Napisane przez: torlin | 24/02/2016

Lecimy Na Marsa? Ale beze mnie

lot na Marsa

Nowe wariactwo światowe – lot na Marsa. Jeszcze za czasów (chyba to już jest nieaktualne) Mars One, prywatnego projektu prowadzonego przez holenderskiego przedsiębiorcę Bas Lansdorpa, sądziłem, że zawsze znajdą się wariaci, którzy chcieliby bez względu na moralność, życie, wstyd, osiągnąć sukces w reality show. Dlatego piszę „życie”, bo to miała być podróż na Marsa w jedną stronę. Tutaj rozumiałem jeszcze intencje zgłaszających się, sława za wszelką cenę, teraz mi jest trudniej. I chcę podkreślić, że wiem, ile mam lat, że ludzie są młodsi ode mnie, żądni przygód. Zastanawiam się, czy może moja notka jest li tylko moralitetem psychologicznym na temat różnych pragnień ludzkich.

Zupełnie w innym świetle postawiło to wszystko NASA. Zaprosiło wszystkich do odbycia lotu na Marsa, z zagwarantowaniem powrotu. Odzew nie był może taki, jak w przypadku Mars One (tam ponad 200 000 chętnych do śmierci, tylko dlatego, aby być słynnym uczestnikiem reality show), bo zgłosiło się „zaledwie” ponad 18 tysięcy użytkowników. Cytat z Forbesa: „Zgłoszenia do agencji aeronautyki i przestrzeni kosmicznej można było przysyłać od 14 grudnia ub.r. do 18 lutego.W połowie marca NASA dokona wyboru spośród wszystkich zgłoszeń i wskaże od 8 do 14 kandydatów, którzy zostaną zaproszeni do udziału w specjalistycznych szkoleniach. Nazwiska osób, które najprawdopodobniej wezmą udział w misji na Marsa zaplanowanej na 2021 rok, zostaną podane do wiadomości publicznej w połowie 2017 roku”.

Ale naprawdę dlaczego NASA nie powiedziała, że jest to lot właściwie w jedną stronę? Że problemy techniczne, psychologiczne, życiowe są nie do opanowania? Pisze na ten temat redaktor natemat.pl o Hermaszewskim (warto przeczytać całe, daję tylko fragmencik): „Sam jednak podejmował przecież niebywałe ryzyko, lecąc w kosmos przy pomocy technologii, którą dzisiejsi naukowcy nazwaliby raczej szopą, do której podłączono fajerwerki, a nie rakietą kosmiczną. Pierwszy Polak w kosmosie przyznaje: – Oczywiście, gdybyśmy nie podejmowali ryzyka, to po pierwszych niepowodzeniach nie przepłynęlibyśmy na przykład żadnej rzeki”. I dalej: ” Prof. Edwin Wnuk, były prezes Polskiego Towarzystwa Astronomicznego, wymienia, z czym będą musieli sobie poradzić kolonizatorzy: – Rozumiem, żeby polecieć i pobyć tam, ale żyć? Trzeba zapewnić im wodę, żywność, pamiętać o problemach technicznych, medycznych, psychologicznych. Grupa ludzi zamknięta na małej przestrzeni przez lata to nie jest zdrowe środowisko. Poza tym co mają tam robić? Po co mają tam być? – pyta profesor. (…) Tam nie ma atmosfery. Jest problem z jedzeniem, nie wystarczy wsadzić roślinkę w ziemię. Każdy kilogram przewieziony tam, będzie nas kosztować – wyjaśnia astronom i kontynuuje – A jak zepsuje się nawet jedna śrubka – tam nie ma fabryki”.

życie na Marsie

I pismo, którego tak naprawdę nie lubię – Tygodnik Przegląd, ale ten artykuł jest wspaniały, pragnąłbym przepisać całość, ale muszę się jakoś powstrzymać, nieliczne cytaty: ”

  • według najskromniejszych szacunków wysłanie astronautów na Księżyc wymaga inwestycji 150 mld dol. Podróż na Marsa pochłonie kwotę czterokrotnie wyższą,
  • przy obecnym stanie techniki wysłanie ludzi na Marsa oznaczać będzie dla nich niemal pewną śmierć. Jeśli podczas międzyplanetarnego rejsu nastąpi awaria, zawrócenie statku kosmicznego nie będzie możliwe. Mechanika obiektów niebieskich pozwoli na powrót dopiero po 18 miesiącach,
  • podczas lotu ludzie będą narażeni na działanie promieniowania kosmicznego, które już na orbicie okołoziemskiej jest sto razy silniejsze niż na powierzchni naszej planety,
  • do tego dochodzą obciążenia psychiczne. Międzyplanetarni podróżnicy będą przez lata zamknięci w statku jak w więzieniu. Badania astronautów pełniących długą misję na pokładzie rosyjskiej stacji orbitalnej Mir wykazały, że ich osobowości często ulegały drastycznej przemianie. Twardzi i odpowiednio dobrani mężczyźni, po trudnych szkoleniach i testach, popadali w depresję lub stawali się zdumiewająco agresywni.
Powiem szczerze, mnie to w ogóle nie interesuje. Nawet największa sława nie zmusiłaby mnie do poświęcenia życia, jestem w jakiś dziwny sposób genetycznie uodporniony na szaleństwa. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, chodziłem po naprawdę wysokich górach, nad przerażającymi przepaściami, bez przygotowania wyjeżdżam cale życie za granicę, nie jestem typem „bezpieczeństwo za wszelką cenę”, ale ci ludzie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swojego czynu. Niech poczytają o polarnikach z Antarktydy, którzy muszą być często wymieniani, bo by się pozabijali, wcześniej zwariowawszy.
Moim zdaniem przyszłością jest terraforming, który to termin już zdołaliśmy spolszczyć na terraformowanie. Polecę na Marsa, jak ludzkość zgodnie z zasadą terraformowania odbuduje atmosferę Marsa i jego pole magnetyczne, a podróż na Marsa będzie jak wyjazd do Taszkientu. Jak sobie pomyślę, że nie zobaczę swoich czterech drobiażdżków, nie spotkam się z M. i D., nie będę widział swojej córy i syna, że o reszcie rodziny nie wspomnę, to mi się słabo robi. A oprócz tego chcę zdążyć na „Excentryków” do kina 😉

 

 

Advertisements

Responses

  1. To ja też według twoich punktów.

    1. Koszty. Zastanawiam się, jak się ma te hipotetyczne 600 miliardów dolarów do corocznych wydatków na zbrojenia, których jakoś nikt nie kwestionuje.

    2. Ryzyko. Nie trzeba aż lecieć na Marsa, żeby zetknąć się z sytuacją, w której awaria jakichś mechanizmów oznacza niemal pewną śmierć. Tak było na przykład u zarania lotnictwa, kiedy nie było nawet jeszcze spadochronów. A latano. Wtedy też wielu mówiło, że to bezużyteczne wariactwo.
    Ciekawostka na marginesie: w czasie pierwszej wojny światowej lotnikom brytyjskim długo nie dawano spadochronów, motywując to ich niedoskonałością i ryzykiem związanym ze skokiem!

    3. „już na orbicie okołoziemskiej [promieniowanie] jest sto razy silniejsze niż na powierzchni naszej planety”, a mimo to ludzie siedzą miesiącami na orbicie. W przestrzeni międzyplanetarnej chyba nie będzie gorzej niż na orbicie. I tu próżnia, i tam próżnia.

    4. Moim zdaniem współczesna psychologia za bardzo zawładnęła zbiorową wyobraźnią. Na przykład wojny były zawsze i życie jakoś się mimo to toczyło, a dziś ciągle czytam, w jak strasznym stanie jest psychika żołnierzy nawet po bardzo umiarkowanie krwawych misjach, jak ta nasza w Afganistanie, i jak bardzo oni, biedni, potrzebują fachowej pomocy.
    Bez przesady. Homo sapiens to piekielnie elastyczny gatunek i temu właśnie zawdzięcza swoją ekspansję.
    Załoga Magellana też żyła miesiącami bez kontaktu ze światem. Nawet radia nie mieli. Pewnie się kłócili, może nawet zagryzali wzajemnie, ale dopłynęli? Dopłynęli.

  2. Wydaje mi się Torlinie, że pragnienie udziału w reality show nie była jedyną ani najważniejszą motywacją zapisanych do Mars One. Chęć dotarcia to ultimate frontier, to co popycha niektórych himalaistów, ciekawość, eskapizm, może plan ucieczki od trudów życia też mogły grać rolę.
    Nie mówiąc o tym, że wielu zdawało sobie pewnie sprawę, że projekt jest hucpą, ale można się zabawić przy okazji treningów i przygotowań, gdyby doszło do tego etapu.

  3. Obydwaj na pewno macie dużo racji, ale moim zdaniem zmienił się świat. Po prostu. I jakiekolwiek tłumaczenie, że kiedyś ludzie tak żyli i było im dobrze, zakrawa na anachronizm. Jeszcze przed wojną, że nie wspomnę jeszcze dawniejszych czasów, służące były materiałem seksualnym, bo tego inaczej nie można nazwać. Dzisiaj są to potępiane ekscesy. Kiedyś chłop nie bywał nawet w powiecie, teraz jeździ po całym świecie, kiedyś wylewano ekskrementy z okna na ulicę, teraz nie można wyrzucić nawet papierka, kiedyś ludzi żyli w kurnych chatach, miesiącami wędrowali po bezdrożach Rosji w pełnym rynsztunku lub wyrzynano całe miasta. Dzisiaj każdy się zastanawia, czy to warto, a jeżeli już musi, to wyższa instancja powinna pomóc lub chociaż umożliwić.
    Himalaiści idąc w góry mają prawie 100-procentową pewność, że wrócą. Giną w górach ludzie albo w wyniku nieszczęśliwego wydarzenia, a to w końcu i w normalnym budynku może wybuchnąć gaz, albo w wyniku przegapienia momentu, gdy trzeba podjąć decyzję o zawróceniu. I do tego naprawdę nie potrzeba Annapurny, wystarczy Babia Góra w zamieci lub Bieszczady..
    Na orbicie, po której latają nasze stacje, promieniowanie jest znacznie mniejsze niż w przestrzeni kosmicznej.
    Wojna daje zarobić milionom, nie tylko przedsiębiorcom, ale robotnikom i handlowcom również, jest akceleratorem postępu. Wszystkie wielkie wynalazki związane są z wojskowością (no może trochę przesadziłem). Ale popatrzcie – Internet, komputery, GPS. A teraz również na poziom ludzi schodzą wynalazki kosmiczne.
    Dzisiaj, „żeby zetknąć się z sytuacją, w której awaria jakichś mechanizmów oznacza niemal pewną śmierć”, to trzeba być wariatem (oczywiście moim zdaniem).
    Pozdrawiam i dziękuję za komentarze.

  4. Torlin pisze: Powiem szczerze, mnie to w ogóle nie interesuje.

    Ubogać moją wiedzę, Torlinie, o ludzkich motywacjach i wytłumacz mi, dlaczego, do cholery, skoro Cię to nie interesuje, piszesz o tym taki długi wpis? Nie żal Ci czasu i atramentu? Ktoś chce lecieć na Marsa, ma gdzieś Twoją opinię na ten temat, a Ty piszesz elaborat na ten temat. PO CO? Czy nie lepiej pójść na spacer?

    Nie obraź się, tylko mi wytłumacz, bo tego nie rozumiem, a mnie interesuje i dlatego napisałem ten komentarz.

  5. Mam gdzieś w domu książkę „Słońce idzie od Polski”, o pierwszych polskich emigrantach do Ameryki, a właściwie polskich korzeniach niektórych z jej najpierwszych kolonizatorów.
    Wyprawa za Atlantyk była kiedyś znacznie większym wyzwaniem, bo nawet łączności przecież nie było.

  6. TesTequ!
    Nie obrażam się nigdy na takie komentarze, jak Twój. Masz prawo mieć wątpliwości, i moim obowiązkiem (przyjemnością) jest Ci odpowiedzieć.
    Jak wiesz sam, prowadzę blog wielowątkowy, dość rozległy tematycznie. Dawniej więcej było o malarstwie, sztuce, dzisiaj mniej, bo zdaje mi się, że Moich Komentatorów to mniej zajmuje. Ale zawsze pasjonowałem się postępowaniem ludzi, psychologią postaci. Dlaczego Wietnamczycy na mecze piłkarskie polskiej reprezentacji malują policzki w biało-czerwone barwy? Dlaczego młody człowiek zarabiający kosmiczne pieniądze po utracie pracy ląduje na kozetce u psychoanalityka, bo sam sobie nie może pomóc? Jak sobie dawać radę z multitaskingiem? Poruszałem takie tematy w moim blogu, bo mnie to interesuje. Zainteresowany jestem również Waszym zdaniem na ten temat.
    —————
    Gszczepa!
    Nie było żadnym wyzwaniem, statki płynęły przez Wielką Sadzawkę do Stanów i Brazylii non-stop, i najczęściej były to wielkie okręty. Nikt tam nie wybierał się na śmierć.

  7. „Dlaczego młody człowiek zarabiający kosmiczne pieniądze po utracie pracy ląduje na kozetce u psychoanalityka, bo sam sobie nie może pomóc?”

    Na to ci mogę odpowiedzieć. Ląduje u psychoanalityka, bo psychoanalityk istnieje. Gdyby go nie było, poszedłby się wypłakać w kamizelkę przyjacielowi albo kochance, ewentualnie sam by się jakoś po pewnym czasie pozbierał.
    Bieganie do psychoterapeuty to element kultury amerykańskiej. Taka jest tamtejsza mentalność: jest jakiś problem, to idziemy do fachowca, który za odpowiednią opłatą go szybko i sprawnie rozwiąże.

  8. Początki kolonizacji wcale nie były takie łatwe. Kolonia Roanoke całkowicie została zniszczona. W kolonii Jamestown był moment 80% śmiertelności. Możliwości powrotu były iluzoryczne, to był generalnie bilet w jedną stroną.

  9. @Torlin: Proponuję zatem wysłać na Marsa Wietnamczyków z pomalowanymi policzkami, gościa uprawiającego na kozetce multitasking z psychoterapeutą i nasze zdanie na ten temat. Jak Marsjanie to zobaczą, to się pokłonią ziemskiej cywilizacji i oddadzą nam Marsa bez walki. 😀

  10. Pawle!
    Nawiązałem do notki
    https://torlin.wordpress.com/2015/11/29/prestiz-gra-pozory-stres/#comments
    w której i Ty uczestniczyłeś.
    ———–
    Gszczepa!
    Chciałbym Cię przeprosić, źle odczytałem Twój komentarz, niechcący zrozumiałem, że piszesz o przedwojennych osadnikach, nie zapadło mi w pamięci sformułowanie „o pierwszych polskich emigrantach do Ameryki”. Jednak mimo wszystko bym nie porównywał.
    ————–
    TesTeq!
    Nie wierzę, żeby oddali bez walki, w końcu jest to siedziba Boga Wojny.

  11. @ Pawel Lubonski,

    „…w jak strasznym stanie jest psychika żołnierzy nawet po bardzo umiarkowanie krwawych misjach, jak ta nasza w Afganistanie, i jak bardzo oni, biedni, potrzebują fachowej pomocy.”

    To nie jest takie proste. Milam okazje rozmawiac z weteranami wojny w Rodezji ( jeden z nich napisal 3 ksiazki) jak I znam weteranow wojny na pograniczu Namibii I Angoli (warto pamietac, ze nie byly to konflikty w stylu IIw.s.) . Ludzie ci nie placza nad samymi soba ale w wiekszosci przypadkow przynaja, ze wyszli z wojny innymi ludzmi. Jeden z nich stwierdzil, ze nie wierzyl w owe zaburzenia, uwazal, ze np. Amerykanie sa zwyklymi mieczakami. Az ktoregos dnia spojrzal na siebie samego by dojsc do wniosku, ze ma klasyczne symptom PTSD. Owe malo „malownicze” konflikty, jak we wspomnianym Afganistanie, zostawiaja pietno na cale zycie. Mialem okazje na ten temat rozmawiac z zolnierzem brytyjskim, ktory odbyl sluzbe w Afganistanie I szukal szczescia na kontynencie afrykanskim. W tych konfliktach albo sie zabija lub jest sie zabitym. Strzela sie do wszystkiego co sie rusza, refleksja przychodzi zas duzo pozniej.

    Pozdrawiam

  12. „Ląduje u psychoanalityka, bo psychoanalityk istnieje.”
    prawdopodobnie istnieje dlatego, że był popyt na takich co potrafią słuchać bez wtrącania w połowie zdania.
    Rozmawiałem niedawno z afgańskim weteranem – gęba mu sie nie zamykała. Odniosłem wrażenie, że tak już będzie miał do końca swoich dni.

  13. A tak na marginesie, to ten artykuł z Forbesa wspomniany na początku, jest bzdurny strasznie. Na 2021 jest wstępnie planowany, ale lot na orbitę Księżyca. http://www.kosmonauta.net/2016/02/rekordowe-zainteresowanie-naborem-do-korpusu-astronautow/

  14. Ej Piotrusiu, wydaje mi się, że to zależy od człowieka, jeden reaguje tak, drugi na odwrót. Znam człowieka po Iraku, który jest milczkiem.
    Nie lekceważyłbym jednak całkowicie psychoanalityków (psychiatrów, psychologów), wielu ludzi nie może sobie dać rady ze sobą. Nie zachowuję się oczywiście jak żaba z tym podkuciem, ale naprawdę wyprowadziłem trochę młodzieży na prostą – tylko gadaniem. Wysłuchaniem, jaka ona jest beznadziejna, nie ma wykształcenia, pracy, chłopaka, a po 5 latach Pani Bizneswoman. Ciekawy jest fakt, że ja pomagam innym, a sam sobie nigdy nie potrafiłem prawidłowo doradzić. Wszystkie moje zawodowe decyzje były błędne.
    —————
    Gszczepa!
    Już to wielokrotnie pisałem, mnie chodzi o pewną myśl, zasadę, ideę, w sprawie której piszę notkę. Daję linki, aby ktoś, kto jest zainteresowany, mógł się dowiedzieć dogłębniejszych szczegółów. A ja twierdzę, że w takich czasopismach zawsze jest coś interesującego.
    ————
    Bardzo interesujące
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-buduja-najwiekszy-na-swiecie-radioteleskop-powierzchnia-odpowiadac-bedzie-30/rw5k34

  15. W astronomii obserwacyjnej, ostatnie 3 dekady to ogromny rozwój przyrządów.
    Ale po tym najwięcej sobie obiecuje:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kosmiczny_Teleskop_Jamesa_Webba

  16. Torlin: „Nie lekceważyłbym jednak całkowicie psychoanalityków (psychiatrów, psychologów), wielu ludzi nie może sobie dać rady ze sobą.”

    Ja ich nie lekceważę. Naprawdę pomagają ludziom. Walczę tylko z poglądem, że ta pomoc jest absolutnie niezbędna. Te zawody zaistniały w ciągu ostatnich stu lub niewiele więcej lat. Co się działo wcześniej z ludźmi, którzy „nie dawali sobie rady ze sobą”? Niektórzy pewnie strzelali sobie w łeb lub się wieszali, reszta jakoś jednak żyła. Co najwyżej byli niezbyt szczęśliwi. Nie ryzykowałbym zresztą tezy, że dziś, dzięki psychologom, jest mniej samobójstw i więcej ludzi zadowolonych z życia.
    Tłumaczyłem kiedyś z angielskiego książkę, napisaną zresztą przez psychiatrę, traktującą o profilaktyce zdrowia psychicznego, czyli jak postępować w życiu, żeby nie zwariować. Jedną z jego tez, podpartą wynikami poważnych badań, było, że skutecznym lekarstwem na znaczną część problemów psychicznych jest po prostu upływ czasu. Autor apelował więc, by z każdym kłopotem czy złym nastrojem nie biegać od razu do terapeuty, jak to czyni wielu Amerykanów.

    Vandermerwe: Ja nie twierdzę, że wojna nie pozostawia śladów w psychice. Każde silne przeżycie je pozostawia. Ale od tego daleka droga do opinii, że ludzie, którzy byli na wojnie, są automatycznie zaburzeni i potrzebują pomocy psychologa.

  17. Gszczepa!
    Taki teleskop trzeba koniecznie wyprowadzić poza obszar Ziemi (Księżyc, Mars), bo twierdzenie, że teleskop jest AŻ 5 kilometrów od najbliższego miasteczka jest po prostu śmieszne w przypadku fal radiowych. A najlepiej byłoby – poza Układ Słoneczny. A co? Pomarzyć nie wolno?
    —————
    Pawle!
    Zaczynamy sięgać w naszej rozmowie coraz głębiej, i dobrze. Mówi się teraz, że ludzie mają wielkie problemy z powodu niedostatków kontaktów z rodzicami z powodu odległości czy ich zapracowania, lub wręcz ich obojętność. Usłyszę natychmiast, że drzewiej jeszcze gorzej bywało, młodzi ludzie wyjeżdżali do burs szkolnych, oddawani byli na dwór jako paziowie lub do seminarium duchownego. Dawni ojcowie to też nie był wzór wychowania, wielokrotnie bardzo surowy, niemający czasu dla dziecka. Ale powtarzam, świat się strasznie zmienił, i nie możemy porównywać dawnych czasów do dzisiejszych.
    Mówiłem wielokrotnie, że pracuję z młodzieżą, a ostatnio coraz młodszą, 18 – 23 lata. I to są ludzie wielokrotnie zagubieni, wyjechali ze swoich najczęściej małych miasteczek do tak kapitalistycznego miasta jakim jest Warszawa i usiłują się pazurami w nią wczepić. Czasami nie dają sobie rady psychicznie, brak pieniędzy, tanich pokoi do wynajęcia, kompleksy wobec warszawskich dziewcząt (chłopaków). I są ich trzy grupy, zadziorni, dający sobie radę, mimo, że mają pod górkę, drudzy – wracający na stare śmieci, z lekka przegrani. I ta trzecia grupa, która potrzebuje wsparcia. Słowem, radą, „pomocą słowną”, co mają robić. Jaką podjąć decyzję. Nawet radzą się mnie w sprawach uczuciowych, gdzie mnie jest najtrudniej cokolwiek poradzić. To są osoby zagubione, ale które bez trudu można wyprowadzić na prostą – strasznie moim zdaniem brakuje takiej specjalności w Polsce. Psychiatra? Psycholog? Chyba jednak poważnie traktujący swoją misję psychoanalityk.
    A przesada Pawle zawsze jest bez sensu.

  18. „Chyba jednak poważnie traktujący swoją misję psychoanalityk.’

    Tylko nie psychoanalityk! Dlaczego? Wyjaśniam: psychoanaliza to tylko jedna ze szkół terapeutycznych, wywodząca się z poglądów Freuda. Zakłada ona, że źródłem problemów psychicznych są fakty lub przeżycia z odległej przeszłości, nieraz z bardzo wczesnego dzieciństwa, które pacjent wyparł ze swojej świadomości. Zadaniem psychoanalityka jest dotarcie do tych wspomnień i uświadomienie ich pacjentowi, co rzekomo ma problemy zlikwidować. Jest to procedura długotrwała, kosztowna i absorbująca, o wątpliwej skuteczności.
    Mówiąc prościej, po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na kozetce u psychoanalityka dowiadujesz się na przykład, że nie potrafisz sobie znaleźć miejsca w życiu, ponieważ mama cię zaniedbywała, kiedy miałeś trzy lata.
    W Polsce wbrew pozorom jest sporo psychoterapeutów różnych szkół. Problemem jest raczej to, że ludzie niechętnie się do nich zwracają, gdyż wiąże się to dla nich z odium choroby psychicznej. No i to kosztuje. Nie mniej niż 100 zł za godzinną sesję.

  19. @Torlin,
    „A najlepiej byłoby – poza Układ Słoneczny.”

    A po co tak daleko;-)
    „Tamta” strona Księżyca jest idealną lokalizacją.

  20. @ Pawel Lubonski,

    „Ale od tego daleka droga do opinii, że ludzie, którzy byli na wojnie, są automatycznie zaburzeni i potrzebują pomocy psychologa.”

    Pelna zgoda w tej sprawie.

    Pozdrawiam

  21. @Torlin
    „pracuję z młodzieżą”

    Sam byłem kilkanaście lat temu taką młodzieżą z małego miasteczka w wielkim mieście:-)

  22. Torlinie! Pracujesz z młodzieżą? Ty to masz szczęście! Pewnie rwiesz na potęgę te dopiero co dojrzałe wiśnie… To znaczy pomagasz zagubionym odnaleźć drogę… 😉

  23. Przepraszam, że nie będzie teraz nowej notki, ale wczoraj w nocy zawiozłem Ojca do szpitala, a sam mam pracujący weekend. jeżeli się odezwę, to dopiero w poniedziałek.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: