Napisane przez: torlin | 09/10/2016

Rytuał codziennych czynności. Nerwica? Lęk przed światem?

SONY DSC

Dzisiaj będzie bardzo osobista notka, zaczynam się sam nad sobą zastanawiać. Już kiedyś mój syn mi powiedział: „Tato, ty dlatego tak nie znosisz filmu „Dzień świra”, bo to jest o tobie”.

Czy powtarzanie rytualnych czynności jest świadectwem natręctw i dziwactwa? Czy można te czynności podzielić na racjonalne i nieracjonalne? Wikipedia pod hasłem „Rytuały” pisze o Freudzie: „Zygmunt Freud twierdził, że dla neurotyka pozornie błahe czynności są niezbędne, by nie czuć lęku i niepokoju przed otaczającym światem. Wyprowadza stąd analogie – czy dane czynności, które zawiera w sobie rytuał, przypadkiem również nie są niezbędne dla danych społeczeństw oraz nie ratują ich przed zgubnym działaniem lęku. Podobieństwo tkwi tutaj przede wszystkim w przesadnej dbałości o szczegóły, a także konieczność powtarzania wszystkich czynności w pewien sposób. Zdaniem Freuda, można wręcz nerwicę lękową nazwać stanem powstawania indywidualnej religii. Tabu i rytuały Freud miał za skutek starodawnych zakazów. W jego koncepcji bowiem w nieświadomości bardzo mocno zakorzeniony jest lęk przed przekroczeniem owych zakazów. Rytuały pokutne i ofiarne to nic innego jak przypomnienie o tych zakazach, a także, w pewnym stopniu, ukaranie samego siebie za domniemane lub rzeczywiste przekroczenie”.

Na pewno zgoda, ale moim zdaniem należy te czynności podzielić na chorobliwe i przesadne. Dałem u góry zdjęcie poduszek, gdyż właśnie o nie rozgorzał sympatyczny spór. Otóż na łóżko poszyłem sobie pięć kolorowych poduszek, które codziennie śląc łóżko kładę w tym samym miejscu i w tej samej kolejności. Cała rozmowa wynikła z tego, że wnuczki bawiły się moimi poduszkami i położyły je nie w tej kolejności, co zwykle. Po wejściu do pokoju bez oczywiście słowa pretensji przełożyłem je w sposób odpowiedni.

Jak się gimnastykuję rano, robię zawsze taką samą ilość ruchów, klucze trzymam zawsze w lewej kieszeni, a portmonetkę w prawej. Jak wchodzę do domu po pracy, moje czynności są wykonywane zawsze w tej samej kolejności. Ostatnio moja najstarsza wnuczka Ola wybuchła płaczem, gdyż jej przyjaciółka przeglądała jej książki. „No i co? dopytywała się mama (czyli moja córka), nie poukładała na miejsce?” „Poukładała, ale nie w tej kolejności, jak należy” – odpowiedziała Ola.

Pytania:

  1. Czy to jest choroba?
  2. Czy dziwactwo?
  3. Czy to jest lęk przed światem, czy też próba go ogarnięcia (zrozumienia)?
  4. Czy to jest ustanowienie samemu sobie rygorów, jak chce Freud?
Reklamy

Responses

  1. Rozumiem, też tak mam czasami.
    Ale wpadanie w skrajności jest grożne.

  2. Wychodząc z domu w cztery oddzielne kieszenie, wkładam komórkę, portfel, bilonówkę i klucze. Zawsze w tym samym układzie, nigdy nic nie zapominam.

  3. Zamiast szukaniem chroby, ja sobie to nadmierne przywiązanie do uporządkowania tłumaczę dużą ilością rzeczy wokół mnie i złożonymi relacjami pomiedzy mną, a owymi rzeczami.
    Wielokrotnie próbowałem zredukować liczbę rzeczy do minimum ale mi się nie udawało. Najlepiej gdybym miał torbę i kij, ale wtedy nie realizowałbym tego co chcę przy użyciu obyddu rąk. Więc wymyśliłem plecak i kije trekingowe przywiązane do plecaka. A w plecaku …. mały plecaki …..
    Żeby nie spać pod mostem zbudowałem dom, a w domu szafy na plecak i kije …
    Żeby lepiej wykorzystać kije i plecak kupiłem samochód, a w samochodzie …..
    KOSMOS MATRIOSZEK WOKÓŁ MNIE-ale jak pięknie poukładany kosmos.

  4. Piotruś pięknie to podsumował:)

    Ja chciałabym codziennie robić te same rzeczy inaczej. Nie zawsze to jednak jest możliwe.
    Klucze, karty itp. itd.powinny być jednak w stałych miejscach – unikam w ten sposób stresów związanych z poszukiwaniami.
    Poduszki i dobrana kolorystyka? tak widocznie Ci pasuje, podoba się – nie ma w tym nic nagannego.
    Książki i papiery? , przecież w naszych pozornych nieporządkach, porządkach rozeznajemy się doskonale i jakakolwiek zmiana powoduje chaos i zagubienie – też nie lubię.
    Robienie różnych rzeczy nieschematycznie ćwiczy nasz mózg – młodość może mieć to gdzieś, ja niestety muszę o to dbać:)
    Dlatego organizuję sobie co i raz stresujące wycieczki – taki lekki stres mnie odmładza.
    Zresztą każdy odwiedzany aktualnie kraj mnie zachwyca i jest najpiękniejszy.

    Jeśli chodzi o gimnastykę to też robię te same ćwiczenia – ale jest to coś co sobie wyrzucam. Zdecydowanie lepiej byłoby: zawsze inaczej.

    Zresztą, cóż złego jest w rytuałach?
    Zwłaszcza jeśli nam służą.

  5. Tak długo jak nie utrudnia życia, tak długo nie choroba.

  6. @gszczepa

    Dokładnie to samo miałam napisać:-)

    @Torlin
    Jeśli to nie psuje relacji z innymi ludźmi a Ty lubisz swoje rytuały i sprawiają Ci przyjemność a nie są przymusem i nakazem to co w tym złego?

    Gdybyś Torlinie wybrał się na ,,Ostatnia rodzinę” to zwróć uwagę jak Tomek Beksiński swoje płyty ustawiał:-)
    A poza tym ta rodzina to dobry przykład na ,,normalność”” 🙂

    Może jeszcze Carl Gustaw Jung – fragm

    ,,Nerwica stała się moją kolejną tajemnicą, ale była to wstydliwa tajemnica i porażka. To ona jednak doprowadziła mnie w końcu do niezwykłej dokładności i wyjątkowej pilności. Wówczas to pojawiła się u mnie owa szczególna sumienność – nie na pokaz, nie po to, by stać się ważnym, lecz sumienność wobec siebie samego. Wstawałem regularnie o piątej rano, by pracować; niekiedy nawet uczyłem się od trzeciej w nocy do siódmej, kiedy czas było iść do szkoły.”

    @Piotruś
    Cudnie piszesz o swoim kosmosie, widać dobrze się w nim czujesz a ten kij i torba prawie jak Włóczykij z Muminków.
    Ja w swoim kosmosie mam torebki, apaszki, szale i z kilkadziesiąt donic i doniczek kwiatów i paproci:-)

    Pozdrawiam all

  7. „Ostatnią rodzinę” też polecam.

  8. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze, są wspaniałe. Ale nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem wpisu Piotrusia – klasa światowa. W pełni się z Tobą zgadzam.
    To jest okiełznanie kosmosu, naszej rzeczywistości, uczynienie jej bardziej swojską. Te nasze rytuały są dla nas jedynym stałym elementem w zmieniającej się rzeczywistości. I nie mówię o tym, że nożyczki kładziemy stale na tym samym miejscu. My porządkujemy świat pod względem emocjonalnym, widać lepiej się czujemy we własnym projekcie.
    Jestem dumny ze swoich Komentatorów.

  9. Klucze do lewej, portfel do prawej. Mam to samo. Ale może lepiej nie mówić głośno, kieszonkowcy słuchają…

    > Czy to jest choroba?
    Jak dla mnie, to kwestia intensywności. Samo zagospodarowanie kieszeni, czy nawet schematy postępowania przed/po pracy, są użyteczne — oszczędzają czas.
    Kiedy schemat panuje nad nami, a nie nam służy, wtedy to jest problem.

    > Czy dziwactwo?
    J.w.

    > Czy to jest lęk przed światem, czy też próba go ogarnięcia (zrozumienia)?
    IMHO, położenie klucza w lewej kieszeni nie wnosi nić do zrozumienia świata 🙂

    > Czy to jest ustanowienie samemu sobie rygorów, jak chce Freud?
    Tyle, że Freud to łączy z przejawami chorobowymi. A rygory nie są takie złe.

  10. Rytuały i standardowe procedury operacyjne to cecha charakterystyczna najskuteczniejszych ludzi na świecie, a w szczególności Navy Seals i innych oddziałów specjalnych. Torlinie, należymy do elity, a nieudacznicy nam zazdroszczą i wmawiają chorobę. I gitara. My zdobywamy kolejne szczyty, kiedy oni nie mogą znaleźć plecaka albo czapki.

  11. Z powyższego wynika, że damska torebka jest dowodem psychicznego super zdrowia kobiet.

  12. Torlinie, zależy od podejścia.
    Jak nazwiemy to standaryzacją, to oho! sam pozytyw, żadna jednostka chorobowa, tylko brać przykład, a nie wyśmiewać.
    Na zajęciach coachingu mówi się nam, że powtarzanie czynności jest warunkiem wypracowania w sobie samodyscypliny, która jest kluczem do sukcesu, więc wybór należy do Ciebie.
    A poważnie sama mam podobnie :), staram się tylko nie narzucać takich zachowań innym tylko dlatego, że mnie to akurat odpowiada.
    Przyjaciółka nauczyła mnie odwagi bycia sobą w myśl zasady „albo będziesz naśladowała innych i będziesz taka jak oni, albo będziesz robiła, co uważasz, a inni będą naśladować ciebie”. Ostatnio wyciągnęłam sekator i wycięłam gałęzie blokujące na kilku metrach jeden pas jezdni na osiedlu, panowie żartowali, ale po kilku dniach sami wycięli gałęzie, które spychały pieszych z chodnika na jezdnię 🙂
    macham

  13. Sarno!
    Absolutnie nikomu nie narzucam swojego szmergla, to jest moja sprawa. A autodyscyplinę mam chyba za bardzo wypracowaną. 😉
    ————
    PAK-u!
    „nie wnosi nić do zrozumienia świata”, ależ to chodzi o ujarzmienie rzeczywistości, jej oswojenie, a nie zrozumienie.
    ————-
    TesTequ!
    Całkowicie się z Tobą zgadzam.
    ———
    Tempie!
    Tak jak i gadanie do siebie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: