Napisane przez: torlin | 29/11/2015

Prestiż – gra – pozory – stres

stres

Zdjęcie STĄD

Podjechał jak zwykle swoim BMW. Poprzednio zapomniał karty, a nie miał gotówki, to ja zapłaciłem za rachunek. Teraz zapomniał portfela. Menedżer w świetnej firmie, zarabiający dużo za dużo, piękna żona, luksusowe mieszkanie na strzeżonym osiedlu, drinki, rauty, ostatnio wakacje na Seszelach. Mówię „straciłeś pracę”? Jakby go zamurowało, zdołał wyszeptać: „Skąd wiesz”? „Bo jestem dobrym obserwatorem i niezłym psychologiem – amatorem”.

Trochę inaczej wyglądało nasze spotkanie, niż przewidywaliśmy. Była to bolesna kuracja, podczas której ja usiłowałem go przekonać, aby po prostu przyznał się przed sobą do porażki. Mówię mu: „Jesteś jak alkoholik, dopóki sam sobie nie powiesz, że jesteś w tym momencie na dnie, to nie wyzdrowiejesz”. Mieszkanie na kredyt, samochód na kredyt, żona niby pracująca w jakiejś organizacji non – profit. Przyjaciele, prestiż. Jak to trudno się tego pozbyć. Jak trudno samemu przed sobą się przyznać, że trzeba się wycofać. Ludzie, którzy uważają, że utracili w ten sposób cały sens swojego życia, nie zdają sobie sprawy, że mają szansę na przeżycie zupełnie czegoś innego, zrealizowania siebie w zupełnie innym kontekście, niż BMW na strzeżonym osiedlu. Ja wiem, jak to trudno jest powiedzieć rodzinie (żona musi pójść do pracy), dzieciom (prywatne liceum – 2.000 zł czesnego miesięcznie), przyjaciołom. W jednym z ostatnich numerów „Newsweeka” przeczytałem artykuł: „Prestiżowa gra pozorów”, a tam opowieść – przykład z absurdalnym zakończeniem, gdy do właściciela firmy budowlanej, który właśnie organizował wielkie przyjęcie dla przyjaciół i znajomych w nowym garniturze uszytym właśnie na tę chwilę za 10 tysięcy złotych, zadzwonili domofonem panowie z elektrowni, że wyłączają prąd. Gdy światło zgasło, syn gospodarza zdołał jedynie powiedzieć: „Tato, to chyba koniec tej gry pozorów”.

Za wszelką cenę chciałem mu wytłumaczyć, że to poprzednie życie było sztuczne, było ułudą, fatamorganą, że prawdziwe życie jest zupełnie gdzieś indziej. Że można być szczęśliwym nie mając milionów na koncie i 400-metrowego domu. Że może oprócz znalezienia pracy spróbowałby realizować swoje marzenia, takie przyziemne, nauczyć się włoskiego, zbudować łódkę, zrobić atlas zdjęciowy wszystkich polskich ptaków, przejść granicą cały Beskid, czy cokolwiek innego.

Mnie się wydaje, że bardzo prawdziwą diagnozę postawiła Agata Gąsiorowska, profesor psychologii z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego (inna sprawa, czy w polszczyźnie dopuszczalna jest taka zbitka – „humanistycznospołeczny”) – cytat z powyższego artykułu: „problemy zaczynają się wtedy, gdy pieniądze są głównym, a często jedynym wyznacznikiem poczucia wartości.  Kiedy ich posiadacz gromadzi dobra głównie po to, aby się pokazać, przypodobać innym. Im niższa samoocena człowieka, z tym większą determinacją buduje swój wizerunek oparty na atrybutach, które mają udowodnić jego powodzenie”.

Zastanawiam się, czy mnie posłucha.

Advertisements

Responses

  1. 1. Nie poslucha, bo jedyne na co może liczyć to koło ratukowe od kolegi,.
    2. Zacząłby może od zera, gdyby nie kamień u szyi. Kupioną na kredyt, nieruchomość sprzedać nie jest łatwo, moda na domy pod miastem minęła, a jak już to buduje się wg. nowych, energooszczędnych technologii. Utrzymanie tych domów kosztuje, a pomoc społeczna nie pomoże,bo dom za duży by się zmieścić w widełkach. A takiej opcji by „zostawić” bankowi i zacząć od nowa u nas nie ma. ,

  2. No właśnie, dlaczego tej opcji u nas nie przewidzieli.
    Mam na myśli ogłoszenie bankrutctwa i możliwość zaczecia od przysłowiowego „0” właśnie w przypadku osób fizycznych a ściślej „pracowników” tracących prace.
    Ja czytając ” harlequin” – wiem 😉 , a nasi polscy „liberałowie” nie ?
    Nawet przenoszenie zadłużenia w spadku do tej pory nie było za ciekawie sprecyzowane w prawie polskim.
    Dużo współczesnych imigrantów , to właśnie i Ci „dlużnicy”.
    Problem jest taki ,że ten dług narasta poniżej „0”. Brak dna do odbicia. 🙂

  3. Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję za komentarz. Bałem się, że się nikt nie odezwie.
    Bardzo dobrze to ujęłyście. Z jednej strony beznadziejna sytuacja, z której bez nowej, dobrze płatnej pracy, nie ma za bardzo dobrego wyjścia. Z drugiej zaś strony, jako liberał, jestem zwolennikiem odpowiadania za swoje czyny. Kazał mu ktoś budować taki wielki dom i jeździć takim samochodem?
    Kredyty są dla ludzi, ale trzeba mieć je pod ciągłą kontrolą.
    Mnie – szczerze mówiąc – bardziej interesuje syndrom udawania chodzenia do pracy. W bardzo ostrej formie widać to było w „Upadku”, jednym – dla mnie – z najznakomitszych filmów w historii kina, mam go w swojej „setce”. Trzeba umieć spojrzeć prawdzie w oczy.
    Mnie to spotkało, znam ten stan z autopsji. Na początku lat 90. moją firmę zlikwidowano, powiedziałbym raczej mafijnie przejęto, i znalazłem się na bruku, ale moja rodzina była na bieżąco z sytuacją, nic nie udawałem. No i nie miałem żadnych kredytów.

  4. Po pierwsze: bardzo współczuję koledzę. Ta sytuacja odbije się niestety na całej jego rodzinie…

    Po drugie: to o czym piszesz, doskonale ilustruje stare jak świat powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale jednak dobrze, kiedy są… Ciężko będzie teraz Twojemu koledze zapełnić pustkę, jeśli kasa była jedynym fundamentem, na którym siebie oraz swoją rodzinę opierał. Życzę mu dużo wiary na przyszłość, wytrwałości i nadziei 🙂 Oby udało mu się jakoś wyjść na prostą – i żeby dostrzegł, że jednak ma po co i dla kogo…

    Tymaczsem mnie rozpiera RADOŚĆ od jakiegoś czasu i chciałbym się nią podzielić z Tobą 🙂

  5. Cieszę się razem z Tobą.
    Mnie bardziej Celcie chodzi o to, żeby tego rodzaju problemy rozwiązywać z rodziną. Nie udawać. Robić burzę mózgów, jak wyjść z tarapatów. Czasami znajomi, przyjaciele, rodzina, mają pomysł, jak wyjść z opresji. Pogłębianie zadłużenia poprzez kupowanie garnituru za 10 tys. zł jest drogą bez powrotu.

  6. O ile granie przed rodziną i najbliższymi to droga donikąd, o tyle strategia „nic wielkiego się nie stało” wobec dalszych znajomych to rozpaczliwe czekanie na koło ratunkowe. Kiedyś mój kolega, który stracił pracę, bardzo ograniczył palenie i palił kiepskie szlugi z importu. Ale miał w kieszeni „dobre papierosy” i przy ludziach na których pomoc liczył, palił te dobre. Jak spytałam go po co ta szopka, powiedział, że jak pokaże że jest na dnie, to może dostanie bułkę,
    ale jemu zależy na propozycji pracy. A takim co są na dnie się ich nie składa. Dla mnie było to bez sensu, ale może on miał rację ? (po jakimś czasie „wrócił” do gry).

  7. Przykro mi, ale to są dyrdymały. Były czasy, kiedy to „inne” wartości się liczyły niż pieniądze. Obowiązywało nawet przysłowie „Od każdego według możliwości, każdemu według znajomości”. A nie według kasy. Czy były lepsze? Wątpię! Skoczyły się pustymi półkami w sklepach. Ach nie, ocet był.
    A smutne i denerwujące to są raczej te reklamy kredytów w TV i nie tylko. I ten neoliberalny bełkot. A, że niektórzy wpadają w pułapkę? Zbyt mocno uwierzyli w reklamę.
    Współczuję, ale zbyt głęboko by to wchodziło w krytykę systemową. I zaraz by się znaleźli krytycy. Bo przecież każdy wie lepiej. Byle tylko inaczej i w niezgodzie z resztą.

  8. Kalino!
    Moim zdaniem wróci, może nie na poprzednią pozycję, ale do świata żywych na pewno.
    —————-
    ZWO!
    Nie bardzo zrozumiałem, co napisałem dyrdymałowatego. Co ma do tego komunizm? Znam mnóstwo osób, dla których pieniądze nie są najważniejsze. Są ważne do przeżycia, ale nie będą się za nimi zabijały. I akurat reklamy kredytów mają się nijak do sytuacji tych osób, bo te są nieagresywne, w przeciwieństwie do reklamy chwilówek. Powiedziałbym raczej, że nie są winne reklamy, a bardziej presja środowiska. Ale to się zaczyna już w przedszkolu, trzeba mieć taką zabawkę i taki gadżet, bo inaczej nie istniejesz.

  9. Z moich powierzchownych obserwacji wynika, ze Polacy ( prosze wybaczyc uogolnienie) zyja ponad stan – chyba za wszelka cene. To raczej syndrom III swiata niz pierwszego. Rozumiem, ze konsumpcja moze napedzac gospodarke I do „konsumpcji” dobr mozna spoleczenstwo zachecac. Jest jednak moment, w ktorym nastepuje rozliczenie, czy to zbiorowe, czy tez indywidualne.

    Pozdrawiam

  10. Mam wrażenie, że Polacy jeszcze nie do końca oswoili się z kapitalizmem. Zakładają, że jeśli jest dobrze, to już zawsze ma być dobrze, a życiowa klęska (jakiegokolwiek rodzaju) przekreśla człowieka. A na przykład w USA jest dość pospolitą sytuacją, że ktoś po parę razy w życiu zaczyna wszystko od nowa, często od zera. Jeśli jest zdolny i energiczny, to mu się udaje.
    Inna rzecz do udawanie, że jest w porządku. Przed osobami postronnymi to jeszcze, ale przed najbliższą rodziną? To mi pachnie nawykiem myślenia patriarchalnego: ja jestem w domu panem i władcą, dzięki mnie macie co jeść, ja wam zapewniam bezpieczenstwo. A zbankrutowany pan i władca to żałosny widok.

  11. ZWO,
    Nie wiem ile masz lat , że ta „propaganda z octem” tak silnie jest u Ciebie zakodowana .
    Po prostu sankcje , strajki , przylutowywanie pociągów do szyn z towarami , zrobiły sobie.
    I dlatego państwowe zakłady się nie sprawdzają , bardzo łatwo ,za stosunkowo niewielkie pieniądze , taka gospodarkę wykończyć z zewnątrz przez konkurencję.
    Spróbuj tak zastrajkowc u przedsiębiorcy prywatnego , z miejsca na aut, bez żadnego odszkodowania.
    A wtedy miesiącami siedzieli w robocie ,dywersję robili i zarabiali ;
    raz od państwa, dwa w dolarach z zagranicy. 😉
    Ja ksieguje małe firmy i jak właściciel widzi niesurbonywanego pracownika, to natychmiast się go pozbywa. Właściciel nie będzie darmo rozdawał pieniedzy. Musi mieć zysk dla siebie.
    Patrzcie , jak się firmy ” bija” o te państwowe pieniądze , jeżeli chodzi o te zamówienia na śmigłowce. Czy ktoś już wie , kto wgral „przetarg”?
    Ile pieniedzy musi „prywaciaz ” wydac by dostac „fuche” zlecenie np.
    na budowe drogi, ryzykując.
    Ale jak zdobędzie zlecenie , to sobie odbija straty lapowkowe.
    Oszczędza oczywiście na pracownikach.
    Pa! 🙂
    Ps.Powiedzcie mi gdzie ta „solidarność” teraz jest?
    Chyba tylko w „budżetówce”. 😉

  12. Sorry , winno być ” niesubordynowany pracownik ” innym słowem ,nieposluszny. 😀 😉

  13. Julu!
    Trzeba przyznać, że jest autentyczny problem z ludźmi zatrudnianymi przez prywatne firmy w kontekście związków zawodowych. Ja, wielki zwolennik kapitalizmu, muszę przyznać, że nasi przedsiębiorcy zachowują się w stosunku do pracowników jak szlachta z chłopem pańszczyźnianym. Najchętniej nie daliby im żadnych praw poza pensją. Tak niestety to wszystko wygląda, gdy rozwój polityczno – społeczny nie toczy się swoim torem, jak np. w Holandii, tylko działa na zasadzie akceleratora, z olbrzymim przyśpieszeniem i drogą na skróty – po okresie komunizmu.
    —————-
    Kalinko!
    A ja z kolei znam kolegę, który „wrócił do gry” w zupełnie innym kontekście. On, kierownik działu w wielkiej korporacji, teraz prowadzi szpital dla koni uratowanych przed rzeźnią. Najszczęśliwszy człowiek pod słońcem, realizujący swoją pasję i powołanie.
    —————–
    Vandermerwe!
    Ależ to jest psychologicznie całkowicie uzasadnione. Psychologowie od lat mówią, że ludzie się buntują nie kiedy jest im źle, ale kiedy im się poprawia. Chcą od razu więcej, i więcej. Tyle, ile inni mają. On nie chce dalej tak żyć. Ja świetnie rozumiem tych ludzi, może w jakiś sposób jestem do nich podobny (tylko u mnie jest trochę inny poziom zadłużenia). Człowiek w Indiach, urodzony w lepiance na przedmieściu Bombaju, niemający nic, kończy szkołę, później wyższe studia, i chce pracy, domu, wyjazdów zagranicznych. Mnie się wydaje, że to jest naturalna kolej rzeczy dla człowieka.
    —————
    Pawle!
    Piszesz: „Polacy jeszcze nie do końca oswoili się z kapitalizmem. Zakładają, że jeśli jest dobrze, to już zawsze ma być dobrze” – ależ to jest w ogóle podstawa myśli kapitalistycznej. Od początku powstania ww. myśli wszyscy działający na polu produkcji, usług i handlu robią to co robią – z myślą, że się uda, że będzie dobrze. Gdyby tak nie myśleli, to Chińczycy nie wysyłaliby karawan Jedwabnym Szlakiem, Holendrzy nie hodowaliby tulipanów, a Marlow nie pływałby po Kongu.

  14. @ Torlin,

    Jest taka zasada, ze czlowieka, ktory glodowal nalezy w pierwszym okresie po glodowce powstrzymac od jedzenia. Kto ma to zrobic? Sadze, ze z racji politycznych/ideologicznych(?) nowe wladze niewiele mowily spoleczenstwu o latach wytrwalej pracy, zas caly czas malowano miraz „bogactwa” jakie niesie w sobie nowy system i propagujaca go wladza.
    Jeden z wspoltworcow ekonomicznego „cudu” Singapuru, dr Goh Keng Swee (owczeny minister finansow) powiedzial cos takiego:
    „Musze powiedziec jasno, ze nie jestem przeciwnikiem panstwa opiekunczego. Wspolczesne spoleczenstwa, czy to dzialajace w gospodarce rynkowej czy tez komunistycznej , zmierzaja w strone panstwa opiekunczego w okresie zaawansowanego rozwoju. Czemu jestem przeciwny to wiara, ze dobre rzeczy w zyciu mozna miec bez trwalego wysilku [..]”
    Polska nie jest rozna od np. Poludniowej Afryki, gdzie po 1994 roku wyraznie spoleczenstwu (owym masom, ktore czekaly na swoisty cud) nie powiedzialy, ze droga do zmian i dobrobytu jest dluga , mozolna i wymagajaca wytezonej i sumiennej pracy. Nie wiem jak bylo w Polsce ale tutaj nim ANC przejal wladze, ludziom obiecywano „gruszki na wierzbie” w postaci „za darmo to i tamto”.
    Sadze, ze wielu ludzi tam i tutaj pada ofiara owego mirazu. Oczywiscie Twemu koledze te dywagacje niewiele pomoga, wiecej, sa absolutnie bez wiekszego znaczenia.

    Pozdrawiam

    P.S. Od razu przyznam, ze jestem czlowiekiem starej daty jesli chodzi o przyzwyczajenia ( zona rowniez): nie kupujemy nowego do poki stare sie nie rozleci, kupujemy rzeczy, ktore sa nam potrzebne i jednoczesnie nam sie podobaja, itd.itp…. Jednoczesnie, na swoj sposob, cieszymy sie zyciem.

  15. Pocieszające jest to że jedną z bardziej niedocenianych rzeczy jest poziom tego jak bardzo ludzie się dostosowują.

  16. Torlin,
    a w korporacjach są związki zawodowe ?…

    gszczepa,
    faktycznie-zwłaszcza młodzi i tu ukłon do komentujących. Młodzi mają już inne doświadczenie i wiedza , że nic nie jest na zawsze a zwłaszcza praca. 😦
    Coraz więcej ludzi zaczyna wynajmować mieszkania, nie chce się zadłużac na lata, skoro nie są pewni , gdzie „jutro” los ich skieruje.
    Tj.do jakiego miasta , czy państwa a nawet na jaki kontynent?

  17. Torlin,
    np. sieci handlowe , banki .
    Te bez udziałów Skarbu Państwa. ?

  18. Julu!
    W korporacjach też nie ma, bo należy je traktować jako prywatne. Trochę inaczej jest na Zachodzie.
    ———
    Gszczepa!
    Jest to skomplikowane. Bo tak naprawdę wynajmowanie i ładowanie właścicielowi mieszkania co miesiąc kilkaset złotych jest pozbawione sensu, lepiej jest przeznaczyć te pieniądze na spłatę kolejnej raty pożyczki wziętej na własne. Nie tu – moim zdaniem – tkwi błąd, a w rozmiarze ww.
    Ciągle daję jako przykład młode małżeństwo, które przyjechało do Warszawy z podradomskiego małego miasteczka i poszło inną drogą. Otóż kupiło zrujnowane mieszkanie w Ursusie czy we Włochach, wielkim wysiłkiem własnym odremontowało je, wyposażyło, a następnie sprzedało, kupując równocześnie tak samo zaniedbane, ale już dwa razy większe, i w bliższej centrum dzielnicy. Może to jest jakieś rozwiązanie.
    ————–
    Widzisz Vandermerwe, ale ja jestem tego najlepszym przykładem. Marzę o lepszych rzeczach, nowocześniejszych, wymieniam poszczególne produkty szybciej, niż „stare się rozleci”. I je kupuję, głównie na kredyt, bo mnie nie stać na zakupy za gotówkę. Kredytów mam tyle, że jest to mały zawrót głowy, tylko najważniejsze – ja nad nimi całkowicie panuję. Po pierwsze, jestem po finansach, i troszeczkę się na tym znam, po drugie – mam stałą umowę o pracę i jestem w okresie ochronnym. Jak widać – pracy stracić nie mogę. Ale jest jeszcze jedno zabezpieczenie, właściwie prawie drugą swoją pensję (no dobrze, połowę, dwie trzecie) dorabiam sobie własnymi kanałami.
    I tu jest moim zdaniem źródło problemu, każdy jest inny, nie można wszystkich wrzucać do jednego garnka. Najważniejsza jest odpowiedzialność poszczególnego człowieka za swoje czyny, i jego zdolność przewidywania.

  19. Torlin,
    Tak z ciekawosci,
    bo akurat znajoma ma problemy w związku z podjęciem spadku po mamie.
    Czy nie boisz się , na wypadek „nagłej śmierci” , że swoje dzieci obarczysz splacaniem długów .
    Wiem ,że na przyklad mieszkacie w jednym domku rodzinnym.
    Dużo mam znajomych , a raczej moja mama , że na starość pobrali pożyczki a teraz dzieci są zobowiązane to spłacać.

  20. Moje dzieci Julu spłacą moje długi zbierając miesięczną pensję dwóch moich panów. Rząd wielkości, zarówno zarobków, jak i zadłużenia.

  21. Czyli przemyslales wszystkie okoliczności , nawet ewentualne rozwody i utratę pracy przez dzieci. 😉
    Wiesz , dziś jest dużo młodych zdolnych, coraz młodszych i że tak powiem nikt nie jest niezastapiony, choć niektórym się tak nie wydaje. 😀
    No , ale skoro twoje długi są rzędu 2 pensji syna i zięcia razem, to faktycznie nie ma żadnego problemu. 😉

  22. Julu!
    Moje długi są rzędu jednej pensji syna i zięcia razem (a nawet powiedziałbym – 2/3).

  23. Ta historia przypomina mi bajkę o żabie.

    Wsadzono ja do naczynia, z którego mogła wyskoczyć. Powoli dolewano coraz cieplejszej wody. Było jej dobrze. Woda była coraz cieplejsza, ale ona rozanielona nie zważała na symptomy. W końcu dolano wrzątku.
    Gdyby od razu potraktowano ja wrzątkiem……

    Trwanie w takiej sytuacji… patrz wyżej.

    Człowiek swój status majątkowy i prestiż związany ogólnie ujmując z bałwochwalstwem „złotego cielca” utożsamia z posiadaną wartością siebie samego.
    Czasem trzeba się obudzić.

    Człowiek stanowi wartość samą w sobie, po prostu, każdy.

    Poza tym:
    Póki żyję jest nadzieja.
    Taki p. Kulczyk, już nic nie może (kto by uwierzył?)

    A tu facet zdrowy, ze zdrową rodziną. Toż to świat otworem stoi. Będzie chciał – założy firmę, wyjedzie, zrobi co zechce – ma tysiące możliwości.

    Straci „przyjaciół”DDD
    A po co mu tacy „przyjaciele”?

    Oczywiście jest szok, depresja, radość zawistników.
    Wszystko do przejścia, gdy rodzina trzyma się razem.
    Czego życzę.

  24. Mario!
    Nic dodać, nic ująć. Dzięki za komentarz, masz rację.
    „Człowiek stanowi wartość samą w sobie”. I przede wszystkim musi w to wierzyć. Nawet w bliskiej rodzinie walczę z tym światłem odbitym od innych. Mówię: „Czy ty musisz mieć potwierdzenie ze strony innych ludzi, że jesteś coś wart?” Dla bardzo wielu osób pochwały, zapewnienia, cytowanie, są najważniejsze na świecie. Widzę w tym pierwotny kompleks niższości.
    A za tym idą oczywiście tytuły, stanowiska i pieniądze. Muszę przyznać, że źle się czuję z tą triadą, mnie nigdy na tym nie zależało.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: