Napisane przez: torlin | 26/04/2019

Ciekawe przypadki wojenne Australii

Jula przez przypadek poruszyła bardzo ciekawy temat – Australia jako terytorium zagrożone inwazją podczas II Wojny Światowej. Pamiętam, jak za młodych lat z kolegami interesującymi się również historią robiliśmy eksperymenty dyskusyjne, jeden rzucał temat, a reszta musiała się do tego ustosunkować. Do dziś pamiętam, że jeden z tematów brzmiał: „Czy Japonia miała zamiar zaatakować Australię?”. Trzeba pamiętać, że nie było wtedy Internetu, i bazowaliśmy jedynie na wydawnictwach encyklopedycznych i na trzytomowej „Historii II Wojny Światowej”. I doszliśmy do wniosku, że to się Japonii nie opłacało.

Powyższy plakat propagandowy odnoszący się do zagrożenia japońską inwazją uznano w Australii za za bardzo alarmujący, w związku z tym nie został wydany i opublikowany. Ale bardzo ciekawe są debaty na ten temat pomiędzy armią a marynarką wojenną Japonii. Sukces tego kraju w pierwszych miesiącach wojny na Pacyfiku spowodował, że niektórzy przedstawiciele Cesarskiej Japońskiej Marynarki Wojennej w grudniu 1941 r. zaproponowały inwazję na Północną Australię. Argumenty przyznaję mieli potężne, że Stany Zjednoczone prawdopodobnie wykorzystają Australię jako bazę do rozpoczęcia kontrofensywy w południowo-zachodnim Pacyfiku. Dowództwo Marynarki Wojennej argumentowało, że inwazja ta może zostać przeprowadzona niewielkimi siłami piechoty, ponieważ ten obszar Australii był – zdaniem Japończyków – lekko broniony i odizolowany od głównych ośrodków miejskich Australii. W Marynarce Wojennej nie było powszechnego poparcia dla tej propozycji, a Isoroku Yamamoto, dowódca Połączonej Floty, konsekwentnie się jej sprzeciwiał. Armia japońska też nie zgadzała się na propozycję marynarki wojennej , uważała ją za niepraktyczną, gdyż armia koncentrowała się na obronie granic podbojów Japonii i uważała, że ​​inwazja Australii nadmiernie rozszerzy obszar obrony. Co więcej, armia nie była skłonna wyjąć tak dużą liczbę żołnierzy z Armii Kwantuńskiej w Mandżurii, ponieważ nie byli pewni, czy Związek Radziecki nie zaangażuje się w wojnę na Pacyfiku, a oprócz tego armia japońska łakomym wzrokiem patrzyła na Syberię.

Premier Hideki Tojo konsekwentnie sprzeciwiał się inwazji Australii, zamiast tego opowiedział się za polityką zmuszania Australii do ograniczenia kontaktów  komunikacyjnych z USA. W swoim ostatnim wywiadzie przed egzekucją za zbrodnie wojenne Tojo stwierdził, że: „Nigdy nie mieliśmy wystarczającej liczby żołnierzy do [inwazji na Australię]. Rozciągnęliśmy już za daleko nasze linie komunikacji. Nie mieliśmy takiej siły zbrojnej ani takich możliwości zaopatrzeniowych (…). Oczekiwaliśmy, że zajmiemy całą Nową Gwineę, utrzymamy Rabaul jako bazę i zaatakujemy północną Australię drogą powietrzną. Ale rzeczywista inwazja fizyczna – nie, w żadnym momencie”.

Obliczenia armii i marynarki dotyczące liczby żołnierzy potrzebnych do inwazji na Australię znacznie się różniły i stanowiły podstawę dyskusji pomiędzy nimi. W grudniu 1941 r. Marynarka Wojenna Japonii obliczyła, że ​​siły trzech dywizji (od 45 000 do 60 000 ludzi) byłyby wystarczające do zdobycia australijskich północno-wschodnich i północno-zachodnich obszarów przybrzeżnych. Natomiast armia obliczyła, że ​​potrzebna byłaby wtedy siła co najmniej dziesięciu dywizji (między 150 000 a 250 000 ludzi). Planiści armii oszacowali, że przewiezienie tej armii do ​​Australii wymagałoby statków łącznie od 1,5 do 2 milionów ton, a przecież ta siła inwazyjna byłaby większa niż cała dotychczas użyta do podboju Azji Południowo-Wschodniej.  Armia odrzuciła również propozycję marynarki wojennej przeprowadzenia ograniczonej inwazji na Australię, uważała zdobycie i utrzymanie enklaw na północy kraju jako nierealistyczne, biorąc pod uwagę prawdopodobne kontrofensywy sojuszników. Ze względu na swoje doświadczenie w Chinach armia wierzyła, że ​​każda inwazja na Australię będzie musiała obejmować próbę podbicia całego kontynentu australijskiego, co było poza możliwościami Japonii. Temat powrócił 6 lutego 1942 r., Ministerstwo Marynarki Wojennej formalnie zaproponowało plan, w którym wschodnia Australia zostanie zaatakowana w tym samym czasie, gdy inne siły japońskie będą zdobywały Fidżi, Samoa i Nowa Kaledonia, ale ta propozycja została ponownie odrzucona przez wojsko. 14 lutego, dzień przed zdobyciem Singapuru, sekcje Armii i Marynarki w Cesarskim Dowództwie Cesarskim ponownie omówiły sprawę inwazji na Australię i podczas tej dyskusji kapitan Tomioka argumentował, że możliwe będzie zdobycie Australii „symboliczną siłą”. To stwierdzenie zostało opisane jako „tak wiele bełkotu” w tajnym dzienniku Głównej Komendy Głównej Cesarstwa. Przypominam, że tak naprawdę Fidżi, Samoa i Nową Kaledonię uratowała Bitwa o Midway w czerwcu 1942 r.


Powyżej postępy Japonii na obszarach Południowo-Zachodniego Pacyfiku i Azji Południowo-Wschodniej w ciągu pierwszych pięciu miesięcy Kampanii Pacyfiku II Wojny Światowej. Proponowana ofensywa, zwana Operacją FS, na Fidżi, Samoa i Nową Kaledonię, przedstawiona jest w prawym dolnym rogu, FS miało być wspólnym wysiłkiem Cesarskiej Japońskiej Marynarki Wojennej i Cesarskiej Japońskiej Armii, a jego podstawowym celem było odcięcie linii dostaw i komunikacji między Australią a Stanami Zjednoczonymi, a podstawowym celem było wyeliminowania Australii jako kraju zagrażającego japońskiej linii obrony na południowym Pacyfiku. Operacja FS została przełożona po japońskiej porażce w Bitwie na Morzu Koralowym, a następnie odwołana po porażce Japończyków w Bitwie o Midway, po stracie czterech japońskich lotniskowców.

Wielki nalot na Darwin przeprowadzony został w dniu 19 lutego 1942 r., a Broome został zaatakowany co najmniej cztery razy przez japońskie samoloty podczas II Wojny Światowej, z tym że najgorszy atak został przeprowadzony w dn. 3 marca 1942 r. Japonia przeprowadziła dziesiątki kolejnych nalotów na północną Australię w 1942 i 1943 r., były to głównie małe naloty i miały na celu uniemożliwienie alianckim samolotom zaatakowanie japońskich pozycji. Z kolei atak na port w Sydney w maju 1942 r. miał na celu skierowanie sił alianckich w przeciwnym kierunku niż wyspa Midway. Kolejne japońskie kampanie podwodne u wschodniego wybrzeża Australii w 1942 i 1943 r. były próbą przerwania linii dostaw między Australia a Nową Gwineą.

Najśmieszniejsze było to, że „inwazja rozpoznawcza” naprawę nastąpiła. Wieczorem 14 stycznia 1944 r. na rozkaz XIX Dowództwa Armii Japonii 25-tonowy statek rybacki „Hiyoshi Maru”opuścił Kupang na Timorze i o 9 rano w dniu 17 stycznia 1944 r.  dotarł najpierw na wyspy, a później wylądował w Australii. Przez dwa dni członkowie sił inwazyjno-rozpoznawczych szukali jakichkolwiek śladów i po nieznalezieniu niczego powrócili na Timor.


Responses

  1. A teraz Australia się zbroi na potęgę przed, znowu, zagrożeniem z północy, tym razem jednak chińskim.

  2. Mysle, ze bitwa na Morzu Koralowym zakonczyla sie remisem, natomiast Midway to byla japonska kleska majaca istotny wplyw na dalsze losy wojny na Pacyfiku.

    @ gszczepa,

    Moze Autralia sie zbroi, niemniej w razie ewentualnego konfliktu ma nikle szanse.

    Pozdrawiam

  3. „bitwa na Morzu Koralowym zakończyła się remisem”

    Remisem, jeśli idzie o straty obu stron. Ale w wymiarze operacyjnym przegrali ją Japończycy, bo nie zrealizowali swojego planu lądowania w Port Moresby.

    Zastanawia mnie, jak mogli Japończycy w ogóle rozważać na poważnie lądowanie w północnej Australii. Co by im to dało? Nie ma tam ani dużych portów i innej infrastruktury, ani surowców naturalnych. Ze względu na odległość i warunki terenowe nie byłaby to też baza do inwazji na południową część kontynentu.

  4. Gszczepa! Vandermerwe!
    Żadne państwo na świecie, jeżeli nie ma ponad 100 milionów mieszkańców i bomby atomowej, nie ma szans z Chinami. To cóż mówić o Australii.
    ————————————
    Vandermerwe! Pawle!
    1. Bitwa na Morzu Koralowym jest typowym i doskonałym przykładem, że zwycięstwo może być prawie klęską, że nie wspomnę Króla Epiru ze zwycięstwa pod Ausculum. Piotr Zaremba, wspaniały prawicowy felietonista pisze w ostatnich dniach, że takie właśnie zwycięstwo odniósł rząd nad nauczycielami. PiS-owcy zobaczą prawicowe wykształcenie i wychowanie w szkołach jak Homer własną twórczość w druku.
    Przede wszystkim było to pierwsze zatrzymanie ofensywy Japończyków, coś nasze Płowce.
    2. Tu Pawle nie masz racji. Japończycy zaczęli wreszcie myśleć „głową ” wroga. Robert Guillain w swojej wspaniałej książce „Od Pearl Harbor do Hiroszimy” pisze właśnie, że błędem japońskiego sztabu była nieumiejętność obserwowania, co dla nieprzyjaciela jest najważniejsze. Patrzyli tylko na swoje potrzeby. Guillain pisze, że Hawaje dlatego nie zostały zajęte jako pierwsze, bo im nie były potrzebne do niczego, a nie myśleli „Amerykanami”, że tamtym Hawaje są niezbędne do kontrataku.
    Australia była Amerykanom niezbędna ze względów logistycznych, nie miałyby gdzie lądować samoloty transportowe. Oprócz tego – co widać doskonale spoglądając na powyższą mapę – północne wybrzeże Australii aż jest stworzone do kontrataku na Holenderskie Indie Wschodnie.

  5. @ Pawel Lubonski,

    Akurat jest to przyklad wydarzenia, ktore mozna roznie oceniac. Wszystko zalezy od przyjetego punktu wyjscia. W kwestii strat nie jestem przekonany, czy akurat byl to remis. To jednak, w calym wymiarze wojny dla jednej czy drugiej strony nie mialo wiekszego znaczenia.
    Po tej stronie globu podobna dyskusja trwa po dzis dzien nt. bitwy wokol Cuito Cuanavale w Angoli pod koniec lat 80-tych.

    Realnie rzecz biorac ewentualna inwazja Australii byla poza mozliwosciami sil zbrojnych Japonii.

    @ Torlin,

    Niezaleznie jak bardzo byliby przeiwdujacy Japonczycy, na dluzsza mete nie mieli szans na wygranie wojny ze Stanami – roznica potencjalu byla zbyt duza.

    Pozdrawiam

  6. Nie Vandermerwe, patrząc nawet na Wikipedię, to straty były właściwie dokładnie takie same, po 1 lotniskowcu zatopionym i 1 niszczycielu, i identycznie po 1 lotniskowcu i niszczycielu uszkodzonym. Reszta to płotki.
    Tak, masz rację, ale zajęcie Hawajów i ew. Australii strasznie skomplikowałoby sytuację Amerykanów w sensie logistycznym.

  7. Cuito Cuanavale – opis znalazłem TU.

  8. „północne wybrzeże Australii aż jest stworzone do kontrataku na Holenderskie Indie Wschodnie.”

    Że się spytam: i co, wyszedł ten kontratak z północnego wybrzeża Australii?

  9. @ Torlin,

    Mam sporo opracowan/ksiazek na ten temat. Co do artykulu. Dlaczego Autor uparcie uzywa slowa „afrykanerski”? Zwazywszy, ze w silach zbrojnych obowiazkowo sluzyli wszyscy biali mezczyzni w RPA a w tamtym czasie sluzyli tez zolnierze innych kolorow skory rzecz nie stawia Autora w najlepszym swietle.
    Spor dotyczy znaczenia samej bitwy oraz celow jakie miala osiagnac, co w kolejnosci prowadzi do debaty o politycznym podkladzie, kto zwyciezyl.

    @ Pawel Lubonski,

    Juz po napisaniu wczesniejszego komentarza pomyslalem, ze jednym mozliwy kryteriow oceny bolaby mozliwosc uzupelnienia strat. Patrzac na to w ten sposob rzeczywscie utrata tak istotnej jednostki jak lotniskowiec byla rzeczywiscie porazka.

    Pozdrawiam

  10. Pawle!
    Nie, nie było. Ale Japończycy po kres swoich dni nie mogli być pewni, że nie wyjdzie.
    —————
    Vandermerwe!
    Z Tobą jest taki kłopot jak z Szymonem w sprawie kolei, za dużo wiecie. Przecież ten artykuł jest dla Polaków, dla których te różnice są kompletnie nieistotne.
    Strata lotniskowca to jest tragedia dla floty, a strata czterech – to klęska. Ale w sprawie Midway trzeba obiektywnie powiedzieć, że Japończycy mieli nieprawdopodobnego pecha, a Amerykanie niewiarygodne szczęście. Gdyby chmury odsunęły się na odwrót, to Amerykanie ponieśliby klęskę. Ale masz rację, jak Zagłoba prorokował w sprawie wojny ze Szwecją, Amerykanie mogliby tracić jeszcze kilka lotniskowców, i tak by wygrali całą wojnę. Japończycy raz stracili cztery, i przestali istnieć.

  11. @Torlin,
    „po 1 lotniskowcu zatopionym i 1 niszczycielu, i identycznie po 1 lotniskowcu i niszczycielu uszkodzonym”

    To jednak nie były porównywalne straty, Japonia straciła owszem lotniskowiec, ale lekki, Amerykanie stracili lotniskowiec floty.

  12. @vandermerwe
    „Moze Autralia sie zbroi, niemniej w razie ewentualnego konfliktu ma nikle szanse.”

    Sama – oczywiście. Ale to jeden z krajów najsilniej związanych sojuszami z USA. Sama Australia podczas DWS też by się przed Japonia nie obroniła.

  13. @ Torlin,

    Moze sie czepiam. Jednak zauwazylem, ze w polskim pismiennictwie tzw. egzotyczne kraje opisuje sie niechlujenie. Mialem na ten temat spor ( oko w oko) z pewnym znanym publicysta. Zwrocilem mu uwage na niby „malo istotne szczegoly” w artykulach i ksiazkach innego znanego publicysty. Moj rozmowca potraktowal to lekcewazaca zdawkowa uwaga i w swojej ksiazce, mnie przyslanej, wysmarowal „byki” , na ktore zwracalem jemu uwage. Uwazam, ze piszac w pismie „Poligon” znajomosc szczegolow dotyczacych armii RPA jest rzecza istotna.
    I jeszcze ciekawostka. Pare lat temu ukazala sie ksiazka zawierajaca wspomnienia zolnierzy rosyjskich przebywajacych w Angoli w tamtym czasie. Jeden z nich wspomina, ze w czasie nasluchu komunikacji poludniwowoafrykanskiej w pewnym momencie uslyszeli polska mowe, co wywolalo konsternacje – w wojsku RPA sluzyli rowniez zolnierze pochodzenia polskiego.

    Pozdrawiam

  14. Gszczepa!
    Tutaj muszę Ci przyznać rację:
    „Shōhō” – 11 tys. ton; 200×18 m; 25 samolotów, załoga 800 ludzi,
    „Lexington” – 36 tys. ton; 270×32 m; 91 samolotów; 2.122 ludzi.
    Wbrew pozorom Australia miała szansę nawet bez pomocy USA. Po pierwsze są to bardzo bitni ludzie, ale co najważniejsze, Australia to jest olbrzymi teren. Opanowanie całego kontynentu wymaga zaangażowania olbrzymich sił lądowych.
    —————–
    Vandermerwe!
    tak to już jest na świecie, że publikuje się artykuły dostępne umysłowo czytelnikom. Nikt nie drąży tematu, bo najczęściej zainteresowanych to nie bardzo obchodzi. Nie mówię tutaj o piśmie „Poligon”, może rzeczywiście tam powinno to być zrobione bardziej sumiennie.

  15. @Torlin,
    Ale większość to są pustynie, tak naprawdę wystarczy zająć okolice Sydney/Melbourne. W dodatku większość wojsk australijskich była wtedy w Afryce.

  16. No wiecie, Lexington to przebudowany krążownik liniowy. Wielka machina, dla samolotów jednak ciasnawa, a poza tym słabo manewrowa 😛
    OK, trochę może prowokuję, ale Lexington mógł być większym obciążeniem dla US Navy niż pożytkiem…

  17. @pak4,
    No nie przesadzajmy, wystarczy zerknąć na szlak bojowy bliźniaczej Saratogi, żeby zobaczyć jak bardzo użyteczny to był typ okrętów. Ciasnota dla samolotów jest zwyczajną nieprawdą, to były największe lotniskowce US Navy aż do budowy powojennego typu Midway, a np. wysokość hangaru została przewyższona dopiero przez typ Forrestal zbudowany w latach 50-tych.

  18. @gszczepa:
    Kwestia funkcjonalności. To był zaadaptowany krążownik liniowy, a nie okręt projektowany od razu jako lotniskowiec. Duży pokład, szybkość, wyporność — to nie wszystko. Co z windami, z ergonomią hangaru, ze zwrotnością (to ona zawinić miała w znacznej mierze utratę okrętu w bitwie)?
    A Amerykanie rozkręcali już budowę floty.
    Zresztą, po stronie japońskiej Kaga, czy Akagi, były mniej warte od Shokaku i Zuikaku – bardzo udanych okrętów.

  19. Bardzo fajna dyskusja, nie krepujcie się, czytam z wypiekami na twarzy. Jestem za mały pikuś, aby w niej uczestniczyć czynnie, pozostaje bierne, ale dla mnie też ważne.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: