Napisane przez: torlin | 27/10/2015

Nasz Bruegel?

Walka karnawału z postem

Na stronie dzieł utraconych czytamy:

Walka karnawału z postem
Warianty tytułu: Kiermasz
Autor/szkoła/warsztat: Pieter Bruegel, starszy (1525/1530-1569)
Technika: Olej
Materiał: Deska
Opis: Olej na kredowym podkładzie
Sygnatura: na wywieszce domu z lewej: P.Breughel
Losy do momentu utraty: Dar Stanisława hr. Ursyn Rusieckiego. Dzp.16144 Zarekwirowany przez Niemców 5.XII.1939 r. do Dystryktu w Pałacu pod Baranami. Obraz został zabrany przez żonę gubernatora Wächtera i jakoby sprzedany w Wiedniu
Data utraty: 5.XII.1939
Przyczyna utraty: Rekwizycja (Niemcy)

W jednym z ostatnich numerów „Rzeczpospolitej” jest artykuł na temat tego obrazu. I jak zwykle mam problem, bez trudu mogę dać link do artykułu w Rzepie, a co będzie, jak go zakodują? W związku z tym ARTYKUŁ „Czwarty jeniec: polski Bruegel” zostanie przeze mnie zacytowany w małych fragmentach:

1 grudnia 1939 r. na rozkaz Heinricha Himmlera władze Generalnego Gubernatorstwa rozpoczynają konfiskatę znajdujących się w prywatnych rękach Polaków i Żydów „wszelkich wartościowych przedmiotów, jak obrazy, rzeźby, dywany, kryształy, książki etc.”. W ten sposób wiele cennych okazów z polskich zbiorów przepada bezpowrotnie. Wśród najsłynniejszych, utraconych wówczas w Krakowie dzieł sztuki, powszechnie wymienia się trzy. Wprawdzie w katalogu dzieł utraconych Ministerstwa Kultury udało się zgromadzić informacje o całym mnóstwie skradzionych obiektów, jednakże to „Dama z łasiczką” da Vinci, „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta oraz „Portret młodzieńca” Rafaela wzbudzają najwięcej emocji. To dzięki przeprowadzonej przed wojną kwerendzie nazistowskich speców od sztuki Hansa Possego i dr. Kaja Mühlmanna generalny gubernator Hans Frank rekwiruje w 1939 r. z Muzeum Czartoryskich w Krakowie te trzy wielkie obrazy. Najpierw zdobią jego siedzibę na Wawelu, a następnie zostają wywiezione do willi gubernatora w Niemczech.

„Dama z łasiczką” i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” cudem przetrwają wojenną pożogę i dzięki Karolowi Estreicherowi wracają do Polski. „Portret młodzieńca” przepada bez wieści, stając się jednym z najsłynniejszych, najmocniej działających na wyobraźnię i najbardziej poszukiwanych do dziś obrazów na świecie.

Tyle że z Krakowa w 1939 r. ginie jeszcze jeden niezwykle cenny obraz, tym razem z Muzeum Narodowego. To „Walka karnawału z postem” Pietera Brueghla, dzieło przekazane w latach 30. do krakowskiego muzeum przez wybitnego polskiego kolekcjonera sztuki, właściciela m.in. znakomitej kolekcji malarstwa flamandzkiego i holenderskiego, Stanisława hr. Ursyn-Rusieckiego.

Z polskim Brueghlem sprawa jest niebywale zagmatwana. W wielu opracowaniach traktujących o rabunkowej działalności nazistów widnieje informacja, iż w krakowskim muzeum wisiało dzieło Pietera Bruegla Starszego. Co ciekawe, nawet w muzealnych dokumentach z 1946 r. użyto zapisu „Bruegel”, pisowni właściwej dla seniora malarskiego rodu. Pieter Brueghel Młodszy, nie mniej znany syn mistrza, dodał do swojego nazwiska literę h i tak dzisiaj rozróżnia się obu artystów, ale w przedwojennych pracach używano tej pisowni zamiennie. Bywały przypadki, iż starszego z Brueglów także zapisywano przez h.

I właśnie litera h może mieć w tej historii znaczenie kluczowe. Dziś nasze Ministerstwo Kultury nie ma wątpliwości, że w Wiedniu wisi inny obraz niż zrabowany w Krakowie w 1939 r. Tak ma wynikać z analizy dokonanej na podstawie fotografii przechowywanej w zbiorach Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Według ministerstwa sprawę przesądza fakt, że obraz jest podpisany przez Bruegla (bez h). Tymczasem obraz wiszący w Krakowie przed wojną był podpisany przez Brueghla (z h).

Okazuje się jednak, że fotografia z wiedeńskiego muzeum – ta, na której swoją analizę opiera Ministerstwo Kultury – jest zdjęciem ze zdjęcia oryginalnej fotografii wykonanej w Krakowie w 1938 r. Kunsthistorisches Museum twierdzi, że właściwa fotografia zaginęła.

Dostaliśmy z wiedeńskiego muzeum ich fotografię. Widnieje przy niej dopisek, że zdjęcie zostało wykonane w 1938 r. przez „prof. Sochora”. Austriackie muzeum potwierdza, że chodzi o Franza Sochora. To wiedeński konserwator obrazów, który przed wojną interesował się krakowskim Brueghlem, a podczas wojny na rozkaz III Rzeszy organizował w Linzu muzeum skradzionych dzieł sztuki.

Oryginalne dzieło Bruegla, jak twierdzi wiedeńskie muzeum, jest tam od XVII w. Nie wiemy, jak i kiedy przeprowadzono analizę obu obrazów. Wiedeńskie muzeum nie wie, w jakich okolicznościach powstała fotografia Sochora. Z trudno dostępnej dzisiaj broszurki dr. Stanisława Mazurkiewicza z 1938 r. wynika, że już przed wojną Austria interesowała się krakowskim obrazem i wykorzystywała go przy pracach konserwatorskich nad swoim obrazem. Mazurkiewicz był przekonany, że to polskie dzieło Niderlandczyka jest pierwowzorem, a wiedeńskie repliką. Ostatni pewny trop w trudnych dziejach polskiego Brueghla urywa się 5 grudnia 1939 r. Tego dnia „Walkę karnawału z postem” rekwiruje w Muzeum Narodowym generał SS, baron Otto von Wächter. Koniec cytatu.

Ale z zaginionymi obrazami sprawa jest poważniejsza, państwa, które je zagrabiły, najczęściej nie chcą ich oddać. Szczególnie zasłużeni na tym polu są Rosjanie, którym jak coś wpadło w ręce, to nie ma mowy, żeby oddali. I tacy sami są Austriacy. I jestem też ciekaw, kiedy ten naród rozliczy się z przeszłością. Ale mieli znakomite przykłady, Anglicy z Francuzami ograbiali cały świat, byleby British Museum i Wersal czy Luwr mieli wspaniałe zbiory.

Justyna Jasiewicz

Organizatorzy badań, dr Hubert Kowalski, dr Justyna Jasiewicz i Marcin Jamkowski, ze znalezionym herbem Wazów. Foto: Fot. Marzena Hmielewicz/”Wisła 1655-1906-2009 – Interdyscyplinarne badania dna rzeki”

Ciekawe co by to było, gdybyśmy od Szwedów zażądali zwrotu dzieł sztuki z Potopu! CZYTAJCIE TU. Jest to też wiadomość na czasie, bo nieprawdopodobna susza spowodowała odsłonięcie zatopionych statków szwedzkich w Warszawie, z m.in. płytami marmurowymi pochodzącymi przede wszystkim z Pałacu Kazimierzowskiego – CIEKAWY OPIS.

z12468240Q,Plytka-Wisla-odslonila-rzezby-zrabowane-przez-Szwe

Inna rzecz, że ubytek znakomitości narodowych to my mieliśmy straszny.

Reklamy

Responses

  1. Inna rzecz, że zdobywać na wojnie dzieła sztuki coraz mniej wypada. To jak z burzeniem zabytków, czy elektrowniami węglowymi. Kiedyś było to powszechnie akceptowane, a potem dostrzeżono, że sprzeciwia się to innym wartościom.
    Czasy III Rzeszy ocenia się już jednoznacznie źle, ale potopu? Zresztą wyobraźmy sobie, że Turcja żąda zwrotu dzieł sztuki zagrabionych przez Jana III pod Wiedniem 🙂

  2. Z tym Wiedniem to jednak PAK-u przesadziłeś. Mówimy o zagrabionych zabytkach w danych państwach, jak Kamień z Rosetty

  3. Super wpis ze względu na doktor Justynę! Co za uśmiech! 😀

  4. @Torlin:
    Oczywiście, że prowokuję, ale co różni te dwie sytuacje? No i z tego co pamiętam, to przepis nakazujący zachowanie prawa własności podczas działań wojennych nie przeszedł w Hadze 😛

  5. Ładna, rzeczywiście. Ponurkowałbym z nią. 😉
    —————-
    PAK-u, ciągle mi się wydaje, że to jest jednak coś innego. Dla mnie to są całkowicie różne sytuacje również pod względem moralnym: zdobywam miasto i plądruję muzea wywożąc najcenniejsze zabytki do swoich placówek kulturalnych;, zdobywam obóz wroga tuż po bitwie i zabieram mu cenny papirus, który trzymał w namiocie z jedwabiu.
    Dla mnie, powtarzam – dla mnie, po takiej bitwie wszystko, co znajdowało się w taborach, jest zwycięzcy (cały czas piszę o rzeczach nieżywotnych, nie uważam, żeby kobiety pokonanego należały do jego przeciwnika).

  6. Rano przypomniał mi się PAK-u pewien precedens w kontekście poruszanego przez nas tematu – Berlinka!!!

  7. Czytam „Wyniosłą wieżę” Barbary Tuchmann (polecam!), która poświęciła jeden z rozdziałów konferencjom haskim.
    Otóż na przełomie XIX i XX wieku poważnie rozpatrywano wprowadzenie międzynarodowego zakazu ‚zdobyczy wojennych’ (w sensie naruszania prawa wartości), ale sami proponujący (głównie USA) pierwsi się wycofali, pod naciskiem marynarek wojennych. No bo jak to, w czasie wojny nie da się łupić?! 🙂 A mówiąc bardziej serio: nie da się przejąć i wykorzystać tego, co może przysłużyć się własnemu zwycięstwu?
    Być może to był ostatni czas by takie prawo wprowadzić. Zawsze będą je popierać słabi, ale przeciwstawiać mu się będą silni. Od Niemców możemy domagać się zwrotu dzieł sztuki, bo jesteśmy w obozie zwycięzców (a przynajmniej w Berlinie jeszcze nie wiedzą, żeśmy się z niego wypisali) — i tylko dlatego.
    (Oczywiście, pozostaje kwestia ‚przysłużenia się wysiłkowi wojennemu’, ale rozumiem, że nikt jej ostatecznie nie zdefiniował. A tam, gdzie brakuje jasności, obowiązuje prawo silniejszego.)

  8. PAK-u, dziękuję za komentarz. Mam jedną uwagę/wątpliwość, daleki jestem od zwracania uwagi, ale chcę uściślić – to nie miały być „prawa własności”?

  9. Coś niesamowitego. To kolejny już nasz triumf na Expo
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19110843,ostatnie-dni-expo-i-kolejki-do-polskiego-pawilonu-nie-da-sie.html#Czolka3Img


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: