Napisane przez: torlin | 04/05/2016

Bramka na wyjeździe

bramka

Rozśmieszył mnie artykuł w „Gazecie Wyborczej” Łukasza Godlewskiego pt. „Liga Mistrzów. Dlaczego Bayern nie grał dogrywki z Atletico, czyli pora skończyć z bramkami na wyjeździe”. Z jednej strony autor jedzie po tych bramkach na wyjeździe jak po łysej kobyle. „Ale skoro w dwumeczu było 2-2, to czemu oba zespoły nie wyszły na dogrywkę? Czemu to wspaniałe widowisko nie było kontynuowane?
Wszystko przez wynalazek z 1965 roku. Wtedy wprowadzenie tej zasady – kto w przypadku remisu w dwumeczu zdobędzie więcej bramek na wyjeździe ten awansuje – miało nieco więcej sensu.
Rzuty karne upowszechniły się dopiero kilka lat później i takie rozstrzygnięcie powodowało, że nie trzeba było organizować kolejnego, decydującego meczu. I jeszcze jedno: kiedyś wyprawy na wyjazdowe mecze w pucharach były zdecydowanie trudniejsze i bardziej męczące. Zespołowi po takiej podróży mogło bardziej zależeć na obronie i przeszkadzaniu rywalowi w grze. To miało je zachęcić do bardziej ofensywnej gry. Ale czasy się zmieniły, na co wskazywał chociażby Sepp Blatter w 2014 roku. Były prezydent FIFA mówił o potrzebie zmian mówiąc m.in., że „dzisiejsze wyjazdy nie są czasochłonnymi wyprawami, a warunki gry nie różnią się między sobą””.

I wspaniały przykład za likwidacją: „Ale największym absurdem był półfinał LM 2002/03. Zmierzyły się w nim Inter i Milan, czyli drużyny grające na co dzień na tym samym stadionie. Po remisach 0-0 i 1-1 do finału awansował Milan”.

Wydawałoby się, że kolejna rzecz „od zawsze” (tak jak czas letni) zostanie zakwestionowana. Ale w drugiej części artykułu autor sam sobie zaprzecza. I to jest najpiękniejsze:  „Bramki wyjazdowe mogą mieć nadal sens na innych kontynentach, np. w Afryce, jak pisał Ian Hawkey w „Blizzardzie”. – Warunki w meczach domowych i wyjazdowych znacznie się różnią między sobą, przez co ciężej wygrać na wyjeździe. Poziom boisk również bywa różny, sędziowie są słabi, a mecze pucharowe czasem odbywają się w różnych porach roku: gdy w Tunisie jest zima, w Kapsztadzie jest środek lata. W takich warunkach zasada bramek na wyjeździe ma sens – twierdzi Hawkey. Podobnie jest chociażby w Ameryce Południowej. W Copa Libertadores (tamtejszy odpowiednik Ligi Mistrzów), grają zarówno zespoły z chilijskiego Santiago (520 metrów nad poziomem morza), jak i boliwijskiego La Paz (ponad 3500 metrów).
Ale w Europie nie mamy takich problemów. Zasada bramek na wyjeździe jest przede wszystkim nielogiczna i niesprawiedliwa. Można by to jej wybaczyć, gdyby przynajmniej poprawiała widowisko i zwiększała emocje, ale to wcale nie ma miejsca. Nie ma żadnego powodu, by nadal trzymać się tego archaizmu i reliktu dawnych czasów”.

To co Panie Redaktorze Łaskawy, robimy inne zasady dla Europy, a inne dla Afryki i Ameryki Południowej? A Wy co sądzicie na ten temat?

Advertisements

Responses

  1. Szkaradny płacz przegranych albo tych, których drużyna przegrała. Mecz Bayernu potwierdził starą zasadę, że nie decyduje przewaga, lecz strzelone bramki. Jeśli już mówimy czy piszemy o swoistych „niesprawiedliwościach” to cała Liga Mistrzów jest przykładem jak nierówno traktuje się drużyny z różnych lig – rzecz jest ustawiona pod katem drużyn z ligi angielskiej, niemieckiej, włoskiej hiszpańskiej czy francuskiej. Kto pamięta Puchar Mistrzów czy Puchar Zdobywców Pucharów wie o czym piszę. I jakoś ten układ nie za bardzo przeszkadza, mimo ze cała LM staje się powoli tak przewidywalna jak Formula 1.

    Pozdrawiam

  2. Całkowicie się z Tobą zgadzam, ale ten system był znakomity dla nas, ale nie dla Manchesteru czy Realu. Bo mogło się zdarzyć, że odpadłby dla przykładu z Terekiem Grozny w pierwszej rundzie, i ponieśliby niewyobrażalne straty finansowe (bilety, transmisje, reklamy). I po to została stworzona Liga Mistrzów, aby nigdy do tego nie dopuścić. A nawet jak odpadniesz z LM, to pójdziesz do LE. Może nam się to nie podobać, ale wielkie firmy rządzą światem (i politykami). Na pewno czytasz o TTIP, państwa będą karane, jeżeli któreś z wielkich firm amerykańskich nie będą miały z tego powodu dostatecznych zysków. Od razu kłania się Monsanto.

  3. @ Torlin,

    Z grubsza wszyscy wiemy o tym – sa to w sumie sprawy powazne, gdyz w wiekszym lub mniejszym stopniu maja wplyw na zycie przecietnego zjadacza chleba. Jesli zalozymy, ze pieniadze sa odzwieciedleniem wartosci, nie tylko materialnej ale rowniez skali spolecznej, to mamy obraz swiata stojacego do gory nogami. Mozna by pomyslec, ze dla spoleczenstwa wieksza wartosc ma jegomosc kopiacy pilke niz pracownik akademicki a jednym z najwazniejszych przesiebiorstw jest klub sportowy.

    Pozdrawiam

  4. Cześć Torlin,
    Ja myślę, że ogromny wpływ ma własna publiczność i fakt zdobycia bramki na „wrogim” terenie jest wciąż doceniany wyżej niż „u siebie”
    Swoją drogą: szaleństwo finansowe sportu przekroczyło już granice absurdu.

  5. Kopę lat zeen. I z tą bramką masz rację, i z pieniędzmi. Słyszałem o kłótni wśród najlepszych drużyn Europy, którzy już w ogóle nie chcą grać z drużynami jak z Legią, BATE Borysów, Crveną zvezdą z Belgradu czy praską Slavią, bo to daje za małe dochody, a ilość oglądających ciągle spada. Nie mogą zrozumieć, że 20 meczy Real Madryt – Barcelona w sezonie spowoduje kolejne odejścia kibiców. Przed laty piłkarska Holandia, Rumunia i kilka innych krajów chciała założyć swoją ligę mistrzów, ale na to UEFA się nie zgodziła.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: