Napisane przez: torlin | 01/08/2018

Zapoznani kolonizatorzy

Fort Dansborg w Tarangambadi, za czasów duńskich miasto to nazywało się Tranquebar i mieściło się w Indiach „naprzeciwko” Cejlonu. Ale Hindusi fajnie postępują, w 2004 roku odnowili wszystkie zabytki.

Bedzie znowu kłótnia z Pawłem i Telemachem, że narody nie mają czegoś takiego jak pamięć. A ja twierdzę w dalszym ciągu, że nie tylko narody mają wybiórczą pamięć, ale i prowadzą politykę edukacyjną, aby jeszcze większa amnezja opanowała społeczeństwo. Porozmawiajcie z Austriakami na temat współpracy z Hitlerem, Amerykanami na temat Alamo, Polakami o koloniach polskich na Wschodzie, Rosjanami o paradzie w Brześciu. Mamy tak demokratyczny i liberalny kraj, jak Dania, która wyparła z narodowej świadomości swoją historię kolonialną. Sprytnie to zrobili, w odpowiednim czasie sprzedali swoje kolonie, nic nie wspominali na ten temat, w szkołach na temat kolonialnej przeszłości cicho sza,  w periodykach nic nie ma, bo inni byli „więksi” (mieli więcej za uszami). Duńskie Imperium Kolonialne.

Kto dzisiaj wie o tym, że Duńczycy mieli swoją Duńską Kompanię Wschodnioindyjską, obsługującą Daleki Wschód,mającą właśnie siedzibę w Tranquebar oraz Duńską Kompanię Zachodnioindyjską zarządzającą Duńskimi Indiami Zachodnimi, a więc wyspami na terenie Morza Karaibskiego. My nie wiemy, ale Duńczycy? Wspaniały artykuł autorstwa Magdy Działoszyńskiej zamieściła GW pt. „Niewolnik zamieciony pod dywan. Jak Duńczycy wypierają kolonialną przeszłość”, boję się, że jest on zakodowany, a przez to niedostępny. Oto najwspanialsze fragmenty: „Ponad dekadę temu La Vaughn poznała duńskiego kuratora sztuki. – Powiedział, że jest z Danii, a ja na to: o rany, a ja z Wysp Dziewiczych! Zupełnie nie wiedział, o co mi chodzi. No wiesz, z duńskich Indii Zachodnich, mówię mu, a on wciąż nic. Opowiedziałam mu, że u nas, na St. Croix, wszędzie są ślady po duńskiej obecności w nazwach własnych, architekturze, czyli ruinach budynków z charakterystycznej żółtej cegły, w sposobie zagospodarowania przestrzeni, kiedyś podzielonej na 150 plantacji.

Rok później kurator przyjechał na St. Croix, by zobaczyć, o czym mówiła. A ona dzięki jego pomocy dostała stypendium duńskiego rządu i spędziła dwa miesiące w Kopenhadze. Wędrówki po mieście zaprowadziły ją do wielkiego sklepu Royal Copenhagen – producenta ikonicznej dla Duńczyków porcelany. Na trzecim piętrze wystawiono jej stare wzory, nawet z XVII wieku. Tam po raz pierwszy La Vaughn obejrzała całość, której kawałki znajduje wokół swojego domu”. (…)

„Ale o ile na Karaibach każde dziecko wie, skąd się tam wzięło – La Vaughn pokazuje podręcznik do nauk społecznych, z którego jej córki już w szkole podstawowej uczą się o niewolniczej historii wyspy – w Danii wstydliwe karty z przeszłości są skrzętnie ukryte. – Niby wiedziałam, bo w duńskiej szkole uczyłam się o historii kolonizacji i niewolnictwie. Ale nie do końca uświadamiałam sobie, że Dania w niej uczestniczyła, bo mówiło się głównie o wielkich imperiach kolonialnych, winny zawsze był ktoś inny. W naszej narodowej narracji funkcjonuje motyw pięknych wysp, raju utraconego… Nic poza tym – mówi”.

Tak mógłbym ciągnąć cytaty, może napisalibyście mi, czy macie dostęp do artykułu, bo jak nie, a Was ciekawi, to zerżnę jeszcze trochę. W Dużym Formacie czytałem też na temat drętwienia rdzennych mieszkańców Grenlandii na dźwięk słowa Duńczyk. Trzeba przyznać, że Duńczycy zrobili to perfekcyjnie, przy słowach „obrzydliwi kolonizatorzy” Ziemianie mają przed oczami Anglików, Francuzów, Hiszpanów, Portugalczyków, Holendrów, Belgów, Włochów czy Niemców, ale nigdy Duńczyków. Tymczasem w Ghanie „na jej wybrzeżu stoi fort Prinzenstein, a raczej to, co z niego zostało – białe kiedyś mury dziś są szarobure, zrujnowane przez upływ czasu i napór fal. Na nich napis: „Zbudowany przez Duńczyków w 1784 roku”. A w lochach inny: „Witajcie na drodze ponownego, duchowego spotkania z przodkami, brutalnie wyrwanymi ze swojego miejsca na ziemi”. Fort Prinzenstein był od połowy XVII przez następne dwa stulecia jednym z kolonialnych przyczółków Królestwa Danii i Norwegii na tzw. Złotym Wybrzeżu. – Przewodnik w Ghanie powiedział nam, że w lokalnym języku wciąż występują duńskie słowa, np. „trappe”, oznaczające schody.

Schodami w dół, do podziemi owych twierdz, prowadzono niewolników, którzy potem trafiali potem z zachodniego wybrzeża Afryki do Nowego Świata. W szczytowym momencie w duńskich Indiach Zachodnich dla 1,5-2 tysięcy białych kolonizatorów pracowało na plantacjach 18-20 tysięcy czarnych niewolników. Owoce ich pracy – cukier, rum czy kawa – trafiały z powrotem na statki płynące na Stary Kontynent. A budynki, w których je magazynowano, do dziś stoją na kopenhaskim nabrzeżu”.

Na koniec ciekawostka – w XVII wieku  wraz ze Szwedzką Kompanią Wschodnioindyjską importowała do Europy więcej herbaty niż Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska i przemycała 90% do Anglii, gdzie ją sprzedawała z dużym zyskiem.


Responses

  1. Jak to powiadają niewinne tajemnice szkodzą zwykle najbardziej. I tak stało się w tym przypadku, bowiem po przeczytaniu tekstu Duńczycy wydali mi się ludźmi z lekka dziwnymi. Najciekawszym było dotarcie do opracowań z dziedziny szeroko rozumianych nauk społecznych analizujących dlaczego tak to wygląda. Z pewnością ktoś to badał, bo przynajmniej dla mnie opisana „amnezja” jest szokująca.

  2. Ja wiedziałam. Wszak Pissarro był rodem z Wysp Dziewiczych;)
    Z tą ludzką pamięcią to są zawsze hece.
    Tak już mamy i to ponoć normalne, że albo coś wypieramy z pamięci szybko i skutecznie i wtedy robimy „wielkie oczy”, gdy ktoś nas o tę wypartą z pamięci sprawę pyta, albo hodujemy w pamięci wyidealizowany obraz wszystkiego. Najbardziej lubię porównywać wspomnienia Polaków z kresów ze wspomnieniami „autochtonów”. Prawda na ogół zawsze leży pośrodku, a najzabawniejsze jest to, że ta prawda na ogół nikomu się nie podoba.
    Pomyśl- niedługo dzieci będą się uczyć, że przez płot Stoczni skakał inny Lech.
    Miłego;)

  3. Prawda leży tam gdzie leży a nie w jakimś „pośrodku” 🙂
    O Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie Polacy też dowiadują się od Beauvoisa.
    Oczywiście ci, którym zechce się przeczytać te ponad 700 stron.

  4. Od koleżanki, która od 20 lat mieszka w Belgii wiem, że Belgowie wypierają też z pamięciu króla Leopolada II, który był najnormalniejszym mordercą i okrutnym kolonizatorem.

  5. errata
    do komentarza wkradł się błąd; powinno być: byłoby

  6. „When the Facts Change” – taki tytul nosi zbior esejow Tony Judd. Sadze, ze tytul jest dobrym komentarzem do dyskutowanego tematu.

    Pozdrawiam

  7. Anabell!
    Zobacz, a ja tego o Pissarro nie wiedziałem. Dzięki.
    Nic Anabell nie zginie. Polska inteligencja jest tak wyćwiczona przez te 200 lat z ogonkiem w nauczaniu swoich dzieci w prawdzie o pewnych faktach, że do końca moich dni, i moich dzieci będzie wiadomo, że to Wałęsa. Masz przykład Katynia w czasie komuny.
    ———–
    Stokrotko!
    Tak, masz rację, ale Belgom się to nigdy nie uda. Tak niebywałe bezeceństwa, do jakich się dopuścili w Kongu, nie mogą zostać zapomniane. Ale zapomniane może być, że to Belgowie pośrednio swoją polityką kolonialną tak zantagonizowali ludy Tutsi i Hutu, że do dzisiaj żyją we wrogości.
    —————-
    Szczurku!
    Dla przeciętnego człowieka są dwa źródła wiedzy, nazwijmy to wstępnej: rodzina i szkoła, czy szkoła i rodzina. Teraz doszedł Internet, ale załóżmy, że go nie ma. Jeżeli nikt nie mówi na temat faktów, to one nie istnieją w świadomości ludzkiej. masz przykład szmalcowników, ja do dzisiaj jestem przekonany o polskim poświęceniu, te wszystkie drzewka życia. Tylko Ojciec świetnie pamiętający wojnę ciągle mi mówił: „To nieprawda. Polacy byli straszni”. I dawał przykład Polaków, którzy po wojnie wypuścili ukrywanych Żydów, a oni pochwalili się, gdzie byli, to „ratownicy” byli szykanowani przez całą wieś.
    ————–
    Woziwodo!
    A o której książce Daniela Beauvoisa mówisz?
    —————
    Vandermerwe!
    Nie żebym Cię poprawiał, ale nie mogłem go znaleźć, bo on jest Tony Judt.
    Nie wiem, czy wiesz, ale jest to sparafrazowana wypowiedź Keynesa, oryginalna mówi: „When my information changes, I alter my conclusions. What do you do, sir?”, została ona zmieniona na: „When the facts change, I change my mind. What do you do, sir?”, jak go się spytano, dlaczego zmienił zdanie po Wielkim Kryzysie.

  8. @ Torlin,

    Tak, masz racje Tony Judt – zapewne patrzylem w niebo piszac, gdyz ksiazke mam prawie pod nosem. Niezaleznie od autora wypowiedzi, rzecz pasuje do tego, co piszesz. Zreszta od zarania ludzkosci, moze od momentu , gdy czlowiek wymyslil pismo nastapilo „przepisywanie” rzeczywistosci i tak po dzien dzisiejszy.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: