Napisane przez: torlin | 08/01/2018

Przygody Dworca Południowego

Stacja kolejki grójeckiej na Placu Keksholmskim

Obiecałem wszystkim, że będzie o Grójeckiej Kolejce Dojazdowej, to przed tym nie uciekniecie (z wyjątkiem Szymona, który raczej zbliży się, niż będzie uciekał). Historia tej kolejki i poszczególnych nazw są tak interesujące (boję się, że tylko dla mnie, ale trudno, zaryzykuję), że postanowiłem napisać na ten temat notkę.

O tym, że kolejka startowała z dzisiejszego Placu Unii Lubelskiej (wtedy Ronda Keksholmskiego), to już pisałem. Zbudowali ją w 1898 roku Polacy za zgodą władz rosyjskich, i poprowadzili ulicą Nowoaleksandryjską (bo tak za czasów Imperium nazywały się Puławy).

W lipcu 1935 roku pierwszy przystanek został przeniesiony na róg Puławskiej i Odyńca (na zdjęciu powyżej), a w 1938 roku do stacji Szopy. I ta część jest dla mnie fascynująca.

Warszawa Szopy Polskie

Nazwano tę stację Warszawa Szopy, chociaż słyszałem, że to były Szopy Polskie (powyżej), gdyż w pobliżu były również Szopy Francuskie i Niemieckie. Ponieważ Niemcy nie dawali rady z wymawianiem tej nazwy, nazwali tę stację w latach 1915-1918 i  1939-1945 Warschau Süd (czyli Warszawa Południe). I wszyscy się zdziwią, ale Polacy pokochali po II Wojnie tę nazwę, i jak polskie władze otwierały w lutym 1946 roku na powrót kolejkę, to stację przy zbiegu Alei Wilanowskiej i Puławskiej nazwano Dworem Południowym.

1947 rok i Dworzec Południowy

I wyobraźcie sobie, że w dn.1 grudnia 1969 nastąpiła likwidacja odcinka Dworzec Południowy – Dąbrówka i stacja została zlikwidowana, a nazwa w pamięci ludzkiej pozostała. Mija 50 lat od likwidacji stacji, a na pytanie skierowane do jakiegokolwiek młodego człowieka (chłopaka czy dziewczyny) wchodzących do Metra Wilanowska, gdzie jest Dworzec Południowy odpowiedzą natychmiast: „Tutaj, proszę pana/pani”.

Z tą linią jest związana jeszcze jedna fascynująca rzecz. Każdy okupant czy nasz wspaniały rząd za każdym razem, jak się wycofywał, to niszczył kolejkę (tabor i tory), a jak wchodził, to jak najszybciej ją odbudowywał. Związane to było z faktem, że na południe od Warszawy były zagłębia cegielniane (Baniocha, Dąbrówka, Łubna, Gołków). U góry przepiękne zdjęcie z początku XX wieku – pociąg towarowy z żołnierzami na szosie nowoaleksandryjskiej w kolejce piaseczyńskiej.

Ps. Kalendarium kolejki TU

 

 

Reklamy

Responses

  1. Jacku,

    dzięki serdeczne za ten wpis! 🙂 Co do samej kolejki – wielka szkoda że w swojej ściśle aglomeracyjnej części padła ofiarą kasacji w latach ’60-tych. Na dzisiaj – oczywiście po poprawie parametrów i elektryfikacji – byłaby jak znalazł, jako idealny dojazd do metra od strony Piaseczna i odciążenie dla trasy Warszawa – Radom – Warka (tak jak WKD odciąża trasę skierniewicką).

    Pozdrawiam

    Szymon

    PS. Szczegółowy kilometraż i spora liczba zdjęć dostępne tu: https://www.bazakolejowa.pl/index.php?dzial=linie&id=933&okno=przebieg

  2. „Na dzisiaj – oczywiście po poprawie parametrów i elektryfikacji – byłaby jak znalazł,”

    Poprawa parametrów musiałaby oznaczać praktycznie budowę od nowa. Przy dzisiejszym natężeniu ruchu w aglomeracji warszawskiej trakcja wąskotorowa nie ma sensu, chyba że jako zabawka dla turystów (tę rolę zresztą kolejka pełni od Piaseczna na południe).
    Natomiast linia szybkiego tramwaju wzdłuż Puławskiej do Piaseczna byłaby, owszem, bardzo na miejscu. Takoż i do Konstancina. Może kiedyś to będzie, ale nie spodziewam się dożyć.

  3. @Paweł Luboński
    Zwał jak zwał (kolej podmiejska, tramwaj podmiejski, lekka kolej, etc.), dość że w wielu krajach wąskotorowe systemy kolei dojazdowych działają bardzo sprawnie. Oczywiście, gdyby chcieć to włączyć w sieć tramwajową to trzeba by przekuć dany odcinek na rozstaw standardowy, skorygować przebieg gdzie trzeba, itd.
    Na moim rodzimym podwórku (Kraków) nie wykorzystano niestety takiej możliwości gdy przed ok. 20 laty rozbierano normalnotorową linię z Nowej Huty do Kocmyrzowa. Był to „ogryzek” po tzw. starej Kocmyrzówce i jako „normalna” kolej sensu nie miał. Ale można było śmiało wykorzystać jego przebieg do przedłużenia tramwaju z pętli na Wzgórzach Krzesławickich i zorganizować duży parking P+R daleko za miastem. Zamiast tego kosztem starotorza poszerzono DW 776 do dwóch pasów, co oczywiście nie pomogło w rozładowaniu korków.

  4. Nie wiem, nie znam się, ale od dawna chodzi mi po głowie rodzaj parametra na Puławskiej. Drobna uwaga Panowie – Puławska jest prosta jak strzelił i nie ma co korygować jej przebiegu.
    Pomysł mój to duża koparka, wykop kilkukilometrowy (i to można by robić koło ulicy, bez zawieszania ruchu), przykrycie to solidniejszymi płytami betonowymi, a na wierzchu wzdłuż ścieżka rowerowa i chodnik dla pieszych. Wzmocnienia jedynie na wjazdach na Puławską z bocznych ulic. I obojętne, czy to nazwiemy metrem, czy szybkim tramwajem.
    Następnym pomysłem „od dawna” jest wykorzystanie trasy dojazdowej do metra, zrobić przystanek nad Puławską, i dojazd do Mordoru czy na Wolę idealny, ale pod warunkiem, że pociągi będą chodzić co 15 minut, a nie raz na 4 godziny.
    Jak nocowałem koło Innsbrucku w miejscowości Mutters (czy Natters – nie pamiętam) nad Jeziorem Natterer See na kempingu, to obok chodziła kolej Stubaitalbahn, która po zjeździe do Innsbrucku stawała się tramwajem z normalnym numerem i przystankami. A co by się stało, gdyby wagony metra przejeżdżały przez bazę, Las Kabacki, zatrzymywały się na przystanku nad Puławską i dojeżdżały chociaż do Mordoru. Jedynie zimą byłyby ośnieżone.
    ——
    Pawle!
    Wszystkiego dożyjesz, rządzi przecież nami dobra zmiana. 😉

  5. Powiadasz Zacny Burmistrzu Kamiennej Wioski, że ogólniki to ogień piekielny w dyskusjach ale cóż ja biedny. Ani nie jechałem, ani nie pamiętam z czasów minionych. Pozostaje mi zatem studiować ikonografię, zaiste poruszającą i słuchać opowieści o rzeczy niezwykłej. Prawdę mówiąc trudno pojąć dlaczego zrezygnowano z prostych rozwiązań, a przychodzi mi na myśl kolejka wąskotorowa zaczynająca swój bieg na Dworcu Wileńskim na Pradze i jadąca w stronę Radzymina. Czy tam faktycznie docierała nie wiem. Teraz gnają tam miliony samochodów i autobusów oraz smog tak jak dziś, o który trudno byłoby posądzać malutki parowozik.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness.

  6. Drogi Szczurku!
    To jest właśnie konik Szymona-Geografa, i ja go rozumiem. Bezsensowne likwidowanie linii kolejowych na rzecz samochodów. Pięknym przykładem są Czechy i Słowacja, gdzie właściwie wszędzie można dojechać lokalnym pociągiem, ludzie jeżdżą do pracy, uczniowie do szkół, a nawet gospodynie po zakupy. Ale to musi być zrobione z sensem, i moim zdaniem powinny być zachowane trzy podstawowe zasady: stacja kolejki powinna być w centrum miasta, pociągi winne jeździć bardzo często, ze szczególnym uwzględnieniem godzin szczytu i mają być nowoczesne (szybkość, estetyka). Jestem zwolennikiem jeszcze jednego punktu, stałej obsługi konduktorskiej, nie ma jazdy na gapę, oprócz tego lepiej jest dawać pieniądze ludziom za pracę, niż później za te same pieniądze naprawiać wagony po wandalach.
    Nasi decydenci naprawdę nie mogą zrozumieć, że ludzie wolą jeździć koleją, niż samochodem, bezpieczniej, szybciej, człowiek się nie męczy, jakby jeszcze dawali rano kawę i świeżą gazetę. Psycholodzy mówią od dawna, że jeżeli taka akcja jest przeprowadzona prawidłowo, daje znakomite efekty, popatrz w Polsce na Pendolino i Dreamlinera. I tak właściwie jest wszędzie, w zapyziałej górskiej miejscowości zbudować znakomity stok narciarski z bardzo dobrym wyciągiem, lub wręcz kolejką kabinową, a dudki same lecą do kieszeni. Pełno ludzi.
    Jesteś Warszawiakiem, więc chciałem zwrócić Twoją uwagę na pewien fragment mojej notki o utrzymywaniu się nazwy „Dworzec Południowy” przez 50 lat w świadomości ludzkiej po jego likwidacji. Trochę winna jest Komisja Nazewnicza, bo ten plac do dzisiaj nie ma nazwy, popularna „Wilanowska” jest szalenie nieprecyzyjna, gdyż ta Aleja – jak Ci świetnie wiadomo – jest bardzo długa (ma 5,8 km długości). Teraz najczęściej używana jest nazwa „Metro Wilanowska”, ale sam fakt utrzymywaniu się w świadomości ludzkiej – nawet wśród ludzi świeżo przybyłych – tej nazwy, jest fascynujące.
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i polubienie.

  7. Waskotorowa to ta kolejka nie jest – przynajmniej nie w pelnym tego slowa znaczeniu. Przy rozstawie szyn 1000 mm zblizona jest do tzw cape gauge , powszechnego rozstawu w krajach poludnia Afryki. Po tych „waskich” torach transportuje sie co roku, na zachodnie wybrzeze +- 80 mln ton rudy zas na wschodnie +- 90 mln ton wegla – pomijajac transport wewnatrz kraju. W tej sytuacji nie sadze by rozstaw 1000 mm byl ograniczeniem w masowym transporcie populacji Warszawy i okolic. Z pewnoscia istnieje problem czysto logistyczny tj. taboru i czesci zamiennych w sytuacji gdy powszechnym jest wiekszy rozstaw szyn.

    Pozdrawiam

  8. Vandemerwe: „Z pewnoscia istnieje problem czysto logistyczny tj. taboru i czesci zamiennych”

    To też, ale problem polega przede wszystkim na tym, że tych wąskich torów w Warszawie już dawno nie ma…

    Torlin: Gdzieś czytałem, że w Czechach nie ma żadnej miejscowości powyżej (chyba) 10 tys. mieszkańców bez dojazdu kolejowego. U nas jest takich na pęczki. O ile w Królestwie zawsze tak było, to na ziemiach należących kiedyś do Niemiec sytuacja drastycznie się pogorszyła w ciągu ostatnich dziesięcioleci.
    Swoją drogą wątpliwa wydaje mi się teza, że ludzie wolą jeździć koleją niż samochodem. Nie w Polsce. Wystarczy poczytać, jak gwałtowne reakcje budzą w niektórych środowiskach działania na rzecz ograniczenia ruchu samochodowego w śródmieściach miast i przywileje dla pieszych i rowerzystów. Przekonanie Polaków do pociągów i w ogóle komunikacji zbiorowej wymagałoby mocnej akcji promocyjnej, a przede wszystkim wysokiej jakości tej komunikacji, do czego droga wciąż daleka (choć akurat o komunikacji warszawskiej nie powiem złego słowa).
    I jeszcze coś: wątpliwe, by koleje lokalne mogły dziś być rentowne same przez się. Korzyści z ich istnienia, choć duże, są pośrednie i trudniejsze do uchwycenia, więc trudniej do nich przekonać zarówno decydentów, jak i ludność.

  9. @ Pawel Lubonski,

    Przypuszczalnie zle zrozumialem Pana stwierdzenie odnosnie poprawy parametrow i.e. „Poprawa parametrów musiałaby oznaczać praktycznie budowę od nowa. Przy dzisiejszym natężeniu ruchu w aglomeracji warszawskiej trakcja wąskotorowa nie ma sensu,”
    Sens ma o ile istnieje i funkcjonuje. Nie znam Warszawy, wobec tego moj komentarz mogl byc oderwany od rzeczywistosci.

    Tak na marginesie, transport szynowy jest wyjatkowo niedoceniany i spychany na „tor boczny”, choc ma wiele oczywistych zalet i bije na glowe transport kolowy przy wiekszych dystansach i zmasowanych przewozach.

    Pozdrawiam

  10. No proszę jaki ten świat jest mały.Jechałam kiedyś tą kolejką z Mamą /jako kilkuletnia dziewczynka/ z Dworca Południowego aż do Góry Kalwarii i stamtąd szłysmy pieszo do Czerska. Wspominałam o tym nawet w swojej drugiej ksiązce w rozdziale o Czersku.
    I tak się składa, że dzisiaj tam byłam na stacji Wilanowska i autobusem jechałam do Piaseczna.
    A w miejscu gdzie zaczynał się Dworzec Południowy stoi nieukończony jeszcze jakiś wysoki dom – tuż nad wejściami do stacji metra Wilanowska.
    I faktycznie ludzie nadal wiedzą gdzie był Dworzec Południowy.

  11. @vandermerwe
    Rozstaw 1435 mmm przyjęło się w światku kolejarskim uważać za normalny/ standardowy, jako że od niego zaczęła się „prawdziwa” kolej (Wlk. Brytania) i że rozpowszechnił się tam gdzie linii jest najwięcej (Europa Zachodnia i Środkowa, Północna Ameryka, Chiny). Więc wszystko co poniżej (np. RPA, Japonia) to rozstaw wąski, a co powyżej (np. Hiszpania, Indie, Irlandia i – przede wszystkim – Rosja) to rozstaw szeroki. Oczywiście, lokalnie Japończycy czy Rosjanei uważają zapewne swój rozstaw za normalny właśnie 🙂 Szerzej o tym tu: https://en.wikipedia.org/wiki/Standard-gauge_railway

    @Paweł Luboński
    Co do dochodowości, to trzeba jednak wyraźnie rozróżniać linie lokalne na prowincji, gdzie faktycznie są raczej skazane na deficytowość (i to nawet w Czechach czy Szwajcarii) od linii dojazdowych w aglomeracjach. Tutaj popyt jest praktycznie gwarantowany, oczywiście pod warunkiem odpowiedniego taktu, szybkości i integracji taryfowej z transportem miejskim. Natomiast pełna zgoda co do przywiązania ludzi (a Polaków zwłaszcza) do samochodów; sądzę wręcz, na podstawie obserwacji krajów zachodnich, że marchewka (dobry transport publiczny) nie wystarczy i bez kija (drakońskie opłaty za parkowanie w centrach miast) się nie obędzie.

  12. Stokrotko!
    To dlaczego do mnie nie wpadłaś? 😉
    —————–
    Pawle! Vandermerwe!
    Wierzcie mi, że ludzie z wielką ochotą przesiądą się do kolejki, gdy będą mieli zapewnioną punktualność, estetykę, miejsce siedzące i odpowiednią częstotliwość, że o odległości od miasta lub centrum czegoś większego nie wspomnę. Samochód zamiast korzyści potrafi przysporzyć kłopotów: z parkowaniem, często jeszcze płatnym, ciągłą uwagą na szosie z samego rana, a dodajmy do tego fatalną pogodę. I koszty.
    Przypominają mi się czasy komunizmu, gdzie bardzo często (2 razy do roku) jeździłem do Poznania na Targi Krajowe. Nikt, ale to nikt nie jechał samochodem, jechał tylko wtedy, gdy miał towar do wystawienia. Reszta jechała ekspresem, wysiadała 2 kroki od Targów, a jak ktoś przyjechał szosą poznańską samochodem, to się na niego patrzyło jak na idiotę, który niepotrzebnie ryzykuje swoim życiem.
    ———–
    Szymonie!
    Myślałem, że zauważysz moje propozycje warszawskie 😦

  13. @Torlin
    Propozycje dobre i dość szeroko dyskutowane, ale w szczegółach nie czuję się dość mocny bym miał co mniemać albo i nie mniemać 🙂 Co do zasady to oczywiście jest za.

  14. @ Szymon Komusinski,

    Ma Pan racje, ze rozstaw 1435 mm przyjeto za standardowy choc w roznych regionach swiata np. w RPA i okolicach standardowym nie jest z praktycznego punktu widzenia. Co prawda w Johannesburgu zafundowano nam Gautrain na standadowym – niestandardowym rozstawie 1435 mm, skutecznie izolujacym od lokalnego systemu kolejki miejskiej Metrorail. W efekcie powstala wzglednie droga siec o ograniczonej dlugosci ( +- 80 km) wymagajaca specjalnego w lokalnych warunkach taboru, Jest to jednak zupelnie oddzielna historia.

    Pozdrawiam

  15. A gdzie miałam do Ciebie wpadać? Przecież nie mam pojęcia gdzie TY mieszkasz.

  16. Stokrotko!
    W Dąbrówce za Pyrami. Stokrotko, nie wałnujsja. A emotikony znasz? Przecież to był żart. Żart oczywiście na zasadzie, że wiem, że Ty nie wiesz, gdzie ja dokładnie mieszkam. Ale nie żart, że moglibyśmy się w końcu spotkać.
    ——————
    Taką sama propozycję mam do Juli, Marii, PAK-a, Szczurka, Telemacha, Vandermerwe. Z PAK-iem i Vandermerwe już były umówione spotkania, ale nie wyszło. Z wielkim żalem z mojej strony.
    ————-
    Vandermerwe! Szymonie!
    Czyli normą jest to, co jest … normą w danym kraju.

  17. Sprowadzając do absurdu, można znaleźć w Polsce takie powiaty gdzie normą jest tor 1524 mm 😉 [dzięki LHS].

  18. I są – może nie powiaty, ale gminy – Gszczepa, które nie mają ani PKP, ani PKS (wg dawnej nomenklatury). I to jest skandal III RP, mimo że jestem jej zwolennikiem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: