Napisane przez: torlin | 03/01/2019

Torlinowy seans filmowy

Akurat tak się złożyło, że zajmowałem się ostatnio generalnie mówiąc filmem. Zaczęło się od tego, że pod choinkę dostałem od siostry wspaniałe dzieło o tytule uwielbianym przez Pawła: „1001 filmów, które musisz zobaczyć”. Rzecz jest pięknie wydana, ma 960 stron, i na wierzchu ma napisane: „1,75 mln sprzedanych egzemplarzy”. Nie mogę powiedzieć, rzecz jest solidna, może trochę ze zbytnią nadreprezentacją amerykańską, ale trudno się dziwić. Jako Prawdziwy Polak i Katolik w pierwszej kolejności rzuciłem się na poszukiwanie polskich śladów, tak jak ze wszystkimi wyborami – rzecz dyskusyjna. Jedna rzecz jest dla mnie jednak bardzo kontrowersyjna, nie ma „Ziemi Obiecanej”, a film ten miał przecież nominację do Oskara na najlepszy film w kategorii filmu nieanglojęzycznego (do dzisiaj zastanawiam się, czy „Dersu Uzała” Kurosawy, świetny przecież film, był lepszy od wajdowskiej interpretacji).

A więc jest Has z „Rękopisem znalezionym w Saragossie”, Holland z „Europa, Europa”, Kieślowski: „Dekalog I”, „Podwójne życie Weroniki, „Trzy kolory: Niebieski” i „Trzy kolory: Czerwony”, Witold Lesiewicz i Andrzej Munk „Pasażerka”, Polański: „Wstręt”, „Dziecko Rosemary” i „Chinatown”, Skolimowski „Na samym dnie” i Wajda z trzema filmami: „Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza”. Nie ma – jak widać – przede wszystkim Kawalerowicza i Zanussiego. Jak każdy wybór – do dyskusji. Ale poszczególne filmy, w tym polskie, są wspaniale opisane, ze szczegółami interpretacyjnymi i realizacyjnymi, ciekawostkami. Rzecz przepięknie wydana przez Elipsę, będzie ozdobą mojej biblioteczki.

Postanowiłem również nadrobić swoje zapóźnienia w oglądanych filmach, szczególnie chodziło mi o „Zimną wojnę”, „Idę”, „Kler”, „Garderobianego” i „Watahę II”. Na pierwszy ogień poszła „Ida”, i muszę powiedzieć, że po trzech kadrach doszedłem do wniosku, że jest to mój film – dla mnie. Uwielbiam takie wysmakowane, akademickie obrazy, jak to mój syn powiedział: „Dobre na sen”. Bardzo mi się „Ida” podobała, tematyka też jest niewąska. Im człowiek bardziej się zastanawia, zaczyna rozumieć postępowanie innych ludzi, z pozoru wydające się na niezrozumiałe. Pawlikowski pisze, że pierwowzorem Wandy Gruz była Helena Wolińska, którą znał osobiście. Nie mógł uwierzyć, że ta wspaniała uśmiechnięta i życzliwa osoba była prokuratorem wydającym wyroki śmierci. Piękny, mądry, wysmakowany film.

Następnego dnia zacząłem oglądać „Zimną wojnę”, ale póki co po 11 minutach zgasiłem. Za szybko. Ten sam motyw, zdjęcia czarno-białe, kadr 4:3, zaczął mi przypominać gorszą „Idę”, muszę trochę odpocząć, przetrawić, zostawiłem ten nowy film Pawlikowskiego na później.

W poprzednim komentarzu napisałem, że pisać nową notkę będę po powrocie z biblioteki, ale nie chciało mi się wyjść na mróz i postanowiłem pojechać później. A idę do niezmiernie oryginalnej biblioteki, bo przy Muzeum Sportu. A muszę być osobiście, aby wybrać książki i artykuły, gdyż Biblioteka Muzeum Sportu w XXI wieku ma tylko katalog w formie fiszek w szufladach.


Responses

  1. Moim skromnym zdaniem Kamerdyner jest dwie klasy lepszy niż Zimna wojna.

  2. Dzięki Piotrusiu. Nie widziałem obydwóch, to się nie wypowiadam. pzdr

  3. „Idy” nie oglądałem. „Zimna wojna” bardzo mi się podobała.

  4. Ja ” Idę ” oglądałam. Na ” Zimna wojne” nie pójdę.
    Ten sam czas ,podobne problemy i identyczny sposób kręcenia filmu tak ,że mogą wydawać się bliźniacze .

    Byłam oczywiście na ” Klerze „.
    W Klerze zostały wypunktowane wszystkie przywary, polskiego kleru ,o których czytaliśmy na łamach tych bardziej postępowych gazet.

    Pokazal wozenie zon do Czech przez tych , bardziej religijnych , konserwatywnych , zaostrzajacych prawo antyaborcyjne posłów. 😉

    Słuchałam również w ciekawej rozmowie Tokarczuk , która wypowiadala się na temat religijności , potrzeby religii , w jakim kierunku ta religijność ludzi zmierza. I zastanawiała się ona, czy w przyszłości kapłani będą ludziom potrzebni ?..
    Czy religia nie będzie traktowana tak intymnie , jak seks.

    W końcu religijność ludzka , zarządzana jak dotąd przez ” hierarchiczne „korporacje” , pod nazwą kościół taki czy owaki , okazuje się , jest jak najdalej od humanitaryzmu.

    Tokarczuk, świetna pisarka i przy okazji z wykształcenia socjolog , twierdzi ,że religia a raczej metafizyka , to indywidualne intymne przeżycie , jeżeli ktoś ma taką potrzebę.

  5. Julu!
    Na „Klerze” nie byłem i jeszcze nie oglądałem, ale moja siostra twierdzi, że to nie jest absolutnie film antyreligijny, mówiący li tylko o przywarach ludzi.
    Druga sprawa – religia – moim zdaniem religia będzie zdobywała coraz większe obszary, i Oświecenie będzie się cofać. Tak jak cofa się demokracja, ostatnio w Bangladeszu rządząca partia załadowała więzienia działaczami partii opozycyjnej, wystawiła urny już wypełnione prawidłowo skreślonymi głosami, więc premier Sheikh Hasina Wajed dostała 96 % głosów. Zwyciężczyni dostała następnie gratulacje od Indii i Chin, które nazwały Bangladesz wspaniałą demokracją.
    Religia jest potrzebna ludziom. Po prostu. Twierdzę, że tak jak istnieje gen palenia czy pragnienia seksu, tak jest gen wiary. Nie chcę tamtej strony obrazić, ale najczęściej jest to związane z niewiarą w siebie, obawą przez światem zewnętrznym, tłumaczeniem sobie niezrozumiałych rzeczy w sposób zrozumiały 😉 , czyli poprzez ingerencję sił nadprzyrodzonych.
    Zobacz, moje problemy z rzucanymi hasełkami rzucanymi przez tamtą stronę. Po każdym takim hasełku muszę przez 10 minut tłumaczyć, że to nieprawda, nikt tego nie chce słuchać, a jak skończę, ta osoba rzuca następne.
    Tak było przez wieki, i nic się nie zmieniło. Żydów nie rozumiano, więc zdaniem ludu przerabiali oni dzieci na mace, a kobiety żydowskie zatruwały studnie i powodowały, że krowy nie dawały mleka. 1 kwietnia 1656 roku król Jan II Kazimierz Waza w lwowskiej katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oddał Polskę pod jej opiekę, i od tego czasu tak naprawdę niepodległa to nasza ojczyzna była kilkadziesiąt lat. I dzisiaj chcą tego samego. Zobacz, jak wyobrażają sobie Chrystusa i Maryję, jako białych. A przecież Jezus Chrystus był Galijczykiem mówiącym po aramejsku, więc miał wygląd dzisiejszych Turków.
    ———–
    Gszczepa!
    A ja na odwrót.

  6. Piotruś: „Moim skromnym zdaniem Kamerdyner jest dwie klasy lepszy niż Zimna wojna.”

    Byłem na obu i żadnego bym nie wyróżniał. W „Kamerdynerze” raziło mnie tylko jedno: Kaszubi mówią tam po kaszubsku, a Niemcy – po polsku. Cały czas musiałem sobie przypominać, że ci eleganccy panowie płynnie władający literacką polszczyzną to są pruscy junkrzy.

    Torlin: „Religia jest potrzebna ludziom.”

    Religia nie jest ludziom potrzebna. Potrzebne jest poczucie sensu, zrozumienie rzeczywistości oraz nadzieja. A także poczucie wspólnoty. Inna rzecz, że religia (o ile wierzy się szczerze, a nie z przyzwyczajenia) chyba najsprawniej wszystkie te potrzeby zaspokaja.
    Nie sądzę, by istniał „gen religii” w wąskim sensie. Psychologia ewolucyjna doszukuje się genetycznych uwarunkowań wszelkich typowych ludzkich cech i skłonności, na przykład tego, że znajdujemy przyjemność w obcowaniu z psami (akurat mam na warsztacie książkę o tej tematyce). Ale na razie są to tezy słabo udokumentowane.
    A skoro o książkach mowa, polecam wszystkim „21 lekcji na XXI wiek” Yuvala Noaha Harariego – świetnie się czyta i daje do myślenia. Także na temat religii, jej potrzeby i sensu.

  7. Widziałem „Idę”. No cóż, można obejrzeć. U mnie bez zachwytów.
    Widziałem „Zimną wojnę”. Jak wyżej, tyle że bardziej.
    Mam wrażenie, że w tych filmach wyraźniej widzę komercyjny produkt dla liberalnej klasy średniej, niż jakiś realny problem.

  8. pak4: Dlaczego w filmie powinien być poruszony realny problem? W obu filmach opowiedziano po prostu pewną ludzką historię, w obu umiarkowanie dramatyczną, bez porównania z kinem akcji. Dla mnie głównym walorem tych filmów nie jest fabuła, lecz forma. Oba mi się dość podobały, choć nie mam poczucia, że obcowałem z jakimiś arcydziełami.

  9. Pawle,
    po pierwsze, ja nie jestem jakimś wielkim przeciwnikiem tych filmów. Jak pisałem, „bez zachwytów”. To nie jest całkiem źle. To jest jakieś 5/10, czyli tylko tyle, że się nie przyłączam do chóru chwalców. Jakby to powiedzieć… Uważam, że w tym filmach jest jakieś napinanie się, jakaś próba zaimponowania widzom — sugerowanie, że filmy o czymś ważnym są… Że, ach, komunizm; ach, Holocaust; ach współwina; ach poszukiwanie przeszłości… Ale te wszystkie tematy „Ida” porusza na poziomie ogrania prościutkiego schematu, utartego stereotypu. Zresztą reżyser tego nie ukrywa. Reżyser ma większy temat: ideał życia w klasztorze… Ale to też mamy rozegrane paru schemateczkami….
    Dla mnie ideał jest odwrotny — by film był od odkrywania, a nie pozowania.
    Forma? No ładne zdjęcia, ale ile tak można? Powiedziałbym, że to uciągnie pół filmu, a nie dwa.

  10. PAK-u!
    Awansowałem dzięki Tobie do liberalnej klasy średniej, czuję się zaszczycony. Ale muszę przyznać, że nie jest to film dla wszystkich, trzeba kochać filmy wyciszone, akademickie, surowe. Dla mnie sprawdzianem należenia do tej grupy jest fakt obejrzenia do końca „Zeszłego roku w Marienbadzie”. Ale nie ma obowiązku lubienia.
    ————-
    Pawle!
    Szereg spraw:
    ” Kaszubi mówią tam po kaszubsku, a Niemcy – po polsku” – to jest problem chyba wszystkich filmowców na całym świecie, są trzy metody, pierwsza – bohaterowie mówią w języku „oglądacza” (nasz Kloss), druga – prawdziwy język się unowocześnia, dla przykładu postaci z „Janosika” nie mówią gwarą góralską , bardziej mi to wygląda na mazurzenie. Ale faktycznie, gdyby aktorzy mówili prawdziwą gwarą góralską, niewielu ceprów zrozumiałoby ich. I trzecia, bohaterowie mówią we własnym języku, ale w filmie jest to tłumaczone (Costner z „Tańczącym z wilkami” i językiem Dakotów lakota).
    Filmu z Gajosem nie widziałem, ale jest to wg mnie ukłon w stronę Kaszubów, Niemcy mówiący w pięknym Hochdeutsch to byłby zgrzyt. Wiem, że śmiesznie to wygląda, jak Dmochowski pyta się w czystej polszczyźnie Sasa-Uhrynowskiego: „a skąd tak dobrze znasz język niemiecki”, lub Spartakus ustami Kirka Douglasa szepczący „nothing”. Stylizacje są powszechne i dobrze przyjmowane przez publiczność, Sienkiewicz piszący swoją Trylogię w dokładnym języku XVII-wiecznym byłby kompletnie niezrozumiały. Ale najwięcej chyba zależy od wyczucia, pięknym przykładem są „4 pancerni”, Niemcy mówią po polsku, tam gdzie można mówią po niemiecku.
    Druga sprawa: piszesz: „Religia nie jest ludziom potrzebna. Potrzebne jest poczucie sensu, zrozumienie rzeczywistości oraz nadzieja”. Ależ to jest jedno z rozwiązań. To tak jakbyś powiedział, że chleb nie jest potrzebny, bo potrzebne jest wyżywienie. Chleb też nim może być.
    „Nie sądzę, by istniał „gen religii” w wąskim sensie”. Nie załapałem tylko, co to jest w „wąskim sensie”. Cieszę się, że znalazłem artykuł z „„Polityki”„, który zapamiętałem, przeczytaj koniecznie.
    A dla przykładu gen palenia. Istnieje, czy nie? Od 50 lat sobie popalam, czasami paczkę wypalę przez 3 dni (najczęściej jak jest alkohol), a potrafię dwa tygodnie nie palić. Przeciętnie palę 1-2 papierosy dziennie, a mogę w ogóle nie palić. Wg wszystkich teorii już dawno powinienem wpaść w nałóg. Byłeś na moich urodzinach w „Bordo”, był alkohol, a ja ani razu podczas wieczoru nie wyszedłem na papierosa. To jest ten gen, czy go nie ma?
    Książkę Harariego postaram się przeczytać.
    I ostatnia sprawa: „Dla mnie głównym walorem tych filmów nie jest fabuła, lecz forma”. A dla mnie i fabula i forma. W znakomity sposób zostały pokazane dylematy ciotki bohaterki, można zacząć rozumieć, dlaczego nienawidziły wszystko dookoła.

  11. Tak długo (miałem gości) pisałem poprzedni komentarz, że w międzyczasie wpisał się PAK. Wybacz, absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Dla mnie podejście tego filmu nie jest absolutnie schematyczne. Pokazanie byłej komunistycznej krwawej pani prokurator jako normalnej kobiety, która przeżyła koszmar, nie jest prościutkim schematem. Bo jak tak do tego podejdziemy, to każdemu filmowi można też dopiąć podobną łatkę. Wymieniona w powyższym amerykańskim zestawie „Pasażerka”, ależ schemat goni schemat. „Popiół i diament” to samo.
    „ideał życia w klasztorze” i znowu się nie zgadzam. Tu nie ma nic do idealizowania życia klasztornego, to jest tylko niechęć dziewczyny do zmieniania swojego życia. Ja ją rozumiem, jako mała dziewczynka została przez zabójcę oddana do sierocińca klasztornego i spędziła tam całe życie. Tę „nowoczesność” pokazała jej ciotka, to jej popróbowała. Zapaliła papierosa, wypiła duszkiem alkohol i przespała się z chłopakiem. I jej to życie nie odpowiadało, przypuszczalnie chodziło o poczucie bezpieczeństwa, dziewczyna nie wyglądała na przedzierającą się łokciami przez życie. Co ma to wszystko do idealizacji życia klasztornego?

  12. Dla wyjaśnienia: przez „gen religii w wąskim sensie” rozumiem gen, który sprawia, że jego nosiciel, mając problemy egzystencjalne, będzie szukał ukojenia raczej w religii niż w inny sposób (np. w ideologii komunistycznej albo w areligijnej filozofii).
    Jak już mówiłem, w ramach pracy zawodowej przeczytałem właśnie książkę traktującą m.in. o wpływie genów na zachowania ludzi i ogólna konkluzja jest taka, że najprawdopodobniej coś jest na rzeczy (to znaczy – badania dają wyniki istotne statystycznie), ale jak dotąd nie udało się ani wyodrębnić takich konkretnych genów, ani zgłębić mechanizmu ich działania. Ta dziedzina jest jeszcze w powijakach.

  13. Torlinie,
    „Raz do roku” obejrzałem do końca, choć z trudem. Francuski w tle, a właściwie sposób mówienia po francusku — taki „namiętny”, przyspieszony, gorączkowy jakby, wkurzał mnie niemiłosiernie.
    Ale powtórzę: mi nie chodzi o formę, mi chodzi o pozerstwo. Pozerstwo nie ma nic wspólnego z tym, o czym piszesz. No… prawie nic — bo to jest stylizowanie się na artyzm.

  14. Pawle!
    Ale w generaliach coś w tym jest. Tragedia, jedna osoba się nie podnosi z tego, druga daje sobie radę. Jeden woli pracować rano, drugi wieczorem. jeden ma zdolności rysunkowe, taneczne, fotograficzne, strzeleckie, sportowe (niepotrzebne skreślić), a drugi tego nie ma. Od czego to zależy?
    —————
    PAK-u!
    Rzeczywiście każdy człowiek podchodzi do tych spraw w sposób indywidualny. Mam to samo wrażenie myśląc o Kieślowskim, „Niebieskim” i „Czerwonym” zachwyca się cały świat (łącznie z amerykańskim autorem książki o 1001 filmach, które trzeba koniecznie zobaczyć).

  15. Torlinie, wątpię, by mogło istnieć np. coś takiego, jak gen zdolności rysunkowych. Nawet gdyby się taki gen w jakimś momencie pojawił, to żeby przetrwać i się upowszechnić, musiałby dawać nosicielowi jakąś przewagę ewolucyjną. Dziś być może taką przewagę daje, bo facet, który ładnie rysuje, może być przez to bardziej atrakcyjnym partnerem. Ale nie sądzę, by dawał ją kilkadziesiąt tysięcy lat temu. A w takim tempie lub jeszcze wolniej postępują zwykle przemiany genotypu.
    Genetycznie uwarunkowane są natomiast niewątpliwie spostrzegawczość i pewna ręka, co dopiero w połączeniu z odpowiednim środowiskiem życia i indywidualnymi doświadczeniami daje w efekcie dobrego rysownika.
    Czy znasz humoreskę Marka Twaina „Wizyta kapitana Stormfielda w niebie”? Okazuje się w niej, że na tamtym świecie każdy otrzymuje nagrodę odpowiednio nie do tego, czym był, lecz czym mógłby być, gdyby stworzono mu odpowiednie warunki. W Twainowskim niebie Napoleon jest zaledwie adiutantem jakiegoś szewca, który nigdy nie służył w wojsku, ale był materiałem na najwybitniejszego wodza historii.

  16. „Genetycznie uwarunkowane są natomiast niewątpliwie spostrzegawczość i pewna ręka, co dopiero w połączeniu z odpowiednim środowiskiem życia i indywidualnymi doświadczeniami daje w efekcie dobrego rysownika.” – Pawle, Ty to czytałeś, co napisałeś? Moja żona wspaniale rysowała, odziedziczył po niej te umiejętności mój syn (córka nie), a w następnym pokoleniu starsza moja wnuczka, córka syna. Już jej pierwsze szkice w życiu fascynowały doborem kolorów, śliczną kreską. Druga rysuje jak kura pazurem. Powtarzam – skąd to się wzięło?
    Ps Moja żona miała takie umiejętności, że kiedy spytała się mnie, co bym chciał, aby mi narysować, odpowiedziałem żartem ze śmiechem – tygrysa prężącego się do skoku. I go dostałem.

  17. Dla miłośników dziedziczenia genowego – artykuł jest z 2015 więc nauka jest kilka lat dalej.
    http://wyborcza.pl/napamiec/1,139301,17576895,Dziedziczenie_pamieci__czy_przekazujemy_dzieciom_i.html

  18. @Torlin, a słyszałeś o takim kimś jak László Polgár?

  19. Odnośnie języka – Pawle i Torlinie być może tkwicie w błędzie.
    W Bytomiu mojego dzieciństwa jakość polszczyzny wyedukowanych Niemców znacznie przewyższała bałak. Językiem literackim posługiwali się jeszcze inteligenci – cała reszta była posługiwała się własnymi narzeczami.

  20. Myślę, że większość z nas chce bardziej tych filmów Z cyklu ” moralnego niepokoju ” , ale uwzględniające czasy obecne a nie historyczne , bo tamte już były przerabianie na wszystkie sposoby.

    Dzieje się tak dużo i szybko : w Polsce , w Świecie , że ludzie się pogubili.

    To co było te ćwierć wieku temu , już się zdeaktualizowalo , albo poszło w takim kierunku , którego nikt się o dziwo ( sic) ! sie nie spodziewał.

    Mamona – słowo wywodzące się od aramejskiego , oznaczające zysk – stało się w dzisiejszych czasach synonimem wszystkiego .

    Dzis jest kult mamony i to jest , moim zdaniem , przerażające.

  21. Julu!
    „Dziś jest kult mamony” – ależ Droga Julu, kult mamony był zawsze, we wszystkich wiekach. I w tych samych „wszystkich wiekach” uważano, że za ich czasów jest najgorzej, a dawniej było lepiej. Nieprawda.
    „Myślę, że większość z nas chce bardziej tych filmów Z cyklu ” moralnego niepokoju ” , ale uwzględniające czasy obecne a nie historyczne (…) To co było te ćwierć wieku temu , już się zdeaktualizowało” – tylko widzisz, bardzo trudno jest kręcić filmy poruszające aktualne tematy. Na wszystko potrzebny jest czas, na refleksję, przemyślenie, dowiedzenia się szczegółów.
    ——————-
    Piotrusiu!
    I tak w Polsce język jest w miarę zunifikowany, wszyscy mówią właściwie prawidłowo po polsku.. Wystarczy pojechać do Niemiec, żeby wiedzieć, co to są dialekty – nic nie rozumiesz.
    —————
    Gszczepa!
    Kojarzy mi się z ojcostwem jakichś tenisistek węgierskich- a co?

  22. Torlin,
    Zaraz po wojnie ludzie po prostu cieszyli się z życia. Potem lata 60- te, ten ruch hipisowski , bunt młodzieży . Kino realistyczne.

    Na swoim blogu L.A. W ogóle się zastanawia , czy ” Kultura ” , cywilizacja zanika. On twierdzi ,że jako człowiek z XX w, tego obecnego już nie kuma.

    Właśnie to polskie kino moralnego niepokoju potrafiło na bieżąco opisywać sytuację wówczas w Polsce tj. W latach 70- tych tą słynną polską szkołą filmową , dlaczego teraz już nie potrafią ?..
    Właśnie ” Kler ” , dobrze opisuje współczesną sytuację w Polsce.
    Po tych wszystkich ” blekitnych rewolucjach” , stalismy sie panstwem religijnym – katolickim , gdzie kk, decyduje o podstawowych prawach ludzi (sic)!.. . Gdzie prawo kanoniczne jest nad prawem naszego państwa.
    I tego nie potrafią pokazać ?.. Gdzie hipokryzja i obłuda. Gdzie ta sprawiedliwość , solidarność , równe traktowanie ?. itd… ależ to wszystko jest pokazywanie w naszych mediach, W Internecie. Te celebrytki, ten cały plastik i chlam. Ta powierzchownosc, na pocieszenie powiem Ci , że tego nie ogarniaja najmądrzejsi nie tylko w Polsce ale i w całym świecie.

    Żyjemy prawdopodobnie w ciekawych czasach , teraz już nic się nie ukryje. Wszystkich I wszystko , każdy może nagrać. Jedno zdjęcie, jedno slowo wpuszczone do sieci internetowej pozostaje na zawsze , jako dowód tych czasów.
    Genetyka, cybernetyka, komputeryzacja, automatyzacja, sztuczna inteligencja.
    L.A. twierdzi ,że cały świat się homogenizuje, w tym ludzką kulturą pomimo oporów stawianych przez różne uwarunkowania polityczne tj. nacjonalizmy i religie.
    Kultura uniwersalna i tak aż cywilizacja. Dzisiaj już nie są się żyć w ilozacji żadnej , nawet rasowej i religijnej , co Polakom trudno przyswoić.
    No a od strony finansowej też będą różne rewolucje , zwłaszcza dzięki tym pominietym. Zawsze te rewolucje zaczynają się od niezadowolenia.
    Coś takiego się już wyczuwa w społeczeństwach.

  23. Jest tak jak piszesz – co mi się wcale nie podoba.
    Unifikacja języka nastąpiła jednak dopiero w latach 70 za sprawą masowej telewizji.
    Radio chyba takiej siły kształtowania nie posiadało. Z radia przemawiał redaktor – więc osoba niejako urzędowa. Dopiero bohaterowie filmów ( ekranowi swojacy, chłopi, robotnicy) posługiwali się językiem literackim.

  24. @Torlin, szachistek, nie tenisistek
    https://pl.wikipedia.org/wiki/L%C3%A1szl%C3%B3_Polg%C3%A1r
    On się właśnie upiera że wychowanie, nie dziedziczenie.

  25. Gszczepa!
    No widzisz, wiedziałem, że dzwonią, ale nie wiedziałem, w którym kościele. Nie chciało mi się sprawdzać w Internecie.
    Nie zmienia faktu, że jeżeli dziewczyny nie miałyby zdolności szachowych, to nic by z tego nie wyszło. On sam był szachistą. Jego metodą stworzona została Agnieszka Radwańska i mnóstwo innych tenisistek. Ale podstawowe zdolności trzeba mieć, nie stworzysz genialnego malarza z człowieka, który nie ma zdolności rysunkowych.
    ———-
    Piotrusiu!
    A mnie na odwrót – to się bardzo podoba. Mamy – jak pamiętam – swoje lata, i pamiętam, jak wyśmiewano na uczelni ludzi mówiących gwarą, i jak się z nich wyśmiewano. I do tego te jaskrawe sweterki u dziewcząt, niepełne uzębienie, grube szare rajstopy. Tak, masz rację, spowodowała to telewizja, ale dzięki niej dziewczyny mieszkające na wsi mają łazienki, kosmetyki, nowoczesne stroje i prawidłową polszczyznę. My możemy wspominać z nostalgią, ale im do śmiechu nie było.

  26. Julu!
    W tym, co piszesz, masz dużo racji. Ale zaręczam Ci, że człowiek na podstawie tych samych faktów może wyciągnąć inne wnioski (inne, to nie oznacza przeciwstawne).
    Dawno nie byłem u Logosa Amicusa, o coś tam pokłóciliśmy się, on przestał demonstracyjnie u mnie bywać, to ja po próbach zmienienia tego też przestałem. I tak już zostało. Dlatego zdziwiłem się Jego zaproszeniu mnie na uroczystości jubileuszowe, ale nie moglem pojechać. Musisz pamiętać, że masz z Logosem podobne poglądy, zapatrywania, dlatego tak zgadzacie się ze sobą.
    Wiesz, nie chciałbym tutaj rozpisywać się, bo na to pracy doktorskiej mało. Ale dla mnie Twoje „kino realistyczne”, a później „kino moralnego niepokoju” pokazywało malutki wycinek rzeczywistości, bo przecież nie mogło pokazać wszystkiego. Więc a priori są to filmy nieobiektywne. Jedynym wyjątkiem jest chyba „Człowiek z żelaza”.
    Nie zgadzam się, że teraz nic nie powstaje, że tylko plastik, celebryci i smutek po XX wieku. No bo chociaż „Ida”. Dla przykładu „Wataha”. Znakomita nowa płyta Nosowskiej. W XX wieku nie było TVN24, Wikipedii, YouTube’a, Polski w Unii, NATO, Schengen, tanich linii lotniczych, nowoczesnych komputerów, komórek, usług bankowych, tęsknimy dalej za XX wiekiem? A ja wolę żyć teraz.

  27. Torlin,
    Ja nic nie piszę , czy wolę twarz żyć , czy kiedyś ?..
    Chodzi mi o to ,że teraz jest bardzo podkreślano kult pieniądza .
    Nieważne w jaki sposób się to zdobyło. Kiedyś więcej było programów edukacyjno- oświatowych , to b. ważne nadal, moim zdaniem, bo pozwoli tym zdolnym ale nie mającym zaplecza w rodzinie , trochę inaczej pokierować swoim życiem.
    Co filmów , oczywiście , że buły wycinki ale jak sam zauważyłeś , bardzo wpłynęły na losy wielu. 😉
    Ida- to czas przeszły . Nosowska ok. choć ona bazuje na swoim życiu , ale to też ważne , bo pokazuje ,że nawet kobieta sukcesu trafią na związek w którym staje się ofiarą np.alkoholika siedzi z nim latami a potem ktoś, coś jej pomaga wyjść z tej patologicznej sytuacji. To B.ważne dla wielu kobiet , które nie mają wsparcia i wewnętrznej siły.

  28. Torlin,
    nie ma filmów nieobiektywnych . Tylu ilu jest reżyserów , tyle jest subiektywnych filmów. Ale tę wszystkie filmy tworzą jakąś całość danego czasu.
    Każdy z nas inaczej widzi zeczywistosc i dobrze.
    Nawet reportaże , czy filmy faktu bywają nieobiektywne, bo kierują się prawem dawnego państwa , bo sama historię piszą zwycięscy , którzy zawsze trochę przeklamuja prawdę nieobiektywna pod siebie. Przegrani inaczej ten okres widzą. Każdy ma swoją subiektywną prawdę. I nawet jeżeli zwycięża pewien wzorzec , to nie znaczy , że on jest idealny dla wszystkich ludzi.

  29. Torlin,

    Polska w stosunku do Szwecji , czy Kanady ma na bardzo niskim poziomie szkoły ogólnodostępne i lecznictwo , z którego korzysta ogół ludzi.

    Jak ktoś zachoruje , to ciągle słyszę o różnych fundacjach , bo w Polsce nie leczą , czy danej jednostki chorobowe nie pokrywa F.Z.

    To jest b. ważne.Polska jest krajem , gdzie z urzędu skazuje się kogoś na śmierć. Nie ma chory szans na wyleczenie , szpital natychmiast pozbywa się chorego do domu , niech tam kona. ..

    Niech o tym robią filmy , bo to też ważna część życia ludzi.

    Kk , oczywiście promuje tych swoich z pro- Life , bo wiadomo dla swoich korzyści. Dla swoich schorowanych też mają odpowiednią opiekę z danin od ludzi i olbrzymich dotacji państwowych, nie mówiąc już o przekretach z odzyskiwanie swoich włości, których mają teraz więcej niż przed 2ws.

    O tym powinny być wspolczesne filmy a nie wkoło Macieju , bis ” Idy” !…

  30. Nie nadążę z komentowaniem Julu 😀 !!!
    Ponieważ mam dużo pracy, to tak tylko napomknę o dwóch punktach:
    Pierwszy – z Tobą Julu – już po wielokroć Ci to pisałem – jest ten kłopot jako z komentatorką, że Ty swoje wiesz, a jak Ci nie pasuje moja odpowiedź, to minimalnie, ale zmieniasz temat. To samo było teraz z „kinem realistycznym”. Dla mnie kolejność logiczna jest nieugięta:
    – „kino realistyczne”, a później „kino moralnego niepokoju” opisywało rzeczywistość (Twoje stwierdzenie),
    – moim zdaniem – tylko fragment, wycinek,
    – ponieważ nie pokazywało prawdy o komunizmie tych lat,
    – co a priori dyskwalifikuje je jako kino realistyczne.
    Ty piszesz: „nie ma filmów nieobiektywnych . Tylu ilu jest reżyserów , tyle jest subiektywnych filmów. Ale te wszystkie filmy tworzą jakąś całość danego czasu” itd., w generaliach masz rację, tylko to stwierdzenie ma się nijak do konstrukcji o kinie realistycznym.
    Zmieniłaś temat.
    ————–
    Druga sprawa – filmy o klerze i o ciężkiej sytuacji chorych. Z klerem masz rację, ale kto by poszedł na film, w którym chory nie może się dostać do szpitala czy specjalisty. Jeszcze film, nawet nie dokumentalny, tylko interwencyjny – może ktoś obejrzy. A Ty pójdziesz do kina na 1,5 godziny, aby oglądać, jak kobieta umiera na raka i nie może dostać się do doktora? Bo ja nie.

  31. No slynne ” Love story” , poniekąd było o umieranie na raka , białaczkę.
    Ubrać w jakąś historię miłosną i to smutne zakończenie , bo akurat u nas tej jednostki chorobowej nie leczą.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: