Napisane przez: torlin | 27/03/2017

Nowy metr polski

Muszę powiedzieć, że widocznie się starzeję, bo nie mogę przeboleć zaniku starych polskich wyrazów. Widziałem tę reklamę Żywca i przypomniały mi się rozmowy na Suwalszczyźnie, zwroty, powiedzenia, ale jedna uwaga – nie chodzi mi o regionalizmy. Dyspozycja Ciotki w stosunku do sąsiada-rolnika: „niech pan przywiezie mi metr ziemniaków”. Ilu młodych zrozumie tę dyspozycję (nawiasem mówiąc boję się, że słowo „dyspozycja” jako polecenie wydane komuś też zanika). Kto z młodych wie, że metr to jest kwintal, czyli 100 kilogramów. Torlin, jedziesz na targ do Suwałk, to kup 2 tuziny jajek, albo nie, od razu  kup kopę, i tak zużyjemy”. W powszechnym użyciu był też mendel. Moja babcia odpowiadała na moje pytanie: „Babciu, która godzina? Pięć na drugą” – pytałem w pracy młodzieży, nikt nie wiedział.

Pisałem już wielokrotnie o wyrazach, których jest mi bardzo żal. Na pierwszym miejscu jest stryj, nie bardzo wiem, dlaczego on zanika. Piękny wyraz, stary, rozumiem zanik poszczególnych określeń wewnątrzrodzinnych, nikt nie mieszka na kupie, i nie trzeba używać nazw typu: stryjenka, świekier czy jątrewka, ale stryja żal. Na naszych oczach upada również bratanek/bratanica i siostrzeniec/siostrzenica, króluje np. córka brata. Tak nawiasem mówiąc w dawnej Polsce bratanków nazwałaby „bratankami” tylko siostra brata, brat brata nazwał by ich synowcami lub synowicami.

Następuje też wiele zabawnych nieporozumień związanych z używaniem przeze mnie archaizmów, już kiedyś o tym pisałem, ale po zaprowadzeniu kosiarki do sąsiada, bo się zepsuła, na moje pytanie: „No i jak znalazłeś moją kosiarkę?” Mietek odpowiedział: „W ogóle jej nie szukałem, sam przecież ją przyprowadziłeś!”. Za moich młodych lat pytanie-powiedzenie: „No i jak znalazłeś ciotkę w szpitalu?” nie świadczyło o jej poszukiwaniu. Są stare wyrazy, które słusznie zanikły, do takich bym zaliczył: pasjonat (człowiek wpadający w pasję), oportunista (człowiek bez zasad), resentyment (niechęć odczuwana do kogoś przez dłuższy czas i ciągle przypominana we wspomnieniach) czy spolegliwy (człowiek, na którym można polegać) – te wyrazy dzisiaj są nieczytelne, i za bardzo podobne do innych, mających odrębne znaczenie, tak że – moim zdaniem – słusznie, że idą na emeryturę. Ale kwadrans? Czy go nie żal?

Powstaje mnóstwo nowych wyrazów, których dawniej nie było, cieszę się z każdego z nich. Ale jednak szkoda tych dawnych powiedzeń, zwrotów, odmian. Tak samo, jak szkoda mi dawnej gwary powiślańskiej, którą znałem i umiałem się ją posługiwać. Jejku, gdzie jest ten świat: „panie piszpan, powiedz pan  w krótkich abcugach, w które mańkie poleciał mój skowyr?”

Reklamy

Responses

  1. Metr pamiętam z czasów swojego dzieciństwa. Zresztą, mam poczucie że kwintal w masowym użyciu też zanikł. Traktuję to jako efekt ogólnego usprawnienia i uprzemysłowienia rolnictwa. Kto teraz kupuje ziemniaki po 100 kilogramów?

    Oportunisty i resentymentu bym nie skreślał przedwcześnie.

    Jątrewki nigdy w życiu nie słyszałem. Zaniknięcie stryjenek i świekr przyjmuję z pewną ulgą – zawsze się w tych koligacjach rodzinnych czułem nieco zagubiony.

    Słowo które darzę uczuciem ogromnym to: rozmaite (też jakby trochę zanika).

  2. Gszczepa!
    Ja wiem, że język polski jest żywy, wyrazy giną, powstają, zmieniają znaczenie rozszerzają swe znaczenie lub je zwężają, tak było od początku powstania języka. Wolałbym dobrodzieja od sponsora, wolałbym ekskluzywny sklep niż wywiad (patrząc na tendencję już niedługo i tak się będzie pisać eksluzywny), kierunek niż destynację, udział, wkład niż kontrybucję.
    Jeżeli już piszemy o języku angielskim, to nie protestuję w najmniejszym stopniu przeciwko jego wpływom na język polski. Pod jednym warunkiem, że będzie tworzył nowe słowa, dotychczas nieznane, ale nie zgadzam się z anglicyzmami, które mają polski odpowiednik – dla przykładu hasło reklamowe sieci Euro: „Najwyższy lewel sprzętu” – nóż się w kieszeni otwiera.
    Inna rzecz, że polska mowa połknęła i łacinę, i naleciałości niemieckie, francuskie, włoskie, rosyjskie, to i połknie angielskie. Potrzeba tylko czasu.

  3. Wiele z wyrazów, które wymieniłeś jako zanikające, są bardzo żywe w moim otoczeniu. Wpadłeś, Torlinie, w „bad company”. 😀

  4. Torlinie, a co ja mógłbym powiedzieć o moim, będącym w zaniku języku ojczystym.
    Podziwiam Herkulesów z Pro Loquela Silesiana, choć zdaje mi się, że dla potomnych większych wzruszeń dostarczy język i słowa utrwalone na taśmach filmowych i magnetofonowych.

  5. Najcięższa cholera w kwestii anglicyzmów bierze w dwóch przypadkach: „na internecie” i pojedyncze „dokładnie”.

  6. Ale z tym „znajdowaniem”, to nie tylko w Polsce jest śmieszne.

    Podczas wizyty w USA zapytano Beatlesów, jak znajdują Amerykę, a jeden z nich odpowiedział: „Na lewo od Grenlandii.” 😀

  7. „Pasjonat” i „spolegliwy” przecież nie zanikły, tylko zmieniły znaczenie. Oba są powszechnie używane: „pasjonat” w znaczeniu „człowiek, który ma jakieś zamiłowanie”, a „spolegliwy” w znaczeniu „pokorny, ustępliwy”. Z tym pierwszym przesunięciem już się pogodziłem, drugie wciąż mnie drażni.

  8. TesTequ!
    Ale tak się mówiło, jak znalazłeś ciotkę w szpitalu. A to, że używacie wielu ze słów zapomnianych, to chwała Wam i Tobie.
    ————–
    Piotrusiu!
    Język będzie żywy, dopóki ludzie się będą nim posługiwać. Jak przestaną, to zaniknie.
    —————
    Woziwodo!
    To nie są anglicyzmy. Jeżeli pracujesz w handlu, bez przerwy będziesz miał do czynienia z „na magazynie”, „na kasie”, „na kuchni”, „na sklepie”.
    I samo „dokładnie” nie jest jeszcze tak bardzo wkurw…e jak „dokładnie tak”, ale cholercia sam łapię się na tym, że czasami tak mówię (jak chcę podkreślić, że moje TAK jest dogłębne, wielkie i mocne).
    —————–
    Pawle!
    Ależ wszystkie te wyrazy zmieniły znaczenie, oprócz przez Ciebie wymienionych oportunista to jest człowiek stawiający opór, sprzeciwiający się (powszechne „ale z pana oportunista, panie dyrektorze”), a resentyment to dawny sentyment („poczułem resentyment do mojej dawnej dziewczyny”).

  9. Witam,
    Skoro już o języku to można się zastanawiać np. nad znaczeniem słowa „cypacja” skoro istnieje słowo „antycypacja” 🙂

  10. Przewidywać przeszłość 😀

    Przypomniało mi się jak moja dalsza ciocia (czyli kuzynka babci bodajże) mówiła „per pedes”. Dawno tego nie słyszałem.

  11. @szczur z loch ness: Jeśli przeciwieństwem antypatii jest sympatia, to przeciwieństwem antycypacji jest symcypacja, a nie cypacja. Cypacja to fioletowy kwiatek kwitnący w sierpniu.

  12. Ja jednak czasami pytam kogoś – A jak znajdujesz ten spektakl?

  13. Stokrotko!
    Usiłuję sobie przypomnieć jeszcze inne wyrażenia, które dzisiaj inaczej się odbiera, ale pani skleroza działa… 😀 Mogę przypomnieć takie, które są zrozumiałe, ale zanikły: „cisnąć/tłoczyć/gnieść się jak śledzie w beczce”; ” przebierać w czymś jak w ulęgałkach”; „ktoś poczuł/wyczuł, zwietrzył pismo nosem”; „podrzucić komuś kukułcze jajo”
    ——————-
    Szczurku!
    Takich wyrazów jest mnóstwo: niesamowity – samowity jako przeciwieństwo?; niech – ch? 😉 ; niemal – mal?. niewiasta – wiasta, niewolnik – wolnik
    ————————
    TesTequ!
    Cytacja to wiedziałem, co to kiedyś oznaczało.
    ——————-
    Gszczepa!
    Per pedes było kiedyś bardzo często używane, oznaczało pójście na piechotę, a osoby usiłujące wyglądać na inteligentne i oczytane, czyli jak Torlin, mówiły: „Wiesz, pójdę per pedes apostolorum” (wiesz, pójdę piechotą na wzór apostołów).
    ——————-
    Zagadka. Czy ktoś wie, co oznaczało kiedyś powiedzenie – „Jak się czujesz, co u ciebie?” 6/9 (sześć na dziewięć) – i to nie chodzi o seks.

  14. Torlinie, teraz ludzie się nie tłoczą jak śledzie w beczce, ale jak olej kujawski! 😀

  15. Z pierwszego tłoczenia, z 5 % dodatkiem oleju z oliwek 😉

  16. Sześć na dziewięć – tak mówili kiedyś w zakładach fotograficznych – chodziło o zdjęcie 6cmx9cm. Taki format był najpopularniejszy.
    Inaczej mówiąc 6/9 to standard.

  17. Brawo Stokrotko, bravissimo 😀 😀 😀

  18. Zdaje mi się – popraw mnie, jezeli sie mylę- że wyrażenie „pięć na drugą” nie jest poprawne. Zegar uderzał raz na kwadrans (jeden-dwa-trzy- cztery), a potem wybijał całą godzinę kurant. Tak więc mogło być „trzy na drugą”, tzn.jeden kwadrans brakuje do drugiej, ale” pięć na drugą”?

  19. Witam Cię Bzapiski. Nie muszę mieć racji, ale jak pamiętam z moich młodych lat, jak starsi na wsi na Suwalszczyźnie mówili o godzinie załóżmy 14.05, że jest to pięć na trzecią, czyli 5 minut w kierunku trzeciej. Tak jak można powiedzieć, że jest to skręt na Sandomierz (czyli w kierunku tego miasta).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: