Napisane przez: torlin | 13/04/2019

13,57%

Dałem radę przeczytać 13,57% książki. Nie dam rady więcej. Zarówno z powodu objętości – 1009 stron, jak i przede wszystkim z powodu tematyki.

Anegdota wymyślona ad hoc – Torlin rzucił się na książkę, bo zobaczył w opisie słowo „pornografia”, ale po przeczytaniu 137 stron zorientował się, że nie ma tu  żadnych pikantnych szczegółów, tylko to chodziło o „pornografię śmierci”.

A teraz na poważnie. Ta książka jest napisana znakomitym językiem, jest tak ciekawa, że nie można się od niej oderwać. Tak, nazwałbym ją arcydziełem. Zarówno w przedstawieniu postaci, jak i ogólnego planu – bliska perfekcji. To dlaczego nie doczytałem do końca? Co mnie wstrzymało?

Najpierw dwa słowa ogólnie o treści książki, opinia zerżnięta przeze mnie z – dla mnie najciekawszych stron o literaturze w polskim Internecie – „lubimy czytać”: „Arcydzieło światowej literatury! Jedna z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych powieści XXI wieku. Wspomnienia Maximiliana Aue, fikcyjnego nazisty, biorącego udział w eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej, to wielowątkowa i znakomicie udokumentowana epopeja o spotkaniu Człowieka ze Złem. Ukazuje kulisy Zagłady i rolę, jaką w jej przygotowaniu odegrali technokraci i eksperci: prawnicy, ekonomiści i świetnie wykwalifikowana kadra administracyjna. Czy Łaskawe to monumentalne dzieło w duchu powieści Prousta, Dostojewskiego i Manna, czy też, jak twierdzą niektórzy krytycy, „pornografia zbrodni”, brutalna i perwersyjna prowokacja Jonathana Littella?”.

Nie dałem rady psychicznie. Littell opisuje ze szczegółami po kolei rozstrzeliwanie Żydów, jak wpadają do dołów, jak się robi poszczególne warstwy. Dowództwo rozstrzeliwań np. zastanawia się, jak rozwalać Żydów, aby wpadali ekonomicznie do dołów, bo jak wlatują byle jak, to zajmują za dużo miejsca, i trzeba kopać nowe. I tak całe 137 stron, które przeczytałem. Jest sporo poloników, nawet ciekawych. Gdyby ta książka dotyczyła tylko sfery wojskowej rozstrzeliwań, tzn. całej administracji, obłędów, w które wpadają dowódcy niemieckie dowodzący akcją, wątpliwości żołnierzy Wehrmachtu, powiązań przyjacielskich, stosunku Ukraińców do Żydów, Niemców i Rosjan, to nie oderwałbym się od tej książki. Ale jak na okrągło czytam o układaniu trupów, jak Niemcy rozmawiają z niektórymi Żydami pochodzącymi z Niemiec i mówiącymi znakomitą niemczyzną, kogo mają najpierw zabić, ojca, czy dwoje malutkich dzieci trzymanych przez niego w ramionach, to ta „pornografia śmierci” odrzuciła mnie od tej książki.

Próbowałem przez kilka następnych stron czytać na zasadzie: „omijam, co zbędne; czytam, co ciekawe”, ale w oko wpadały mi znowu przerażające sceny. Tak, to jest i jednocześnie arcydzieło, i perwersyjna prowokacja.


Responses

  1. Dobrze, że uprzedziłeś.Autor chyba jest nie w pełni „normalnym” człowiekiem. To typ, który lubi robić, bez odrazy do tego co robi, wiwisekcję. A w tę anegdotkę o Tobie- nie wierzę.
    Miałam w pracy kolegę, który brał czynny udział w II wojnie światowej.Raz jedyny, zupełnie przypadkiem sprowokowałam go do rozmowy o wojnie.Powiedział wtedy, że widział tak okropne sceny, że jedynym ratunkiem by nie zwariować jest wypchnięcie ich ze świadomości, nie wspominanie, bo żyć trudno z takimi wspomnieniami. I że trudno jest żyć cały czas ze świadomością, że albo ty kogoś zabijesz albo on ciebie, więc trzeba być szybkim. I wiesz, on nie był wyjątkiem – miałam w rodzinie (już nie żyją) osoby, które walczyły w Powstaniu i nigdy nie chciały opowiadać o szczegółach. A ciotka, ongiś sanitariuszka, powiedziała – zwierzęta mają w sobie więcej humanizmu niż walczący ze sobą ludzie.
    Miłego;)

  2. To tak Anabell z moją Mamą, która do końca swoich dni nie powiedziała ani słowa o Powstaniu, miała tylko łzy w oczach. I do jej śmierci paliły się wszędzie żarówki w całym domu, łącznie z łazienką i ubikacją. Na okrągło wieczorem.
    Z książką widzisz Anabell jest taki problem, że jest to rzecz – nie waham się użyć tego słowa – genialna. Stosunki Niemców z Ukraińcami, cała ta machina administracyjna śmierci, zwykłe codzienne czynności ludzi w to zaangażowanych, problemy homoseksualistów. Naprawdę jest to świetnie napisane. Nie dałem jednak rady. Widocznie mam za słabą psychikę.

  3. Nie będę chyba się zabierał za tą książkę.

  4. Ja tej książki nie potępiam Gszczepa, mówię jedynie, że nie dałem rady jej przeczytać. Ani nie potępiłbym ludzi, którzy przeczytaliby ją całą i uznali za arcydzieło. To nie pierwsze wybitne dzieło literackie w historii literatury, które łamie tabu, a jest doskonałą literaturą, pierwsza myśl to „Lolita”. A w filmie „Pies Andaluzyjski”.

  5. Nie za słabą masz psychikę a normalną. Na pewno bez zmrużenia powiek przeczytają ja ci co w dzieciństwie obrywali muchom skrzydełka.

  6. „Lolita” mi się bardzo podobała.

  7. Przeczytałem kiedyś. Nawet jakąś notkę robiłem na blogu. Na pewno się nie zachwyciłem.

    Piszesz, że 13,7%? Czyli nie doszedłeś zapewne do tych kilku miejsc, których Littel nie potrafi uciekać i sprawia, że jego bohater traci świadomość, co pozwala uciec autorowi od rzeczy najtrudniejszych.

    Littel… Starał się. Ale pozostał człowiekiem współczesnym, który przykłada wciąż współczesne kalki do przeszłości.

    ***

    A nie dałem rady przeczytać… „Michnikowszczyzny” Ziemkiewicza. Kolega polecił, poprosił wręcz o opinię dlaczego ma się zachwycać — bo się zachwycał, ale uważał, że nie wie dlaczego. A ja miałem ochotę rzucać książką po kątach — dobrze, że miałem ebook, bo bym coś stłukł 😀 Najgorsza książka jaką widziałem w życiu. Choć w sumie parę podobnych obłędów mógłbym dodać, zwykle jednak mniej nienawistnych i nie wywołujących w reakcji także agresji.

  8. Errata — ma być:
    „których Littel nie potrafi opisać i ucieka, i sprawia…”

  9. pak4: „A nie dałem rady przeczytać… „Michnikowszczyzny” Ziemkiewicza.”

    Ja przeczytałem i nawet kupiłem. Może dlatego, że nie jestem skłonny ani do zachwytów, ani do wściekłości. Dawno to było i słabo pamiętam, ale raczej mnie śmieszyła. Bo moim zdaniem śmieszne jest, kiedy ktoś bierze się do psychologicznej i socjologicznej analizy ludzi czy ruchów społecznych z pozycji a priori powziętej niechęci. Takich analiz opozycji, nauczycieli, Żydów i innych wrogów jest zatrzęsienie na arcyprawicowej platformie blogowej Salon24, na którą kompulsywnie zaglądam, choć stale sobie mówię, że powinienem przestać.
    W niechęci Ziemkiewicza do „michnikowszczyzny” podejrzewałem nawet coś osobistego. W zamierzchłych czasach publikował on w „Wyborczej” szkice na temat literatury science fiction. Może się o coś pożarł z redakcją?

  10. PAK-u, doszedłem do sceny, w której bohater ma dobijać Żydów.
    ————-
    PAK-u! Pawle!
    Dzisiejsza walka dawnych partnerów nie ma nic (IMHO) do historii znajomości. To są czysto sprawy polityczne. Miałem przez 42 lata najserdeczniejszego przyjaciela, który zerwał ze mną wszelką znajomość po dyskusji na tematy polityczne. Historia naszej znajomości ani nie pomagała, ani nie przeszkadzała w jego decyzji.
    To, co napiszę, to będzie kontrowersyjne, ale moim zdaniem słuszne. Wszystkich urażonych z góry przepraszam. Większość ludzi, których znam ze swojego kręgu, odczuwa pogardę i poczucie wyższości w stosunku do skrajnej prawicy. Zachowują się wobec nich tak, że są brudy w naszym życiu, i trzeba z nimi żyć, ale zachwycać się nie ma czym. Nie twierdzę, czy to jest słuszne, czy nie, stwierdzam jedynie fakt.
    Strona prawicowa zachowuje się podręcznikowo wobec kompleksu wyższości drugiej strony, zazdrości jej, chciałaby mieć podobne poziomy intelektu, i jedyne, na co ją stać, to opluwanie i rzucanie brudem.
    Mówię cały czas o skrajnej intelektualnie prawicy, bo w umiarkowanej jest sporo świetnych piór i umysłów.
    A Z. powinien poprzestać na SF, nawet z zainteresowaniem go czytałem.

  11. Pawle,
    owszem, można się śmiać, bo mechanizm nienawiści u Ziemkiewicza bije po oczach. On się tym podnieca. On się tym narkotyzuje. Ale dla mnie to głównie obrzydliwe.

    Torlinie,
    ze mną może jest coś nie tak, ale ja mogę czytać o przemocy, o morderstwach, torturach… Ale jeśli coś mnie irytuje, o czym trudno mi czytać, to zwykle są to kłamstwa. Gdy ktoś „cwaniaczy” oszukując na lewo i na prawo. Jakoś mnie to odrzuca. Nie mogłem znieść, np. filmu „Złap mnie jeśli potrafisz”.

  12. Oj, PAK-u, jak ja zacząłbym opowiadać, jakich ja filmów nie mogę oglądać, i jakich książek nie mogę czytać, to byłaby cała lista. Łatwiej byłoby opowiedzieć, jakie mogę. Ale w punktach kilku, tak dla sportu:
    1. najbardziej nienawidzę filmów (już dajmy spokój książkom, mimo że post jest o nich) związanych z dramatami społecznymi, czy to w całej klasie społecznej, czy indywidualnie. Nic o ludziach chorych, bezdomnych, pokrzywdzonych, kalekich. Ostatni film przeze mnie oglądany z tej serii to było „Love story).
    2. Nie oglądam filmów, na których się denerwuję, co będzie z bohaterem. Jak byłem mały, to pod krzesłem siedziałem w kinie, jak Tomek Sawyer z dziećmi zaginął w jaskini. Więc odpadają policjanci przenikający do mafii, kobieta uprowadzona przez zboczeńca czy załamanie się pogody w wysokich górach podczas ataku himalaistów na jakiś szczyt
    3. Nie oglądam filmów pełnych przemocy i wulgarności. pamiętam, jak czekałem na „Clerks – Sprzedawców” Smitha, po pół godzinie wyszedłem z kina.
    4, Nie znoszę głupich filmów, a takich niestety jest większość.
    Co mi zostaje? Komedie romantyczne, filmy typu CSI, Poirot i „O północy w Paryżu”.

  13. No to zrobiła się ciekawa dyskusja o gustach kinematograficznych. Przyłączam się.
    Może to dziwne, ale ja najgorzej znoszę te sytuacje w filmach czy książkach, w których bohater – pozytywny bohater, do którego czuję sympatię – zachowuje się niezręcznie, żenująco lub idiotycznie, tak że muszę się za niego wstydzić. To chyba jedyne przypadki, w których odwracam wzrok lub przeskakuję fragment tekstu.
    Poza tym mogę oglądać mogę wszystko, aczkolwiek irytują mnie filmy zanadto odbiegające od rzeczywistości, czyli tego, co „mogłoby się zdarzyć”. Dotyczy to szczególnie kina akcji, w którym bohaterowie dokonują nadludzkich wyczynów w rodzaju przeskakiwania w locie z jednego samolotu na drugi. Chyba że jest to zrobione w jednoznacznie komediowej konwencji, jak Indiana Jones.
    Szczególnie jestem wyczulony na nonsensy w filmach wojennych, których skądinąd jestem koneserem. Niedawno wkurzyła mnie maksymalnie „Furia”. Z początku akcja rozwijała się sensownie, ale w finale, kiedy jeden amerykański czołg, w dodatku unieruchomiony, zatrzymał skutecznie batalion Niemców, byłem bliski wyjścia z kina. Na taki idiotyczny patos stać chyba tylko Amerykanów, bo już Rosjanie trochę więcej wiedzą o wojnie.

  14. A ja to chyba bym została przez każdego mianowanego egzortyste w Polsce poddana obrzadkowi wypedzania ” zlego ducha ” 😂
    Uwielbiam książki i filmy fantasty. 😉😆
    Wszystkie; tak komedie , horrory jak i romanse. 🎅👻👯

  15. Julu!
    Bardzo lubię fantasy, ale dobre. Mnie osobiście bardzo podobał się serial z „Wiedźminem” (mimo kretyńskich potworów z plastiku). Niestety zmóc Harry Pottera i Tolkiena nie dałem rady. Podobały mi się dla przykładu „Jumanji”, „Conan Barbarzyńca” czy „Przyjaciel wesołego diabła”.
    —————-
    Pawle, pisałeś wielokrotnie, że denerwują Cię dla przykładu czołgi czy uzbrojenie „Czterech pancernych”, że wtedy na wyposażeniu Armii Radzieckiej ich nie było. Mnie denerwuje przenoszenie zwłok. Zaczęło się to w mojej młodości, jak oglądałem „Kapitana Sowę na tropie”, w jednym z odcinków (pierwszym – „Gipsowa figurka”) morderczyni, pani po sześćdziesiątce, przeniosła zwłoki kobiety do drugiego domu. Chyba dźwigiem. Przyszło mi to na myśl, gdy obejrzałem ostatnio jeden z odcinków CSI NY, gdzie morderczyni przeniosła zwłoki męża zalanego krwią po zatłuczeniu go przez żonę w wannie młotkiem dwa pokoje dalej, nie zostawiając przy tym żadnych śladów. Kobieta nie uniesie zwłok mężczyzny 185 cm wzrostu z wanny na 20 centymetrów, a cóż dopiero mówić tu o ich przenoszeniu.

  16. „Pawle, pisałeś wielokrotnie, że denerwują Cię dla przykładu czołgi czy uzbrojenie „Czterech pancernych”.”

    Tego to na pewno nie pisałem. Skąd mieliby filmowcy w latach 60. wytrzasnąć sprawny czołg T-34-76? Tego rodzaju wady scenografii mi nie przeszkadzają.
    Złości mnie co innego. Na przykład to, że w filmach z czasów II wojny światowej przeciwnicy z reguły szatkują się wzajemnie długimi seriami z pistoletów maszynowych. Po pierwsze, typowy magazynek takiej broni wystarczał na trzy sekundy ciągłego ognia. A ile zapasowych magazynków mógł dźwigać żołnierz idący do walki? Zresztą chyba tylko raz widziałem na filmie operację zmiany magazynka.
    Po drugie, i może ważniejsze, do samego końca wojny standardowym uzbrojeniem żołnierza piechoty wszystkich wojujących armii był zwykły karabin powtarzalny (czyli taki, który trzeba po każdym wystrzale zarepetować). Ręczną broń automatyczną miały tylko specjalne oddziały szturmowe, komandosi itp. N, ale powolne paf, klik, paf, klik, paf nie robi takiego wrażenia na widzach jak ta-ta-ta-ta-ta.
    Poza tym gdyby na prawdziwej wojnie trup leciał tak gęsto jak w filmach, to po paru dniach nie byłoby już kim wojować.

  17. Byłem bardzo sceptyczny do Harry Pottera (przez wiele lat), aż w końcu przeczytałem i bardzo mi się spodobał;-)

  18. Kontynuując…, do Sapkowskie też byłem sceptycznie nastawiony, w bibliotece pierwsze księgi sagi o wiedźminie omijałem z uwagi na tak tytuł jak i okładki (kompletnie nie kojarząc z niczym nazwiska), dopiero jak już kompletnie nie było czego czytać to się zabrałem… i wsiąkłem 😀

  19. Zawierzyłem pamięci Pawle, pisałeś o filmie „Wyzwolenie”: „Radzieckie T-34 występowały w wersji, której w 1943 roku nie było jeszcze na świecie, niemieckie w ogóle nie przypominały niczego autentycznego”.
    Ale z drugiej strony filmy nie mogą być odbiciem rzeczywistości, rozmawiamy na ten temat od wielu lat. Panna Fisher nie może natrafiać sama na morderstwo co kilka dni (mój tata się śmiał oglądając zdaje się W-11, że nigdy nie było tylu morderstw w Krakowie. A Sandomierz?).
    I jeszcze jedna rzecz mnie denerwuje, szczególnie w filmach amerykańskich: każda bomba ma widoczny licznik czasu, i bohaterowie są ratowani na 0:01 przed wybuchem.
    ——–
    Gszczepa!
    Może kiedyś się przekonam do Harry Pottera. A w Sapkowskim zakochałem się już po pierwszych podstawowych słowach: „Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę”.

  20. @Torlin,
    To co jest najlepsze, to to że opowiadania przeczytałem znacząco później, dla mnie pierwsza była saga.

  21. „bohaterowie są ratowani na 0:01 przed wybuchem.”

    Fakt, że to idiotyzm. Oglądałem kiedyś film, który przeszedł bez większego echa, a mnie bardzo się podobał. Tytułu nie pamiętam. Jego treścią był jeden lot bojowy amerykańskiej „latającej fortecy” nad Niemcy. Pokazany bardzo realistycznie, bez sensacyjnych fajerwerków. Zgrzyt był tylko jeden: samolot, mocno postrzelany, z ciężko rannymi na pokładzie, podchodzi do lądowania w bazie i okazuje się, że nie chce się wysunąć podwozie. Ściślej, wysuwa się tylko jego połowa, co oznacza pewną katastrofę. No i dzielna załoga nadludzkim wysiłkiem, z użyciem jakichś ręcznych mechanizmów to brakujące koło wysuwa – dosłownie na kilka sekund przed dotknięciem ziemi.
    Tak że istotnie wkurza mnie budowanie napięcia za wszelką cenę, nawet za cenę absurdu. Aż się chce w takich chwilach, żeby jednak wybuchło.

    „filmy nie mogą być odbiciem rzeczywistości”

    Dlaczego nie mogą? Niektóre przecież są. Odbiegają od rzeczywistości przeważnie filmy rozrywkowe, bo publiczność jest zblazowana i żąda coraz silniejszych wrażeń i coraz wspanialszych efektów specjalnych.

    Tak na marginesie, przypomniał mi się zabawny szczególik. W którymś filmie z Indiana Jonesem bohaterowie opuszczają w locie samolot, bo skończyło się paliwo. No i ten samolot z pustymi zbiornikami wbija się w zbocze górskie, powodując efektowną eksplozję! Zresztą również w okrzyczanej „Dunkierce”, która mi się zdecydowanie nie podobała, angielski lotnik, któremu też skończyło się paliwo, ląduje przymusowo na plaży, po czym podpala maszynę, żeby nie dostała się w ręce wroga. I ta maszyna wybucha wielkim płomieniem. Ludzie lubią, jak coś się pali i wybucha. W filmach sensacyjnych prawie każdy karambol samochodowy kończy się pożarem, podczas gdy w prawdziwym życiu zdarza się to bardzo rzadko.

  22. Gszczepa!
    Ale co najciekawsze, to w opowiadaniach jest baza, podstawa przyszłej opowieści o Ciri.
    ————
    Pawle!
    Od „odbicia rzeczywistości” są filmy dokumentalne lub paradokumentalne. Filmy fabularne są wizją reżysera na temat.

  23. Nie rozumiemy się, Torlinie. Nie chodzi mi o to, żeby pokazywać to, co się naprawdę zdarzyło, tylko to, co mogłoby się zdarzyć, i tak, jak mogłoby się zdarzyć. Czy uważasz, że to jest nadmierne ograniczenie dla inwencji twórcy?
    Zresztą to kwestii konwencji. Można zrobić film w konwencji baśniowej czy fantastycznej i wszystko będzie w porządku. Nie lubię natomiast produkcji quasi-realistycznych, do których – dla epatowania widza, a nie ze względu na dramaturgię – wprowadza się motywy od realizmu dalekie. Choćby postawy w oczywisty sposób sprzeczne z ludzką psychologią.
    To rzecz jasna tylko mój osobisty gust, więc niepotrzebnie mnie próbujesz przekonać, że nie mam racji.

  24. Widzisz Pawle, wszystko zależy od emocjonalnego stosunku do dzieła. Są ludzie, którym nie przeszkadza, że pod Troją na filmie walczono na żelazne miecze, kiedy królowały tam brąz i miecz,a fundamentalistą przeszkadza, przy prawie skanowaniu klatka po klatce widok butli schowanej pod rydwanem w „Gladiatorze”.
    Tego zdania: „Nie chodzi mi o to, żeby pokazywać to, co się naprawdę zdarzyło, tylko to, co mogłoby się zdarzyć, i tak, jak mogłoby się zdarzyć” za bardzo nie rozumiem, jaki to ma związek z pokazywaniem Dunkierki, Market Garden czy japońskiego ataku na Hawaje.
    „postawy w oczywisty sposób sprzeczne z ludzką psychologią” – no w tym temacie to jest po prostu tłum. Właściwie w każdym filmie są tak pokazani ludzie, ale niektóre z „wybitnych” filmów są „wybitnie” sprzeczne psychologicznie z logiką. Na czele stoi oczywiście, o czym kiedyś zrobiłem notkę
    1. Nóż w wodzie – psychologia postaci męża bez sensu,
    2. „Niebieski” – wydumana psychologia, zresztą w „Czerwonym” też,
    3. nawet w moim „Ranczu”, które bardzo cenię, Kusy, intelektualista, człowiek bardzo mądry i znający życie, gotuje wszystkie rzeczy swojej żony, chcąc się pozbyć wszystkich bakterii i wirusów,
    4. Magda M. i sprawa choroby bohatera.
    c.d. nastąpi

  25. @ Pawel Lubonski,

    ” Tytułu nie pamiętam.”

    Wyglada to na „Memphis Belle”

    Pozdrawiam

  26. vandermerwe: „Wyglada to na „Memphis Belle”

    Faktycznie, w Polsce szło jako „Ślicznotka z Memfis”. Dziękuję za przypomnienie.

  27. vandermerwe: Faktycznie, w Polsce szło to jako „Ślicznotka z Memfis”. Dziękuję za przypomnienie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: