Napisane przez: torlin | 23/11/2015

Zapomniany brat

POL_CoA_Prawdzic

Herb Arciszewskich – Prawdzic. Jest kilka wizerunków Krzysztofa, w sieci niestety nie znalazłem odwzorowania oblicza Eliasza Arciszewskiego.

Czytam w tym momencie maluteńkie dzieło poświęcone wojnie polsko – rosyjskiej z lat 1632 – 1634, z mocnym epizodem smoleńskim. Dla Moich Kochanych Komentatorów, którzy nie bardzo orientują się w kolejnych kampaniach moskiewskich informuję, że nie jest to czas Kłuszyna i Żółkiewskiego, bo to był rok 1610, a teraz mówimy o 1633, i inny król już rządził, bo Władysław IV Waza. I w tym oto opracowaniu przeczytałem zdanie, które mnie zdumiało: „W otoczeniu króla znaleźli się uzdolnieni oficerowie: wojewoda podolski Marcin Kazanowski (mianowany wkrótce hetmanem polnym koronnym), wojewoda smoleński Aleksander Gosiewski, pułkownicy Henryk Denhoff, Reinhold Rosen, Jakub Butler (przywiódł ze Śląska regiment 600 dragonów) i Eliasz Arciszewski, ściągnięty glejtem królewskim z Holandii, mimo ciążącej na nim infamii”. Zaraz! Moment! Jak dotąd wiedziałem, że Eliasz Arciszewski był ojcem Krzysztofa, znakomitym arianinem, pastorem, twórcą Rogalina i Śmigła. A ten Eliasz to kto to? Zacząłem grzebać.

Otóż starszy brat Krzysztofa miał tak samo na imię jak ojciec, i był tak samo uzdolniony wojskowo jak brat. Po przeczytaniu coś niecoś na jego temat dochodzę do wniosku, że autor powyższego cytatu popełnił błąd, Eliasz rozkazem królewskim został ściągnięty z Danii, a nie z Holandii, w kraju wiatraków i tulipanów „królował” jego brat Krzysztof. Co się stało, że obydwaj zostali wyrzuceni z kraju bez prawa powrotu? Należałoby powrócić do działalności zboru ariańskiego w Śmiglu ze słynną na całą ówczesną Rzeczpospolitą szkołą, której rozkwit przypadał na lata 90. XVI wieku. Na samym początku wieku XVII najlepsi nauczyciele odeszli do Rakowa, Eliasz Arciszewski (ojciec) stracił wszystkie pieniądze i musiał się zadłużyć u swojego przyjaciela Kacpra Jaruzela Brzeźnickiego, który był świeżo uszlachconym człowiekiem, sprytnym prawnikiem, typem  ambitnym, chciwym i tupeciarskim. Przejął cały majątek Arciszewskich wykorzystując łatwowierność rodziny, choć zgodnie z literą prawa. Bowiem Eliasz – ojciec był bardzo mądrym człowiekiem, ale bardziej zajmował się sprawami duchowymi niż ziemskimi. W tych „wyręczał” go przyjaciel -arianin Brzeźnicki, zadłużając we własnej kieszeni coraz bardziej majątek należący do Eliasza. Aż wreszcie go przejął i zawładnął całymi dobrami śmigielskimi.

Obydwaj bracia nie tylko musieli patrzeć na ruinę rodziny, ale i znosić impertynencje plebejusza, który dla przykładu, aby ich pognębić, wykorzystując prawnicze znajomości,  zażądał od rodziny Arciszewskich udokumentowania szlachectwa. Nienawiść rosła przez lata, aż doszło do spotkania na drodze do Kościana w dniu 19 kwietnia 1623 r. Arciszewscy złapali Brzeźnickiego, zarzucili mu pętlę na szyję i pociągnęli za koniem, licząc na to, że ich wróg stchórzy i podpisze zrzeczenie się praw do przejętego majątku. Ale Brzeźnicki się zaparł, a braciom puściły nerwy. W sposób niebywale okrutny poderżnęli mu gardło, skazani zostali za to na banicję i wieczną infamię. W wielu opracowaniach mi dostępnych jest napisane, że dokonał tego mordu Krzysztof, ale niestety nadmierną porywczością grzeszył jego brat Eliasz, i to on dokonał bezpośrednio mordu.
I teraz zaczyna się część dla mnie najciekawsza, a najważniejsza w tym momencie jest chronologia. Wieczna banicja i infamia. Jest rok 1623, gdy dochodzi do mordu. Po krótkim pobycie w Holandii Eliasz Arciszewski w 1627 roku zapisuje się do wojska duńskiego i zaczyna być niezmiernie cenionym żołnierzem przez króla Chrystiana IV, oddaje królowi w wojnie trzydziestoletniej nieocenione usługi. I nie tylko żołnierzem, zostaje również członkiem dworu królewskiego i znakomitym dyplomatą. We wrześniu 1629 roku król duński wysyła Arciszewskiego z tajną misją do króla polskiego i nasz bohater w Polsce bawi do grudnia 1630 roku. Jak na wiecznego banitę to nieźle – 15 miesięcy, ale też trzeba pamiętać, że czas był wyjątkowy, to okres wojny trzydziestoletniej (i do tego perełka – list Władysława IV do Christiana IV przepraszający za zbyt długie przetrzymanie królewskiego posłańca). Do Danii Eliasz wraca z kolei z tajną misją Władysława IV, a w 1633 roku dostaje glejt królewski, stopień pułkownika i rozkaz wymarszu pod Smoleńsk celem kierowania artylerią. Za zasługi w wojnie smoleńskiej w nagrodę został mianowany pierwszym komendantem miasta.

Krzysztof zawsze twierdził, że to on zabił, ale współcześni doskonale wiedzieli, że chce jedynie zmniejszyć winę brata wziąwszy ją na siebie. Ale mimo wszystko było to brutalne, obrzydliwe morderstwo. I skazywanie kogoś na wieczną banicję i infamię, a następnie przyjmowanie go z honorami po sześciu latach brzmi dla mnie cokolwiek cudacznie. „Wszystkie ręce na pokład?”

Advertisements

Responses

  1. Sprawa z banitami tamtocześnym u nas to w ogóle delikatna sprawa. Z całą pewnością wszyscy ówcześni zainteresowani pamiętali sprawę Samuela Zborowskiego sprzed pół wieku, gdzie ów stanął na szafocie jedynie dlatego, że Zamoyski w ściganiu go wykazał się skutecznością i stanowczością (w której inni widzieli zajadłość i chęć prywatnej zemsty), a tamten nieopatrznie (lub z rozmysłem, jako prowokacja) znalazł się na terenie starostwa nadanego Zamoyskiemu, gdzie ów miał nie tylko prawo, ale i formalny obowiązek go pojmać. I wychodzi na to, że Zamoyskie wyegzekwował wyrok, litery prawa dopełniając najściślej, ale spotkało się to z powszechnym oburzeniem i wrogością. Najpewniej też i wtedy przetracił wszelkie szanse na obiór na króla… Władysław IV nie mógł o tym nie wiedzieć, ale w jego przypadku, jak sądzę, rządziła wielka polityka. Moment dziejowy, o którym piszesz, to dla nas ciężki czas, po niekorzystnym rozejmie w Altmarku, gdzieśmy przetracili terenu niemało, a co gorzej jeszcze Gustaw Adolf pozawierał umów odrębnych z lennikami naszymi: elektorem brandenburskim i księciem kurlandzkim , a co jeszczeć i gorsza, z Gdańskiem samym, któremu w trzy lata po oliwskiej naszej wiktorii, król szwedzki dość się czuł silnym by Gdańskowi narzucić traktatu zbraniającego królewskie polskie okrety w nim trzymać, czy żywić. Dodaj do tego jeszcze inwazję armii Szeina na wschodzie i jasnem się stanie, że Władysław mógł z pozostałych nad Bałtykiem potencji, jedynie na Duńczyka liczyć, że go może na alianta przerobi, ku czemu ów się bynajmniej nie kwapił, bośmy oba u Habsburgów rywalizowali, czyją mediacyją owi przyjąć raczą w rokowaniach ze Szwedem, by z wojny trzydziestoletniej wyszedł.
    W normalnych cyrkumstancyjach uwięzienie posła króla obcego byłoby poczytane za akt wrogi i z pewnością zniweczyłoby dobre relacje między temi krajami, jeśli by takie w ogóle były. Władysław ich z Chrystianem IV nawet nie miał i właśnie ich próbował mozolnie budować. Ja bym to widział więcej jako nietakt ze strony króla duńskiego, że banity do posłowania używa i króla polskiego w arcyniezręcznej stawia sytuacji, ale być i może, że tego poczyniono z rozmysłem, by wysondować jak dalece Wazie naszemu naprawdę na dobrych relacjach zależy. Jeśli tego afrontu przełknie i z banitą traktować będzie, to znak , że intencje są poważne, a nie koniunkturalne…
    Kłaniam nisko:)

  2. Drogi Wachmistrzu!
    Bardzo Ci dziękuję, Twoja wiedza szokuje. Ale…
    Wydaje mi się, że moje ostatnie zdanie wpisu nie zostało przez Twój komentarz zniweczone. „Wszystkie ręce na pokład”. Piszesz Wachmistrzu o ewentualnym uwięzieniu Arciszewskiego, o potraktowanie go jako banity mimo, że był posłem, i że Christian IV postawił naszego monarchę w niezręcznej sytuacji. Tak, to wszystko prawda… do momentu, w którym (cytuję wpis) „w 1633 roku dostaje glejt królewski, stopień pułkownika i rozkaz wymarszu pod Smoleńsk celem kierowania artylerią. Za zasługi w wojnie smoleńskiej w nagrodę został mianowany pierwszym komendantem miasta”. Do tego to już Christian IV nic nie miał.

  3. On może i nie miał, ale pokazać Moskalom, że się jest niby w dobrej z Dunem komitywie, gdzie Arciszewskiego persona mogła właśnie służyć za tejże amicycji dowód, w cyrkumstancyjach gdy po prawdzie tej concordii nie ma, takoż być mogło zabiegiem arcyzręcznym…
    Kłaniam nisko:)

  4. Mnie się jednak wydaje, że bardziej chodziło o umiejętności naszego bohatera. Zastanawiam się, czy rzeczywiście czynnik duński był tak istotny w tym etapie wojny polsko – moskiewskiej.

  5. Oczywista, że nie… To była jeno jedna z możliwych i niewykluczonych interpretacyj. Nie zapominaj jednak, że Duńczyk kontrolował cieśniny i są listy Władysława IV, z któremi poselstwa szły, gdzie pokornie i uniżenie suplikował on CHrystiana IV, by ten mu przepuścił przez Sund statki z zakupionemi w Niderlandach czy w Anglii, harmatami… Nominacja dla Eliasza nawet nie musiała być ceną, jeno czymś, co miała króla duńskiego usposobić przychylnie. Przy tem sprawa glejtów, czasu dawanego na możność przedstawienia swoich dowodów czy racji, wcale taką znów dziwną czy odosobnioną nie była. Nie daję exemplum Łaszcza, bo ten głównie tam siedział, gdzie prawo nie sięgało, ale popatrz na przypadek o ćwierć wieku późniejszy: Radziejowskiego… Pomijam, że kanalia, ale wymiar sprawiedliwości, a i sami oskarżający też tam mieli sporo za uszami i o tem vox populi wiedział i cicho nie siedział…
    Kłaniam nisko:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: