Napisane przez: torlin | 09/01/2016

Disney z mocą Daisy

Daisy Ridley

Na zdjęciu główna wykonawczyni filmu – Daisy Ridley

Coś niedobrze przechodzę tę zimę, znowu jestem chory. U mnie te choroby zazwyczaj trwają 2 dni, a mam akurat wolny weekend, ale szkoda, bo za oknem bezchmurne niebo, po wczorajszej plusze.

Chcę Wam powiedzieć, że w dzień Trzech Króli byłem z D. w kinie w Galerii Mokotów na „Gwiezdnych wojnach – przebudzeniu mocy”. Bzdura totalna, fabuła tak nieprawdopodobna, że się w głowie nie mieści. Na pytanie D., czy mi się film podobał – powiedziałem, że bardzo, czym wywołałem zdumienie na Jej twarzy. A prawda była taka, że mnie się nieprawdopodobnie podobała aktorka grająca główną rolę. Dla niej tylko poszedłbym do kina – cała reszta, to jest zabawa dla przedszkolaków.

Ten film zastanowił mnie nad jeszcze jednym problemem, z którym nie dają sobie rady twórcy SF, jak przedstawić potęgę mocy poszczególnych osób. Widać to było bardzo jaskrawo u Sapkowskiego, w którym Yennefer z Vengerbergu może spowodować przylot Gona, a nie ma możliwości w najdrobniejszych codziennych sprawach. Tutaj było podobnie, z jednej strony wysadzane są planety, z drugiej walczą w lesie na świetlne miecze. Człowiek posiadający moc z jednej strony może wysadzić obiekt samym spojrzeniem, który jest wiele kilometrów dalej, z drugiej nie widzi przeciwnika stojącego za węgłem.

Ale śliczna była ta bestia, dla niej warto było pójść na film produkcji Walt Disney Pictures

Ps. Jak się lepiej poczuję, to wymyślę mądrzejszy wpis. Póki co jest taki…

Advertisements

Responses

  1. To widzę ,że starasz się być na bieżąco.
    Ja do kina nie lubię chodzić.
    Wolę i oglądam filmy na komórce. 😉
    Ostatnio też z Fantasy , bo wszystkie części Tolkiena,
    te o hobbitach i krasnoludach , potem te 3 związane z pirscieniem i druzyna, ale wczsniej prawie wszystko wyczytałam w bibliotece.
    I te pojedyncze opowiadania i jakby te wcześniejsza historię z tą wyspą nieśmiertelnych , gdzie wszystko się zaczęło , zanim zostało stworzone Środziemie. No tam też działy się rzeczy z fantazją i można by jeszcze stworzyc taki potrójny cykl o początku tj. Tam gdzie te Elfy odeszły ,do Numerlandii. 😉
    A teraz na stare lata oglądam „zmierzch” a czytam też inna sagę o „wampirach”.
    Wątpliwości też co do logiki . Ale zabawa wyobraźni pyszna.
    Wampiry są przedstawiane jako osoby niezwykle piękne , obu płci. 😀 )))
    😉 No i aktorzy w obsadzie też super.

  2. Julu!
    Bardzo lubię chodzić do kina, dla mnie filmy są nie do oglądania w telewizorze, w laptopie są zupełnie niewidoczne, a w komórce? Ja reklamy nie potrafię zobaczyć w komórce. Wielki ekran daje jednak mnóstwo efektów, szczególnie przy dzisiejszych możliwościach technicznych.
    Dla mnie pójście do kina jest również możliwością spotkania się z D i z Jej mężem, spotykamy się wtedy dwie godziny wcześniej, idziemy na kawę czy lody i gadamy. To takie nasze comiesięczne święto, i tak prawie od 7 lat. Jak mamy więcej pieniędzy, to idziemy do teatru lub na jakiś koncert, jak gotówki brakuje, to mamy darmowe wejścia kinowe, i stąd te filmy.

  3. Do teatru jeżdżę do warszawy , bo to jedyny sposób , by bratanek poszedł do teatru, jack zona sie cieszy . 😉
    Raczej chodzimy nie na spektakl tylko za każdym razem do innego,
    raz prywatny, raz państwowy.
    Chodź , powiedziałabym , że raczej w porownaniu do moich szkolnych czasów , te obecne spektakle, jakieś takie ubozsze w scenografii.
    Do kina , nie znoszę chodzić , bo uczulona jestem na kukurydzę, (mam torsje)
    Na komórkę – odkryłam niedawno, nawet jadąc autobusem oglądam.Reklamę omijam.
    W kazdej chwili moge ; ofnąć , wyłączyć , powiększyć i oglądam SAMA, co mi pasuje.
    Ze znajomymi spotykam się po domach, odkryliśmy ,że lepiej niż w knajpce.
    Nieograniczenie czasowo, jak chcemy co coś pichcimy , lub każdy coś przynosi , albo zamawiamy, lub tylko przy herbatce.;)
    Nikt nie wymusza zamowien I stoi nad głową.:)

  4. „Ten film zastanowił mnie nad jeszcze jednym problemem, z którym nie dają sobie rady twórcy SF.”

    I nie dadzą sobie rady, bo stoi temu na przeszkodzie dramaturgia filmu oczekiwana przez przeciętnego widza. Z jednej strony potrzebne są rzucające na kolana efekty specjalne w rodzaju rozwalania całych planet, z drugiej strony musi być „czynnik ludzki”, czyli dwaj mężni antagoniści zmagający się w walce wręcz. Mnie w Wojnach Gwiezdnych od początku śmieszą pojedynki na miecze świetlne, które niewiele odbiegają od scen z archaicznych filmów płaszcza i szpady. Równie dobrze mogliby się naparzać dębowymi kijami. Cóż, taka konwencja.
    Ja z tego gatunku najwyżej cenię tak zwane hard SF, czyli obraz przyszłego bądź fikcyjnego świata pozostający w zgodzie ze współczesną wiedzą i niezawierający jaskrawych nieprawdopodobieństw (nie tylko fizycznych, ale np. psychologicznych). Niestety, w literaturze ta odmiana jest raczej w zaniku, a w filmie praktycznie nie istnieje.
    A za Sapkowskim muszę się ująć. Te niekonsekwencje w możliwościach Yennefer… Przecież w naszym realnym życiu też tak bywa. Dysponujemy znakomitą techniką służącą różnym dziedzinom życia, a jednocześnie nieraz nie dajemy sobie rady w sprawach najprostszych. W ogóle świat Sapkowskiego jest najlogiczniej i najbardziej wiarygodnie skonstruowany ze wszystkich znanych mi wizji tego rodzaju.

  5. Obejrzałem, z sentymentu dla GW z młodości, słabawe strasznie, ale jeden strasznie ładny pejzaż ten Star Destroyer wbity w pustynię.
    Byłem z osobą która w ogóle nie ogląda i nie zna fantastyki, podobało jej się bardzo.

    @Paweł Luboński,
    1) Miecze, po prostu mają swój urok. Ciekawe, że w fantastyce na rozmaite sposoby próbuje się je uzasadniać, czy to Moc z GW, czy tarcze z Diuny. Ot po prostu broń dystansowa mniej stylowa.

    2) Hard SF, paradoksalnie, lepiej jest z tym gatunkiem niż kiedykolwiek, Watts, Egan, Stephenson, etc. Propozycja niszowa, ale w tej niszy dużo się dzieje. Z filmami jest gorzej, ale też się niszowe projekty pojawiają.

  6. @Torlin,
    Yennefer radzi sobie przecież w codziennych sprawach, jednym jej źródeł dochodu jest rozwiązywanie problemów kobiecych przecież.

  7. Nie zmienia faktów Julu, że dla mnie oglądanie filmów w komórce, to jest erzac. To nie jest żadne oglądanie. A są kina bez kukurydzy, ten produkt masz tylko w multipleksach. Nie stawiam nigdy sprawy – tak – nie tak – gotujemy w domu, ale i idziemy do knajpy, chodzimy do kina, ale i oglądamy filmy w telewizji.
    ————-
    Pawle!
    Lubię Twoje komentarze, zgadzam się z powyższym. Ale muszę powiedzieć, że trochę to mnie denerwowało, np. w noweli o Borchu Yennefer w jednej chwili nóżką podpala wozy, a jednocześnie wisi i nie może sama sobie pomóc, nie mówiąc nic o teleportacji (to jest jednocześnie odpowiedź Gszczepie)..

  8. Ja też mam podobne wrażenia. Ale najpierw inaczej. Znam tylko jeden przypadek uwzględnienia w SF praw natury. I to zaraz w pierwszym wielkim filmie: 2001 Odyseja Kosmiczna. To scena joggingu, kiedy piloci biegają po ścianie statku kosmicznego gdyż siła ciężkości (nie grawitacja) działa na zewnątrz od środka a nie do środka statku. Super scena, jedyna w historii.

    Bardziej chodzi jednak o 2 różne, choć podobne, sprawy. Czym innym jest jednolitość przyjętych zasad akcji, a czym innym jest jednolitość akcji w ramach przyjętych zasad. Dlatego tak bardzo bym się tych mieczy nie czepiał, one należą do logiki akcji. Pokazują mentalność kosmicznej epoki kamienia łupanego, zgodnie z amerykańską mentalnością kraju gdzie każdy nosi taki miecz-rewolwer. Mnie bardziej drażnią te myśliwce kosmiczne latające jak F16, całkowicie bez sensu.
    Jednak największy chaos i brak logiki wykazują według mnie książki Rowling o Harrym Potterze (które znam). Tam zawsze jakiś królik wyskoczy z kapelusza. W każdym tomie inny. Biedne dzieci. Dla mnie nie do przyjęcia.

    Niestety, coraz bardziej przyzwyczajamy się do tego, że nasz zestrzeli samolot pistoletem z biodra a ten „zły” nie trafia z 3 metrów. To jest fatalne bo rozwija myślenie „gieroja, którego zabili ale im uciekł”. I to do potęgi, a już myślałem, że to były czasy minione. Dlatego frapuje mnie „Metro 2033” gdyby nie to, że autorem nie jest Głuchowski.

  9. Torlin,
    czyli korzystasz z prawa wyboru, ja też.
    🙂

  10. Zwo: „Jednak największy chaos i brak logiki wykazują według mnie książki Rowling o Harrym Potterze.”

    To prawda. Sądzę, że autorka tworzyła swój świat ad hoc, wymyślając nowe gadżety, gdy jej to było potrzebne do dalszego rozwoju akcji. Zaczynając, nie miała planu całości, stąd niekonsekwencje i brak logiki. Ale nakłady ma milionowe, co by nie mówić..
    Z cyklu „Metra” przeczytałem jeden tom i jakoś mnie nie poruszył. Miałem poczucie, że autor zmarnował świetny temat. Następnych już nie próbowałem.

  11. Paweł Luboński
    Mnie frapuje Metro bo jest inne i nie ma bohatera ani zbawcy świata. Ale to wale nie znaczy, że jest bez zastrzeżeń. Jest po prostu inne, choć te dziesiątki stworów, z których każdy potrzebuje kilometry kwadratowe powierzchni i stada ofiar żeby wyżyć są śmieszne. Widać, że ten świat ma zupełnie różne źródła kulturowe niż amerykańskie. I nie ma w niej winnych czyli winni są wszyscy. I nikt nie szuka winnych. W tym jego wartość. Ale nie musi się każdemu podobać bo logika akcji jest tu równie chaotyczna i mało naukowa.

  12. Mało pamiętam z Odysei, jedyne, co zapamiętałem, że był to wspaniały film. Autorka Pottera – piszesz – ” tworzyła swój świat ad hoc (…) nie miała planu całości, stąd niekonsekwencje i brak logiki”. Od razu skojarzył mi się Sienkiewicz, który siedział całymi dniami przy łóżku umierającej żony Marii (pierwszej Marii, z Szetkiewiczów), jeździł po coraz to nowych uzdrowiskach, aby ratować chorą na gruźlicę swoją panią, mając jednocześnie świadomość – jak to się dawniej pisało – następowania na ogon przez wydawnictwa i edytorów, w stosunku do których był zawsze spóźniony. I że w takich warunkach powstała powieść (mówimy o „Potopie”) tak wielkiej próby, to jest niesamowite.
    Metra nie czytałem, i jakoś mnie nie ciągnie. Ale ZWO ma rację w sprawie samolotów. Żaden pilot nie jest w stanie prowadzić tak samolotów, jak to jest pokazane w filmach, to są reakcje setnej części sekundy, niemożliwe do osiągnięcia przez człowieka.

  13. Wpadłem tu na Twoje zaproszenie, zachęcony zarówno Rey ;), jak i tematyką notki…
    Na początek coś dla Ciebie. Mam nadzieję, że uda Ci się to zobaczyć: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=893820707399057&id=660933270687803

    Co do Twojego wpisu, myślę, że dysproporcje wynikają w dużej mierze z tego, że twórcy nieustannie próbują złapać balans w skali danego wydarzenia – pomiędzy czystą „epickością”, a granicą tego, co jeszcze mogłoby się wydać widzom wykonalne. Czasami się udaje. A jeśli się NIE udaje, mamy coś takiego o czym piszesz powyżej…

  14. Miło mi, że wpadłeś. A dla mnie Daisy jest tak seksowna, że hej!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: