Napisane przez: torlin | 17/07/2017

Sprawa Rosji i Sosnowskiego – replika na wpis Wachmistrza

Jerzy Sosnowski

Postanowiłem zrobić z tego nową notkę, bo nie zmieszczę się w zwykłym komentarzu. Wachmistrz napisał bardzo groźne słowa na temat wad polskiego wywiadu przedwojennego. Jestem daleki od bronienia go, bo bez wątpliwości był slaby. Ale… Żeby oskarżać wywiad o beznadzieję, należałoby najpierw przyjrzeć się warunkom, w jakich wywiadowi przyszło działać. A tu naprawdę było mu pod górkę.

Strona rosyjska – prowadzenie akcji wywiadowczej było niezwykle utrudnione ze względu na ustrój ZSRR oraz warunki życia panujące w tym państwie. Władze rosyjskie skutecznie doprowadzały do izolacji społeczeństwa od jakichkolwiek wpływów płynących z Zachodu. Równolegle  narastał wewnętrzny terror, kary za kontakty z cudzoziemcami, ograniczenia możliwości podróży,  zbiorowa odpowiedzialność wszystkich członków rodziny w przypadku szpiegostwa – zniechęcały do kontaktów ze służbami wywiadowczymi, a w związku z tym szalenie trudno było zdobyć agenta. Jednocześnie szalała cenzura, wietrząca wszędzie spisek i akcje obcego wywiadu – to nie są warunki do prowadzenia normalnego wywiadu. Po tym, co wiem, to nawet biały wywiad był bardzo trudny do prowadzenia w Związku Radzieckim, Polacy skupiali się na działalności prowadzonej z ambasad, konsulatów.

I tutaj trzeba koniecznie napisać o MOCR-Trust, bo bez tej operacji nie można zrozumieć problemów polskiego wywiadu. Z bólem serca piszę, że cała radziecka organizacja kontrwywiadowcza została wymyślona i założona przez renegatów – Polaków. Wszystko świadczy o tym, że sam pomysł urodził się w głowie Dzierżyńskiego, jednak jeszcze inni uważają, że pomysł narodził się w przewrotnym umyśle por. Wiktora Steckiewicza, byłego szefa siatki polskiego wywiadu w Piotrogrodzie, zwerbowanego przez Rosjan, a który później zrobił zawrotną karierę w Czece. Operacja „Trust” była to wielka, wielopoziomowa akcja Czeki, w ramach której ta organizacja utworzyła w 1921 roku fikcyjną organizację podziemną – Monarchistyczną Organizację Centralnej Rosji (MOR). W wyniku tej akcji wielu „białych” przywódców uwierzyło, że MOR utworzy podziemny, antybolszewicki rząd, a następnie zorganizuje powstanie zbrojne przeciw Sowietom, a trzeba pamiętać, że kilka milionów „białych” wyemigrowało po wojnie domowej na Zachód, wierząc non-stop, że w każdej chwili wybuchnie powstanie antykomunistyczne,  że w Rosji istnieje ogromna organizacja spiskowa, która przygotowuje się do antybolszewickiego przewrotu. Dzięki operacji udało się bolszewikom spenetrować zachodnie służby wywiadowcze, w tym polskie. Wprawdzie por. Misiewicz – oficer łącznikowy Oddziału II Sztabu Generalnego WP przy „Truście” w Moskwie w latach 1921–1923 – spostrzegł się, że coś tu nie gra, co potwierdził również zwerbowany przez niego agent, ale – choć dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne, to GPU, a później OGPU, okłamywało Zachód (z Polakami włącznie) przez prawie siedem lat, ogłupiając go i pokazując  jedynie bezmyślność, karierowiczostwo, a także najzwyklejszą prywatę i skłonność do zdrady ówczesnych oficerów służb specjalnych. W wyniku tej intrygi „dwójka” straciła całą sieć wywiadowczą (operacyjno-strategiczną) na ZSRR, a sowiecki kontrwywiad dogłębnie spenetrował jej strukturę organizacyjną oraz metody pracy.

Strona niemiecka – można powtórzyć to samo, sprawa Jerzego Sosnowskiego zatrzęsła II Oddziałem, po klęsce z Sowietami oskarżenia idące w kierunku naszego najlepszego agenta doprowadziły do tego, że już nikt w nic i nikomu nie wierzył. Jerzy Sosnowski był najlepszym polskim agentem w Niemczech, mówi się, że był pierwowzorem Bonda, po wielu latach świetnej działalności (nikt nie podważał wagi i autentyczności przekazywanych przez niego wiadomości) został aresztowany przez Gestapo wraz z dwiema swoimi agentkami. Cywilizowani Niemcy ścięli głowy agentek toporem w obecności Sosnowskiego, a jego samego wymienili na agentów niemieckich. Ale… Zrobili to samo, co Rosjanie, tak łatwo przekabacili kierownictwo II Oddziału, że ci uwierzyli, że Sosnowski od wielu lat był podwójnym agentem i działał na rzecz Niemców. Zrobię w tym momencie wtręt współczesny, ale dzisiejsza Polska staje się taką Polską z końca Międzywojnia, gdzie sądy, sprawiedliwość, prawda – nie działają. Boję się, że już niedługo będzie można każdego wsadzić do obozu koncentracyjnego, nie dopuszczać dowodów, nie przesłuchiwać świadków, nie dopuszczać obrońców pod pozorem tajemnicy stanu. To właśnie spotkało Sosnowskiego, po wymianie został aresztowany i postawiony przed polskim sądem pod zarzutem zdrady Rzeczpospolitej. Proces poszlakowy mjr. Jerzego Sosnowskiego, byłego kierownika berlińskiej placówki II Oddziału In.3, toczył się w Warszawie od marca 1938 r. do czerwca 1939 r. i na podstawie zupełnie niewiarygodnych dowodów Sosnowski został skazany na 15 lat więzienia. I doszło do tego, że takie osoby jak marszałek Edward Rydz-Śmigły – generalny inspektor Sił Zbrojnych, gen. Wacław Stachiewicz – szef Sztabu Głównego Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej, jak i kpt. Jerzy Niezbrzycki – kierownik Referatu Wschód – zgodnie stwierdzili, że od „sprawa Sosnowskiego absolutnie i kategorycznie odrzuca mnie od Oddziału II”.

I jak w takich warunkach można było prowadzić prawidłowy wywiad? A nakłada się na to niezbyt duże umiejętności kierownictwa i pracowników będących w Polsce. Nie wzięto w ogóle pod uwagę „białego wywiadu”, jednej z najpoważniejszych broni wywiadowczych na świecie. Dla osób, które nie wiedzą, co to jest, to „biały wywiad” jest metodą zdobywania informacji szpiegowskich pochodzących z ogólnie dostępnych źródeł, w której wywiadowcy posługują się wyłącznie jawnymi i etycznymi metodami pozyskiwania informacji. Przed wojną najpoważniejszym źródłem „białego wywiadu” była prasa, a szczególnie rauty i nekrologi, jacy oficerowie są z którego pułku, gdzie stacjonują, kto z kim bywa, w jakiej miejscowości itp.

Dlatego Wachmistrzu, mimo że zgodzę się z określeniami „dno dna” stwierdzam, że jednak cała wina leży po stronie ludzi będących w Polsce, a nie za granicą. Te polskie piekiełka, obecne przed wojną, dzisiaj znowu się odzywają, jak np. artykuł w „Uważam rze”, w którym autor (Tomasz Wawer, którego kiedyś tak ceniłem) opisuje, że już poprzednik Sosnowskiego, porucznik Józef Gryf-Czajkowski, szef ekspozytury wywiadu polskiego w Berlinie przed Sosnowskim, był agentem Niemcom i to on im powiedział o odwołaniu ze stanowiska i podał namiary na swojego następcę. Nasi zachodni sąsiedzi postanowili to wykorzystać i dali Sosnowskiemu duże pieniądze na konie i wystawne życie. Dzisiaj wszyscy historycy stwierdzają, że Sosnowski jest niewinny i skazany bez dowodów, ale polskie piekiełko dobrze się ma nawet po 80 latach.

Reklamy

Responses

  1. Przytoczę tego komentarza fragment, żeby Czytelnicy mogli mieć odniesienie do tego, coś napisał (pozostała jego część dotyczy ambasadora Grzybowskiego, a o wywiadzie napisałem dlatego, że część komentatorów na minus Grzybowskiemu zapisywała coś, co nie powinno być jego rolą, a wywiadu właśnie…: „Nasz wielce wychwalany wywiad nawet na froncie niemieckim się nie popisał, czego nie dostrzegamy zachwycając się rotmistrzem Sosnowskim i jego siatką, a patrzeć trzeba na wywiad jako całość, czyli łącznie z jego dowódcami, którzy nie chcieli mu wierzyć i jego dokonania nie przyniosły w gruncie rzeczy nic istotnego dla naszej strategii czy choćby taktyki… Wywiad na odcinku sowieckim to już w ogóle dno dna i tu stawianie zarzutów samemu ambasadorowi, że nie udźwignął jest daleko posuniętym uproszczeniem[…]”
    I rzeknij mi teraz, w którym fragmencie to, co napisałeś, jest przeciwne mojemu zdaniu? Dla mnie wywiad to całość, całość w której nawet i bohaterski i diablo skuteczny za granicą agent łącznie z szefami-ignorantami w kraju, którzy jego raporty kładą do szuflady, albo ukręcają wnioskom łeb, sprowadza się do tego, że pożytku z tego nie ma za grosz…
    Piszesz o arcytrudnych warunkach w Związku Sowieckim… A czymże one były trudniejsze od pracy w okupowanej przez Niemców Europie i w Afryce Północnej, gdzie nasz wywiad najpiękniejsze (i skuteczne!) zapisywał karty?
    Piszesz o braku działań w sferze białego wywiadu – prawda! Ja bym dorzucił, że istnieje spraktykowana metoda werbunku na tzw. „obcą flagę”, która akurat u Sowietów mogła być stosowana nie dosłownie, ale np. znakomicie sobie potrafić mogę możliwości stworzenia agentury, wobec której występuje się jako jakieś tajne służby, jeszcze tajniejsze od tych osławionych i znanych, których rolą rzekomo by być miało kontrolowanie tamtych służby… W tamtejszej paranoi niejeden by to kupił…
    Piszesz o terrorze, karach i o braku warunków dla pracy dla normalnego wywiadu… Zgoda, ale równocześnie w tym wszystkim jakoś jednak niezgorzej funkcjonował przemyt, czarny rynek, a przestępczość doszła do skali wcześniej nieznanej. A to wszystko światy, który przecież powinny być pierwsze na celowniku, zatem wygląda na to, że ten celownik był mocno nieskuteczny… Gra się takimi kartami, jakie się w rozdaniu dostaje, a tu po te środowiska i ludzi nawet nie sięgnięto. I nie idzie mi tu nawet o to, żebyś jakiś urka fotografował nocami mapy w sztabie, ale chociażby o wykorzystanie tych środowisk dla stworzenia zaplecza agentowi (melin, dokumentów, kontaktów, drogi ucieczki).
    Przypadek „Kontryma” dowodzi, że było tam jednak trochę ludzi, których można było odwrócić, albo których rozczarowanie systemem wykorzystać… też się nie popisano…
    Kłaniam nisko:)

  2. Nie wiem czy przypadkiem problem nie byl „strukturalny”. Pod koniec zycia Pilsudskiego a z cala pewnoscia po jego smierci nastapilo skostnienie polskiej polityki zagranicznej – zajmowano sie wypelnianiem „testamentu marszalka”, nie zauwazajac, ze swiat wokol sie zmienia. W tej sytuacji dzialania wywiadu byly sprawa drugorzedna, moze nawet denerwujaca, gdyz mogly zaklocac wytworzony obraz rzeczywistosci.

  3. Drogi Wachmistrzu!
    Znamy się tyle lat. Nie zrobiłem tego celowo, ale jednak okazało się, że jak Cię „zdrzaźnię”, to dajesz wspaniałe komentarze, których ja czekam jak kania dżdżu.
    Ja z kolei odniosłem się do Twoich słów: „Wywiad na odcinku sowieckim to już w ogóle dno dna” i nie wiem dlaczego, ale skojarzyłem to z oskarżeniem wywiadu będącego za granicą. Dlatego zacząłem go bronić uważając, że całe zło było w kraju. Zacytuję Ci Newsweeka, cenię to pismo: „W połowie tego roku wywiad KOP informował o przyjmowaniu w ZSRR z wielkimi honorami niemieckiej misji handlowej. Niezależnie od tych ustaleń aparat wywiadowczy działający na kierunku niemieckim przekazywał wiadomości wskazujące na możliwość podpisania porozumienia niemiecko–sowieckiego kosztem Polski. Informowały o tym placówki wywiadowcze „Reggio II” w Kopenhadze i „Tirana” w Berlinie. Również attaché wojskowy w stolicy III Rzeszy ppłk Antoni Szymański już wiosną ostrzegał o dążeniu Adolfa Hitlera do porozumienia z Józefem Stalinem. Na ożywione konsultacje dyplomatyczne na linii Berlin – Moskwa zwracali też uwagę polscy konsulowie w Królewcu, Lipsku i Berlinie. Wyjaśnienie postawy ZSRR wobec Polski w sytuacji postępującego zagrożenia wojennego ze strony Niemiec było zagadnieniem kluczowym. Informacje docierające do centrali „dwójki”, mówiące o możliwym zwrocie w relacjach niemiecko-sowieckich, były jednak traktowane jako element nacisku Berlina na Warszawę lub jako intryga Moskwy”.
    —————-
    Masz rację Vandermerwe, oni żyli jeszcze tajnymi rozmowami z Francuzami na temat prewencyjnej wojny z Niemcami. Tymczasem wszystko się zmieniło.

  4. 1) nie zapominajmy o sprawnej pracy polskich kryptologów, w pewnym momencie brakło im niestety finansowania;
    2) biały wywiad wojskowy działał całkiem dobrze, jak się poczyta przedwojenne polskie piśmiennictwo to widać że na bieżąco czytano, tłumaczono i dyskutowano niemieckie doktryny.

  5. Gszczepa!
    Kryptologia na pewno jest częścią wywiadu, ale wiesz, nie o ten rodzaj wywiadu mi chodziło.
    Biały wywiad to przed wojną przede wszystkich czytanie gazet, nekrologi, sprawozdania ze ślubów, rautów, polowań, „bywań”. Bo dzisiaj to jest Fejs.

  6. Gdzie Fejs, gdzie Vkontakte 😉

  7. Gszczepa!
    Jaki ze mnie facet oczytany, to się dopiero zorientowałem, o co chodzi, jak to „WKontakcie” wrzuciłem do Wujaszka Googla. Wiedziałem, że mają swój serwis społecznościowy, ale nie wiedziałem, że on się tak nazywa. W sumie masz rację, ale…
    Ja użyłem słowo/nazwę „Fejs” na zasadzie ogólnej nazwy serwisów społecznościowych (chodziło mi generalnie o nazwę ogólną) za pomocą których śledzi się przy pomocy „białego wywiadu” konkretną społeczność – a nie o konkretną firmę. Do dzisiaj rozśmiesza mnie zdanie wypowiedziane przez moją żonę, że kupiła elektrolux marki Zelmer. Zakładasz też czasami adidasy, mimo że to „Adidasy” nie są. Za moich młodych lat nosiło się pepegi, chociaż pepegi to były jedynie wyroby Polskiego Przemysłu Gumowego


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: