Napisane przez: torlin | 26/09/2017

CCR

Moja młoda, mniej więcej trzydziestoletnia znajoma, dziewczyna mojego kumpla Łukasza, jest wielbicielką lat 60. Ubiera się jak za dawnych lat, słucha piosenek z tamtego okresu, ogląda seriale. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie stroni od nowoczesności, ale tamta epoka ją fascynuje. Zadała mi pytanie, jakie utwory leciały najczęściej na dyskotekach, jak miałem 19 lat. Szczepanik, Beata i Anna to były przytulanki, ale jak się chciało potańczyć z dziewczyną naprawdę?

I wtedy przyszedł mi do głowy Creedence Clearwater Revival. jaki ten zespół był nieprawdopodobnie popularny do tańczenia rock’n’rolla. Ale utwór, który bił rekordy nadawania, to była „Molina”, przy nim można było powywijać dziewuchami (taniec samemu lub w kółku był kompromitacją, oznaczało, że dany delikwent po prostu nie umie tańczyć).

I co najciekawsze, kiedy moja  córka zaczęła chodzić 30 lat później do klubów, znała wszystkie piosenki CCR („Tato, oni to bez przerwy nadają”). A czego Wy słuchaliście za młodych lat na tego rodzaju potańcówkach?

 


Responses

  1. Nie bywałem za młodu na takich imprezach 😀

  2. Ojej. Ponieważ tam gdzie się poruszałem majac 19 lat słuchanie CCR i „wywijanie dziewuchami” uchodziło za potworny obciach to trudno mi na twoje pytanie odpowiedzieć. Słuchaliśmy jazzu, czasem jazz-rockowej muzyki, bawiliśmy się w 1969 przy BS&T i Chicago. Później okazało się to być niespecjalnie wybredne ale tak było.

  3. Gszczepa – żartujesz?
    ———–
    Telemachu, przy tym nie dało się tańczyć. Ile razy próbowaliśmy bawić się przy Twoich propozycjach, przy EL&P, Cream, Lez Zeppelin, to to była męczarnia, cudowna muzyka do słuchania, ale nie do zabawy. To samo z jazzem. A tak na marginesie, dlaczego Słuchanie BS&T i Chicago, szczególnie z okresu Chicago Transit Authority miało być mało wybredne? Toż to znakomita muzyka.

  4. Ja należę do osób lubiących „starocie”, chociaż od nowoczesności też nie stronię – całkiem jak Twoja znajoma 🙂 Lubię lata 80-te i 70-te, Beatlesów znam, Szczepanika i Stana Borysa też. Nawet Harry’ego Belafonte – a jego „Banana Boat Song” to już lata tylko deczko po wojnie…

    Ale przyznam szczerze, że o Creedence słyszę dopiero od Ciebie 🙂

  5. Nie 😀

    Moja młodość upłynęła pomiędzy biblioteką, komputerem, siłownią i bieganiem. Nie miałem czasu na potańcówki.

  6. Torlinie:
    >>>A tak na marginesie, dlaczego Słuchanie BS&T i Chicago, szczególnie z okresu Chicago Transit Authority miało być mało wybredne?<<<<

    A bo ja wiem? To się wymyka racjonalnym kryteriom oceny. Tak już jest z muzyką. Kolektywna percepcja, bardzo subiektywna. Jedni dostawali odjazdu przy Modern Jazz Quartet, drudzy przy Waldemarze Koconiu. Albo CCR. I byli (co jest z dzisiejszej perspektywy niezrozumiałe) gotowi walczyć do upadłego aby dowieść wyższości jednego nad drugim. Absurd trudny do pojęcia.

  7. Gszczepa!
    To rzeczywiście dla mnie przedziwne, miałem czas i na bieganie, fotografowanie, treningi pływackie, wędrówki i na dyskoteki. Ale za moich czasów nie było komputerów i telefonów komórkowych. Tak więc rozumiem.
    ————-
    Coś w tym jest Telemachu. Chyba masz dużo racji. Im ktoś stał wyżej w zrozumieniu muzyki, lekceważył ludzi lubiących muzykę o oczko niżej. Ale wydaje mi się, że to jest charakterystyczne dla wielu innych działów, szczególnie kultury, ale i polityki, sportu. Napisałem przed laty notkę na podobny temat, jak można jakiejś rzeczy nie wiedzieć (inna rzecz, że z rozrzewnieniem spojrzałem na dyskutantów, już nikt nie został z wyjątkiem Pawła, PAK-a i TesTeqa). Ale i moja optyka się zmienia (patrz na moją opinię na temat serialu „Wiedźmin”), za moich młodych lat największym obciachem, absolutnym szczytem kiczu porównywalnym do jelenia na rykowisku, była piosenka „Pamelo żegnaj”, dzisiaj patrzę na nią z przymrużeniem oka, jak na pastisz.
    BS&T i CTA to były pogranicze jazzu i bigbitu, tak wtedy było to odbierane.

  8. A ja to rytmy ” z gorączki sobotniej nocy ” – Trawolta i bracia z Bee Gres.
    Dyskoteki , tańce grupowe ale wymyślne figury synchroniczne wykonywane.
    A jak para to wzorowana na tańcu Trawolty. 😉😆

  9. grupa muzyczna ” Bee Gees „.
    Pisze komórki i jak nie zwrócę uwagi, to komputer takie cudaczne wyrazy podpowiada i się wklepuje. 😉

  10. >>>BS&T i CTA to były pogranicze jazzu i bigbitu, tak wtedy było to odbierane.<<<<
    Było. Tylko kiedy i przez kogo, powinieneś dodać. Bo to samo nie jest nigdy tym samym tylko zależy od sytuacyjnego, społecznego i historycznego i (przede wszystkim) emocjonalnego kontekstu. Nawet Twój z taką nostalgią wspominany CCR był inaczej odbierany na potańcówce w remizie a inaczej na spotkaniu miłośników free jazzu w zadymionej piwnicy pełnej sfrustrowanych intelektualistów. Mamy zwyczaj przypisywania naszym upodobaniom i poglądom wartości i znaczeń uniwersalnych. Tacy już jesteśmy że sądzimy, że to co nam sie wydaje jest tym, co jest.

  11. Julu!
    Nigdy nie piszę w komórce, tylko w laptopie. Tam wiem, że moje wpisy i komentarze będą „ładne”. Ja w telefonie komórkowym nie daję sobie rady z podpowiadaniem wyrazów, gaśnięciem mi ekranu, przekierowywaniem mnie na inne strony, to jest koszmar. Odpowiadam, jak przychodzę do domu, mam trochę czasu wolnego, to wtedy siadam i hurtem odpisuję.
    Travolta.
    Mam nadzieję, że Cię nie obrażam, ale nie znosiłem muzyki lat 70., ja wiem, że ona powstała w kontrze do właśnie przełomu lat 60. i 70, jako rodzaj odreagowania na za trudną muzykę poprzedniego okresu. Dla mnie muzyka disko była czymś przerażającym, a Bee Gees śpiewający falsetem miał groteskowe brzmienie. Z lat 70. (1974-1979) dobrze znosiłem przede wszystkim Queen.
    ————————————–
    Telemachu!
    Są właściwie dwie sprawy przez Ciebie poruszane
    1. To to, że w ten sposób uniemożliwiasz jakąkolwiek recenzję, umiłowanie jakiejś sztuki, ocenę, likwidujesz 1.000 najlepszych obrazów świata, a zostawiasz 1.000 najpopularniejszych. Nie ma mojej zgody, nie można powiedzieć, że wszystko jest płynne.I tutaj płynnie przechodzimy do punktu
    2. , że ta zadymiona salka jest właśnie synonimem jedności zbiorowości, wspólnoty poglądów, jednakowych ocen. Bo przecież ja się nie będę wypowiadał na temat 10 najlepszych utworów rapu, bo się na tym nie znam. Ale taka różna ocena jednego konkretnego utworu jest czymś najnormalniejszym na świecie, wiadomo, że inaczej będzie odbierane CCR w remizie, a inaczej na koncercie, tak jak dawniej szydzono w moim towarzystwie z mydełka FA , a uwielbiało się ten utwór na weselach.

  12. O widzisz, pływać za młodu też nie pływałem 😀
    (nauczyłem się w wieku 24 lat)

  13. Drogi Torlinie,

    ja nie likwiduję 1000 najlepszych obrazów świata. Ja tylko stwierdzam, że nie ma czegoś takiego jak „1000 najlepszych obrazów świata”. Wierz mi, nie ma, bo nie ma żadnych jednolitych i obiektywnych kryteriów, które by pozwalały na taką klasyfikację. Ergo: nie ma.
    Może być natomiast „100 filmów, które zmieniły historię kina” lub 1000 obrazów wyłonionych drogą plebiscytu. Tak jak się wyłania najlepszych piłkarzy lub serki topione. Ale wówczas to już nie będą „najlepsze” obrazy, lecz obrazy, które z jakiegoś, przeważnie trudnego do uchwycenia powodu komuś się podobały.

    Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Istotnie, jestem głęboko przekonany że ocena jest jak najbardziej możliwa, powinniśmy jednak mieć świadomość, że jest to wynik indywidualnej percepcji i wiedzy/doświadczeń oceniającego, a nie immanentna cecha tego co oceniane.
    Dostrzegasz subtelną różnicę?

  14. Gszczepa!
    Grunt że umiesz. Nie wiem, jak to jest w dzisiejszych szkołach (powiem szczerze, że wiem, że moje wnuczki chodzą na basen, ale czy to robią w ramach szkolnych zajęć, czy im indywidualne lekcje wykupili rodzice – ignoro), ale za moich młodych lat basen był obowiązkowy i cala Polska musiała umieć pływać. Inna rzecz, że uważam to za jedną z najważniejszych umiejętności sportowych, jakie każdy człowiek powinien posiadać. Nie musi być od razu Thorpem (Thorpedą 😉 ), ale żeby chociaż po wywróceniu się łódki potrafił dopłynąć 50 metrów do brzegu, a nie topił się od razu. Pamiętam, jak pilnowało się młodych, niedoświadczonych ludzi na żaglówce, aby nie stali przy zwrocie w miejscu przemieszczania się bomu, bo ich wyrzuci za burtę. A podjęcie akcji ratunkowej szczególnie przy wietrznej pogodzie wymaga nie tylko umiejętności zawracania i podjęcia „człowieka za burtą”, ale i chociaż podstawowych umiejętności pływackich delikwenta (że nie wspomnę o klarze na pokładzie, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, łącznie z kołem ratunkowym).
    ————
    Telemachu, ja Twoich stwierdzeń nie mogę tak zostawić. Wprawdzie na ten temat kłócą się ludzi mądrzy i inteligentni od czasów greckich, ale nie widzę powodów, dla których my również nie moglibyśmy podyskutować. Teraz nie mogę, ale obiecuję, że dzisiaj napiszę nową notkę z moimi poglądami na ten temat.

  15. Doskonały pomysł. Proponuję, abyś zrobił to na podstawie analizy porównawczej dwóch następujących dzieł sztuki:
    1. Stojącej we Florencji rzeźby Dawida autorstwa Michała Anioła. Z całą pewnością najbardziej znanej jego rzeźby.
    2. Będącej ozdobą i dumą paryskiego Muzeum Picassa rzeźby pt. Tête de taureau (głowa byka) stworzonej w 1942 roku. Jest to (sądząc po ilości opracowań, analiz i esejów) najbardziej znana rzeźba Picassa.
    Jestem naprawdę ciekaw w jaki sposób porównasz i ocenisz. I która okaże się „lepsza”

  16. Telemachu, nie będziesz mnie ustawiał pod ścianą, gdzie Ci wygodnie. Wiesz świetnie, że te rzeczy są nieporównywalne, albo jednakowe w ocenie. Odpowiedź wieczorem.

  17. Droi Torlinie,

    Naturalnie, ze wiem. Ale to Ty przeciez polemicznie twierdziles ze mozliwy jest wybor 1000 „najlepszych” obrazow lub rzezb. W jaki sposob pragniesz dokonac wyboru skoro twierdzisz, ze sa one nieporownywalne? Z czego ma wynikac zatem ich „najlepszosc”? Jakimi kryteriami mozna sie zatem posluzyc? Czyzby mozliwy byl wybor bez kryteriow wyboru? Czekam na wyjasnienie z ciekawoscia.

    Przepraszam za brak znakow diakrytycznych. Nie mam dostepu.

  18. @Torlin
    za moich młodych lat basen był obowiązkowy i cala Polska musiała umieć pływać.

    No nie, co najwyżej, cała Warszawa (a po prawdzie i w to nie wierzę).

    W mieście z którego pochodzę, basen powstał około 2000 r., (a historia planowania jego budowy to była wieloletnia telenowela, z nieustannie zmieniającym się miejscem akcji, czyli planowanej budowy). Zaryzykuje stwierdzenie, że [za PRL] miedzy Krakowem a Rzeszowem był jeden basen, w Tarnowie. I nie sądzę żebym się bardzo mylił 😀

    Jak ci wszyscy obowiązkowi basenowicze mieli się tam mieścić?

    W moich okolicach alternatywą do basenu była lokalna rzeka, ale trudno pływać w rzece którą w lecie można przebrodzić w krótkich spodenkach.

  19. Gszczepa!
    Były dzielnicowe baseny, szkoły miały rozpiskę

  20. W Warszawie, może i tak!

  21. Nie mam danych na temat innych miejsc w Polsce

  22. To co wypisujesz, że cala Polska musiała umieć pływać. 😉 😛

  23. Jejku, czy ja się muszę tak pilnować z każdym słowem. Musze przyznać, że napisałem je bezwiednie, w każdym razie ja nie znałem osoby, która, lepiej czy gorzej, nie umiałaby pływać. I na tej podstawie to napisałem.

  24. Ręce załamać 😦


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: