Napisane przez: torlin | 03/04/2018

Bezradny jak Torlin w epoce żelaza

Byk poruszający walce miażdżące trzcinę cukrową celem wydobycia soku.

Oglądałem film dokumentalny poświęcony Kostaryce i autor pokazał w nim również prymitywne urządzenie służące do ekstrakcji soku z trzciny cukrowej. Akurat ten fragment oglądała moja wnuczka i spytała się; „Dziadku, ty potrafiłbyś coś takiego skonstruować?”

Szczerze mówiąc głęboko się zastanowiłem. Już nie mówiąc o mnie, humaniście i – nazwijmy to – intelektualiście pozbawionym jakichkolwiek umiejętności technicznych, ale weźmy najnormalniejszego mężczyznę z jakimiś tam przeciętnymi uzdolnieniami. I przenieśmy go w Średniowiecze. Więcej powiem – w epokę żelaza. Przecież my nic nie umiemy, nawet rozpalić ogniska przy pomocy hubki i krzesiwa. Potrafilibyście stworzyć będąc na początku Średniowiecza młyn wodny nawadniający lub poruszający żarna młynu? Ja bym nawet dymarki nie wymyślił, a cóż dopiero mówiąc o budowie katedry. Jestem pełen podziwu dla dawnych mistrzów, malarstwo, architektura, organizacja, coś niesamowitego.


Responses

  1. Chyba się jednak nie doceniasz- zawsze potrzeba jest matką wynalazku.
    I nie jest w tym przeszkoda brak wykształcenia technicznego ale właśnie brak przymusu ułatwienia sobie pracy. Już sam fakt zaprzęgnięcia zwierzaka do pracy był wynalazkiem.
    Jako kobieta-humanistka potrafię zrobić b. wiele prac typowo technicznych nie tylko w domu ale i w samochodzie.
    Miłego;)

  2. Dlatego takim powodzeniem cieszą si erę programy amerykańskie reality show, gdzie ludzi przenosi się gdzieś w dziką przyrodę i maja sobie radzić . Zdaje sie ,że nawet nie mają ubrania. Czyli wszystko muszą sobie zdobywać do życia. Chyba tylko się włączają i eliminują wybranych gdy ewidentnie głosi im utrata życia. 😉
    No tak słyszałam , bo tego nie oglądam.
    No w epoce brązu też ludzie mieli swoich inżynierów, swoich lekarzy , pisarzy, co snuł przy ognisku legendy.
    Przecież ta pencyli z pajęczyny , chleba i wody , zmieszan sto było i nałożone na ranę. 😊 itd.., itd…
    Teraz leki się produkuje, wtedy zielarze te sam składniki otrzymywali metodą prób i błędów z naturalnych roślin , wygrywając przy tym naturalne trucizny.
    Czyli tak , jak i współcześnie jednych Leczyli innych zabijał.
    KK – nadal oficjalnie cyjankiem załatwia niewygodnych swoich, informując świat ,że umarł na zawał . Bo śladów trucizny po dobie już nie ma. 😂
    Inni powinni brać przykład. 😉

  3. Anabell!
    Nawet konia czy wołu nie potrafiłbym zaprząc. Oderwaliśmy się całkowicie od przyrody. Żyjemy w cywilizacji „czarnej skrzynki”*, jednocześnie w cywilizacji technicznej, z drugiej pozbawieni jakiegokolwiek musu robienia czegoś technicznego samodzielnie.
    * „czarna skrzynka” to jest nie tylko c.s. w samolocie czy samochodzie, ale oznacza również urządzenie o nieznanym działaniu, ale znanej funkcjonalności i efekcie działania. Takim najpiękniejszym przykładem „czarnej skrzynki” jest telewizor. Jeżeli go gasimy, podgłaśniamy czy przyciemniamy, lub zmieniamy kanał nie zastanawiamy się, ani nas to nie interesuje, w jaki sposób skrzynka ta działa wewnątrz. Znamy efekt zewnętrzny i to nam wystarcza.
    —————-
    Julu!
    „KK – nadal oficjalnie cyjankiem załatwia niewygodnych swoich (…) Inni powinni brać przykład” – Julu, co Ty opowiadasz? Tak nie można, proszę Cię.

  4. To prawda, że potrzeba jest matką wynalazku. Ja – typowa humanistka, mająca dwie lewe ręce nawet do „przykręceni śrubki” – kiedyś sama naprawiłam sobie kosiarkę. No może nie naprawiłam ale jak mi odlecialy od niej w czasie koszenia wszystkie kółka to je poprzykręcałam, ponastawiałam, umocowałam, jakiś dodatkowy bolec gdzieś tam zainstalowałam i chodzi już od kilku lat bez zadnych problemów. A musiałam sobie poradzić sama, bo dookoła psa z kulawą nogą do pomocy nie było nie mówiąc o jakimś rozgarniętym człowieku.
    Poza tym generalnie jesteśmy inteligentniejsi w porównaniu do tych w Średniowieczu.

  5. Ależ temat wymyśliłeś – same komentatorki.
    Podpisał najnormalniejszy mężczyzna z przeciętnymi zdolnościami czyli typowy dwuleworęczny.

  6. Stokrotko!
    Oczywiście robimy – my nieumiejący wielu rzeczy – co w ludzkiej (tzn. naszej) mocy. Kiedyś miałem z jednej strony trudniej – bo nikogo nie miałem do pomocy, mój Ojciec umie jeszcze mniej ode mnie, z drugiej zaś łatwiej, gdyż było mniej skomplikowanych rzeczy. Dla mnie tragedią jest elektronika, ustawienie przyrządu w siłowni, programów telewizyjnych czy innych czy zamontowanie jakiegokolwiek urządzenia elektronicznego jest trudniejsze niż napisanie pracy magisterskiej z filozofii. Do historii mojej rodziny przeszło wyjeżdżanie Torlina z podziemnego parkingu w Norymberdze, dokąd go wygnał uprzejmy policjant niemiecki (tutaj nie wolno parkować, ale tu mamy parking). Przy wyjeździe i uiszczaniu opłaty 8 samochodów musiało się cofać i wszyscy kierowcy musieli mi pomagać.
    ————–
    Piotrusiu!
    Dla nas mężczyzn kobiety są ozdobą wszystkiego, więc i mojego blogu również. A do zarzutów „Ależ temat wymyśliłeś” jestem przyzwyczajony, przeciętnie co trzecią notkę to słyszę. Rozpaliłbyś sam ogień, zbudował dymarkę czy młyn? Wymyśliłbyś sposób zaprzęgnięcia byka?

  7. Torlin, nie mów że nie czytałeś „Tajemniczej Wyspy” Verne’a. 🙂

  8. Czytałem, ale 50 lat temu 😀

  9. 50 lat temu marzyłem by znaleźć się na Tajemniczej Wyspie, ale mieszkałem w bloku na IX piętrze. Wystarczyło wyłączenie prądu związane z 20 stopniem zasilania by mieszkanie stawało się pozbawioną światła tajemniczą przestrzenią w której nie działało jakiekolwiek urządzenie. W bloku liczącym 150 mieszkań samo dotarcie do właściwego przy braku oświetlenia było dla mnie survivalową przygodą.
    Kiedyś włóczyłem się tygodniami po bezdrożach Bieszczad i Beskidu Niskiego bo sprawiało mi to przyjemność. Zawsze jednak nade wszystko ceniłem hedonizm i gdybym posiadał muła to włóczyłbym się na jego grzbiecie. Podobnie utylitarne podejście mam do zapałek, dymarek i młynów – skoro ktoś wymyślił to po co mam się kłopotać z wynajdywaniem spraw dawno wymyślonych ?

  10. Torlinie, zwracam ci uwagę, że posiadasz liczne umiejętności, o których przodkom nawet się nie śniło. Każda epoka promuje innego rodzaju talenty i nie mamy powodu do kompleksów z powodu braku kwalifikacji manualnych, tak jak ludzie sprzed wieków nie mieliby powodu czuć się gorsi, bo nie umieją obsługiwać komputera (gdyby wiedzieli, że jest coś takiego).
    Nawiasem mówiąc, byłem kiedyś świadkiem, jak pewien człowiek rozpalił ognisko za pomocą dwóch odpowiednio dobranych kawałków drewna i sproszkowanej huby. Uczynił to na mrozie, w wydeptanej w śniegu jamie, przy wiejącym zimnym wietrze. Pochlebiam sobie, że gdyby bardzo mi na tym zależało, też bym się tego nauczył. Całkiem prosta czynność. Tyle że do niczego mi to nie jest potrzebne.

  11. Każda epoka ma swoje umiejętności. Nasza ma wyjątkowo wyspecjalziowane. Choćby Torlin, góruje wiedzą ekonomiczną nad każdym królem, czy jego doradcą ze średniowiecza. Ale to wcale nie znaczy, że wiedziałby komu i co sprzedać, by się opłaciło.
    W jakiejś mierze też miewam takie poczucie, że cywilizacja oddzieliła mnie od praktycznej prostoty. Ale tego można się nauczyć. Tyle, że nie musimy. I dzięki temu, że nie musimy, żyjemy dostatnio.

  12. Były Cudowne Kobiety, teraz są Wspaniali Mężczyźni!
    Chyba macie rację, że to polega na specjalizacji. I to w zależności od wieków była ona różna. Dawniej ludzie specjalizowali się w produkcji lub usługach dzisiaj całkowicie zbędnych, z kolei dawniej rzecz była ujmowana generalniej, a dzisiaj dochodzi do nieprawdopodobnej wręcz specjalizacji.
    Celem uatrakcyjnienia blogu zacytuję sam siebie z blogu Wachmistrza przy dyskusji o młynach blicharskich, a rzecz proszę potraktować jako ciekawostkę: „W dawnych czasach zawsze w modzie były tkaniny śnieżnobiałe, lniane lub z konopi, szczególnie wieś, białe koszule u mężczyzn i u kobiet, suknie kobiece, namitki czyli podwiki (biała chusta na głowę zawijana w specjalny sposób), jak piszą dawni znawcy, wszystko ma być mocno bielone.
    Ponieważ bielenie potrzebowało mnóstwo wody, to blichownie (blicharnie) lokowano przy młynach rzecznych, zajmowali się tym bielarze (blicharze), a to wszystko z niemieckiego „bleichen” – „bielić płótno”.
    To wbrew pozorom była bardzo skomplikowana czynność, aby uzyskać śnieżnobiały efekt bielono tkaniny wg trzech sposobów, w Polsce najpopularniejszy był bielefeldzki. Wg dawnych modnisi nawet czystobiały strój ma treść siwawozieloną, to już dawno odkryto, że jak wystawi się na działanie wody, słońca i wiatru, to ta treść ustępuje. Ale to wszystko trwało bardzo długo, więc robiono wszystko, aby blichowanie przyśpieszyć. Płótno trzymano 6-8 dni w wodzie, później na 4 dni wystawia się na blich często podlewając, następnie dzień trzyma się w zole (zoła – balia na bieliznę)i wszystkie te czynności powtarza się 10-12 razy. Następnie płótno trzyma się w serwatce, na każdą szychtę (warstwę) trzeba dać garść soli i otrębów pszennych, tak przez dni 12, i na samym końcu 4 godziny w mydle. A później jeszcze trzeba było tę tkaninę wyprać”.
    Dyskusja powstała przy okazji rozmów blogowych na temat Bony i i jej córki Anny, które wszyscy krytykują za całokształt, ja tymczasem postanowiłem je bronić biorąc pod uwagę ich działalność w Warszawie. I znowu cytat z blogu Wachmistrza: „Mój tekst piszę nie broniąc tych dwóch pań, Bony i Anny, ale chcę udowodnić, że nie ma postaci jednoznacznych, biało-czarnych. Bona po śmierci męża sprowadziła się na stałe do Zamku w Ujazdowie i okazała się być wspaniałą gospodynią, zreformowała administrację warszawską, wprowadziła nowoczesną straż ogniową, pierwsze manufaktury: młyny (m.in. blicharski i papierniczy), szlifiernie, folwarki nowocześnie gospodarowane wprost kwitły.
    Anna pozostała w Ujazdowie, przebudowała ten Zamek na nowoczesną siedzibę, z oranżerią, dobudowała 1 piętro w Zamku Warszawskim i też go przebudowała. To ona zbudowała pierwszy stały most na Wiśle (na wysokości Pragi). Dbała też o przywileje mieszczan, trzymała ich dzieci do chrztu, była łaskawa i przystępna. Była świetną gospodynią na całym Mazowszu i w Warszawie”.
    Pozdrowienia dla wszystkich. Przypominam, że czekam na notki moich Komentatorów, Stokrotka i Vandermerwe już dawno mi obiecali jakąś, a Gszczepa drugą.

  13. Nie przejmowalbym sie rzekomym brakiem umiejetnosci. Gdy zajdzie taka koniecznosc dosyc szybko odkrywamy w sobie ukryte „talenty” a droga prob i bledow nabywamy wymagane w danym momencie doswiadczenia.
    W latach 60-tych czytalem o czlowieku ( w chyba w Stanach Zjednoczonych), ktory zamieszkal z dala od cywilizacji i zyl niczym traper z lat odleglych. Zycie zmusilo go do szycia sobie ubran ze skory upolowanych zwierzat, jak rowniez wykazalo mu, ze w tym przypadku wszelkie szwy winny byc na zewnatrz a nie od srodka, o czym przekonal sie dosyc bolesnie.

    Pozdrawiam

  14. O! Ostatnio nie potrafię pisać notek własnych, ale gościnnie — why not? 😀

  15. „…dzisiaj dochodzi do nieprawdopodobnej wręcz specjalizacji.”

    Ja bym powiedział, że specjalizacja była zawsze, za wyjątkiem tylko społeczności zupełnie prymitywnych, nie znających pieniądza i handlu. W średniowieczu nie każdy np. szył sobie buty. Tym zajmowali się rzemieślnicy cechowi, którzy bardzo pilnowali, żeby nikt spoza cechu się tym nie trudnił, a zwłaszcza, żeby nie za wielu ludzi się tego nauczyło. W rzemiośle panowała daleko posunięta specjalizacja, złote rączki do wszystkiego były rzadkością.

  16. Ot i kolejna rzecz, która nas łączy. Humanista, który do dzisiaj nie wie, jak przetrwał na zajęciaxch praktyczno-technicznych w szkole 😀 (swoją drogą, jakie dzisiejsze dziecko będzie wiedzieć co to jest?). Umiejętności techniczne, o których piszesz, w znacznym stopniu posiada jeszcze mój Tata. Kiedyś Dziadek kupił mu rower. Tata w ciągu jednego dnia rozłożył ten rower na części pierwsze i złożył go z powrotem, tylko żeby zobaczyć, jak coś działa. Mnie też ciekawi, jak różne rzeczy działają, ale nie do tego stopnia.

    Zatraciliśmy Przyjacielu, podstawowe umiejętności, dzięki którym nasi przodkowie przetrwali przez tyle wieków i lat…

  17. Vandermerwe!
    „Nie przejmowałbym się” – ale temat dla mnie ciekawy. Komentarz tuż nad Twoim jest również do Ciebie.
    ————–
    PAK-u!
    Nie tylko zapraszam, ale i proszę.
    —————
    Pawle!
    Nie w pełni się z Tobą zgadzam, że „specjalizacja była zawsze” tak jak dzisiejsza. Jak ktoś szył buty, to wszystkie i wszystkim. Takim odpowiednikiem dzisiaj byłby np. projektant wnętrz, i raptem okazuje się, że jest odrębny designer kuchni, a inny od łazienki. Dzisiaj byłem w małym oddziale banku i usłyszałem: „zapraszam do kolegi, on jest od pożyczek, ja jestem od inwestycji”.
    Nie jestem kobietą, ale gdybym chciał coś zrobić ze swoją twarzą, to poszedłbym – właśnie – do kogo?
    – do kosmetyczki – jest to osoba wykonująca zabiegi pielęgnujące oraz upiększające skórę, ma kwalifikacje wynikające ze studiów, a jej głównym zadaniem jest zadbanie o zdrowy, estetyczny wygląd ciała danej osoby poprzez wykonanie wskazanych zabiegów,
    – do kosmetologa (kosmetolożki (?)) – różnica w stosunku do kosmetyczki jest taka, że ta dba o skórę, a kosmetolożka ją również leczy,
    – do wizażystki – wizażystka jest stylistą wizerunku, jest odpowiedzialny za wykreowanie i stylizację osoby zaczynając od ubioru, fryzury, manier, ale również i makijażu. Określa, jaki styl byłby dla danej osoby najlepszy, wydobywa naturalne piękno danej osoby.
    – do makijażystki – ona zajmuje się tylko i wyłącznie wykonaniem make-upu, może to być charakteryzacja lub delikatny makijaż dzienny.
    I powiedz mi, czy takie specjalizacje były dawniej? Nawet jak był projektant – nazwijmy to – estetyki, to tak samo pracował nad salą balową, jak i ogrodami.

  18. I w tzw. międzyczasie wpisał się mój ulubiony Celt.
    Celcie drogi, a Twojemu Tacie po rozłożeniu i złożeniu roweru nie zostało trochę części? Dawniej chłopaki bawiły się w rozbieranie budzików (kto to wie z młodzieży – co to jest? – Patrz ps.), to po złożeniu zawsze zostawało trochę części, a budzik chodził.
    Te „zajęcia praktyczno-techniczne w szkole” powinny zostać. Są takie umiejętności, które są absolutnie konieczne poza czystą wiedzą, jakie wynosimy ze szkoły. Na myśl przychodzą mi trzy w tym momencie: zajęcia praktyczno-techniczne w szkole, nauka pływania i umiejętność prowadzenia small biznesu.
    „przodkowie przetrwali” – my Celcie też przetrwamy.
    Ps. moja najmłodsza wnuczka Kasia (5,5) po wejściu do pokoju hotelowego spytała się taty – „co to jest?” i paluszkiem wskazywała na nocną szafeczkę. „Lampa” – powiedział tata, a Kasia: „Nie! To obok”. „Notes”. „Nie!!! To obok”. I dopiero wtedy Adaś zdał sobie sprawę, że córa pokazuje na telefon z tarczą. „To jest telefon”. „Telefon? To gdzie on ma wyświetlacz?” 😀

  19. Coś jest w tym, co piszesz, Torlinie, o kosmetyczkach, kosmetologach etc. Po namyśle dochodzę jednak do wniosku, że chodzi o nieco inne zjawisko. Nasi współcześni nie tyle wyspecjalizowali się, co dali sobie wmówić wiarę w specjalistów. Uwierzyli(śmy) na przykład, że dobry makijaż to sztuka niezmiernie wyrafinowana, z którą może sobie poradzić jedynie wysoko kwalifikowany i równie wysoko płatny fachowiec. Że nie wystarczy ogólna kultura i naturalny zmysł estetyczny, by ładnie urządzić mieszkanie – potrzeba zawodowego architekta wnętrz. Czy – z innej beczki – że aby uprawiać jogging lub jazdę na rowerze, trzeba się zaopatrzyć w specjalistyczny strój i obuwie, jedno i drugie opracowane przez sztab fachowców z tej dziedziny.
    Jest to jedna z tych rzeczy, za które nie lubię naszej zachodniej cywilizacji.

  20. Jogging w w adidasach i obcisłych szortach chyba nie sjest miarą naszej zachodniej cywilizacji. W Paryżu deptakiem nad Sekwaną ludzie biegają w byle jakich pantoflach i kalesonach prawie – czemu dziwiłem się tylko ja.

  21. „…potrzeba zawodowego architekta wnętrz.”

    Nie wiem czy potrzeba, jednak jest to wskazane w niektorych kregach. Jesli sie dokladniej przyjrzec efektom dzialania tego typu „zawodowcow” to raczej nalezy w sporej czesci umiescic ich w kategorii „samoukow tragicznych”.
    Z cala pewnoscia w wielu dziedzinach potrzebna jest fachowa, rzetelna wiedza ale w wielu codziennych przypadkach sami sobie odbieramy wiele radosci zycia.

    Pozdrawiam

  22. @Torlin,
    Pamiętam, ale zarobiony ostatnio jestem, a sił trochę za mało.

  23. Pawle!
    „współcześni nie tyle wyspecjalizowali się, co dali sobie wmówić wiarę w specjalistów”, spójrz mój przykład bielenia tkanin. Przecież na logikę, jak zapaska jest uprana, to jest biała. Ale nawet chłopom pańszczyźnianym zależało, żeby była śnieżnobiała.
    Innym znakomitym przykładem są lekarze, jest taka moc specjalności (specjalizacji), dawniej wszystkim zajmował się medyk, a mniej skomplikowanymi czynnościami cyrulik zwany balwierzem.
    Jeżeli znajdzie się specjalistę, to naprawdę warto oddać pracę osobie wyspecjalizowanej.
    „Uwierzyli(śmy) na przykład, że dobry makijaż to sztuka niezmiernie wyrafinowana, z którą może sobie poradzić jedynie wysoko kwalifikowany i równie wysoko płatny fachowiec” – widzisz, byłem świadkiem, jak przyjechały do mojego domu makijażystki przed dwoma ślubami: mojej córki i mojej synowej. To nie są brzydkie dziewczyny, a ja ich prawie nie mogłem poznać, tak były piękne. Uwierzyłem wtedy w specjalistów, i przestałem wierzyć, że to niby każdy może zrobić.
    —————
    Vandermerwe!
    Jestem w skomplikowanej sytuacji, bo jednocześnie Ci przyznaję rację, i równolegle nie. Zajmijmy się tylko tą drugą kwestią. Masz powyższy przykład „ucudownienia” moich Pań. Położenie płytek w kuchni na podłodze. Teraz np. oddałem rower do generalnego remontu.
    Przypominam o obiecanej notce.
    —————
    Gszczepa!
    Słowa „zarobiony jestem” zawsze będą mi się kojarzyły z Fedorowiczem

  24. Twoja Wnusia rozłożyła mnie na łopatki teraz, Torlinie 😀

    Uwierzysz, jeśli Ci powiem, że ja wciąż telefony z tarczą pamiętam? Sami w domu kiedyś taki mieliśmy 😀

    Co do części od roweru to nie wiem, bo to było strasznie dawno, jeszcze przede mną nawet, ale co do różnych mniejszych lub większych drobnostek, to Tata ma i miał przez lata tego tyle, że często sam nawet nie wie, co gdzie jest ani co do czego służy 😀 A kilka razy większe porządki już tam robił 😀

    I dzięki śliczne za tego „ulubionego” 🙂

  25. @ Torlin,

    W sprawach mniej istotnych nie ma sztywnych regul. Mozesz oddac rower do remontu ale rownie dobrze mozna to zrobic samemu – co kto woli.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: