Napisane przez: torlin | 13/03/2016

Internet i tak będzie wolny, prędzej czy później

2016-03-13 13.02.00

Moje własne zdjęcie, nikomu nie pozwalam kopiować go, kserować, upolityczniać, zmniejszać, polecać ani robić z niego fujarki.

Na pewno wszyscy zauważyli, że w blogu ukazał się komentarz Waldena pełen pretensji o opublikowanie zdjęcia Adama Walacińskiego. Co do prawa aktualnie obowiązującego – rację ma mój przeciwnik, nie mogę zaprzeczyć. Ale na kanwie tego konfliktu nasuwa się szereg przemyśleń. I będą to myśli brutalne wobec rzeczywistości. Chciałem wpis napisać jutro, ale pracuję cały dzień, wieczorem wrócę do domu, to już nie będzie mi się chciało. Do rzeczy…

Internet powinien być wolny całkowicie. Dla wszystkich bez wyjątku, jakiekolwiek ograniczenia w stylu XX wieku są po prostu bez sensu.

  1. Nie ma możliwości kontrolowania miliarda ludzi, czy ktoś sobie czegoś nie opublikował czyjegoś autorstwa, szczególnie, jeśli chodzi o zdjęcia, utwory muzyczne, gry.
  2. Łapie się ludzi, którzy rozumieją prawa autorskie i chcą być w porządku, tak jak ja. Ale jeżeli ktoś chce postępować jak ten policjant, którzy karze mandatem dwóch młodych ludzi pijących grzecznie na ławce w parku piwo (zabronione jest spożywanie alkoholu w miejscach publicznych), a nie ma najmniejszej chęci podejścia do szalikowców bijących starszego pana 50 metrów dalej, to ja na to nic poradzę. Ciekawe, w jaki sposób autor ściga ludzi, którzy nie dali linku?
  3. Należy karać i łapać ludzi publikujących w Internecie czyjeś prace, ale w momencie ich umieszczenia przez autora w sposób natychmiastowy powinny zostać domeną publiczną. Mamy XXI wiek i prawo po prostu nie nadąża za rozwojem nie tylko techniki, ale i zmian socjologicznych. Należy umożliwić ludziom – autorom, którzy nie chcą pobierania ich prac, do usunięcia ich z Internetu.
  4. I na koniec sprawa mojego blogu, jeżeli zastosowałbym się całkowicie do praw autorskich, nie mógłbym właściwie umieścić żadnego zdjęcia, bo do wszystkich są jakieś prawa autorskie i nie mógłbym okraszać zdjęciami poszczególnych notek.
  5. Chociaż przyszło mi do głowy, że może można by załatwić sprawę tak jak np. Spotify czy Gazeta Wyborcza, drobna wpłata i masz dostęp do wszystkich zdjęć w Internecie.
  6. Oczywiście nie mówimy o faktycznym wykorzystywaniu czyjegoś dzieła do działalności komercyjnej, jak np. biuro podróży.
Advertisements

Responses

  1. Jestem z Tobą!

  2. Zgoda. Internet powinien być wolny. Od kradzieży czyjejś pracy również.

    ad 3. Z czego mają żyć w takim razie twórcy?

    ad 4. Nieprawda. Wszystkie zdjęcia u mnie są zamieszczane zgodnie z prawem: Creative Commons – uznanie użycia, domena publiczna, prace własne, zgoda właściciela. Trzeba tylko o to zadbać, a nie stosować tanią polską relatywizację kradzieży (to samo napisałem pod poprzednim wpisem).

    Ogólnie: nie wiem, skąd u wielu ludzi jest przeświadczenie, że jak coś leży, to można wziąć. Można wziąć, jeśli właściciel pozwala. Krótka piłka.

    I pamiętaj, Torlinie, że choć Ty nie zarabiasz, to na Twoim blogu ktoś zamieszcza reklamy i zarabia na tym, że podkradasz zdjęcia z innych witryn.

  3. Torlinie:

    > Nie ma możliwości kontrolowania miliarda ludzi
    Nie ma?
    Nie wiem, czy widziałeś, jak niektórzy to obchodzą ograniczenia na YouTube — odwracają filmy lustrzanie, by automatyczne wyszukiwarki nie znajdowały nazw stacji telewizyjnych mających prawa autorskie.
    A to jest przecież obchodzenie problemu, że informacja o prawach autorski jest w pliku, ale nie jest zapisana przyjaźnie dla komputerów. A przecież przyjaźnie zapisywać się da.
    Nie widzę problemów technologicznych by ten miliard kontrolować. Nawet by 6 miliardów kontrolować. Zadałbym raczej pytanie, czy najwięksi gracze nie są przypadkiem zainteresowani piractwem. Bo na tym zarabiają.

    > I na koniec sprawa mojego blogu, jeżeli zastosowałbym się całkowicie do praw autorskich, nie mógłbym właściwie umieścić żadnego zdjęcia
    Niezupełnie, zresztą pisał o tym TesTeq.

    > Chociaż przyszło mi do głowy, że może można by załatwić sprawę tak jak np. Spotify czy Gazeta Wyborcza, drobna wpłata i masz dostęp do wszystkich zdjęć w Internecie.
    Zasadniczo się zgadzam, choć sformułowanie „dostęp do wszystkich zdjęć w internecie” sugeruje mi już grupę ludzi siedzących na górze pieniędzy, które zapewnił im monopol. I jakoś nie mam do nich sympatii.

  4. @pak4: Zgadzam się w sprawie „piractwa”. Gdyby wielkim graczom zależało na rozwiązaniu problemu, już dawno działałyby mikropłatności. Ale pewnie się nie opłaca. I biednego Torlina gryzie sumienie, że „co prawda pali, ale się nie zaciąga”. 😀

  5. To jest trochę takie gadanie, że jak się dzwoni ze służbowego telefonu umówić się do przychodni to jest okradanie pracodawcy. Wielu się z tym zgodzi, nieprawdaż? I zasugeruje żeby zadzwonić z prywatnej komórki czy automatu na monety (kiedyś takie bywały). Dobrze, tylko wtedy co? Jak zapiszemy sobie w kalendarzu godzinę wizyty to przecież też będziemy okradać pracodawcę, ze energii elektrycznej która oświetla biura w którym tą kartkę spisujemy!

    Bądźmy poważni, przestańmy się wygłupiać i czepiać Torlina. Prawo ewidentnie nie nadąża za postępem technicznym i należy je dopasowywać, a nie podbudowywać sobie ego źle pojmowanym legalizmem.

  6. @gszczepa: To porównanie z czasów „przed siecią”. Teraz ta sytuacja wyglądałaby tak, że przyprowadzasz do pracy całą rodzinę, kumpli i wszystkie kochanki, żeby wszyscy ci ludzie wydzwaniali z Twojego służbowego telefonu.

  7. To jest szalenie złożony temat, od nieomal 300 lat trwa spór o to co ważniejsze: duch prawa czy jego litera. Na razie nierozstrzygnięty,I się nie zanosi.

    A co do kradzieży w internecie: wina leży całkowicie i jedynie po stronie wyznawców podwójnych standardów. Jak my kradniemy, to przecież tylko udostępniamy, jak inni kradną, to kradną.
    Cudownym przykładem youtube, które zrobiło przecież to samo co napster tylko na o wiele bardziej gigantyczną skalę. Pierwsze lata youtube to największy skok na prawa autorskie w historii ludzkości.
    Zrujnowali setki tysięcy ludzi, twórców, producentów, handlarzy – okradając ich z prawa do wynagrodzenia lub pracy.

    Wspólnikami faryzeuszy są durnie. To ci, którzy naprawdę wierzą, wręcz kurczowo trzymają się wiary że od pojawienia się web 2.0 cokolwiek w internecie jest lub może być za darmo. Nie jest i nie może, absolutnie nic.
    Nawet ten blog nie jest. Torlin jedynie sądzi że ma swój blog. „Swój” byłby gdyby wykupił miejsce na serwerze, zatrudnił programistę (lub kupił system cms) i połączył jedno z drugim.
    Zamiast tego Torlin zawarł umowę z amerykańską firmą, i teraz dostarcza „contentu” a w zamian,(w ramach barterowej umowy zawartej przy akceptacji warunków w trakcie zakładania bloga) uzyskuje to, za co inaczej musiałby zapłacić rynkową cenę.
    „W zamian”, nie „za darmo”. Szczegółowo reguluje to zaakceptowana umowa, której nikt nie czyta:
    https://wordpress.org/about/gpl/

    Tak szczerze, to poza Wiki nie wpada mi na myśl nic co internecie jeszcze jest za darmo. Płacimy albo bezpośrednio: pieniędzmi, lub danymi osobistymi, albo też pośrednio w postaci ukrytych prowizji, które potem zrzucane są na barki nieświadomego swego losu wielbłąda zwanego „end – customer”.

  8. @Telemach: W pełni się zgadzam. Za wyjątkiem jednego: moja witryna http://teraz3.pl jest dostępna za darmo. Żadnych reklam, żadnych ciasteczek i żadnego zobowiązania do kupienia mojej książki.

    A różne wersje copyright, creative commons, public domain, copyleft są deklaracją autora lub właściciela praw do rozpowszechniania, co pozwala zrobić z tą twórczością. Są po to, żeby Torlin wiedział, czy twórca pozwala mu na zamieszczenie tu zdjęcia za darmo, czy prosi o jakieś wynagrodzenie.

    Gdy wbrew woli autora zamieszczamy u siebie jego twórczość, to po prostu plujemy mu w twarz i mówimy: „wsadź sobie swoje deklaracje w d…, bo ja i tak ukradnę”. Powtarzam: to nie jest jakaś globalna umowa internetowa – każde zamieszczenie zdjęcia jest transakcją z konkretnym człowiekiem lub jego okradzenie.

  9. Z drugiej strony, tak wysoki postęp nastąpił właśnie dzięki temu, że masa ludzi ma dostęp do ogromnej wiedzy, źródeł itd. Właśnie darmowej, czy też „darmowej”

    Trudno jest oceniać w skali makro, omawiane zjawiska jednoznacznie negatywnie.
    Dlatego też przychylam się do opinii Gospodarza, że w przyszłości, to co zamieścimy w internecie będzie wolne i darmowe.
    Rozsądny człowiek poszukiwać jedynie może sposobów, na skuteczną ochronę swej prywatności i pracy.

  10. @TesTeq,
    Nie. Analogową analogią (!;-)) byłoby że wszyscy w grupie studenckiej korzystają z kartki wydrukowanej na drukarce w pracy.

    @Telemach,
    Zalinkowana jest umowa GPL na silnik programistyczny WordPressa, która stanowi że każdy może sobie go używać, pod warunkiem udostępnienia źródeł w razie dystrybucji zmodyfikowanej wersji;-)

    Co to ma wspólnego z treścią tworzoną przez Torlina?

    Problem sprowadza się do tego że nie ma sensownie działającego prawa cytatu w przypadku zdjęć.

  11. Najgorsze jest to, że TesTequ i Telemachu, jesteście nieprawdopodobnie obłudni, ile lat jesteście u mnie? Raptem się obudziliście? To tak, jakbyście do złodzieja przychodzili napić się kawy, choć wiedzielibyście świetnie, że i kawa i filiżanki są kradzione. Chodzicie raz na tydzień od wielu lat, aż tu nagle jeden z gości mówi: „Przecież te rzeczy są kradzione”. A na to Wy: „No właśnie, ładnie to tak kraść?”
    Powoli zaczynam mieć tego wszystkiego dość, nie wiem, gdzie szukać ewentualnych pozwoleń, na rybkę wziąłem zdjęcia morsów i Morskiego Oka zimą i nic nie znalazłem. To wszystko jest jakiś obłęd. Jak Wam tak strasznie przeszkadzam, to już nie będę się narzucał. Moralnie odpoczniecie ode mnie.

  12. Torlin, nie dawaj się zoilom!

  13. I jeszcze do tego ta forma: „Są po to, żeby Torlin wiedział”, „Zamiast tego Torlin zawarł umowę”, „Torlin jedynie sądzi”.
    Przypomina mi się z dawnych lat: „francuski zna? Niech siada”.
    A jeżeli chodzi o serwera, to właśnie na WordPressie to jest bardziej mój blog niż w jakimkolwiek miejscu na serwerze. Już moich kilku kumpli się na to nabrało, masz miejsce, dopóki płacisz, możesz być nawet kilka lat i kasują Cię natychmiast w wyniku zaprzestania działalności. Wszystko niknie. Czyli, jak podpisujesz umowę, to do końca życia. Chyba, że sam założysz serwer.
    —————–
    Coś w tym stylu
    http://technologie.gazeta.pl/internet/7,104530,19762211,google-idzie-na-wojne-z-adblock-plus-uzytkownicy-youtube-widza.html#MTstream

  14. @Torlin: To chyba walka z wiatrakami pokazywać Ci naocznie, jak znienacka odbierasz osobiście przykłady, w których jesteś umieszczany tylko jako przykład. Oczywiście, że zjawisko podkradania jest powszechne, ale czy mam je wyjaśniać na przykładzie innego blogu? Popatrz na blogi polityka.pl. Mają wielką popularność, są ciekawe, ale nie tak bogato ilustrowane jak Twój. Dlaczego? Bo Dział Prawny Polityki nie może sobie pozwolić na firmowanie przez redakcję kradzieży.

    To, że podkradasz, uważam za „sieciowy konformizm”. Problemem jest to, że uważasz podanie linku do źródła za usprawiedliwienie i rozgrzeszenie. A tak nie jest, ponieważ autor sobie tego nie życzy. Jeszcze raz: w tej transakcji nie występujesz Ty i „internet”. To transakcja Ty i autor. Autor mówi: nie życzę sobie, a Ty mówisz, „to nie jest koncert życzeń” i bierzesz jak swoje.

    Wiesz jak szukam ilustracji do BIZNESU BEZ STRESU? W serwisie Flickr z ograniczeniem do Creative Commons – uznanie autorstwa. Czyli autor pozwala skopiować takie zdjęcie, o ile podam odnośnik do jego profilu. Miliony pięknych zdjęć jest poza moim zasięgiem, ale nie zamierzam z tego powodu iść na pokuszenie i łamać swoje zasady.

  15. Maria pisze: Dlatego też przychylam się do opinii Gospodarza, że w przyszłości, to co zamieścimy w internecie będzie wolne i darmowe.

    Wiesz do czego to prowadzi i do czego już doprowadziło? Do płycizny kulturalnej i intelektualnej. Rozsądny człowiek nie zamieszcza w internecie rzeczy ważnych, tylko błahostki.

    Gdyby Torlin był przez nas należycie wynagradzany, nie musiałby zasuwać od świtu do nocy w robocie, tylko zamieszczałby dla nas piękne, rozbudowane eseje historyczno-podróżnicze. A tak mamy za darmo krótkie notki, które stanowią tylko skorupkę jego talentu.

    Czy tego naprawdę chcesz?

  16. @TesTeq,
    ale Polityka się różni od blogu Torlina (chociażby!) tym że jest przedsięwzięciem komercyjnym.

    A podanie linku wcale nie jest bez korzyści dla autora, bo wpływa na poprawienie Page Ranku.

    Doskonale widać, że wcale nie jest Twoim celem poprawa losu autora, (bo jakąż to korzyść miałby być z tego że Torlin usunie jakieś zdjęcie?), tylko poczucie się lepiej i wykazanie swojej wyższości.

    Wydaje mi się to niesamowicie wprost obrzydliwe.

  17. Panowie, chyba się zagalopowaliście.

    Trudno porównywać przedsięwzięcie komercyjne z prywatnym.
    Jaki jest zysk Torlina?
    Satysfskcja,że zainspirował i to, że może pogadać z ludźmi.
    Jaki jest zysk Polityki? – pieniądze.

    „Znaj miarę, znaj czasy i chwile, naucz się tego” – no i cóż to za cytat?:)

  18. TesTeq
    Tak sobie myślę, że Twoja (słuszna) misja skazana jest na niepowodzenie.

    Pewnie z tego zamego powodu z jakiego PIS ma takie poparcie.
    Nie jest ważne co inteligencja zrobi, o co apeluje, co jest ważne.
    Najważniejszym, kluczowym staje się 500+

  19. Ufam, że inteligentni dotrą do satysfakcjonujących ich materiałow właśnie dlatego, że są mądrzy, sprytni i nie dadzą się zbyć byle czym:)

    Dla mnie nie ma znaczenia czy ja widziałam fotografię muzyka, czy nie.
    Tak jest również z wieloma rzeczami zabronionymi.
    Dlatego uważam, że „drugi obieg” raczej służy – zarówno w tym wypadku obiektowi fotografii jak i fotografowi.

  20. @Torlinie,
    ja nie widzę u TesTeka, czy Telemacha jakiejś napaści na Ciebie, tylko wyjaśnienie, że „wolność i darmowność internetu”, o której piszesz jest ułudą.

    Czy wystarczyłyby mikropłatności? Bo ja wiem? Też mi się wydawało, że taki model biznesowy jest możliwy, że skoro za tyle rzeczy płacimy oglądaniem reklam, to i płatność (bezreklamowa) byłaby niewielka i każdy by ją chętnie poniósł. Ale teraz nie jestem pewien.

    Bo obecnie funkcjonujący model zmniejsza koszty. Po stronie użytkownika i po stronie dostarczyciela. Dostarczyciel, choćby YouTube, przymyka oczy na kwestie praw autorskich — z jednej strony nie płacisz za obejrzane filmy, czy odtworzoną muzykę, z drugiej strony nie dostają za to pieniędzy artyści.

    I to podobno zaczyna być problem (w sensie utrudnionego startu artystów, trudności w promowaniu ambitnych projektów). Broni się chyba jeszcze film, ale tylko dzięki dużemu ekranowi.

    W każdym razie, mogłoby się okazać, że płatności przypominałyby bardziej abonament RTV niż „mikropłatności”.

    Z drugiej strony, trudno powiedzieć, czy mikropłatności by się przyjęły nawet przy założeniu niewielki stawek. OK, TesTeq i Ty byście płacili… Ja też… Ale reszta? Tyle osób się przyzwyczaiło do „darmowości”. że nie sądzę by chciało płacić cokolwiek…

  21. PS.
    A widziałeś, Torlinie, Spotlight? Wszyscy skupiają się na kwestii pedofilii w Kościele, ale w tym filmie jeszcze jedna rzecz jest ciekawa — dobra robota dziennikarska wymagała zatrudnienia paru ludzi na pełny etat, oraz wsparcia ich zespołem prawników. To już wówczas (2001/2002) było dość kosztowną fanaberią jakościowego dziennika, ale to jeszcze wciąż był okres złotego wieku mediów papierowych. „Darmowemu internetowi” zawdzięczamy to, że dzisiaj coraz mniej wydawców zatrudnia profesjonalnych dziennikarzy i daje im czas na przygotowanie materiałów.

  22. Maria pisze: Trudno porównywać przedsięwzięcie komercyjne z prywatnym.
    Jaki jest zysk Torlina?

    Wytłumaczę Ci. Torlin jest trybikiem w machinie marketingowej (pewnie się obrazi, ale chcę być precyzyjny). Realizując swoją niewinną misję edukacyjno-publicystyczną pracuje na rzecz korporacji WordPress. Ona zarabia na reklamach wyświetlanych pod wpisami. Im ciekawiej Torlin pisze, im ładniejsze zdjęcia podkrada z innych witryn, tym więcej zarabia dla WordPressa. Bardzo łatwo jest zarabiać na pasjonatach, bo nie potrzebne im są udziały w zyskach.

  23. PS. Wartość firmy Automattic stojącej za WordPressem wynosiła w maju 2014 1 miliard 180 milionów dolarów. Wszystko dzięki tysiącom blogerów-mrówek ściągających nasze oczy w kierunku reklam pod wpisami. I jak Mario? Podoba Ci się ten szlachetny świat darmowego internetu, w którym to my jesteśmy towarem?

  24. Drogi Testequ

    Nie podoba mi się.
    Zwłaszcza po tym, co napisałeś.
    Ja mam bloga w Googlach -z jeszcze większym zyskiem.

    Co jednak proponujesz?
    Co mamy robić?
    Zaprzestać pisać? – ja prawie tak zrobiłam. Jesteśmy jednak „zwierzętami społecznymi” – łakniemy kontaktu z innymi.
    Jak to zrealizować?

    Czy zmienimy się w Don Kichotów – nie przystając, do zmieniającej się rzeczywistości?
    Czy też trzeba wtopić się w ogół?

    Ciekawa jestem zdania na ten temat.

  25. Powiem szczerze, że zaczynam mieć coraz bardziej tego wszystkiego dość. Czy ja muszę? Nic nie muszę. Będę pisał do szuflady. Zajrzałem do tego Flickra w najlepszych intencjach, a tam nie ma polskiej wersji językowej, a jak wbiłem w ichnią wyszukiwarkę wewnętrzną „Creative Commons”, to mi natychmiast Yahoo kazało się zarejestrować, imię i nazwisko, data urodzenia, numer telefonu. Niech się chrzanią, nie poddam się, i się nie zarejestruję. Ja nawet Gazecie Wyborczej się nie poddałem i też nie podałem. „Podoba Ci się ten szlachetny świat darmowego internetu, w którym to my jesteśmy towarem?” Miałeś na myśli Yahoo?
    Czyli jakie ja mam wyjście? Zamknąć chyba blog. Bo dla mnie ze zdjęciami powinno być tak jak w resztkami człowieka, pobranie narządów zawsze jest możliwe bez jakiejkolwiek zgody, chyba że dana osoba sobie to zastrzeże.
    Ilu fotografów wie, co zrobić, żeby umożliwić pobieranie? Moich zdjęć jest dużo w Internecie, bo należę do pewnego koła fotograficznego i publikuję pod pseudonimem, ale nigdy nie zastrzegałem niczego. I co na ten temat będzie wiedział człowiek, który będzie szukał wiadomości ode mnie, czy może ściągnąć moje zdjęcie, czy nie? Powinno być tak, pisze facet „zakaz kopiowania”, lub „bez porozumienia z.k.” – to ja rozumiem.
    Inna rzecz, że WordPress działa przewrotnie, bo ja nie mam nigdy żadnych reklam w swoim blogu, i strasznie się dziwię, że inni je mają.
    Dla mnie kopiowanie zdjęć z podaniem źródła jest tym samym, co cytaty z różnego rodzaju prac. Skoro ja daję cytatę, a u dołu odnośnik, skąd to jest, to przecież też nie daję żadnych pieniędzy twórcy. To jest jakiś obłęd.
    „Rozsądny człowiek nie zamieszcza w internecie rzeczy ważnych, tylko błahostki”. Człowiek chciwy na pewno. Tylko zapominasz, że są miliony ludzi, którzy chcą edukować ludzi (jak moja ulubiona Mikuła), uczyć ich języków, prowadzenia samochodu, gotowania, pielęgnacji kwiatów i twarzy i dziesiątków, setek innych rzeczy, i nie myślą o pieniądzach. Ja też nie chcę za swój blog pieniędzy, bo zajmując się tylko nim bardzo szybko bym się znudził.
    A jakoś durny jestem, jak za powiedzeniami: „„Są po to, żeby Torlin wiedział”, „Zamiast tego Torlin zawarł umowę”, „Torlin jedynie sądzi” – „odbierasz osobiście przykłady, w których jesteś umieszczany tylko jako przykład” i „ja nie widzę u TesTeka, czy Telemacha jakiejś napaści na Ciebie” – chyba żyjemy w jakiejś innej rzeczywistości. Akurat są to dwa blogi, w których jestem na cenzurowanym.
    Piosenkarze już się nauczyli, że z darmowym Internetem nie ma walki, dali sobie spokój z płytami, i zarabiają koncertami. W Internecie powinno być wszystko za darmo, ale – powtórzę – musi ewentualny sprzeciw być wyraźnie zaznaczony na samym czele, a nie to, że użytkownik musi szukać i nie wie w końcu.

  26. Torlinie wyjdź z cyberprzestrzeni na świeże powietrze – to bardzo dobrze robi. (Kiedyś pisaliśmy o tym u Edwara) Internet jest taka samą przestrzenią jak galeria handlowa. Gdybyś zamiast o yutubach pisał o wymaganiach galeriowych sklepów, żadne z Twoich słusznych spostrzeżeń nie powodowało by najmniejszego zdziwienia.
    W galerii handlowej nie ma niczego za darmo – koszt darmowej reklamówki wliczony jest w cenę towaru.
    Mnie w internecie nie ma – żyję biedniej ale szczęśliwiej.

  27. Nie gniewaj się Piotrusiu, ale androny pleciesz. Udawanie, że Internetu nie ma, całej nowoczesności, jest czymś niepojętym. Rzeczy, które można załatwić w Internecie, nie mieszczą się w ludzkiej głowie. A Ty myślisz, Drogi Piotrusiu, że ja nie żyję tu i teraz?

  28. @Maria: Co mamy zrobić? Może sobie nawzajem nie podkradać? W sieci jest mnóstwo zdjęć, które autorzy pozwalają kopiować. Przyłóżmy się i szanujmy decyzję tych, którzy nie dali nam takiego prawa. Jeśli koniecznie chcesz zamieścić zdjęcie, wyślij maila do właściciela i poproś o zgodę. Gdy jej nie otrzymasz, uszanuj to. Zdziwisz się, jak często zgodę otrzymasz. Podkradamy z lenistwa, a nie z powodu obiektywnych trudności.

  29. @Torlin: Ciekawe. Ja nigdy w serwisie Flickr się nie rejestrowałem i korzystam ze zdjęć Creative Commons – uznanie autorstwa na okrągło. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego internet jest taki niedobry dla Ciebie.

    Piszesz „chyba, że dana osoba sobie zastrzeże”. Ależ takie zastrzeżenie jest na każdej stronie, z której podkradasz obrazki. W stopce! Zgodnie z prawem, jeśli nie ma, to domyślnie jest. 😦 U mnie w blogu jest Creative Commons w bocznej szpalcie, więc można podkradać do celów niekomercyjnych z uznaniem autorstwa.

  30. Myśl ogólna:

    Torlinie, dlaczego tylko w internecie wszystko powinno być za darmo? A gdyby wszystko na świecie było za darmo, nie byłoby wspanialej? Poszedłbyś do sklepu i wziął najlepszy aparat fotograficzny, w biurze podróży dostałbyś wycieczkę dookoła świata z zakrętasami, wszędzie dowoziłaby Cię darmowa limuzyna z kierowcą. Ach, byłoby pięknie…

  31. Skoro się nie mieszczą w ludzkiej głowie to po co sobie nimi głowę zaprzatać ?
    Przeciez napisałem, że internet istnieje jak galeria handlowa. Coś potrzebuję więc płacę i nabywam.
    Nie jestem dziewczynką z zapałkami by za darmo ogladać witryny.

  32. Nie TesTequ, ogarnia Cię demagogia. Sklep to sklep, w internetowym sklepie też nic nie jest za darmo, i internetowe biura podróży też nie są za darmo, nie mówiąc limuzynie z kierowcą.
    ———–
    Piotrusiu!
    Takie bogactwo wiedzy i informacji, jak jest w Internecie, nie daje się ogarnąć ludzkim umysłem.

  33. Ciekawostki i powierzchowne informacje dla mądralińskich zgadzam się w zupełności – ilość przeogromna.
    Kiedy jednak szukam co mi potrzebne – wątpliwości nabieram ogromnych.
    Nie prowadzę statystyk, ale tak mniej więcej gdy po godzinie znajduję co mi potrzeba to zastanaiam się czy predzej nie dotarbym metodą tradycyjną.
    Przy okazji oglądam około 100 stron reklam i 2000 stron głupot i jałowej treści.

  34. Torlinie drogi,

    nie gniewaj się, nie bierz wszystkiego osobiście i nie myśl nawet o rzuceniu blogiem o ziemię. To co robisz jest dobre, potrzebne, sympatyczne i pożyteczne. Naprawdę tak uważam.

    I to co ty w swojej dobrej wierze robisz nie może się w żaden sposób porównać z tym co robią gigantyczni paserzy tacy jak youtube , pinterest czy też tzw. media aspołecznościowe.

    Wcale nie uważam tego co zrobiłeś za kradzież, ani Cię nie potępiłem (co łatwo możesz stwierdzić czytając moje komentarze pod poprzednim wpisem). Po prostu zwróciłem uwagę na stronę formalno prawną problemu, która jest taka jaka jest.
    Pożyczyłeś sobie zdjęcie nie przypuszczając nawet, że za zdjęciem mogą ukrywać się czyjeś wydatki, inwestycje, emocje. Ktośtam kupił aparat, czyhał na motyw, dokonał obróbki. Traktując to jako swśj zawód i mając nadzieję na to, że mu się zwróci.
    Wielki grzech? Ano nie.

    Moje rozgoryczenie wynika z czegoś zupełnie innego: z hipokryzji wielkich korporacji, które o przyzwoitości przypominają sobie jedynie wtedy, gdy zagrożone są ich interesy. Warto sobie z tego zdawać sprawę.

    I być może również z naiwności wszystkich tych (łącznie ze mną) którzy taki porządek swoim zachowaniem w sieci sankcjonują. Jak owieczki, które cieszą się, że dobry gospodarz otwarł wrota zagrody i mogą sobie wreszcie pohasać nie zdając sobie sprawy z tego, że na końcu tego wybiegu znajduje się w najlepszym wypadku strzyżalnia a w najgorszym rzeźnia.

    Korzystamy z cudów internetu z pominięciem wysiłku aby zapoznać się z biznesowymi modelami które leżą u podstaw tej „darmowości”. W ten sposób, niepostrzeżenie zamieniamy się w towar, którym się handluje. Na nasz koszt, w ostatecznym rozrachunku, na nasz koszt.
    I zmieniamy świat na gorszy. Niestety, na gorszy.

  35. TesTeq

    Gwoli wyjaśnienia…

    Te fajne zdjęcia na moim blogu są mojego autorstwa:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: