Napisane przez: torlin | 08/09/2018

Pociągi w Lombardii

Notka jest z jednej strony ukłonem wobec Szymona, z drugiej można zauważyć zmiany w kolejnictwie właściwie ogólnoświatowe. Pierwszą zauważalną zmianą wobec dawnych zwyczajów jest brak kas biletowych w tym tradycyjnym znaczeniu. I nie chodzi mi o automatyzację zakupu, ludzie w dalszym ciągu kupują u żywego człowieka, ale o to, że kasy są w najbardziej nieprzewidywalnych miejscach. W Tbilisi bilety kupuje się na trzecim piętrze domu towarowego, w Lombardii w barach, trafikach. Najlepiej widać to było w Bergamo, gdzie bilety można było kupić w trzech miejscach, w normalnej kasie kolejowej, w trafice sprzedającej papierosy (jakby kto nie wiedział, co to jest trafika) i w biletomacie. Automat miał od czasu do czasu klienta, jak i trafika, tymczasem tradycyjna kasa miała 20-osobową kolejkę, w tym mnóstwo skośnookich, którzy raczej – należałoby przewidywać – powinni skłaniać się raczej w stronę komputeryzacji. Bardzo podobnie jest w Tirano, gdzie na małym placyku są dwa dworce kolejowe, jeden Berniny Expressu czyli Kolei Retyckich (fronton na zdjęciu u góry), szwajcarska normalność, dwie kasy biletowe najnormalniejsze w świecie + biletomat. Drugi dworzec jest od normalnych kolei i bilety kupuje się w barze.

Kiedy przejechaliśmy autobusem numero uno w Bergamo z lotniska na dworzec kolejowy Łukasz zaczął mi przypominać o obietnicy danej Szymonowi, ale ja naprawdę nie miałem co fotografować. Fronton dworca nijaki, a pociąg z Bergamo do Lecco przypominał najgorsze pociągi z lat 70. ubiegłego wieku do Sochaczewa lub Kobyłki. Całe wymazane graffiti, śmierdzące brudem, z zasyfionymi ubikacjami, niedomykającymi się oknami, to już w Polsce chyba nie ma takich pociągów. W Lecco mieliśmy przesiadkę na ekspres (lub pośpieszny) Mediolan – Tirano, i to był już fajny pociąg, chociaż Łukasz zarzekał się, że jest to komfort naszych Kolei Mazowieckich.

Przepiękny jest fragment Tirano, w którym pociąg przejeżdża przez główny plac Madonna di Tirano, dawniej odrębnego miasteczka, teraz dzielnicy Tirano. Czekaliśmy na placyku, aby przejechał pociąg, ale się nie doczekaliśmy. Zdjęcie jest zrobione właśnie z pociągu Bernina Express i każdemu radzę chociaż raz w życiu przejechać czymś tak cudownym. Kolej Retycka jeździ na trasie St. Moritz – Tirano, właściwie cały czas po stronie szwajcarskiej, ze wszystkich przystanków jedynie Tirano jest we Włoszech. Startuje z 400 metrów, a najwyższy punkt to przełęcz Bernina powyżej 2.200 m. Niezapomniane przeżycie.

Tunele, wiadukty, takie przepaście, że pytałem się żartobliwie Łukasza, czy przy awarii zostanie z nas chociaż materiał genetyczny. Niedaleko Tirano jest zakręt 360-stopniowy, którego nie widział Szymon. Aby obejrzeć lepiej Kolej Retycką zajrzyjcie TU, z pociągu trudno jest zrobić dobre zdjęcia.


Aneks dla Stokrotki

Wprawdzie nie bardzo rozumiem, dlaczego muszę dawać zdjęcia swojej osoby, ale niech będzie.

Temat zdjęć jest niezręczny dla mnie i z powodów osobistych nie chcę się uszczegóławiać. Mam tylko te dwa zdjęcia, tylko na drugim jestem w pełnym oprzyrządowaniu.


Responses

  1. Nie ma to jak kolej:-) Bardzo fajny wpis.

    Kiedyś pojechałem koleją do Niemiec, z 6 przesiadkami w jedną stronę. Poznałem trochę kraju i było super.

  2. Dziękuję Gszczepa. Tak jak kiedyś napisałem, uwielbiam te wszystkie przesiadki, atmosferę dworców.

  3. Super !
    Ale nadal Cię nie widać.
    Może chociaż jakiś mur z napisem: „Tu byłem. Torlin”.????

  4. Odpowiedzią na Twoje obydwa komentarze jest aneks dla Ciebie w podstawowym tekście.

  5. Jacku, dziękuję za pamięć! Co do biletów, to obawiam się że docelowo będą jednak zanikać w formie papierowej, zastępowane przez różnej maści aplikacje. Dla mnie szkoda, bo od ponad 10 lat zbieram, i mam już wypełnione 3,5 klasera 🙂

  6. Drogi Szymonie, aplikacje nie wykluczają wersji papierowych, bo można sobie wydrukować (tak jak ja to robię w przypadku odprawy on-line w Wizz Air czy Ryanair lub w pociągach polskich), choć wiem, że to nie to samo co bilet z różnymi niezrozumiałymi napisami np. po albańsku.
    Ale powiem Ci szczerze, że niemożliwe będzie zostawienie sporej stacji kolejowej bez obsługi personalnej, i zostawienie wszystkiego aplikacjom. Jeżeli tak zrobią, to pytaniami będzie zadręczana dziewczyna obsługująca w barze. My np. o tempores – nie mogliśmy na jednej ze stacji trafić na peron 1 (!!!) i gdyby nie pomoc młodej dziewczyny spóźnilibyśmy się na pociąg.
    Mnie się wydaje i mam nadzieję, że wielkie firmy zrozumieją, że ograniczanie kosztów osobowych w ich firmach też powinno mieć swoje granice, bo inaczej wpadniemy w system telefonii, do której nie można się dodzwonić, a jak się to w końcu uda, to człowiek musi za to płacić (jeden z największych kretynizmów w historii, Play daje mi wszystkie połączenia za darmo, bo mam abonament, ale za połączenie z Play płacę).

  7. Nie musiałeś!!!
    Podpuściłam Cię.:-)
    Ale dziękuję – bardzo mi miło zobaczyć Cię na tle Alp.
    Pozdrawiam serdecznie

  8. Stokrotko!
    To drugie zdjęcie jest właśnie z przełęczy Bernina, w polskiej Wikipedii nie ma tej stacji, jest w angielskiej i niemieckiej wersji TU.
    Jeżeli wywołałem tymi zdjęciami uśmiech na Twojej twarzy, to nie żałuję autoprezentacji (chociaż za nią nie przepadam). 😀 Pozdrawiam!!!

  9. Lubię Szwajcarię, choć nie powiem żeby mi odpowiadała cenowo.Niestety podwyżkę emerytury zżera mi całkowicie kurs na linii złoty-euro.
    Torlinie, zapewniam Cię, że widoku Alp nie zepsułeś ukazując nam swą Osobę.
    Przeżyłam raz mały koszmarek w Monachium, związany z biletem lotniczym powrotnym, papierowym, wykupionym w Warszawie. Byłam chyba jedyną osobą, która miała przy sobie taką osobliwość. Wszystkie możliwe stanowiska odprawy odbierały tylko „zakamuflowane” rezerwacje i miałam duże szanse nie odlecieć. W końcu doprosiłam się jakiejś obsługi, która musiała gdzieś dzwonić, sprawdzać itp., by się upewnić, czy aby ten bilet nie jest eksponatem muzealnym, a ja złodziejką, która go z muzeum lotnictwa wyniosła.
    Zazdroszczę Ci tych Alp, bo już tam nie będę- to se ne wrati – jak mawiają bracia Czesi.
    Miłego;)

  10. Walczę Anabell jak lew, aby jak najdłużej chodzić po górach. Ale przydały się dziesiątki, jeżeli nie setki kilometrów po Lesie Kabackim, pływalnia, siłownia, rower, brak samochodu. Jak dotąd jestem w niezłej formie, oczywiście jak na prawie 67-latka.
    Z kupnem biletu na Bernina Express było o tyle dziwnie pod względem finansowym, że z mojej karty zostały pobrane złotówki, a nie frank czy euro.
    Jeżeli chodzi o bilet, to on w tanich liniach właściwie nie istnieje, jest coś takiego jak odprawa, i u nas część ludzi miała tę odprawę w formie papierowej, część w telefonach, a najważniejszy jest zawarty w niej kod kreskowy.
    Nie mam wielkiego zdania na temat swojego wyglądu, dlatego wolę widok Alp w stanie czystym, sauté.

  11. Widoczek na zdjęciu z Tobą żywcem nadaje się na jakąś fototapetę ❤

    A i te wszystkie fakty o kolei też ciekawe 🙂

  12. Bardzo się cieszę Celcie, i bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: