Napisane przez: torlin | 15/05/2016

Raj z kataraktą

koń Przewalskiego

Czasami nie radzę sobie z nowoczesnością, nie bardzo pojmuję podstawę eksperymentów naukowych. Minęło niedawno dokładnie 30 lat od tragedii w Czarnobylu, królewskim mieście I Rzeczypospolitej, i cały ten teren opanowała zwierzyna. Dziki, wilki, lisy, łosie, zające, sarny mieszkają na tych pustkowiach, użytkując dawne ludzkie siedziska, ptaki budują tam gniazda, a dachy domostw służą schronieniu przed słotą i burzami.  Na Białorusi już dawno, w 1988 roku, założono Poleski Państwowy Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny, obejmujący strefę wykluczenia na terytoriach trzech rejonów obwodu homelskiego, najbardziej poszkodowanych w wyniku awarii czarnobylskiej: brahińskiego, narowelskiego i chojnickiego. Ma on 2.161 km², i aktualny jego stan radiacyjny jest następujący – cytat z Wiki – „Gęstość zanieczyszczenia różnymi izotopami promieniotwórczymi na stan obecny przedstawia się następująco; skażenie cezem-137 do 1000 Ci/km2, strontem-90 do 20 Ci/km2, plutonem-238-240 do 5 Ci/km2. Grunty skażone tymi izotopami nie będą nadawały się do użytkowania przez najbliższe 300 lat, a grunty skażone pierwiastkami uranowymi w przyszłości nie będą mogły być użytkowane. Obecnie głównym zagrożeniem jest izotop ameryku 241, produkt rozpadu plutonu-241. Jego zawartość w glebie będzie się jeszcze zwiększała do 2060 roku. Ze względu na jego właściwości fizyczno-chemiczne (rozpad alfa) jest bardziej niebezpieczny niż pluton-241 i stront-90 (rozpad beta). 20 lat po wypadku jego zawartość w środowisku podwoiła się, a przez następne 50 lat wzrośnie dziesięciokrotnie”.

step

Біосферний заповідник „Асканія-Нова”

I teraz mają ochotę na taki sam rezerwat Ukraińcy, po 30 latach się obudzili i chcą wykroić 227 tys ha i stworzyć z tego terenu rezerwat biosfery (co za cudowną rzeczą jest Internet, nie chciało mi się przeliczać, więc włączyłem stronę zamiany ha na km²) o powierzchni  2.270, czyli porównywalną z białoruską. Że badają ptaki i ich choroby, że zamontowali kamery do podglądania zwierząt (laboratorium ekologiczne Savanna River przy University of Georgia), to do mnie dociera. Ale dlaczego naukowcy „w ramach eksperymentu” sprowadzili z rezerwatu Askania Nowa w Chersoniu (ciekawostka – z ostatnim stepem Europy) na ten teren w latach 90. konie Przewalskiego, jest ponad moją biedną głowę.

Reklamy

Responses

  1. Przypomina mi się, jak wojskowi pomalowali samolot w barwy maskujące. Zapytani dlaczego, stwierdzili, że tak ładniej wygląda 🙂

  2. Ale tutaj nic ładniej nie wygląda PAK-u. Sprowadzili konie na pewną śmierć.

  3. @Torlinie:
    Ale ja nie twierdzę, że musimy podzielać poglądy estetyczne sprowadzających. Twierdzę, że czasami coś się robi, „bo można”.
    Co do pewnej śmierci — dlaczego? Ja rozumiem, że nie taka idea towarzyszyła ich sprowadzeniu. Raczej próba oceny, jak sobie dadzą radę w sytuacji „zupełnie dzikiej”.

  4. Ładna mi dzikość

  5. @ Torlin,

    „Sprowadzili konie na pewną śmierć.”

    Dlaczego na pewna smierc – pomijam oczywisty fakt, ze kiedys kazdego z nas to czeka.

    Pozdrawiam

  6. Z pewnością sprowadzili konie w celach doświadczalnych.
    Przykre.
    Ale bywały też rzeczy bardziej przykre, a raczej tragiczne, gdy robiono doświadczenia na ludziach.
    Pozdrawiam

  7. Z okazji rocznicy katastrofy w „Polityce” byl zamieszczony wywiad z prof.Zbigniewem Jaworowskim pt. „Zabojczy mit Czarnobyla”. Rzecz zwiazana z dyskutowanym tematem i warta lektury. W swietle wypowiedzi profesora fakt translokacji koni na tereny skazone nie oznacza ich smierci i nie jest akurat niczym przykrym. Oczywiscie warto zapytac, dlaczego akurat konie i w dodatke te?

    Pozdrawiam

  8. Widzę, że moją Dwójkę (Stokrotka i Vandermerwe) jakoś za bardzo nie przejęły konie Przewalskiego. Może to ja jestem zbyt wrażliwy. Bo dla mnie tu są dwie sprawy, sprowadzanie koni ze zdrowego powietrza do skażonego jest czymś niewiarygodnym, a drugie, to utworzenie tego parku. Rychło w czas.

  9. Jaworowski mówił bzdury na temat globalnego ocieplenia. Akurat na radiacji się znał, ale jednak traktowałbym go z dystansem, bo to była osoba dość specyficzna — z wyraźnym parciem na szkło i niechęcią do ekologii.

    Nieufność nie oznacza automatycznie, że odmawiam mu racji. Po prostu, traktuję jego tezy, że niebezpieczeństwa nie ma, a epatowanie poziomami skażenia przez rząd Ukrainy ma na celu wyżebranie pomocy finansowej, jako prawdopodobne, ale jednak nie udowodnione.

    Jest naukowym problemem, jaki poziom radiacji jest faktycznie szkodliwy. Wiadomo, że duże dawki szkodzą; wiadomo jednak też, że są miejsca ze względnie wysoką naturalną radiacją, gdzie ludzie żyją jakby nigdy nic. W każdym razie nie słyszałem o doniesieniach spod Czarnobyla, by występująca tam dawka promieniowania zauważalnie zaszkodziła przyrodzie, nie widzę więc przesłanek by uważać przenosiny koni przewalskiego za skazanie ich na śmierć (nie licząc już wspomnianej wyżej ogólnej śmiertelności istot żywych).

    Zauważyłbym też, że politycznie inny byłby wpływ czynnika, który zabiłby 1 promil (a nawet procent) ludzi, a inny czynnika, który by zabił 5 procent koni (nawet przewalskiego). To oznacza, że politycznie inne znaczenie ma ewakuacja ludzi, jak i sprowadzenie koni.

    PS.
    Że na balkonie zadomowiły mi się kosy, to podczytuję, że ich translacja do miast wiązała się z licznymi groźbami śmierci, takimi jak duże stężenia dzieci, samochodów, kotów i krukowatych w przyrodzie 🙂 Czy uważamy, że kosy wybrały się do miast na pewną śmierć? A zagrożenia wydają mi się jednak większe od poziomu radiacji.

  10. @ Torlin,

    „Widzę, że moją Dwójkę (Stokrotka i Vandermerwe) jakoś za bardzo nie przejęły konie Przewalskiego.”

    Czy jest sie czym przejmowac? Profesor Jaworowski twierdzi, ze nie. Jesli pogrzebac w materialach to nie jest on odosobniony w tych twierdzeniach. Pak4 zauwaza, ze nie mozemy miec absolutnej pewnosci. Jak mozna zauwazyc w Twoim wpisie, przyroda nie pytajac nikogo o pozwolenie, zagospodarowala tereny opuszczone przez czlowieka i mozna wnioskowac, ze lepiej sobie radzi z problemem niz czlowiek. Co do samych koni. Nie rozumiem powodu sprowadzenia koni Przewalskiego, gdyz nie sa chyba oryginalna zwierzyna „tubylcza” regionu. Mozna bylo posluzyc sie pospolitym „Siwkiem”, ktory z biegiem czasu stalby sie dzikim koniem – tak jak to mialo miejsce w Namibii – tamtejsze dzikie konie to pozostalosc niemieckiej ery kolonialnej.

    @ pak4,

    „Czy uważamy, że kosy wybrały się do miast na pewną śmierć? ”

    Przyroda ma swoje mechanizmy szacowania zagrozenia i niebezpieczenstwa. Z zona czesto jezdzimy w odludne miejsce. Obserwujac przyrode, a konkretnie jej „ruchoma czesc” latwo jest zauwazyc, kiedy na terenach naszego pobytu wydarzylo sie lub ma miejsce cos co przez zwierzeta jest odczuwane jako istotne zagrozenie. Wtedy najzwyczajniej w swiecie znikaja by pojawic sie ponownie po jakims ( czasem bardzo dlugim) czasie.

    Pozdrawiam

  11. Vandermerwe!
    Zwierzęta mają jednak cudowną umiejętność dopasowywania się do okoliczności, mam ostatnio dwa przykłady.
    W moim domu w centrum było przeprowadzone ocieplenie i została tak przeprowadzona rynna, że z tyłu za nią stworzone zostało niechcący miejsce na gniazdo. Ono jest tak schowane, że gołąb ani inny większy ptak nie ma szans nawet wsadzić dzioba. I od góry do dołu, a to jest 10 pięter, szparę za rynną opanowały wróble i gwiżdżą sobie na drapieżników.
    Drugi – przed mniej więcej pięcioma laty sprowadziły się do mnie sójki, piękne ptaki, zagospodarowały rozpadający się ówcześnie niestety dom Ciotki. Teraz ten teren jest już nasz i przeprowadzona została rozbiórka budynku, a ja – idiota proekologiczny – martwiłem się o te ptaki. Domu nie ma, sójki są, i jakby było ich więcej niż poprzednio.
    A wczoraj wieczorem siedziała na mojej kracie wilga.

  12. @ Torlin,

    Zwierzeta nie beda w miejscy, ktore uwazaja z „niewygodne” czy tez niebezpieczne. Rowniez przyklad z zycia. W miejscu gdzie biwakujemy jest duze drzewo. Na nim co roku gniazda wija ptaki – cale „osiedle” mozna powiedziec. Tak nie bylo zawsze. Dawniej na skale obok miala swoje gnizado para ptakow drapieznych. Efekt byl taki, ze na drzewie nie bylo ani jednego gniazda, do czasu gdy drapiezniki wyniosly sie w inne miejsce – sa dalej w okolicy, czesto widac je szybujace wysoko ponad glowami ale gniazdo przeniosly w inne miejsce. Zastanawiamy sie z zona czy przestalo im sie podobac nasze towarzystwo.

    Pozdrawiam

    P.S. Na jakiej kracie usiadla wilga?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: