Napisane przez: torlin | 04/02/2018

Odpowiedzialność

Ostatnio wydarzyły się dwie sprawy, przy których mnie poniosło. A może nie powinno. Jestem jednak człowiekiem od dzieciństwa odpowiedzialnym, zawsze myślę, co by było, gdyby było, biorę wszystko pod uwagę. Dlatego do szalu doprowadza mnie lekkomyślność, całkowity brak odpowiedzialności. Oczywiście obydwie mają różny ciężar gatunkowy, zdaję sobie sprawę, że są nieporównywalne, ale co ja zrobię.

Pierwsza to jest dramat na górze zwanej Nanga Parbat. Pan Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu mówi sport.pl o Pakistańczykach: „Po jaką cholerę potrzebowali deklaracji pieniężnych? Na portalach crowdfundingowych środki znalazły się szybko, należy działać od razu. Mam do Pakistańczyków ogromny żal. Kim trzeba być, żeby przedkładać banknoty nad życie? Powinni pomóc, a temat rozliczeń podjąć później. Pakistańczycy i tak wydusiliby te pieniądze, takie mechanizmy nimi kierują. W 1992 roku poznałem je na własnej skórze. Nie zapłacono za „rachunek” (cudzysłów w oryginale – dop. Torlina), i gdy po raz kolejny pojawiłem się na tej ziemi, powiedziano mi, że mam długi i należy je uregulować przed wyprawą. Nie mają w sobie za grosz empatii”.

Właściwie nie wiem, czy jest sens cokolwiek pisać na ten temat. Świat to nie jest Polska, która się obraża na człowieka mówiącego, że trzeba było się ubezpieczyć. To, co napiszę, będzie przerażające, ale zarówno Mackiewicz, jak i Pustelnik dla mnie to są kretyni. Mackiewicz sobie poszedł na jedną z bardzo trudnych gór tylko z kobietą, bez żadnego zaplecza, i jak wiem, ominęli jedną z baz. Ale to, co wygaduje Pustelnik, to się w pale nie mieści. Niby dlaczego Pakistan ma być ze swoimi helikopterami na każde kichnięcie? Bo zagrożone jest życie ludzkie? Jakby tam nie polazł, nie byłoby zagrożone. A jak idziesz na taką wyprawę, to w grupie, z zapleczem, z ubezpieczeniem, albo jak idziesz sam lub samowtór – to ze złożonymi pieniędzmi nawet crowdfundingowymi  na wszelki wypadek „gdyby co”.

Nie zapomnę rozmowy z człowiekiem specjalizującym się w dzikich wyścigach na terenie Warszawy. „Ja bym to chciał, aby się nikt do nas nie wtrącał, żeby nie było policji. Nikogo, tylko my”. I karetki też? – pytam. „Karetki też. Nikogo. My sami sobie damy radę”. Po wypadku był wrzask, dlaczego karetka nie przyjeżdża. Rozmawialiśmy na temat ubezpieczeń górskich lata temu TU, Paweł był strasznie przeciwny moim pomysłom. Ale minęło prawie 11 lat, może zmienił zdanie. Po krytyce himalaistów nastąpiła oczywiście kontra z tamtej strony, Justyna Kowalczyk szlachetnie i demagogicznie porównała ten dramat z tragediami wewnątrz rodzin, że tego nie widzimy, a czepiamy się himalaistów. Cichy mówi, dajcie nam realizować naszą pasję. Ależ oczywiście, realizujcie swoje marzenia, ale tak patrzę ze swej strony, lezę na ponad 8.100 metrów, -40ºC, huraganowy wiatr, mam odmrożone ręce, nogi, obsuwam się w szczelinę, zawisam nad przepaścią, moja towarzyszka nie jest w stanie mi pomoc, a ja biorę telefon i dzwonię do kumpla z sąsiedniej wyprawy: „Wiesz Adam lub Denis, wpadlibyście tak do mnie na 7.250 na Nanga Parbat, bo se zawisłem i nie mogę wyjść. A i powiedzcie Pakistańczykom, niech dadzą helikopter, na pewno się ucieszą”. Warto zajrzeć do strony w Wikipedii o Nanga Parbat, tam są bardzo ciekawe wiadomości. Po pierwsze okazuje się, że spis polskich prób wejść na ten szczyt składa się przede wszystkim z nazwiska Mackiewicz, a po drugie – wg Wikipedii podczas 200 dotychczasowych prób zdobycia szczytu zginęło 61 himalaistów. Ja bym na miejscu Pakistanu nie wpuszczał ich bez zabezpieczonej kwoty przeznaczonej na ratunek.

Druga, sprawa o wiele mniejszym kalibrze, to jest ciąża Antoniny. Wiem, zachowuję się jak szalony, w przypadku Tomka Mackiewicza jestem liberałem, a u Antoniny jestem konserwatystą. Przecież Marek Kondrat jest starszy ode mnie więcej niż o rok. Są małżeństwem, kochają się, chcą mieć potomka, i wszystko wskazuje na to, że go będą mieli – co ja się czepiam. A w którym roku maleństwo straci swojego ojca? Ludzie w tym wieku nie powinni decydować się na ojcostwo, dla mnie to jest nieodpowiedzialność.


Dla Pawła

DSC01219

Reklamy

Responses

  1. „Paweł był strasznie przeciwny moim pomysłom. Ale minęło prawie 11 lat, może zmienił zdanie.”

    Rany boskie, Torlinie, to już ponad dziesięć lat kontaktu? Ani bym przypuszczał!
    Przeciwny jestem nadal. Ale jestem przeciwny ściąganiu obowiązkowych opłat ubezpieczeniowych od każdego turysty wybierającego się w góry i co za tym idzie, przeciwko ściąganiu od nieubezpieczonych kosztów akcji ratunkowej. Nie chce mi się powtarzać moich ówczesnych argumentów.
    Zgadzam się natomiast, że ludzie podejmujący działalność naprawdę niebezpieczną, jak wspinaczka na ośmiotysięcznik, powinni wykazać odrobinę odpowiedzialności i zapobiegliwości. Oburzenie, że ktoś ich życie przelicza na dolary, jest co najmniej niestosowne.
    Pustelnik uprawia szantaż emocjonalny pod hasłem „życie ludzkie jest bezcenne”. Tyle że to nieprawda. Przyjęcie takiego założenia prowadzi do absurdu, bo środków materialnych całego świata nie starczyłoby na ratowanie „za wszelką cenę” wszystkich potrzebujących pomocy. Może to będzie trochę demagogiczna uwaga, ale te sześćdziesiąt czy ileś tysięcy dolarów wydanych na śmigłowiec w celu ratowania dwojga ludzi, którzy sami, dobrowolnie wpędzili się w krytyczną sytuację, mogłoby prawdopodobnie uratować kilkadziesiąt lub kilkaset istnień ludzkich na przykład gdzieś w Czarnej Afryce.

    A tak na marginesie: nie czuję sympatii do współczesnego himalaizmu. Kiedy w latach pięćdziesiątych XX wieku zdobywano pierwsze ośmiotysięczniki, była to dla wspinaczy konfrontacja z dziką przyrodą i własną słabością. Dziś walczy się nie z górą, tylko z innymi ludźmi: wejść szybciej, trudniejszą drogą, w gorszej porze roku, w lepszym stylu niż oni. Słowem, ze szlachetnej próby charakteru i umiejętności zrobiła się kolejna dyscyplina sportowa. Na szczęście nie organizuje się jeszcze zawodów we wspinaczce wysokogórskiej (choć w skałkowej już tak!). A w następnej kolejności idzie komercja, która dotknęła już Mont Everest – za duże pieniądze fachowcy wciągną cię na szczyt, jeśli tylko jesteś zdrowy i w miarę sprawny fizycznie.
    Tak się składa, że mam w tej chwili do czynienia z podobnym zjawiskiem w moim karpackim światku. W 1980 roku grupa kolegów z mojego koła przewodnickiego pokonała w ciągłej, poda trzy miesiące trwającej wędrówce cały grzbiet Karpat. Długo nikt nie powtórzył tego wyczynu, ale w ostatnim dziesięcioleciu Łuk Karpat stał się modny i wiadomo już o co najmniej kilkunastu odbytych takich wyprawach. I oto jeden z ich uczestników zgłasza propozycję powołania Kapituły Łuku Karpat – ciała, które będzie oceniać poszczególne przejścia, katalogować je, decydować, czy zostały dokonane prawidłowo, właściwą trasą, we właściwym stylu, słowem, czy zasługują na uznanie.
    Nie rozumiem, skąd się to ludziom bierze. Facet odbył wspaniałą wędrówkę, której mu szczerze zazdroszczę, przeżył wielką przygodę, i tego mu mało. Potrzebuje jeszcze zakładać jakiś zakon gromadzący, jak rozumiem, tych lepszych, żeby odróżnić ich od zwykłych śmiertelników, takich jak ja, którzy może schodzili Karpaty nie gorzej, tyle że nie w trzy miesiące, lecz w czterdzieści lat.

  2. Tak, jeżeli chodzi o ekstremalne sporty, bo ja tak traktuje himalaistow,
    to powinni być ubezpieczeni i zabezpieczeni finansowo.
    Coś , jak formuła 1.
    Podobno Onyszkiewicz na takich wyprawach stracił dwie żony. Wcześniej , nie było takiego przekazu medialnego , gdzieś może wzmianka w gazecie dla zamkniętego środowiska.
    Choć w tym ” sporcie” , kiedyś W. Rutkowicz mówiła w wywiadzie , dochodzi do jakieś atawizmu ( może to zmaganie się z naturą i słabością własnego organizmu) .Sama też została na wieki pochowana w górach , jak i paru innych , słynnych a mimo to , kolejni , następni chętni na spoczynek na wieki w górach. (sic! )
    Dlaczego ja mam się stresować i UCZESTNICZYĆ w śmieci, moim zdaniem na życzenie. Błędna decyzja i horror dla innych , coś jak błędnymi decyzjami osób odpowiedzialnych za katastrofę lotniczą w Smoleńsku.
    I miesiecznic ile ofiar . Dlaczego ja w imię winy kogoś tam , mam uczestniczyć w medialno- politycznej żałobie trwającej lata. 😐

    Co do późnego ojcostwa, no cóż wesołe jest życie staruszka , zwłaszcza , jeżeli jest się koneserem wina. Jemu się nie dziwię, na rauszu, pod wpływem ,młoda wspolniczka .
    Jej się dziwię , przecież dla dziecka dzidziuś młodszy od znanego tatusia.
    Choć o przyszłośc dziecka się nie martwie , bedzie chyba zabezpieczone finansowo a tatuś zastępczy z pewnością się znajdzie i być może rodzeństwo przyrodnie.
    Teraz ludzie zakładają rodziny pachtworkowe. Łączą się i rozchodzą jak przedsiębiorstwa .
    Jak się ogląda te zjazdy naszego i światowego szolbiznesu, to doprawdy jak jedna wielka ” rodzina ” i to dosłownie. Były , obecny , przyszły mąż, byłej , obecnej , przyszłej żony. Moje, twoje i wspólne dzieci. Jeżeli tak w tym środowisku , to dlaczego i nie gdzie indziej. Bogaci chowają dzieci , przy pomocy innych opłacanych ludzi, a biednym nieodpowiedzialnym , chowa państwo. 😯

  3. Moim zdaniem fetyszyzuje się tzw. pełną rodzinę (tata, mama i dzieci, najlepiej więcej niż jedno), jej niezbędność do zdrowego wychowania potomstwa.
    Nie tak dawno temu, bo co najmniej do XIX wieku, w wyższych warstwach społecznych całej Europy kontakt dziecka z rodzicami bywał bardzo ograniczony. Wychowaniem na co dzień zajmowały się płatne guwernantki, a Panu Ojcu, zajętemu ważniejszymi sprawami, prowadziło się dziecko raz dziennie do okazania. Jak trochę młody człowiek podrósł, wysyłano go na jakiś dwór magnacki, żeby uczył się światowego życia. A w późniejszych czasach do szkoły z internatem. Rodziców widywał raz do roku. I jakoś ludzie wyrastali na ludzi.

  4. „Nie zapłacono za „rachunek” (cudzysłów w oryginale – dop. Torlina), i gdy po raz kolejny pojawiłem się na tej ziemi, powiedziano mi, że mam długi i należy je uregulować przed wyprawą. Nie mają w sobie za grosz empatii”.”

    To jest rzeczywiscie jedyne w swoim rodzaju, miec pretensje do kogos, ze domaga sie pieniedzy za wyswiadczona usluge. Moze to Pakistanczycy powinni byli delikwentowi zaplacic.

    Pozdrawiam

  5. Wczoraj wieczorem z Młodszym, ktory od 2 lat zdobywa Koronę Europy rozmawiałam na ten temat. Ale rozmowa oscylowała wokół stwierdzenia, że ci ktorzy wspinają się w Himalajach to idą właściwie po trupach swoich poprzedników. Jak się domyślasz to ja mówiłam, sugerując dziecku żeby mu rozum wrócił. Bo wprawdzie Korona Europy to malutki pikuś, jednakże …..
    Ale uważał, że himalaiście powinni się ubezpieczać i nie żądać od nikogo bezpłatnych ekspedycji ratunkowych.
    A na drugi temat to tak powiem, – zawsze mnie dziwiły młode, mądre i znane dziewczyny, które wiązały się z partnerami często starszymi od swoich ojców. Uważam, że mają jakieś zaburzenia.
    Nie mam córki, ale gdybym miała to w takiej sytuacji chyba bym się jej wyrzekła. Żartuję oczywiście, ale bardzo trudno byłoby mi się z tym pogodzić.
    A dziecko będzie miało szybciutko drugiego tatusia…

  6. Mam się z Wami (to jest komplement)!!!
    Drogi Pawle!
    Byłeś u mnie na dziesięcioleciu blogu, to dziwne jest, że dla Ciebie dziwne jest, że to już prawie 11 lat.
    Szkoda, że nie zmieniłeś zdania.
    A w sprawie katalogowania , uzgadniania i uściślania. Są ludzie to uwielbiający, i człowiek nieczujący takiej potrzeby nie zrozumie takiego osobnika nigdy. Przygotowuję się na wrzesień na przejście Alte Via della Valmalenco we Włoszech i znalazłem blog faceta, który przeszedłszy całą trasę miał obliczone w sekundach wszystkie wejścia, zejścia, obliczone szybkości w obu tych wariantach, odpoczynki. Ja, jak zwariowałem pod koniec lat 60. na punkcie Listy Przebojów Rozgłośni Harcerskiej, to z kumplami robiliśmy co tydzień własne listy, ale to nie wszystko. Były wykresy zwyżkowe i spadków robione kolorowymi długopisami, zestawienia długości pobytu na liście itd. Popatrz na zestawienia Szymona, ile km przejechał którego dnia koleją i ile mu zostało jeszcze tras w Europie. I twierdzi, że i tak sobie ułatwił, bo niektórzy z jego konkurentów „zaliczają” trasę tylko w dzień i liczą niezależnie dwa kierunki. Dlatego nie dziwię się tym z Łuku Karpat, bo jak byłbym zafascynowany tematem, robiłbym to samo.
    ————–
    Julu!
    ” powinni być ubezpieczeni i zabezpieczeni finansowo” – święte słowa, Pani Dobrodziejko 😀
    rodziny patchworkowe – może ja jestem za dużym tradycjonalistą. Ale ile jest tragedii dzieci w takich rodzinach, to głowa mała. Dzieciaki nie umieją się znaleźć w nowej sytuacji, i obdarzają nieprawdopodobną wprost nienawiścią nową miłość rodzica obwiniając ją za rozpad małżeństwa rodziców.
    To jest od razu odpowiedź dla Pawła – tak Pawle, tak było w przeszłości, dzisiaj to już jest niemożliwe. Było, ale raczej wśród arystokratów i bogatszej szlachty, 95% społeczeństwa nie miała takiej szansy. Brak miłości rodziców kończył się brakiem miłości młodego człowieka nie tylko do swoich dzieci, ale i do rodziców. Oni to chociaż mieli szczęście, że szybko umierali, i nie musieli być na łasce/niełasce swojej progenitury. Dzisiaj umarł Wojciech Pokora i emeryci oblegający „Kawiarenkę pod Sosnami” w Powsinie kwitowali to bardzo charakterystycznym zdaniem: „Ile miał? 83? Ojej, jak młodo umarł”.
    —————–
    Stokrotko!
    Liczę na to, że Twój syn nie rezygnując ze swoich pasji będzie umiał zachować rozsądek i zimną krew. Naprawdę, można realizować pasje w ekstremalnych sportach, a jednocześnie robić to w miarę bezpieczny sposób.
    U mnie w szeroko rozumianej rodzinie jest ojciec, któremu urodziły się dwie córki, z których jedna wyszła za Amerykanina w Polsce gdzieś 40 lat od niej starszego, a druga jest teraz Tomkiem. Aż mu współczuję.
    ———–
    Vandermerwe!
    Nic dodać, nic ująć. Sama esencja. Pozdrowienia z Kamiennej Wioski

  7. Torlin: „Popatrz na zestawienia Szymona, ile km przejechał którego dnia koleją i ile mu zostało jeszcze tras w Europie.”

    Faktycznie, trudno mi takich ludzi zrozumieć. Ten kolega od Łuku Karpat, zbiegiem okoliczności też Szymon, zrobił dokładnie to samo: ma całą trasę zmierzoną, różnice wysokości wyliczone z dokładnością do 10 m, przeprowadził (na piśmie) szczegółową dyskusję, którędy należy iść i dlaczego, żeby to było „prawdziwe” przejście Karpat (ze względów topograficznych jest to sprawa bardzo nieoczywista). Inny znajomy, z którym zresztą parokrotnie bywałem w górach, skrupulatnie, na podstawie analizy licznych, różnojęzycznych źródeł, podzielił całe rumuńskie Karpaty na poszczególne grupy górskie (blisko sto!) i w każdej z nich „zaliczył” najwyższy szczyt, choćby to była nieciekawa, zarośnięta krzakami bałucha dobrze poniżej 1000 m n.p.m.
    Swoją drogą, zazdroszczę im. Ja nigdy nie umiałem w sobie wzbudzić takiego entuzjazmu dla jakiegokolwiek przedsięwzięcia, nie tylko górskiego. Wiary w głęboki sens tego, co robię. Pewnie dlatego nie osiągnąłem w życiu niczego szczególnie spektakularnego. To cena sceptycyzmu, którym skądinąd się szczycę.

  8. Pawle!
    A ja takich ludzi uwielbiam, bo ja jestem taki sam. Ale u mnie entuzjazm zawsze kojarzył się ze słomianym ogniem, robię zwariowane rzeczy, ale bez oddawania się tej sprawie w całości. Nazwijmy to – przy okazji. Jak wiesz od czasu do czasu próbujemy z Szymonem zdobyć najwyższe szczyty państw europejskich, dla Twojej wiadomości nie chodzi o Włochy, Szwajcarię czy Szwecję, a Holandię, Luksemburg, Węgry czy Portugalię. Spróbuję wkleić moje zdjęcie jako zdobywcę najwyższego szczytu Luksemburga – to jest dopiero osiągnięcie. Nie udało mi się tutaj, to wkleiłem je na górze, bądź łaskaw zajrzeć. Tak samo próbuję zrobić Koronę Powiatową, moją ostatnią zdobyczą była Chorągwica, najwyższy punkt powiatu wielickiego, całe 200 metrów musiałem się wspinać od Wieliczki.

  9. @ Torlin,

    Rownie gorzysta a moze i bardziej jest Holandia.

    Pozdrawiam

    P.S. Na okreslenie plaskosci niektorych regionow Polodniowej Afryki uzywa sie powiedzenia, ze uciekajacego psa widac przez dwa dni.

  10. Cnota nie jest oblubienicą atletów.

  11. @ Pawel Lubonski,

    „Kiedy w latach pięćdziesiątych XX wieku zdobywano pierwsze ośmiotysięczniki, była to dla wspinaczy konfrontacja z dziką przyrodą i własną słabością.”

    Tak jest obenie z wieloma przypadkami „zdobywnia natury”. Dla uzmyslowienia jak bylo, polecam ksiazke: „Into the Silence. The Great War, Mallory and the Conquest of Everest”. Mallory zginal z Irvinem podczas proby zdobycia Everestu w 1924 roku. Jego zwloki znaleziono w 1999 roku.

    Pozdrawiam

  12. Vandermerwe!
    Zaśmiejesz się, ale Holendrzy Południową Limburgię nazywają Holenderskimi Alpami. Góra Vaalserberg (popularnie zwaną Górą w Vaals) ma 322,7 m n.p.m. i leży na styku granic niemieckiej, belgijskiej i holenderskiej. Mieliśmy z Szymonem nawet zamiar „zdobycia” tej góry, ale jakoś nie wyszło. Samemu jest ciężko, bo tam nie jeżdżą autobusy. Zresztą identycznie jest w Luksemburgu, jakbyś spojrzał na powyższe zdjęcie, to wzgórza w oddali wydają się wyższe od tego „wierzchołka”. I wzrok Cię nie myli, one są wyższe, ale to już jest Belgia.
    A ja mieszkam na takiej płaszczyźnie, że widzę kobietę w Łowiczu wycinającą wycinanki łowickie, nawet przy zamkniętym oknie 😉
    Mam w domu książkę Tenzinga „Człowiek Everestu”, wydaną przez Iskry w 1957 roku!!! w mojej ulubionej dawniej serii „Naokoło świata”.
    ———–
    Gszczepa!
    A czyją jest oblubienicą? Polityków? Bankierów? Urzędników aparatu skarbowego? Celebrytów? Członków zespołów młodzieżowych? Producentów filmowych?

  13. @ Torlin,

    Czytalem ksiazke „Czlowiek Everestu” a w bibliotece moich rodzicow jest chyba calosc serii „Naokolo Swiata”. Ksiazka wspomniana przeze mnie uzmyslawia w jak „prymitywnych” warunkach zobywano Everest w latach 20-tych. A jednak Norton, w czasie pierwszej proby w 1924 roku dotarl do 8400 m. Jestem ciekaw, jak poradziliby sobie dzisiejsi himalaisci, gdyby musieli poslugiwac sie owczesnym sprzetem i zdobyczami owczesnej technologii.
    Czytajac przemyslenia Pawla Lubonskiego, pomyslalem o dawnych badaczach kontynentow , ktorzy ruszajac „w droge” tracili kontakt ze swiatem zewnetrzym a spolecznosc swiata mogla nigdy sie nie dowiedziec, co sie stalo, jesli nie ukazali sie „po drugiej stronie”.

    Pozdrawiam

  14. @Torlin,
    Jakbym miał wskazywać palcem, to bym powiedział że księgowych.

  15. Vandermerwe!
    Kiedyś seria „Naokoło świata” była fenomenalna, składała się z książek słynnych na cały świat, wystarczy TAM ZAJRZEĆ, żeby się przekonać. Ja zostawiłem – zgodnie z moją zasadą, że wyrzucam wszystkie książki, do których nie zaglądałem przez ostatnie 2 lata i które nie mają dla mnie wartości nostalgicznej – w mojej bibliotece trzy tytuły: wspomnianego Tenzinga, do którego czasami zaglądam, „Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen (jeden z moich ukochanych przykładów tzw. pierwszych zdań w książce, które są cudownym résumé całości, POPATRZ TU, „Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong” jest u mnie na 15 miejscu) i „Zielone wzgórza Afryki”, bo ja przepadam za stylem Hemingwaya. Poszły do antykwariatu i słynne „Zielone piekło”, i tratwa Kon-Tiki, i Tazieff, i Amundsen.
    —————
    Gszczepa!
    A reszta nie?

  16. Przeczytałem sobie jeszcze raz swój wpis w końcu z 2014 roku wraz z komentarzami o pierwszych zdaniach książek, i natrafiłem na niezmiernie charakterystyczny wpis Pawła: „Szczerze mówiąc, Torlinie, zupełnie nie rozumiem tej fascynacji i nie widzę niczego szczególnego w tym akurat zestawie. Moim zdaniem można by wziąć pierwsze zdania z 25 pierwszych z brzegu książek z półki (pomijając oczywiście prace naukowe) i z takim samym powodzeniem twierdzić, że są wspaniałe, że „coś w nich jest” i że mówią nam coś istotnego. To tylko kwestia subiektywnego nastawienia.
    Tak już mam jako radykalny sceptyk. Dodam, już trochę w bok od tematu, że w ogóle nie jestem wrażliwy na genialne jednozdaniowe maksymy, zawierające rzekomo głęboką mądrość”.
    A dlaczego powtarzam ten komentarz w tym miejscu? Bo mi się cudownie zgodził z poglądami Pawła na temat zdobywania Łuku Karpat, najwyższego szczytu powiatu warszawskiego zachodniego czy Łotwy, że już nie wspomnę o zaliczaniu bocznicy kolejowej na Sardynii. Pawle, ja to piszę z uśmiechem i z sympatią, każdy człowiek jest inny, ale w Tobie nie ma szaleństwa, pragnienia robienia rzeczy cudownych, acz bezsensownych.

  17. Na pewno nie atleci, generałowie i despoci. Tak przynajmniej pisze klasyk.

    A seria „Naokoło świata” była fascynująca, podobnie jak „Sławni żeglarze”.

  18. Pozwolę sobie na truizm. Nasza cywilizacja uwielbia wszelkiego rodzaju rywalizacje. Być lepszym….marzenie wielu. Możliwe, że wysoki rozwój technologiczny, dzięki któremu żyje nam się tak wygodnie, zaistniał właśnie spowodowany tym pędem.
    Wszyscy, którzy idą w wysokie góry zachowują się jak na głodzie narkotykowym. oni muszą, bez względu na cenę być tym lepszym.
    Dopiero niedawno zaakceptowałam ten sposób postrzegania rzeczywistości.

    Jeśli ktoś ma pojęcie, co to znaczy zdobyć szczyt, to będzie pełen szacunku, dla tych, którzy chcą udowodnić, że człowiek do końca jest zdobywcą i „może”wbrew wszelkim okolicznościom.

    Podziwiam, choć sama nigdy bym się nie zdecydowała. Osobiście wolę chłonąć piękno niż rywalizować.
    Jeśli chodzi o finanse…
    Jak się da, to czemu nie?…
    Wiele razy byłam zaskoczona hojnością firm, jeśli chodzi o wyprawy.
    Sama zwykle ściubię grosz, aby coś zobaczyć.
    Jeśli jednak istnieje ktoś wystarczająco bezczelny i woła o kasę, i drugi, który chce mu to umożliwić?…

    Jeśli zaś mowa o późnym ojcostwie…
    Wyobraźcie sobie Panowie, że przygadaliście sobie młodziutką, piękną dziewczynę. Ona jest zakochana i spełnia Wasze fantazje.
    Kto tu myśli o czymś takim jak odpowiedzialność?

  19. Jestem żoną byłego taternika. Zachowałam się niegdyś bardzo egoistycznie i kazałam wybierać albo Tatry i wspinaczki albo ja. No cóż, wybrał mnie, zwłaszcza, że w pewnej chwili pomagał znosić w siatce bambusowej swego znajomego. Tatry wprawdzie to nie Himalaje, ale zawsze się od nich wszystko zaczyna i nasze piękne górki pochłonęły już sporo ofiar. I czasami byli to ludzie z dużym doświadczeniem wysokogórskim w znacznie wyższych górach.
    Jako osoba zle znosząca podwyższony poziom adrenaliny zapewne nigdy nie pojmę co w tym pięknego by wyciskać z siebie wszystkie siły i balansować na granicy życia i śmierci. Mamy w domu bogaty zbiór książek z zakresy alpinizmu i himalaizmu-przeczytałam niemal wszystkie i doszłam do wniosku, że: jedni są nałogowymi palaczami, inni alkoholikami, inni hazardzistami a jeszcze innym potrzebna jest do życia ta piekielna dawka adrenaliny. To bardzo silne uzależnienie. Poza tym dochodzi tu też fakt, że jak się jakąś górę w trudzie i znoju zdobędzie to ma się te swoje 15 minut sławy.
    A potem wraca się do domu, do zwykłej pracy, bachorów i codzienności. I zaczyna się marzyć by znów to wszystko rzucić w diabły, zwyczajnie uciec od tego wszystkiego, wrócić do sytuacji gdy jedynym problemem jest napić się by się nie odwodnić, załatwić swe potrzeby fizjologiczne na trzaskającym mrozie tak by swej męskości nie stracić, zrobić jeszcze kilka kroków i znów stanąć, by złapać oddech.
    To, że nie rozumiem tych facetów to proste- nie jestem facetem. Ale zupełnie nie rozumiem tych kobiet, które zafascynowane nie widzą jednej rzeczy- każda wyprawa jest zwykłą ucieczką od szarzyzny życia a one i dzieci w ogóle się dla tych facetów nie liczą.
    Uważam, że każdy wspinacz powinien być ubezpieczony, bo każda akcja ratunkowa, nawet tak w niedużych przecież Tatrach, jest bardzo kosztowną imprezą i narażeniem życia ratowników.
    Miłego;)

  20. @ Pawel Lubonski,

    ” A w późniejszych czasach do szkoły z internatem. Rodziców widywał raz do roku. I jakoś ludzie wyrastali na ludzi.”

    We swspomnianej wczesniej ksiazce jest troche i na ten temat. Mysle, ze istnialy powazne problemy, o ktorych w tamtych czasach zupelnie nie mowiono. A i teraz tez nie za bardzo.

    Pozdrawiam

  21. Torlin: „…w Tobie nie ma szaleństwa, pragnienia robienia rzeczy cudownych, acz bezsensownych.”

    To prawda. Nie mam silnej motywacji do „szaleństw”, bo ilekroć coś takiego przyjdzie mi na myśl, od razu pojawiają się wątpliwości, czy akurat to szaleństwo jest warte zachodu i wysiłku lub kosztów finansowych. Może jest głupie lub banalne? Może szkoda czasu?
    W przypadku Łuku Karpat czy himalajskich ośmiotysięczników chodzi mi jednak o coś innego. O potrzebę zaliczania, klasyfikowania i przymierzania się do innych. O to, że motywacją do takich przedsięwzięć przestaje być chęć mierzenia się z górami czy po prostu obcowania z nimi, lecz dążenie do WYNIKU.

  22. Vandermerwe: „Mysle, ze istnialy powazne problemy, o ktorych w tamtych czasach zupelnie nie mowiono.”

    Oczywiście że tak. Każdy system wychowawczy ma wady i zalety. Śmieszne jest tylko, że w każdym konkretnym czasie guru od pedagogiki (nie tylko zresztą od pedagogiki) są tak mocno przekonani, że to właśnie bieżące wyobrażenia są tymi właściwymi i ostatecznymi, a to co przedtem, to było istne piekło.
    Przykład: współczesna histeria na punkcie kar cielesnych. Przez wieki i tysiąclecia dzieci bito za karę. Bez różnicy – dzieci chłopskie, szlacheckie czy magnackie. I jakoś ludzkość nie składała się z samych skłonnych do przemocy neurasteników. Nie twierdzę, że bicie jest czymś właściwym, ale nie jest też tak potwornym złem wyrządzanym młodym ludziom, jak by wynikało z opinii psychologów.

  23. Mario!
    Czyż cały rozwój cywilizacyjny Mario nie jest oparty na rywalizacji, i jednocześnie na dziesiątkach prób kończących się często tragicznie? Ile osób zginęło przy próbie latania? A Amundsen i Scott?
    „Wszyscy, którzy idą w wysokie góry zachowują się jak na głodzie narkotykowym. oni muszą, bez względu na cenę być tym lepszym” – błagam, nie uogólniaj, nie można. Nie wszyscy, tak jak we wszystkich innych miejscach działania człowieka. Nie jestem wprawdzie taternikiem, ale byłem w takich miejscach, że ludzie nie mogliby patrzeć na fotografię tego miejsca, a cóż dopiero znaleźć się tam w realu. I gdybym wiedział, że tego nie przejdę, tobym się wrócił – nawet gdyby tabun ludzi przede mną to miejsce przebyło.
    „Osobiście wolę chłonąć piękno niż rywalizować” – uważasz, że to się wyklucza?
    „Jeśli zaś mowa o późnym ojcostwie…” – mówisz o zakochaniu, a ja o ojcostwie. Być może z punktu widzenia mężczyzny w moim wieku i młodziutkiej zakochanej dziewczyny jest to wspaniała rzecz, ale popatrz, jak się czuje dziecko, gdy 70-letni tatuś przychodzi po niego do przedszkola, i wszyscy mówią, że dziadek po ciebie przyszedł. A mając 20 lat dziecko najczęściej już nie ma ojca.
    —————
    Anabell!
    Cudownie, że wpadłaś, zrobiłaś mi wielką frajdę łamaną na przyjemność. Zapraszam Cię „na zawsze”. 😉
    „Tatry wprawdzie to nie Himalaje”, ale spójrz, przecież życie można stracić na skałkach Jury. A buildering (urban climbing)? Nawet parkour czy freerunning potrafi zagrozić człowiekowi.
    „Jako osoba źle znosząca podwyższony poziom adrenaliny zapewne nigdy nie pojmę, co w tym pięknego, by wyciskać z siebie wszystkie siły i balansować na granicy życia i śmierci”. Tutaj pełna zgoda, jestem dokładnie taki sam. Wszystko najpierw przemyślę, dostosuję, przeliczę, przekombinuję, i staram się doprowadzić do takiej sytuacji, aby moje wyjście w góry było maksymalne, do czego zdolny jest mój organizm, ale jednocześnie abym nie przekroczył granicy ryzyka, tej niewidocznej linii.
    ” kobiet, które zafascynowane nie widzą jednej rzeczy – każda wyprawa jest zwykłą ucieczką od szarzyzny życia a one i dzieci w ogóle się dla tych facetów nie liczą” – tylko że to Droga Anabell można łatwo odwrócić, a co powiesz o himalaistkach? Z tak ekscentryczną osobą jak Wanda, przy całej tolerancji, nie dało się żyć” – mówił o swojej żonie Helmut Scharfetter, który był drugim mężem Wandy Rutkiewicz. Kinga baranowska mówi, że nie można pogodzić himalaizmu z normalnym życiem. uważasz, że tylko mężczyźni uciekają?
    „Uważam, że każdy wspinacz powinien być ubezpieczony, bo każda akcja ratunkowa, nawet tak w niedużych przecież Tatrach, jest bardzo kosztowną imprezą i narażeniem życia ratowników” – całkowita zgoda.
    ——————
    Gszczepa!
    Nie skojarzyłem z tym klasykiem. Sorry, jestem mało rozgarnięty. 😉
    ——————–
    Vandermerwe!
    To były zupełnie inne czasy. Nieporównywalne z dzisiejszymi.

  24. Kobiety himalaistki jednak nie miały dzieci. I to jest to o czym piszę Anabell. Jest to świadome ryzyko ale czy odpowiedzialność za rodzinę ?!…
    Dlatego musi być ubezpieczenie i to wysokie . ☺

  25. @ Torlin,

    „To były zupełnie inne czasy. Nieporównywalne z dzisiejszymi.”

    Pod pewnymi wzgledami sa porownywalne, gdyz ow klasyczny brytyjski system wychowania trwa nadal.

    @ Pawel Lubonski,

    Nie odwoluje sie do guru wychowania i nie jestem w stanie zajac autorytatywnego stanowiska. Byla to moja refleksja na Pana komentarz oraz zwiazany ztym fragment ksiazki. Osobiscie, klasyczny brytyjski system wychowania zupelnie mnie nie odpowiada, gdyz zrywa bardzo wczesnie wiezy rodzinne. To jest moja opinia oparta na niezbyt doglebnych obserwacjach spoleczenstwa angielskiego. Polecam Panu wspomniana ksiazke.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: