Napisane przez: torlin | 16/04/2018

Królowie plagiatują aniołów

I mamy niezmiernie ciekawy konflikt intelektualny. Jest on szczególnie ciekawy, gdyż porusza się na styku literatury, prawa, przyzwoitości i indywidualnych odczuć ludzi. Od razu mówię, rzecz jest nie do rozstrzygnięcia, wszystkie wnioski wyciągane przez Moich Wspaniałych Komentatorów są li tylko ich wnioskami i nic ponadto.

Baza konfliktu – osoba pierwsza – Szczepan Twardoch, rocznik 1979, autor znakomitej książki, prawdziwego przeboju pt. „Król”, pisanej od kwietnia 2015 do czerwca 2016 i wydanej przez Wydawnictwo Literackie w 2016 r. Osoba druga – Yasmina Khadra (właś. Mohammed Moulessehoul), Algierczyk rocznik 1955, autor książki; „Les anges meurent de nos blessures” („Aniołowie umierają od naszych ran”), wydanej przez Editions Juliard w 2013 roku, wydanie polskie Wydawnictwo Sonia Draga w 2015 roku.

Osoby dramatu – bokserzy wagi ciężkiej, gangsterzy, Żyd w Warszawie i Berber w Algierze, w obu wypadkach niechętni chrześcijanom, w obu książkach kluczowy jest rok 1937. Ludzie, którzy czytali obie powieści twierdzą, że są bardzo podobne do siebie w atmosferze, postaciach, problemach.

Olbrzymim przeciwnikiem Twardocha jest Jerzy Haszczyński – polski dziennikarz, reporter, od 2000 szef działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”. Napisał on olbrzymi artykuł o wszystkomówiącym* tytule „Król Twardocha? Gdzieś to już czytałem” zamieszczony w Rzepie „Plus Minus”.

Podstawa prawna sporu: najważniejsza dla nas ustawa o prawie autorskim i prawach pośrednich już na samym początku stwierdza  w art. 1 pkt 2: „Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne”. Tłumaczenie Sądu Najwyższego: „Jednakże takie uregulowanie idei w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych ma swój wyższy cel. Wyłączenie spod ochrony autorskoprawnej pomysłów miało zapobiec monopolizacji myśli człowieka, które powinny stanowić dobro publiczne, przynajmniej z punktu widzenia prawa autorskiego. Przy przyjęciu przeciwnego założenia można by się domagać ochrony każdej praktycznie formy aktywności ludzkiej, z powołaniem się na rzeczywiste czy też urojone pierwszeństwo”.

Dla mnie plagiat książki jest to jej przepisanie dosłowne, znane są trzy rodzaje plagiatu, plagiat całkowity, plagiat częściowy, i najtrudniejszy do odkrycia – plagiat ukryty, polegający na przepisywaniu tekstu, ale równocześnie na zmianie prawie wszystkich słów na synonimy – jak tak nigdy żaden piszący/czytający ten blog nie robił przy poszczególnych zdaniach czy akapitach cudzego autorstwa, niech teraz rzuci we mnie kamieniem 😀 ).

Ostatnia większa afera była z Pakosińską i jej „Georgialikami”, książka jest żywcem przepisana z Wikipedii i z podróżniczego blogu po Gruzji „Oblicza Gruzji” i stała się kompromitacją tej wspaniałej dziewczyny. Przyznała się, przeprosiła, ale smrodek pozostał. Wróćmy jednak do naszych baranów – czy Twardoch popełnił plagiat? Z punktu widzenia prawa na pewno nie. Z punktu widzenia „polaków” jest to jeden wielki plagiator wszystkiego. Postarałem się przeczytać jak najdokładniejszy opis powieści Francuza, i doszedłem do wniosku, że bardzo się między sobą różnią, tylko tematyka jest podobna.

„Króla” przeczytałem na jednym wdechu. Ale zastanawiam się, czy tego rodzaju literaturę chciałbym powtórzyć.

* napisałem „wszystkomówiącym” razem, choć Word podkreślał mi na czerwono, żebym napisał „wszystko mówiącym”. Ale dlaczego to się pisze osobno, skoro jest „wszystkowidzącym”, „wszystkorobiącym” i „wszystkomogącym”?


Responses

  1. >>>Postarałem się przeczytać jak najdokładniejszy opis powieści Francuza, i doszedłem do wniosku<<<<

    ,Torlinie kochany, czy ja Cię tutaj dobrze zrozumiałem?
    Ty w ogóle nie czytałeś powieści Khadry? Wyciągasz wnioski dotyczące plagiatu po przeczytaniu tylko Twardocha?
    Nawiasem, Khadra nie jest Francuzem. Jest Algierczykiem.
    I sam był dwukrotnie oskarżony o plagiat.

  2. Telemachu Kochany, dobrze mnie zrozumiałeś, nie czytałem książki Khadry i nie przeczytam, powody wyłożyłem w ostatnim zdaniu.
    Telemachu, źle mnie zrozumiałeś, nie wyciągam żadnych wniosków (może Ty czytałeś coś innego, a nie moją notkę?). Ja toczę proces myślowy, czyli zastanawiam się, czy w literaturze można w ogóle mówić o plagiacie, jeżeli to nie jest dosłowne, ordynarne zerżnięcie.
    Na samej górze w opisie masz, że to jest Algierczyk, w końcówce napisałem Francuz, bo mieszka we Francji i pisze po francusku. Jakie ma obywatelstwo – nie wiem. pzdr

  3. Torlin: „Postarałem się przeczytać jak najdokładniejszy opis powieści Francuza, i doszedłem do wniosku

    telemach: „Wyciągasz wnioski dotyczące plagiatu ?”

    Torlin: Telemachu, źle mnie zrozumiałeś, nie wyciągam żadnych wniosków (może Ty czytałeś coś innego, a nie moją notkę?).

    Torlinie, a może Ty napisałeś jakąś inną notkę? Gubisz mnie.

  4. Wnioski, a wnioski, Telemachu, będę bronił swojej decyzji. Pokrótce, nie wyciągam wniosków w konkretnej sytuacji, i nie mówię, czy książka Twadocha jest plagiatem czy nie. Zastanawiam się generalnie, czy napisanie książki w tym samym typie, z pewnymi szczegółami, jest plagiatem, czy nie. Dla mnie to jest jednak różnica. Ja nie osądzam, ja się zastanawiam.
    Mówiąc inaczej – jeżeli Khadra napisze powieść o młodym Arabie, który ma dokonać egzekucji na Francuzie w Algierze, pierwszy zamach się nie udał, w barze dwaj przyjaciele na wspomnienie nieżyjących swoich kolegów zapalają kieliszki ze spirytusem, chłopak zakochuje się, ale jednak idzie wykonać rozkaz, i po zabiciu Francuza bezsensownie ucieka i ginie na śmietniku – to to będzie plagiat czy nie? I nad tym się zastanawiam, acz nie wyrokuję.
    Ps. Opis jest filmu nie powieści, bo ją czytałem pól wieku temu i nic nie pamiętam.

  5. Hmmm, plagiat, zmienianie umów , to już w” szol biznesie ” a nawet ” wyższej kulturze ” standart , znak dzisiejszych czasów ?.. .
    Tak jak i w polityce, kto mocniejszy ten na prawie. Koszty i trupy zawsze ponosi słabszy. Dochodzi swoich praw tylko wtedy gdy się wzmocni a jak nie , to ulega zniszczeniu. Prawo Darwina .😉

    Co się dzieje z fundacją Czartoryskich , kłótnia o zainkasowane z Polski pieniądze.
    Ponoć zostały przelane nie na Fundację, tylko na prywatne konto jednego z członków fundacji.
    Tak czułam, że coś śmierdzi. Sprawa o fortunę będzie się ciągła , po zmianie rządu może i beknac obecny minister kultury , jak mu tam . Zasłynął i z innych swoich konserwatywnych działań. 😈

  6. Torlinie, jak najbardziej będzie to plagiat jeśli Khadra napisze Popiół i Diament jeszcze raz po francusku zmieniając jedynie miejsce akcji, scenerię, imiona protagonistów i kilka innych didaskaliów. Plagiat to jest świadoma kradzież czyjegoś dorobku w celu ciągnięcia zysku z czyjejś własności intelektualnej.
    Sytuacja zmienia się jednak w momencie, gdy ktoś robi sobie to samo, celowo i z przymrużeniem oka. Wtedy to jest parodia albo pastisz. Różnice są delikatne. Całe tomy o tym napisano, Temat jest fascynujący (dla każdego, kto miał okazję zetknąć się z machiną biurokratyczną żyjącą ze ścigania wykroczeń przeciw prawu autorskiemu), jak wszędzie gdzie chodzi o gigantyczne pieniądze.
    Bo całkiem jasnych kryteriów pozwalających rozróżnić różnicę pomiędzy dziełem a pastiszem nie ma i nigdy nie będzie. Liczą się intencje i sposób w jaki wpływają (lub nie) na percepcję. A percepcja, jak obaj wiemy jest nader różna bo każdy ma własną.

    Jak widzisz zrozumiałem Cię (chyba) prawidłowo. Niemniej jednak apeluję do Ciebie (z całą sympatią) o pewien minimalny standard precyzji językowej. Jak nie wyciągasz wniosków, to proszę napisz że nie wyciągasz. Bo jak napiszesz, że wyciągasz to skąd ja mam wiedzieć, że nie wyciągasz tylko się zastanawiasz?

    Nawiasem Yasmina Khadra to śmieszny pseudonim składający się z dwóch (kobiecych) imion jego żony. A Khadra jest takim samym Francuzem jak Mickiewicz. Obaj zajmowali lub zajmują się pisaniem, obaj są uciekinierami ze swoich krajów. Obaj (co poniektórych zdziwi) piszą lub pisali m.in. po francusku.

  7. Julu!
    Prawo dżungli, zwane inaczej prawem Darwina jest zasadą odwieczną, działała, jak jeszcze byliśmy jednokomórkowcami. 😀
    Nie mam żadnych pretensji w sprawie pieniędzy Czartoryskich.
    Jako liberał mogę się zastanawiać nad sensem zakupem kolekcji, chociaż w tym momencie – po ujawnieniu stosunku Czartoryskich do Polski i Polaków – rozumiem PiS i Gowina. Co rusz wychodzą jakieś rewindykacje dla fachowców szalone, mój Ojciec zakipiał ze złości, jak usłyszał, że Braniccy chcą odzyskać Wilanów: „Toż oni zadłużyli wszystko, łącznie z Pałacem, i został im odebrany. Jak oni śmią się teraz upominać”. Można było się spodziewać, że obraz stracimy.
    Jako liberał uważam, że nic mnie nie powinno obchodzić, co oni zrobią z pieniędzmi. To jest ich majątek. Jak Ty sprzedasz zabytkowy obraz, to pies z kulawa nogą nie ma prawa się wtrącić, co zrobiłaś z pieniędzmi.
    ————–
    Telemachu!
    Zastosuję się do rad w miarę swojego intelektu i inteligencji. Nie mogę obiecać pozytywnych skutków, ale chęci mam ogromne 😉

  8. Jak jest sprzedaż to jest obrót, czyli powinien być podatek 😀

  9. To ja może o plagiacie ale tak ogólnie.
    Redaktorka z wydawnictwa, w którym wydałam trzy książki opowiadała mi niedawno, że korektorki u niej pracujące informują ją często, że całe strony książek które czytają przed wydaniem są spisywane z Wikipedii, róznych portali literackich, albo po prostu z czyichś blogów. Jest podobno taka metoda aby w internecie to sprawdzić. No ale i takie książki są wydawane, bo każdy teraz jak zapłaci, to mu wszystko wydadzą.

  10. Stokrotko!
    „Taka metoda” Stokrotko, o której piszesz, jest bezwzględnie stosowana przy recenzowaniu prac licencjackich, magisterskich, doktoranckich, naukowych przed publikacją, nie jest stosowany przy wydawnictwach indywidualnych. A właściwie należałoby to robić.
    Ale wracając do naszego tematu – nawet patrząc na znajome blogi, przecież większość to jest przepisywane skądś tam. Ty chociaż podajesz źródła, i piszesz własnymi słowami, ale jest mnóstwo innych znajomych blogerów, którzy zżynają z Wikipedii lub z innych źródeł.
    Ja sam już kilkakrotnie znalazłem w sieci swoje własne opracowania, zarówno pisane „na rozkaz”, jak i w blogu. Ale z jednej odnalezionej notki cieszyłem się jak małe dziecko. Interia zlikwidowała mi mój blog z 2007 roku, i w ten sposób straciłem kilka naprawdę cennych notek, a najbardziej żałowałem notki o Piekarskim. I raptem na solidnej stronie poświęconej SŁYNNYM SYBIRAKOM znalazłem zaginiony tekst.
    ———–
    Gszczepa!
    Nie wiem. To zależy od umowy, która strona płaci. Nie przypuszczam, aby Państwo Polskie płaciło samo sobie.

  11. Stokrotka: „…całe strony książek które czytają przed wydaniem są spisywane z Wikipedii, różnych portali literackich, albo po prostu z czyichś blogów.”

    Hmm, o ile przepisywanie jak leci z cudzych blogów czy portali literackich (bez podania źródła) jest niewątpliwym plagiatem, bo są to teksty o charakterze autorskim i literackim właśnie, o tym w przypadku Wikipedii mam wątpliwości. Przecież po to ona istnieje, żeby ludzie mogli z niej czerpać wiedzę i (w domyśle) robić z niej jakiś użytek. Jeśli przepisanie fragmentu artykułu z Wikipedii jest plagiatem, to czy będzie nim również umieszczenie we własnym tekście dokładnie tych samych treści, tyle że ujętych „swoimi słowami”? Moim zdaniem naganne byłoby tylko przedstawienie przez naukowca wiedzy z Wikipedii jako efektu własnych badan.
    Ja w mojej praktyce wydawniczej miewam problem ze zdjęciami. Czy na przykład zamieszczenie w publikacji ściągniętego z sieci banalnego, ‚legitymacyjnego” zdjęcia osoby publicznej jest zamachem na własność intelektualną anonimowego fotografa, który zdjęcie wykonał? Prawo autorskie nie rozstrzyga takich wątpliwości jednoznacznie, bo operuje pojęciem dzieła artystycznego, a jak określić, od jakiego momentu zaczyna się „dzieło”? Podobnie z Wikipedią: czy zamieszczona w niej sucha kompilacja danych jest dziełem? Czy jest nim tylko konkretny sposób ich ujęcia? Nie wiem.

  12. Pawle!
    Mam te same problemy, jeżeli chodzi o oficjalne korzystanie z czyjegoś dorobku. Ale fotografie to zupełnie inny temat, olbrzymi, ale niepokrywający się tematyką ze słowem pisanym. Z tym mają i wielcy kłopot, pamiętasz Street Viev, ile było awantur na początku, że na zdjęciach są osoby, które tego sobie nie życzyły.
    „Ujęte własnymi słowami” – moim zdaniem nie jest to plagiat, chyba że dotyczy rzeczy niepowtarzalnej, wybitnego dzieła, zaskakującego wyniku naukowego. Ale w ten sposób wracamy do naszych baranów, czy napisanie sztuki o dwojgu młodych, którzy się kochają, a nie mogą być razem i on widząc swoją ukochaną w trumnie popełnia samobójstwo… – jest plagiatem?
    I to jest właśnie temat mojej notki.
    Myślałem, że napiszesz coś o moich kłopotach z językiem polskim, o których wspomniałem w przypisie do notki.

  13. Zmusiłeś mnie do sięgnięcia po „Słownik ortograficzny” PWN. Otóż nie ma jednoznacznej pisowni takich zlepków. „Wszystkowidzący”, „wszystkomogący” itp. pisze się łącznie, jeśli mowa o trwałych cechach jakiegoś podmiotu, natomiast rozdzielnie, jeśli jest to opis konkretnej sytuacji. Określenie „wszystko mówiący” należy raczej do tej drugiej kategorii, więc Word miał rację.

    Jeśli pytasz mnie o zdanie w zasadniczej kwestii notki, to nie, nie uważam, by było plagiatem wykorzystanie cudzego, gotowego schematu fabularnego we własnym utworze literackim. Jest co najwyżej posunięciem mało eleganckim i dowodzącym braku własnej inwencji. Aczkolwiek takie naśladownictwo bywa lepsze od oryginału.

  14. Dziękuję 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: