Dziękuję!
    ————
    TesTequ!
    Rozum wyprany z emocji… coś strasznego. Książkę będę musiał kupić – ogłaszaj takie rzeczy w moim blogu.
    ————-
    I teraz najgorsze – tłumaczenie się u Wachmistrza.
    Napisałem do Ciebie e-maila, aby z góry Cię zaręczyć, że cokolwiek napiszę, nie jest skierowane przeciwko Tobie. I widzę, że nie osiągnąłem celu, bo jesteś jednak przykro zaskoczony. Chciałem te zaskoczenie wyprzedzić, ale mi się jednak nie udało. Nie dałem również linku do Twojego blogu, bobym mógł usłyszeć jeszcze gorszą rzecz, że prowadzę kampanię anty-. Chciałem potraktować sprawę uniwersalnie, zastanowić się, co się dzieje, że w kolejnym blogu mam niechętnych sobie komentatorów. I chyba masz rację, że jest to wypadkową charakteru ludzi mnie odwiedzających. Mam wrażenie, że kogokolwiek bym nie wymienił z osób mnie odwiedzających, to jest kawał solidnego, twardego charakteru, którego jest ciężko przekonać do czegokolwiek.
    Już nie pierwszy raz podstawowy cel notki nie jest widoczny dla komentujących, celem ich wpisów pozostaje tło, tak jak i Twój powyższy. Tak było w przypadku Kazimierza Jagiellończyka, gdzie komentujący nie nawiązywali do faktu triumfalnego wjazdu i oceny tego czynu, tak jest i teraz, bo przecież uwagi w Twoim blogu są dla mnie jedynie tłem, kanwą do rozważań, co się dzieje, że i ja sam, i mój blog, jest odrzucany przez inne osoby. Słowa, komentarze z Twojego blogu są przykładem dla moich przemyśleń, a nie konkretną dyskusją z konkretnymi osobami. Jeszcze raz, całość wpisu miała być rozważaniem nad zjawiskiem, a nie publicystyką polemiczną.
    Proponuję Wachmistrzu skończyć tę dyskusję, jest w gruncie rzeczy niepotrzebna. I zaręczam Ci, że wszystko, co napisałem, nie było skierowane przeciwko Tobie. Powtórzę: „Ale w tym krytykującym mnie blogu będę bywał, bo za nim przepadam, jak i za autorem”.
    Jak masz żal w sercu, zapomnij.

  15. Szczurze z Jeziora, dopiero teraz zauważyłem Twój wpis. Po przeczytaniu go dochodzę do wniosku, że odpowiedź dla Wachmistrza jest również dla Ciebie. Nazwijmy to – jest uniwersalna. Zrozumiesz, że celem wpisu nie była: „okoliczność z tragedią grecką i szat rozdzieraniem”, tylko uniwersalność zjawiska.
    Kilka uwag, ale drobnych:
    1. „natomiast nie możesz mieć żalu, że nie jestem zainteresowany uczestniczeniem w tzw. dyskusjach” – gdzie ja wyraziłem taki żal?
    2. „komentarze to moim zdaniem gangrena blogów” – absolutnie się z Tobą nie zgadzam, daleko nie szukając odpowiedzi Wachmistrza. Mam w blogu wspaniałe komentarze, bardzo wiele wyjaśniające.
    3. „blogów tak naprawdę nikt nie czyta, z wyłączeniem samych blogerów” – no to chyba jasne, tak jak gazet nikt nie czyta z wyjątkiem czytelników gazet,a telewizji nikt nie ogląda z wyjątkiem telewidzów. Mój blog jest niszowy, i cieszę się, że taki jest. A komentatorów mam wspaniałych, o olbrzymiej wiedzy, tak strasznie brakuje mi Edwara (Danę), zniknął, a był wspaniały.
    4. Chciałem dyskretnie zauważyć, że to nie ja rozpocząłem tę całą awanturę, a skupi się to w końcu na mnie i na mojej przyjaźni z Wachmistrzem.
    Oby nie.

  16. No to huzia! Zaczynam agresję.

    „Otóż w opinii większości – nazwijmy to – osób spokojnych (niepolemicznych) istnieje coś takiego, jak przekonywające argumenty, gdy tymczasem ja uważam, że takie zwierzę nie istnieje.”

    To nie tak, Torlinie. Masz tylko część racji. Rzeczywiście, wiele osób sensowną i wartościową dyskusję wyobraża sobie w ten sposób, że na jej koniec jedna ze stron, powalona siłą argumentów, oświadcza: „Przyznaję ci rację, moje poglądy były niesłuszne”. Bez takiego finału uważają, że była to tylko strata czasu.
    To oczywiście nonsens, bo rozmowa dwóch inteligentnych ludzi mających dobrze przemyślane (choć odmienne) poglądy praktycznie nigdy nie kończy się w ten sposób. Ale to nie znaczy, że argumenty nie mają siły przekonywania. Wszyscy (no, prawie wszyscy) zmieniamy przecież poglądy, tyle że nie dzieje się to za sprawą jednej dyskusji i jednego zestawu argumentów. To jest proces długotrwały. Ja na przykład przeszedłem w ciągu życia poważną ewolucję światopoglądową, ale nie stało się to w taki sposób, że zjawił się mądry wujek i rach, ciach, przekonał mnie. To było stu albo dwustu mądrych wujków przez całe lata działających na zasadzie kropli drążącej skałę. Oczywiście pisząc „wujków” mam na myśli najróżniejsze czynniki: od osobistych doświadczeń, poprzez rozmaite lektury, po kontakty z ludźmi mądrzejszymi ode mnie. Tak to działa.
    Podobnie jest z wiarą religijną. Nie wierzę w bajeczki o nagłych nawróceniach lub nagłych utratach wiary. Coś takiego może się zdarzyć ewentualnie wtedy, gdy człowiek prymitywny umysłowo, nieskłonny dotąd do głębszych refleksji, trafi na mentora znacznie górującego nad nim intelektualnie.

    A mój komentarz do zasadniczego tematu tego wpisu: nic smutniejszego niż kiedy ludzie zaczynają dyskutować o sobie wzajemnie zamiast o nieco szerszych zagadnieniach.

  17. Torlin pisze: 3. „blogów tak naprawdę nikt nie czyta, z wyłączeniem samych blogerów” – no to chyba jasne, tak jak gazet nikt nie czyta z wyjątkiem czytelników gazet,a telewizji nikt nie ogląda z wyjątkiem telewidzów.

    Zgadzam się ze szczurem z loch ness, ale widzę, Torlinie, że przeczytałeś coś innego niż On napisał.

    szczur z loch ness napisał: „blogów tak naprawdę nikt nie czyta, z wyłączeniem samych blogerów”.

    To nie oznacza, że „gazet nikt nie czyta z wyjątkiem czytelników gazet”, ale „gazet nikt nie czyta z wyjątkiem REDAKTORÓW gazet”.

    To nie oznacza, że „telewizji nikt nie ogłada z wyjątkiem telewidzów”, ale „telewizji nikt nie ogląda z wyjątkiem twórców programów”.

    O ile w przypadku gazet i telewizji twierdzenia te są fałszywe, bo istnieją czytelnicy i telewidzowie, to w przypadku większości niszowych blogów czytelnikami są twórcy innych niszowych blogów i sam autor. Prawdziwi ludzie są teraz na Facebooku i Twitterze. Dlatego w moim blogu zamknąłem komentarze, a rozmowę z ludźmi prowadzę w mediach społecznościowych.

  18. @ wachmistrznadwachmistrze
    Zważywszy na wolność osobistą i integralność każdego człowieka pozostawanie przy „swoim” nie kłóci się z możliwością wspólnego działania w ściśle określonym celu.
    Przykładem mogą być dobrze rozwijające się państwa, gdzie współistnienieją różne religie oraz nacje z bagażem własnego dziedzictwa.

    @ TesTeq
    Dziękuję za poleconą pozycję – kiedyś ta tematyka to był to mój konik – kupowałam dużo, co tylko ukazywało się na rynku. Później stwierdziłam, że trzeba nareszcie zacząć żyć i przerzuciłam się na kryminały:)
    Książki jednak dużo mówią o autorach i kierowana tym typem ciekawości….

    @szczur z loch ness

    Może niektórych komentatorów trudno znieść.
    W realu jednak też są ludzie do których mamy, taki jak tu stosunek i jakoś sobie radzimy.
    Jesteśmy różni.
    ….swoją drogą, prowadząc bloga zawsze chciałam mieć wielu komentatorów.
    Widać mówiłam (lub nie) prawdy objawione z którymi ktoś chciał (lub nie) się zgodzić lub nie:)… a najczęściej nie:)

    Mam wrażenie, że dopuszczenie do komentowania innych, wymusza na nas dystans do siebie i tego co mówimy, myślimy. Trzeba wciąż weryfikować swoje poglądy – bo może ktoś wcale nie jest taki głupi, a może innymi słowami opisuje to samo co Gospodarz (a awantura w międzyczasie na cztery fajery).

  19. Mario – dziękuję.
    ————-
    Pawle – dziękuję.
    ——
    TesTequ!
    1. Może rzeczywiście masz rację, i Szczur również. Ale jak spojrzymy na mój blog, to i Paweł nie prowadzi swojego, i Maria, i Vandermerwe, i Piotruś, czyli mniej więcej połówka z komentujących w Kamiennej Wiosce. Czyli coś się w tej tezie nie klei.
    2. Nie lubię Fejsa i Twittera, to dla mnie nie jest rozmowa. Niesamowite wręcz bzdury wypisywane przez przypadkowych przechodniów internetowych, chamskie wypowiedzi. To nie dla mnie. Mam nadzieję, że mi zezwalasz na odrobinę klasyki i konserwatyzmu. Czytam Pana Kuczyńskiego na Facebooku, który po zamknięciu swojego blogu przeniósł się do Facebooka, tylko mu współczuję, co musi wyczytywać na swój temat. To nie dla mnie. Blog miał być w założeniu przyjemnością dla mojej psyche, i spełnieniem pragnień dziecięcych. A nie polem bitwy.

  20. Jak zapewne za jakiś czas odnotujesz Torlinie, bo dotychczas nie daje się to zauważyć, ani Imć Wachmistrzowi, ani tym bardziej mojej niegodnej osobie, ani w głowie wchodzenie w jakikolwiek spór w tej burzy w szklance wody. Tym bardziej, że – i to będąc niestety szczerym – ani mój, ani Twój blog nie umywa się nawet do prezentacji o nazwie Pogderanki. Przykre ale takie są fakty. Więc nie stawiaj Imć Wachmistrza w niezręcznej sytuacji. A konkretnie imaginując, że zadawnioną znajomość ze wspomnianym utracisz. Obawiam się nawet, że w stosunku do tej konkretnej osoby brzmi to mocno miewiarygodnie. Zatem jeśli już ktoś kreuje tu coś, czy też jak nazwał to Wachmistrz w pytaniu: czy aby nie robisz wideł z igieł, bo w moim przekonaniu robisz i to dość paskudnie … to właśnie do takiej tezy się skłaniam. Zaś co do reszty, bo zostałem wywołany do tablicy przez Marię – różnica nie może być wadą, bo leży pomiędzy.

  21. Szczurze. Koniec. To jest surrealizm.

  22. @maria: Dowiesz się trochę o mnie. Poznasz też metodę uruchamiania pociągu, który stanął w szczerym polu. I to bez wstawania z miejsca pasażera! 😉

    Innym też polecam: http://teraz3.pl

  23. Torlinie, chyba nie sądzisz, że wprawię kogokolwiek w zdumienie stwierdzając, że dalsza dyskusja nie jest potrzebna i niczemu nie służy, czyli przyznam Ci rację. Oczywiście, że masz rację. Pozwolę sobie również na prywatę, tzn. prośbę abyś nie traktował mnie jak wroga. Dla porządku dodam, że mylisz się stwierdzając, że nikt z komentatorów Imć Wachmistrza do Ciebie nie zagląda. Chociażby ja zaglądam i to nie z zamiłowania do masochizmu ale dlatego, że jest to prezentacja interesująca. Komentarzy z regułu nie czytam, bo nie czytam. Trudno, pewnie wiele tracę, zyskując przy okazji sporo czasu, więc nie żałuję. Niestety, wypowiedzi rozlały się na dwa blogi. W każdym razie problem, który stawiasz: chciałem potraktować sprawę uniwersalnie, zastanowić się, co się dzieje, że w kolejnym blogu mam niechętnych sobie komentatorów – uznałbym za wydumany. To standardowy koszt funkcjonowania w przestrzeni publicznej. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, a wrogowie się kumulują. Nie sądzę aby czymś rozsądnym było uzależnianie tego co piszemy od takiego lub innego komentarza w sieci. Róbmy swoje, tak to określę.

  24. @szczur z loch ness: I ty, Brutusie, proponujesz „kompletną olewkę”? Bo tak Torlin określa postawę „Nie sądzę aby czymś rozsądnym było uzależnianie tego co piszemy od takiego lub innego komentarza w sieci. Róbmy swoje, tak to określę.”

  25. Pozwolę sobie dołączyć do Szczura, tyle że ja często czytuję również i komentarze, bo taki mam zwyczaj dziwny. Pozwolę sobie również dodać, że aczkolwiek nieregularnie, ale czynię to od lat kilku i jako Dreptak zamieściłem dawno temu kilka komentarzy. Bywałem tu dużo wcześniej niż u Wachmistrza. Chociaż nie oczekiwałem nigdy odnośnego rewanżu, bo nie przestrzegam blogowej zasady wzajemności, to jednak miałem powody uznać, że moja obecność nie budzi tu specjalnego zachwytu, więc i pisanie komentarzy wskazane nie jest.
    Dzisiejszy incydent nie był dla mnie specjalnym zaskoczeniem, widywałem już kilka z podobnym scenariuszem. Przyzwyczajenie podobno drugą naturą.? 😀 😀 😀

  26. Torlinie, nie ja rzecz zaczynałem, zatem nie do mnie należy jej kończenie… Miałem się już nie odzywać i pokryć sprawę całunem niepamięci i kurzem braku uwagi dla ewentualnego pokłosia, ale nawołując do zakończenia, równocześnie wywołujesz do tablicy… Nie wiem jak udało Ci się tak to rozumieć, że cokolwiek napiszesz, nie jest przeciwko mnie. Może jestem prostym wachmistrzem, który rozumie rzeczy prosto: „tak-tak”, „nie-nie” i nie wychwytuje niuansów i subtelności, ale jak dla mnie to napisałeś notkę pt. „Agresja, spór, kłótnia i niesnaski” o tym, jak Cię na moim blogu rzekomo odsądzamy od czci i wiary… Wybacz, ale jeśli coś się dzieje na moim blogu, to ja za to odpowiadam, bo na to mam możność redagowania go, by – jeśli trzeba – nawet komentatorów moderować, godzić (co się zdarzało), a w skrajnościach zacietrzewień, gdy rzecz już zakrawała na nieobyczajność lub przekroczyła granice dobrego smaku, ostrzegać o braku mej zgody, czy nawet jeśli i to nie pomogło, by usuwać takie komentarze (co mi się za dziesięć lat może z pięć razy zdarzyło), czy nawet i samych komentatorów wypraszać (tego pamiętam żem ledwo dwa razy dopotąd musiał czynić)… Jakże zatem rzecz może nie dotyczyć mnie?
    Jeśli mam po temu narzędzia, by do czyjejś krzywdy nie dopuścić, lub jej efekty załagodzić lub naprawić, to czemu żem tego nie uczynił? Z prostego powodu: bo nie uważałem i nadal nie uważam, żeby Cię u mnie spotkała jaka krzywda, czy despekt… I jeśli w tym się różnimy, to znaczy, że rzecz jak najbardziej dotyczy Ciebie i mnie… Nie wiem, co wg Ciebie jest jeszcze jakimś innym, niedostrzegalnym dla mnie celem notki, bo jeśli miały nim być jakieś refleksje osobiste, to trzeba ich było przeprowadzić samemu ze sobą, intymnie…
    Zgadzam się z Tobą, że najwyższa pora to zakończyć i, jeśli idzie o mnie, ta jest moja wypowiedź w temacie ostatnia, ale nie zgodzę się, żeby zapomnieć, bo i ja muszę wyciągnąć z tej sprawy wnioski względem przyszłości, a tego się nie da czynić nie pamiętając…
    Kłaniam nisko.

  27. @Torlin:
    > Otóż w opinii większości – nazwijmy to – osób spokojnych (niepolemicznych) istnieje coś takiego, jak przekonywające argumenty, gdy tymczasem ja uważam, że takie zwierzę nie istnieje. Dyskusja, jak w POPiS-ie, służy li tylko przedstawieniu swoich argumentów, bez możliwości ich zmiany.
    Myślę, że:
    a) zmiana poglądów jest możliwa tam, gdzie są one mało lub umiarkowanie istotne dla wyznającego;
    b) należy też odróżnić zmianę poglądów od przyznania się do niej — o to drugie o wiele trudniej (i to psychologicznie zrozumiałe — to jakiś blamaż, utrata twarzy; Schopenhauer twierdził, że dość często się zdarza, że dyskutanci odchodzą od dyskusji… wymieniając się poglądami).

  28. Szczwany plan Torlina się udał. Ściągnął komentatorów z innego bloga do siebie. I obejrzeli reklamy, które im zaserwował pod swoimi wpisami. O to chodziło: kasiorka leci, brawo Torlin!

  29. PAK-u!
    Zgadzam się z Tobą.
    ————
    A Ty wiesz TesTequ, że ja u siebie nie widzę tych reklam? Nawet nie wiem, co dają. Szczwani to są w Łotrpressie, dają reklamy w moim blogu, a autor (czyli ja) nie tylko nic o tym nie wie, ale nie ma żadnego wpływu na ich treść. Rozumiem, że jest to związane z darmowym udostępnianiem miejsca na blog.

  30. Hi, hi – dziś jedna z reklam zachęca: „Oto, co się stanie, gdy zjesz awokado”, a inna proponuje „10 wynalazków łazienkowych”! 😀 😯

  31. TesTequ, nie napisali, co stanie po zjedzeniu awokado? 😉 Naprawdę, ja tych reklam nie mam. Mieli na myśli 10 pozycji łazienkowych? (W katalogu!) Ciekawe, co reklamują. 😉

  32. Obawiam się, że reklamy skierowane są do konkretnego komputera – Torlin, gdyby miał wyłączony adblock widziałby swoje. Cookies są po to, aby dopasować reklamy do użytkownika – dlatego wyświetla Ci się TesTequ reklama super zdrowego i pysznego awokado – komputer przeanalizował co oglądasz na swoim komputerze i dopasował Ci reklamę – za którą płaci reklamodawca. Beneficjentem na pewno nie jest Torlin – bo jemu będą wyświetlać się skierowane do niego reklamy.

    Pozdrowionka

    P.S.
    Gdybym się myliła, chętnie poczytam inną wersję:)

  33. A skąd wiesz, że Torlin przed surfowaniem zażywa Adblocka? 😉

    Myślę, że Jemu też się wyświetlają, ale takie, że wstydzi się przyznać! 😀

  34. Mam włączonego, syn mi włączył.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: