Napisane przez: torlin | 06/12/2016

Nieżyjący już niestety moi mistrzowie

keith-emerson

Ta notka powinna się była ukazać 1 listopada. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się smutno, i to teraz, w grudniu, a nie w Dniu Zmarłych. Runęły we mnie trzy wiadomości/fakty, i to spowodowało nostalgię. Wpadł mi w ręce dodatek GW: „Którzy odeszli”, dowiedziałem się o śmierci Tadeusza Chmielewskiego, i sprzątałem/układałem swoje płyty i w rękę wpadły mi nagrania Emerson, Lake & Palmer.

Dodatek papierowy do GW robi na inteligencji mającej sporą płaszczyznę zainteresowań piorunujące wrażenie: reżyserzy i aktorzy: Andrzej Wajda, teraz Chmielewski, Żuławski, Kopiczyński, Kondratiuk, Kociniak, Dziki; politycy: Peres, Genscher, Schmidt, Gilowska, Kiszczak; pisarze: Umberto Eco, Dario Fo, Peter Scaffer, Karl Dedecius, Kertesz, Czubaszek; mistrzowie muzyki: Keith Emerson, Bowie, Glen Frey (z The Eagles), Loranc, Muniak, Natalie Cole, Prince, Ekiert, Kaczyński; świat sportu: Cruyff, Ali, Niemczyk,Średnicki, Zagórski Andrzej Kowalczyk (słynny trener koszykówki), Maldini, Kempny, Edmund Piątkowski, Torres, i dziennikarze, szczególnie „Polityki”, których znałem osobiście, Pani Janina Paradowska i Pan Piotr Adamczewski. Muszę dodać tutaj Prof. Tazbira i Szackiego, Krzysztofa Millera, Michała Jagiełłę oraz ludzi Kościoła: Macharskiego i Gocłowskiego.

umberto-eco

Powiedzmy sobie szczerze, na temat 70% tych nazwisk można by zrobić osobną notkę, to są nazwiska monumentalne. Ale ja wybrałem dwa, które miały – moim zdaniem – największy wpływ na moją osobowość. Moje fascynacje muzyczne, gust, powiedziałbym wręcz nieskromnie – wyrafinowanie – zawdzięczam Keithowi Emersonowi. Przyjęło się przy tym dodawać – z Emerson, Lake & Palmer, ale tak naprawdę ukształtowało mnie najpierw The Nice. U nich poznałem piękno muzyki, często trudnej, i jednocześnie absolutne wariactwo ogarnęło mnie na punkcie muzyki poważnej. W czasach EL&P to już było apogeum. Kiedyś napisałem piękną notkę na jego temat, ale zaginęła ona niestety wraz z likwidacją mojego blogu w Interii. Pamiętam, że duży komentarz dał na ten temat Zeen, jak czyta, to niech potwierdzi.

Drugą osobą, która miała duży wpływ na moje życie, w tym wypadku jako czytelnika i wielbiciela książek, był Umberto Eco. Zaczęło się oczywiście od „Imienia róży”, ale później zafascynowany czytałem wszystkie jego rozprawki, felietony, książki.

Muszę dwa słowa napisać na temat dziennikarzy „Polityki”. Jak większość z Was wie przez kilka lat uczestniczyłem aktywnie w blogach dziennikarzy tej redakcji, odszedłem stamtąd z powodu innych blogerów, z którymi nie mogłem się dogadać. Ale będąc zaproszony w 2007 roku na 50-lecie tygodnika „Polityka” miałem szczęście rozmawiać z obojgiem dziennikarzy, a także z red. Passentem (Szostkiewicz był niestety wtedy chory). W tych latach kilkakrotnie rozmawiałem z nimi bezpośrednio, i byłem zawsze szczęśliwy z tych spotkań.

Coś smutna wyszła ta notka. Ale obiecuję, że się poprawię.

Reklamy

Responses

  1. EL&P „Lucky Man”

    Ciesz się, że byłeś na 50-leciu Polityki, bo 100-lecia nie będzie. Papierowe tygodniki do przeszłość.

  2. @TesTeq,
    Przyszłość nie musi być papierowa, może być elektroniczna.

    @Torlin,
    W 1999 r. nazwisko Szostkiewicza stało się dla mnie zachętą, żeby iść na spotkanie-dyskusję na temat nalotów na Serbię, co z kolei otworzyło mnie na nowe, dosyć ciekawe znajomości i doświadczenia.

    Byłem wtedy wielkim fanem, zarówno Szostkiewicza, którego kojarzyłem najbardziej wtedy chyba z programu „7 dni – świat” (tak, to były czasy kiedy oglądałem telewizję), jak i „Polityki”, którą regularnie czytałem od deski, do deski. Najbardziej ceniąc Słojewskiego, najmniej Pilcha.

    Teraz z sentymentu kupuję czasem „Politykę” do poczytania w pociągu, ale to już wybitnie nie to.

  3. ” Jak większość z Was wie przez kilka lat uczestniczyłem aktywnie w blogach dziennikarzy tej redakcji, odszedłem stamtąd z powodu innych blogerów, z którymi nie mogłem się dogadać.”

    Czasami nie mozemy sie „dogadac” rowniez tutaj. Inna sprawa, ze zarowno dyskusje na lamach „Polityki” jak i reakcje samych Autorow blpgow staja sie coraz bardziej dziwne. Moim zdaniem mniej chodzi o dyskujs zas coraz bardziej o wzajemne utwierdzanie sie w jedynie slusznych pogladach.
    Dobrze, ze przypomniales ELP. Prawda jest jednak taka, ze ciekawych i wplywowych grup bylo wiecej choc coraz bardziej sie o nich zapomina. Moj syn, gdy zaczal grac na gitarze „odkryl” moja plytoteke oraz klasykow mojej mlodosci. Ciekawy byl jego komentarz – slychac poszczegolne instrumenty.

    Pozdrawiam

  4. @gszczepa: Tak, przyszłość będzie elektroniczna. Wydawnictwa papierowe staną się tym, czym teraz są dorożki – wspomnienieniową atrakcją o specyficznym zapachu.

  5. @vandermerwe: Gratuluję syna, choć będzie miał ciężko w życiu. Wiem z własnego doświadczenia, że większość ludzi nie słyszy poszczególnych instrumentów w zespole.

  6. @TesTeq:
    Ostatnio w Krakowie widziałem dorożki 🙂 Czasem utrzymuje się skansen dla wyższych celów.

  7. TesTequ!
    „Lucky Man” jest bagatelką strząśniętą z pióra, wprawką muzyczną jedynie, mimo, że odniosła niebywały sukces na listach przebojów. Posłuchaj sobie

    Musorgskiego.
    ——————-
    TesTequ! Gszczepa!
    Przypuszczam, że z gazetą papierową będzie tak jak z innymi wynalazkami audiowizualnymi, wcale nie zginą, tylko ograniczą swój zasięg. Jak powstała telewizja mówiono, że zginie radio. Inaczej ogląda się telewizję, a inaczej słucha radia. Po powstaniu filmu miały zginąć teatry, one też powinny przepaść po powstaniu teatru telewizji. A ta z kolei nie powinna istnieć z powodu olbrzymich możliwości ściągania filmów z Internetu. A jednak ludzie chodzą do teatru i do kina, kupują gazety, chodzą na koncerty, słuchają radia. I nie mówimy tu o dinozaurach chodzących do opery czy operetki.
    —————-
    Gszczepa! Vandermerwe!
    Uwielbiałem „7 dni świat”, a najbardziej Jonasa i Mroziewicza. jaka to była znakomita audycja. Czytam w dalszym ciągu „Politykę”, ale muszę przyznać z ręką na sercu, że dlatego, że kupuje ją mój ojciec, i mi później daje. Ale może kupię sobie prenumeratę cyfrową, tak jak to zrobiłem ostatnio z GW.
    —————
    Vandermerwe! TasTequ!
    Wydaje mi się, że rozumiem syna VdM, to chodzi o solówki. W dawnych latach solówki gitarowe, perkusyjne (patrz chociażby „Whole Lotta Love” Led Zeppelin), basowe, organowe czy wiolonczeli (Prześliczna). Dla mnie teraz wielokrotnie jest to jazgot, a przecież mieli rację Skaldowie, kiedy śpiewali, że „Cisza krzyczy”. Ile współczesnych zespołów potrafi w tym samym momencie zatrzymać piosenkę, aby „cisza krzyczała”, i to bez pomocy elektroniki. Kiedyś to potrafili jedynie wielcy.
    „Wielcy”. Miałem przyjemność, że apogeum „wielkich” przypadł na lata mojej młodości, przełom lat 60. i 70. ubiegłego wieku.

  8. Nie zauważyłem PAK-u, że w międzyczasie się wpisałeś. Tutaj jednak „dorożki” nie pasują do obrazka. Mówimy o przekazywaniu informacji i sprawach audiowizualnych. Tutaj „starocie” ograniczają swój zasięg, ale się nie likwidują. Z dorożkami to jest coś takiego, jak z dyliżansem, nikt nim nie pojedzie z Minneapolis do Sioux City. I tak samo nie dotyczy to komputerów, nikt nie zamawia już stacji dysków, a już szczególnie na dyskietki 5,25.

  9. Osobiscie dalej wierze w przekaz na papierze. Moj syn rzeczywiscie rozroznia instrumenty grajace „w masie”, ma ucho. Jednoczesnie tamta muzyka, chyba z przyczyn technicznych, byla „inna”.

    Pozdrawiam

  10. Nie, Torlinie. Są ludzie (i ja dumnie należę do tego grona), którzy potrafią zachwycić się grającym w tle basem, odwróconym akordem na gitarze albo „cyt-cyt-bum” perkusji. W liceum ze słuchu aranżowałem utwory Beatlesów dla zespołu, w którym grałem na gitarze solowej. Solówki to pikuś – szczególnie u wczesnych Beatlesów 😉 . Za to solówka w „Since I’ve been lovin’ you” Led Zeppelin mnie pokonała. Nawet z nut jej nie umiem zagrać…

  11. To ten utwór o facecie zapracowanym, ale zakochanym do szaleństwa:
    0:00 – 1:15 (solo na początku)
    3:35 – 4:55 (solo główne)
    5:35 – 6:20 (tło gitarowe!)

  12. Wczoraj napisałem odpowiedź, ale mi znikła.
    „Since…” jest u mnie nr 1 na liście wszechświatowej. Kocham ten utwór od pierwszego dnia, jak go usłyszałem.

  13. Ja też oglądałam kiedyś świetny program ,,7 dni świat ” (a pan Andrzej Turski jak go prowadził) i aktualnie w kolejce do przeczytania leży ,,Fidelada” Krzysztofa Mroziewicza.

  14. U.W.!
    Rzeczywiście świetnie prowadził. A akurat Kuba to nie moja pasja.

  15. Polecam Krzysztofa Mroziewicza felietony o teatrze:
    http://teatralny.pl/artykuly/autor/krzysztof-mroziewicz,255.html

  16. 7 grudnia zmarł Greg Lake
    C’est La Vie

  17. Gszczepa!
    Zawsze uwielbiałem Krzysztofa Mroziewicza. Razem z Janasem byli bezkonkurencyjni, rozsądni, rzeczowi, w dwóch zdaniach umiejący wybić kwintesencję problemu. Umysły ścisłe, analityczne.
    ————
    Grzegorzu M.!
    Ale się posypało. Carl Palmer jeszcze żyje, ale np. jego następca w zespole, Cozy Powell (Emerson, Lake & Powell) też już nie żyje, zmarł w 1998 roku. To był facet, kiedyś wystąpił dla dzieci jako najszybciej grający perkusista na świecie. Miał wielki przebój ze swojej solowej plyty, posłuchajcie sobie perkusji z dawnych lat, to była moja muzyka, „Dance With The Devil”


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: