Napisane przez: torlin | 01/11/2017

Powiat bieszczadzki i inne piękne okoliczności przyrody. Niepowtarzalnej.

Dzisiaj zrobimy sobie pewnego rodzaju Hyde Park, nazbierało się tego trochę. Telemach ma rację, że nie można wierzyć we wszystko Wikipedii. No cóż Telemachu, trochę inaczej zachowuję się przy swojej poważnej pisaninie, weryfikuję wszystko jak tylko mogę, sprawdzam w dziesiątkach (jeżeli tyle jest :D) źródeł, trochę inaczej zachowuję się w blogu. Wybacz, ale nie sprawdzam prawdziwości herbu Walezjuszy (mam nadzieję, że się nie gniewasz za te słowa).

Oto duet danych z Wikipedii, z notek, które w ostatnich dwóch dniach były mi potrzebne:

  1.  Powiat bieszczadzki  (tako rzecze Wikipedia): „jest najmniejszym (…) powiatem w Polsce”, ma 1138,17 km². Tymczasem wystarczy wejść na byle jakie województwo, np. wielkopolskie, gdzie powiatów poniżej 1 tys km² jest większość.
  2. Maria Kunegunda Wettyn, nazwisko nieobojętne chyba każdemu Polakowi, najmłodsza córka Augusta III i Marii Józefy Habsburżanki (miał tych dzieci aż 14, i co najciekawsze 11 dożyło do prawie mocno zaawansowanego wieku) – ale nie o tym mówimy. W Wikipedii pod hasłem Maria Kunegunda Wettyn czytamy: „Maria Kunegunda była 15. (najmłodszym) dzieckiem elektora saskiego i króla Polski Augusta III i jego żony Marii Józefy, jedynym dzieckiem tej pary, które przyszło na świat na terenie Polski (pozostałe rodziły się w Saksonii)”. W porządku, zaglądamy do tych innych dzieci i sprawdzamy (jak kiedyś Giertych niszczący Kurskiego): „Maria Elżbieta Wettyn. Urodziła się w Wilanowie jako jedenaste spośród czternaściorga dzieci pary królewskiej”. ” Maria Krystyna Wettyn. Urodziła się w Wilanowie jako dziesiąte spośród czternaściorga dzieci pary królewskiej”. Starczy?

Mam prośbę do Pań, przede wszystkim do Stokrotki, Marii i Juli. Trochę boję się opublikować notkę, którą napisałem. Kiedyś dałem kontrowersyjną notkę w Kamiennej Wiosce o kobietach, i od tego czasu więcej nie ujrzałem Dory z „Polityki” i acapelli. Jeżeli mi pozwolicie i nie odejdziecie z blogu, to ją – za Waszą zgodą – opublikuję. Inaczej nie.


Dzisiaj jest pierwszy listopada, Dzień Wszystkich Świętych. Ja, jak wiecie, jestem niewierzący, ale niektórych świętych bardzo lubię. Takim moim ulubionym jest Św. Nepomucen, patron zachowania tajemnicy, „przeciwpowodziowy” i podróżników i żeglarzy. Zbudowany jestem

dziejami powyższej figurki, pracowałem w tych latach na Łuku Siekierkowskim. Na rogu Augustówki i Wiertniczej stała w szczerym polu figurka Świętego, i kiedy TVN zaczął budować swoją drugą siedzibę, figurka zniknęła. I raptem na końcu odnowiona znalazła się na swoim miejscu, a TVN dorobiła Świętemu nową funkcję – jako że zginął nie wyjawiwszy tajemnicy spowiedzi, jest też uważany za patrona zachowania tajemnicy i dobrego imienia. Lubię Św. Franciszka za rozmowy ze zwierzętami i Św. Jacka za imię.


Mamy Dzień Zmarłych i znowu odeszło kilku artystów, których kochaliśmy: Sienkiewicz, Michnikowski, Młynarski, Pyrkosz (Pyrkosz, pyrkosz, i nie jedziesz), Ordon, Wodecki, Szaflarska. Odszedł cudowny reżyser Tadeusz Chmielewski, twórca takich potęg po dzień dzisiejszy jak: „Ewa chce spać”, „Dwaj panowie N” (niedoceniany film kryminalny, obydwa z Mikulskim), „Gdzie jest generał”, „Pieczone gołąbki”, „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, „Nie lubię poniedziałku” i „Wiosna panie sierżancie”.

Strasznie mi żal, że odchodzą ludzie dawnych kabaretów, już prawie nikogo nie ma, z „młodszych” został Fronczewski, Barbara Wrzesińska, Marek Kondrat, Wojciech Pokora, Janusz Gajos. Jan Kobuszewski. Ale ci pierwsi? Krafftówna, Michnikowski, Dziewoński, Marian Kociniak (chociaż Jan też występował), Andrzej Zaorski, a teraz Sienkiewicz i Michnikowski. Pani Krystyna zawsze będzie mi się kojarzyć obok kabaretów z „Lekarstwem na miłość” i „Rzeczpospolitą babską”. Żal mi tych dawnych kabarecików rodem z Gałczyńskiego, późniejsze ze Śleszyńską, Wonsem, Siudymem i Tyńcem – to już nie było to.


Ksawery położył pomnik przyrody w Lesie Kabackim.


Kiedy przestanie padać?


Mam olbrzymi problem, może nie egzystencjalny, nie przesadzajmy. Nie mam z kim wyjeżdżać, dotychczasowi partnerzy i partnerki wykruszyli się, a ja nie mogę znaleźć chętnego (chętną) na powłóczenie się z plecakiem np. w przyszłym roku na przełomie sierpnia i września po Kirgizji. Może sami bylibyście zainteresowani, a może znacie kogoś?


Vandermerwe, stęskniłem się za Twoimi komentarzami. Uhuhu!!!! Pozdrowienia

Reklamy

Responses

  1. W Wikipedii pisze o powiecie bieszczadzkim:
    Jest najmniejszym i najrzadziej zaludnionym powiatem w Polsce
    I myślałem że ta najmniejszość odnosi się do liczby mieszkańców, ale też się nie zgadza, sejneński jest jeszcze mniej liczny 😀

  2. To chyba by było „najmniej licznym” 😀 pzdr

  3. Ja jestem tolerancyjna . Każdy może mieć swoje zdanie, zwłaszcza Ty na swoim blogu. Przypuszczam ,że chcesz nawiązać do tego co się dzieje w Hollywood. ” Me too ” , czy jakoś tak.
    Ps.
    No tak odchodzi kolejne pokolenie, to już pokolenie moich rodziców.
    Ci znani i Ci mniej znani. Również i nasi rownolatkowie .
    Taka kolej rzeczy , tylko nieliczni dozywaja do 100 lat. 🍁
    Nawet najstarsza Polka umarła , chyba miała 115 lat. ☺

  4. „Vandermerwe, stęskniłem się za Twoimi komentarzami. Uhuhu!!!! ”

    Ktos mnie wzywal!!! Jestem, jestem. Mam troche roznych spraw na glowie i niewiele do powiedzenia.

    Pozdrawiam

  5. Torlinie
    Twój blog, Twoje przemyślenia.
    Może nie ma związku czyjaś nieobecność z tym co napisałeś? Nie wiesz tego.
    Nie wybieraj najgorszej z możliwych opcji.

    Jeśli chodzi o wyjazd, to latem najprawdopodobniej wybiorę się na Lofoty.
    Jakbyś był chętny daj znać – zbieramy grupę.

  6. Julu!
    Dzięki.
    —————————
    Mario!
    Niestety, wiem to od Dory (Dorota Szwarcman), że ją tak oburzył mój wpis, że zerwała ze mną kontakty. Identycznie zareagowała a’capella. Od tego czasu boję się dawać kontrowersyjne notki o relacjach męsko-damskich i na temat kobiet.
    Jeżeli chodzi o wyjazd, to nastąpiła w moim mózgu kompletna konsternacja. Z jednej strony radość, że będę miał z kim wyjeżdżać. Z drugiej przerażenie – Lofoty. Kierunek, który nigdy nie zaistniał w moim mózgu: Etiopia, Sierra Nevada, Islandia, Kirgizja, ale Norwegia? Rozumiem, że leciałoby się do Tromso. Boję się, że Norwegia będzie dla mnie niedostępna cenowo, mój zięć pracował w Norwegii, i to co on opowiadał na temat cen w tym kraju, to szok. Boję się, że nie będzie to na moją kieszeń, bilet z lotniska do Oslo kosztuje ponad 100 złotych.
    Mario, generalnie jestem „za”, ale w tym wypadku chyba nie dam rady. A nie zmienilibyście kierunku na Islandię? Mam oprócz siebie jeszcze deklarujące się wstępnie dwie osoby.
    ————–
    Vandermerwe!
    Jesteś. Kamień z serca. Nie wybierasz się do Polski?

  7. Islandia obowiązkowo.
    Torlinie, raczej rozważam Narvik – bo bliżej.
    Wszystko zależy od organizacji – koszty też.
    Za 3 dni zwiedzania Oslo z jednodobowym Oslocard i dwoma noclegami w apartamencie na osobę wyszło 1 300 zł. Jest to dużo, ale myślę do przeżycia.
    Pooglądaj sobie fotki z Lofotów:)

  8. Kochana Mario, chyba żartujesz, ja z Google Street View pływałem po jeziorze Titicaca, chodziłem po Katmandu i byłem na Brooklynie. Na Lofotach też byłem, chociaż ruchomych zdjęć jest podejrzanie mało. Islandia wydaje mi się ciekawsza, ale też jest szalenie droga. Jeżeli chodzi o 1.300 zł, to w ogóle nie ma sprawy, ale widzisz, ja jestem włóczykijem, więc jak jestem, na Lofotach, to zobaczyłbym Narwik i Przylądek Północny, a to wszystko podraża co najmniej pięciokrotnie. Siedem dni, czy w Norwegii, czy w Islandii, to z pożyczeniem samochodu murowane 3.000 zł, nie wierzę, aby można było taniej. Ale wszystko jest do rozważenia. Pzdr

  9. Droga, szanowni przedpiścy, to są przedmieścia Warszawy. Od kiedy zapłaciłem w małej knajpce w Konstancinie równowartość rocznego dochodu mieszkańca Burkina Faso za butelczynę zupełnie średniego sycylijskiego primitivo jestem ostrożniejszy w wydawaniu opinii o tym gdzie jest drogo a gdzie tanio.

    Jak mawiał Benia Krzyk: a u nas w Odessie to można taniej dostać po mordzie niż np. w takim Petersburgu.

    A w ogóle to smutny wpis. Nie dlatego, że ludzie z naszej przeszłości odchodzą.r

  10. Nie wiem o jakiej notce, którą obraziłeś panie wspominasz. Ale jeśli obraziłeś to może już nie ryzykuj drugi raz…
    Jeśli chodzi o Wikipedię to już kiedyś wspominałam u siebie ze nie darzę jej zaufaniem. Powiem tak: Gdyby ktoś miał pisać jakieś opracowanie na temat rodu z którego się wywodzę na podstawie informacji umieszczonej nt. czterech artystów w tejże Wikipedii to chyba bym go zastrzeliła. Tyle tam bowiem ktoś napisał głupot i nieścisłości. Usiłowałam to zmienić i sprostować pisząc swoje uwagi i komentarze – ale nie ma do dzisiaj żadnego odzewu ani zmian.
    A do Kirgizji razem nie pojedziemy bo …. nawet w Łazienkach Królewskich nie chcesz się ze mną spotkać.

  11. Stokrotko! 😀
    1. Ja nie mam karabinu, ale zaraz wyciągnę go i z tego nieistniejącego karabinu Cię zastrzelę. Nigdy w życiu nie zaproponowałaś mi spotkania w Łazienkach, to ja Ciebie zaprosiłem na urodziny i święto blogu, i dostałem kosza. 😀
    2. Jak widzisz błędy w Wikipedii, to nie masz co do nich pisać, tylko się trzeba zalogować, i samemu dokonać zmian. Kiedyś to robiłem, teraz mi się znudziło. Nawet kilka notek jest moich.
    3. No i jest 2:1. No i nie wiem, co robić.
    —————
    Telemachu!
    Błagam, nie przesadzaj, Norwegia naprawdę jest bardzo droga, tak jak i Szwajcaria, i Islandia.

  12. Torlinie – zajrzyj pod swój wpis z 30.08.17 pt: „Moja przyszłość… ” to znajdziesz tam moją niemoralną propozycję spotkania się z Tobą w Łazienkach Królewskich. A dlaczego nie przyszłam na spotkanie z Tobą z okazji Twoich urodzin – to przecież kilka razy Ci tłumaczyłam.
    Ale już mi nie przyznawaj racji tylko weź ten nieistniejący karabin i strzel sobie gdzie tam chcesz….

  13. Stokrotko, tylko się nie obrażaj, przecież dałem emotikony. Nie zapamiętałem tej propozycji jako spotkanie z Tobą, tylko że wnuczki mają się spotkać. A ja nie mam szans na wyjazd ze wszystkimi wnuczkami gdzieś „w Warszawę”, bo to jest niemożliwe ze względów logistycznych. Nawet nie mogę od połowy roku zabrać ich na wycieczkę po Warszawie, bo jak nie mają zajęć, to pada.

  14. @ telemach,

    „Od kiedy zapłaciłem w małej knajpce w Konstancinie równowartość rocznego dochodu mieszkańca Burkina Faso za butelczynę zupełnie średniego sycylijskiego primitivo jestem ostrożniejszy w wydawaniu opinii o tym gdzie jest drogo a gdzie tanio.”

    Sadze, ze porownanie z Burkina Faso jest ekstremalne. Pozwole sobie na mniej drastyczny przyklad. W Polsce, w sklepie „Lubie Wino” ( czy cos takiego) butelka w miare strawnego wina kosztuje 30 do 50 zl co w przeliczeniu na nasze jest R120 do R200. Po tej stronie globu, zdecydowanie lepsze wino kosztuje miedzy R80 a R100 czyli miedzy 20 do 25 zl. O cenach w restauracji nie wspomne. Patrzac na to z mojej czy piszacych tutaj perspektywy wino w RPA jest tansze, co wcale nie oznacza, ze zycie jest tansze w RPA

    Pozdrawiam

  15. Przykład o tyle niedobry Vandermerwe, że RPA jest producentem wina, a Polska importerem.

  16. @ Torlin,

    Nie zupelnie sie z Toba zgodze. Wina importowane niekoniecznie sa drozsze – nawet te z Europy. Calkiem dobre wino z Chile czy Argentyny jest w cenie wina tutejszego.Dokladnie to samo argentynskie wino w Polsce kosztue okolo 40 zl czyli R160, gdy jego cena tutaj jest R80 czyli 20 zl. Lokalna odmiana tego wina rowniez kosztuje R80. Jesli zas spojrzec na ceny zywnosci to sa one porownywalne z tymi w Europie – RPA przestala byc samowystarczalna w tym wzgledzie ale wiekszosc zywnosci jest jednak lokalnego pochodzenia.

    Pozdrawiam

  17. Drogi Vandermerwe, jedynym wytłumaczeniem dla mnie są dla mnie dwie podstawowe informacje ( z tym, że zakładamy, że na na winach, jego produkcji i dystrybucji ja się w ogóle, kompletnie nie znam, mogę napisać bzdury nieświadomie), pierwsza to to, że dużo zależy od akcyzy, którą nakładają konkretne rządy, a drugie, gdzie rozlewane jest wino, pewnikiem jak przyjeżdża w cysternie kolejowej to jest taniej, niż importować konkretne butelki.

  18. @ Torlin,

    Wyjasniam. Pisze o winie importowanym w butelce z Argentyny. Masz racje, ze roznice cen wynikaja z wielu czynnikow. NIemniej jednak i Ty i ja idac do sklepu widzimy cene a nie jej skladniki. Jak widac z naszej dyskusji nawet problem drogo-tanio nie jest prosty.

    Pozdrawiam

  19. Przepraszam Vandermerwe, chciałbym podtrzymywać z Tobą dyskusję, ale się na tym nie znam. Zawsze uważałem, że się nie znam również na winach, ale kiedy napiłem się wina Douro, 10 lat leżące w beczce, właśnie w Portugalii, to poczułem, co to jest dobre wino. Inna rzecz, że dlaczego Główny Urząd Geodezji i Kartografii zaleca stosowanie nazwy Duero do rzeki przepływającej i przez Hiszpanię, i przez Portugalię, kiedy ta druga ma inną nazwę? A może i mają rację, Dunaj wszędzie jest dla nas Dunajem.

  20. @ Torlin,

    Z nazwami jest jak jest. Wodospad Victorii ma swoja lokalna nazwe ale powszechnie uzywa sie nazwy „kolonialnej”. Inna ciekawostka. W polskim atlasie goegraficznym, ktory posiadam nazwy geograficzne podane sa w Afrikaans, z polskim tlumaczeniem w nawiasie.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: