Napisane przez: torlin | 26/08/2017

Wyjazd do Londynu

Jedno zdanie wypowiedziane przez mojego kolegę z pracy zburzyło mój spokój i kazało mi się zastanowić na swoimi poglądami. Przez całe swoje dorosłe życie usiłowałem wychowywać dzieci, tak jak mnie wychowywano, czyli z dużą swobodą i odpowiedzialnością za swoje czyny. Miałem pretensję do swoich dzieci, że za bardzo otaczają opieką moje wnuczki, nie dają im swobody. Dawałem przykład swoich wakacji na Suwalszczyźnie, gdzie zostawiano nas samych na całe godziny, włóczyliśmy się wszędzie, to były przepiękne tereny, ale groźne, jeziora, bagna, dzikie zwierzęta. My mieliśmy obowiązek być o określonej godzinie na posiłku, a poza tym nikt się nami nie interesował.

Mój kumpel z pracy poinformował mnie, że jego syn leci do Londynu. Po kilku kontrolnych pytaniach dowiedziałem się, że jedynie w Londynie i w Paryżu można dostać jakąś tam niesłychanie ważną bluzę, chłopak ma odłożone pieniądze i leci z dwoma kolegami. Tylko że on nie ma jeszcze 15 lat, jeden z nich jest dorosły od kilku tygodni, ale mimo wszystko lekko zdrętwiałem. Na moje zdziwienie kolega powiedział: „A co mu się może stać? Po Warszawie też jeździ sam „.

Wszyscy się zmieniają, i ja także. Może stałem się za ostrożny. Musimy pamiętać, że nadmierną opiekuńczością robimy krzywdę dzieciom. Usiłowałem znaleźć ten rysunek  Piotra Rajczyka w Internecie, poniosłem jednak porażkę, więc zrobię to w sposób opisowy: na ziemi leży deskorolka, obok stoi chłopczyk ubrany w gruby kombinezon, w kasku, nałokietnikach, nakolannikach, z przyczepionymi poduszkami na brzuchu i plecach. Obok stoi babcia z dwiema nowymi poduszkami, na jej widok chłopczyk mówi: „Jeszcze poduszki boczne? Wiesz babciu, chyba mi się już odechciało”.

Ale tak ciągle się zastanawiam, czy 14-letniemu chłopcu dałbym samemu polecieć do Londynu!

Ps. Wpis nie ma żadnego związku z aktami terroryzmu, uprzejmie proszę o pomijanie tego wątku w (ewentualnych) komentarzach

Reklamy

Responses

  1. Pytanie, które moim zdaniem powinieneś sobie wpierw uczciwie postawić powinno raczej brzmieć:
    „Ale tak ciągle się zastanawiam, czy 14-letniemu chłopcu dałbym samemu pojechać do Mławy!”

    Ciekaw jestem odpowiedzi

  2. Tak, Telemachu. Dałbym. Mniej bałbym się w Mławie, może z powodu bliskości, wielkości i podobieństwa kulturowego. Nie bałbym się, albo może bałbym się mniej, gdyby pojechał do Wiednia, Budapesztu, Madrytu, Lizbony, Monachium czy Mediolanu, bo to są mniejsze miasta. Londyn (czy Paryż, Moskwa, Rzym) to są kolosy, wielkie metropolie. A Mława jest malutka.

  3. No cóż, Torlinie, każdy ma swoje doświadczenia. Ja osobiście mam z Mławy o wiele gorsze i brutalniejsze wspomnienia niż z Londynu.

  4. Może za krótko Telemachu napisałem o wyłączeniach, pod zamachami terrorystycznymi pisałem również o dostaniu po mordzie bez podania przyczyn. Tak można dostać w Mławie, Pszczynie, Berlinie, jak i na własnej ulicy (czego i ja doświadczyłem). Ale te niebezpieczeństwa są niezależne od miejsca świata, w Rynie zaatakowało mnie nożami gówniarstwo koło 10 lat, w Berlinie Cyganie (20 metrów od Unter den Linden). Mnie chodziło o zagubienie się, brak orientacji, to trzeba umieć i mieć doświadczenie.

  5. Wydaje mi się że to projekcja czasów kiedy wyjazd za granicę, lot samolotem itd. to było wydarzenie jakościowe inne niż wyjazd do innego miasta w Polsce.

    Teraz do Londynu samolotem szybciej niż do Krakowa pociągiem, język powszechnie znany, kultura w sumie też.

    @zagubienie – orientacja przestała być problemem w czasach Google Maps itp.

    Londyn/Warszawa – to są podobnie duże miasta, na tyle duże że różnica nie ma znaczenia w poruszaniu się codziennym.

  6. Może Gszczepa rzeczywiście masz rację. Chłopak jest oblatany w nowoczesnych aplikacjach. Może rzeczywiście patrzę na to retrospektywnie.

  7. To się nazywa pech Torlinie. Będąc mieszkańcem Berlina przez 37 lat nigdy nie zostałem zaatakowany przez nikogo, a już przez Cyganów to jest dla mnie praktycznie niewyobrażalne.
    A Ty wpadasz tutaj jako turysta na dwa-trzy dni i Cyganie Cię atakują. Jak Ty to robisz?
    Z drugiej strony ja nie chodzę w niebezpieczne okolice Unten den Linden. 😉

  8. No właśnie chodzi o to by nie wędrować po niebezpiecznych dzielnicach.
    Przylot, konkretny cel , sklepy , zakupy i odlot. 😉

  9. Julu!
    Z własnego doświadczenia powiem Ci, że tak samo można dostać w mordę w eleganckiej dzielnicy, jak i na obrzeżach. Powiem tak – im więcej turystów, tym bezpieczniej. Wynająłem przez booking.com pokój w Lizbonie w hostelu przy głównym placu miasta, zastanawiało mnie, dlaczego na żadnym planie Lizbony, czy papierowym, czy internetowym, tej ulicy nie ma. Po przyjeździe szukaliśmy jej pół godziny, a jak tam weszliśmy – wąska, arabska, pełna podejrzanych typków załatwiających jakieś swoje szemrane interesy, ale z drugiej strony – pełna turystów, hotelików i hosteli, prowadzonych przez osoby pochodzenia arabskiego. Jak stanęliśmy przed domem – zastanowienie – żadnego napisu, odrapany dom, odrapana brama, goły dzwonek. Zadzwoniliśmy – drzwi się otworzyły. Okazało się, że hostel jest dopiero robiony, robotnicy arabscy uwijali się robiąc pokoje, łazienki, jeden z właścicieli, młody, zagubiony trochę, bo to zdaje się go trochę przerosło, robił wszystko, żebyśmy byli zadowoleni. Przemiły, sympatyczny. No i co? Mieliśmy wejść w tę uliczkę?
    ————–
    Telemachu!
    1. Z tym zaatakowaniem może trochę przesadziłem, była to młoda para z trojgiem dzieci. Krzycząc głośno wzięli mnie w kleszcze, żebym podpisał jakąś petycję. O dokumenty i pieniądze się nie obawiałem, bo mam od zawsze w wyjazdach w saszetce na szyi, ale jak raptem odpuścili zobaczyłem, że nie mam telefonu. Dziewczyna była drobniutka, a on był o pół głowy niższy ode mnie (a ja kolosem nie jestem, 176 cm wzrostu). Zacząłem krzyczeć po polsku, aby mi oddal telefon, ten zaczął się głupio śmiać, więc pchnąłem go na słup, ten wyjął i oddał mi telefon. Ot, cała historia, było to 20 metrów od UdL, na Friedrichstraße.
    2. Wędrowałem po Berlinie nie tylko po centrum, ale w dwóch przypadkach po dzielnicach peryferyjnych.
    2a. Szukałem grobu Aleksandra Brücknera, więc pojechałem U6 aż do Ullsteinstraße, i tą właśnie ulicą poszedłem piechotą od Mariendorfer Damm do Gottlieb-Dunkel-Straβe. Była piękna pogoda, wróciłem autobusem, i wielką frajdę miałem, bo posiedziałem sobie w tłumie opalających się Berlińczyków na brzegu (chyba) Teltowkanal.
    2b. Po zwiedzeniu Spandau i Charlottenburg postanowiłem z zamku dojść piechotą do domu, a mój hostel Amstel House mieścił się przy Waldenserstraße, więc sobie przeszedłem całą Kaiserin-Augusta-Allee.

  10. Ładny spacer Torlinie. Daj znać gdy jeszcze raz się tu wybierzesz, napijemy się kawy w jakimś miejscu gdzie nie atakują Cyganie i gdzie jest sympatycznie i bezpiecznie.

  11. Ten rysuneczek, który tak opisałeś jest w przedostatniej Angorze.
    Tez 14-latka nie wysłałabym do Londynu, ale mój 11-latek jechał sam autobusem do Płocka. Wiem, że to zupełnie co innego, ale też się bałam.
    Z wiekiem z pewnością stajemy się ostrożniejsi i bardziej boimy o swoich najbliższych, szczególnie jeśli są jeszcze dziećmi.
    Bo „w mordę dostać” można dzisiaj naprawdę wszędzie.

  12. Autobusem do Płocka jest bardziej niebezpiecznie niż samolotem do Londynu. Wypadki drogowe zdarzają się znacznie częściej niż lotnicze.

    Problem w tym że nasze lęki nie mają nic z racjonalności.

    Kiedyś przeżyłem taką przygodę: wysiadłem na zbyt wczesnym przystanku z ostatniego pociągu w danym kierunku i miałem do wyboru:
    1) przespacerować się ok. dwudziestu paru kilometrów,
    2) czekać do rana na następny pociąg na małej stacyjce (nuda!).

    Będąc sprawnym dwudziestolatkiem w naturalny sposób wybrałem spacer, po kilku godzinach bez problemu docierając na miejsce.

    Niejedna osoba dziwiła się się że „niebezpiecznie, ktoś mógł napaść”, bez żadnej refleksji skąd się miał ów napadający znaleźć na dróżce wzdłuż torów, w środku nocy.

  13. @gszczepa
    1. Właśnie tego wypadku drogowego się bałam. A więc mój lęk był uzasadniony.
    2. A na tej dróżce wzdłuż torów nocą mógł się znaleźć drugi taki sprawny dwudziestolatek, tylko że agresywny.

  14. Stokrotko!
    Podejrzewam, że wyjazd Twojego 11-latka był pewnie zupełnie inny, przypuszczam, że został wstawiony do autobusu, zostawiony pod opieką kierowcy, i odebrany w Płocku. Tutaj chłopak sam musi sobie dać radę w Londynie.
    A że to było z „Angory” – zgadzam się.
    ————-
    Telemachu!
    Nie wiedziałem, że mieszkasz w Berlinie, bobym dał znać, jak wyjeżdżałem. Ale nigdy nie mów nigdy. Berlin zwiedzałem „przewodnikowo”, zabytek za zabytkiem, atrakcja za atrakcją. Ale zostało trochę atrakcji – , zostawiłem sobie Poczdam – tam nie byłem, spędziłem pół dnia w Gemäldegalerie (jak zwykle), ale w Neue Nationalgalerie nie byłem, bo akurat był remont i była zamknięta. Na Wyspę Muzeów nie wchodziłem, bo mnie mniej interesują te sprawy.
    —————-
    Widzisz Gszczepa, nie bardzo się z Tobą zgadzam. Mężczyźnie jest pod tym względem łatwiej, dostanie tylko po mordzie. Piszesz: „skąd się miał ów napadający znaleźć na dróżce wzdłuż torów, w środku nocy”. Ano siedział po libacji i odpoczywał. A tu nagle wzdłuż torów idzie w środku nocy młoda dziewczyna. W takich przypadkach najgorsze są takie niespodziewane spotkania, nie wiesz, czy ten człowiek będzie przyjazny, czy będzie dramat.

  15. Klucz w tym, że już by się miał znaleźć „napastnik”, to wszędzie indziej miał na to większe szanse. Czy to na stacji kolejowej, czy to w mieście itd.

    W środku nocy, na bezludziu jest bardzo bezpiecznie, to nasze nieracjonalne lęki rodem z przysłowiowej sawanny generują niepokój.

  16. @Stokrotka,
    Wypadek drogowy jest niezależny od opieki.

  17. Moją znajomą okradziono w autobusie w Warszawie. Zorientowała się w momencie, gdy za szybą ujrzała swój portfel w ręku obcego, roześmianego mężczyzny, który pokazywał go jej gdy autobus ruszał. On był na zewnątrz.
    Odważni ci Twoi znajomi.
    Muszę jednak przyznać się, że swoją siedemnastoletnią córkę wysłałam na dwa tygodnie do Londynu na kurs językowy – samą – nikt jej nie odbierał, musiała sama dać radę i dała. Mieszkanie miała zabukowane, sama trafiła.

    Myślę, że są to przypadki kiedy się wie, że dziecko da radę.

  18. No i tak z ciekawości się pytam. Wrócił już z tego Londynu z kolegami i z modna bluza ?… ☺

  19. Julu!
    Wiesz, że nie wiem? Jak go spotkam, to się spytam, a będę go widział dzisiaj.
    —————
    Mario, widziałem po jego minie, jak mi tę wiadomość zakomunikował, że był 100-procentowo pewny, że syn da sobie radę.
    ————
    Gszczepa!
    Nie mogę się z Tobą zgodzić. Pomijam już młodą dziewczynę, pozostańmy przy mężczyznach. To wszystko polega na przypadku, to nie musi być świadome działanie. Jest druga w nocy, leziesz po podkładach kolejowych, masz już 5 kilometrów za sobą, z lewej las, z prawej las, i raptem patrzysz, a naprzeciwko w Twoim kierunku idzie facet, tak samo po ciemku (i tak ułatwiam sprawę, bo mogło iść ich trzech). Co robisz? Uciekasz nazad? Czy do lasu? Czy podchodzisz z wyciągniętą prawicą i mówisz: „ładna dziś noc, księżycowa”?
    Zaręczam Ci, że takich jak Ty, zagubionych, jest mikroskopijnie mało. Najczęściej ludzie spotykani w nocy na pustkowiu to są albo przemytnicy albo kłusownicy albo złodzieje. I później powiedzą, że się miało pecha, że się znalazło w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.

  20. A jak sobie siedzisz w środku nocy, na pustej stacyjce i przyjdzie trzech kolesi, to co zrobisz?

    przemytnicy albo kłusownicy albo złodzieje

    Bądźmy poważni. Jakieś absurdalne, pierwotne lęki tutaj przedstawiasz. Przemytnicy? Kłusownicy? Złodzieje? I co oni tam robią? Przemycają papierosy z Tarnowa do Krakowa? Pieszo po torach?

    Jak ktoś tak bardzo chce ograniczyć szanse na bycie ofiarą to powinien przestać się spotykać z rodziną i znajomymi – bo to są główni sprawcy morderstw. A nie przypadkowe spotkane osoby na odludziu.

  21. „Po kilku kontrolnych pytaniach dowiedziałem się, że jedynie w Londynie i w Paryżu można dostać jakąś tam niesłychanie ważną bluzę, chłopak ma odłożone pieniądze i leci z dwoma kolegami. ”

    Mnie zas bardziej zastanowil powod lotu do Londyny niz sam fakt podrozy.

    Pozdrawiam

  22. Gszczepa!
    Na tej stacyjce tak samo nieswojo bym się czuł. Raczej zapukałbym do jakiegoś domostwa i poprosił o nocleg, niż siedział na stacyjce. Raz znalazłem się w takiej samej sytuacji, że na stopie facet wysadził mnie w szczerym polu na początku nocy, i mogłem albo pójść piechotą do najbliższej wioski (miasta), albo siedzieć w rowie i czekać na świt. Polska na szczęście nie jest zabudowana wioskowo, tylko chałupy są wszędzie rozrzucone, więc podszedłem do pierwszych świateł i poprosiłem o nocleg. Ta stacyjka zapewne też nie stała w szczerym polu.
    ———–
    Vandermerwe!
    Jak Cię lubię, nie rozumiem pytania. Masz 15 lat, żebyś rozumiał? Vandermerwe, więcej tolerancji, przypomnij sobie, jakie my mieliśmy odbicia w młodości.

  23. @ Torlin,

    Ja nikogo o nic nie pytalem. Natomiast stwierdzilem, ze zastanowil mnie fakt podrozy po kawalek „materialu”. Oczywiscie mozemy rozwazac „jak dlugi jest sznurek” ale ta podroz dosyc duzo mowi o spoleczenstwie w jakim zyjemy. Piszesz o „odbiciach”. Tak, mialem, jednak byly one dosyc mocno temprowane zarowno przez rodzine jak i spoleczenstwo. Mam pytanie, jak zachowalby sie ow mlody czlowiek, gdyby rodzice nie pozwolili na podroz do Londynu?
    Teraz moze mniej teoretyczny przyklad. Moj najmlodszy syn wrocil tydzien temu z Polski. W czasie pobytu zostal zaproszony na spotkanie towarzyskie w jednym z przedsiebiorstw. Opowiedzil jak to wygladalo:
    a. mlodzi ludzie siedzieli w restauracji i sie do siebie nie odzywali. Syn probowal rozruszac towarzystwo rozmowa, gdyz caly sens tego spotkania byl w osobistym i towarzyskim kontakcie.
    b. po jakims czasie mlodzi ludzie wstawali i bez slowa znikali.

    Pozdrawiam

  24. Zamieszczona przez Ciebie grafika z napisem odzwierciedla poniekąd podejście moich Rodziców. Z jednej strony im się nie dziwię, ale z drugiej nieco mnie to frustruje… Ciagnie mnie w różne miejsca, na różne wydarzenia, a czasami jestem tak uziemiony, że szlag…

    Podzielam natomiast Twoje odczucia względem sprawy opisanej w notce. Nie dosyć, że CZTERNASTOLATEK jedzie TAKI KAWAŁ DROGi sam (lub nawet w towarzstwie obcych, ktorych jego rodzice niekoniecznie muszą znać), to jeszcze robi to po KAWAŁEK MATERIAŁU, ktory spokojnie można by zamówić z dostawą do domu. Wolność zbyt daleko posunięta…

    Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: