Napisane przez: torlin | 08/01/2017

Kochana dopamina

dsc00090

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego jedni ludzie marzą o ruchu, a inni o leżeniu i wypoczywaniu. Dlaczego u jednych endorfiny odnajdują ich w lesie podczas biegu, u innych uaktywniają się podczas leżenia pod palmą z lodami w ręku. Dlaczego u jednych radością z ruchu jest zmęczenie tak straszne, że człowiek nie może się ruszyć, a u innych po półgodzinnym spacerze.

Bardzo ciekawy artykuł ukazał się w Wyborczej TU, który opisuje odkrycie naukowców z University of Georgia, chociaż tak szczerze mówiąc każdy rozsądny człowiek dawno to podejrzewał. Ponieważ Wyborcza zaraz zakoduje swój artykuł, to małe fragmenty in extenso: „Spór o dopaminę trwa od lat. Jedni uważają, że to hormon przyjemności i nagrody, który uwalnia się, gdy robimy coś satysfakcjonującego, np. bijemy życiowy rekord w biegu na 10 kilometrów czy realizujemy program treningowy na siłowni. Badacze z Universidad Jaume I w Hiszpanii cztery lata temu stwierdzili, że dopamina zaczyna działać wcześniej. Nie jest jedynie nagrodą, ale też zachęca nas do aktywności. Dopamina to neuroprzekaźnik, substancja przekazująca informacje między komórkami nerwowymi. W listopadzie 2016 roku naukowcy z University of Georgia, najstarszej publicznej uczelni, w USA  ogłosili, że ludzie różnią się liczbą receptorów dopaminy. Wszystko przez geny.

Naukowcy z University of Georgia najpierw obserwowali szczury, a potem zbadali 3000 dorosłych ludzi. Wnioski mieli te same – obiekty badań podzieliły się na dwie grupy: pierwsza chętnie się ruszała, druga nie. Różnice genetyczne w liczbie receptorów dopaminy oraz innych neuroprzekaźników tłumaczą, dlaczego 25 proc. uczestników badania porzucało ćwiczenia albo nie ćwiczyło wystarczająco dużo – mówi Rodney Dishman, profesor kinezjologii z University of Georgia. Z badań jego zespołu wynika, że liczba receptorów dopaminy zapisana w DNA każdego człowieka jest odpowiedzialna za aktywność fizyczną – jedni zawsze będą mieć potrzebę ruchu, inni nigdy jej nie poczują. Raport sugeruje, że motywacja do ćwiczeń jest przekazywana genetycznie. Możecie więc winić swoich rodziców za to, że jesteście leniami – mówi dr Keri Peterson, internistka ze szpitala Lenox Hill w Nowym Jorku”.

Coś w tym jest, że to są geny, a nie tylko wychowanie. Moja Mama była taterniczką, siatkarką, od najmłodszych lat mnie zabierała w góry, mam to w genach po niej. Moje dzieci zabierałem w góry, syn jak cię mogę, trochę łazi, tymczasem moja córka nie ma genu aktywności. Kiedyś łaziła ze mną po Orlej Perci, teraz maksimum jej aktywności jest spacer z córkami.

Strasznie jestem szczęśliwy, że ten gen mam.

Ps. Słyszeliście termin PROKRASTYNACJA? Jest to tendencja do odkładania obowiązków na ostatnią chwilę. Uczymy się nowych słów. Naukowcy twierdzą, że jest to spowodowane za małą ilością dopaminy.

Advertisements

Responses

  1. Jestem mistrzem prokrastynacji 😉 (zaiste, fascynujące, że nie znałeś tego słowa wcześnie, od dekady co najmniej funkcjonuje)

    Ale z aktywnością, to różnie bywa, miewam w życiu przeplatane okresy intensywnej aktywności przeplatane biernością większą.

    Z genami, też różnie bywa, jak coś przetrwało dobór naturalny, to jakieś połączenie z korzyściami zwykle istnieje (taka anemia sierpowata, ciężka choroba – skrajnie rzadko u rasy białej, dosyć popularna u rasy czarnej, zwłaszcza na terenach malarycznych, geny które za nią odpowiadają zapewniają również odporność na malarię).

  2. Ja tam szczęśliwy być przestałem kiedy odkryłem, że ADHD nawet na starość mi nie przeszło. Z niepokojem zauważam, że nieustannie zapier…
    – jak bohater piosenki Elektrycznych Gitar.

  3. Kochana dopomina się? A Torlin prokrastynuje! Skaranie Boże!

    Ciekawe, czy naukowcy badali ludzi razem ze szczurami. Bo u wielu osobników homo sapiens widok szczura wywołuje takie wydzielanie dopaminy, że piszczą, wskakują na krzesło albo biegną za siebie. 😀

  4. Ha ha ha, zaśmiał się hrabia po francusku. 😉

  5. @ Torlin,

    W jezyku angielskim slowo „procrastinate” oznacza wlasnie odwlekanie dzialania, zwlekanie. Mozliwe, ze w inych jezykach tez podobne slowo istnieje. Dziwie sie, ze zawedrowalo do jezyka polskiego(?).
    Ciekawym jest, ze wyniki badan na szczurach przenoszone sa na ludzi. Jak powiedzial znajomy mojej zony: mozecie sobie pochodzic od malpy, ja od malpy nie pochodze.

    Pozdrawiam

  6. Drogi Kumplu z drugiej strony globu! Dlaczego się dziwisz? Przecież bardzo dużo wyrazów przenika do języka polskiego. I jeżeli to jest wypełnienie luki językowej i wyraz został przyjęty, zaadaptowany przez użytkowników języka polskiego, to się nic nie dzieje złego. Dzisiaj, jak idziesz na rynek, nie masz na myśli języka niemieckiego, a jak na ten rynek idziesz przez rondo, to nie myślisz o języku francuskim. Tak samo było z niemieckim i łaciną.

  7. Słowo „prokrastynacja” to ZŁO! Gdyby go nie było, ludzie by nie odwlekali tego, co mają zrobić i byłoby dobrze. Podobnie, gdyby nie było słowa „kradzież”, ludzie by nie kradli, a gdyby nie było słowa „młodzież”, to chyba się zapędziłem… 😉

  8. @ Torlin,

    „..zaadaptowany przez użytkowników języka polskiego..”

    ???

    „Słyszeliście termin PROKRASTYNACJA?”

    Chyba dopiero jest adoptowane, jak sadze.
    Rzeczywiscie slowa przenikaja z jezyka do jezyka, co nie zmienia faktu, ze czesto istnieje juz slowo „rodzime”, gdy pojawia sie i jest „adoptowane” slowo obce. Czytajac polskie srony zauwazylem, ze tak sie dzieje obecnie z jezykiem polskim. Inna sprawa, ze poprzez poznanie jezyka mozna poznac historie spolecznosci nim sie poslugujacej.

    Pozdrawiam

  9. Panowie, z faktu, że nie spotkaliście się z danym wyrazem, nie wynika, że on nie istnieje. Ja wolę „odwlekanie”, dlatego w moim Biznesie Bez Stresu nie ma prehistorycznych świadectw istnienia „prokrastynacji”, ale tu na przykład jest: http://staramsie.blox.pl/2010/04/Prokrastynacja-czym-jest-a-czym-nie-cz-I.html

    Kiedy domorośli tłumacze zaczynają się wymądrzać, mamy takie bezsensowne huby językowe.

    Tymczasem Francuzi mają ordinateur i octet, a nie komputer i bajt.

  10. @ TesTeq,

    „huby językowe.”

    ????

    Sa nacje dbajace o „czystosc” jezyka i o nia nie dbajace – jedno i drugie z roznych przyczyn.

    Pozdrawiam

  11. Tak, „huby”. Nie widzę powodu, żeby prokrastynować, kiedy od wieków odwlekam albo jestem opieszały. Wolę chodzić do sklepu niż do szopu. Wolę być ochotnikiem WOŚP niż wolontariuszem. Wolę wywiad „na wyłączność” niż „ekskluzywny”, który ludzie często rozumieją jako „wyjątkowy”…

  12. Temat tak zainteresował moich Respondentów, że poświęcę mu następny wpis. Dzisiaj, mimo że jestem na urlopie, nie mam szans na większą pisaninę. Dziękuję i pozdrawiam.

  13. Chyba się zapędzasz, TesTequ. Słowo „wolontariusz” funkcjonowało w polszczyźnie już w XVII wieku. Współcześnie zaś „ochotnik” to nie całkiem to samo co „wolontariusz”, przynajmniej w moim odbiorze. Ten drugi to ktoś, kto świadczy pracę społecznie użyteczną bez zapłaty, ten pierwszy to ktoś, kto zgłasza się z własnej woli do wykonania jakiegoś zadania.
    „Prokrastynować” jest śmiesznie, ale jak nazwać człowieka, u którego odwlekanie jest stałym nawykiem? Odwlekaczem? Jakoś to prostacko brzmi.
    Ja tam jestem prokrastynatorem, a co ciekawe, od ruchu też nie stronię i żadne receptory dopaminy mi w tym nie przeszkadzają.
    Przechodząc do zasadniczego tematu. Z dużą nieufnością podchodzę do „najnowszych odkryć naukowych”, z których wynika, że rządzą nami samolubne geny i nic na to nie możemy poradzić. Zbyt wielką różnorodność ludzkich postaw obserwuję w rzeczywistym życiu i zbyt często widzę, jak ludzie się zmieniają i jak potrafią się dostosowywać do zmieniających się okoliczności, choć geny pozostają te same. Z racji zajęć zawodowych miałem okazję zapoznać się z wieloma osiągnięciami tak zwanej neuronauki (okropne słowo, ale już się przyjęło) i widziałem, jak niektóre dewaluowały się już po paru latach. Kłopot z przedstawicielami nauk przyrodniczych polega na tym, że wciąż mają nadzieję wcisnąć człowieka we w miarę prosty i logiczny mechanistyczny schemat. A to jest cholernie skomplikowane bydlę.

  14. Słowo prokrastynacja poznałem w tamtym tysiącleciu 😉

    Geny? Może, ale z genetycznym wpływem na charakter należy uważać — w najlepszym (najgorszym?) razie, oznacza to tylko większą podatność.
    W przypadku ludzi istotne jest też wychowanie, choćby dlatego, że osoba nieprzyzwyczajona do wysiłku szybciej się zmęczy i zniechęci (i zachęta nie ma tu nic do rzeczy, bo ona zwyczajnie nie zacznie działać), a przyzwyczajona będzie miała szansę przekroczyć swoisty „próg sukcesu” (choćby te 10km jednym ciągiem przebiegnięte, widok w górach l pełną pętlę wycieczki rowerowej). A przyzwyczajenie to wychowanie i to szeroko rozumiane — ćwiczenia fizyczne, wycieczki rodzinne, dieta w domu… Nie, żeby tego się nie dało odwrócić w późniejszych latach, ale to nie takie proste.

  15. Więcej słów pozwala na bardziej precyzyjną komunikację.

  16. Pak4 pisze: Słowo prokrastynacja poznałem w tamtym tysiącleciu😉

    Wiedział i nie powiedział! Odwlekał kilkanaście lat! Oj nieładnie tak prokrastynować z uświadomieniem Torlina w sprawie istnienia słowa prokrastynacja.

  17. Odniosłam pewnego rodzaju zwycięstwo. Wciągnął mnie w góry /Tatry/ najprawdziwszy góral i pokochałam je. Potem zaraziłam nimi męża. Potem razem zaraziliśmy nimi synów. Następnie starszy syn swoją żonę. A teraz nasze wnuki zwane przeze mnie Szczerbatymi nie wyobrażają sobie aby nie pochodzić po Tatrach i zimą i latem.

  18. Ale w dalszym ciągu twierdzę Stokrotko, że to zależy od konkretnego człowieka, a nie od wychowania. Jakby nie chciał, toby nie chodził. Ale skoro się udało, to Ci serdecznie gratuluję.
    ———–
    TesTeq!
    Nie wiem, jak ja przeżyłem te 65 lat. Wstyd 😉
    ———–
    Otóż rządzą Pawle, i nic na to nie poradzisz. Mam dla przykładu przyjaciela, który ma brzuch piwny. Jest niesłychanie wysportowany, zrobił już wszystko, aby go zgubić, i nic nie pomaga. A sowy i skowronki? Już od najmłodszych lat, ja z moją siostrą, teraz dwie moje wnuczki, jedna wstaje o 7 nawet w niedzielę, doprowadzając rodziców do rozpaczy, druga spałaby do 10-12. Jedni po 2 tygodniach pobytu w innym państwie już jako tako mówią w danym języku, drudzy mogą mieszkać w danym kraju 40 lat i się tego języka nie nauczą.
    Naprawdę uważasz, że zależy tylko to od człowieka, jego postanowień? Ja obcą osobę poznam w 15 sekund, moja córka może siedzieć cały wieczór na weselu obok innej osoby i nie powie do niej ani jednego słowa. To wszystko są geny Pawle.

    Gszczepa!
    I świadczy o większej inteligencji. Chociaż istnieje jedno słowo, które zastępuje wszystkie inne. 😉
    ————
    PAK-u!
    I ta osoba chodząca w młodym wieku na wycieczki rowerowe czy po górach dochodzi po 20 latach do wniosku, że „co się będę męczyła” i zaprzestanie aktywności fizycznej. Geny, Szanowny Panie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: