Napisane przez: torlin | 28/12/2016

de Łempicka – moja malarska miłość; z cyklu „Prawdziwi Polacy”,a do tego projektowany obraz na ścianę

 

amara de Łempicka – jedna ze sztandarowych postaci art deco, szalonych lat 20. ubiegłego wieku. Wariatka, nieprawdopodobnie ambitna, doprowadzająca wszystkie projekty po trupach do celu, rozkapryszona, udająca kogoś innego niż jest naprawdę, jednocześnie niezauważając tego, co ma. Szalona.

obraz-tamaradelempickaautoportretwzielonymbugatti_main_348_800

Najsłynniejszy obraz Łempickiej, jej autoportret w zielonym Bugatti (co najciekawsze, nigdy nie miała tego samochodu, tylko żółte renault).

Już sam początek swojego życia wymyśliła sobie, bo zapragnęła być Polką. Nawet Wikipedia się nabrała, że Łempicka urodziła się w Warszawie, tak naprawdę urodziła się w Moskwie, i z Polską miała związek jedynie przez matkę. Wychowywała się jednak w bogatych i ustosunkowanych rodzinach, u matki z domu Dekler grywali m.in. Ignacy Paderewski i Artur Rubinstein. Deklerowie, jej pradziadowie, byli to uciekinierzy francuscy przed Rewolucją, w tych czasach jednak całkowicie zasymilowani. Matka z kolei poznała Borysa Gurwik-Gorskiego, adwokata o rosyjsko-żydowskich korzeniach, który niestety kilka lat po urodzeniu się dzieci popełnił samobójstwo.

tamara-de-lempicka-kobieta-z-zielonymi-oczyma

„Kobieta z zielonymi oczyma”.

Nie będę pisał życiorysu Łempickiej, jest tego mnóstwo w Internecie, ale chciałbym zwrócić uwagę na lata 20. ubiegłego wieku, coś się stało ze społeczeństwami po I Wojnie Światowej, kabarety niemieckie śmiejące się z wykopywanych trupów ukochanych, rozwiązłość seksualna doprowadzana czasem do granic perwersji, narkotyki, Krajewski z Wrocławiem tamtych lat wcale nie przesadzał. I dokładnie taka była de Łempicka, rozwiązła, biseksualna, kochająca się z arystokratami, marynarzami, kryminalistami, ze swoimi modelkami i prostytutkami. Wiecznie wycyzelowana na Gretę Garbo, uwielbiająca, jak ją ktoś mylił ze słynną aktorką, chłodna, ambitna, rozkapryszona, pewna siebie, a jednocześnie stalowa.

25122-_lempicka_blekitny_szal

„Kobieta z błękitnym szalem”.

Miała swój niepowtarzalny styl malarski, tak jak po obrazie bez podpisu można poznać, że to malował El Greco czy Modigliani. Te krągłości kubistyczne, prawie kiczowate barwy, a jednocześnie ociekające seksualnością, jak „Lekcja gry na gitarze” Balthusa, ale to wszystko jest niesłychanie popularne i rozpoznawalne, Łempicka jest na porcelanie, serwetkach, kartach, w reklamie, a szaleńcze ceny obrazów sytuują ją na trzecim miejscu wśród najdroższych malarek świata.

lempicka7

Doktor Kristin Bennett.

I pomyśleć, że ta kobieta koniecznie chciała być Polką. Jej mąż też mógł się pochwalić pięknymi korzeniami, Tadeusz Łempicki, młody prawnik, uwielbiany przez kobiety, o wyglądzie zblazowanego bon vivanta, miał za dziadka ze strony matki Marii Norwid brata Cypriana Kamila Norwida. Ojciec, Julian Łempicki, pochodził ze starego szlacheckiego rodu herbu Junosza, był przedstawicielem Towarzystwa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, a mieszkał w Sankt Petersburgu w pałacu wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza.

kizetce-w-rozowej-sukience

„Kizette w różowej sukience”.

Córka Tadeusza Łempickiego i Tamary – urodzona 16 września 1916 roku Maria Krystyna, pieszczotliwie nazywana Kizette (na obrazie powyżej). Jej malarstwo (Tamary) jest tego rodzaju, że albo bardzo się  podoba, albo ktoś uważa je za kicz. Ja akurat jestem wielbicielem. Internet jest pełen propozycji namalowania obrazu na ścianę, pasują one idealnie do nowoczesnych wnętrz. Mam tę samą ochotę, ale mam zamiar postąpić inaczej. Zrobię zdjęcie swojej córce w jej Volkswagenie, następnie spreparuję jej portret na obraz à la Tamara Łempicka, oddam np. do Fotojokera i oni zrobią mi z tego obraz. Nie mogę tego zrobić przy pomocy Pikaza, jak Wam pokazywałem, jak wygląda Las Kabacki à la Van Gogh, bo on nie ma Łempickiej. Do tego potrzebna jest Prisma.

 

 

Reklamy

Responses

  1. Drogi Torlinie,
    Ty się kiedyś doigrasz:
    http://www.delempicka.org/bottom/rights.html

    Nie żebym się oburzał, wręcz przeciwnie. Ale jeśli Cię odnajdą to może to być (wierz mi) bardzo, bardzo drogie.
    W przypadku wykorzystania bez uprzedniej pisemnej zgody właścicieli praw.
    I proszę, nie pisz mi, że to jest chore. Sam wiem że jest.

  2. @Telemach: Chore? Czy mogę w takim razie zamieszkać u Ciebie? Za darmo i bezterminowo. Z całą moją rodziną. Bo to jest to samo. Jeśli coś jest czyjąś własnością, to ten ktoś może tym rozporządzać – w szczególności ograniczyć innym dostęp i nie zezwolić na wykorzystywanie.

    Dlatego cenię blogera Leo Babautę, którego twórczość jest oficjalnie uwolniona. Dzięki temu mogłem przetłumaczyć i zamieścić u siebie jego kurs ZTD i Sztuki Odwiązywania Się. W zgodzie z prawem i Jego wolą.

  3. Raz już się tu do tego (praw autorskich, znaczy) dowalałem, to się dowalę znowu, zwłaszcza, że inni Szanowni Komcionauci już zaczęli. Nie jestem malarzem, to nie ruszam obrazów ale dowalę się do zdjęcia. Przepiękna kobieta, wspaniała fotka! Wziąłeś („Un, panie, nie ukrodł ino wzion!”) i opublikowałeś i siebie. Nie chciałbym, żeby Cię ktoś ścignął, (choć Bogiem a prawdą, należałoby Ci się!) tylko pytam: jak się nazywa ten, od któregoś „wzion”? Fotograf, w sensie, bo nie chodzi mi o jakiegoś Getty czy innego wielkoskalowego złodzieja, który się na tych prawach lege caduco uwłaszczył. Kto nacisnął migawkę i zrobił odbitkę? Możesz?
    A Tamarę de kocham od lat miłością gorącą, acz całkowicie zdalną. Życie nauczyło mnie trzymać się z daleka od wariatek, zwłaszcza martwych i utalentowanych.
    Pozdrawiam!

  4. Oj, założę się, że nasz Torlin z przyjemnością by osobiście nacisnął Tamarze migawkę i w odpowiednim miejscu zrobił odbitkę… 😀

  5. @tesTeq
    >>>Czy mogę w takim razie zamieszkać u Ciebie? Za darmo i bezterminowo. Z całą moją rodziną. Bo to jest to samo. <<<<

    Nie, nie możesz. Ale muszę Cię rozczarować, to NIE JEST TO SAMO.
    Moja uwaga nie stanowiła uznania prawa własności za "chore". Własność szanuję i jestem gorącym zwolennikiem jej szanowania. Chore jest dla mnie nadużywanie tego prawa, chore są dla mnie regulacje mające gwarantować generowanie dochodu tym, którzy z aktem tworzenia nie mieli nigdy nic wspólnego. Chore jest dla mnie "uprywatnienie dóbr kultury" przez cwaniaków. Wiesz do kogo należą wszystkie prawa do publikacji reprodukcji dzieł np. Rene Magritte'a? Albo do nazwiska Sherlock Holmes gdybyś chciał je użyć w dziele literackim będącym pastiszem lub parodią?
    Wszystko co stworzył Magritte jest wyłączną własnością niejakiego Charly Herscovici – mimo że dla niepoznaki przekazał te prawa w 1998 roku fundacji będącej praktycznie jego własnością (którą ma prawo kierować nie tylko dożywotnio ale również przekazać ją w spadku.
    Mam dla Ciebie fajną zagadkę: postaraj się odszukać związek pomiędzy obywatelem brytyjskim serbskiego pochodzenia a twórcą, z którego dzieła zrobił on sobie milionowe źródło dochodu ścigając bezlitośnie po całym globie wszystkich, którzy nie zapłacą sutego haraczu.

    A jeśli chodzi o Sherlocka Holmsa to sytuacja jest równie zabawna:
    https://www.techdirt.com/articles/20150524/17521431095/sherlock-holmes-case-never-ending-copyright-dispute.shtml

    Stado prawników reprezentujących cwaniaków, którzy nigdy w życiu nie widzieli na oczy nikogo kto choćby jako dziecko znał Conan Doyle'a ściga młodego pisarza który w hołdzie dla pisarza tworzy genialny literacki pastisz.

    Prawo własności TesTequ jest dla mnie święte. Przywłaszczanie sobie tytułu własności przez cwaniaków z wykorzystaniem niedoskonałości systemu – zdecydowanie nie jest. Nawet gdy wilekie kancelarie adwokackie partycypujące w tym (w międzyczasie miliardowym procederze) będą do upadłego twiiedrdziły coś innego.

    Dlatego nie pochwalę gdy wpprowadzisz się do mnie. Podobnie jednak nie pochalę, gdy ktoś wprowadzi się do Ciebie w majestacie prawa wyrzucając Cię na bruk i wymachując przy tym jakimś lipnym, ale będącym formalnie bez zarzutu, aktem własności.

    W jakiś sposób przypomina mi się afera reprywatyzacyjna w centrum stolicy.

  6. Dla mnie to jest chore. Zdjęcie skasowałem, bo tu pozory racjonalności krytyki są zachowane. Ale przedstawienie obrazów w momencie, gdy piszę notkę o autorce dzieł, i to niesłychanie pozytywną, zostaje uważane za kradzież, to jest doprowadzenie do absurdu kwestię ochrony intelektualnej. Już niedługo nie będzie można zrobić Zamku w Malborku ani zaśpiewać „Góralu, czy ci nie żal”, bo to jest też pewnie czyjaś własność. Ja się nie boję Telemachu, nie jestem taki strachliwy, normalny sąd mnie – człowieka nigdy nie karanego -, i biorąc pod uwagę, że blog ma charakter niekomercyjny oraz niską szkodliwość czynu, umorzy sprawę.
    Żałuję tylko tego, że cała dyskusja odbywa się nie na temat, ale to taki urok moich komentatorów.
    A Ty Walden buszujesz po Internecie i ścigasz ludzi, którzy zamieścili fotografie? To masz pewnie dużo roboty.

  7. Nie porozumieliśmy się.
    -Nie chodziło mi o kasację zdjęcia, chciałem tylko wiedzieć, kto je zrobił.
    -I nie, nie buszuję i nie ścigam nikogo za umieszczanie fotografii. Mam kilkunastu ulubionych blogerów, których wpisy śledzę stale i jesteś jednym z nich. Traktuję Was trochę jak znajomych, chociaż się nigdy nie widzieliśmy. Kiedy widzę znajomego, który za chwilę przytrzaśnie sobie palce drzwiami to nie czekam, aż to zrobi i będzie bolało.
    -„Już niedługo nie będzie można zrobić Zamku w Malborku”. Nie wiem, jak z zamkiem a Malborku ale spróbuj sfotografować klasztor na Jasnej Górze i opublikować to zdjęcie. W sekundzie masz na karku najmimordów pana Kordeckiego z wielkim worem na Twoje pieniądze. Zawloką Cię do sądu i przegrasz! Cały klasztor, wizerunek, nazwa(!) są zastrzeżone, opatentowane czy jakkolwiek się nazywa ten amerykański wynalazek i za ich używanie musisz płacić strażnikom najświętszego przybytku. Nikt nie jest bezpieczny, w podobnych sprawach dzieci szkolne prowadzące blogi pozywano o wielotysięczne kwoty za naruszenie przenajświętszych praw własności intelektualnej i rodzice bulili! Też uważam, że jakaś granica została przekroczona i sytuacja jest chora w najwyższym stopniu. Nie chcę tutaj o tym dyskutować, blog jest o czy innym, co nie?
    -„ścigasz ludzi, którzy zamieścili fotografie? To masz pewnie dużo roboty.” Jak już napisałem wyżej, nie robię tego. Ale są zatrudniające wiele osób firmy, które na zlecenie takich panów, jak inni komcionauci opisywali powyżej takie poszukiwania prowadzą, mają dużo roboty i kasują za to grubo. To realne niebezpieczeństwo, bycie małym żuczkiem może nie ochronić.
    -„Żałuję tylko tego, że cała dyskusja odbywa się nie na temat”. Na temat dyskusja jest wykluczona! Wyobrażasz sobie kogoś, kto tu pisze coś niepochlebnego o Tamarze albo jej malarstwie? Nie chciałbym być w skórze typa.
    Wytłumaczyłem się trochę lepiej tym razem, mam nadzieję?

  8. To mi się niestety, nie podoba (obrazy Łempickiej).

    Dyskusja o prawach autorskich jest bez sensu, ewidentne jest że dyskutanci nie mają rzetelnej wiedzy, tylko coś tam słyszeli, gdzieś tam przeczytali.

  9. Ciekawe, czy jest gdzieś wykaz opatentowanych ciągów liter (czasami mogą to być wyrazy). Kiedyś czytałem o Jobsie, że gdyby mógł, opatentowałby alfabet. Taki biznes. Najwyższy zwrot z inwestycji. Aha – @gszczepa: gdzie w dyskutowanej paranoi chodzi o autorstwo?. To stworzenie i wykorzystywanie narzędzi do zawłaszczania pieniędzy. Prawnicy tworzą Prawo dla swoich korzyści.

  10. Torlin: praktycznym rozwiązaniem problemu byłoby publikowanie problematycznych materiałów we wpisach dostępnych za pomocą hasła, które udostępniłbyś stałym dyskutantom 😉

  11. @temp, przede wszystkim nie można opatentować wyrazu.

    Wyraz (czy bardziej „znak słowny”) to może być znak towarowy.

    A patenty, jak najbardziej są jawne, dostępne są spisy i można je przeglądać. Zacząć możesz od:
    https://patents.google.com/

    Warto też dbać o rozróżnienie, chociażby, pomiędzy prawem amerykańskim i a europejskim. Różnice są czasem drastyczne.

  12. Czyli z obrazów przeszliśmy do prawa własnościowego.
    Sama malarka , tak jakby tworzyła wtórnej wzorujac się na wcześniejszych mistrzach pędzla. Znawcy mogliby wymienić.
    I czy malowanie w jakimś tam stylu to zawlaszczenie. Bo rozróżniamy pewne style twórczości. 😈
    No i tak bliżej ciała koszula 😇
    Jak to wygląda ze zbiorami, które państwo polskie zaaneksowalo po II w.światowej W związku ze zmianą ustroju. Te nieprawdopodobne zbiory prywatne , których nie zabrali Niemcy hitlhitlerowskie, bo te to ukryte gdzieś w prywatnych zbiorach koneserów.
    Chodzi mi o muzeum Czartorywskich w Krakowie. Zbiory dodane dla społeczeństwa w dawnych czasach a teraz okazuje się państwo je odkupuje przynajmniej stara się bo czy są jakieś wyceny. Np. nagłośnienia „dama z lasiczka. I czy te dobra naszej polskiej kultury, mota właściciele wywieźć z kraju ?..
    W końcu Polska moim zdaniem do drugiej wojby światowej miała ustrój feudalny. Majątki , nędza wiejska I coś tam tworzącego się w niektórych miastach, jakieś szczątki przemysłu. 😆

  13. gszczepa pisze: Dyskusja o prawach autorskich jest bez sensu, ewidentne jest że dyskutanci nie mają rzetelnej wiedzy, tylko coś tam słyszeli, gdzieś tam przeczytali.

    Słusznie prawisz. Bezkompromisowa, jedynie słuszna i niepodważalna ocena kompetencji rozmówców z pewnością zapewnia Ci wiele miłych chwil na spotkaniach towarzyskich. 😛

  14. temp pisze: Ciekawe, czy jest gdzieś wykaz opatentowanych ciągów liter (czasami mogą to być wyrazy). Kiedyś czytałem o Jobsie, że gdyby mógł, opatentowałby alfabet.

    Firma Intel próbowała zastrzec (nie opatentować) literę „i” (małe), ale jej się nie udało.

  15. @TesTeq, wybacz, ale mi się ulało, przepraszam.

  16. @gszczepa: Ja też przepraszam.

    Mam problem z tym ulotnym momentem, kiedy indywidualne bazgroły, pisanina czy inne przejawy ludzkiej twórczości zostają zawłaszczone przez „społeczeństwo” jako „dobra kultury”. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że takie dzieła potrafią być również zawłaszczane przez cwaniaków, ale jeśli autor w ten czy inny sposób do tego dopuścił, to pozostaje nam się tylko z tym pogodzić. I płacić albo nie konsumować. A gdy cwaniak popełnił przestępstwo, to powinien go ścignąć WYMIAR sprawiedliwości, a nie sprawiedliwość SPOŁECZNA.

  17. Julu!
    Po raz pierwszy w historii zwątpiłem w Ciebie, toż o wykupie Czartoryskich trąbią od kilku tygodni, a umowa już została podpisana. Nie oceniałbym minionego ustroju, zagarniał nie tylko dzieła kultury. Co do reszty zgoda.
    ———
    TesTequ!
    Widać, że masz problemy z „tym ulotnym momentem”. Wiem doskonale, że ciężko jest to rozdzielić, rozróżnić, ale mimo wszystko należałoby to ustalić, co jest złodziejstwem intelektualnym. To, co napiszę, jest moją propozycją, nie musicie się z tym zgadzać:
    1. Dzieła chronione są tylko i wyłącznie za życia autora, po jego śmierci przechodzą do domeny publicznej,
    2. Dzieła na świeżym powietrzu (zamki, klasztory, rzeźby, parki) są w domenie publicznej bez możliwości ochrony prawnej, z wyjątkiem używania ich wizerunku do działalności gospodarczej (widok Kościoła Mariackiego na pocztówce),
    3. Wszelkie pastisze, zmiany, karykatury są dozwolone, włącznie z wizerunkiem osób,
    4. No i najtrudniejsza rzecz – Internet. Nielegalne publikowanie czyichś filmów, dzieł literackich i naukowych, a nawet i zdjęć – powinno być ścigane z powództwa cywilnego (osobę, która jako pierwsza opublikowała to w Internecie).
    —————-
    Gszczepa!
    Jakakolwiek nazwa to jest ciąg znaków. Jak by na to nie patrzeć. Inna rzecz, że ciekawe jest, czy nazwa Nike jest zastrzeżona. I czy Grecy mają jako naród prawo zastrzec nazwy mitologiczne?
    ————
    Tempie!
    Usiłowałem to wytłumaczyć TesTeqowi, i pewnie jak zwykle to mi się nie udało. W całym procesie zastrzeżeń – mimo że to zabrzmi niesłychanie nieprawniczo – należy kierować się zdrowym rozsądkiem, nie wszystko można ująć w punkty, paragrafy i zastrzeżenia. Jeżeli ktoś stworzył parodię Sherlocka Holmesa, to nie powinien być ścigany, w przeciwieństwie do osoby, która przedpremierowy film wrzuciła do Internetu. Dziewczynka prowadząca swój pierwszy w życiu blog nie powinna być karana za opublikowanie zdjęcia Klasztoru Jasnogórskiego zrobionego podczas pierwszej w życiu wycieczki, powinien być karany człowiek, który czyjąś pracę naukową wrzucił do Internetu.
    A ja w przeciwieństwie do TesTeqa bardzo doceniam domenę publiczną. I dla mnie podstawową zasadą jest to: „twórco, jak chcesz, żeby było to tylko twoje, schowaj do szuflady i nie pokazuj nikomu, jak opublikowałeś to światu, to w ten sposób zgadzasz się, żeby twoje dzieło należało do kultury światowej”.
    ———–
    Walden!
    Przepraszam. Jak znajdę czas, to poszperam.

  18. Zgodnie z najlepszymi tradycjami, zawsze można działać w drugim obiegu;-)

    @TesTeq
    „indywidualne bazgroły” – ale nie ma czegoś takiego, każde bazgroły opierają się na wcześniej „zawłaszczonych” dobrach kultury

    it takes a village to raise a child,
    it takes a village to draw a line,
    it takes a village to write it down!

  19. Torlinie drogi,

    w Twoim mniemaniu (i w moim również) nikt nie powinien zarabiać na popularyzowaniu dzieła artysty, nazywamy to działaniem niekomercyjnym.

    Kilka lat temu w Niemczech rozwiązany został największy fan-club Franka Zappy. Bo adwokaci w imieniu wdowy domagali się milionów za wykorzystanie (bez zezwolenia spadkobierców) imienia artysty. A za udzielenie zezwolenia domagali się dużej kwoty. Niewiarygodne? Niestety jest to smutna rzeczywistość. Pani Zappa zaastrzegła sobie prawa do WSZELKIEJ prezentacji publicznej wszystkiego co opatrzone jest imieniem jej zmarłego męża.

    Podobnie jest z deLempicką. Na stronie internetowej fundacji stoi jak wół:

    „All requests for the use of the works, the likeness, and/or the name of Tamara de Lempicka must be handled by Victoria de Lempicka either directly, or indirectly via its representatives Museum Masters International, New York or its agents, which carries out the administrative work (drafting of contracts, printer`s proof, invoicing).”

    I dalej:

    It is illegal for anyone to violate any of the rights provided by the copyright law (USA)/Intellecutal Property code (EU) to the copyright holder:

    To reproduce the work in copies or photo records;

    To prepare derivative works based upon the work;

    To distribute copies of the work to the public by sale or other transfer of ownership, or by rental, lease, or lending;

    To perform the work publicly, in the case of literary, musical, dramatic, and choreographic works, pantomimes, and motion pictures and other audiovisual works;

    To display the copyrighted work publicly, in the case of literary, musical, dramatic, and choreographic works, pantomimes, and pictorial, graphic, or sculptural works, including the individual images of a motion picture or other audiovisual work;

    tym samym nie chodzi zupełnie o już o komercyjne wykorzystanie. Niie tylko to co robisz tutaj jest nielegalne (i ścigane przez prawo) lecz również użycie nazwiska artystki gdybyś np. napisał powieść historyczną i wymienił jej nazwisko.

    To już nie ma nic wspólnego z prawem do własności intelektualnej twórcy. To jest dyktat zachłannych spadkobierców broniących swego monopolu do czegoś co jest własnością wspólną. Częścią historii, kultury. to jest zawłaszczanie kawałka rzeczywistości pod pozorem ochrony praw autorskich.
    Bardzo rozpowszechniony proceder.

  20. @telemach,
    „użycie nazwiska artystki gdybyś np. napisał powieść historyczną i wymienił jej nazwisko”
    Ale to jest bzdura jakaś. To że ktoś tak sobie napisał na stronie WWW, to nie oznacza że tak jest w rzeczywistości.To sądy decydują co jest „legal”, a autorzy stron.

  21. Przepraszam czyją własnością inteelektualną są MOJE wypociny na TWOIM blogu ?
    Gdyby ktoś chciał wykorzystać to fifty/ fifty – zgoda ?
    Udanych inetresów w nadchodzącym roku.

  22. A tak w ogóle, to skorzystam z okazji, żeby polecić:
    http://kompromitacje.blogspot.com/

  23. Z tą fundacją Czartoryskich jest trochę dziwnie, 😉
    Pewne niuanse wyjaśnia Hanna Bakula na swoim blogu. (Malarka z wyksztalcenia).

    Był spór o przywlaszczanie wizerunku z obrazu. Który został rozstrzygnięty w ten sposób, że fundacja czyli spadkobiercy są wlasnością przedmiotu, natomiast samo dzieło (sztuka, wizerunek) to własność ogółu. (spoleczenstwa).

    😇😈

    Z nowym rokiem życzę wszystkiego najlepszego , radości i szczęścia jak najmniej trosk i kłopotów a przede wszystkim zdrowia. 😆

  24. Ciekawe jak prawa autorskie mają się do tego wpisu?

    http://di.com.pl/z-poczatkiem-2017-r-wygasly-prawa-autorskie-do-dziel-waznych-tworcow-sprawdz-jakich-56196?utm_source=news&utm_medium=www&utm_campaign=najwazniejsze-click-tracking

  25. Dzięki Wam wszystkim, ale ten link Mario jest rewelacyjny.
    ————-
    Julu!
    Całkowicie się z Tobą zgadzam, wizerunek powinien być domeną publiczną, jeżeli to nie jest oryginał. Zdjęcie obrazu nie jest oryginałem, fotografia i film niestety jest.
    ————–
    Ciekaw jestem Telemachu, prawo czyjego państwa jest ważniejsze. Od śmierci Łempickiej minęło niestety chyba ok. 36 lat (nie chce mi się sprawdzać, piszę z pamięci).
    ————-
    Gszczepa!
    Link mi nie wchodzi.

  26. Tam jest podane pod tym linkiem od Marii , że albo od śmierci, albo od oddania dla publiczności wizerunku przez wykonawcę.
    Trzeba się wczytać w te prawne niuanse. Zdjęcie zdjęcia, czy jego przeróbka.. itd..
    Co jest przedmiotem dla wlasciciela, a co wizerunkiem. 😇😈

  27. Tak Julu! Ale to nie zmienia faktu, że ciekaw jestem, prawo czyjego państwa jest ważniejsze.

  28. Mysle ,ze to jest ogolnoswiatowe. Chodzi o dziedzictwo swiatowe, cala nasza kulture ogólnodostępna.☺
    Jak ogladalam filharmonikow wiedenskich w tvp- to zauwazylam, ze ludzie swobodnie tam w tej zlotej sali , nagrywali na komorke.
    A przeciez niby nie wolno w teatrach itd..
    No ale sam „Walc nad modrym Dunajem” ma juz 150lat!
    Ciekawa jestem,czy są potomkowie,spadkobiercy Straussow.☺
    W tym artykule pisali np . o amerykańskiej firmie co niesłusznie pobierala opłaty od jakies piosenki.
    Możesz doczytać na tej stronie specjalistów prawników ,podany link .W Polsce grupa prawników przy Uniwersytecie w Krakowie i chyba w Toruniu. Wyszukaj sobie tę linki boczne z tego co podała Maria. Ja się powolywalam na felieton Hanny Bakuly na jej blogu na WP.
    Malarka po ASP w Warszawie, czyli na uczelniach artystycznych podają kogo mogą malować, naśladować itd..�
    Ona jest oburzona tym wykupienie obrazu. Według Niej to tak, jakby w Egipcie próbowali kupić piramidy od spadkobierców. Tej klasy skarby światowe, są nie do sprzedania. Przakład skradzione Mona lisy w Luwrze. Złodziej zwrócił. 😉

  29. W 1992 R właściciel kolekcji ,Książę Jan Czartoryski darował narodowi polskiemu swoje cenne dziela w tym i Dqame z Lasiczka. Kolekcja tego skarbu stała się własnością narodu . Każdy mógł oglądać i podziwiać tę skarby światowej kultury. Nikt by nie mógł ich wywieźć za granicę bez zgody .
    Za ten gest został uhonorowany najwyższą odznaką państwową. No a teraz umowa kupna -sprzedaży. Za taki skarb to chyba tanio wycenione!
    Tak przeczytałam w tym felietonie malarki- H.Bakuly.

  30. Dzięki Julu, ale trudno mi jest napisać komentarz (odpowiedź). Coraz więcej spraw wymaga rozwiązania ogólnoświatowego, globalizujemy się.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: