Napisane przez: torlin | 24/06/2019

Propaganda wieczna czyli walka z 1300-letnim mitem

Jak wiecie, od czasu do czasu trafiam na prawicowe portale, aby zobaczyć, co u nich słychać. Ostatnio z uśmiechem zauważyłem wzniecanie i wzbudzanie mitu mającego prawie 1.300 lat, że niejaki Młot wspaniałym zwycięstwem powstrzymał Saracenów, że było to jedno z najważniejszych zwycięstw w historii świata, i jakby nasi przegrali, to nawet nad Wisłą mówilibyśmy po arabsku i wyznawalibyśmy wiarę Mahometa. Te teksty nie są dzisiejszej proweniencji, jako pierwszy zaczął je kolportować sam zwycięzca, aby ugruntować swoje panowanie. A może by tak odbrązowić samą bitwę i przypomnieć inne, ważniejsze. Z Poitiers jest jeden kłopot, bardzo mało wiadomo na temat tej bitwy, właściwie głównie ze źródeł arabskich.

Przeciwnicy uznawania powyższej bitwy jako zwornika dziejów twierdzą, że była to li tylko łupieżca wyprawa Berberów, Arabowie nie bardzo chcieli w tym brać udział. To jest prawda, ale jako kontrargument można podać, że zajęcie Hiszpanii było również skutkiem wypraw rozbójniczych Berberów, i skończyło się tym, czym się skończyło.

Zastanawiająca jest liczba uczestników, właściwie nic nie wiadomo. Polacy mówią o kilku-kilkunastu tysiącach walczących, Arabowie o 50, a Duńczycy o 200 tysiącach.

Frankowie mają oczywiście prawo chwalić się zwycięstwem i cieszyć się z niego, ale sposób prowadzenia walk był mało chwalebny. Frankowie nie mieli jazdy, w związku z tym z ludzi trzymających tarcze stworzyli mur nie do przebycia i przedarcia się przez najeźdźców.

Poprzez wyolbrzymienie Poitiers zagubiło się znaczenie wielkich zwycięstw pod Konstantynopolem. Pierwsze, w latach 674-678, oblężenie Konstantynopola przez dwustutysięczną armię arabską doprowadziło do niewyobrażalnej klęski najeźdźców, stracili 100 tysięcy ludzi, całkowitemu zniszczeniu uległa arabska flota, ale była jeszcze ważniejsza rzecz – wizerunkowa. Arabowie do tego momentu szli jak burza, od zwycięstwa do zwycięstwa, i ta wielka klęska połączona z podpisaniem hańbiącego pokoju, była wstrząsem. Drugi raz Arabowie zaatakowali Konstantynopol w latach 717–718 i znowu dwustutysięczna armia poniosła klęskę. Na sam koniec Bizantyjczycy zniszczyli armię arabską w bitwie pod Akroinon w 740 roku, i właśnie te trzy wydarzenia uratowały Europę od wpływu Mahometa, a nie epizodyczna potyczka Karola Młota. Ale jemu było potrzebne wielkie zwycięstwo i chwała obrońcy chrześcijaństwa i cywilizacji europejskiej w wewnętrznych rozgrywkach karolińskich.


Responses

  1. Owe 200 tysięcy Arabów oblegających Bizancjum, z których 100 tysięcy ginie, brzmi równie wiarygodnie jak Sienkiewiczowskie 500 tysięcy Kozaków pod Zbarażem (plus oczywiście „nieprzeliczone chmary czerni”).

  2. Masz zapewne rację Pawle, trudno jest przeliczyć, chociaż trochę pośmieję się z Twojej antysienkiewiczowskości, jak możesz wątpić w te 500 tysięcy Kozaków 😉 A pamiętasz rozmowę Zagłoby ze starostą?
    „– Ot i są! – rzekł pan starosta.
    – Są psubraty! – odrzekł Zagłoba.
    – Można by ich, człeka po człeku, palcem rachować.
    – Tacy starzy praktycy jak ja nie potrzebują rachować, jeno okiem rzucą. Jest ich dziesięć tysięcy jazdy i ośm piechoty z artylerią. Jeślim się o jednego gemajna albo o jednego konia omylił, gotówem całą fortunę za omyłkę zapłacić.
    – Zali tak można wymiarkować?
    – Dziesięć tysięcy jazdy i ośm piechoty, żebym tak zdrów był! W Bogu nadzieja, że w znacznie szczuplejszej liczbie odejdą, niech tylko jedną wycieczkę poprowadzę”.
    Wracając na poważnie do naszych rozważań – zostało trochę dokumentów arabskich o wielkości i liczebności poszczególnych oddziałów, okrętach, uzbrojeniu i stratach. Te liczby mogą nie kłamać. Oprócz tego Arabowie musieli odczuć pod Konstantynopolem klęskę, skoro podpisali tak hańbiący pokój.

  3. Ludzie przyjmujący za dobrą monetę takie liczby nie biorą od uwagę problemów organizacyjnych i logistycznych związanych z ogromnymi masami wojsk. W dziejach Europy tak wielkimi armiami zaczęto operować właściwie dopiero w epoce napoleońskiej.
    Nie wiem, jak u Bizantyjczyków, ale wątpię, by u ówczesnych Arabów funkcjonowała regularna administracja i biurokracja wojskowa.

  4. Pawle!
    Powiem Ci szczerze, że nie bardzo chce mi się przekopywać przez wielkość armii uczestniczących w poszczególnych bitwach, ale niektóre rzeczy wiem. Np. Liwiusz pisze bardzo dokładnie, że Hannibal miał 90 tys. wojska i 12 tys. jazdy. Bitwa pod Alezją, obrońców było 90 tys., a prawie trzykrotnie więcej chciało pójść z odsieczą. Persowie atakujący Greków mieli za każdym razem powyżej 100 tys. żołnierzy. To samo można powiedzieć o armiach asyryjskich, babilońskich, perskich, mongolskich. Te armie były niesłychanie liczne.To nie jest tak, że dopiero epoka napoleońska… Chyba, że mówimy o armiach sześciusettysięcznych, to wtedy zgoda. Persowie, Mongołowie czy Rzymianie mieli to wspaniale rozplanowane pod względem logistycznym.

  5. „Liwiusz pisze bardzo dokładnie, że Hannibal miał 90 tys. wojska i 12 tys. jazdy.”

    Wolno zapytać, skąd on to wiedział. I w ogóle – na ile wiarygodne są dane liczbowe podawane przez starożytnych, jeżeli historycy często nie są pewni tych danych w przypadku wojen XIX-wiecznych.
    Nie badałem szczegółowo wojen starożytności, ale wiem, jakie problemy miewali z wyżywieniem i zakwaterowaniem armii znacznie mniejszych niż dwustutysięczne nowożytni dowódcy europejscy, i to działając w krajach bogatych i dobrze zagospodarowanych. Nie mówiąc już o organizacji przemarszów. Akurat mam taką książkę, więc sprawdziłem: kolumna marszowa polskiej brygady kawalerii z września 1939 roku miała ponad 10 km długości! A to było wszystkiego kilka tysięcy żołnierzy.

  6. @Torlin,
    „sposób prowadzenia walk był mało chwalebny”

    Przyznam że rozbawiłeś mnie tym stwierdzeniem. To jest wojna, to się walczy żeby wygrywać, a nie zdobywa punkty za styl.

    Paweł Luboński
    „wątpię, by u ówczesnych Arabów funkcjonowała regularna administracja i biurokracja wojskowa.”

    Niesłusznie. Arabowie byli wtedy bardzo rozwinięci.

    „kolumna marszowa polskiej brygady kawalerii z września 1939 roku miała ponad 10 km długości! A to było wszystkiego kilka tysięcy żołnierzy.”

    To jest trudno porównywać, długość brygady kawalerii czyniła bowiem nie tyle ilość żołnierzy co sprzętu.

  7. Poczekaj jeszcze trochę a dowiesz się ,że nasz premier brał w tym udział a LK pomnik należy z tej okazji, jako zbawcy , postawić.
    Jakoś zawsze mam wrażenie, że wszystko co było kiedyś, kiedyś, jest zwykle mocno naciągane. Przecież trzeba czymś następnym pokoleniom imponować..
    Przyznam się bez bicia- Sienkiewicz to raczej nie moja bajka, czytałam, bo musiałam, nie był to własny wybór.A zaczęłam nim poszłam do szkoły.
    Miłego, chłodniejszego;)

  8. @gszczepa:
    OK, ale mamy kwestwię zaopatrzenia.
    Przy pewnym poziomie technologii tego nie przeskoczysz. Konie żrą paszę. Duża jednostka konna wymaga więc owsa. Oczywiście, możesz liczyć, że w sprzyjajacej porze roku „koń się sam wyżywi”. Ale też pozostaje problem liczby koni do dostępnych kilometrów kwadratowych pastwisk. A znowu, jeśli konie rozproszysz, to wróg może cię pobić po kawałku, zanim skoncentrujesz armię.
    To zawsze jest ograniczenie. Nie jedyne zresztą.
    To jedna z przyczyn dla których zmniejsza się szacowaną liczebność armii w przeszłości. A że przesadzano, to wystarczy poczytać, co Krzyżacy twierdzili o liczebności Polaków i Litwinów pod Grunwaldem 🙂

  9. Koń je 4 kg owsa dziennie (taka była norma w polskiej kawalerii). To nie tak dużo.

  10. „Koń je 4 kg owsa dziennie”

    Czyli sto tysięcy koni potrzebuje 400 ton owsa dziennie. Ile dodatkowych koni trzeba, żeby ten owiec transportować?

  11. Anabell!
    Z Sienkiewicza uwielbiam dwie rzeczy: Trylogię i „W pustyni i w puszczy”.
    —————–
    Do pozostałych Moich Drogich Komentatorów w sprawach końskich. Naprawdę, większość koni wypuszczana była na pastwiska. Co ja czytam Pawle, i Ty to napisałeś? Stutysięczna armia nie była złożona ze 100 tys. jazdy. Jazda była w czasach starożytnych małą częścią wojska, większość to była piechota (nawet za czasów napoleońskich). Wpadła mi w łapy FAJNA STRONA, poczytajcie sobie o największej bitwie starożytności.

  12. @Torlin:
    nie chodzi o konie. Choć o konie też.
    Jeśli masz dużą armię, to ją musisz wyżywić. Oczywiście, pomaga okradanie okolic, przez które się przejeżdża, ale to też rodzi ograniczenia — takie same jak z końmi, pastwiskami i rozproszeniem.

    Możesz też żywność brać z sobą. Ale to oznacza dodatkowe wozy. Do tego prowadził Paweł — większa armia to większe tabory, a powiększanie taborów prowadzi do dalszego powiększania taborów… Problemem „technologicznym” jest mnożnik, który można zastosować. Jak dobry będzie wóz, jak paliwochłonny napęd (czy to paliwem będzie owies, czy olej napędowy)…

    Dla obrony kraju możesz powołać dużo „pospolitego ruszenia” — ludzie działają na miejscu, tam gdzie mieszkają (plus minus). Nie myślisz o ich żywieniu itp.

    Ale jeśli idziesz na wyprawę, by podbić obce kraje, gdy masz do przekroczenia przeszkody terenowe (góry, rzeki), to wielkość armii robi się problemem. A jeszcze jeśli masz daleko, tym bardziej musisz zabrać większe zapasy…

  13. Ale kluczowe jest tutaj że koń może ciągnąć wóz o ładowności (netto) setek kilogramów – znowu za normami przedwojennymi. To pozwala na niemało koniodnioporcji. Wyżywienie to nie jest aż tak wielkie wyzwanie.

    Problem się zaczął w czasach bardziej współczesnych, kiedy konnymi taborami próbowano zaopatrywać jednostki wyposażone w broń maszynową i ciężką.

  14. Ja bym to jeszcze Gszczepa mocniej napisał. Większość armii starożytnych i średniowiecznych w ogóle mało zajmowała się wielkimi zapasami. Koń zawsze coś zeżre po drodze, ludzie też się jakoś wyżywią. Nawet jak Bonaparte wracał spod Moskwy, to jego tragedią było, że musiał iść z powrotem północną drogą, która była przez niego pozbawiona wszelkiej żywności. Nie przypuszczam, żeby np. Hannibal ciągnął za sobą przez Alpy wozy z jedzeniem.
    Dzisiaj to inaczej wygląda (np. II W. Św.), paliwo i amunicja muszą być ciągnięte, bo może się zdarzyć, że czołg natrafi na stację benzynową (patrz na naszą czwórkę z psem), ale jest to wyjątek. Dla przykładu włączyłem Wiki na stronie o armii imperium mongolskiego, w której słusznie jest napisane: „Armia ta nie wymagała też aprowizacji, żywiąc się tym, co wpadało jej w ręce po drodze, dzięki czemu nie musiała ciągnąć za sobą taborów. Jej podstawową siłą, oprócz mobilności i determinacji była też jej wielkość. W szczytowym okresie liczyła ona 120 000 żołnierzy, podczas gdy armie tureckie i europejskie uważano w tym czasie za wielkie, jeśli liczyły więcej niż 10 000 ludzi”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: