Napisane przez: torlin | 26/06/2018

Ogólne rozporządzenie o całkowitym utajnieniu istnienia człowieka

Polska jest specyficznym krajem. Już kiedyś pisałem, że jakby weszło rozporządzenie, że w każdej komórce musi być automatyczny włącznik świateł, to komisje wpadałyby do rozpadających się komórek w górach, w których nikt nie bywał od dziesięcioleci, i karaliby właściciela. Na naszych oczach dzieje się to z RODO. Strach się śmiać.

W wypadku autokarowym na Zakopiance rannych zostało sporo dzieci, zostały przewiezione do czterech szpitali. Zrozpaczeni rodzice nie mogli się dowiedzieć, gdzie leży ich pociecha, bo ochrona danych na to nie pozwala. Dyrektor jednego ze szpitali zakazał podpisywania imieniem i nazwiskiem kroplówek oraz worków z krwią.

Muszę sobie badać jaskrę, jestem z pierwszej półki. Badanie o tyle śmieszne czasowo, że zapisywany jestem np. 16.48, bo badanie trwa dokładnie 7 minut i jak mówi pani w recepcji 5 minut byłoby za mało, a 10 z kolei stratą czasu tego wyspecjalizowanego urządzenia. Siedzę sobie na korytarzu, jest z 10 osób, bo część ludzi przychodzi wcześniej, trochę opóźnienia, wychodzi pani pielęgniarka i mówi: „Pan Jacek” – zrywa się trzech. „Pani poda nazwisko”. „Nie mogę – RODO”. „To – mówię – proszę podać pierwszą literę nazwiska”. „P”. Zostaje dwóch, jeden odpadł. Kolejka rechocze jak na najlepszej komedii. „To – mówię – poda pani drugą literę nazwiska”. Kolejka coraz bardziej rechocze, dziewczyna uroczo się płoni, ja nie wytrzymuję, podaję na głos swoje nazwisko i pytam się, czy to ja teraz wchodzę. „Tak – mówi z ulgą panienka – pan”.

Na Zielonym Ursynowie powstał Dom Kultury i rozpoczynają się różne zajęcia. Ponieważ moje wnuczki chodzą tam na zajęcia z teatrzyku wchodzę od czasu do czasu do sekretariatu pytając się, kiedy się zaczną moje i jakie. Ciągle nic nie wiadomo. Panienka jest bardzo uprzejma i mówi: „zapisałabym pana nazwisko i numer telefonu, i bym zadzwoniła, gdyby już coś było ustalone, ale mi nie wolno – RODO”. „Ale ja sam chcę podać”. „To nic – nie wolno”.

Moja podstawówka chciała wywiesić dyplomy dla najlepszych uczniów. Nie wolno. W drugiej wywieszane rysunki podpisane są też tylko imieniem. Nazwiskiem nie wolno. A Zuź jest w klasie pięć.

Lekarz do pacjenta:

– Proszę podpisać zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
– Ale po co?
– Bo inaczej nie będę miał dostępu do wyników pańskich badań z laboratorium.

Oczywiście, jest to bzdura, RODO wyraźnie o tym mówi. Ale Polacy to są Polacy.


Responses

  1. Kiedy przy okazji ostatniej wizyty u lekarza podałem w recepcji nazwisko, żeby mnie znaleźli w kartotece, recepcjonistka syknęła na mnie, żebym zamiast mówić głośno, pokazał dowód osobisty.

  2. Ale wiesz Pawle, że to jest bzdura, RODO nie na tym polega. Wystarczy tylko sobie przeczytać, wpisać do Wujaszka „zasady RODO”. Dla nas przede wszystkim to są dwie rzeczy: możliwość zostania zapomnianym i niedopuszczenie do handlu moimi danymi: „Dzwonię z firmy Ekstraatlantyk, nazywam się m.r.t..a kody, pan Torlin, prawda? Chciałam panu zaproponować nasz nowy rewolucyjny produkt, jeżdżącą popielniczkę”.

  3. Dzwonić będą i tak, bo wybierają numery losowo.
    Mnie z tej dziedziny złości zniknięcie z klatek schodowych list lokatorów. Mogę zrozumieć, że osoba bardzo znana lub bardzo bogata może sobie nie życzyć, żeby wszyscy wiedzieli, gdzie mieszka, ale czego ma się obawiać zwykły Kowalski?

  4. No nie wiem, ale tu nie ma żadnej histerii z okazji RODO. Na każdym budynku wielorodzinnym (a takie są w miastach) na tablicy z domofonami wiszą nazwiska mieszkańców, za to nie ma i nie było nigdy numerów mieszkań.
    U lekarza pani w recepcji wywołuje kolejnego pacjenta po nazwisku.
    Zdjęcia osobom obcym mogę robić, ale gdybym je bez zgody opublikowała np.na blogu to byłaby kara. Polska zawsze miała i ma nadal kłopoty z interpretacją różnych przepisów. Np. Izba Skarbowa i Min. Finansów w różny sposób interpretują ten sam przepis a człowiek dostaje obłędu od tego.
    I co mi z tego, że w polskim szpitalu z powodu RODO nie doczepią kartki z moim nazwiskiem do kroplówki, skoro nadal wożą po korytarzu nagich pacjentów bo im tak wygodniej. Coś z tymi polskimi umysłami chyba jest nie tak.
    Miłego;)

  5. Kazda wladza ma taka nature , ze „wydziela” z siebie rozne prawa i przepisy w imie naszego dobra. Tak to juz jest, ze wladza kreujac nowy przepis zazwyczaj uwaza problem za rozwiazany, bez wzgledu na konsekwencje wynikajace z tej „radosnej” ustawodawczej dzialalnosci. W tym przypadku istnieje ciekawy paradoks. Nasze dane sa niby chronione przed osobami postronnymi, z tm, ze glowna „osoba” postronna jest samo panstwo zbierajace o obywatelach najdrobniejsze informacje – ta dzialanosc jest w sumie poza obywateli kontrola.
    Jak wspanialym polem do popisu w tej kwestii jest „wojna z terrorem”.

  6. Przed RODO też tak było. Poszedłem kiedyś, parę lat temu, oddać krew i w interesie ochrony danych osobowych panie pielęgniarki owszem, wzywały po nazwisku, ale wymawiały je celowo cicho — tak cicho, by i sami zainteresowani nie słyszeli… Zapytane dlaczego, powołały się właśnie na ochronę danych osobowych…

  7. Ale Anabell, Niemcy to jak nie dawni Niemcy, jak byłem w Berlinie, to ich nie poznawałem. Najbardziej spektakularną rzecz, jaką zauważyłem, odbyła się w małym Bierstube. Jestem osobą popalającą, nie jestem nałogowcem, ale od wielu lat lubię sobie zapalić do piwka. I polazłem na piwo do piwiarni, i chciałem wyjść na zewnątrz, żeby zapalić, bo nad bufetem jak wół stało: rauchen verboten. A na to pani za kontuarem rzekła mi, że nie muszę wychodzić, mogę sobie zapalić przy stoliku, i jeszcze do tego przyniosła mi popielniczkę.
    ————
    Pawle! Vandermerwe! PAK-u!
    I co my możemy na to poradzić. Jedynie tylko wierzyć, że Unia nas ochroni. I to wszystko.

  8. Niemcy to już rzeczywiście nie to co kiedyś. Kto by pomyślał że w niemieckim urzędzie bierze się łapówki, a tymczasem to się okazał masowy proceder:

    szefowa oddziału w Bremie w latach 2013–2016 bezprawnie zagwarantowała ochronę międzynarodową co najmniej 1200 osobom. Część osób zamieszanych w proceder prawdopodobnie przyjmowała łapówki

    https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2018-06-06/migracyjny-problem-niemieckiej-polityki

    Do tego skandal z producentami samochodów… i człowiek nie poznaje starych, dobrych Niemiec, gdzie może było różnie, ale zgodnie z przepisami zawsze.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: