Napisane przez: torlin | 28/04/2018

Wstydliwy temat

Dzisiaj zajmiemy się wstydliwymi sprawami, jak brak toalet na naszym kontynencie (a może na innych jest podobnie). Nie mogę zrozumieć, dlaczego władze miast uważają, że to jest rzecz zbędna. Chyba najbardziej złowieszcza jest sytuacja w Madrycie, nie ma dokąd pójść. Na popularnych trasach turystycznych ludzie usiłują coś wykombinować, niby najprostsze to jest pójście do lokalu, ale restauratorzy się wycwanili, i nie wpuszczą cię do toalety jeżeli nie usiądziesz i coś nie zamówisz. W ogóle ta kasta ludzi w Hiszpanii budzi mój wstręt, nie tylko że wykończyli konkurencję (jest zakaz sprzedaży żywności w budkach na ulicy – musisz pójść do knajpy, ale nie zjesz zapiekanki, parówki na ulicy czy w parku), ale też nie dają rachunków. W eleganckiej restauracji na głównym placu Madrytu kelner przyszedł z kartką wyrwaną z zeszytu z napisaną kwotą długopisem.

Zostałem zaproszony przez Polkę i Hiszpana na słynną noc w Madrycie, w trakcie której miasto to nie śpi, ludzie bawią się w rodzaj knajpingu (jako analogia do clubbingu), chodzą od lokalu do lokalu, tu coś obejrzą, tu się napiją kawy, tu zjedzą owoce morza. O 3 w nocy są korki na ulicach, i wszystkie sklepy są otwarte. Ponieważ Miguel nie zna angielskiego identycznie tak jak ja, więc świetnie nam się rozmawiało, że wręcz Monika stwierdziła, że nie jest potrzebna jako tłumacz, zadzwoniła do Polski do mamy i chyba z półtorej godziny gadała. W pewnym momencie Miguel się spytał, czy chcemy do toalety – i słuchajcie, piszę jak było, jak na spowiedzi – wjechaliśmy na trzecie piętro domu towarowego, przeszliśmy do sąsiedniego budynku, zeszliśmy piętro, do następnego budynku i piętro wyżej. Ukazała nam się toaleta, przy której tego rodzaju przybytki w Indiach są szczytem luksusu, wszędzie walające się brudne papiery, smród, syf. Kolejka ludzi nawet do męskiej.

Wszystko to skojarzyło mi się ze skargami ludzi mieszkających w Alei Trzeciego Maja w Warszawie, że imprezowicze z nowych nabrzeży załatwiają im się pod oknami. Nie rozumiem , dlaczego przy nowej inwestycji nie ma co 200 metrów obszernej toalety, przecież wtedy podłączenie wodno-kanalizacyjne jest tańsze. Jak można wprowadzać tysiące ludzi przy sprzedaży piwa i nie dać im dostatecznej ilości toalet – i to ładnych murowanych, a nie tego syfu w tojtojkach.

Jest rok 1986, lądujemy we trzech z promem w Hamburgu w celach handlowych, znaleźliśmy się w wielkim węźle komunikacyjnym, metro i S-Bahn i jest jedna toaleta i do tego zamknięta. Tysiące ludzi, a my do parku i pod drzewko. Teraz jak byłem w Berlinie, to było trochę lepiej, zaczęły się pokazywać wolnostojące toalety, ale też z przesadą – po każdym odwiedzającym dezynfekcja.

Jestem starym turystą, to się wycwaniłem, robię że tak powiem na wszelki przypadek, gdy jestem w muzeum, na kawie, w publicznej instytucji. Gdyby ktoś mi wytłumaczył, dlaczego w XXI wieku są rzucane pod nogi takie kłody. Rozumiem XIX wiek, że kobiecie nie wypadało nawet wyjść z sali, bo ktoś pomyślałby, że ona idzie do toalety. Biedne kobiety siedziały i trzymały. Ale dzisiaj? Czy to nie jest przypadkiem zrozumiałe, że tym tysiącom ludzi zwiedzającym miasto może się chcieć od czasu do czasu? Jestem pełen podziwu, i pod wrażeniem, decyzji warszawskiego metra, od wczesnego ranka do późnego wieczoru toalety są otwarte i bezpłatne 7 dni w tygodniu. W środku jest obsługa pilnująca porządku, dziesiątki ludzi tam wchodzi, tak samo się wykorzystuje wszystkie galerie handlowe. Więc można, dlaczego tego nie robią wielkie miasta w całości?

 

 

 


Responses

  1. W Warszawie już lata temu zniknęły miejskie toalety- oczywiście nie mam pojęcia dlaczego. Czyżby pisuardesy zanadto się wzbogaciły pilnując w nich porządku i komuś to przeszkadzało?
    Teraz w niektórych są bary typu „sajgon”, w innych przychodnie weterynaryjne a niektóre nadal istnieją, ale są nieczynne..
    Przeżyłam kilka „toaletowych wzruszeń”- najzabawniejsze w drodze jadąc z Burgas autokarem do Stambułu: 1. na granicy była toaleta, ale nie było w budynku światła, a było tak około północy. Nie mogłyśmy z przyjaciółką iść w przysłowiowe krzaki, bo ich po prostu nie było. Zacięłyśmy zęby, zwarłyśmy mięśnie Kegla i doczekałyśmy do najbliższej miejscowości w Turcji. Postój miał trwać aż pół godziny, ale nie było widać nigdzie toalety, a w pobliskiej kawiarni siedzieli sami faceci. Zobaczyłyśmy policjanta, więc zapytałyśmy się o ten przybytek- gość nam ślicznie zasalutował i powiedział, że nas tam odprowadzi i na nas poczeka, żebyśmy się czuły bezpiecznie. Toaleta była ze 200m dalej, policaj nas wziął pod ręce i doprowadził, nawet otworzył nam drzwi i zapewnił,że na nas zaczeka i nikogo nie wpuści. Oczy nam zbielały, bo ściany były wyłożone marmurem, takież schody schodziły również w dół, do kabin. A za drzwiami kabin była- zwyczajna, obskurna dziura w ziemi. Myślałam,że nas pokręci ze śmiechu.
    2. Wieczór w restauracji „Dom Chleba” w Soczi. Jak się je i pije do tego piwo to niestety trzeba się po jakimś czasie odwodnić. Znalazłyśmy z koleżanką ów przybytek, weszłyśmy i…..omal nie zwiędłam natychmiast – kabiny były na podwyższeniu i miały drzwi typu „drzwi do saloonu”, bez zamknięcia.. Osobie siedzącej na muszli widać było nogi niemal do kolan , a górą wystawała głowa i kawał szyi, do ramion. Kabin było chyba z 8. Wróciłyśmy do stołu zataczając się ze śmiechu, ale nie informując innych dlaczego nam tak wesoło.
    W Berlinie jest nieco „Toalet Miejskich”, są płatne, czyste, dobrze wyposażone. W wielu „miejscach do zwiedzania” są płatne toalety, pilnowane przez pracownicę, która po każdym kliencie wchodzi to kabiny, sprawdza czystość i odkaża nim wpuści następną osobę, więc zawsze są kolejki.
    3. W którymś z zabytków w Wenecji – w chwili wejścia i zamknięcia za sobą drzwi automatycznie spływał wodospad w muszli. Drugie spłukiwanie uruchamiało się automatycznie, gdy stawało się przy drzwiach chcąc już z kabiny wyjść. Nieco denerwujące wrażenie.
    4. Nie rozumiem, dlaczego w Krakowie większość toalet w restauracjach i kawiarniach jest przy kuchni.
    Nie widzę nic wstydliwego w temacie toalet- no może tylko to, że wiele osób chyba nie potrafi z nich korzystać i straszliwie je brudzi. Zawsze się zastanawiam czy u nich w domu tez tak jest???
    Miłego;)

  2. Bardzo Ci dziękuję Anabell za komentarz. Sprawa ubikacji dla mnie to po prostu był „papier toaletowy za komuny” – nie można i koniec. I raptem w metrze zobaczyłem, że można. Zawsze twierdzę, że pracownik stojący lub siedzący ma dobroczynny wpływ na ludzi mających złe zamiary: brudzić, zaczepiać. I czy to jest pani w toalecie, pracownik metra na peronie, ochroniarz na statku wycieczkowym czy ratownik na plaży, człowiek się pewniej czuje.
    W warszawskim metrze ubikacje są za darmo, pani pilnuje porządku (to trochę jest „nicnierobienie”), ale w generaliach jest czysto, wisi papier, jest ciepła woda, mydło i suszarki ew. papierowe ręczniki. Nie uwierzę, że wielkie miasta nie stać na wybudowanie obszernych, wygodnych łazienek godnych XXI wieku. Nie byłem jeszcze na bulwarach warszawskich, tych otwartych ostatnio, pojadę, i sprawdzę empirycznie. pzdr

  3. Trzy sprawy, a właściwie to cztery.
    Po pierwsze to dziękuję za ten sliczny domeczek z serduszkiem. W takim czymś to mogłabym nawet Ulissesa Jamesa Joyca przeczytać /którego nawiasem mówiąc nigdy nie dałam rady dokończyć/
    Po drugie przypomniały mi się toalety sprzed lat. To był koszmar. Wszędzie były tak obrzydliwe że już sam ich wygląd był traumą dla mnie , a co dopiero wejście do nich.
    Po trzecie przypomniałam sobie Marka Kotańskiego /tego od Monaru/ który wystapił kiedyś z akcją czyszczenia toalet, twierdząc że to wstyd, że mamy takie obrzydliwe kible w centrum stolicy. Sama widziałam jak ludzie kazali mu się puknąć w czółko jak go widzieli w odpowiednich rękawicach i ze szczotkami. Widać ludzie już wtedy przywykli do takich kibli i uważali, że takie muszą być. To chyba jeszcze za komuny było. W każdym razie facet został obśmiany.
    Po czwarte właśnie wróciłąm z bulwarów nadwiślańskich. Nachodziliśmy się, najedliśmy lodów, nazachwycaliśmy się … i mogliśmy skorzystać z toalet praktycznie w każdym barku czy kawiarni. Jest też osobna duża toaleta. Wszystko to na odcinku od Mostu Śląsko-Dąbrowskiego do mostu Świętokrzyskiego.
    Reasumując: uważam że w stolicy jest bardzo dobrze z toaletami.
    Ale brudna toaleta albo zamknięta zawsze się znajdzie. Podobnie jak prostak który woli iść w krzaki albo do kogoś na klatkę schodową.
    Ale w innych krajach też takie zjawiska obserwowałam.

    No i jeszcze szacun za bezpłatne toalety w metrze.

  4. Do wszystkich, którzy o tym nie wiedzą. Rusinowa to jest pseudonim konspiracyjny z czasów komuny naszej Stokrotki. 😉 😉 😉
    Bardzo Ci dziękuje za fajny komentarz.. Zdjęcia staram się pobierać ze stron, z których wolno, a ta fotografia mnie zachwyciła. Ulissesa przeczytałem, ale nic nie pamiętam.
    O tym, że nie ma toalet, czytałem w gazetach. Tak na szybko znalazłem wiadomość Z RADIA KOLOR, że miało być 90 toalet, a nie ma ani jednej. Wiem o tym, że lokale dostały jakąś tam zniżkę od miasta, ale to ciągle nie jest to, o co mi chodzi. Ja nie mam wchodzić do knajpy, bo to jest toaleta dla klientów, a kiedy siedzę w kawiarni wnerwiają mnie ludzie łażący wte i wewte. Powinny być zbudowane niezależne, obszerne toalety z prawdziwego zdarzenia. Znowu prowizorka.
    Ja z kolei nie zapomnę najsłynniejszej toalety w Zakopanem, w McDonaldzie na Krupówkach. Kolejka pań stała na zewnątrz (mężczyźni z przyczyn naturalnych mają łatwiej).
    „uważam że w stolicy jest bardzo dobrze z toaletami.” – to przejdź Rusinowa Stokrotko Traktem Królewskim. Życzę powodzenia.

  5. Tym razem będzie krótko i zasadniczo.
    1. Rusinowa to jest Polana w Tatrach, którą się najbardziej zachwyciłam. Ale na niej też konspirowano w czasach komuny 🙂 🙂 🙂
    2. Najlepiej wszystko samemu zobaczyć i przeżyć. Bo ludzie w gazetach i za pieniądze różne rzeczy piszą.
    3. Panie zawsze miały, mają i będą miały gorzej. Choćby dlatego, że skórę na twarzy mają 7 razy cieńszą.
    4. O swoim przechodzeniu się i spacerach po Trakcie Królewskim pisałam w trzeciej książce. Ale ja mam na tym trakcie wiele życzliwych mi miejsc – np. byłą pracownię rzeżbiarską mojego ojca.
    Pozdrawiam.

  6. „Ale na niej też konspirowano w czasach komuny”

    Ach konspiratorzy. Nigdy sie z tego narod polski nie wyzwoli. Tak to zostalo po dzien dzisiejszy, lacznie z „wydaniem oficjalnym”.

    Pozdrawiam

  7. @vandermerwe
    Przy informacji o konspirowaniu na Polanie Rusinowej w Tatrach znajdują się trzy uśmiechnięte buźki.
    Też pozdrawiam.

  8. Moi Komentatorzy Stokrotko mają kłopot z buźkami (emotikonami). Ale inna rzecz, że „za moich czasów” te buźki były wyraźniejsze i ładniejsze. Teraz to ja sam często zastanawiam się, co to za buźka.
    —————-
    Vandermerwe!
    Kiedyś przed laty napisałem NOTKĘ o pseudonimach. Urodziłem się 7 lat po Powstaniu, wzrastałem z pamięcią o Nim, tak jak wszyscy moi koledzy. Nikt nikogo w tych czasach nie nazywał po imieniu, każdy miał pseudonim jak w czasach okupacji i Powstania.

  9. Hmmm, też uważam tak jak Stokrotka ,że nie jest tak źle z tymi ubikacjami , tak w dużych , jak i małych miastach. ☺

    Tobie i tak przeszkadza ,że ludzie tylko przechodzą .😷🍻🌹

    Ech .. , nie przesadzajmy z tymi ksywkami, ze tylko po czasach powstańczych, czy wojnie . 😉

    Zawsze każde pokolenie w czasach młodości ma nadane różne ksywki.
    To taki urok młodości , przezwiska, ksywki itd… !…

    Wracając do historii pochodzenie niektórych nazwisk , nietrudno odgadnąć ,że są nadane wlasnie z przezwisk w lokalnej społeczności.
    To są te chłopskie nazwiska.

    Ludzie to świetni obserwatorzy i zawsze nadają przezwiska , które lgna do człowieka jak druga skóra.

    Wystarczy posłuchać mojego ulubionego „Stinga”, ale nie tylko.😂

    Ps.
    W Holandi po prostu jak jest coś organizowane na ulicach , to są kiełki stawiane i każdy bezproblemowo się załatwią na widoku. Jedna zvlogerek ,która tam studiuję pokazała na swoim blogu te zdjęcia. W miarę kultura zachowana , bo jak „sklepowa” z kiepskich mówi do Pazdziocha i Ferdka , nie sikac mi po piwie za moją budka.😉😆

  10. @ Stokrotka,
    @Torlin,

    Czytajac o konspiracji ( jakiekolwiek intencje kryly sie za tym pojeciem) pomyslalem o moim znajomym, ktory zawital w te strony lata po mnie. Probowal kilkakrotnie wrocic na lono ojczyzny ale ta „wyrzucala” go za kazdym razem na poludniowafrykanski „brzeg”. Jak powiedzial zona znajomego, on by chcial wrocic do Polski i konspiracji ale teraz ( tzn. wtedy, gdy to mowila) w konspiracje bawia sie pogrobowcy upadlego systemu ( tez wedlug niej).

    Urodziwszy sie w podobnym czasie jak Torlin, rowniez mialem przyzwyczajenie z czasow okupacji i taksowkarzowi nigdy nie podawalem wlasciwego adresu.
    Gdy zas wladza polska chciala sprawdzic czy moj najmlodszy syn rzeczywiscie zasluguje na odnowienie polskiego paszportu, nakazala synowi napisac zyciorys – wsrod wielu innych dokumentow.
    Moja propozycja byla nastepujaca: Urodzilem sie w 199X roku. W latach 1944-1946 w szeregach niepodleglosciowego podziemia zwalczalem wladze komunistyczna. Nie wiem czy posluchal swiatlej rady ojca ale pszport mu odnowili.

    Pozdrawiam

  11. Co prawda Kołobrzeg to nie Madryt, ale u nas prezydent miasta kilka lat temu poszedł po rozum do głowy i wszystkie miejskie toalety są bezpłatne. Obsługa jest obecna i w toaletach jest czysto. A turyści i tak idą do parku – tego nie jestem już w stanie zrozumieć, bo właśnie po to, by nie chodzili, toalety uwolniono od opłat…

  12. W Krakowie w centrum nie jest źle, ale problem zaczyna się kawałek dalej. Poza centrum znalezienie dostępnej toalety staje się wyzwaniem, nawet dla znających miasto.

  13. Malinowska z Kiepskich. „Tylko chleja i sikaja mi pod sklepem”. ☺

    Wracając do Holandi są wystawiane przy różnych ” ich świętach ” , otwarte pisuaey bez oslony na ulicach ale z biezaca woda. Tak , że po sikaniu faceci myją ręce, co o Polakach , ktorzy sikaja w najbliższych krzakach , nie można powiedzieć. 😂😉

  14. Ćwiczyło się w życiu różne rzeczy. W Poznaniu, w środku nocy, sikało się przed siebie w marszu szerzej stawiając nogi dla ochrony obuwia. Ale nie za często. I bardzo dawno temu. Niektórzy podciągnęli by to pod walkę z komuną.

  15. @temp
    😂😉

  16. Zgadzam się, że kiepsko z toaletami publicznymi. Osobiście wolę przysiąść na kawę i załatwić wszystko przy okazji. Ewentualnie szukam sieciówki lub dużego sklepu.

    Jeśli chodzi o Hiszpanię, to np. usługi taksówkarskie są koncesjonowane. Wpłata na dzień dobry to 100 tys. EUR (koncesja w Barcelonie), później starczy kupić auto i spokojnie odprowadzać podatki rejestrując kursy na kasie. Wysokość koncesji nie jest uzależniona od tego, jak kto sobie radzi. Pewnie w tego typu krajach Uber raczej nie rozwinie skrzydeł.
    Taką samą koncesją objęte są usługi gastronomiczne. Ludzie biorą pożyczki na samą koncesję. Co kraj to obyczaj.

  17. Wstydliwy temat bo wstydem jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych w licznych instytucjach i firmach. „Tylko dla personelu”, „Klucz znajduje się u ….” itp. komunikaty straszą powszechnie.
    Bez przerwy na nie się natykam w szpitalach, urzędach państwowych, przychodniach…
    Pracowałem w firmach zagranicznych: niemiecka, francuska, amerykańska, szwedzka i tam takich podziałów na dupy lepsze i gorsze nie było, natomiast w polskich firmach już tak: dupy zarządu mają osobny WC a pospólstwo pracownicze srywa w warunkach wyraźnie gorszych.
    Feudalne stosunki przenoszą się na wszystkie sfery życia w Polsce, nawet do WC.
    Nie chcę się rozpisywać jak współczesne polityczne podziały wpływają na tę sferę, ale kto wie, może się kiedyś skuszę, bo to nader interesujące jest…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: