Napisane przez: torlin | 07/11/2017

Pieczara nad rzeką Alle

Rozmawialiśmy ostatnio o języku, i muszę powiedzieć, że dla mnie jest to fascynująca rzecz. A z tej fascynującej rzeczy jest rzecz jeszcze bardziej fascynująca, to jest historia wyrazów, ich pochodzenie. A crême de la crême to jest historia nazw geograficznych na całym świecie. Coś wspaniałego. Z tym że od razu mówię, przy pisaniu tej notki nie korzystam (i nie sprawdzam) z Internetu, w tym w Wikipedii, korzystam ze swoich zbiorów. Dla przykładu etymologia nazwy Olsztyn, tego znad Łyny, w Wikipedii opisana jest błędnie. Tak zresztą, jak i Berno.
Na początku – skała na zdjęciu pochodzi z ruin zamku w Olsztynie. I ktoś w najśmielszych snach mógłby pomyśleć, że Olsztyn w województwie śląskim, i główny Olsztyn nad Łyną mają całkowicie różne nazwy, brzmiące jedynie identycznie. Nazwa Olsztyna na południu pochodzi z niemieckiego die Höhle – jaskinia i der Stein, ale jako „skalna twierdza” (w Polsce der Stein zamienił się w „sztyn”: Frlsztyn, Rabsztyn) – Hohlstein, u Długosza Holsthyn. Tymczasem Olsztyn na północy to jest ta sama twierdza der Stein, ale nad rzeką Alle (czyli po polsku Łyną), czyli Allenstein, co Polacy nazwali Olsztynem.

A historia nazwy Berno nie ma nic wspólnego z niedźwiedziem, ale jest nieprawdopodobnie ciekawa, i związana z … Weroną. Otóż musimy się cofnąć aż do roku 489, kiedy to Werona została zdobyta przez Ostrogotów Teodoryka Wielkiego. Werona stała się jego ukochanym miastem, więc nazwał ją Bern. Miasto miało jeszcze dwie nazwy: Welsch Bern i Dietrichsbern na pamiątkę Dietricha z Berna, zwanego po polsku Dytrykiem z Berna (czyli z Werony). A Berno (po niemiecku Bern) nazwane zostało przez założyciela miasta od dawnej posiadłości domu książęcego w Weronie.

A taki Neapol to po grecku po prostu „Nowe Miasto” (Neapolis).

Nazwa Kalisz pochodzi od … kału, kał w Słowiańszczyźnie to teren mokry, bagnisty, brudny, wilgotny (kalać swoje gniazdo, w staropolszczyźnie: brudzić, tarzać się w błocie, patrz również niepokalana, skalać, pokalać).

A Niemcy (a dokładniej mówiąc Kawalerowie Mieczowi) założyli sobie miasto Memel nad rzeką Memel, i kto by pomyślał, że jest Kłajpeda nad Niemnem. A miasto tak nazwał Witold na złość Krzyżakom.

A tuż obok mamy Inflanty miło brzmiące polskiemu sercu, nazwa pochodzi z niemieckiego Livland, kraj Liwów, jednego z małych plemion ugrofińskich na Łotwie, bo to oni są pierwotnymi mieszkańcami tych krain, ludy bałtyckie zalały Liwów, a do nich m.in. należeli Łatgalowie, i stąd Łatgalia, czyli Inflanty Polskie.

A może coś z Polski. Serock przed laty nazywał się „Szyroczec”, gdyż w tym miejscu:

  1. Bug wpada do Narwi,
  2. Narew wpada do Bugu,
  3. Obydwie rzeki tworzą Bugonarew.

Ja wiem, jaka jest oficjalna wersja, ale żyję tyle lat, że przeżyłem oficjalnie wszystkie trzy wersje. A „szyro” zmieniło się „syro-sero” pod wpływem mazurzenia.

i tak mógłbym ciągnąć, dla mnie to jest fascynujące, kupuję książki, szukam w dokumentach, przeglądam prace w innych językach (dawniej ze słownikami w rękach, teraz jest łatwiej). Zanudziłem pewnie.

Reklamy

Responses

  1. Mnie nieodmiennie fascynuje jak rozmaite cechy stanowią o nazwach przedmiotów w różnych językach.

  2. A dasz przykład? Może wihajster? Wie heißt er? 😀

  3. Zupełnie nie na temat, ale trzy wiadomości z ostatnich dni GW:
    1. Ministerstwo Zdrowia zachęca młode pary, by w płodzeniu potomstwa brały przykład z królików.
    2. Volkswagen skanuje mózg klienta, żeby dobrać mu samochód.
    3. Prawica hinduska twierdzi, że Tadż Mahal nie zasługuje na uwagę, bo zbudował je muzułmański władca.
    Nie wiem, czy należy się bać, płakać czy ryczeć z uciechy.

  4. Wiadomość nr 1: to jakieś złośliwe przekłamanie. Nie wierzę. Poproszę o źródło.
    Wiadomość nr 2: jeśli robią to potajemnie, to jest to przestępstwo. Nie wolno poddawać człowieka procedurom medycznym bez jego zgody. Jeśli za jego zgodą i wiedzą, to jego problem. Tyle że to nie miałoby praktycznego sensu, bo trzeba by założyć, że ten człowiek sam nie wie, czego tak naprawdę chce jego mózg.
    Wiadomość nr 3: nieszkodliwy idiotyzm. Aż tak źle z Indiami nie jest, by tego rodzaju opinie mogły pociągnąć za sobą praktyczne skutki.

  5. @ Torlin,

    Dodalbym jeszcze wiadomosc no.4 o wydarzeniach w Arabii Sudyjskiej i okolicach – jest ciekawie i sadze, ze bedzie ciekawiej choc niezbyt wesolo.

    @ Pawel Lubonski,

    Z pewnoscia idiotyzm. Powiedziano wiecej, w stylu, ze jest to skaza, rzecz „zanieczyszczajaca” historie i kulture Indii. Sadze, ze jednak rzecz w miare grozna, gdyz w telewizji hinduska, zaraz po tym jak owa opinia o Tadz Mahal wypowiedziano mialo miejsce wiele bardzo goracych i gwaltownych dyskusji.

    Pozdrawiam

  6. Proszę Pawle
    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/spot-z-krolikami-ministerstwo-zdrowia-promuje-prokreacje,788311.html

  7. No więc miałem rację. Przekłamanie. Spot promuje zdrowy tryb życia i pod tym względem nic mu nie można zarzucić. Niefortunne jest tylko nawiązanie do rozrodczości. Ale na pewno nie da się powiedzieć, że „Ministerstwo Zdrowia zachęca młode pary, by w płodzeniu potomstwa brały przykład z królików”. A poza tym zdaje się, ze wymyślił to jakiś spec od PR, a nie urzędnik z ministerstwa.

  8. Ot taki przykład militarny:

    Znany powszechnie i lubiany Tomahawk* [ https://pl.wikipedia.org/wiki/BGM-109_Tomahawk ] (chyba ikona każdej amerykańskiej interwencji militarnej na przestrzeni ostatnich 30 lat), to:
    1) po angielsku, cruise missile -> pocisk krążący, niby to wycieczkowiec czy krążownik;
    2) po polsku, pocisk manewrujący, albo pocisk samosterujący
    3) po rosyjsku, крылатая ракета, rakieta skrzydlata
    4) po czesku, raketa plavby, plavby
    Zupełnie inne skojarzenia się budzą.

    * strasznie mi się wydaje ironicznie, że „artykuł na medal” na ten temat jest w języku arabskim

  9. plavba – po czesku to żegluga

  10. Nie Pawle, całkowicie się z Tobą nie zgadzam. Nie wiem, ale Ty chyba nigdy nie miałeś nic wspólnego z reklamą. Zazwyczaj jest ona tak skonstruowana, że słuchacz (widz) najpierw jest przygotowywany do końcowego podsumowania, a na samym końcu jest puenta, o co chodziło reklamodawcy. Teraz w radio słyszałem reklamę chyba BMW, gdzie podawany jest blask tej marki, i na końcu kobiecy głos mówi: „To ja poproszę cztery” – bo to chodziło o opony.
    Tu jest dokładnie to samo, ruch i prawidłowe odżywianie (przygotowanie widza) będzie służyć waszej prokreacji (puenta) jak króliki. Dlatego nie można o niej wypowiadać się tak lekceważąco jak Ty to robisz. „Spot promuje BMW i pod tym względem nic mu nie można zarzucić. Niefortunne jest tylko nawiązanie do opon”. Pozdrowienia.
    —————–
    Gszczepa!
    Bardzo interesujące, ja za słabo zdaje się znam języki obce do takiej zabawy.

  11. Torlinie, to prawda, że nie mam nic wspólnego z reklamą: ani jej nigdy nie tworzyłem, ani się jej nigdy nie przyglądam uważniej. Może właśnie dlatego potrafię do niej podejść z dystansem. W rzeczonym przypadku naprawdę nie dostrzegam przekazu, który – jeśli wierzyć Twojemu komentarzowi – miałby brzmieć: „macie się mnożyć jak króliki”. Burza w szklance wody, która wokół tego spotu wybuchła, wydaje mi się śmieszna. Jedyny sensowny zarzut sformułował Arłukowicz – o marnotrawstwo publicznych pieniędzy.
    Jak już mówimy o reklamach. Jednym z moich nierealnych marzeń jest świat, w którym praca w branży reklamowej będzie czymś tak wstydliwym, jak dziś bycie prostytutką. Niby prawo nie zabrania, ale szanującemu się człowiekowi nie uchodzi. Najbardziej wkurzają mnie reklamy zawierające niespełnialne obietnice. Na przykład reklama mniej lub bardziej otwarcie sugerująca, że właściciel określonego modelu samochodu jest szczególnie męski i cieszy się powodzeniem u kobiet.

    Gszczepa: Wychodzi na to, że polski termin jest najbardziej precyzyjny. Dziwię się, że Rosjanie nie mają jakiegoś dokładniejszego określenia. „Kryłataja rakieta” to był na przykład także pocisk V-1, który przecież żadnej nawigacji ani manewrów nie uprawiał. A może jednak mają? Nie chce mi się szukać.

  12. @ Pawel Lubonski,

    ” Jednym z moich nierealnych marzeń jest świat, w którym praca w branży reklamowej będzie czymś tak wstydliwym, jak dziś bycie prostytutką. Niby prawo nie zabrania, ale szanującemu się człowiekowi nie uchodzi.”

    Marzenia, marzenia. Swiat musialby stac sie o wiele mniej skomercjalizowany. Na reklamy od dawna przestalem zwracac uwage, nigdy nie traktujac ich powaznie. Moze jednak taki dzien nadejdzie i przestrzen medialna przestanie byc zasmiecana. Zgadzam sie z Pana opinia o przekazie dyskutowanej „reklamy”.

    Pozdrawiam

  13. I tu się z Wami nie zgadzam. Oczywiście, jeżeli mówimy o zalewie tych samych reklam w telewizji, to jest to uciążliwe. Ale reklama istnieje od momentu, kiedy zaistniał handel. Źródło problemu leży gdzieś indziej, w nadmiernym skoncentrowaniu środków płatniczych w rękach niewielkiej ilości osób (w stosunku oczywiście do populacji ziemskiej). Bo cóż nas tak denerwuje? Przede wszystkim powtórzenia tych samych firm i tych samych produktów. A dlaczego tak jest? Bo na reklamy telewizyjne, a w mniejszym stopniu radiowe, stać nieliczne firmy, i tylko te z dużym kapitałem. I koło się zamyka. Jeżeli dopuścimy do reklamy np. sklep Achilles robiący wkładki dla osób mających problemy ze stopami, to stacja telewizyjna nie zarobi. A zysk przede wszystkim.
    Dlatego ja słucham reklam, bo czasami można znaleźć perełki (z tym że, o czym ze smutkiem zawiadamiam, nie mam telewizji). Ale reaguję np. na telefony z mojego banku z propozycjami, na reklamę pokazywaną mi w poczcie internetowej, w różnego rodzaju zaproszeniach.

  14. Reklama istnieje może nie od samych początków handlu, ale rzeczywiście od bardzo dawna. Ja jednak widzę zasadniczą różnicę między reklamą zachwalającą, choćby nawet w sposób przesadny, rzeczywiste walory użytkowe produktu, a reklamą grającą na emocjach i marzeniach. Obecnie zaś zdecydowanie dominuje ten drugi gatunek, który budzi we mnie obrzydzenie. Wspomniany już superman w nowym modelu auta, szczęśliwa, uśmiechnięta rodzina (koniecznie co najmniej dwoje dzieci) zażerająca się margaryną czy innymi chrupkami śniadaniowymi, stękająca z rozkoszy urodziwa kobieta nacierająca się jakimś kosmetykiem…
    Czytałem kiedyś analizę, z której wynikało, że gdyby firmy działające w jakiejś branży zmówiły się i zaniechały całkowicie reklam, to wynik byłby remisowy – rozkład sprzedaży zasadniczo by się nie zmienił. Czyli większość reklam nie przysparza nowych klientów, tylko po prostu pozwala zachować swój udział w rynku. A mówiąc dobitniej, branża ta jest pasożytem, który zagarnia ogromne fundusze (oraz liczne wybitne i twórcze umysły), a nie wytwarza żadnych dóbr, materialnych czy niematerialnych.

  15. @ Torlin,

    Stosunek do reklam jest sprawa osobista. Ja przychylam sie do stanowiska Pawla Lubonskiego. Jesli ogladalem/ogladam reklame w TV to tylko dlatego, ze w RPA byly one czesto „perelkami” sztuki krotkiego filmu – opowiadaja jakas historyjke z puenta, czesto bardzo dowcipne. Dopiero na koncu pojawia sie znak sponsora reklamy. Powoli to ulega zmianie i reklamy zaczynaja byc robione wedlug szablonu podanego przez Pawla Lubonskiego.
    Nie sa wedlug mnie nosnikiem informacji, o rzetelnej informacji nawet nie ma co mowic. Kiedys mloda osoba pracujaca w agencji reklamowej z cala powaga powiedzial, ze gdyby nie reklamy nie mielibysmy programu TV – przejaw poczucia waznosci, samouwielbienia czy tez brak wiedzy? Z „przemyslem” reklamowym jest jak ze sportem zawodowym, gdzie obraca sie olbrzymimi sumami bez wiekszej korzysci dla spoleczenstwa – klasyczna para idaca w gwizdek.

    Pozdrawiam

  16. @Paweł Luboński
    Każdy z tych terminów jest równie precyzyjny, różni je warstwa językowa, nie znaczenia. Co najwyżej można się zastanawiać nad opisowością, ale uważam że jest podobna (polskie terminy „samosterujący”, albo „manewrujący” podobnie mogą mylić, przeciwpancerny pocisk kierowany też jakoś tam manewruje, ale nie jest „pociskiem manewrującym”).
    Rosyjskie znaczenie jest równie dokładne jak inne podane.
    V-2 jest przykładem „early cruise missile”, czyli wczesnego pocisku manewrującego. Amerykanie zresztą po wojnie rozwijali tą konstrukcję.

  17. Co do reklamy, zgadzam się, że obecnej formie jest bardzo szkodliwa.

    Uważam że wprowadzony powinien zostać podatek od reklamy, jak również limit maksymalnego udziału kosztów reklamy w cenie produktu.

  18. Chrum, chrum, chrum
    kic, kic, kic
    bzyk, bzyk bzyk
    i pięć stówek leci z nieba.
    Czegóż więcej mi potrzeba ?

  19. Jako miłośnik wszelkiej maści misiów, troszku się zawiodłem, przeczytawszy, że Berno nie ma z niedźwiedziem nic wspólnego – podczas gdy BERLIN już ma (a przynajmniej tak kiedyś słyszałem 🙂

    Kalisz mnie wręcz zszokował, ale o „Nea Polis” wiedziałem od dawna…

    Sprawiłeś mi tą notką sporą uciechę, gdyż lubię takie ciekawostki. Na YouTube zaś śledzę kanał NameExplain, którego autor w humorystyczny sposób wyjaśnia pochodzenie różnych nazw 🙂

    Pozdrawiam z Polanki gorąco!

  20. Drogi Celcie!
    To znaczy Berlin ma coś wspólnego z niedźwiedziem, bo to jest jego herb, i to dawny. Ale nazwa „Berlin” nie ma nic wspólnego z misiem, do dzisiaj językoznawcy zastanawiają się, skąd pochodzi nazwa miasta. Najpopularniejsza wersja, że jest to nazwa odimienna, a ślad wskazują identyczne nazwy rozrzucone po Słowiańszczyźnie.
    Druga wersja to: Berlin jest „miejscem na bagnach” z rdzeniem brl- oznaczające bagno, grzęzawisko. Historia potwierdza tę teorię, bo były to w dalekiej przeszłości bardzo mokre tereny.
    Trzecia próba to łużyckie barlen, a czeskie brlen, oznaczające drewniane rusztowanie w poprzek rzeki służące do odławiania spławianego drzewa. Zaraz się na mnie rzucą wszyscy, ale Berlin powstał jako osada rybacka w samym centrum Słowiańszczyzny zaodrzańskiej i jest nazwą słowiańską.
    Znasz trochę niemiecki? Das ist unsere deutsche Tante Wiki: „Der Stadtname ist weder auf den angeblichen Gründer der Stadt, Albrecht den Bären, gestorben bereits 1170, noch auf das Berliner Wappentier zurückzuführen. Hierbei handelt es sich um ein redendes Wappen, mit dem versucht wird, den Stadtnamen in deutscher Interpretation bildlich darzustellen (Berlin = ‚Bär‘). Das Wappentier leitet sich demnach vom Stadtnamen ab, nicht umgekehrt”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: