Napisane przez: torlin | 11/12/2018

Prus kontra Puszkin i Chałubiński

Czytam (to jest za dużo powiedziane – o tym niżej) Wydawnictwa Episteme Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza w Lublinie pierwszy tom z serii: Korespondencja zawierająca Listy Bolesława Prusa w opracowaniu Jacka Nowaka. Właściwie przekartkowałem. Tak nieciekawej korespondencji nie czytałem w życiu, a to jest 760 stron, zresztą pięknie wydanej, z przypisami. I nie można nawet mieć pretensji do Prusa, Nowaka czy Episteme, oni mieli naprawdę dobre chęci. To po prostu sam Prus im uniemożliwił stworzenia czegoś ciekawego. Ten człowiek nigdzie nie wyjeżdżał*, a jeżeli już, to tylko do Nałęczowa, nie miał w Polsce znajomych, uwielbiał wszystko załatwiać w cztery oczy. Pisał, jeżeli już musiał. Mnóstwo listów jest w  formie: „informuję Pana uprzejmie, że fakt ten zaistniał w 1884 roku, a nie w 1885. Al. Głowacki”.

Taka jest prawda, że właściwie książkę przekartkowałem, a nie przeczytałem, ale wynalazłem dwa smaczki. Pierwszy dotyczy postaci Puszkina, i tu – ze względu na to, że nie wszyscy wiedzą o co chodzi – musimy się cofnąć o co najmniej pół wieku. Ten wielki romantyk rosyjski miał duszę rozdartą pomiędzy caratem a Rosją, nienawidził caratu, a kochał Rosję. Dla Polaków nienawidzących jednakowo obie części składowe imperium było po drodze z Puszkinem z jego przyjaźnią z Adamem Mickiewiczem, ale nie po drodze z jego antypolskimi wierszami. Liryki „U świętego grobu”, „Oszczercom Rosji” i „Rocznica Borodina”, krytykujące Powstanie Listopadowe, zyskały miano antypolskiej trylogii. Adam Mickiewicz odpowiedział wówczas Puszkinowi wierszem „Do przyjaciół Moskali”. Jeżeli ktoś zna troszeczkę głębiej problem, to wie, że były to wiersze pozornie antypolskie, poecie bardziej chodziło o uniemożliwienie agresji na Rosję ze strony państw zachodnich. Dla niego Powstanie Listopadowe miałoby być pretekstem do agresji na Rosję. Trzeba pamiętać, że jest to okres rewolucjonizowania się Europy: Francja, Belgia, Niemcy, Szwajcaria, Włochy, na początku 1831 roku polski Sejm zdetronizował Mikołaja I, wojska rosyjskie wkroczyły do Królestwa i rozpoczęła się wojna. Na wieść o tym w zrewoltowanej Europie nasiliły się nastroje antyrosyjskie. Puszkin wpadł w przerażenie, że powtórzy się 1812 rok. Fragment „Oszczercom Rosji” (całość TU)

„Po co huczycie narodowi oratorzy?
Po cóż grozicie Rosji anatemą?
Czyż was wzburzyło Litwy poruszenie?
Zostawcie, to spór jest Słowian między sobą,
Domowy stary spór, zrządzeniem losu zawieszony,
Pytanie, na które nie dacie odpowiedzi”.

I teraz płynnym ruchem konika szachowego przechodzimy do Krakowa lat 80. XIX wieku. Trzeba przyznać, że ówczesny Kraków specjalizował się w puszkinologii, poeta był rozpracowywany na uczelniach na wszystkie sposoby. I nadszedł 1899 rok, czyli stulecie urodzin rosyjskiego romantyka, Polacy postanowili zorganizować obchody właśnie w Krakowie, nad całością czuwali ludzie o takich nazwiskach jak Kazimierz Morawski, Jan Baudouin de Courtenay, Karol Potkański, Stanisław Wyspiański, Jacek Malczewski i Władysław Żeleński. Do uczestnictwa zaproszeni zostali również ludzie z Kongresówki, jak właśnie Prus czy Eliza Orzeszkowa. I teraz zrozumiały jest list naszego bohatera do Jana Baudouin de Courtenay (wyłączyłem małe rzeczy nieistotne):

„Do Jana Baudouin de Courtenay – Warszawa 28 maja 1899 roku
Szanowny Profesorze!
(…) Na uroczystość Puszkina nie przyjadę do Krakowa, przede wszystkim dlatego, że nie lubię się, jak powiadają, „szastać się”. Ale – winszuję Wam pomysłu i moralny udział w uroczystości przyjmuję z następujących powodów:

  1. Dusza ludzka i społeczna szlachetnieje, lepiej rozwija się podczas zebrań, na których się mówi o ludziach genialnych i ich pracach, aniżeli podczas zebrań, na których tworzą się lub rozpowszechniają plotki i oszczerstwa zwane „rozmowami towarzyskimi”. Pod tym względem zebrania w imię: Niutonów, Koperników, Schillerów, Szekspirów, Homerów, Mickiewiczów, Puszkinów i im podobnych mają cywilizacyjną doniosłość.
  2. Głęboko odczuwam i jestem głęboko przekonany o potrzebie zbliżenia się i porozumienia się wszystkich uczciwych, rozumnych, energicznych i utalentowanych Polaków i Rosjan. Istnieje bowiem mnóstwo spraw, nad którymi moglibyśmy wspólnie pracować. Jedną zaś z tych spraw byłoby: zmniejszenie czy ograniczenie wzajemnych przesądów, nienawiści i wynikającego z nich szkodnictwa. (…)
  3. Dla pożytku zaś tych, którzy nie podzielaliby poglądów wyrażonych w § 1 i 2 dodam – ponieważ Ruscy literaci uczcili pamięć Mickiewicza, więc ludzie dobrze wychowani muszą wywzajemnić się uczczeniem Puszkina. (…)

Pana ściskam serdecznie, przyjaciel i sługa Al. Głowacki”.

Uroczystości puszkinowskie budziły wówczas wielkie emocje, mnóstwo ludzi było im przeciwnych, padały nawet słowa o zdradzie, ugodowości, współpracy z caratem (nie da się ukryć, że w Kongresówce narastała w tym czasie rusyfikacja). Nawet po II Wojnie Światowej Puszkin nie był lubiany jako postać, na zdjęciu powyżej pomnik Puszkina i Mickiewicza postawiony w Polnicy Zdroju – gospodarze miasta świadomie doprowadzili do rozpadnięcia się pomnika zbudowanego ze złych materiałów, nikt go nie chciał ratować.


W 1900 roku zawiązał się w Zakopanem Komitet Budowy Pomnika Tytusa Chałubińskiego, składki były zbierane przez różne osoby nie tylko na terenie trzech zaborów, ale również za granicą. Prus należał do tzw. „Komitetu Obszernego” zobowiązującego się do zbierania datków. Dlatego tak zainteresował mnie list Al. Głowackiego do Komitetu Wykonawczego Budowy Pomnika Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem (prezesem wówczas był Zygmunt Gnatowski, rozmiłowany w góralszczyźnie kolekcjoner i ziemianin z Jakimówki na Ukrainie, dla którego Witkiewicz zaprojektował willę „Kolibę”):

„Warszawa, 7 grudnia 1901 roku – Wielmożny Panie!
Czy byłem wzywany o zbieranie składek na pomnik śp. Tytusa Chałubińskiego? Tego rzeczywiście nie pamiętam. Natomiast doskonale pamiętam wezwanie, ażebym składek nie zbierał. Do tego się zastosowałem, i żadnych pieniędzy na pomnik nie posiadam.
Proszę przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku.
Sługa – Al. Głowacki”.

Nie tylko ja, ale i badacze listów Prusa zastanawiamy się wspólnie, kto wydal takie wezwanie Al. Głowackiemu. Jest to nieprawdopodobnie ciekawa sprawa. Tak nawiasem mówiąc Prus jest odnotowany na łamach „Przeglądu Zakopiańskiego” ze swoją wpłatą na fundusz Komitetu w wysokości 2 rubli (cena letnich butów czy koszuli, pokój w Hotelu Europejskim kosztował 3 ruble).

* Prus miał straszną agorafobię, jak górale prowadzili go na Halę Gąsienicową, to szedł z zawiązanymi oczami.

 


Responses

  1. Puszkin kojarzy mi się wyłącznie z Żeromskim (gdzieś tam się przewija w tle „Syzyfowych prac”).

    Prusa zaś bardzo lubię.

    Czytałem niedawno „Imperium chmur” Jacka Dukaja, tam jest fajne nawiązanie do metalu lżejszego od powietrza z „Lalki” – chociaż całość opowiadania mnie nie zachwyciła.

    Jakbyś szukał listów do poczytania to polecam korespondencję Lema, są dwa ciekawe zbiory wydane, pierwszy listów z Mrożkiem, drugi z amerykańskim tłumaczem. Bardzo dobre, świetnie się czyta.

    Ciekawe te czasy kiedy wszystko załatwiało się przez pisanie listów.

  2. Ja jakoś nie mam smaku do czytania cudzych listów. Poza wszystkim innym zawsze się zastanawiam, czy ich autor i adresat życzyliby sobie, żeby po ich śmierci każdy mógł przeczytać, co sobie wzajemnie mieli do powiedzenia.

    Puszkina czytywałem w oryginale. W ogóle jestem zdania, że poezja rosyjska nie ma sobie równych. Choć może to pochopne stwierdzenie, bo poezje innych narodów niż polski i rosyjski znam tylko z przekładów, a i to bardzo wyrywkowo.

  3. @ Pawel Lubonski,

    „W ogóle jestem zdania, że poezja rosyjska nie ma sobie równych.”

    Sadze, ze wszelkie utwory czytane w oryginale nabieraja wyjatkowej wartosci. Tlumaczenia, nawet te najlepsze, czesto nie sa w stanie poradzic sobie z niuansami obcego jezyka. Moze nie jest to tak wyrazne, gdy mowimy o jezykach spokrewnionych, natomiast bywa drastyczne w przypadku roznych grup jezykowych. Kilka razy mialem okazje sie o tym przekonac kupujac angielski tlumaczenie znanych mi utworow polskich czy rosyjskich. Z formalnego punktu widzenia byly dobrze przetlumaczone lecz zniknely subtelnosci oryginalnych jezykow.

    W sprawie czytania listow, rzeczywiscie rzecz jest kontroweryjna. Czasami autorzy przed smiercia wyrazaja zycznei by listy zniszczyc i jest to ignorowane przez zyjacych. Z drugiej strony, sa listy pisane z mysla o potomnosci.

    Pozdrawiam

  4. Gszczepa!
    To, co teraz napiszę, będzie przerażające. Nie lubię Lema. Generalnie. Czytałem go sporo w młodości, ale nie było ani jednej pozycji, do której chciałbym sięgnąć po raz wtóry. I tak, jak przepadam za fantasy, tak nie za bardzo za SF. Czytałem kiedyś listy Kościuszki (dałem nawet solidną zagadkę na ten temat – wygrał Paweł), Chopina, obydwie książki fantastyczne.
    Przy pisaniu słowa „SF” zacząłem się zastanawiać, jak język (w tym przypadku polszczyzna) nic sobie nie robi z ustaleń językoznawców. Według naszych mistrzów słowa jest tak, że fantastyka generalnie dzieli się na fantastykę naukową (SF), fantasy i horror (zostawmy na boku dzieła mieszane). Tymczasem rzeczywistość zrobiła psikusa i zrównała fantastykę z fantastyką naukową, w ten sposób bez nadrzędnej kategorii pozostały trzy terminy: SF, fantasy i horror. Zrobiłem mały wywiad wśród młodzieży (uwielbiam to robić, mogę zauważyć wtedy intrygujące „tryndy” językowe) i nikt horroru ani fantasy nie nazwał fantastyką. Dla młodego człowieka fantastyka to są „Gwiezdne wojny”, „Star Trek”, ale już ku mojemu zdziwieniu już nie „Terminator” czy „Matrix”, bo to są filmy sensacyjne.
    Można zaryzykować twierdzenie, że Matrix (ten prawdziwy) zagościł na stałe w duszach naszych progenitur. A fantasy i horror to jest fantasy i horror, a nie jakaś fantastyka.
    ————————–
    Pawle!
    Nie mam w ogóle zdolności językowych, po rosyjsku mówiłem biegle, bo z nimi (Rosjanami) pracowałem. Ale to „biegle” było w bezpośredniej komunikacji, moi druzja zapewne i język swój dopasowywali do moich możliwości lingwistycznych. Piszę o tym dlatego, że próbowałem czytać poezję Lermontowa, byłem nią tak zachwycony, że próbowałem czytać oryginał.
    —————-
    Vandermerwe i cd. Paweł!
    I tu zaczęły się schody. Te teksty zachwycające mnie po polsku nie dawały się czytać po rosyjsku. Okazało się, że szczególnie przy czytaniu poezji trzeba nadzwyczajnie dobrze znać język.
    Он некрасив, он невысок;
    Но взор горит, любовь сулит;
    И на челе оставил рок
    Средь юных дней печать страстей.
    Власы на нем как смоль черны,
    Бледны всегда его уста,
    Открыты ль, сомкнуты ль они —
    Лиют без слов язык богов.
    И пылок он, когда над ним
    Грозит бедой перун земной.
    Не любит он и славы дым.
    Средь тайных мук, свободы друг,
    Смеется редко, чаще вновь
    Клянет он мир, где, вечно сир,
    Коварность, зависть и любовь, —
    Всё бросил он как лживый сон!
    Не знал он друга меж людей,
    Везде один, природы сын.
    Так, жертву средь сухих степей,
    Мчит бури ток сухой листок.
    ———-
    Bo pomyślmy w przeciwnym kierunku, niech człowiek znający polski język na poziomie komunikatywności przeczyta mój ulubiony wiersz w „Malinowym chruśniaku” (już tytuł daje do wiwatu!):
    Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
    Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
    Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
    I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
    Zapraszam.
    ————-
    Piszesz Vandermerwe: „Tłumaczenia, nawet te najlepsze, często nie są w stanie poradzić sobie z niuansami obcego języka”, ale to trochę inaczej wygląda przy normalnej prozie współczesnej, a inaczej szczególnie w poezji. W prozie współczesnej jest łatwiej, w poezji trudniej.
    Ale bardzo dużo zależy od kontekstów kulturowych. Pamiętam z dawnych lat, jak wszyscy oniemieliśmy, że Francuzi pokochali „Wesele” Wajdy, film szedł w kompletach. Okazało się, że Francuzi doskonale rozumieją tematykę utworu, mają podobne postaci symboliczne, „Wesele” do nich po prostu trafiło. Nikt się tego nie spodziewał, wszyscy myśleli, że tekst Wyspiańskiego jest zrozumiały tylko dla Polaków.

  5. Torlin: „To, co teraz napiszę, będzie przerażające.”

    Ależ dlaczego? Czy lubienie Lema jest patriotycznym obowiązkiem?
    Ja Lema cenię, ale głównie za pozycje groteskowe, w rodzaju „Bajek robotów”, po części także filozoficzne. Natomiast jego „poważna” SF (Pirx, Eden, Powrót z gwiazd itp.), którą kiedyś się zachwycałem, w moim odczuciu źle się zestarzała. Zarówno pod względem językowym i stylistycznym, jak i pod względem wizjonerskim.

    W młodości zaczytywałem się wszelką SF, ale dziś cenię jedynie tak zwaną hard SF, czyli książki proponujące wizję przyszłego lub fikcyjnego świata ukazaną w sposób wiarygodny i realistyczny, nieodbiegający drastycznie od współczesnej wiedzy naukowej. Ten gatunek jest wszakże, jak się zdaje, na wymarciu.
    Za fantasy zaś – która jest w gruncie rzeczy rewersem hard SF – zdecydowanie nie przepadam, wyjątek czynię dla Sapkowskiego. Bo już Tolkiena wprawdzie czytam z przyjemnością, ale klimat jego książek mnie irytuje. Za dużo moralnej jednoznaczności, za dużo wzniosłości.
    Klasą samą dla siebie są (byli) oczywiście bracia Strugaccy.

  6. Pawle!
    Prusa oddałem już, mam go dość. Czytam teraz Anny Brzezińskiej „Woda na sicie. Apokryf czarownicy”, historia czarownicy przesłuchiwanej przez inkwizycję. A piszę Ci to nie tylko z powodu, żeby Cię powiadomić, co jest teraz u mnie „na wokandzie”, ale również z tego, że obok Sapkowskiego przepadałem za Brzezińską. Najbardziej lubiłem „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny” i „Wiedźmę z Wilżyńskiej Doliny”. A Tolkiena przeczytałem pierwszy tom ledwo – ledwo, znudził mnie.
    „Czy lubienie Lema jest patriotycznym obowiązkiem?” – w pewnych kołach inteligenckich tak. Tak jak należy podziwiać poezję Herberta, kochać Gombrowicza czy fascynować się Michnika „Kościół, lewica, dialog”, który fascynuje mnie (Michnik – nie Kościół) jako osobowość, ale pisze tak nudno, że tego czytać nie można.

  7. Brzezińskiej nie znam w ogóle. Zresztą łapię się na tym, że prawie nie czytam teraz beletrystyki, chyba że chodzi o powrót do jakichś dawnych lektur. Moja „codzienna strawa” to literatura faktu i eseje, zwłaszcza historia. Ostatnio sięgnąłem po „Obrachunki fredrowskie” Boya (co mnie, nawiasem mówiąc, zmusiło do przeczytania pewnych zupełnie mi dotąd nieznanych jego komedii oraz wspomnień „Trzy po trzy” – żeby zrozumieć, o co w szkicach Boya chodzi).

  8. A ja mam poczucie że Lem się stał strasznie niszowy. Ewidentnie brakuje jakiejś popularnej ekranizacji.

    @Paweł Luboński,
    Właśnie mam poczucie że hard sf się bardzo odrodziło, czy Egan, czy Watts, ostatnio popularny Weir. Trochę tego jest.

    Inna rzecz, że beletrystyki też jakoś mało co czytam ostatnimi czasy.

    Brzezińską bardzo dobrze rozpoznaję z nazwiska, ale chyba niczego czytałem. Mam tak z większością polskiej „nowej” fantastyki. Przeglądam recenzję, czasami jakiś zbiór opowiadań kupię, ale jakoś nic mi z tego nie wynika, nie przekłada się na fascynację czytelnicze.

  9. gszczepa: „Właśnie mam poczucie że hard sf się bardzo odrodziło, czy Egan, czy Watts, ostatnio popularny Weir.”

    Będę musiał skosztować. Zdecydowanie nie jestem na bieżąco. Byle w dobrym przekładzie, bo co do tego mam złe doświadczenia.

  10. Przekłady, zwłaszcza Wattsa, są OK.

  11. @ Torlin,

    „W prozie współczesnej jest łatwiej, w poezji trudniej.”

    Nie jestem przekonany czy jest latwiej. Zarowno w przypadku prozy jak i poezji wiele zalezy od samego utworu. Sadze jednoczesnie, ze w szczegolnych przypadkach poezji jest to calkiem niemozliwe.

    Nie dziwi mnie, ze do Francuzow przemawial film „Wesele”. Rzeczywiscie moze byc w zgodzie z ich psyche ale rowniez dlatego, ze byl to film – obrazy maja dosyc duzy wplyw na percepcje. Bedziesz zapewne sie smial ale ja w czasie lotow ogladam filmy bez sluchawek. Czasami wlaczam podpisy ( wyjatkowo) by sprawdzic na ile holenderski rozni sie of afrikaans – przynajmniej w wersji pisanej.

    Pozdrawiam

  12. Pawle!
    „nie czytam teraz beletrystyki, chyba że chodzi o powrót do jakichś dawnych lektur. Moja „codzienna strawa” to literatura faktu i eseje” – otóż ja bronię się przed tym. Oczywiście nie przed „literaturą faktu”, ale przed zamknięciem się w jednej tematyce. Powiem szczerze, że nawet pytam się młodych ludzi czytających, co mają na tapecie, zaglądam ludziom w metrze do książek. Używając cudownego pleonazmu walczę o szerokie spektrum swoich zainteresowań czytelniczych.
    ————
    Gszczepa!
    Wyjaśnij mi dosłownie w dwóch słowach, co to jest hard SF. Bo z Internetu nie mogę się zorientować. I gdybyś mógł mi zaproponować jakąś pozycję na początek strawną dla nowicjusza.
    —————-
    Vandermerwe!
    „”W prozie współczesnej jest łatwiej, w poezji trudniej”. Nie jestem przekonany, czy jest łatwiej”. Moim zdaniem absolutnie w poezji jest trudniej. 90% tekstów pisanych prozą jest w miarę prostych, tymczasem ambicją każdego autora poezji jest naszpikowanie tekstu neologizmami lub idiomami.

  13. @Torlin,
    hard sf to fantastyka bliska nauce.
    Ze współczesnych rzeczy, świetne jest „Ślepowidzenie” – Peter Watts.

  14. Dzięki Gszczepa, jest w Bibliotece Publicznej, dzisiaj zarezerwuję, a jutro pożyczę

  15. Koniecznie daj znać jak wrażenia.

  16. Gszczepa!
    Absolutnie – masz jak w banku.
    Pożyczyłem też „Operacja „Tranzyt” ; Batalion śmierci” Akunina (uwielbianego przeze mnie za serię z Fandorinem i siostrą Pelagią), jest to o przewiezieniu Lenina przez Niemców. Przeczytałem, że to 5 książka z serii, ale zaryzykuję.

  17. Nic nie ryzykujesz. Ta seria Akunina składa się z dziesięciu mini-powieści, które łączą jedynie postacie dwóch bohaterów – niemieckiego szpiega i rosyjskiego kontrwywiadowcy (zresztą w niektórych tomach występuje tylko jeden z nich). Trochę te historie są naiwne, nie dorastają poziomem do serii o Fandorinie, ale akurat „Batalion śmierci” to chyba najlepsza (i ostatnia chronologicznie). Swoją drogą, dziwi mnie polski tytuł, bo w oryginale to jest „Batalion angiełow”.

  18. PS. Torlinie, jeśli lubisz Akunina, to polecam serię „Przygody magistra”. Ukazały się co najmniej trzy tomy. Każdy opiera się na równoległym opowiadaniu dwóch historii – jednej o tytułowym magistrze, potomku Fandorina we współczesnej Rosji, drugi o którymś z jego przodków w odległej przeszłości. Po prawdzie nawet nie wiem, czy wszystkie wyszły po polsku, ale chyba tak.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: