Napisane przez: torlin | 11/01/2016

Gdzie szukać prawdy? Oto znak zapytania z wykrzyknikiem

HOME71B_002[1]

Rysunek STĄD

Moja choroba jest dla mnie niesłychanie twórcza intelektualnie, miałem okazję trochę pomyśleć, a i zaobserwować pewne zjawiska. I o nich właśnie chciałem powiedzieć. Prawda w Internecie.

Jak już pisałem wielokrotnie, dużo piszę i bardzo często korzystam z Internetu. Jak dotąd nie miałem większych problemów z weryfikacją danych, nie tylko z tego powodu, że to umiem robić, ale – przypuszczam – są to pozostałości komunizmu, kiedy to do każdego tekstu pisanego podchodziło się z nieufnością. I raptem ląduję w łóżku, nie mam telewizji, filmy wszystkie znam na pamięć, i postanawiam wykorzystać wspaniałe narzędzie, które zainstalował mi syn, czyli YouTube w telewizorze. Na początku jak cię mogę, obejrzałem „Dzieje kultury polskiej”, nakręcone w tak obrzydliwej konwencji, że nie na dzisiejsze oko i ucho, ale mnie to interesowało, to jakoś przeszedłem. Później usiłowałem puścić sobie początki Piastów, ale jak usłyszałem, że Słowianie byli nad Wisłą od 3.000 lat i że o tym pisał już Kadłubek, dałem sobie spokój. Przy migracji Słowian dowiedziałem się, że nasi przodkowie poszli na północ i nie ma właściwie Skandynawów, tylko są Słowianie, a Szwedzi to tylko ukrywają, znowu zrezygnowałem.

Pomyślałem sobie, że pooglądam trochę na temat USA, i puściłem film o Jerzym Waszyngtonie. Powiedzenie, że film odsądza bohatera od czci i wiary, byłoby przesadą, ale jest niezmiernie krytyczny. Że nie był w ogóle wspaniałym wodzem, że był karierowiczem, że ożenił się dla pieniędzy, że pozował na prawdomównego, a oszukiwał i kłamał na każdym kroku, że prześladował Murzynów łącznie z wyrywaniem im zębów, aby wstawić sobie je do sztucznej szczęki. I to w programie „History”.

Program wyglądający na rzetelny, z pracami archeologicznymi, wypowiedziami historyków, ale… Znak zapytania i wykrzyknik. W co możemy wierzyć? Czy na pewno to jest prawda? Jakie jest prawdopodobieństwo, że jesteśmy w sytuacji walk Słowian z Aleksandrem Wielkim?

Te nierzetelne programy robione są coraz sprawniej. Dawniej to był jakiś nawiedzony, siedzący za biurkiem w jakiejś sali, i opowiadający banialuki. Teraz te filmy są wspaniałe technicznie, ukazujące tak dowody, że ludzie mało zorientowani w tematyce muszą uwierzyć. Martwię się o młodzież, gdyż ona nie ma takiego mechanizmu kontroli, nie umie wyłapać nie tylko błędów, ale nawet wierutnych bzdur.

Ja osobiście ratuję się marką, przede wszystkim BBC i Planete+, może dalibyście mi jeszcze kilka takich „adresów” pewniaków

Advertisements

Responses

  1. Niestety, w internecie można szperać i szukać, ale trzeba mieć wiedzę „zewnętrzną”.

    (Dygresja: W tle słucham sobie „My z kosmosu” Mostowicza, takie wspomnienie bo czytałem, jako dziecko, ale jednocześnie, jako dziecko byłem „zaszczepiony” książeczką Młodego Technika „Czy istnieje życie poza Ziemią?”, by nie wierzyć w UFO i inną paleoastronomię. Ale jeśli ktoś nie był tak „zaszczepiony”? Bo czytam opinie ludzi pod filmikiem, raczej entuzjastyczne dla objawionej im mądrości… W każdym razie, potrafię słuchać czasem z przyjemnością czegoś, o czym wiem, że to fałsz…)

    Podobno (WO, „Internet. Czas się bać”) internet sprzyja tworzeniu „baniek informacyjnych” — dostajemy informacje, które są dla nas wygodne (pochodna mechanizmu marketingowego Google, czy FB, które chcą nas zadowolić). To oznacza, że z krytyką, tego co czytam i oglądamy możemy się w ogóle nie spotkać. (Dochodzi problem w wymiarze społecznym, bo jak się mają dogadać zwolennicy różnych poglądów politycznych, których internet umacnia w przekonaniach, dostarczając danych tylko pod kątem oczekiwań? I to chyba nie jest wizja mrocznej przyszłości, ale teraźniejszość. Jak twierdzi znajomy — jego znajomi zagrzebani w internecie dzielą się na zwolenników Korwina i Partii Razem. I nic pomiędzy…)

    A co do filmów — History ma raczej kiepską opinię. Żartowano, że to kanał o Hitlerze (tu akurat niewiele zarzucano merytorycznie). Inna rzecz, że krytyczne spojrzenie na Waszyngtona nie musi być historycznym kłamstwem.
    Niestety, nie mam jednak dobrych wskazań. O Planete+ też słyszałem różne rzeczy… No, ale „mam znajomego”, który kocha Planete+ i mnie tam kieruje, bym poznał uzasadnienie jego poglądów. A poglądy te krążą w rejonach Trockiego 😀

  2. PS.
    WO też twierdzi, że przejście z reklamy w mediach tradycyjnych (z wytworzonym pewnym kodeksem etycznym, nawet jeśli z jego przestrzeganiem różnie było), do sklejanych i amatorskich (w sensie researchu przynajmniej) mediów internetowych nie daje nadziei…
    Tzn. owszem, widzi szansę — w kontakcie z wyższą cywilizacją z kosmosu 🙂 Uważa, że to bardziej prawdopodobne, niż wymuszenie demokratyczne, albo rynkowe zmian w systemie.

  3. PS.
    Dodam jeszcze, że problem jest trudny, nawet jeśli mamy peerelowskie, czy inne, przygotowanie do krytycyzmu.
    Czytałem jakiś czas temu „Religię Hitlera” Hesemanna. Książka pełna szczegółów, mających świadczyć, że Hitler pod wpływem okultystów zamierzał zniszczyć Kościół Katolicki, tuż po zagładzie Żydów. Wśród wielu, wielu szczegółów, byłem w stanie sprawdzić tylko kilka (i to przypadkiem). I wychodziło na to, że autor kłamie… A jeśli nie mógłbym sprawdzić żadnego przytaczanego faktu? Idę o zakład, że większość czytelników nie jest w stanie tego zrobić.

  4. Torlinie, wymieniasz kilka drastycznych przykładów, ale przecież z pewnością istnieją w sieci również filmy propagujące poglądy przeciwne, a także pośrednie. I to się jakoś równoważy. To jest jak z demokracją w polityce. Dla mnie jej podstawowa zaleta polega nie na tym, że wysuwa do władzy ludzi najmądrzejszych (bo tak przecież nie jest), tylko że tnie po skrzydłach – na skutek tego, że głosy rozkładają się wzdłuż krzywej Gaussa. W dojrzałej demokracji bardzo rzadko wpływ na rzeczywistość zdobywają skrajności.
    Waszyngton rzeczywiście był miernym dowódcą, bardzo możliwe też, że miał inne wymienione wady (które jednak należałoby oceniać na tle obyczajowości tamtej epoki, a nie dzisiejszej). Ale to on zwyciężył.
    Mnie ratuje mój fundamentalny sceptycyzm. Po tych blisko sześćdziesięciu latach życia po prostu intuicyjnie wyczuwam, który tekst czy film jest wiarygodny, a który nie. Przede wszystkim zaś z dużym dystansem traktuję te informacje, które nie pozostawiają miejsca na wątpliwości, które rysują prosty i jednoznaczny obraz mechanizmów rządzących historią oraz proste i jednoznaczne oceny postaci historycznych. Oczywiście bywa, że się mylę, ale raczej rzadko.

  5. Tak na marginesie, w kwestii przybyszów z kosmosu. Bardzo mi się podoba opinia, którą kiedyś sformułował Lem: jeśli zetkniemy się kiedykolwiek z pozaziemską inteligencją, to jest wysoce prawdopodobne, że będzie ona czymś tak odmiennym, iż nie zechcemy jej nawet uznać za inteligencję.

  6. @Pawle,
    ale zakładasz że:
    — rzecz dotyczy poglądów, tymczasem często dotyczy zafałszowanych (czy wręcz wymyślonych) faktów (patrz Hesemann);
    — mamy kształt „krzywej Gaussa”, tzn. najpopularniejsze i najprawdziwsze jest to, co po środku — nie mamy żadnej gwarancji (a tym bardziej badań), że tak jest; są wręcz wskazówki, że jest inaczej (przykład: porównano kolor skóry przestępców filmowych i rzeczywistych, i okazało się, że media są rasistowskie);
    — mamy dostęp do odmiennych wersji — a tu przypominam, że internet (Google, FB) próbuje przewidzieć nasze oczekiwania i dostosować wyniki do nich, co może uniemożliwić zapoznanie się z odmiennymi wersjami i rzeczywistą, „rynkową konkurencję” między takimi opowieściami.

  7. „ale zakładasz że:
    — rzecz dotyczy poglądów,”

    Dotyczy. Może jestem zbytnim optymistą, ale wydaje mi się, że oczywiste, świadome i podejmowane w złej wierze fałszowanie faktów to zjawisko niezbyt częste. Nie opłaca się to, bo fakty prędzej czy później ktoś zweryfikuje.
    Powszechny jest natomiast ich tendencyjny dobór, interpretacja i nadinterpretacja, a na to już mają wpływ poglądy. Dla przykładu, jeśli ktoś głosi (jak czytam u Torlina), że Słowianie zasiedlili Skandynawię, to pewnie nie wyssał sobie tego zupełnie z palca, lecz ma jakieś przesłanki do tego twierdzenia. Nie przyjmuje tylko do wiadomości, że są to przesłanki bardzo wątłe, i ignoruje poważne dowody świadczące o czymś przeciwnym.

  8. Czasami spekuluję, że my żyjemy w przestrzeni 2,9 wymiarowej, a obcy nie dość że w 3,1 wymiarach to na dodatek obróconych względem nas o 12 stopni. Punktowo nasze przestrzenie się nawet stykają, ale wtedy doświadczamy nieopisywalnych doznań.

  9. Nie wiem czy to jedynie osobiste spostrzeżenie, ale większość historycznych półek w księgarniach zajmują biografie Hitlera i spółki.
    Być może to subiektywne odczucie, ale zauważony w trakcie świątecznych zakupów rozkład książek biograficznych na półkach (wg oczekiwań krzywej Gaussa) wygląda mniej więcej tak:
    Hitler 20 %
    Świta Hitlera 30 %
    Celebryci 20 %
    Politycy 15 %
    Postaci historyczne 7 %
    Ludzie sztuki 5 %
    Ludzie nauki 3 %

  10. Miałem wyzdrowieć, i nic z tego. Idę do łóżka. Tak że tylko jednym zdaniem – jeżeli wiem, że to jest bzdura, to to ominę. Ale co będzie, jak ja nic nie wiem na ten temat? I nie umiem tego filmu zweryfikować? Np. postanowiłbym obejrzeć film o pentakwarkaqch, które fizycy odkryli w ośrodku CERN pod Genewą jako nowy typ cząstek subatomowych. I skąd mam wiedzieć, czy to jest prawda, czy też kolejne zbłaźnienie się jakiegoś nawiedzonego?
    ———
    Dla mnie jedynym rozwiązaniem jest szlachetny nadawca albo producent. Widzicie jakieś inne wyjście?

  11. Piotruś pisze: Czasami spekuluję, że my żyjemy w przestrzeni 2,9 wymiarowej, a obcy nie dość że w 3,1 wymiarach to na dodatek obróconych względem nas o 12 stopni. Punktowo nasze przestrzenie się nawet stykają, ale wtedy doświadczamy nieopisywalnych doznań.

    Cóż za poetycki opis bliskich spotkań trzeciego stopnia między przedstawicielami płci przeciwnych… Takie wyrafinowane muskanie świntuszeniem…

  12. TesTequ, bądź tak miły i odpowiedz mi na pytanie.

  13. @Paweł Luboński
    Może jestem zbytnim optymistą, ale wydaje mi się, że oczywiste, świadome i podejmowane w złej wierze fałszowanie faktów to zjawisko niezbyt częste. Nie opłaca się to, bo fakty prędzej czy później ktoś zweryfikuje.

    Bardzo mi się to spodobało.
    Ja to co prawda widzę zupełnie odwrotnie, ale może to być aberracja zawodowa.Tak naprawdę nie potrafiłbym uzasadnić dlaczego tak sądzę.

    Ciekaw jestem w jaki sposób Ty spróbowałbyś uzasadnić na jakiej podstawie opiera się Twoja śmiała hipoteza.

  14. Telemachu, dlaczego omijacie moje pytanie jak zarażone epidemią miasto?

  15. @Torlin: Spojrzałem jeszcze raz do tekstu wpisu. Ponieważ nie kończy się pytaniem, a wymagasz ode mnie odpowiedzi, wezmę pierwsze ze środka:

    W co wierzyć?

    W nic. Nie ufaj nikomu. Każdy ma swój interes. Sam zacznij zmyślać. Wypisuj androny sprawiające wrażenie rzetelnej wiedzy i tarzaj się po podłodze ze śmiechu, gdy Twoi czytelnicy będą prowadzili poważne dyskusje. Kupa radości! 😀

    Dobrze odpowiedziałem?

  16. @Pawle,
    świadome fałszowanie to może rzeczywiście rzadkość (choć uważam, że tak robił przytoczony wyżej Hesemann, jeśli więc jest ideologia to i fałszerze się znajdą), ale już podawanie „danych z sufitu” i „research ziemkiewiczowski” to zjawiska bardzo popularne, wynikające nie tyle ze złej woli, co z lenistwa (trochę i pychy, trochę i ideologii…). Do tego zaś należy dodać zjawisko cytowania danych kłamliwych — widać przecież świetnie, jak pewne kłamstwa krążą, już przytaczane jako znane fakty (przykład: „większe emisje CO2 w wybuchach wulkanów, niż wytwarzane przez człowieka”).
    I jeszcze jedno zjawisko — naciąganie faktów pod postawę ideologiczną, na poziomie zakrawającym na ich fałszerstwo, co trafia się całkiem poważnym autorom (Pipes, czy Davies). I właściwie tylko ten ostatni przypadek można by podciągnąć pod pluralizm poglądów, jedyny zaś „feler” to ten, że nie dokonują go ludzie z marginesu naukowego.

    @Torlin,
    wiarygodna redakcja (kanału, gazety, itp.). Choć i tu się trafiają wpadki, bo zwykle redakcja jest kompetentna tylko w części swojej tematyki.

  17. Telemach: „w jaki sposób Ty spróbowałbyś uzasadnić na jakiej podstawie opiera się Twoja śmiała hipoteza.”

    Hmmm, to dość skomplikowane. Po pierwsze, opiera się na osobistym doświadczeniu, przyznam, że dość ograniczonym. Rzadko stykam się – czy to w mediach, czy w życiu prywatnym – z czymś, co można byłoby określić jako świadome, cyniczne łgarstwo. W naszym życiu publicznym weszło w zwyczaj obrzucanie się przy byle okazji zarzutami: „Pan kłamie,panie pośle!”. Gdy się jednak sprawie przyjrzeć uważniej, z reguły okazuje się, że „kłamca” zwyczajnie się myli, jest źle poinformowany, wprowadzony w błąd lub niekompetentny. Albo – co częste – rozmówca tendencyjnie zinterpretował jego wypowiedź.
    Po drugie, co już napisałem, w dzisiejszych czasach powszechnego dostępu do informacji, inaczej niż np. sto lat temu, ordynarne kłamstwo, fałszowanie faktów, raczej nie popłaca. Jakaś grupa ludzi da się na nie złapać, ale – zwłaszcza jeśli idzie o sprawę istotną – zawsze znajdzie się ktoś, kto kłamstwo zweryfikuje i przygwoździ.
    Trzecim źródłem moich przekonań jest wiara. Wiara w człowieka. Uważam, że – jak to ujmował lapidarnie mój nieboszczyk ojciec – na świecie jest dużo więcej głupoty niż podłości. Mówiąc konkretniej, zdecydowana większość ludzi chce we własnych oczach wyglądać na przyzwoitych, mało kto potrafi powiedzieć sobie: jestem łotrem i dobrze mi z tym. Jeśli więc świadomie kłamią, to przeważnie w imię jakiejś sprawy – w ich przekonaniu – większej niż drobiazgowa prawdomówność. Dla przykładu, historia nauki zna parę przypadków, gdy wybitny i rzetelny skądinąd uczony był tak przekonany o słuszności swojej teorii, że „podkręcał” wyniki eksperymentów, by lepiej do niej pasowały.

  18. Torlin: „I skąd mam wiedzieć, czy to jest prawda, czy też kolejne zbłaźnienie się jakiegoś nawiedzonego?”

    Nie możesz tego wiedzieć i nawet szlachetny nadawca nie pomoże, bo szlachetności nie musi towarzyszyć kompetencja we wszystkich możliwych sprawach.
    Jeśli idzie o fakty naukowe, sprawa jest prosta. Czas. Fałszywe teorie prędzej czy później padają. Zwykle prędzej, bo dzisiaj każde nowe, rewelacyjne odkrycie jest natychmiast weryfikowane przez różne zespoły na całym świecie. Oczywiście na peryferiach „mainstreamowej” nauki pętają się różnego rodzaju szarlatani, ale przy odrobinie wiedzy i zdrowego rozsądku względnie łatwo można ich rozpoznać. Choćby po tym, że mainstream ich odrzuca lub lekceważy.
    Z faktami społecznymi i historycznymi jest gorzej. Ja skłonny jestem przyjąć, że nie ma tu jednej prawdy. To znaczy, są fakty materialne, ale po pierwsze, zwykle nie jest łatwo do nich dotrzeć, a po drugie, nie odgrywają one zasadniczej roli. Zasadniczą rolę odgrywają interpretacje, których jest zawsze wiele i które zmieniają się w czasie. Pozostaje więc przyjąć, że prawdą jest to, co ja uważam za prawdę, i pogodzić się z tym, że mogę się mylić. A zatem nie lękać się konfrontacji „swojej” prawdy z nowo poznanymi faktami. Zdaje się, że mało kogo stać na to ostatnie.

  19. @Pawle,
    polecam Ci „Internet. Czas się bać” Orlińskiego. Bo on o Twoim drugim argumentem (z powszechności dostępu do wiedzy) polemizuje — właśnie nadmiar dostępu sprawia, że prawda ginie wśród wielu fałszy (czego przykładem jest rozkwit najdzikszych teorii spiskowych w internecie). Dodam: polemizuje z pozycji kogoś, kto liczył na taki pozytywny wpływ dostępu do informacji, ale rozczarował się widząc rzeczywistość.

    Co do rozpoznawania szarlatanów — pamiętam jak Polityka nabrała się (dobre kilkanaście lat temu) na „Zakazaną archeologię”, a do dzisiaj ma słabość do Andrzeja Zielińskiego… A przecież to poważny tytuł, z całkiem niezłym działem naukowym (nie wiem, kto był wtedy na urlopie). Starająca się o powagę Rzeczpospolita w dziale naukowym regularnie publikuje bzdury. Jest więc tak, że teoretycznie doświadczeni dziennikarze, z przygotowaniem, profesjonalni, przepuszczają tezy szarlatanów. A My mamy być lepsi?

  20. „Jest więc tak, że teoretycznie doświadczeni dziennikarze, z przygotowaniem, profesjonalni, przepuszczają tezy szarlatanów.”

    Owszem, zdarza się, ale raczej nie jest normą. O co chodziło z tą „zakazaną archeologią”, bo nie pamiętam?
    Zresztą pisząc o rozpoznawaniu szarlatanów, nie miałem na myśli dziennikarzy, tylko środowisko naukowe. Poszczególni uczeni często się mylą lub nawet oszukują, ale Nauka jako całość raczej na manowce nie wędruje, a jeśli nawet, to tylko na krótko.
    Co do internetu: można w nim zwykle dotrzeć do prawdy, ale w tym celu trzeba mieć pewne kwalifikacje – umiejętność oceny wiarygodności źródeł, ogólną znajomość świata, sceptycyzm i logiczne myślenie. Zgoda, że większości użytkowników tych kwalifikacji brakuje. Cenię Orlińskiego, ale jak na mój gust jest on zanadto zanurzony w kulturze masowej. W przeciwieństwie do mnie.

  21. Torlinie dlaczego używasz pejoratywnego zbłaźnienie ?
    Przecież to są rzeczy (nie wiem czy rzeczy ?) tak nowe, że nikt nie może w 100 procentach potwierdzić ich prawdziwości.
    Nieprawda nie jest w takich przypadkach tożsama z kłamstwem.
    Czym innym sa sensacyjne paleontologiczne (typu ząb dinozaura w tyłku neandertalczyka) lub historyczne (typu Atlantyda i kosmici).
    Niedawno na Twoim blogu udzielałem porad aptecznych.
    Pozwól, że i Tobie poradzę – seta z pieprzem i nogi w miskę z ciepłą wodą.
    Broń boże nie poddaj się reklamie niby leczniczych suplementów diety.

  22. @Torlin,

    W „Cryptonomiconie” Stephensona (https://en.wikipedia.org/wiki/Cryptonomicon), jest można powiedzieć prawie że przepis na szukanie dobrych źródeł;-)

    Jest tam też masa innych dobrych rzeczy, więc szczerze polecam.

    A przepis zaczyna się mniej więcej tak: Im lepsza książka tym skromniejszy tytuł, „Wszystko o nurkowaniu” mniej rzetelnej wiedzy zawiera niż „Krótki szkic teoretycznych podstaw nurkowania”, itd.

  23. @Pawle,
    odpowiadając kolejno.
    @”Zakazana archeologia” — w Polityce ukazał się artykuł (nie recenzja, tekst na dwie-trzy strony z ilustracjami) będący zachętą do czytania tego szarlatańskiego dzieła kreacjonistów. Było to dość dawno — teraz Polityka ma i kompetentną specjalistkę od archeologii i niezłego znawcę teorii ewolucji — ale jednak było. I to nie było poparcie dla dziełka nieco mylnego, ale dla szarlatanerii czystej wody.
    @”Uczeni się mylą, Nauka raczej nie” — i owszem, ale przecież nie masz nigdzie w internecie spisu teorii (i tez) naukowych w stylu: „Teoria wielkiego wybuchu — popiera 99% fizyków, 1% ma nowe koncepcje”. Masz „fizycy twierdzą”. I pytanie, czy autor owego streszczenia sięga po te 99%, czy po 1%. (Tu odnotuję, że Żakowski pisze o inicjatywie, która chce podobnie podawać opinie ekonomistów. Więc inicjatywy są, ale przecież nie pokryją one całej nauki…)
    I nie jest tak, że te proporcje zostaną oddane w publicystyce naukowej — to raczej ten 1% będzie dowartościowany, jako ciekawy, albo dla „równowagi” i „pluralizmu” (bo 99% popierających niektórym wydaje się jakieś totalitarne).
    Jest jeszcze gorzej, jak pokazują przykłady szkodliwości palenia tytoniu, czy ludzkiego wpływu na globalne ocieplenie — tezy naukowe, całkiem dobrze uzasadnione, są zwalczane przez mających w tym swój interes przeciwników. I to nie jest banda świrków w internecie, ale profesjonalna, dobrze opłacana propaganda.
    Praktyka wygląda tak, że trudno obecnie taką tezę zanegować wprost (choć widziałem już wyraźne i celowe kłamstwa rozsiewane przez think tank, które media podchwytywały), ale można rozsiewać wątpliwości — i to grupy interesów robią — bo wątpliwości wystarczą wywołać polityczną bierność (która jest celem tej propagandy).
    To oznacza, że Twoje tezy są w miarę prawdziwe, o ile:
    — tezy naukowe nie są związane w jakiś sposób z grupami interesów,
    — albo postawami ideowymi/ideologicznymi/religijnymi,
    — nie mają swoich wiernych wyznawców (patrz: UFO, teorie spiskowe, kryptozoologia)…
    Jak dla mnie dużo tych wyłączeń…
    @Orliński — tak, wychodzi z kultury popularnej, ale w temat się nieźle wgryzł. Na pewno solidniej niż nasze pogaduchy bez przygotowania pod blogiem. No i dysponuje bibliografią, do której można się odwołać po więcej szczegółów.

    @Piotrusiu,
    ale chyba to, że nowe odkrycie nie jest jeszcze zupełnie pewne, to Torlin wie. Sądzę, że pyta o to, czy to odkrycie uczonych serio, czy szarlatanów.

    @Torlinie,
    o pentakwarkach mówi się serio.

  24. Pak4 mnie się wydaje, że uczony w którym nie drzemie szarlatan nie jest w stanie odkryć niczego.
    Z tej prostej przyczyny, że umysł zanadto wypreparowany poprawnością nie potrafi zauważyć zasłony.

  25. Pak4 pisze: nie masz nigdzie w internecie spisu teorii (i tez) naukowych w stylu: „Teoria wielkiego wybuchu — popiera 99% fizyków, 1% ma nowe koncepcje”.

    Doniosłe teorie mają swoją wycenę. Na przykład:

    Multiple studies published in peer-reviewed scientific journals show that 97 percent or more of actively publishing climate scientists agree: Climate-warming trends over the past century are very likely due to human activities.

    Uczciwe, policzone 97%. Nie 82% i nie 100%. 97% naukowców uważa, że jest wielce prawdopodobne… 😀

    Niepodważalne źródło: http://climate.nasa.gov/scientific-consensus/

  26. @PAK4

    Orliński jest spóźnionym neofitą – po latach zachwytu nagle obudził się – nieomal pięć lat za późno.
    Wystarczyło 6 lat temu sięgnąć do „The Shallows: What the Internet is Doing to Our Brains” Nicolasa Carra aby pojąć co się zaczyna wyrabiać.
    A jak ktoś był szczególnie trzeźwy to już w 2009 roku przeczytał Zittraina (The Future of The Internet and How to Stop it.)

    Nie wiem co z tego (i kiedy) ukazało się w Polsce – ale WO mam do zarzucenia stworzenie pośpiesznej kompilacji krytycznych pozycji i przedstawieniu ich w „Czas się bać” jako ortyginalnej pracy. Szkoda, że tak zrobił, dobrze że wreszcie ktoś również w Polsce przerywa wreszcie zachwyty nad „ogromem wiedzy i różnorodnością informacji jakie daje nam internet”.

    @Paweł L.
    Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
    Tak też przypuszczałem.

    @Torlin:

    Torlinie, patania należy zawsze kierować do konkretnych osób. Wówczas czują się one ich adresatem. To chyba podobnie jak z wołaniem o pomoc.
    „Niech mi Pan proszę pomoże” działa lepiej niż rzucone w tłum „Pomocy!!!”

    Nienawidzę smiles 😉

  27. Jeśli chodzi o historię, to najwiarygodniejszymi źródłami są pamiętniki itp. sprzed lat.
    Poza tym gdy interesuję się czymś, staram się znaleźć dużo różnorodnych materiałów na zadany temat. Później sama weryfikuję. Ta weryfikacja oczywiście, też nie jest wolna od błędów.
    Może nie istnieje coś takiego jak prawda doskonała? W zależności od narratora nabiera ona różnych barw,

  28. Mario, pamiętniki sprzed lat ukazują sprawy tak, jak je postrzegał pamiętnikarz. Współczesne opracowania historyczne – tak jak je widzi dzisiejszy historyk. Nie widzę podstaw, by którejkolwiek z tych wersji oddawać pierwszeństwo i uznawać ją za bardziej wiarygodną.

  29. @ Paweł Luboński
    No tak…
    A historyk skąd niby swą wiedzę czerpie?
    Historyk tylko tym się zajmuje i w zależności do jakich źródeł dotrze, takie prawdy objawia.
    Pewnie masz rację..

    Ja czasem oglądam Jędrek o …

  30. Jaka wspaniała dyskusja, ale ja się tak czuję, że nie zdołałem jej przeczytać, a cóż dopiero skomentować. Nie dam rady na jutro przygotować nowej notki, „ostry, wirusowy nieżyt górnych dróg oddechowych” daje mi popalić.

  31. Głupia sprawa, ale też chory.

    Czy można zarazić się przez Internet? 😉

  32. Dobra, dobra, lecę łyknąć polopirynę 😉 Strasznie zaraźliwi jesteście przez ten internet… 😉 Czas się bać! 😀

    @Telemachu,
    Tak, Orliński jest mało oryginalny, ale:
    — nie udaje, że jest inaczej,
    — jego tekst jest dość łatwo dostępny,
    — zebrał w jednym miejscu kilka aspektów problemu.

  33. Gszczepa i Pak 4!
    Życzę zdrowia.

  34. Słowem, ogłupieć można od nadmiaru opinii, faktów i teorii…aż się chce westchnąć i parafrazując pewnego rolnika: „W co wierzyć, Panie Jacku? W co wierzyć?” Serio, można dostać kota jak się czasem pewne rzeczy czyta lub ogląda… Każda ze stron jest tą jedynie słuszną, a o pozostałych szkoda nawet gadać bo manipulanci i zdrajcy 😀

    Ciągle jakieś podziały, ciągle media wolne i niezależne, a także te zależne (tylko już nie wiadomo od kogo? Opozycji, rządu, Żydów, Masonów, Arabów, korporacji? No nie wiadomo!)

    Dużo zdrowia, Przyjacielu 🙂

  35. Oj tego zdrowia to mi potrzeba Celcie. Dziękuję za życzenia 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: