Napisane przez: torlin | 14/01/2018

Czy czeka nas cyfrowe średniowiecze?

W „Angorze” przeczytałem ciekawy artykuł, napisany na podstawie „Science Magazine„, a więc chyba wiedzą co piszą, pt. „Na progu cyfrowego średniowiecza„. Tekst ten jest wprawdzie w Internecie, ale ja za długo żyję, więc wiem, że zaraz może zniknąć.

„Większość ludzi zetknęła się z sytuacją, że nie da się otworzyć w komputerze dokumentu, bo jest zapisany w innym formacie, przy użyciu innego programu, że niemożliwy jest dostęp do odległych czasowo maili. Coraz szybciej oddalamy się od tradycyjnych metod fizycznego zapisu treści. Konsekwencje będą bardzo poważne. W historii pierwszych dekad XXI wieku może pojawić się czarna dziura informacyjna. Eksperci coraz głośniej ostrzegają przed „cyfrowym średniowieczem”, jakim stanie się dla przyszłych naukowców współczesna nam epoka rewolucji cyfrowej. Może nadejść dzień, gdy się okaże, że o wczesnym XXI wieku (i o ostatniej dekadzie XX – dop. Torlina) wiadomo mniej niż o początkach XX wieku – mówi Rick West, odpowiedzialny za gromadzenie danych w Google. – XX wiek bazował na papierze i filmie, do tego, co wówczas zarejestrowano, można stosunkowo łatwo dotrzeć”.

Nie chcę przepisywać całego artykułu, ale najważniejszymi elementami jego dalszej treści są:

  1. olbrzymie ilości informacji, całe biblioteki, zapisane są na kasetach i dyskietkach, nawet 3,5-calowych i dyskach 8-calowych.
  2. niebezpieczeństwem jest zjawisko „software rot” czyli gnicie programów (erozja oprogramowania, zanik oprogramowania lub entropia programowa), jest to powolne pogarszanie się wydajności oprogramowania w czasie lub jego zmniejszająca się responsywność (reakcja na bodźce), która ostatecznie doprowadzi do tego, że oprogramowanie stanie się wadliwe lub  bezużyteczne. Nie jest to zjawisko fizyczne: oprogramowanie w rzeczywistości nie rozpada się, ale raczej cierpi na brak  aktualizacji w odniesieniu do zmieniającego się środowiska, w którym się znajduje.
  3. Reakcją na software rot jest refaktoryzacja, są to zmiany w programie niezmieniające jego funkcjonalności, ale go unowocześniające, z utrzymaniem wysokiej jakości.
  4. Różną żywotność mają metody cyfrowej archiwizacji, np. dyskietka zaprogramowana jest na 10-14 lat.
  5. Rozwiązaniem całości problemu jest technologia (z której nic nie rozumiem – dop. Torlina, więc tylko cytuję za artykułem) „syntetycznego DNA„, którego pojemność wyraża się w petabajtach, czyli milionach gigabajtów. Według „Science Magazine” w ten sposób można zmagazynować wszystkie zapisy całej historii ludzkości w pojemniku wielkości i wagi kilku ciężarówek. GW pisze, że naukowcy stworzyli polimer będący w stanie przechowywać i powielać informacje w sposób charakterystyczny dla DNA, a jego cząsteczki mogą się zmieniać w procesie podobnym do ewolucji.

Tak sobie myślę, że nasze strachy rozwiąże postęp technologiczny, i to nie aktywizując jakichś specjalnych rozwiązań. Jako dowód mojego myślenia – napisałem kiedyś notkę (której niestety nie znalazłem), ówcześnie dla mnie bardzo ważną, a poruszającą temat ciągłego zmieniania nośników, na których zapisane były moje ulubione przeboje. Z taśmy magnetofonowej udało mi się wszystko wcześniej przegrać, część miałem na kasetach, część na płytach, ze strachem myślałem, że powstanie nowy nośnik i abarot będzie trzeba wszystko przegrywać.

I powstało Spotify, i cały mój problem zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wprawdzie jest trochę przebojów, których tam nie ma, ale to jest na szczęście kilka procent. Może i ten problem w ten sam sposób się rozwiąże. Czyli sam.


Responses

  1. Komputery zapewniają dwie rzeczy których brakuje papierowi:
    1) łatwość kopiowania
    2) łatwość przeszukiwania

    Moje zainteresowania są często na styku historii (hobbystycznie) i komputerów (zawodowo) i czasami rozpacz ogarnia jak się widzi że jakieś tam dokumenty leżą w teczkach w archiwum i czekają aż jakiś historyk mozolnie je przejrzy w całkowicie ręczny sposób.

    Dokumenty zapisane komputerowo są trudne do usunięcia i pozwalają na zupełnie inny poziom uprawienia historii. Wyobraźcie sobie, że zamiast czerpać informacje z epoki na podstawie tuzina pamiętników można przejrzeć miliony blogów. To będzie rewolucja w myśleniu o historii.

    Oczywiście, będzie to wymagało odpowiedniego przygotowania informatycznego historyków, a z tym trudno 😦

    Nie zmienia to faktu, że papier jest bardzo efektywnym mechanizmem przechowywania informacji i są specjalne rozwiązania dla przechowywania kopii szczególnie istotnych danych komputerowych (np. kluczy szyfrujących) na papierze właśnie.

  2. „Nie zmienia to faktu, że papier jest bardzo efektywnym mechanizmem przechowywania informacji i są specjalne rozwiązania dla przechowywania kopii szczególnie istotnych danych komputerowych (np. kluczy szyfrujących) na papierze właśnie.”

    Troche jak w roznych najdziwniejszych filmach science -fiction. Jest wysoko rozwinieta cywilizacja, potrafiaca podrozowac w czasie i przstrzeni w mgnieniu oka ale gdy przychodzi do walki posluguja sie maczugami.

    Systemy komputerowe posiadaj jedna wielka wade – sa zawodne, na dodatek w najmniej spodziewanym momencie. Informacja na dyskietkach czy plytach CD/DVD potrafi zniknac czy byc niedostepna po jakims czasie. Nie jestem fachowcem lecz uzytkownikiem i wobec katastrof zawodowych w przeszlosci a spowodowanch zawodnoscia komputerow stoje wobec koniecznosci posiadania dwoch dyskow zewnetrznych, ktore sluza jako backup komputera glownego. Poza tym, rzeczywiscie ulatwiaja nam zycie.

    Pozdrawiam

  3. Ja nie nadążam za tą całą cyfrową rewolucją. Przecież ośmiocalowe dyskietki są już dawno passe – w komputerach takie wejścia już nie są robione… Nawet tak dobrze znane nam DVD i CD odchodzą do lamusa.

    Dorastajace teraz pokolenie urodzone po moim, będzie pamiętać kasety VHS już chyba tylko z książek historycznych.

    Zaiwania to wszytko tak szybko, że aż głowa człowieka boli.

    Petabajty? To już TERAbajty wyszły z mody? Za mała pojemność danych?

    Jedno Ci powiem – moje pokolenie naprawdę żyło w dużo spokojniejszych i prostszych czasach…

    Pozdrawiam!

  4. Ale Gszczepa, nikt nie kwestionuje wielkości komputerów. Ich możliwości, szczególnie poszukiwania wiadomości, obliczania wielkich zasobów, to są rzeczy porażająco dodatnie (to taki oksymoron jak „strasznie cię kocham”). Masz jednak mimo wszystko jako informatyk tendencje do ciągłego spoglądania w jedną stronę: jak ręczne pismo ważne dla ludzkości przerzucić do komputera, tymczasem tematem mojej notki był wektor przeciwny, jak wspaniałą rzecz zapisaną w komputerze ocalić dla ludzkości.
    ——————-
    Vandermerwe!
    Zgodnie ze współczesnymi zasadami mam najbardziej kluczowe informacje zapisane jeszcze w dwóch miejscach, w tym na fleszu. Adaś uczula mnie cały czas na to.
    —————-
    Celcie!
    Mało nie zaparskałem ze śmiechu: ” moje pokolenie naprawdę żyło w dużo spokojniejszych i prostszych czasach”. bardzo Cię przepraszam, a ja co mam powiedzieć?
    Odpowiem Ci na serio Celcie, dawne czasy miały wspaniałe momenty, jest co wspominać, ale tak naprawdę najważniejsze przy przeniesieniu się z powrotem tam tylko to, że bylibyśmy młodsi. Poza tym byłoby jedno wielkie rozczarowanie.

  5. @ Torliin,

    Moj jeden komputer nie jest podlaczony ani do internetu ani do sieci – ten na ktorym pracuje i mam cale moje oprogramowanie zawodowe. To troche inny aspekt tej samej sprawy.
    Zas kazdy z zewnetrznych dyskow tez moze nawalic – tego rowniez doswiadczylem, choc dane udalo sie odzyskac. Co prawda papierowa dokunetacje tez sie kopiowalo i trzymalo w oddzielnych miejscach, wlasnie na wypadek kataklizmu – przynajmniej w miejscach, gdzie pracowalem.

    Pozdrawiam

  6. Zabawne, ale w dzieciństwie i młodości nienawidziłem pisania ręcznego, miałem nieustanne przejścia z charakterem pisma (to był stały element walki mojej z systemem edukacji i rozpaczy moich nauczycieli rodziców, nieustannie miałem przez to słabe oceny). Marzyłem o czasie kiedy zostanę zawodowym informatykiem i nie będę musiał nic pisać odręcznie.

    ….

    No i jakiś czas temu kupiłem pierwsze samodzielnie zakupione pióro (nic szpanerskiego, tanie, za to z bardzo wygodną sekcją – tym kawałkiem za który się trzyma). I od jakiegoś czasu rozmaite rzeczy, „w trakcie myślenia” itp. szkicuję sobie odręcznie (a potem często robię zdjęcia, żeby była kopia zapasowa). Podobnież zapisuję niektóre krytyczne rzeczy, na których bezpieczeństwie mi zależy. Taka to ewolucja.

    A co przechowywania, to jak masz coś naprawdę ważnego na komputerze, to nie zaszkodzi wydrukować, skanery też są coraz lepsze i łatwiej dostępne. Zaletą wydruku jest jest jego duża odporność na manipulację.

  7. W PlusMinus (dodatek do Rzecz…tej) jest wywiad na temat Sztucznej Inteligencji. Strach się bać.

  8. Gszczepa!
    Lubię pisać ręcznie. Oprócz tego zauważyłem jedno, że czasami jest prościej tradycyjnie. Jak wiecie, piszę różnego rodzaju teksty, korzystam wtedy z mnóstwa materiału podręcznego. Niby wszystko mam w zakładkach w laptopie, ale mi jest sprawniej przewracać kartki z notatkami na biurku niż na ekranie. Jak mam 2-4 stronice, to daję radę, jak mam np. 16, to wtedy drukuję je sobie z laptopa i przewracam sobie live. To samo jest z książką na ekranie, która ma mnóstwo stron, wolę ją mieć na żywo pod ręką, ze zrobionymi kolorowymi zakładkami.
    ————–
    Tempie!
    Witaj po dłuższej przerwie. Czytałem, bo +- czytam stale. Czytając to cieszyłem się, że nie dożyję chwili, w której bezpieczniki wprowadzone przez człowieka, aby komputer się nie rozhulał, zostaną przez niego w mgnieniu oka zlikwidowane. To, że człowiek sam siebie zniszczy, to wieszczono od dawna. Tyle, że dawniej myślano, że będzie albo nas za dużo, albo nie będzie żarcia, albo się zatrujemy, a nas zlikwidują komputery.
    ————
    Vandermerwe!
    Wiesz, mam raczej rzeczy nostalgiczne, swoje artykuły, dawną poezję, fotografie, trochę prac. Nic takiego, bez czego moje życie przestałoby istnieć.

  9. @ gszczepa,

    „…miałem nieustanne przejścia z charakterem pisma (to był stały element walki mojej z systemem edukacji i rozpaczy moich nauczycieli rodziców, nieustannie miałem przez to słabe oceny”

    Skad ja to znam. Dlatego pisze piorem wiecznym, gdyz kazde inne urzadzenie produkuje straszliwe gryzmoly.

    Pozdrawiam

  10. @ Torlin,

    „Nic takiego, bez czego moje życie przestałoby istnieć.”

    Sadze, ze gdyby nagle zniknely komputery i wszystko z nimi zwiazane nasze zycie by sie nie skonczylo. Na studiach i pozniej jako mlody adept „sztuk wyzwolonych” poslugiwalem sie calkiem ekologicznym piorem i kartka papieru oraz, w ramach wspomagania suwakiem logarytmicznym – lezy za mna na polce z ksiazkami w charakterze „eksponatu muzealnego”. Najwazniejsze, ze „to cos” dzialalo bez baterii.

    Pozdrawiam

  11. Zacny Burmistrzu Kamiennej Wioski, wszelkie przepowiednie mają to do siebie, że nie sprawdzają się nigdy, stąd nawet łatwo odgadnąć co będzie. A tak poważnie, wszelkie zasoby tego rodzaju zawsze były i nadal są zagrożone, że dość wspomnieć o spaleniu Biblioteki Aleksandryjskiej, czy też o niedawnym przekleństwie oszczędności i sławetnym kwaśnym papierze rozpadającym się w pył niezależnie od sposobu przechowywania. Prowadzi to do dość zaskakującego wniosku, że najlepiej byłoby ryć w kamieniu bądź to na ścianach jaskiń, czy też na stokach górskich. Rzecz oczywista tworząc kopie zapasowe w różnych częściach świata. Z czasem na innych planetach albo i nawet w odległych galaktykach. Odwołując się do nurtu SF być może cała ludzkość jest kopią zapasową kogoś lub czegoś. Niestety technologie informacyjno-komunikacyjne bywają zawodne, tak jak wszystkie inne technologie a na dodatek w dowolnych dziedzinach. To bardziej standard niż jakikolwiek, wyróżniony wyjątek. Czasami zawalają się mosty a czasami padają dyski. Kolejne, jeszcze bardziej pojemne i oparte na innych rozwiązaniach zapisy również okażą się zawodne. O czym pragnę zapewnić, bo tak to już jest.
    Pozdrawiam z Krainy Loch Ness

  12. Tradycyjnie się rewelacyjnie łączy tekst z rysunkiem. Komputery tutaj ciągle przegrywają.

  13. Królowa Bona nie żyje!!!!

  14. Vandermerwe!
    Oczywiście, żeby się nie skończyło. Moglibyśmy np. rozpalać ognisko w jaskini przy pomocy hubki i krzesiwa. 😉
    ———–
    Gszczepa!
    Tak dobrze to ja się na tym nie znam.
    ————
    Szczurku i Telemachu!
    I wracamy do naszej starej dyskusji. Co za bzdury wypisuje ten Torlin, już przestałby pisać banialuki, androny, farmazony i dyrdymały. A ja ciągle powtarzam, to jest mój blog, i moje przemyślenia. Spróbujcie poprowadzić blog przez prawie 12 lat i dawać co trzy dni notkę, aby za każdym razem było ciekawie i nie było o tym, że Król Jagiełło umarł. 🙂

  15. @ Torlin,

    „Moglibyśmy np. rozpalać ognisko w jaskini przy pomocy hubki i krzesiwa.”

    Siegnales do przykladu, ktory jednak mowi, ze mogloby sie skonczyc – przynajmniej dla wielu z nas, gdyz bardzo daleko odeszlismy od tamtych czasow i stawianych wymogow do przetrwanie. Technologie i uzaleznienie od nich stanowi obok ewidentnych korzysci rowniez zagrozenie, o czym czesto zapominamy.

    Pozdrawiam

  16. Vandermerwe!
    Przepraszam Cię, może za mocno napisałem. Mam dzisiaj tzw. fatalny dzień, wszystko jest nie tak. Mam taką zasadę, że wiem, że już jutro będzie inaczej, muszę ten dzień (czyli dzisiejszy) po prostu przetrwać. Postanowiłem napisać do Ciebie na Dynamikę. Pozdrowienia

  17. @ Torlin,

    Nie traktuj wszystkiego tak serio. To tylko dyskusja. E-mail dostalem i odpislaem. Przyjemnego dnia.

    Pozdrawiam

  18. Dzięki Vandermerwe, jeszcze go nie mam, ale zaraz pewnie będzie

  19. Zacny Torlinie, nie obrażaj się ale w przypadku tego wpisu podnoszenie argumentu kto z nas dłużej pisze blog oraz jaka jest jego wartość uważam za całkowicie nie na miejscu, a mówiąc wprost kompletnie od czapy. Ale powiadam, nie obrażaj się bo masz pewnie zły dzień i tyle. Natomiast pojąć nie mogę, a zrozumieć tym bardziej dlaczego przypisujesz mi komentowanie ad personam, skoro odnoszę się ad rem. Albo nie czytasz w ogóle albo masz jakieś hobby wywoływania na każdym kroku awantur, bowiem nigdzie w swoim wpisie nie znajduję argumentów na taką odpowiedź. Wprost przeciwnie, uważam że problem podniesiony przez Ciebie jest ważny, a zwłaszcza w kontekście uzależnienia się ludzkości od energii elektrycznej i technik komputerowych. Toż wystarczy jedna większa burza słoneczna aby cała cywilizacja w ciągu kilku dni padła, a przetrwały jedynie jakieś ludy w szałasach. Ale jak to powiadają, w zaistaniałej sytuacji mniejsza o to.

  20. Zacny Szczurku!
    Przepraszam. Chyba najlepiej, jak napiszę – do jutra.

  21. Drogi Torlinie!

    Naturalnie, że jest to Twój blog. I wiesz, że doceniam to co robisz.
    Jednakże: jeśli zabierasz się za jakiś temat, to przyzwoitość nakazuje zrobić maleńką kwerendę dotyczącą tego, kto się sprawą zajmował i kiedy i co z tego wynikło. Nawet jeśli impulsem wyzwalającym jest aktualny artykuł „gdzieśtam”, lub wypowiedź jakiegoś guru od „czegośtam” to może się okazać, że artykuł napisany został przez ignoranta a guru ma wiedzę zbyt płytką lub został przeinaczony przez skrybę.

    Krótko: o tym o czym poinformowałeś powyżej napisał cały rozdział Joseph Weizenbaum w swojej książce „Computer Power and Human Reason (1976)”. Była to swego czasu ewangelia krytyków komputeryzacji. Całe pokolenia wychowały się na niej w latach 80tych i 90tych zeszłego stulecia. .
    O wiele bardziej szczegółowo zajął się Weizenbaum wnioskami wynikającymi z cyfryzacji i będącej jej następstwem zmiany paradygmatu postrzegania dziedzictwa kulturowego w swych słynnych wykładach w Zurychu i Monachium wygłoszonych krótko przed śmiercią w 2007/2008r..
    Np. tutaj https://youtu.be/gTVR404sEDc
    (pierwsza część z pięciu, naprawdę genialna synteza)
    Fascynująca sprawa, biorąc pod uwagę, że są to krytyczne przemyślenia człowieka będącego uważanym powszechnie za czołowego współtwórcę „sztucznej inteligencji”.

    Jeśli takiej kwerendy nie zrobimy, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że będziemy się zajmować (i dyskutować) o ciekawej propozycji aby wprawiać przedmioty w ruch poprzez mocowanie do tzw. osi kolistych przedmiotów,, które obracając się ułatwią ruch postępowy wyżej wzmiankowanych przedmiotów.

    I nie. Nie pouczam Cię. Sugeruję tylko abyś może (uprzejmie proszę) w niektórych obszarach przeczytał więcej zanim weźmiesz się za temat. W niektórych doskonale to robisz. W innych – moim skromnym zdaniem – raczej nie.

    Jak słusznie napisałeś, jest to twój blog. Ale pamiętaj, że pisząc i publikując zgadzasz się na krytyczną ocenę. Co naprawdę nie musi być ani złe, ani nieprzyjazne.

    Pozdrowienia
    t.

  22. Telemachu!
    No cóż – nie musimy się ze sobą zgadzać. Podstawową kwestią pomiędzy nami jest różnica zainteresowań, nazwałbym to różnymi polami inteligencji. Ty fascynujesz się sprawami informatyki, a szczególnie niebezpieczeństwami wynikającymi z rozwoju, ja prawie w ogóle się na tym nie znam. Jak bywałem u Ciebie w blogu stale byłem strofowany, że nie rozumiem niebezpieczeństw związanych z rozwojem tej technologii.
    Różnica pomiędzy nami jest również w językach obcych, angielskiego nie znam w ogóle, a niemiecki na tyle, by spokojnie porozmawiać w sklepie, schronisku, czy ze starszą panią w pociągu. Ale do takich tekstów jak podany przez Ciebie link dotyczący Josepha Weizenbauma mój niemiecki jest za słaby.
    Moim zdaniem oczywiście – robisz jeden błąd, charakterystyczny dla wielu osób (rzekłbym nawet – dla większości): „jak ja wiem, to wszyscy to powinni wiedzieć”. Napisałem kiedyś NOTKĘ na ten temat: „jak można tego nie wiedzieć”. W sprawie Josepha spojrzałem na polskie strony w Internecie i do Wiki, i o żadnym geniuszu nie słyszano. Znany jest okazało się tylko z programu Eliza.
    Ty masz lepiej, bo jak się słabiej znasz na jakimś przeze mnie poruszanym temacie, to milczysz. Święte prawo komentatora, tylko że ja nie mogę milczeć. Przy każdej notce zaglądam do Internetu, czasami ;przeglądam kilka stron, a zdarza się, że mnóstwo. Niestety, prowadzenie tego rodzaju blogu o tak wszechstronnej tematyce niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że napotka się fachowca, który to wyśmieje. Zaglądam jedynie do mniej więcej 10 blogów, znam koło setki, i powiem szczerze, że nie znam takiego, który poruszałby taką paletę tematów (no może Stokrotka też jest uniwersalna).
    Ale pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i mam nadzieję, że różnica zdań pomiędzy nami nie da negatywnych skutków.
    Ale pamiętaj, że pisząc i publikując komentarze u mnie zgadzasz się na krytyczną ocenę. Co naprawdę nie musi być ani złe, ani nieprzyjazne. Bo dla mnie np. Twój blog był zawsze bardzo ciekawy i inteligentny (dla mnie aż za bardzo), acz monotematyczny.

  23. Torlinie kochany,

    nie tylko zgadzam się na krytyczną ocenę ale cieszę się na nią za każdym razem jak dziecko. Jestem entuzjastą krytycznych ocen, miejsca, gdzie wszyscy zawsze się ze sobą zgadzają raczej mnie nie interesują bo warunkiem wstępnym sensownej wymiany poglądów jest ich odmienność.
    Po co wymieniać, jak się ma takie same 🙂

    A co do Weizenbauma to ogarnia mnie smutek że nigdy nie zaistniał w polskim obszarze językowym. Ja go przeczytałem z małym opóźnieniem ale i z wypiekami na twarzy. Jako pierwszy wyleczył mnie z naiwnej wiary w bezgraniczne dobro postępu technicznego. A cytowana książka była bestsellerem w dziesiątkach języków przez całe lata 80te. Może dlatego, że nagle zaczął nas ostrzegać przed nowymi niebezpieczeństwami człowiek, który był jednym z najwybitniejszych informatyków XX wieku?

    Jest niebywale ponure że Weizenbaum nigdy nie doczekał się tłumaczenia na język polski. Takie fakty uświadamiają mi peryferyjność polskiej debaty.

  24. Przykro mi Telemachu, ale nie mogę zgodzić się z Twoimi zasadami myślenia. Ten ciąg jest dla mnie niezrozumiały:
    1. „jeśli zabierasz się za jakiś temat, to przyzwoitość nakazuje zrobić maleńką kwerendę dotyczącą tego, kto się sprawą zajmował i kiedy i co z tego wynikło”,
    2. o tym o czym poinformowałeś powyżej napisał cały rozdział Joseph Weizenbaum w swojej książce „Computer Power and Human Reason (1976)”,
    3. A co do Weizenbauma to ogarnia mnie smutek że nigdy nie zaistniał w polskim obszarze językowym.
    cbdo

  25. Drogi Torlinie, najwyraźniej się nie rozumiemy. W tym ciągu nie dostrzegam żadnych sprzeczności. Literatura dotycząca cyfrowego średniowiecza jest naprawdę gigantyczna, Weizenbaum był (jedynie) jednym z licznych przykładów.

    I istotnie, to nie jest Twoja wina, że wybór źródeł w polskim obszarze językowym jest, łagodnie mówiąc, szalenie ubogi. I że pewnych dyskursów najzwyczajniej się w Polsce nie prowadzi bo brak ku temu solidnego fundamentu. Taki już los umysłowej prowincji. Na szczęście prowincjonalność nie obejmuje wszystkich dziedzin, tak że nie ma się co przejmować.

    A tak nawiasem: polska wiki ma (obecnie) 1.260.000 haseł. Angielska zaś 5 i pół miliona. Nie ciekawi Cię co jest w tych czterech milionach haseł, których nie ma w języku polskim?

  26. Nie Telemachu, bo zaglądam wielokrotnie do angielskiej Wiki, i jest ona o wiele bardziej szczegółowa. A oprócz tego kraje angielskojęzyczne będą miały zawsze większe encyklopedie, bo to GB, i USA, i RPA, i Kanada, I Australia, i NZ. Jak weźmiesz chociażby tysiące seriali nadawanych w najrozmaitszych telewizjach, to u nich każdy aktor czy aktorka, scenarzysta, operator, itd, itd, mają swoją stronę. Więcej Ci powiem, nie tylko serial ma swoją, ale również postacie z seriali mają osobne.
    A nasza Wiki jest większa od japońskiej i chińskiej.

  27. Chiny mają swój własny Internet, amerykańskie portale są tam mniej popularne.

  28. Masz rację. Ale mimo wszytko polska Wikipedia jest jedną z największych wśród średnich państw nieangielskojęzycznych.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: