Napisane przez: torlin | 02/03/2018

Chwila – stópkami do Zamku

Przypominam wszystkim Swoim Komentatorom, że kategoria „chwile” w Kamiennej Wiosce obejmuje momenty w historii Polski, Europy i Świata, gdy bardzo bym chciał być w tym momencie świadkiem wydarzeń, i zadać jako Torlin pytanie bohaterowi notki, dlaczego tak postąpił, a nie inaczej, albo samodzielnie rozsądzić, jaka była prawda. Najczęściej związane jest to z wydarzeniami, których przyczyny pojawienia się na kartach historii budzą spory od wielokrotnie stuleci.

Zajmiemy się chyba jednym z najbardziej dziwnych i niespodziewanych zachowań w historii Polski, historycy gubią się w domysłach. A chodzi o marsz Króla Władysława Jagiełły na Malbork po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem. Na początku zająłbym się psychiką Króla, był to jeden z najwybitniejszych polskich władców, człowiek, którego zaliczam do czterech najpotężniejszych osobowości w całej historii Polski. Człowiek – orkiestra polityki i wojny, jego umiejętność zawierania odpowiednich sojuszy (i ich zrywania), wygrywania odpowiednich bitew, umiejętność zjednywania sobie odpowiednich ludzi, nawet jeżeli przez pewien czas byli jego wrogami (vide Witold, cesarz Zygmunt) poraża rozsądkiem, umiejętnością planowania, widzenia spraw tego świata dalej niż większość jego współbratymców. Takim drobnym przykładem jest perfekcyjne zbudowanie mostu pod Czerwińskiem, ciekawy jest również jego stosunek do Czechów, umiał ich przyciągać i odrzucać w zależności od koniunktury, jednocześnie nigdy nie paląc mostów za sobą.

I raptem ten chodzący rozsądek po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem siedzi wiele dni na miejscu bitwy, a później stópkami udaje się pod Zamek w Malborku, który w gruncie rzeczy był celem całej wyprawy, i zdobywa go tak, jakby w ogóle nie chciał go zdobyć (nie przeprowadził ani jednego szturmu). Królu, powiedz mi, dlaczego tak postąpiłeś? Dlaczego Krzyżacy nie tylko bez trudu obronili Zamek, ale odbili również właściwie wszystkie inne zamki zajęte przez mieszczaństwo propolskie? Dlaczego ustalenia Pokoju w Toruniu są tak mikre dla Polski? Co się stało? Jakie były przyczyny takiego Twojego postępowania?

Otóż moim zdaniem Król znalazł się, pewnie ku zdziwieniu wszystkich, po tym wielkim zwycięstwie, w bardzo niewesołej sytuacji militarno-politycznej. A do tego dołożyły się najzwyklejsze kłopoty ludzkie. Spróbuję po wszystko wypunktować, ale nie chciałbym, aby Szlachetni Komentatorzy doszli do wniosku po numeracji, że powód nr 1 jest ważniejszy od pkt. 5, to wszystko złożyło się w jedną wielką całość.

  1. Malbork tuż po zwycięstwie był rzeczywiście osłabiony, ale natychmiast próbę naprawy tego zaczął Henryk von Plauen, znakomity organizator i polityk. Dzięki między innymi jego staraniom w 1410 roku Polska była osłabiona politycznie i militarnie. Politycznie, gdyż w drugiej połowie 1410 roku wszystkie liczące się państwa związane z regionem były przeciwko Polsce. Papież, wszystko jedno, którego właściwie weźmiemy (okres „smuty” w Watykanie – rządziło trzech papieży), ale dwaj najważniejsi byli przeciwko Polsce. Grzegorz XII rzucił klątwę na naród Polski, a do Jana XXIII apelował król angielski Henryk IV Lancaster o pomoc dla Zakonu Krzyżackiego. Miał w końcu podstawy, dwa razy wyruszał na krucjatę przeciwko niewiernym, czyli na Litwę, walczył w szeregach Krzyżaków w 1390 i 1392, odznaczył się olbrzymią odwagą i wręcz zaprzyjaźnił się z wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Konradem von Wallenrode. Przeciwko Polsce wystąpił cesarz Zygmunt, Opolczyk, Bogusław VIII, Ścibor ze Ściborzyc z Siedmiogrodu (najazd i spalenie Starego Sącza, ale ten to chociaż się zrehabilitował w Lubowli). Militarnie również, wojska były zmęczone wielodniowymi marszami i bitwą, tymczasem von Plauen podniósł wrzask całą Europę, że  pogański król zabija chrześcijan i odzew rzeczywiście był duży. Szczególnie ze strony kawalerów Mieczowych, których przyjechały całe oddziały, a także Brandenburczyków.
  2. Jagiełło nie miał trzech podstawowych elementów skutecznego zdobywania twierdz; machin oblężniczych, odpowiednich armat, i wyszkolonych ludzi z piechoty, minerów, puszkarzy. Wydaje się, że tego nie przewidział, że to mu będzie potrzebne.
  3. W 1410 roku bardzo wcześnie zaczęła się jesień, wojska – szczególnie Witoldowi i Rusini – zaczęły chorować. Szerzyła się biegunka.
  4. Wojskom polskim zaczął zaglądać w oczy głód. Rekwizycją żywności, szczególnie na Żuławach, zajmowali się Tatarzy, w ten sposób żywność dość szybko się skończyła.
  5.  Po bitwie, średniowiecznym zwyczajem, identyfikowano jeńców i zabitych, zawiadamiano kraj o zwycięstwie, i cieszono się na polu walki ze zwycięstwa.

Mnie się wydaje, że jak to było wielokrotnie w historii świata, Polska za dużo zjadła. Zwycięstwo było po prostu za duże. I niespodziewane. Nie byliśmy jeszcze tak potężnym krajem, zarówno militarnie, jak i politycznie, aby pójść na udry z całą chrześcijańską Europą. A Europa nie była przygotowana na zlikwidowanie jednego ze znakomicie zorganizowanych państw chrześcijańskiej Europy. Polska mogłaby nadziać się na wyprawę odwetową naprawdę poważnych sił. Trzeba było najpierw uspokoić Europę, przeprowadzić akcję dyplomatyczną, przygotować grunt do zmian. Ja to tak widzę. A trzeba też uchylić kapelusza przed Henrykiem von Plauen, wielki przywódca.

I nie ma racji Jasienica pisząc tak obrzydliwie o Jagielle, pisarz – trzeba przyznać – wierny syn długoszowski, tak samo nieznoszący Jagiellonów jak nasz kronikarz, i oskarżający ich o wszystkie późniejsze tragedie. Był to bardziej  dziennikarz i eseista niż historyk, gdyż ten ostatni musi być obiektywny aż do bólu zębów, tymczasem Jasienica wywyższa ponad miarę Piastów, a degraduje Jagiellonów.

 


Responses

  1. To ja tak jak zwykle- trochę nie na temat. Polska zawsze była dość dziwnym krajem, bo czy to nie dziwny kraj, który na króla powołuje z reguły „obcokrajowca” a nie własnego rodaka? A jak już jakiegoś króla łaskawie wybrali to i tak nie za bardzo się go słuchali.
    Gdy tron królewski przestaje być dziedziczny a staje się obiektem przetargu
    pomiędzy możnymi rodami, z góry wiadomo, że to początek końca wielkości i potęgi danego kraju. Piszesz, że nagle Polska się tym zwycięstwem zachłysnęła bo to był za duży łyk. Za dużym łykiem to była już Unia z Litwą.
    A ciągłe walki wewnętrzne polskich i litewskich wielkich rodów o wpływy, szukanie różnych sojuszy z punktu widzenia własnych korzyści, doprowadziły w końcu Polskę do rozbiorów.
    Smutne jest tylko to, że do dziś nie wyciągnięto z tamtego okresu właściwych wniosków.
    Widać, że nam, Polakom, brak zmysłu praktycznego i…dyplomatycznego.
    A postać Jagiełły jakoś nigdy mnie nie zachwycała, nawet wtedy, gdy jeszcze nie znałam książek Jasienicy.
    Miłego;)

  2. „czy to nie dziwny kraj, który na króla powołuje z reguły „obcokrajowca” a nie własnego rodaka?”

    To akurat dość normalne. Jeśli kraj nie miał rodzimej dynastii albo właśnie wygasła, to z reguły powoływano cudzoziemca. Z prostej przyczyny. Wybór krajowca oznaczałby wywyższenie jednej z krajowych rodzin magnackich, a to nie było mile widziane przez inne możne rody. Prawie wszystkie państwa nowo powstające na Bałkanach po wyzwoleniu spod władzy tureckiej wzięły sobie na tron niemieckich książąt. Dwie ostatnie dynastie brytyjskie też były po mieczu niemieckiego pochodzenia. Nie mówiąc o Rosji, gdzie u ostatnich Romanowów była ledwie kropelka krwi Piotra Wielkiego.
    To raczej Polska, sadzająca na tronie Wiśniowieckiego czy Sobieskiego była anomalią.

  3. @Torlin,

    Całkowicie się zgadzam z Twoim wywodem dotyczącym tematu notki.

  4. Prawdopodobnie znał piosenkę Skaldów o króliczku.

  5. Anabell!
    „czy to nie dziwny kraj, który na króla powołuje z reguły „obcokrajowca” a nie własnego rodaka” – odpowiedział Ci już na ten temat Paweł. Dodam jeszcze, że wybór Polaka w formie wolnej elekcji był zawsze zły. Takich było czterech: Michał Korybut Wiśniowiecki, Jan III Sobieski, Stanisław Leszczyński i Stanisław August Poniatowski. Chcę wyjaśnić zdziwionym – Sobieskiego uważam za fatalnego króla i fatalną postać, wybitnym był jedynie wodzem. Tak jak i Poniatowski, będący politykiem do d…., ale mający inne wspaniałe zalety.
    „Gdy tron królewski przestaje być dziedziczny a staje się obiektem przetargu
    pomiędzy możnymi rodami, z góry wiadomo, że to początek końca wielkości i potęgi danego kraju” – przykro mi Anabell, ale ja nie widzę tego rodzaju zależności.
    „A ciągłe walki wewnętrzne polskich i litewskich wielkich rodów o wpływy, szukanie różnych sojuszy z punktu widzenia własnych korzyści, doprowadziły w końcu Polskę do rozbiorów” – zawsze twierdziłem, że bardziej niż polskie winne rozbiorom są rody wschodnie, i znów mniej litewskie, a bardziej ruskie.
    „Smutne jest tylko to, że do dziś nie wyciągnięto z tamtego okresu właściwych wniosków” – a co powiesz, jak to samo dzieje się w USA, Turcji, Wlk. Brytanii, Czechach, na Węgrzech? Znowu Kochana Moja Komentatorko – nie widzę zależności. pzdr
    ————–
    Pawle!
    Dodałbym do Twojej wypowiedzi, już schodząc z królów, ilu obcokrajowców zapisało się złotymi głoskami, np. Starynkiewicz dla Warszawy.
    ——————
    Gszczepa!
    Bardzo Ci dziękuję, ale ja mam takie niekonwencjonalne poglądy. Miałeś tego przykład również w odpowiedzi dla Naszej Anabell w sprawie Sobieskiego, co zasługuje właściwie na osobną notkę. Jeżeli to samo powiem o Poniatowskim, to rodzi się temat na następną notkę, nie znoszę generalizowania mówiąc o jakichś postaciach. Nawet Hitler i Mussolini mieli swoje dobre strony. Współcześnie mamy przykład z Kruczkowskim,i likwidacją jego wizerunku.
    ————–
    Piotrusiu, to jednak nie chodziło o to, żeby gonić króliczka, ale go nie złapać. Jagiełło chciał złapać króliczka, ale w tym momencie w przypadku faktycznej likwidacji państwa Krzyżackiego mogliśmy się spotkać z oburzeniem Europy. Byliśmy młodziutką potęgą, przypominam Ci, że Kazimierz Wielki w połowie XIV wieku nie miał dużo do powiedzenia na niwie europejskiej (znowu to samo, był lepszym gospodarzem niż politykiem, chociaż tutaj bym go usprawiedliwiał, bo niewiele mógł więcej załatwić), a Bitwa pod G. była pół wieku później. Najpierw króliczka dorwał Jagiełło w wojnie golubskiej, a później jego syn w wojnie trzynastoletniej. Ale spojrzenie Europy było już zupełnie inne, to była mądrość Jagiełły.

  6. Historia Prus jest dla mnie niezwykłą tajemnicą – od początku po dzień dzisiejszy kilka wieków problemów. Przecież dalej nad głową mamy czyraka. Zastanawiam się dlaczego u ujścia Wisły nie powstało państwo podobne Holandii na deltą Renu?

  7. Myślę, że wszystko, co piszesz, to słuszne domysły; szczególnie przemawia do mnie ten brak sprzętu oblężniczego, przy równoczesnym względnie sprawnym nagromadzeniu zapasów, genialnym rozplanowaniu czasu i miejsca koncentracji (wraz z konceptem mostu łyżwowego). Ale nie było tak, że Jagiełło przewidział wszystko, bo już od forsowania Drwęcy pod Brodnicą przecie odstąpił, nie mając konceptu przeciw ufortyfikowanym na drugim brzegu Krzyżakom. Są przekazy, ze Malborka próbowano szturmować nawet i „z marszu” i bez jakiej koordynacyi większej, to i ze skutkiem wiadomem… Najpewniej premedytacyjnie nie podniosłeś najgłośniejszego, stawianego Jagielle, zarzutu, że jako Litwin i korzyści z unii dla Litwy płynące znający, nie chciał dopuścić do zniszczenia krzyżackiego zagrożenia, by nadal istniał zwornik i tej unii najpryncypalniejsza przyczyna. Być może czekałeś, że tego kto z komentujących podniesie, a ja w tej kwestii akurat żem rozterek jest pełen, bo nie tyle może bym to nazywał względem na samą unię, co czymś, co nazwałbym nadziejami na jakąś dynastyczną politykę samego władcy. W 1410 był mężem Anny Cylejskiej, czy jak kto woli:Cylijskiej), dość młodej, by oprócz córki Jadwigi, dać mu jeszcze i dziedzica, a może i nawet więcej synów. Nikt wówczas przecie nie mógł onej skonu w 1415 przewidzieć… Sam Jagiełło się z familii wywodził tak licznej, że dziś to takie chyba tylko u amatorów becikowego, to i czemu miał o swojej przyszłej sądzić inaczej? A Witold miał córki jedynej, Zofiji i w 1410 raczej nie było co się spodziewać, że z małżeństwa z Julianną jeszcze co spłodzą… Jagiełło zatem, nolens volens, musiał myśleć i o Litwie i o jej przyszłości. Być może miał zatem i nadziei na to, że synów mając więcej, będzie miał i tronów dla nich do obsadzenia dość, by jakim konfliktom zapobiec, a równocześnie stworzyć coś, co mogłoby być przeciwwagą dla imperium wielonarodowego, przez Luksemburczyka tworzonego… Stąd i może nie stawał na głowie, by tegoż zamku dobyć…
    Kłaniam nisko:)

  8. Wielkie rody winne rozbiorom…
    Moim zdaniem to łatwe uproszczenie. Rozbiory były w gruncie rzeczy
    konsekwencją słabości ustrojowej Polski, a słabość miała praźródła w tym, co dwa wieki wcześniej było siłą Polski. Tyle że zmieniło się otoczenie.
    Można by dyskutować, ile w tym winy wielkich rodów, a ile mas szlacheckich. Jedni i drudzy, choć z rożnych powodów, bronili się zębami i pazurami przed centralizacją i wzmocnieniem władzy królewskiej, a bez tego nie było mowy o wzmocnieniu państwa.

  9. Wachmistrzu! Dzięki Wielkie.
    „Najpewniej premedytacyjnie nie podniosłeś najgłośniejszego, stawianego Jagielle, zarzutu” – otóż podniosłem. Tak się przyzwyczaiłem, że Moi Komentatorzy w lot chwytają wszelkie aluzje, że nie pisałem o sprawach – przepraszam za te słowa – banalnych -, o których od zawsze było głośno. Temu celowi służyło sformułowanie: „I nie ma racji Jasienica pisząc tak obrzydliwie o Jagielle”, bo to on był początkiem dyskursu na ten temat. I ten znany eseista nie zaprzestał na kilku zdaniach, on rozwija temat na 11 stronicach, z czołowym zdaniem: „Karawan wielkiego mistrza Krzyżaków wygrał wyścig z historią Polski” (czyli przyjazd do Malborka zwłok Ulryka von Jungingen).
    Ja nie mówię, że nie ma w tym jakiejś myśli chodzącej po głowie Jagiełły, być może myślał o Litwie i o dziedzicu. Tak znakomity taktyk bez trudu dałby sobie radę bez zdobywania Malborka, wystarczyło zagarnąć całą resztę kraju, główne miasta już były „zdobyte”. Ty sobie wyobrażasz reakcję Europy: Papieża, Anglików, Niemców, Luksemburczyka, że ten jeszcze niedawny poganin likwiduje im państwo, w którego wojskach walczyli krzyżowcy? Toż to jak zdobycie Akki. Mnie się wydaje, że – tak jak napisałem – Jagiełło widział wszystkie te czynniki, i doszedł do wniosku, że takie rozwiązanie będzie najlepsze.
    Weź zresztą zobacz, jaką niesłychaną aktywność Polska rozpoczęła na niwie zagranicznej, 1412 – Lubowla i uspokojenie Luksemburczyka, i to dzięki Ściborowi ze Ściborzyc, 1414 – Jan XXIII w czasie soboru w Konstancji wydaje bullę znoszącą przywileje krzyżackie wobec ziem polskich i litewskich, i późniejsza sprawa Jana Falkenberga i Marcina V. Raptem zobacz, dwa lata i nie ma wrogów. Rozpłynęli się.
    Dzięki za wizytę.
    ——————
    Pawle!
    Dla mnie źródłem wszystkich kłopotów było przyjęcie możnowładców litewskich do polskiej szlachty z pozostawionymi tytułami i olbrzymimi majątkami. Wiem, że nie można było inaczej, względy polityczne. Musisz pamiętać, że szlachta bez przerwy nie pozwalała nie tylko na wzmocnienie pozycji króla, ale uniemożliwiała jakiekolwiek wywyższenie się któregoś z braci szlachty. Z tym związane jest powiedzenie: „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, temu służył zakaz przyjmowania przez Polaków tytułów hrabiów, książąt, taki Lubomirski czy Radziwiłł z punktu widzenia szlachcica był takim samym szlachcicem, jak on, tylko bogatszym.
    Ale tak jest, jak wśród równych ni stąd ni zowąd pojawia się szczupak, wpuszczeni zostali ludzie bajecznie bogaci, ze swoim wschodnim stylem myślenia, a cóż łatwiejszego, jak przekupienie szaraczków.

  10. Piotrusiu!
    Muszę Ci przyznać, że dominacja Prus na firmamencie germańskim (można to nazwać zwycięstwem) – przyznaję – jest zastanawiająca. Prusacy byli pogardzaną kastą przez innych Niemców: Szwabów, Bawarczyków, Frankończyków, nawet Sasi ich nie znosili. I to zostało aż po dzisiejszy dzień, Szwabowie są najbardziej nieznoszoną nacją w Berlinie – pisałem o tym u siebie TU.
    „Zastanawiam się dlaczego u ujścia Wisły nie powstało państwo podobne Holandii na deltą Renu?” – ależ powstało. Już bardziej samodzielnego miasta jak Gdańsk w Rzeczpospolitej nie uświadczysz,istniało jeszcze 70 lat temu . I do tego są jeszcze wątpliwości, czy przypadkiem nie istnieje w dalszym ciągu – pisałem o tym TU. Ale tak jest z ujściami wielkich rzek, czasami takim liliputom udaje się przeżyć, a czasami nie.

  11. Torlinie, Niemiec to ja nie znam zupełnie, ale przyznam, że irytują mnie takie rozważania na temat, który region w ramach jednego kraju nie znosi którego innego, kto kim gardzi i temu podobne.
    U nas też się mówi, że Kraków nie lubi Warszawy, Warszawa Poznania – zresztą nawet dobrze nie wiem kto kogo, bo mało mnie to interesuje. Mam sporo kontaktów z mieszkańcami Krakowa, zarówno zawodowych, jak i prywatnych, a nawet więzi rodzinne, i dalibóg, nie zauważyłem żadnych przejawów tych niechęci czy nienawiści. Podejrzewam, że są to opinie na poziomie magla lub przysłowiowej budki z piwem (gdzie dziś te budki?), które nie mają żadnego przełożenia na realne stosunki międzyludzkie. No, chyba że między kibolami.
    W dużym stopniu dotyczy to też animozji między narodami, choć te mają więcej podstaw, bo większe są różnice kulturowe. Słyszę zewsząd, jacy okropni są Francuzi, ale tym kilku żywym Francuzom, z jakimi miałem w życiu nieco bliższy kontakt, nie mógłbym niczego zarzucić.

  12. Ależ Pawle masz całkowitą rację. Ja też mam „sporo kontaktów z mieszkańcami Krakowa, zarówno zawodowych, jak i prywatnych, a nawet więzi rodzinne, i dalibóg, nie zauważyłem żadnych przejawów tych niechęci czy nienawiści”. Generalną zasadą jest to, że mówi się o nienawiści do osób, których się nie zna. Jak współczesny polski antysemityzm bez Żydów, albo walka z uchodźcami, a raczej z wyobrażeniem o nich. I generalnie króluje powiedzenie mojej teściowej: „a ciotka to co innego”. U mnie w pracy był jednocześnie narodowiec, niesłychanie aktywny, i gej, otwarcie, nawet na fejsie określający swoje preferencje seksualne. Bardzo się lubili, jak się pytałem narodowca, jak to jest możliwe, to słyszałem odpowiedź jak najpiękniejsza muzyka: „X to co innego”.
    Ale tak jest na całym świecie, co mieszkańcy południowej Francji mówią o Francuzach z Normandii w sposób absolutnie genialny pokazał cudowny film: „Jeszcze dalej niż Północ”, wystarczy obejrzeć Poirot aby zobaczyć, że on jest dumny, że jest Belgiem, a jednocześnie się tego wstydzi, bo Belg dla Francuzów to idiota do kwadratu. Żebyś wiedział co mówią Bawarczycy o Fryzach i o ich języku.
    I tak jest za każdym razem, jak naczelnik poczty pojechał do Normandii, to zakochał się w tej krainie i ich mieszkańcach, chociaż przecież mówiono mu dokładnie, że tam nigdy śnieg nie topnieje. 😀

  13. Poświntuszę tu trochę, przepraszam Panie, ale to jest charakterystyczne dla naszej rozmowy z Pawłem. Jak byłem w szkole podstawowej, to chłopcy już interesowali się i gadaniem o seksie, i anatomią kobiety. I wszystkie chłopaki były absolutnie przekonane, że Żydówki mają w poprzek.

  14. Ciekawa wycieczka historyczna
    Myślę ,że Torlin wybaczy
    http://katowice.wyborcza.pl/multimedia/sztolnia-luiza/home/krolowa_slaskich_kopaln/1-1

  15. Co do Jasienicy jeszcze, to o ile znam, to zachwytów nad nim nigdy nie rozumiałem.

  16. Gszczepa, największe zachwyty były z powodu jego eseistyki. Musisz zrozumieć, że w tamtych czasach (swoje podstawowe pozycje wydał w 1960 i 62 r.) historia pokazywana była w sposób koszmarny. Były albo głupkowate podręczniki czy artykuły prasowe, albo wysoce wyspecjalizowane prace naukowe. Nie było nic dla ludzi, on pierwszy to odkrył dla Polaków, że można o historii inaczej. Taki Wołoszański z dawnych czasów.

  17. OK, rozumiem.

  18. Nie będę podkładał łapy tam gdzie konie kują odnotowując jedynie, że Polacy od zawsze produkują więcej „Historii” niż są w stanie skonsumować.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness

  19. Święte Słowa Panie Dobrodzieju, pozdrowienia z Kamiennej Wioski 😀

  20. Dodałbym jedną rzecz, a może dwie.
    Pewna to ta, że rycerze byli jednak bitwą, a także marszem na miejsce bitwy, byli zmęczeni. Może gdyby Jagiełło wiedział, że ma niewielką szansę i konieczny jest pośpiech… Ale przecież tego nie wiedział, więc znaczenie zmęczenia rosło.
    Druga rzecz.. Spotkałem się z wyliczeniem, że czołowe oddziały dotarły całkiem szybko pod Malbork, więc zwlekanie jest nieprawdziwe. Że owszem, czołowe oddziały nie wystarczały do oblężenia, ale z drugiej strony, król postąpił właściwie — pchnął tych, którzy mogli dotrzeć szybko i rozejrzeć się w sytuacji, nawet przyblokować twierdzę.

  21. Masz rację PAK-u, w sumie nie zmienia to faktów, że jeżeli te wszystkie prawdy złożymy do kupy, to wyjdzie nam, że Jagiełło nie miał innego wyjścia. I wszelkie późniejsze obwinianie go za szkody nawet do 1945 roku jest wyssane z palca.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: