Napisane przez: torlin | 18/02/2018

Moje ukochane muzy

Pałacyk Pareńskich na Wielopolu 4, – dziś serce hotelu Holiday Inn Kraków. To jest moje zdjęcie, pozostawiam je jako domenę publiczną – do dowolnego wykorzystania.

Są sceny, rodziny, sytuacje, osoby przechodzące do historii kultury. Raptem, z jakiegoś tam powodu, cały kulturalny świat zastanawia się nad spotkaniem malarza znajomego na drodze, weselem czy – kim była Lisa Gherardini. Do takich kontaktów przeciętnej kulturalnej polskiej rodziny z okresem młodopolskim najbardziej nadaje się „Wesele” Wyspiańskiego, szczególnie po zekranizowaniu go przez Wajdę. Sam dramat jest kopalnią cytatów, „Złotych Myśli”, a po opublikowaniu „Plotki o „Weselu” Wyspiańskiego zaciekawiły wszystkich realne osoby występujące w sztuce. Dla wielu szokiem było to, że Radczyni to Antonina Domańska, słynna po dzień dzisiejszy autorka poczytnych powieści dla  młodzieży, Gospodarz to Włodzimierz Tetmajer, mąż siostry panny młodej (a więc został szwagrem Rydla), a Dziennikarzem słynny ówcześnie Rudolf Starzewski.

Ale chyba najbardziej porywające są młode dziewczyny będące po raz pierwszy w życiu na „Weselu”, więc potrafią czasami odzywać się w sposób szokujący dla rodziców i opiekunów:
Zosia – Z nikim z panów tańczyć nie chcę.
Radczyni -Potańcujcie trochę same.
Zosia -My byśmy chciały z drużbami,
z tymi, co pawimi piórami
zamiatają pułap izby.
Radczyni -Poszłybyście tam do ciżby?
Haneczka -To tak miło, miło w ścisku”.

Kim była Zosia, kim była Haneczka? Musimy się przenieść do Krakowa  na koniec XIX wieku, królowały wtedy tam salony, na których się „bywało”. Do najważniejszych należały trzy: Elizy Pareńskiej, Antoniny Domańskiej i Heleny Rydlowej, panie miały ambiwalentne uczucia wobec siebie, bo z jednej strony niesłychanie się przyjaźniły, bywały właściwie codziennie u siebie, a z drugiej rywalizowały ze sobą. Za każdym razem swoje dzieciaki brały ze sobą,  można właściwie powiedzieć, że te cztery dziewczynki: dwie Marie (Domańska i Pareńska), Zosia Pareńska i Haneczka Rydlówna prawie wychowywały się razem. Na weselu był również Stasio Domański, i on ostatecznie pogrzebał przyjaźń matki, pierwsze niesnaski wystąpiły, gdy Eliza Pareńska postanowiła pomóc młodemu twórcy Stasiowi Wyspiańskiemu, kupowała jego obrazy, dawała mu pieniądze, tymczasem Domańska miała bardzo złe zdanie na temat Wyspiańskiego: „spotykam dzisiaj na Rynku profesorową Pareńską i mówię jej tak: może i nie znam się na malarstwie, może mam wprost zły gust, ale jak można do Sukiennic, pod jeden dach z Matejką, Siemiradzkim, Wyczółkowskim, że tylko tych wymienię – pchać te niewydarzone malowidła tego Wyspiańskiego”. Ten kryzys udało się bez trudu okiełznać, gorzej poszło, gdy Stasio się oświadczył Annie Rydlównej, nazywanej Haneczką i … Domańska się nie zgodziła, mimo że była jej matką chrzestną. Helena Rydel w odwecie zerwała z nią wszystkie kontakty. Ciekawostką było to, że mężowie owych dam byli znakomitymi lekarzami, ludźmi dobrze sytuowanymi, nie mogącymi się odnaleźć we własnych domach z powodu codziennego najazdu gości. Ale salon Pareńskiej to było coś: Jacek Malczewski, Asnyk, Wyczółkowski, Stanisławski, Feliks Jasieński, Władysław Żeleński,  Przybyszewski, Artur Górski, Reymont, Rydel, Starzewski, Wyspiański, Mieczysław Trzciński, Karol Frycz, Kazimierz Sichulski, Witold Wojtkiewicz, Edzio Leszczyński.

Na weselu były dwie siostry Pareńskie, bo trzecia Eliza (zwana Lizką celem odróżnienia od matki) była jeszcze za malutka. Wszystkie trzy zapisały się w historii sztuki jako trzy muzy okresu findesieclowego Krakowa, wolę jednak pisać o nich jedynie do Pierwszej Wojny Światowej, gdyż późniejsze losy dziewcząt są bardzo smutne. To były kobiety wychowane w sposób niepojętny na owe czasy. Krakowska konserw zgorszona była swobodą, z jaką wychowywane były jako dzieci, a później – jako dorastające panienki. Rodzice wychowali je na kobiety idące przez życie z podniesioną głową, były śliczne, bogate, dobrze wykształcone i miały własne osądy wraz z niezależnym myśleniem. Takie problemy ówczesnych kobiet, jak wykluczenie z życia publicznego, dyskryminacja płciowa czy walka o godność kobiety, zostały im dzięki rodzicom zaoszczędzone.

Najstarsza Maria, otoczona wielbicielami, bardzo mądra, widać to po flirtowaniu z Poetą. Chciałem dać cytat z „Wesela”, ale musiałbym zapełnić półtorej kartki. Najpiękniejsza była jednak Zosia, późniejsza żona Boya. Wyspiański malował wszystkie trzy siostry, ale jego trzy największe i najsłynniejsze obrazy to dwa Zosi i jeden Lizki. Na tym powyżej, o nazwie „Macierzyństwo” Zosia karmi małego Stasia, na tym poniżej jest smutna i pełna refleksji.

Późniejsze stosunki Zosi z Boyem były przedziwne, byli mężem i żoną, zdradzali się na potęgę, w końcu romanse Zosi i Witkacego oraz Boya z Krzywicką uważane były za najsłynniejsze w epoce. A pamiętacie słynną scenę podrywania Zosi przez Dziennikarza:
Dziennikarz -To sprawka
pani wdzięku, pani jest bardzo miła,
pani tak główkę schyliła…

Zosia – Prawda? Tak jakbym się dziwiła,
że mnie tyle honoru spotyka;
pan redaktor dużego dziennika
przypatruje się i oczy przymyka
na mnie, jako na obrazek.

Dziennikarz – A obrazek malowny, bez skazek,
farby świeże, naturalne,
rysunek ogromnie prawdziwy,
wszystko aż do ram idealne”.

Zosia miała wtedy 15 lat, Starzewski zaś 31, to Wajda zrobił z niego prawie starca. I wyobraźcie sobie, że zdobył w końcu swoją miłość. Jak Zosia zobaczyła swojego męża całującego się z jej siostrą Lizką, zwróciła się do Rudolfa. A jego z kolei rzuciła dla Witkacego. Co najciekawsze, do końca była związana z Boyem, robiła korektę jego książek, dbała o dobre imię.

Najmłodsza Lizka to jest trzeci z najsłynniejszych portretów Wyspiańskiego, tzw. portret podwójny Lizki, podczas malowania zobaczył, że jego modelka się zmieniła pod wpływem zmęczenia i namalował ją powtórnie. Genialna rzecz.


Responses

  1. Uwielbiam „Wesele” podobnie jak jego twórcę. Wiele razy już pisałam na ten temat więc nie będę się powtarzać ani podawać linków do swoich tekstów.
    No i stawiam Ci szóstkę z plusem za te Twoje muzy.I za ich opisanie.
    Pozdrawiam

  2. To były czasy…. Ale wcale nie żałuję, że wtedy mnie jeszcze na świecie nie było. Z moim paskudnym charakterkiem i jednym wielkim „NIE” na wszystko co mi nie pasowało, nie wyżyłabym w ówczesnym Krakowie.
    Wyspiański był niedoceniany za życia (jak większość twórców wszelakich) a i potem jakby nieco zapomniany i nie do końca zrozumiany.
    Podwójny portret Lizki jest niespotykanym wyjątkiem- nie przypominam sobie, by któryś z malarzy namalował dwa portrety tej samej modelki w tak krótkim odstępie czasu, a do tego by dostrzegał piękno w zmęczonej pozowaniem modelce.
    Świetny post, dziękuję za przypomnienie Wesela, które dla mnie było między innymi wzorem pracy inteligentnego reportera. A za to określenie załapałam w szkole spory minus.

  3. Dziewczyny, jak to miło czytać coś takiego. Z serca dziękuję. Muszę się ograniczać, bo ja trzy tomy zapełnię nie tylko Krakowem z tych lat, ale połowa z tekstu to będzie dygresja do następnych historii. Ale przecież anegdoty są przepyszne z tego okresu (pyta świeży gość Pareńskiego: „Pan tu zostaje? A pan wychodzi? Ja muszę niestety zostać! A dlaczego? Bo jestem gospodarzem i nie mogę wyjść”.
    Miałem to wklepać u Wachmistrza, ale napiszę tutaj. Domańska specjalnie, złośliwie została tak odmalowana przez Wyspiańskiego, ale zdziwienie budzi fakt, że prognozy Domańskiej – pamiętacie?
    „RADCZYNI
    Ja wiem, że twoja uroda
    niejedną trudność przesili,
    żeś sobie młoda;
    no, ale o czym wy będziecie mówili,
    jak tak nadejdzie wieczór długi:
    mówić się nie chce, trza przesiedzieć;
    on wykształcony, ty bez szkół —
    PANNA MŁODA
    Po cóz by, prose pani, godoł,
    jakby mi nie mioł nic powiedzieć,
    po cóż by sobie gębę psuł?”
    Otóż obydwa małżeństwa dwóch sióstr; Anny i Jadwigi Mikołajczyk (Mikołajczykówien) były niesłychanie udane, szczęśliwe, z tym że mężowie inaczej podchodzili do swych żon, Włodzimierz swoją Hannę po prostu kochał, i nic od niej nie wymagał, tymczasem Lucjan bez przerwy żonie czytał, pokazywał, opowiadał, aż ona sama prawie Muzą nie została. I przykro napisać, ale tak paskudnie i niesprawiedliwie odmalowana Domańska zemściła się pośrednio, jej słowa okazały się prawdziwe i prorocze w przypadku identycznego małżeństwa właśnie Wyspiańskiego. Ożenił się on z kobietą z ludu, z Teodorą Pytko, która nie tylko nie odwzajemniała pasji męża, ale wręcz jawnie je odrzucała: „„Czy ja ją mogę kochać? (…) I gdy ja tak wyobrażam sobie moje życie jak obraz malowany, jakże ja mogę brać do moich myśli i ciągnąć ku sobie dziewczynę, która żyje nie kolorami, nie dźwiękami, nie wyobraźnią, nie melodią, nie zobrazowaniem formy, – ale formą samą i życiem jakimś wegetującym, na które ja patrzę z równym współczuciem jak na życie kwiatu, lub owadu, na rozwój storczyka lub rumianku, wykształcenie się muszki lub pszczoły. […]. Nieraz czytałem w oczach „daj mi spokój” rzeczywiście i ja powtórzyłem sobie „daj mi spokój”.
    Bardzo obydwu Paniom dziękuję.

  4. Ciekawa jestem co potomkami Wyspiańskiego. Gdzieś czytałam,że wnuczka czy prawnuczka , ktora chodzila do liceum ( uwaga w Lublinie) dostała słaby stopień , bo omawiali na j.polskim coś z jego twórczości i nauczycielka była niezadowolona. Potem coś czytałam na temat ” tantiem” , czy jak to zwać , chodzi o spadek . ☺

  5. Julu!
    Dorota Wyspiańska. Obudziła się po latach, że trójka pozostałych dzieci nie ma prawa dziedziczyć, bo Teodor był ;przysposobiony (z powodu bycia z nim w ciąży Teodora próbowała popełnić samobójstwo, Wyspiański Teodora uznał), a Helena i Mieczysław byli dziećmi nieślubnymi. I kobieta o tak pięknym imieniu daje świadectwo nieprawdopodobnej pazerności i mówi, że tylko ona, córka najmłodszego syna Stanisława ma prawo do spadku. Najlepsze to jest to, że przegrała (Wyspiański nie pozostawił testamentu), bo sąd oparł się na Dekrecie Dziedzictwa. Pół roku po śmierci Wyspiańskiego w 1907 r., sąd w dn.14 maja 1908 r. wydał tzw. Dekret Dziedzictwa: ” Cesarsko-Królewski Sąd Powiatowy w Krakowie przyznaje spadek pozostały po śp. Stanisławie Wyspiańskim zmarłym w Węgrzcach 28 listopada 1907 r. bez rozporządzenia ostatniej woli stosownie do deklaracyi wniesionej z dobrodziejstwem inwentarza na podstawie porządku dziedziczenia z ustawy: Teodorowi, Helenie, Mieczysławowi i Stanisławowi Wyspiańskim w równych częściach, to jest każdemu po jednej czwartej części. Z tem zastrzeżeniem, że Teofili Wyspiańskiej przysługuje prawo dożywotniego użytkowania jednej piątej części i tem samym uznaje pertrakcyę spadkową za ukończoną”.

  6. Przyznam że zasadniczo taka tematyka mnie mniej interesuje.

    Ale tak się złożyło że byłem tydzień temu na „Sędziach” Wyspiańskiego w krakowskim Ludowym. Bardzo ciekawe przedstawienie, uwspółcześnione scenograficznie, konserwatywne tekstowo, z przeniesieniem widowni na zaplecze sceny. Polecam jak ktoś ma możliwość.

    Podwójny portret fascynujący.

  7. Zdarza się Gszczepa, że nasze zainteresowania się mijają. Ale widzisz, ja na Wyspiańskiego chyba bym się nie wybrał do teatru.

  8. Dzięki za Twój trud i przypomnienie noty, choć jakbyś był kiedyś w nastroju dość podłym, by go nie zepsuć i ich dalszymi losami, będę obligowanym:)
    Kłaniam nisko:)

  9. Miło mi, że wpadłeś Wachmistrzu. Wiesz, że Twoich odwiedzin łaknę jak kania dżdżu, Paulus zgody Hitlera na wycofanie się, a Kubica zatrudnienia w Williamsie. To oczywiście nie jest ta sama notka, musiałem ją napisać na nowo. Problem polega na tym, że ja za dużo na ten temat wiem, i muszę w mózgu dokonywać radykalnych, przerażających skreśleń i wykluczeń. Ale czego się nie robi dla Wachmistrza… Lecz to za kilka dni.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: