Napisane przez: torlin | 13/02/2017

Rzeczywistość – Walentynki

walentynki

I zbliżają się Walentynki. Święto – można tak powiedzieć – ludowe, atakowane ze wszystkich stron. Słucham katolickiego radia Plus, bo lubię melodie nostalgiczne, i pod względem melodycznym bardzo mi ta stacja odpowiada. Ale w tzw. międzyczasie nadawane są krótkie audycje publicystyczne, i teraz jest na topie szalony atak na to święto, że niepolskie, że sprzeczne z tradycjami chrześcijańskimi, że niemówiące o prawdziwej miłości, że przywiezione od Amerykanów, że sprzeczne z tradycją tym razem polską, że to jest święto firm produkujących kiczowate prezenty. Od razu mówię, to nie jest kolejna notka o chrześcijaństwie, bo to byłoby nudne, ale najciekawsze jest to, że mnóstwo starszych osób jest tak strasznie przeciwne Walentynkom, uważają po prostu, że Święto Kobiet absolutnie wystarczy.

Tymczasem ja mam całkowicie inne zdanie na ten temat, Walentynki uwielbiam. I uważam, że jest to kompletnie inne święto niż Święto Kobiet, to jest Święto Zakochanych, a w szczególności Dzień Nieszczęśliwie Zakochanych, w którym po cichu można wyznać miłość obiektowi swoich uczuć. W tym dniu daje się coś oprócz serca ukochanej osobie.

A że producenci na tym korzystają? Jest to w końcu wilcze prawo kapitalisty, a my możemy najwyżej nie kupować. Nikt nas w końcu do tego nie zmusza. Powtarzam, bardzo lubię to święto, uważam, że takiego nie było, i że wspaniale wypełniło niszę.

serce

W związku z tym swojej Miłości przesyłam w kopercie Moje Czerwone Serce.

Reklamy

Responses

  1. Zmarł Al Jarreau – jeden z moich ukochanych wykonawców
    http://wyborcza.pl/7,75248,21365659,zmarl-wybitny-wokalista-jazzowy-al-jarreau.html
    a ostatnio zmarła Sienkiewicz. Niezbyt miłe wiadomości z początku roku

  2. Wiele stracił ten, kto nie był nieszczęśliwie zakochany. Platonicznie. Niezwykle głębokie, przeszywające do szpiku kości uczucie…

  3. Ze wszystkich stron atakowane? Wydawało mi się, że tylko z jednej; podczas gdy z innej ma ogromne wsparcie. Od kilku dni widuję ciągle reklamy w czym mam się zakochać: w książkach, muzyce, nauce… Poradniki seksualne zaczęły we mnie bić z internetu od piątku już…

    Żeby było jasne — w krótkie, ciemne i zimne lutowe dni walentynki to przyjemna dawka optymizmu. Ale ta komercja wkoło…

  4. No tak , u nas ideologia ” komunizmu”, została zastapiona w sferze publicznej ideologią ” katolicyzmu ” .
    Jak uwielbiam pewne rytualy, zreszta w wiekszosci zaadaptowane z czasow przwdchrzescijanskich – tak nie znoszę narzucanego przymu.
    Walentynki mają swój rodowód z czasow starożytnego Rzymu , skąd zostały przez wojska cesarza przeniesione na miejsca podboju aż po ówczesną Europę zachodnią a potem przez anglosasow aż do Ameryki.
    U nas we wschodniej Europie kk adoptowal zwyczaje Słowian.
    Dopiero teraz w czasach globalizacji te zwyczaje się mieszają i ludzie , zwłaszcza młodzi chętnie je przyjmują włącznie z krytykowanym u nas Halloween -em.
    Młodzi teraz się przemieszaja po swiecie nie tyłko turystycznie.
    Pracują w innych kulturach i wchlaniaja te rytualy od dziecka by potem celebrować u nas.
    Kk , natychmiast wyszukuje odpowiednich świętych i ” szafa gra „.
    Jak kraje azjatyckie zdominuja ekonomicznie świat , to też ich zwyczaje będą u nas celebrowane. Choć już są , ta cała magia kultury ZEN. Buddyzm itd..
    Od zawsze ludzie się zakochują i kochają. Zawsze lepiej się kochać niż mordować. Dlaczego w TVP , pozwala się nieletnim oglądać sceny okrotnych morderstw a nie scen miłości.
    Może to ta kultura zastraszania w doktrynie kk. Świętowanie co roku katowanego na krzyżu człowieka .
    A przeciez w czasach przechrzescijanskich poganie ten czas też zaznaczali . Najkrótsza noc , zmiana pór roku itd… Gwiazda była i slowianska.. .
    Miłego zakochiwania się a może film o rodzimej prekursorce ” sztuki kochania „.
    Wislodzkiej ? 😀

  5. Wisłodzka? Podoba mi się to przeinaczenie, bo kojarzy się ze słodyczą! :-*

  6. Popieram Walentynki własnego wyrobu!

  7. Julu!
    Bardzo Ci dziękuję za wpis, takie uwielbiam.
    Ale Julu, Wisłocka naprawdę zrobiła rewolucję w naszych obyczajach okołoseksualnych, zaczęliśmy doceniać zachowania dotychczas niedostrzegane, że jako przykład dam wyszydzane bicie się poduszkami. Wtedy, w czasach Gierka, pojawiło się sporo poradników rewolucjonizujących nasze podejście do wielu spraw. Nie pamiętam ani tytułu, ani autora, ale był taki poradnik dla rodziców, jak wychować dziecko bez bicia, kar, ze zrozumieniem, że to jest też człowiek, coś w stylu „Wychowanie bez nagród i kar” Alfie Kohna.
    ———–
    TesTequ!
    1. Po przeczytaniu notek w Wikipedii doszedłem do wniosku, że największą ochotę mam na przeczytanie książki tego autora pt. „Amerykańscy bogowie” i skupię się póki co na jej szukaniu.
    2. „Wiele stracił ten, kto nie był nieszczęśliwie zakochany. Platonicznie. Niezwykle głębokie, przeszywające do szpiku kości uczucie…”. Brzmi to cokolwiek jak „ból uszlachetnia”. Człowiek, którego boli, krzyczy: „Do dupy ze szlachetnością, ja chcę, żeby mnie przestało boleć”. 😦
    3. Wisłodzka. Powiem Ci TesTequ, że język polski jest momentami jak amerykański, trzeba prawie literować nazwisko. Staram się nie robić błędów, ale takie nazwiska jak Piłsudski, Pułaski czy Sapieha sprawiają wielkie kłopoty. Bo dlaczego nie Piłsucki czy Piłsudzki? Dlaczego nie Puławski? Nigdy nie wiadomo, jak napisać nazwiska z końcówką tematyczną „dz” lub „c” – Rudzki czy Rucki?
    —————
    Pawle!
    Ale ja właśnie nie pisałem o komercji, bo ona wciśnie się nawet do kościołów, powtarzam – takie jest wilcze prawo kapitalizmu. Ale do wielkiej dwójki, czyli kościoła i osób starszych przypuszczalnie doszlusuje trzeci element – PiS. To święto kochane jest jedynie przez młodzież. I przeze mnie.
    ————–
    Gszczepa!
    Tak narzekamy na komercję, ale opowiem Ci, jak mi właśnie ten kapitalizm cudownie rozwiązał sytuację. Chciałem właśnie Tej Osobie wręczyć kwiatek, ale ponieważ mieliśmy chodzić cały dzień, później teatr, prawie w nocy wyjeżdżała do innego miasta, w którym mieszka, to ten kwiatek byłby strasznym obciążeniem logistycznym. Uratowała mnie najczystsza komercja – jeszcze wtedy w Realu. W wielkim koszu poświęconym temu świętu zobaczyłem wąskie opakowanie prawie półmetrowej długości ze śliczną różą na każdej z czterech stron, a środku były znakomite czekoladki. Poszliśmy do Green Caffe Nero i zjedliśmy prezent walentynkowy.

  8. pisze: 2. „Wiele stracił ten, kto nie był nieszczęśliwie zakochany. Platonicznie. Niezwykle głębokie, przeszywające do szpiku kości uczucie…”. Brzmi to cokolwiek jak „ból uszlachetnia”. Człowiek, którego boli, krzyczy: „Do dupy ze szlachetnością, ja chcę, żeby mnie przestało boleć”.

    Nie, nie krzyczy. Jest gotów nawet zrobić abażur dla ukochanej na zajęciach praktyczno-technicznych w szkole… I wystarczy mu „dziękuję” wymykające się z jej ust, które go być może lubią, ale nigdy nie pokochają…

  9. Bardzo smutny dla mnie komentarz 😦

  10. Bo ja wiem? Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Ale będzie już inaczej…

  11. @tesTeq
    „Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.”
    Bardzo interesujące podejście do tematu. Dziękuję za przypomnienie. Nie ustępuje w niczym „Kto wcześnie umrze, ten jest dłużej martwy”
    I jak tu nie cenić sobie wymiany myśli w blogosferze.

  12. Film „American Beauty” otwiera taki oto monolog głównego bohatera:

    Nazywam się Lester Burnham. Tutaj mieszkam. To jest moja ulica. To jest moje życie. Mam 42 lata. Za niecały rok umrę. Oczywiście jeszcze o tym nie wiem. W pewnym sensie już jestem martwy.

    Ale jest tam też i taka refleksja:

    Czuję wdzięczność za każdą chwilę mojego małego, głupiego życia. Na pewno nie macie pojęcia, o czym mówię. Ale nie martwcie się – pewnego dnia zrozumiecie.

  13. TesTequ!
    W moim wieku? Na czym miałoby polegać to wzmocnienie? Gorzkie…
    ————
    Telemachu! Dwie sprawy!
    To przysłowie nie jest głupie w przeciwieństwie – nie gniewaj się – do Twojego. Mogę dać kilkanaście przykładów ze swojego życia, że to działa. Szczególnie, jak ludzie radzą sobie po wyrzuceniu z pracy, raptem okazuje się, że to była bardzo mądra decyzja. Moim zdaniem koresponduje ono z innym, dla mnie jednym z najmądrzejszych przysłów polskich (przypuszczam, że jest i ono w innych językach): „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. I właśnie w tym momencie można przytoczyć przysłowie TesTeqa.
    Nawet patrząc na politykę – władza Kaczyńskiego – pozornie tragedia demokracji. Ale wymusza zastanowienie się nad strukturami i trwałością instytucji demokratycznych w Polsce, naszym usytuowaniu w świecie, posiadanymi sojuszami, nad dotychczasowym naszym postępowaniem, analizą błędów, bo „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, a „Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni”.
    Druga sprawa to Twoja krytyka dyskusji w tym blogu. Wiesz, jak lubię Twoje komentarze, ale to nie oznacza, że będę lubił każdy. Zachowałeś się jak człowiek, który wkracza na spotkanie miłośników znaczków pocztowych z kancerą ze słowami: „Też o takich głupotach gadacie”, i wychodzi.

  14. @TesTeq:

    znam, znam, pamiętam. I robi za każdym razem wrażenie.

  15. Drogi Torlinie,

    myślę, że dokonałeś nadinterpretacji mojej uwagi. Wyjaśniam się:
    1. Po pierwsze nie wpadam i wychodzę. Bywam tu o wiele częściej niż sądzisz i bywam z przyjemnością. Czytam wszystko i uważnie, tyle tylko, że wyleczyłem się z przymusu komentowania i brania udziału w każdej dyskusji. Wynika to chyba z tego, że mam wrażenie, że większość rzeczy zasługujących (z mojej skromnej perspektywy, naturalnie) na powiedzenie, już zostały wielokrotnie powiedziane.
    Gdy je powtórzymy po raz kolejny to będzie to jak (za przeproszeniem) dyskusja na temat wyższości Malczewskiego nad Wyczółkowskim. Albo „Słoneczniki” VanGogha wiszące nad kanapotapczanem krytym cepeliowskim pledem w stołowym, w M3 za wczesnego Gierka.

    2. Cytowanego przez TesTeqa powiedzenia wcale nie uważam za głupie. Ja w zasadzie żadnego powiedzenia nie uważam za głupie per se
    Jest to kwalifikator którego w zasadzie w dyskusji nigdy nie używam. Sądzę również że „głupim” staje się coś dopiero w percepcji odbiorcy. No, czasem kontekst mu w tym pomaga. Ale nie zawsze.

    3. Mimo to nie mogłem się oprzeć aby nie pozostawić komentarza. Wynika to ze skojarzeń natury osobistej i dotyczących pewnej sytuacji z przeszłości. Kiedyś, wiele, wiele lat temu, będąc młodym lekarzem miałem pacjenta. Pacjent (którego nazwiska po wielu latach już nie pamiętam) zwykł powtarzać dokładnie to samo zdanie – ale w języku obcym. Bo i szpital był poza granicami naszej pięknej ojczyzny. Brzmiało ono mniej więcej tak: „Was Dich nicht umbringt, macht dich stärker”.

    Pacjent miał niezbyt korzystną diagnozę glejaka mózgu i niezłomnie wierzył w sens dalszego leczenia. Ja, po zapoznaniu się ze zdjęciami – mniej.
    Nastawał na operację mimo, że była obarczona kolosalnym ryzykiem. Chirurdzy wyszli mu na przeciw, choć chyba nie powinni. Powyższe zdanie było jego ostatnim zdaniem, kóre w życiu wypowiedział. Glejak ma to do siebie że przeważnie nacieka pień mózgu i gdy się go usunie, to zakłócone zostają ważne funkcje życiowe. Tak naprawdę to przeżył, ale już nigdy się nie wybudził. Nie wiem jak długo żył jeszcze po zabiegu. Ale zabieg go na pewno nie zabił.

    Ot, przypomniało mi się. Być może nie powinienem tego komentarza pozostawiać, ale pozostawiłem, bo wiara w uniwerslność pewnych prostych prawd (zawartych w powiedzeniach) budzi czasem we mnie pewien niepokój.
    Przepraszam, Postaram się poprawić.

  16. @Torlin:
    Twoja uwaga natemat dobrych stron obecnej sytuacji politycznej w Polsce jest niewątpliwie ciekawa. Ale, wybacz, odważna. Czasem tak bywa że rozwój wypadków wymyka się z pod kontroli i kończy się smutną katastrofą w której trudno dopatrzeć się cech gry o sumie zerowej, takiej w której każdemu złu towarzyszy jakieś dobro dające się podporządkować maksymie „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Co dobrego wynikło z eksperymentów doktora Mengele? Z Hołodomoru na Ukrainie? Z niewyobrażalnej jatki którą Pol Pot z kolegami sprawił swoim rodakom? Z Tutsi mordowanych maczetami przez Hutu?
    Długo wyliczać.

    Tak, że wybacz – pozwolę sobie na pewien sceptycyzm jeśli chodzi o uniwersalność przysłów.

  17. Telemachu!
    1. Miło mi, że mnie odwiedzasz, ale ja o tym nie wiem. Dopiero jak zobaczę wpis, lub zostanę poinformowany e-mailem, że ktoś polubił moją notkę.
    2. Jeżeli już zostało wszystko powiedziane, to może zamknąć blog? No bo po co czytać po raz enty o wyższości Malczewskiego nad Wyczółkowskim,
    3. Przysłów nie można rozpatrywać na zasadzie bezwyjątkowości, to są jakieś ogólne reguły,
    4. Dla tego pacjenta bardziej wyraziste jest moje przysłowie, chociaż umierając nie cierpiał i nie wył z bólu,
    5. Tak Telemachu nie można dyskutować. Absolutnie. Twoje przykłady są prawdziwe, ale ekstremalne, nie zgadzam się na taką dyskusję. Bo to jest tak, jak po powiedzeniu, że demokracja jest najlepsza – orzec, że ta sama demokracja wybrała Hitlera. Dziesiątkami można cytować informacje, jak jakiś tam człowiek myślał, że zawalił mu się świat, a po wszystkim mówił – jakie to szczęście, że mnie to spotkało. Jak go spotkasz, to spytaj się pułkownika Wołodyjowskiego, czy szczęśliwy jest z Basią, chociaż po zdradzie Krzysi uważał się za najbardziej nieszczęśliwego człowieka na Ziemi.

  18. Drogi Torlinie,
    ja od czasu do czasu coś napiszę, ale szczerze powiedziawszy nie decyduję się na publikację. Brak mi odwagi. Ale obiecuję u Ciebie poklikać „że polubiłem” częściej. A nie tylko w skrytości, pasożytniczo żerować. Masz rację, jak się pisze to pragnienie aby ktoś przeczytał jest zupełnie naturalne i zrozumiałe.

    Nie rozumiem jednak w jaki sposób wywnioskowałeś, że oczekuję od Ciebie zamknięcia bloga ( bo chyba to miałeś na myśli, prawda?). Dlaczego Ty masz coś zamykać, bo ja mam wrażenie że nie mam nic interesującego ludzkości do zaoferowania? Pozostawiasz mnie bezradnym.

    Pozdrowienia i prawda, uściski serdeczne.
    T.

  19. Torlinie, zrób ankietę, czy zamknąć blog. Wtedy Suweren Ci powie, co masz robić. Bo Twój blog jest własnością czytelników, a nie Twoją.

  20. Telemachu!
    1. „mam wrażenie że nie mam nic interesującego ludzkości do zaoferowania”, ale mnie masz, bo może ludzkość nie oczekuje, a ja tak,
    2. „w jaki sposób wywnioskowałeś, że oczekuję od Ciebie zamknięcia bloga” – wywnioskowałem to ze zdania: ” Wynika to chyba z tego, że mam wrażenie, że większość rzeczy zasługujących (z mojej skromnej perspektywy, naturalnie) na powiedzenie, już zostały wielokrotnie powiedziane”.
    ————
    TesTequ!
    Nic z tego, u mnie jest dyktatura, i ja będę o tym decydował. Ale najczęściej Moi Komentatorzy nie dopuszczają do tego, przekonałem się o tym po wielokroć.

  21. Panie Torlinie kochany, (tu powinieneś w zasadzie zareagować jak to bywa w zwyczaju naszych marszałków sejmu). Fajnie, że tego nie robisz.
    Dziękuję za odpowiedź.
    Która mnie jednak niestety zupełnie nie usatysfakcjonowała. Ze zdania, w którym zupełnie jednoznacznie chodzi o moje odczucia dotyczące mojego własnego pisania po blogach wyciągnąłeś zupełnie błędne wnioski.

    Jak, za przeproszeniem, Kuchciński po pierwszych zdaniach wystąpienia sławetnego wystąpienia wastąpienia Michała Szczerby.
    Nie wiem dlaczego.
    Ale cześć Ci i chwała, że nie poszedłeś dalej tą drogą.

  22. Nie było sprawy Telemachu! Trzymaj się!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: