Napisane przez: torlin | 11/01/2017

Trzeba zabić tę niedobrą tendencję niemówienia „tę”

trzeba-zabic-te-milosc

Nasza rozmowa zeszła na temat języka polskiego. TesTeq pisze, jak to Francuzi dbają o czystość swojego języka. Polemizowałbym, piękną, cudowną właściwością języka polskiego jest wspaniałe adaptowanie (adaptowanie, wspaniały Vandermerwe, adoptować to można dziecko 😉 ) wyrazów z innych języków. Jest coś takiego w naszym języku, czego za wszelką cenę nie chcą przyjąć środowiska prawicowo-nacjonalistyczo-patriotyczne, że nie istnieją polskie wyrazy. Takich po prostu nie ma. Te najstarsze są – jak je nazywa Brückner – prasłowami, czyli są to wyrazy wspólne dla wszystkich języków europejskich, tzw. praindoeuropejskie, część pochodzi z języka prasłowiańskiego, z którego wywodzi się Słowiańszczyzna Zachodnia. Od samego początku na język polski olbrzymi wpływ miały języki obce, na początku łacina i czeski (jest podejrzenie, że pierwsi Polanie mówili po czesku, tak jak Litwini mówili po białorusku), później wielki wpływ na polszczyznę wywarł język niemiecki, później francuski i włoski, później rosyjski, a teraz angielszczyzna. Bardzo wiele słów jest również z języków tureckich, węgierskiego, jidisz, rosyjskiego (ruskiego) czy greckiego.

Jakikolwiek wzięlibyśmy wyraz, to on jest albo pochodzenia zagranicznego, albo jest prasłowem, dlatego ze śmiechem mówię, że nie ma czysto polskich wyrazów. Naprawdę, powtarzam, polski język wspaniale daje sobie radę ze wstawkami z innych języków. Używamy dziesiątki, setki wyrazów, które tak naprawdę zostały jedynie przez polski język zaakceptowane, i nie zwracamy uwagę na język pierwotny, z którego te wyrazy pochodzą.  Nasz najdziwniejsze ściągnięcia: pół, wspólny od Czechów, czereśnia od Ukraińców, ślamazara i machlojka z jidish, my nawet mamy wyrazy japońskie: bonseki, bukkake, jujitsu, judo, harakiri, ikebana, karaoke, karate, origami, sake, seppuku, siogun, sumo. Z językami indyjskimi jest ten kłopot, że nie wiadomo, czy jest to zapożyczenie od naszych kumpli z Unii Europejskiej, czy też są to ślady po języku praindoeuropejskim, jak np. jest z ryżem – niby niemiecki Reis, włoskie riso, łacińska oryza, a tak naprawdę jest to wzięte od Pasztunów – vriže. Czy jak mówicie piżama to myślicie o hindi? A wzięliśmy ten wyraz naraz z języka angielskiego (i mamy pidżamę) i francuskiego (i mamy piżamę). Imbir z tamilskiego, atol malediwskiego, dżungla z hindi (oczywiście za pośrednictwem państw kolonialnych).

Dlatego tak trudno jest mówić o czysto polskich wyrazach. Często spotykam się z zarzutem, że ktoś mówi „kartofle” zamiast „ziemniaki”, zapominając, że ten drugi jest tak samo proweniencji niemieckiej. Nie brońmy się przed nimi. Wcale nie uważam, aby należałoby nadawać specjalne nazwy na telewizor, komputer czy bajt. Bo powiedzmy sobie szczerze, czy telewizor nie jest czysto polskim wyrazem? A komputer? 😀

Bardziej dbajmy o czystość języka polskiego i mówmy – uwielbiam tę dziewczynę. Bo niedługo dowiem się, że tytuł filmu ze zdjęcia jest z błędem językowym, tak jak piosenka „Daj mi tę noc”.

Reklamy

Responses

  1. @ Torlin,

    „..adaptowanie, wspaniały Vandermerwe, adoptować to można dziecko..”

    He,he, zapewne masz racje.

    „Bardziej dbajmy o czystość języka polskiego i mówmy..”

    W swietle tego, co napisales, na czym polega czystosc jezyka? Czy tylko na gramatyce? Jednoczesnie warto sie zastanowic nad faktem, ze niektore spolecznosciom nie jest obojetne jakich slow uzywaja. Przykladem moze byc wspomniana Francja czy tez Islandia. Ta ostatnia jest bardzo ciekawym przypadkiem dbania nie tylo o „czystosc” jezykowa ale rowniez kulturowa.
    Zgoda natomiast co do faktu, ze jezyk jest „tworem zywym” i ulega ewolucji, rozwija sie wraz ze spolecznoscia i wraz z nia ginie. Lokalnym przykladem moze byc Afrikaans, wywodzacy sie z holenderskiego, ktory w lokalnych warunkach i izolacji od „macierzy” ulegal modyfikacjom by ostatecznie stac sie oddzielnym jezykiem. Jeszcze na poczatku XX w. nie byl jezykiem ludzi wyksztalconych, ktorzy poslugiwali sie holenderskim albo angielskim.

    Pozdrawiam

  2. Na czym polega czystość języka?

    Sądzę, że na przestrzeganiu obowiązującej w danej chwili normy językowej. Pamiętajmy jednak, że samo pojęcie normy narodziło się w XIX, najwcześniej XVIII wieku, kiedy języki zaczęto kodyfikować i rozwinęła się powszechna oświata. Wcześniej każdy mówił, jak mu było wygodnie, i mówienie złą polszczyzną oznaczało tylko tyle, że ktoś mówi inaczej niż przywykli jego słuchacze. Sama norma zresztą też ewoluuje.
    Także dziś potrzeba przestrzegania normy nie jest oczywista. Pewien mój dawny znajomy twierdził, że język jest narzędziem porozumiewania się i jeśli do wzajemnego zrozumienia dochodzi, to niczego wiecej nie potrzeba.
    Dochodzę więc do wniosku, ze „czystość języka” jest kategorią głównie estetyczną, a więc z natury rzeczy subiektywną. A także czymś, dzięki czemu ludzie wykształceni i kulturalni rozpoznaja się wzajemnie i poprawiają sobie samopoczucie.

  3. Są Vandermerwe różne społeczeństwa, jedne za wszelką cenę chcą mieć swój własny wyraz, mimo że nie wiem, jakby śmiesznie brzmiał. My mieliśmy taką samą tendencję w XIX wieku, ale byliśmy pod zaborami, więc jakby było to zrozumiale. Wtedy powstały potworki jak samochód, samolot. Ale tak to jest ze zwyczajem językowym, że jedne (jak Śniadeckiego iloczyn, iloraz, zwrotnik, równik, południk, cięciwa, średnica, wycinek) przyjęły się, a inne jak językoślednia (gramatyka) czy chowanna (pedagogika).
    Wszystko zależy od uzusu językowego, cyt. z Wiki: „Uzus językowy (od łac. usus – zwyczaj, zwany też zwyczajem językowym – przyjęty w danej społeczności sposób posługiwania się systemem językowym, jego jednostkami i regułami ich łączenia. Uzus jest podstawą kształtowania się normy językowej – jeśli pewne elementy, początkowo uznawane za niepoprawne, staną się szeroko rozpowszechnione, a tym samym zaczną należeć do uzusu, to uzyskają one status poprawnych w ramach normy użytkowej, skąd po jakimś czasie mogą przejść do normy wzorcowej – Władysław Kopaliński: hasło „usus” w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych”.
    „by ostatecznie stac sie oddzielnym językiem” – dyskutowaliśmy na ten temat zdaje się z Pawłem, ale ja powtórzę swoją myśl, jak społeczeństwo będzie chciało mieć swój język, to go sobie stworzy, Mołdawianie stworzą język mołdawski, Chorwaci chorwacki, a 😉 północni Irlandczycy język północnoirlandzki. I może tabun językoznawców twierdzić, że on się niczym nie różni od rumuńskiego, serbskiego czy irlandzkiego, ludzie będą wiedzieli swoje.

  4. Bardzo mądry wpis Pawle, jestem tego doskonałym przykładem. Jak ktoś przy mnie mówi „tę sprawę”, odczuwam do niego od razu sympatię, że nie jestem jedyny i poprawiany przez młodzież, że mówię nieprawidłowo po polsku.

  5. Warto zwrócić uwagę, że jeszcze łatwiej niż polszczyzna przyjmuje obce zapożyczenia język rosyjski i wcale to kulturze rosyjskiej nie szkodzi. Podejrzewam, że ta łatwość adaptacji wynika z tego, że. Rosjanie obcojęzyczne słowa zapisują w cyrylicy fonetycznie, więc nie mają problemu z ortografią. Na przykład strona internetowa to po rosyjsku „sajt”, normalnie, po słowiańsku odmieniany. U nas taka pisownia przyjmuje się dopiero, gdy wyraz jest już dobrze oswojony, a i to nie zawsze. Wciąż piszemy „image”, a nie „imaż” lub „imydź”. Jak zapisać „site” w narzędniku? Prawidłowa odpowiedź: „site’em”. Niezbyt ładnie, prawda?

  6. Nie ma POLSKICH wyrazów, Torlinie?

    A z jakiego języka zapożyczyliśmy „rozmemłanie”?

    Z innej beczki: Francuzi Francuzami, ale popatrzcie na Czechów. Czy nie fajniej od szpitala brzmi nemocnice, a od teatru – divadlo, a od prosty – jednoduchy. A najfajniejsza jest Pani Sharon Ston(e)ova (e jest w wersji czeskiej, nie ma w słowackiej) oraz Pani Margaret Thatcherova.

  7. Pawle!
    U nas jest strona internetowa, i nie istnieje w uzusie „site”. Tak jak drukarka, bajt, dysk zewnętrzny, myszka, małpa. Już to kiedyś pisałem, że polscy informatycy powinni dostać medal za wprowadzanie nowych słów do polszczyzny, robią to wspaniale. Jak się czyta pisma komputerowe, to brzmią naprawdę po polsku. nie musimy się bronić, język polski to przetrawi, i albo wypluje, albo zaakceptuje.

  8. TesTequ!
    Sprawdziłem, to nie jest czysto polskie słowo, znane jest we wszystkich językach słowiańskich, dźwiękonaśladowcze. Powstało od niewyraźnej mowy „mamrotać, mamlać” i przeszło na niedbały strój „rozmamrany, rozmamłany”. Słownik JP twierdzi, że obydwie formy są prawidłowe, i „rozmemłanie” i „rozmamłanie” (którego ja używam). „Rozmemłanie” brzmi mi jednak z warszawska, jak „śmieli się”.

  9. @ Torlin,

    „..mimo że nie wiem, jakby śmiesznie brzmiał..”

    A nie smieszy Ciebie fakt uzywania slow w stylu ” fast foody” – pojecie ani polskie ani angielskie. Nie smieszy Ciebie fakt uzywania w Polsce nazewnictwa angileskiego w mieszanej pisowni amerykansko – angielskiej?
    Jak pisze Pawel Lubonski, rzecz polega „na przestrzeganiu obowiązującej w danej chwili normy językowej”. Ona obowiazuje zarowno w polskim jak i angielskim w roznych jego odmianach jak i kazdym innym jezyku.
    To nie jest tak czy ludzie chca miec wlasny jezyk. Z jakichs powodow chca i daza do tego. Dalem przyklad Afrikaans jezyka bardzo mlodego ( uznany za „samodzielny ” jezyk w 1925 roku). Innym przykladem moze byc odradzanie sie jezykow celtyckich. No i ta Islandia, ktora po dzis dzien nie zdobyla sie na wprowadzenie „wszystkich” liter alfabetu jak i nazwisk. Oczywiscie mozemy wyjsc z zalozenia, ze mowic byleby sie porozumiec ale wtedy jest szansa, ze bedzie jak na lotnisku w Smolensku, gdzie pilotowi powiedziano „priamo” a on skrecil w prawo.

    Pozdrawiam

  10. Witam serdecznie!
    Uwaga na marginesie. Takim nagminnym „chwastem” językowym ostatniego czasu jest słowo „TAK ! lub TAK ?” dodawane w trakcie monologu. Zastąpiło słowo „prawda” (potoczne „no nie”) i co jest przykre (TAK!)bo coraz to więcej osób stosuje ów przerywnik (TAK!);osób uważających się za wykształconych (TAK!) i w miarę elokwentnych. Obśmiane zostało (TAK!) to niedawno przez kabaret ale (TAK!) nadal ma się dobrze.
    Pozdrawiam.

  11. Nie śmieszy, bo ja nie znam angielskiego, więc nie łapię tych dwóch wyrazów. Mnie o wiele bardziej śmieszy samochód. Samo chód 😀 . Sam chodzi.
    Dlaczego fast food ma nie być w porządku? A dlaczego podkoszulkę nosimy bez koszuli? A dlaczego bielizna jest kolorowa? A dlaczego okap podszafkowy nie wisi pod szafką? A dlaczego parasol jest od deszczu?
    Wyrazy rozszerzają swoje znaczenie, ograniczają, zmieniają je całkowicie. Mnie się wydaje, że następuje potrzeba społeczna na używanie takich a nie innych wyrazów, tak jak dla przykładu z „dokładnie tak”. Bardzo często wyrazy zapełniają niszę językową, tak jak w blogu TesTeqa wymieniany był stand. To zazwyczaj nie jest zwykły stojak reklamowy.

  12. @ Torlin,

    Nie „fast food” tylko „fast foody” – subtelna lecz zasadnicza roznica. Ale jesli juz, dlaczego nie „fast fudy”? Jak nie patrzec „fast foody” nie jest ani po angielsku ani po polsku i zapewne ani Anglik ani Polak nie bardzo wiedza o co chodzi. Smieszy Ciebie slowo samochod? Polski nie jest wyjatkiem pod tym wzgledem. Angielskie slowo „breakfast”, sniadanie sklad sie z dwoch slow „break” i „fast” co oznacza dokladnie przerwac post ( jaki post mozna zapytac) i na dodatek w nowej formie wymawia sie je inaczej niz kazde slowo z osobna – „brejk” i „fast” vs „brekfest”. Mimo wszystko obowiazuja pewne reguly. Prosze bardzo, chcemy przejmowac obce slowa, nalezy to robic z pewna dbaloscia i zastanwoieniem, tym bardziej jesli istnieje slowo rodzime. Nalezy rowniez uwzglednic specyfike jezyka, zarowno obcego jak i polskiego by uniknac potworkow w rodzaju „fast foody” – moje dzieci smieja sie z tego mowiac „paskudy”. Warto rowniez pamietac, ze slowo w obcym jezyku podobne do polskiego niekoniecznie znaczy to samo. Dobrym przykladem jest tutaj „clinic”, ktore w polskim przekazie jest systematycznie podawane jako „klinika”, co jest absolutnie bledne.

    Pozdrawiam

  13. Angielsko-polska liczba mnoga wprawiła mnie w młodzieńcze zdziwienie i konfuzję do kwadratu w przypadku Bitelsów (Bitlesów), Rolingstonsów i Animalsów.
    Wyjaśnienie dla Torlina:
    Animal – zwierzę
    Animals – zwierzęta
    Animalsi – zwierzęta angielskie w liczbie mnogiej, okraszone polską liczbą mnogą tak, jakby jeden Animals był członkiem zespołu, więc trzeba zrobić liczbę mnogą, żeby mówić o nich wszystkich. 🙂

  14. „Mnie się wydaje, że następuje potrzeba społeczna na używanie takich a nie innych wyrazów, tak jak dla przykładu z „dokładnie tak”.

    „Dokładnie tak” to brzydka kalka z angielskiego „exactly so”. Nie wiem, jaka potrzeba społeczna skłania do jej używania. Sądzę, ze to raczej wpływ tłumaczy nieudolnie przekładających dialogi filmowe.
    Z innych błędów tego rodzaju, jakie wymienia Vandermerwe, mnie szczególnie złości tłumaczenie „pathetic” jako „patetyczny”, choć we współczesnej angielszczyźnie znaczy to najczęściej „żałosny, pożałowania godny”. Pewnie zresztą za niedługo i w polskim takie znaczenie się przyjmie.
    Nie będzie już patetycznego hymnu ani patetycznych słów. Ale co wtedy z patosem?

  15. @ Pawel Lubonski,

    „Sądzę, ze to raczej wpływ tłumaczy nieudolnie przekładających dialogi filmowe.”

    Troche z innej beczki. Sprawa jakosci tlumaczen, nie tylko dialogow filmowych, jest tematem samym w sobie. Jakosc czesci z nich pozostawia wiele do zyczenia. Czasami odnosze wrazenie, ze ‚tlumacz” korzysta z internetowego programu a pozniej, mniej lub bardziej sprawnie, „czysci” tekst. Koncowe efekty sa czasami smieszne czasami zalosne.

    „pathetic” – „patetyczny”: z tym sie nie spotkalem, jednak nie rozumiem jak, przy szczatkowej nawet znajomosci angielskiego, mozna dokonac takiego przekladu.

    Pozdrawiam

  16. Z tym „patetycznym” to jeszcze nic. Czytałem kiedyś tłumaczoną z angielskiego powieść SF, w której astronauci na obcej planecie cały czas biegali w tunikach!
    Wyjaśnienie dla nieznających angielskiego: „tunic” to rzeczywiście tunika, ale także mundur, kombinezon.

  17. Marku!
    Dziękuję za odwiedziny. Ja mam w użyciu taki potworek językowy, kończę zdanie słowem „rozumiesz?”. Osoby mi bliskie i mi sprzyjające zwracały mi na to uwagę od dawna, usiłuję się opanowywać, ale często wyskakuje mi z ust „rozumie pan?”
    —————
    TesTequ!
    Nie mogę zrozumieć tej walki o absolutną czystość języka, potrafi on być bardzo często nielogiczny, i wszyscy to przyjmują jako naturalne. Absolutna podstawa: „Nie idziesz do kina?” „Nie idę”. Czyli nie idzie.
    Piszę Ci o tym, bo język polski uwielbia zamieniać angielską liczbę mnogą w liczbę pojedynczą w polskim. Nazywa to się depluralizacja zapożyczeń, i wynika to li tylko z powodu ułatwienia sobie wymawiania tych wyrazów, szczególnie tworzenia liczby mnogiej. Najsłynniejsze zapożyczenia: Eskimos-i (Eskimo), komandos-i (commando), komiks-y (comic), marines-i ( marine).
    Prof Miodek pisze, że polszczyzna robiła to od dawna, cherubin i serafin to liczba mnoga w hebrajskim. I depluralizacja dotyczy nie tylko języka angielskiego: polska l. mn. albinos-i zawiera dwie końcówki pluralne: hiszpańską –s i polską –i (lub –y). Podobnie: delikates-y, frazes-y (z francuskiego), ekslibris-y, pugilares-y (z łaciny), hajduk-i (lub -y: hajducy) (z węgierskiego).
    —————-
    Pawle!
    Powszechne używanie jakiegoś zwrotu wbrew fundamentalistom językowym jest spowodowane potrzebą społeczną. W tym wypadku chodzi o silne potwierdzenie. Współczesna polszczyzna, szczególnie młodzieżowa, wymaga silnych form ekspresyjnych, wszędzie jest masakra, tsunami, arcydzieło, rzecz genialna. Słowo „tak” jest po prostu za słabe, ono jest odpowiednie przy pytaniu: „Pójdziesz ze mną do kina?”, ale przy pytaniu: „Czy zgadzasz się ze mną, że Prezesuńcio demoluje Polskę” odpowiedź „tak” i dla mnie jest za słabe, Powiedziałbym wtedy: „absolutnie się z tobą zgadzam”, żeby uciec od jak najbardziej naturalnej w tym przykładzie odpowiedzi: „absolutnie tak”.
    ——————
    Vandermerwe!
    Nie wiem, czy się różni „fast food” od „fast foody”.
    O jakości tłumaczeń trudno mi jest cokolwiek napisać, bo słabo znam języki obce.
    ———-
    Pzdr dla wszystkich

  18. „Współczesna polszczyzna, szczególnie młodzieżowa, wymaga silnych form ekspresyjnych, wszędzie jest masakra, tsunami, arcydzieło, rzecz genialna.”

    Moim zdaniem jest to dewaluacja słów. Zbyteczna, a stwarzajaca nowe problemy. Skoro kazdą sprawę, która nas mocniej porusza, nazywamy masakrą, to jakich słów trzeba będzie użyc, żeby opisac prawdziwą masakrę w dawnym znaczeniu?
    Zwrotów wyrażających silne potwierdzenie jest w języku polskim do licha i trochę: „Jak najbardziej”, „Z całą pewnością”, „Bez wątpienia” itp. Będę się więc upierał, że „dokładnie tak” nie pojawiło się z braku polskiego odpowiednika, tylko pod wpływem nazbyt dosłownych tłumaczeń. Oczywiście nic strasznego sie nie stało i będziemy z tym życ, ale ja odbieram to dokładnie tak jak ty, kiedy słyszysz, ze ktoś „uwielbia tą dziewczynę”.

  19. Nie słyszałem o depluralizacji, więc dzienks, Torlinie, za wyjaśnienie!

  20. Skojarzyło mi się z „dokładnie tak” – piosenka Lecha Janerki:


    Są wesołe konstytucje
    Które mają jeden cel
    Chcą oddalać rewolucje
    Ale my to mamy gdzieś

    Dokładnie tam
    Dokładnie tam
    Dokładnie tam
    Dokładnie tam

    Są przewrotne rezolucje
    Które mają zgubną treść
    Nigdy nikt ich nie przeczyta
    Ale my to mamy gdzieś

    Dokładnie tam
    Dokładnie tam
    Dokładnie tam
    Dokładnie tam

  21. Wymaganie od bliźnich przestrzegania norm językowych przypomina osaczanie stada ptaków fruwających nad stepem. Zajęcie zapewne wciągające, jednakowoż z góry skazane na porażkę. Kodyfikacja norm językowych ma zatem wiele wspólnego ze stanowieniem prawa, które również ewoluuje, dzieląc sie przy tym na prawo materialne, tzn. określające sankcje za złamanie zasad, a także prawo procesowe, tj. zespół norm regulujących samo postępowanie w obszarze stosowania prawa. Z jednej strony mamy zatem określone i sztywne normy, z drugiej zaś np. Radę Języka Polskiego, która głowi się głównie nad tym, czy dana zasada językowa jeszcze obowiązuje. Lud prosty natomiast porozumiewa się ze sobą tak jak jemu jest wygodnie, czego przykładem nowomowa mediów społecznościowych, a patrząc szerzej internetu w rozumieniu przestrzeni mentalnej pozbawionej fizyczności. A zatem przestrzeni pozbawionej mowy ciała, gestów i mimiki, czyli całego kontekstu wysyłanych komunikatów. Przyroda nie znosi próżni, więc jest to w jakiś sposób protezowane przy pomocy np. emotikonów. I tu pojawia się nowy problem. Czy wspomniane sybstytuty graficzne to uprawniona część języka? A przecież to dopiero początek przyszłych zmian technologicznych, a zatem życia społecznego i sposobów komunikacji również.
    Pozdrawiam zebranych z Krainy Loch Ness

  22. Bardzo lubię polskie słowa: zaiste, rozmaite i rozmaitość.

    Z wielką językową przyjemnością czytam również Syzyfowe prace pełne rosyjskich wtrętów. Świetne jest też Stillera tłumaczenie Mechanicznej pomarańczy, podobnie bardzo mniej znana Luna to surowa pani.

    Niezręcznie czuję się natomiast czytając nietrafione tłumaczenia, nawet jeśli poprawne formalnie, takie „wiadomości błyskawiczne”.

  23. @ szczur z loch ness

    „…czego przykładem nowomowa mediów społecznościowych,”

    Problem zaczyna byc powazny, przynajmniej po tej stronie globu. Na uniwersytetach zauwazono, ze jezyk „sms” i podobnych mediow przenika do codziennosci i.e. czesc mlodziezy nie potrafi pisac poprawnie. Z bardziej oczywistych, zamiast „you” jest „u” zamiast „see” jest „c”, „are” przemienilo sie w „r” itd. Na podobnej zasadzie powstaje „nowa” pisownia bardziej zlozonych slow. Osobiscie mialem okazje widziec kilka komentarzy pod artykulami napisanych w tym stylu – momentami trudno jest zrozumiec sens zdania.

    Pozdrawiam

  24. TesTequ!
    Cała przyjemność po mojej stronie. 😀
    ———–
    Szczurku! Vandermerwe!
    Poruszyłeś dwa tematy:
    1. Język ludu. Masz rację, ale po języku można powiedzieć, czy dany człowiek jest z twojej grupy, kasty, rodzaju. Jak przychodzi do mnie klient i mówi, że muszę załatwić tę sprawę, to od razu wiem, że jest to człowiek z mojej bajki. Po to młodzi tworzą nowy język, aby odróżnić swoich od nieswoich. Dotyczy to również gestów, znaków, piosenek, dowcipów, strojów. I w ten sposób gładko przechodzimy do drugiego punktu, a jest nim
    2. absorpcja języka. Język polski jest niesłychanie elastyczny pod tym względem, bierze do buzi, przeżuwa i albo wypluje, albo połknie. Takie chwilowe popularności, np. emotikonów czy 4U, będą zweryfikowane przez całą społeczność, ale tak się dzieje ze wszystkim. Jeszcze niedawno staruszki z telefonem komórkowym w ręku nie uświadczysz, a teraz nawet najstarszą kobietę pytając o telefon mówię: „Pani numer komórki?” Jeżeli społeczeństwu jakiś skrót czy modne słowo będzie potrzebne (uzna za przydatne), to je wprowadzi do rzeczywistości językowej. Tylko że młodzież wtedy, aby odróżnić się od innych, zacznie wymyślać coś nowego. Dawniej Facebook był młodzieżowy, a teraz uważany jest za ogólnospołeczny, a w związku z tym za obciachowy.
    Nie należy protestować przeciwko zmianom, tylko patrzeć z zachwytem.
    ————
    Gszczepa!
    Bardzo lubię niektóre polskie słowa i zwroty, ale najbardziej uwielbiam polską składnię.

  25. @ Torlin,

    „Nie należy protestować przeciwko zmianom, tylko patrzeć z zachwytem.”

    W dyskutowanej sprawie powiedz to wladzom uniwersyteckim, ktore bija na alarm i twierdza, ze mamy do czynienia z fala pol-analfabetyzmu. Wiesz sa zmiany sensowne i zmiany dla zmian oraz takie, ktore przynosza wiecej szkody niz pozytku. Tutaj ostatnio podnosza sie glosy, szczesliwie nieliczne, by dokonac w edukacji dekolonizacji matematyki i fizyki. Tak tez mozna, mozna rowniez pisac ” u r” zamiast „you are” pod warunkiem, ze istnieje swiadomosc formy poprawnej, z ktora spotykamy sie w literaturze i pismiennictwie fachowym, jak i zargon sfery „sms”.
    Sadze, ze nia mialbys ochoty byc leczonym przez lekarza majcego tak podstawowe problemy (wyobraz sobie recepte przez niego wypisana), czy byc odbiorca projektu wykonanego przez inzyniera komunikujacego sie ze otoczeniem, w tym wykonawcami, w tym stylu.

    Pozdrawiam

  26. vandermerwe pisze: Na uniwersytetach zauwazono, ze jezyk „sms” i podobnych mediow przenika do codziennosci i.e. czesc mlodziezy nie potrafi pisac poprawnie. Z bardziej oczywistych, zamiast „you” jest „u” zamiast „see” jest „c”, „are” przemienilo sie w „r” itd.

    Te skróty istniały zanim wymyślono SMSy. Dziecięciem będąc, uwielbiałem glam-rockowy zespół Mud, który w 1975 roku nagrał piosenkę „R.U. Man Enough?” 🎸

    Zgadzam się jednak, że SMSy spopularyzowały te skróty jako „coś normalnego” ze względu na wygodę i nieformalny charakter tej korespondencji (nienadzorowany przez dorosłych). ☎️

  27. @ TesTeq,

    Chyba na poczatku lat 70-tych (moze wczesniej) byl ruch na rzecz uproszczenia angielskiej pisowni. Nie pamietam szczegolow ale chyba az tak „doglebnego” uproszczenia nie miano na mysli.

    Pozdrawiam

  28. Niemcy trochę sobie uprościli (między innymi ograniczyli stosowanie ß, czego nie mogę im wybaczyć, bo mi się bardzo podobało).

    Język „sms” traktuję jako formę żargonu, zupełnie naturalne zjawisko. Nie zgadzam się, żeby to świadczyło o „półanalfabetyzmie”, wręcz przeciwnie o umiejętności kształtowania języka.

  29. @ gszczepa,

    „Nie zgadzam się, żeby to świadczyło o „półanalfabetyzmie””

    Pod warunkiem, ze jest stosowane tylko i wylacznie w informacjach „sms”. Gdy zas przenika poza „sms” jest forma pol-analfabetyzmu – tak jak podchodza do tego uniwersytety.

    Pozdrawiam

  30. Drogi Vandermerwe, zmieniłeś nick i wylądowałeś w spamie 😉

  31. Uważaj, Torlinie, może to cyberatak i użytkownicy zaczną Ci się mnożyć jak króliki. Początkowo będą pisać w stylu tych, pod których się podszywają, a potem jak nie łupną Cię komentarzami niepoprawnymi po grzbiecie, jak nie gruchną nieparlamentarnym słownictwem… 😀

  32. @ Torlin,

    „zmieniłeś nick ”

    Przepraszam, paluch mialem tlusty i wpadl w poslizg – zwykla niedokladnosc i brak weryfikacji tekstu. By uspokoic TesTeq-a moge potwierdzic moja osobowosc prywatnym e-mailem.

    Pozdrawiam

  33. TesTequ!
    Nie martw się, u mnie jest Mysia. 😀
    ———-
    Vandermerwe!
    A Tobie w podglądzie nie ukazuje się prawidłowy? Ja jak nacisnę tylko literkę „T”, to od razu w podglądzie mam „Torlin”, i tak samo jest z adresem blogu i moją pocztą. A inna rzecz „e” nie leży koło „a”.

  34. @vandermerwe,
    Będąc osobą związaną z dwoma uniwersytetami, jednym niegdyś, drugim obecnie, sceptyczny dość mocno jestem co do autorytetu przywołanego. Zwłaszcza, że na obecnym brak filologii polskiej. Inna rzecz, że dewaluacja tego słowa mocno mnie smuci.

  35. @ gszczepa,

    Rzecz nie w autorytecie. Akurat po tej stronie globu sprawa przenikania zargonu „sms” do „codzennosci” staje sie istotnym problemem, w tym wlasnie dla wyzszych uczelni – jak ksztalcic mlodego czlowieka, poslugujacego sie zargonem sms-angielskim? Oczywiscie, rzecz jest o wiele bardziej zlozona, gdyz wynika rowniez ( moze przede wszystkim) z pogarszajacego sie stanu tutejszego szkolnictwa podstawowego i sredniego.

    @ Torlin,

    Nie, u mnie nic nie „wyskakuje”, co nie jest usprawiedliwieniem.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: