Napisane przez: torlin | 10/05/2018

Turystyka wylana z kąpielą

Rzadko kiedy artykuły wyprowadzają mnie z równowagi, tak jak to zrobił Tomasz Ulanowski w artykule w GW pt. „Turystyka jest niezdrowa. Czas obłożyć ją podatkiem?”. Cały artykuł niewart jest cytowania, właściwym podsumowaniem jest jeden cytat: „Wszystko, co robimy jako turyści – każdy kufel piwa czy kieliszek wina, jaki wypijamy w podróży – wywołuje emisję gazów cieplarnianych”.

Wypływają z tego dwa wnioski, jeden prosty jak konstrukcja cepa, turystyka nie ma żadnego wpływu na gazy cieplarniane (może z wyjątkiem lotnictwa), bo jak słusznie napisał jeden z rozgniewanych komentatorów, jak wypiję kufel piwa w domu, to nie tworzę gazów? W turystyce robi się dokładnie to samo co w domu, człowiek śpi, je, oddycha, porusza się i przepraszam – wypróżnia się. Jedyną różnicę widzę w przemieszczaniu się.

Drugi jest bardziej skomplikowany. Cechą charakterystyczną, szczególnie osób zbawiających świat, jest niezauważanie okoliczności, które burzą ich jedynie słuszne poglądy. Tak było z wiatrakami, przy których „nie zauważono” rozbijających się o nie ptaków, tak było w Bangladeszu po zawaleniu się fabryki, wszystkie firmy tam szyjące zostały postawione pod pręgierzem. Nie zapomnę występu ministra spraw wewnętrznych Bangladeszu proszącego, aby nie wylewać dziecka z kąpielą, dla wielu dziewcząt była to pierwsza praca, pierwsze pieniądze, ubezpieczenie, żłobek, wprost cywilizacja.

I tutaj mamy dokładnie to samo. Turystyka zmieniła świat, a tak dokładnie Trzeci Świat. Miliony ludzi, dziesiątki milionów zarabia na turystach: właściciele hotelików, knajp, producenci pamiątek, cicerone, wiele biednych krajów żyje dzięki turystyce. Nie mogę też zapomnieć wypowiedzi burmistrza jakiegoś niedużego miasta na Luzonie w Filipinach, który powiedział, że turystyka jest głównym źródłem zarobków w jego mieście. Tylko że ja o tym mieście w życiu nie słyszałem.

Mści się puszczenie wszystkiego na żywioł, możemy jako przykład dać nasze Morskie Oko. Jest rzeczą normalną, że wszyscy to jezioro chcieliby obejrzeć, i przejechać się furką. Muszą też zostawić gdzieś samochód. Zamiast to wszystko ucywilizować, silniczki pomagające koniom, ubikacje, śmietniki często opróżniane ze względu na misie. Rozumiem wściekłość mieszkańców Dubrownika, Wenecji czy Barcelony, nie chcą takiej ilości turystów w swoich miastach. Ale jest mnóstwo państw, miast czy regionów zapraszających serdecznie, dla nich to jest życie.

Boracay. Wyspa na Filipinach, niesłychanie popularna wśród turystów ze względu na słoneczny piasek. I w ostatnich dniach dostaliśmy wiadomość o wprowadzeniu przez kontrowersyjnego prezydenta tego kraju kontrowersyjnej decyzji o zamknięciu na pół roku wyspy dla turystów. Ludzie zarabiający na turystach wpadli w panikę. I tu mamy wspaniały przykład, jak potrzebne jest wcześniejsze planowanie. Filipiny nie wiedziały, że wyspa nie ma kanalizacji? Że tonie w śmieciach, bo ich nikt nie zbiera? W Tunezji wszystkie pobocza szos, a szczególnie w interiorze, zasłane są plastikowymi butelkami. Przecież naprawdę nie jest trudno przewidzieć, czego potrzebuje turysta oprócz spania, jedzenia, widoków i atrakcji: wody (kanalizacji) i śmietnika. Można również w sposób administracyjny kierować rzeką turystów, np. ograniczając dostęp, jak to jest w jaskiniach, zwiększenie udziału publicznej komunikacji (nie zapomnę, jak w miejscowości Mira dowiedziałem się, że z kempingu jeździ autobus do odległej o 17 km Wenecji za 3,50 zł, abym nie pojechał tam przypadkiem własnym samochodem).

Ps. Bardzo ciekawa dyskusja rozgorzała pod dwiema ostatnimi moimi notkami, bardzo Wam dziękuję. Ale nie będę komentował. Wybaczcie.


Responses

  1. > Rzadko kiedy artykuły wyprowadzają mnie z równowagi
    Przynajmniej przewidywalnie 😀

    > Wypływają z tego dwa wnioski, jeden prosty jak konstrukcja cepa, turystyka nie ma żadnego wpływu na gazy cieplarniane (może z wyjątkiem lotnictwa), bo jak słusznie napisał jeden z rozgniewanych komentatorów, jak wypiję kufel piwa w domu, to nie tworzę gazów?
    Zapewne wpływ ma. Pytanie, czy tak duży by o tym dyskutować.
    Oprócz transportu lotniczego (bynajmniej, nie jest to czynnik pomijalny), dodajmy transport naziemny, dodajmy utrzymanie hoteli dla turystów (często z wyższym standardem i np. klimatyzacją niż mieszkania „lokalsów”). Dodajmy utrzymanie tych usług, z wszystkimi dodatkami, jak choćby transport owego piwa.

    > W turystyce robi się dokładnie to samo co w domu, człowiek śpi, je, oddycha, porusza się i przepraszam – wypróżnia się.
    Dokładnie jak w kosmosie 😉 Czy to znaczy, że podróże kosmiczne nie są związane z kosztem ekologicznym?

    > Nie zapomnę występu ministra spraw wewnętrznych Bangladeszu proszącego, aby nie wylewać dziecka z kąpielą, dla wielu dziewcząt była to pierwsza praca, pierwsze pieniądze, ubezpieczenie, żłobek, wprost cywilizacja.
    Z punktu widzenia ministra to oczywiście wielka różnica. Jak wielka z punktu widzenia szwaczek, to nie wiem.
    Serio: jest pytanie, czy model produkcji w tanich krajach pozwala się im odbić i zbudować ową cywilizację, czy już nie, bo wszystkie zyski są przechwytywane po drodze i do docelowego konsumenta cywilizacji nie docierają.

    > Filipiny nie wiedziały, że wyspa nie ma kanalizacji? […] W Tunezji wszystkie pobocza szos, a szczególnie w interiorze, zasłane są plastikowymi butelkami. Przecież naprawdę nie jest trudno przewidzieć, czego potrzebuje turysta oprócz spania, jedzenia, widoków i atrakcji: wody (kanalizacji) i śmietnika.
    Trzeba jeszcze przewidzieć, że to turyście robi różnicę. Bo różnica też jest częścią „cywilizacji”.
    Trzeba jeszcze mieć dość sprawne państwo, by cokolwiek potrafiło wprowadzić w życie. W tym turystyka nie pomaga.

  2. Wiesz PAK-u, nie bardzo wiem, co napisać. Bo właściwie każdą tezę można w ten sposób zniszczyć. Nie chce mi się powtarzać wszystkich argumentów jeszcze raz, bo to dla czytelników jest nudne. Nie chcę jeszcze raz powtarzać,że dla takiej szwaczki to są pierwsze pieniądze, pierwszy lekarz ogląda jej dziecko. Sprawa wyprowadzania pieniędzy jest do załatwienia przez ludzi z państw rozwiniętych, to my powinniśmy załatwić tę sprawę. Likwidacja fabryki z powodu wyprowadzania pieniędzy, bo mają płacić więcej, nie jest żadnym rozwiązaniem.
    Nie chce mi się pisać, że to piwo do mojego domu w Warszawie też ktoś musi przywieźć. A argument, że bogaty klient z Zachodu musi mieć klimatyzację, generującą ekologiczną katastrofę, jak lokalsowi wystarczy warczący wiatraczek, jest przykrą demagogią.
    Głupio mi, że tak piszę do Ciebie PAK-u, ale po prostu Twoje argumenty nie dotarły do mnie w ogóle. Turystyka zmienia świat, ale nie tylko na gorsze, ale i na lepsze. Pokazuje ludziom, którzy przez całe swoje życie widzieli jedynie sąsiednie miasteczko, że istnieje świat. Porozmawiaj o ograniczaniu turystyki z tymi ludźmi z zamkniętej wyspy.

  3. O szkodliwość turystyki kłócić się nie będę, choć masowa, skomercjalizowana turystyka napawa mnie obrzydzeniem i coraz mniejszą mam ochotę jeździć w miejsca wielkie i sławne (czytaj: które każdy powinien zobaczyć), a coraz bardziej w znacznie mniej może atrakcyjne, za to takie, gdzie nikogo nie spotkam.
    Ale te szwaczki… Przypomina mi się czytana kiedyś wypowiedź jakiegoś zatwardziałego neoliberała, który wywodził, że koszmarna sytuacja klasy robotniczej w XIX-wiecznym, rodzącym się wielkim przemyśle była i tak dobrodziejstwem, bo pracując w fabryce, ci ludzie przynajmniej byli w stanie egzystować, a gdyby pozostali na ówczesnej przeludnionej wsi, to umarliby z głodu. To nawet może i prawda, ale sympatii dla człowieka tak stawiającego sprawę nie budzi.

  4. @ Torlin,

    „Turystyka zmieniła świat, a tak dokładnie Trzeci Świat.”

    Niby tak. Warto jednak popatrzec uwaznie byz obaczyc, ze „nie wszystko zloto co sie swieci”. Niby pilkarskie MS to „kura znoszace zlote jajka” – szalony naplyw turystow „boom” gospodarczy, ludnosc miejscowa tylko na tym zarobi. Rzeczywistosc jest jednak zasadniczo rozna. Tak tez bylo w RPA w 2010 roku. Roznego rodzaju komercyjne restrykcje wymagane przez FIFA uderzyly w ludnosc miejscowa – tych ulicznych handlarzy, ktorych tak duzo w krajach III swiata. Jesli ktos na tym zarobil to przesiebiorstwa hotelowe i wszelkiego rodzaju konglomeraty – tak i jeszcze ci, ktorzy tam pracuja, oni jednak i bez MS tez by tam pracowali i zarabiali.

    Co do tzw. ekologi to uwazam, ze w obecnym wydaniu jest to kolejna religia. Czego jednym z licznych przykladem jest przytaczany przez Ciebei artykul.

    Pozdrawiam

  5. Pawle!
    Jestem dziwnym turystą, uwielbiam kameralne ciche schroniska, i te przeładowane, pełne turystów. Tak samo dobrze się czuję w ciszy Ornaku, jak i na asfalcie do Morskiego Oka. Mnie nie przeszkadza, najwyżej klnę na kolejki w schroniskach.
    Piszesz: „(robotnicy w fabrykach) przynajmniej byli w stanie egzystować, a gdyby pozostali na ówczesnej przeludnionej wsi, to umarliby z głodu”. Tak, masz rację, ale nie można stawiać równości z podstawowego powodu, nie było takiej władzy nad fabrykantami żydowskimi, niemieckimi i polskimi (np. w Łodzi), która mogłaby coś im nakazać, albo chociaż na nich wpłynąć. Jedyni, którzy mieli taką możliwość – carowie, królowie, prezydenci – byli z tej samej gliny. Teraz jest inaczej, jest silna na świecie frakcja broniąca podstawowych zasad pracy, ktoś krzyczy na ten temat. A jedynym rozwiązaniem jest wpłyniecie na kapitalistów poprzez normalnych ludzi i tego rodzaju organizacje jak Unia Europejska. To tu trzeba rozwiązać ten problem, a nie likwidując fabrykę.
    ————-
    Vandermerwe!
    Niestety Vandermerwe masz niby całkowitą rację. Ale jej nie masz, UEFA i FIFA zagarnęły tak tematykę, że dla ludzi nic nie zostaje. Niestety, to nie jest turystyka, ta prawdziwa, normalna, to jest antyturystyka. Zupełnie nie wiem, dlaczego za wszystkie organizacje sportowe Unia się nie bierze, mamy następne państwa w państwach.

  6. Jak się zastanowić, to najbardziej szkodliwe jest po prostu…..życie. A życiu najbardziej zaszkodził…postęp techniczny, a w jego obrębie- nadmiar informacji i przedziwna łatwość przemieszczania się po Ziemi.
    Szkoda tylko, że stosunkowo mało w tej sytuacji rozwinął się człowiek, który właściwie mentalnie jeszcze nie dorósł do tego wszystkiego i nie ogarnia skutków swej działalności.
    W końcu od lat włodarze „ponętnych turystycznie” miejsc zmagają się z okresowym napływem turystów, ale nadal nic nie wymyślili by turyści nie byli
    zmorą stałych mieszkańców. Jedynym miejscem, które znam, gdzie każdy turysta jest traktowany tak samo jak stały mieszkaniec jest – Singapur.
    Nie ukrywam, tam jest ostry „zamordyzm”, ale tam dokładnie każdy wie czego nie wolno robić, bo wszędzie są wywieszone odpowiednie informacje. Można się pośmiać, że tam nie wolno żuć gumy na mieście, no ale dzięki temu chodniki czyste. I pomimo gorąca i wilgoci wszędzie jest czysto, nawet na bazarach, gdzie są sprzedawane warzywa i owoce. Przez dwa tygodnie nie widziałam tam ani jednej muchy lub komara,raz widziałam poturbowaną cykadę wędrującą wieczorem chodnikiem, a po całym dniu chodzenia po mieście nie musiałam prać białych skarpetek- nadal były czyste.
    Jedynie nabrałam podejrzeń, że tam policjanci są ukryci pod płytami chodnika- w razie potrzeby wyrastali nagle w sporej ilości-zupełnie jakby wyskoczyli spod ziemi.
    Miłego;)

  7. @ Torlin,

    Akurat przyklad MS w pilce noznej wydawal sie najlatwiejszym. Rzeczywistosc jest jednak taka, ze „przemysl” turystyczny w krajach III swiata nastawiony jest na turystow z I swiata i w imie tego tworzy sie „wyspe” swiata zamoznego wsrod morza biedy i brudu. Oczywiscie nie jest to wina turystyki jako koncepcji. „Przemysl” turystyczny w krajch rozwijajacych sie jest bardzo mocno promowany przez rozne instytucje miedzynarodowe. Zdaje sie byc panaceum na wszelkie bolaczki biednych krajow. Co jest zwyklym mydleniem oczu, gdyz bez zrownowazonego rozwoju roznych sfer dzialalnosci ekonomicznej niewiele te biedne kraje osiagna – tego nie rozumie wielu publicystow. Tak jest jednak wygodnie, niczym w erze kolonialnej, bogate kraje dostaja dosyc tania rozrywke jednoczesnie sprzedajac bardzo drogie dobra.

    Pozdrawiam

  8. Anabell!
    Najbardziej szkodliwe są samoloty, muszą ludzie wymyślić coś, jakieś paliwo lotnicze, które nie byłoby tak szkodliwe. Szymon jest w Londynie, to pewnie nie przeczyta, ale najbardziej ekologiczny jest transport kolejowy i on naprawdę powinien być promowany z dotacjami włącznie.
    Muszę Ci powiedzieć, że rzadko włóczę się po terenach „czystych”, najczęściej są to góry, bezdroża, skarpetki – śmieję się – jest to „większość” 😉 ) mojego plecaka. Ja nawet czasami nie wytrzymuję w jednej parze przez jeden dzień, muszę zmienić.
    W Singapurze nie byłem, ale z racji języka uciekam od krajów anglojęzycznych. We wrześniu jadę do Włoch, chcę przejść z przyjacielem Alta via della Valmalenco w Lombardii w Grupie Bernina – jedna z najsłynniejszych tras trekkingowych w Alpach.
    ————-
    Vandermerwe!
    Powtórzę Ci jeszcze raz słowa skierowane do Pawła, abyśmy nie wylali turystyki razem z kąpielą. Zamknięcie fabryki w biednym III Świecie tylko dlatego, że mało płacą – nie jest żadnym rozwiązaniem.
    Oczywiście, poszczególne państwa tworzą enklawy dla turystów, często są to wyspy bogactwa, ale również wyspy bezpieczeństwa. Ale spójrz np. na suki w krajach arabskich, są pełne turystów. Jeżdżę dużo jako niezależny turysta, więc widzę, że turyści tacy jak ja uwielbiają się włóczyć po miastach, straganach. Wszędzie ich pełno.
    Cały Twój akapit o zrównoważonym rozwoju – całkowicie słuszny, tylko znowu w tym miejscu muszę napisać jeszcze raz to samo, to muszą rozwiązać państwa rozwinięte i bogate we własnym gronie – likwidacja turystyki nie jest żadnym rozwiązaniem.

  9. @Torlinie:
    Pisałem celowo prowokacyjnie, bo jak dla mnie nawet nie próbowałeś zrozumieć kontrargumentów. Piszesz o „pierwszych pieniądzach”, ale po co pieniądze w nieskomercjalizowanym świecie? Piszesz o „pierwszym lekarzu oglądającym dziecko”, a docierające do mnie relacje z krajów III świata mówią, że idąca za turystyką skomercjalizowana służba zdrowia (państwa opiekuńczego nie ma) jest może i dobrze wyposażona, ale tak droga, że stać na nią tylko najzamożniejszych turystów i paru lokalnych bonzów.

    Nie rozstrzygnę na ile ta krytyka jest słuszna. Może jest przesadna. Ale Ty jej w ogóle nie chcesz wysłuchać i tu dla mnie jest problem. Przyjmujesz założenie, że turystyka jest czymś dobrym dla wszystkich i na tym kończysz argumentację. A przecież to nie jest takie proste, bo analizuje się różne formy napływu pieniędzy dla państw, dzieląc je na te, które rzeczywiście pomagają i te, które przeciwnie — szkodzą. (Powtórzę: nie wiem, gdzie jest turystyka, ale Ty w ogóle ignorujesz możliwość istnienia takiego problemu.)

    Tak samo jak piszesz o tej „demagogii”. Przydatność klimatyzacji w znacznej mierze zależy od przyzwyczajeń użytkowników. Jeśli turysta z zimnego kraju przyjeżdża do ciepłego to potrzebuje jej bardziej niż tubylec. (Tak jak ów tubylec wymagałby ogrzewania jadąc do zimnego kraju. Tyle że jako biedniejszy nie jedzie.) Z dowożeniem piwa jest podobnie — w ramach jednego kręgu kulturowego możesz wykorzystać lokalnych dostawców — i gdy jedziesz, bo ja wiem, do Chorwacji, będziesz kupował lokalne piwo. Ale jak jest z lokalnym piwem w, powiedzmy, Nepalu? Dopasowanie produktu do potrzeb turysty wymaga tym wysiłku, im odległość (cywilizacyjna i geograficzna) jest większa.

    Należy pamiętać, że turystyka nie jest oczywistością. Tym bardziej masowa. To produkt naszej kultury, całkiem niedawny zresztą. Można by zaryzykować tezę, że w większości przypadków to coś, co w nas wmusza marketing nowoczesnego kapitalizmu 🙂

  10. @ Torlin,

    Nie tiwerdze, ze turystyke nalezy zlikwidowac. Jedynie zwracam uwage, ze ma ona, w obecnej formie, istotne wady – jak mozna zauwazyc rowniez w swiecie rozwinietym, sadzac po narastajacym oporze „tubylcow”. Ze swej strony moje doswiadczenia sa czysto turystyczne (taka wyspa dla wbranych) jak i zawodowe, kiedy docieram do miejsc, ktorych 99% turystow nigdy nie odwiedzi. Dopiero spojrzenie z dwoch przeciwleglych biegunow daje mozliwosc bardziej realistycznej oceny korzysci. Wydaje sie oczywistym, ze turystyka w I oraz III swiecie to dwie rozne rzeczy o roznych konsekwencjach i roznym rozmiarze korzysci. Aspekt ekologiczny jest tez istotny ale ocena tylko i wylacznie z tej perspektywy jest nieporozumieniem.
    Do fabryki w III swiecie sie nie odnosze, gdyz to jest jeszcze inny temat, z tej samej grupy co zamykanie przemyslow „brudnych” w Europie przy jednoczesnym imporcie produktow tych porzemyslow z krajow rozwijajacych sie.

    Pozdrawiam

  11. PAK-u! Vandermerwe!
    No cóż, jest to pokłosie po moim buncie. To nie jest: „nie próbowałeś zrozumieć kontrargumentów”, bo to są moje argumenty, które wygłaszałem od lat. Przestało mi odpowiadać wspólne oklaskiwanie jedynie słusznych prawd. Tłumaczycie mi, że życie jest szare, a nie biało-czarne, tak jakbym ja nie powtarzał tego od dziesięcioleci.Tak samo, jako ekonomista, powtarzam, że w tej dziedzinie nauk nie ma jednoznacznych rozwiązań, że coś dla wszystkich jest dobre, albo niedobre.
    Mój bunt wynika ze sprzeciwu wobec właśnie jednoznacznych werbalnych rozstrzygnięć: wielki kapitalizm jest be, biały człowiek, i do tego bogaty, jest wstrętny, ekologia jest cacy. Od dawna nasza klasa powtarza te prawdy objawione bojąc się jakichkolwiek słów temu przeciwstawiających. Poruszałem kiedyś temat niewolnictwa, cały czas biali muszą się kajać, gdy tymczasem ani oni nie byli najgorsi, bo to miejsce zajęli Arabowie, i nie oni łapali niewolników, tylko sprzedawali swoich ludzi sami kacykowie. To samo ze śmieciami, przecież te firmy nie wywożą chyba tego świństwa bez pozwolenia lokalnych władz, ktoś wydał na to pozwolenie. Wszystkiemu jest winny biały człowiek, gdy tymczasem po powstaniu Sudanu Południowego obydwie frakcje natychmiast zaczęły się mordować. Arabowie też przede wszystkim siebie wysadzają, gwałcą, prześladują.
    To samo było z Rospudą, pisałem, że ta cała akcja jest bez sensu. Autostrada z jedną podporą dawno zostałaby zaanektowana przez przyrodę. Ale dowcip polega na tym, że nie wolno mieć takich poglądów. I tu wracamy do naszych baranów. Piszesz PAK-u, że to była Twoja prowokacja, ale niestety muszę zażądać palmy pierwszeństwa, bo cała moja notka jest tego rodzaju prowokacją. Znów walczę z określeniem: „turystyka jest be”. I koniec.

  12. @ Torlin,

    Niepotrzebnie „wytaczasz duze dziala”. Po co mieszasz niewolnictwo czy kwestie winy kogokolwiek za cokowlwiek w dyskusji o turystyce i jej wplywie na nas samych? Jesli jeszcze raz przeczytasz wszystkie teksty, zobaczysz, ze czesciowo jest zgoda a czesciowo inne widzenie problemu. Tu nie ma jakiejs jednej linii – jak w wiekszosci dyskutowanych tematow.

    Pozdrawiam

  13. Progresywne opodatkowanie turystyki, to byłoby coś 😉

    Przydałoby się szersze/lepsze zarządzanie turystyką, bo teraz ludzie pchają się tych samych, popularnych miejsc, ignorując takie trochę mniej znane, a również fajne i sympatyczne.

  14. No i widzisz Vandermerwe, jaki ja jestem niedobry.
    ———–
    Gszczepa!
    Wspaniała myśl, tylko jak to zrobić.

  15. No a sex turystyka ?..
    Podobno państwa celowo nic w tym temacie nie robią , bo to duży dochód dla państwa , np. W krajach azjatyckich , ale nie tylko. 😉
    Słuchałam na ten te ma kiedyś przy tvN śniadaniowej, jak zdenerwowana i przejęta Kinga Rusin rozmawiała z Dominika Kulczyck , bo ta druga promowala swoją fundację ” domino ” . ☺
    No i też jedyny dochód dla rodziny itd. i mowa jest tu nawet o dzieciach.
    Brrrrr….

  16. Rozwinięta turystyka jest znakiem naszych czasów.
    Moim zdaniem wszystko idzie w dobrym kierunku – właśnie dzięki temu, że ludzie dobrej woli (wśród wielu innych) jeżdżą, patrzą i reagują.

  17. @ Torlin,

    „No i widzisz Vandermerwe, jaki ja jestem niedobry.”

    Przeciez my tylko dyskutujemy – roznica pogladow jest sednem dyskusji. Niedobry??? Gdzie, kiedy?

    Pozdrawiam

  18. Jula! Mario! Vandermerwe!
    Pozdrawiam serdecznie.

  19. @Torlin,
    Zdynamizować ceny biletów na przysłowiowe Morskie Oko (i inne w tym podobne miejscówki).

  20. Naprawdę uważasz Gszczepa, że to jest rozwiązanie problemu? Jak Cię znam, to się zdziwiłem. To nie mogłeś być Ty, to nie mogłeś Ty napisać, ktoś się pod Ciebie podszył. To jak pojedzie rodzina z dwoma małymi dziećmi, to zobaczy ceny np. 300 zł jeden bilet + 50% dla dzieci. Stać na to będzie tylko krezusów.
    Ciągle nie mogę zrozumieć tego ataku na turystów w Tatrach. Jak się siądzie nad jakąkolwiek kotliną, np. nad Doliną Pięciu Stawów Polskich (których jest zresztą sześć), to wokół jest niezmącona ludzkim śladem przyroda, widać tylko maluteńkie, nieliczne ścieżki. Jeżeli tłum chce iść do Morskiego Oka, to niech idzie, trzeba mu tylko umożliwić wodę, ubikację i miejsce oglądania. A określić dokładnie ilość furek.

  21. Nie zrozumieliśmy się, nie chodzi o to żeby bilety były po 300 zł, tylko żeby ceny były dynamiczne i progresywne. Teraz bilety są po tyle samo każdego dnia, niezależnie od wszystkiego.

    No to teraz jest tak że każdego stać i widzisz co się dzieje, przecież to masakra jest. Nie tylko Morskie Oko, ale też Dolina Chochołowska itd.

    Nie musi być od razu drogo, jak chcesz to może być tanio, tylko wprowadzić system losowania ograniczonej ilości biletów. Kupowanie w przedsprzedaży itd.

    Osobiście jestem zwolennikiem progresywności i dynamizmu, nie każdy bilet musi kosztować tyle samo.

    Liczba furek już jest ściśle ograniczona.

    Inna sprawa że furki bym całkowicie zlikwidował bo też jest komedia. Nawet paragonu nie wydają.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: