Napisane przez: torlin | 20/03/2017

Nóż bez sensu wrzucony do wody

Filmy mają prawo być takie, jak je stworzą twórcy, w gruncie rzeczy nie powinniśmy się wtrącać. Ale przecież robią je dla nas, i mamy prawo je oceniać. Od zawsze zastanawiało mnie ich prawdopodobieństwo w odniesieniu do rzeczywistości. Nie dyskutuję nad poprawnością polityczną, historyczną (nie te guziki), czy terytorialną (np. „Nie lubię poniedziałku”, z którego to filmu każdy Warszawiak się śmieje, jak reżyser pogmatwał Warszawę), tylko nad psychologicznym prawdopodobieństwem postępowania danego czlowieka.

Przede wszystkim chodzi mi o bzdury psychologiczne. I znowu wybaczam filmom z serii komedii romantycznych czy dla dzieci, w których to zakończenie musi być piękne i szczęśliwe. W filmie „Nie wierzcie bliźniaczkom” On przyjeżdża do Londynu, mając wielkie winnice w Kalifornii i tam mieszkającą córkę, do Londynu, w którym mieszka Ona z ich drugą córką – bliźniaczką, projektując suknie ślubne. Film kończy się przysłowiowym happy endem, ale co to oznacza w praktyce? Tego nie wie nikt. To niby gdzie zamieszkają?

Ostatnio postanowiłem obejrzeć „Nóż w wodzie”, tego filmu nigdy nie lubiłem, i chciałem zobaczyć, czy ta niechęć pozostała we mnie. Nie tylko pozostała, ale została spotęgowana. Dla mnie całe założenie filmu jest bez sensu, ale podyskutować sobie możemy. Z jednej strony Andrzej, kabotyn, pełen pychy, pewności siebie, zarozumialstwa, takich ludzi spotykałem na swojej drodze życiowej po wielokroć, więc znam doskonale ich sposób postępowania, są zarozumiali po czubek głowy. Ten człowiek nigdy w życiu nie dopuściłby do takiej sytuacji na jachcie, w przypadku zorientowania się, że przegrywa z młodym człowiekiem natychmiast zacumowałby w byle jakiej zatoczce i kazał mu spier..ć, nawet nie zastanawiając się, czy młodziak będzie miał daleko do szosy. I do tego Andrzej to powie tonem dawnych arystokratów rozmawiających z ludźmi niżej od nich urodzonymi.

Chłopak – jemu w samym filmie nic nie mam do zarzucenia. Można jedynie by napisać, że jest on alter ego Andrzeja, będzie dokładnie taki sam, będzie tak samo się zachowywać w przyszłości.

Ale najbardziej nieprawdopodobna psychologicznie jest rola Krystyny. Na jej temat mało wiemy, ale to, co wiemy, już o niej dużo mówi. Jest żoną człowieka bogatego, na stanowisku, posiadającego luksusowy zachodni samochód, jacht kabinowy i właśnie ją – młodą i piękną żonę. Jeżeli wyszła za takiego bufona, to jej motywacje mogły być dwutorowe:

  1. wyszła dla pieniędzy, bogactwa i luksusowego życia. Jeżeli całe swoje dotychczasowe życie poprowadziła z wyrachowaniem, nigdy w życiu nie zdradziłaby Andrzeja z tym chłopakiem, boby jej się to po prostu nie opłacało,
  2. wyszła za Andrzeja z miłości, to tym bardziej to jest niemożliwe,
  3. pozostała sytuacja najbardziej absurdalna, że wyszła za Andrzeja z miłości i znudziło się jej takie życie. To wtedy tak.

Tak mam zresztą z wieloma filmami Polańskiego, miałem to samo wrażenie na „Wenus z futrem”. Ponieważ większość z Was tego filmu nie widziała, to opis fabuły skopiowany z Wiki: „Thomas ma wyreżyserować w teatrze przedstawienie na podstawie XIX-wiecznej powieści „Wenus w futrze” o perwersyjnym związku. Od dłuższego czasu bezskutecznie szuka odpowiedniej aktorki. Kiedy pewnego wieczora castingi się kończą, do teatru przychodzi spóźniona Vanda. Pewna siebie, przebojowa i nieco wulgarna aktorka usiłuje przekonać reżysera, by pozwolił jej przeczytać fragment sztuki. Mężczyzna się zgadza, sam wcielając się w rolę jej uległego partnera. Para rozpoczyna grę, w której zacierają się granice między teatralną fikcją a rzeczywistością”. Tylko że ja oglądając ten film czułem, że na miejscu Thomasa już po dwóch minutach wyrzuciłbym Vandę na zbity pysk ze studia. I nie byłoby filmu.

Dlaczego Polański robi z mężczyzn masochistów? Podejrzewam, że nasz reżyser jest jednym wielkim kompleksem niższości, że nigdy w życiu nie wyszedł z roli małego (165 cm) zalęknionego Żydka cudem uratowanego z Holocaustu. te jego pożądanie bardzo młodych dziewcząt, że musi się cały czas dowartościowywać. Tylko proszę nie czepiajcie się określenia, bardzo szanuję naród żydowski, oni sami tak o sobie mówią. I ta Emmanuelle Seigner, która ma 173 centymetry wzrostu i jest od niego młodsza o 33 lata, a miała 23 lata, jak wychodziła za 56-letniego faceta. W samym filmie „Nóż w wodzie” oczywiście nie ma podanego wieku bohaterów, można to jedynie przenieść na wiek aktorów: w filmie Niemczyk miał 39 lat, wieku Umeckiej mimo przekopania Internetu nie znalazłem, ale wyglądała na jakieś 22 lata, czyli była o 17 lat młodsza od „męża”. No – nietragiczna różnica.

Zabrzmi to dla Was pewnie strasznie, ale Polański mnie w ogóle nie porywa, jakbym miał inną wrażliwość. Przypominam, że blog wyraża prywatne poglądy autora.

Reklamy

Responses

  1. Przyznam szczerze że do Polańskiego mam bardzo mieszane uczucia. W dużej części mnie również nie porywa (Nóż w wodzie, Wenus w futrze, Dziewiąte wrota), ale są filmy które sobie cenię: Piraci, Autor widmo.

    Kobiety które wychodzą za znacznie starszych facetów…, to są jednak dosyć powszechne sytuacje. W drugą stronę rzadziej (chociaż znam takie pary). Możliwe że we Francji prezydentem zostanie mężczyzna w związku z kobietą znacznie, znacznie starszą od siebie.

  2. Torlin pisze: tego filmu nigdy nie lubiłem, i chciałem zobaczyć, czy ta niechęć pozostała we mnie. Nie tylko pozostała, ale została spotęgowana.

    To naturalne. Każdy argument – obojętne ZA czy PRZECIW – utwierdza nas w naszym zdaniu. Na przykład niezależnie od tego, co bloger napisze, zwolennikom to się spodoba (lub mu wybaczą), a krytycy obrzucą błotem.

  3. @gszczepa: A „Rzeź”? Moim zdaniem jest kapitalna!

  4. Pamiętam że czytałem bardzo pozytywną recenzję w Polityce, ale tak się złożyło że jeszcze nie oglądałem. Ale wpiszę na listę „Do obejrzenia” (na pozycji 16 😀 )

  5. Chyba to zależy od scenariusza. Choć każdy z reżyserów jest przewidywalny. Chodzi mi o to , że każdy ma swoje życiowe doświadczenia, które nanosi na swoją twórczość i swoją indywidualną wrażliwość , czyli określony „styl”.
    To dotyczy wszystkich twórców i wykonawców np. malarzy , piosenkarzy a nawet sportowcow. Dlatego jedni nam pasują a inni nie. Można to określić słowem kompatybilność. Nadajemy na tej samej czestotliwosci lub nie a wtedy sa zakłócenia. ☺

  6. @gszczepa: „Rzeź” jest znakomita, ale przede wszystkim jako „teatr telewizji” ze wspaniałymi aktorami. Jodie Foster, Kate Winslet, Christoph Waltz, John C. Reilly dają prawdziwy koncert! Proponuję przesunąć na pozycję numer 1. Klimat nowojorskiej towarzyskiej, zakłamanej uprzejmości znacznie lepszy niż u drętwego – moim zdaniem – Woody Allena.

  7. Jula!
    Mam dwóch swoich ulubionych reżyserów, którzy są kompletnie nieprzewidywalni, kręcą moim zdaniem za każdym razem inaczej i w innym stylu. O „przewidywalności” w ogóle nie ma ma mowy.
    Z polskich to jest Majewski, twórca takich filmów jak: Sublokator, Ja gorę! (cykl Opowieści niezwykłe), Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię, Lokis, Zazdrość i medycyna, Zaklęte rewiry, Lekcja martwego języka, Królowa Bona, C.K. Dezerterzy, Siedlisko czy Złoto dezerterów (1998).
    Drugim jest Jean-Jacques Annaud, twórca filmów za każdym razem różnych: Czarne i białe w kolorze, Walka o ogień, Imię Róży, Niedźwiadek, Kochanek czy Siedem lat w Tybecie
    https://torlin.wordpress.com/2009/02/23/jean-jacques-annaud/
    Chociaż Polański też nakręcił Piratów i Chinatown. A z tym nadawaniem na jednych falach – masz całkowitą rację.
    ————
    Gszczepa!
    Mnie psychologicznie to nie odpowiada (o tym – wspomnę skromnie) była treść notki.
    ——————
    TesTequ!
    Rzezi nie oglądałem, nudzą mnie filmy psychologiczne Polańskiego (Allena zresztą też). Doskonałym przykładem jest Bergman, którego filmy uwielbiałem, ale gdy kręcił Wieczór kuglarzy, Siódmą pieczęć, Wakacje z Moniką czy Tam, gdzie rosną poziomki. Jego filmów psychologicznych w rodzaju Milczenie czy Szepty i Krzyki nie trawiłem.

  8. Torlin pisze: Rzezi nie oglądałem, nudzą mnie filmy psychologiczne Polańskiego (Allena zresztą też).

    Och, Torlinie, bawią mnie te Twoje komentarze „nie wiem, o czym mowa, ale nie lubię”. Wszak „Rzeź” to tragikomedia. Nie chcę spoilerować, ale pragmatyczne podejście do rozwiązywanego problemu prezentowane przez prawnika (Christoph Waltz) bawi mnie do łez.

    I nie mów, że nie lubisz filmów psychologicznych – sam napisałeś, że lubisz „C.K.Dezerterów”. Jeżeli „Rzeź” jest filmem psychologicznym, to „C.K.Dezerterzy” tym bardziej. I spirytystycznm – szczególnie, gdy Kate Winslet przesadza z whisky… 😉

  9. Zwiastun…

  10. @Torlin,
    Na wstępie przyznam że film oglądałem na pewno więcej niż dekadę temu, szczegółów nie pamiętam, raczej obrazy, no i oczywiście ogólny zarys fabuły. Trudno mi jest wypowiadać się na temat wiarygodności psychologicznej, nigdy w takiej sytuacji nie byłem, nigdy nie byłem żonaty, moje doświadczenie życiowe skromniejsze. Od Andrzeja młodszy jestem.
    Masochiści wśród mężczyzn jednak się zdarzają.
    Czy Polański sobie kompensuje? Nie wiem.

  11. Przyznam że cenię sobie Twoją opinię w tym temacie.

  12. TesTequ!
    Rzeczywiście wielokrotnie kieruję się opisem, czy w ogóle pójdę na ten film, względnie go obejrzę w domu. I wierz mi, w 90% się zgadza. Nie lubię specyficznych filmów, nazywam je problemowymi, o bezrobotnych, bezdomnych, chorych, walczących o coś tam w życiu (o pieniądze, zdrowie), nie lubię też oglądać filmów o ludziach dla mnie bliskich schizofrenii (zauważ, że nie napisałem, że są schizofrenikami), mających konflikty z innymi ludźmi.
    Wydaje mi się, że dobrze by było, gdybym wymienił Ci chociaż przykładowo filmy, których nie zdołałem obejrzeć, mimo najszczerszych chęci: Życie rodzinne Zanussiego, i najbardziej chyba znienawidzony przeze mnie film tego reżysera „Za ścianą” (w ogóle Zanussiego nie lubię), Wajdy Panny z Wilka, Plac Zbawiciela, Cześć Tereska, Milczenie i Szepty i Kryki Bergmana, La Strada Felliniego (mimo, że jako reżysera uwielbiałem), Złodzieje rowerów de Siki, Bez mojej zgody Cassavetesa, Fortepian, Przełamując fale, Tajemnica Brokeback Mountain. To są oczywiście przykłady, na Wenus w futrze też bym nie poszedł, gdyby nie D. (poznałeś ją), która mnie zmusiła do pójścia do kina.
    ————–
    Gszczepa!
    jak to dobrze, że jesteś w moim blogu. Dziękuję.

  13. TesTequ!
    I właśnie w tym momencie czytam o polskiej Gali, i ukazał mi się zwiastun (reklama) filmu „Moonlight”. Jak przeczytasz nawet najkrótszy opis fabuły, to jest co najmniej 10 przyczyn, dla których go nie obejrzę.

  14. No i dobrze. Z Zanussiego najlepsze są pralki albo lodówki. A z Polańskiego zdecydowanie „Rzeź”. Bo to chyba jedyna jego komedia, na podstawie inteligentnej sztuki i zagrana przez naprawdę dobrych aktorów. I w dodatku nie ma ŻADNYCH efektów specjalnych – wszystko dzieje się w jednym mieszkaniu. No i TO TYLKO 79 MINUT Z NAPISAMI! 😉

  15. Filmy, tak jak ludzie starzeja sie i z uplywem czasu odbieramy je inaczej, co czesto konczy sie rozczarowaniem. „Noz w Wodzie” ogladalem raz i dawno temu wiec trudno jest cos na ten temat pisac. Ale przykladowo powrot do „Kanalu” okazal sie totalnym rozczarowaniem zas w „Popiele i Diamencie” zostalo sporo „swiezosci”. Patrzac szerzej, jednym z filmow, ktory niewiele stracil z uplywem czasu ( moze nawet zyskla) jest „Most na Rzece Kwai”.
    Powracjac do filmow Polanskiego. Wspomniana wczesniej „Wenus w Futrze” ( Venus in Fur) jest filmem,,ktory wspolnie z zona chetnie ogladamy. Niekoniecznie jest to najlepszy film ale decyduja o tym rowniez lokalne realia. Tutejszy repertuar filmowy to przede wszystkim kino anglosaskie, glownie amerykanskie, i jest swoista przyjemnoscia ogladanie innej produkcji i wsluchanie sie w melodie innego jezyka, nawet jesli trzeba czytac napisy na dole ekranu, gdyz nie znamy francuskiego.

    Pozdrawiam

  16. „Nóż w wodzie” to moim zdaniem znakomity film. Podobnie oceniam „Rzeź”. Na „Wenus w futrze” usnąłem.

  17. Wreszcie ktoś wie, co dobre! Dzięki, Woziwodo!

  18. W temacie Majewskiego; „Zaklęte rewiry” i „C.K. Dezerterzy” należą do moich ulubionych polskich filmów, ale kompletnie nie byłem świadom że wyszły spod jednej ręki.

  19. Jesteś mi Torlinie winny trzy godziny straconego czasu hehehehe 🙂 Oba filmy obejrzałem (a bardziej przypomniałem sobie) i dochodzę do wniosku, że czas zrobił swoje, a co istotne nie pokrył tych pomysłów szlachetną patyną.
    Ukłony z Krainy Loch Ness 🙂

  20. Torlinie, oddaj Szczurowi swój stracony czas. Pewnie Ci i tak niepotrzebny, skoro stracony. 😀

  21. Szczurku!
    Nie załapałem – jakie Ty filmy oglądałeś? Nóż w wodzie i co?
    ——————-
    TesTequ!
    Obiecuję, że obejrzę, tylko niech znajdę trochę czasu.
    ————-
    Vandermerwe!
    „Patrząc szerzej, jednym z filmów, który niewiele stracił z upływem czasu” dla mnie jest „Pamiętnik znaleziony w Saragossie”.
    Drogi Przyjacielu Chodzący Do Góry Nogami – czytam w tym momencie książkę Paula Therouxa „Ostatni pociąg do Zona Verde – lądem z Kapsztadu do Angoli (Orient Express)”. Póki co jeszcze się nie wydostałem książkowo z Kapsztadu, ale autor pieje na temat przekształcania przez rząd RPA slumsów w normalne osiedla. Daje przykład New Rest, kiedy był pierwszy raz, był to przerażający obraz tysiąca dwustu bud, w którym 8,5 tysiąca bezdomnych i bezrobotnych żyła w brudzie, bez wody, prądu, jakichkolwiek usług komunalnych. I sami mieszkańcy New Rest powołali radę przekształcającą slums w normalne osiedle, pomogli im w tym urbaniści z Uniwersytetu Kapsztadzkiego, każda, choćby najnędzniejsza buda dostała numer i wpis do ksiąg wieczystych, przeprowadzono spis ludności. Pomagali wszyscy, z zagranicy dostali 3 maszyny do produkcji cegieł, ale najwięcej pieniędzy dał fundusz powierniczy, którym zarządzały dwie firmy, jedna organizująca safari, druga – Kanana Community Development Trust organizująca wycieczki turystyczne do gett i slumsów. Książka nawet mi się podoba.
    ——————
    Gszczepa!
    To teraz już wiesz. 😀
    —————
    Woziwodo!
    Każdy ma prawo do własnych ocen, ja najbardziej lubię Chinatown.

  22. Torlinie,
    oglądałem „Nóż” (chyba po raz trzeci, nie licząc fragmentów na różnych pokazach) oraz „Wenus w futrze” (po raz wtóry) i przyznam poczułem się zmęczony.

  23. Powiem Ci Szczurku, że te filmy nie są na moją wrażliwość. Strasznie jestem uczulony na nieprawdopodobieństwa psychologiczne. jeżeli czuję, że przeciętny człowiek zupełnie inaczej by postąpił jak bohater, to czuję dysonans poznawczy 😉 Dokładnie to samo czułem na filmie „Za ścianą”, „Życiu rodzinnym” czy „Pannach z Wilka”. Bo na przykład wspaniałym, cudownym przykładem, że nawet skomplikowane relacje pomiędzy ludźmi są prawidłowo uprawdopodobnione (masło maślane – wiem), jest „Wszystko na sprzedaż”, który to na mojej liście wszechczasów (pisanych świadomie razem) polskiej kinematografii jest na 4 miejscu (z drugiej jednak strony lata tego filmu nie oglądałem, może też się zestarzał).

  24. Innymi słowy od szczegółu do ogółu:-) O key Torlinie, czego oczywiście nie ułatwia ułomna forma komunikowania się w sieci. Ale skoro już, to zauważ że zachowania ludzkie nie są co do zasady zdeterminowane. Nawet nie mogą być, bo stanowiłoby to zagrożenie dla gatunku. Istnieje zatem jakieś spectrum, dla jednych osobników większe, dla innych mniejsze tego jak postępujemy. Co więcej, inaczej zachowamy się w stresie, a inaczej planując z góry strategię dla danej sytuacji. Oczywiście, cała historia i to od początku do końca przedstawiona w filmie „Nóż w wodzie” to jakiś wielce pretensjonalny absurd. I to taki absurd, że aż zęby bolą. Moim zdaniem najbardziej razi, że reżyser próbuje wmówić widzowi, że to co widzimy dzieje się naprawdę. Podejrzewam nawet, że aktorzy mieli wręcz udawać nieporadność amatorów, czyli tzw. zwykłych ludzi. Owa sztuczność udała im się nawet bez specjalnego wysiłku ale to inna kwestia 🙂
    Pozdrawiam

  25. Bardzo dziękuję Ci Szczurku za wpis, bo on wreszcie odnosił się do treści notki. To nie było „od szczegółu do ogółu”, tylko ogół na przykładzie szczegółu. Cały czas mi o to chodziło, bo dajmy inne przykłady. Jak się młody panicz zadurzy w służącej, to dla mnie jest to rzecz normalna, i o tym może być film (lub sztuka Dulskiej 😀 ). Ale kiedy służąca zaczyna podrywać pana, i żona to widzi, to film o cierpieniu pani domu jest bez sensu. Normalna żona w ciągu jednej minuty wyrzuciłaby ją za drzwi, pierwej wytarmosiwszy ją za kudły, a na kopnięciu w zadek skończywszy.
    „zachowania ludzkie nie są co do zasady zdeterminowane”, jak wiesz – pracuję z klientami. Ludzie są w sposób nieprawdopodobny powtarzalni i jednakowi. Nawet ci, których należy zakwalifikować do dziwaków, są jednakowi w swym dziwactwie. Naprawdę ludzkość można posegregować.

  26. Napisałbyś parę wpisów o tym 😉

  27. Nie ma sprawy 😀

  28. Muszę kiedyś pojawić się w Twoim sklepie, Torlinie, żebyś zaszufladkował moje powtarzalne dziwactwo!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: