Napisane przez: torlin | 09/07/2019

Proces Torlina z K.W.

Każdy człowiek oczytany i w miarę inteligentny ma swoje ulubione książki, dzieła, wiersze, których większość nie rozumie. Nie rozumie nie tylko dzieła, ale i nie rozumie człowieka, któremu ten koszmar mógłby się podobać. Jestem takim właśnie dziwolągiem, dziwnym człowiekiem zakochanym w dziwnych dziełach, znam na pamięć „Anhellego” Słowackiego, kocham „Nieboską komedię” Krasińskiego, z przyjemnością czytam na głos „Zamek kaniowski” Seweryna Goszczyńskiego, czy zaglądam do bardziej znanych „Kubusia Fatalisty”, „Listów perskich” czy „Fizjologii smaku”. I do takich właśnie książek, które od razu trafiły do mnie i z zafascynowaniem je przeczytałem, należy „Proces”. Nie wiedziałem, że wprawdzie w szczątkowej wersji, ale mnie ten „proces” dotknie.

To Vandermerwe natchnął mnie do napisania tej notki, pisząc do Gszczepy: „ma Pan prawo do 6 miesięcy aresztu”. W Wiki jest kilka interpretacji utworu Kafki, dla mnie osobiście jest to wszechwładna władza państwa mogąca zrobić z obywatelem, co jej się żywnie podoba, i człowiek nie ma żadnej ucieczki, ani znikąd pomocy. A dlatego Vandermerwe mnie natchnął, gdyż ja się znalazłem w świecie Kafki w polskim sądzie, będąc niewinny zostałem oskarżony i skazany wbrew prawu. Różnica jest jednak pomiędzy mną a Józefem K. kolosalna, jemu groziła kara śmierci, mnie 300-złotowa grzywna.

Zostałem wezwany na Waliców (Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji) z żądaniem, abym ujawnił tożsamość kobiety, której pożyczyłem samochód 5 miesięcy wcześniej, konkretnego dnia, o konkretnej godzinie. Żeby było śmieszniej przesłuchujący wręczył mi jednocześnie ulotkę z moimi prawami, gdzie było jak wół napisane, że policja ma obowiązek każde dochodzenie zakończyć w ciągu miesiąca, w wyjątkowo trudnych sprawach można je przedłużyć do trzech. Z uśmiechem (może niepotrzebnym) zwróciłem „moje prawa” prowadzącemu dochodzenie mówiąc, że minęło 5 miesięcy, w związku z tym sprawa jest nieaktualna. „Sprawa jest aktualna” – odpowiedział z uśmiechem prowadzący to satyryczne zebranie – „tyle trwało, bo musieliśmy pana znaleźć”. „Jak to znaleźć?” – pytam się naiwnie. „Przecież się nie ukrywam. A co ta kobieta zrobiła?” „Na parkingu obok Cmentarza Bródnowskiego uszkodziła lakier w taksówce o powierzchni 1 cm²”. Powiedziałem, że żadnej kobiecie nie dawałem samochodu, a w ogóle to na jakiej podstawie mnie prześladuje. Odpowiedział, że było 5 świadków, i jest 5 protokołów potwierdzających ten fakt. Daje mi je do ręki, czytam, i nie mogę wyjść z podziwu – no Kafka. Wszystkie 5 zeznań jest jednakowych co do słowa, tylko podpisy i nazwiska są zmienione, zgadza się marka i kolor samochodu, za to nie zgadza się w ogóle numer rejestracyjny samochodu, ani jedna litera, ani jedna cyfra, kompletnie coś innego. Po powiedzeniu, co miałem powiedzieć, wyszedłem i zapomniałem.

Jakiś czas później dostaję z Sądu z Kocjana wyrok zaoczny obciążający mnie kwotą 200 złotych za odmowę podania nazwiska i imienia osoby, która … itd. Znalazłem treść odwołania w Internecie, napisałem, przesłałem, dostałem wezwanie na „proces”. I tu się zaczyna cała analogia do Kafki, nic nie mogłem wskórać. Młodziutka sędzina na wstępie orzekła, że jestem winny. Na pytanie, dlaczego wszędzie jest jednakowy protokół i inny numer rejestracyjny, odpowiedziała, że świadkowie od siebie przepisywali. Dlaczego to trwało 5 miesięcy? Bo nie mogli mnie znaleźć. Na moje pytanie (odnosząc do rzeczywistości aktualnej): „Wysoki Sądzie, czy Wysoki Sąd może bez zaglądania do notesu, a ja takiego nie prowadzę, odpowiedzieć, co Wysoki Sąd robił 9 lutego 2019 roku o godz. 16.30” – Wysoki Sąd raczył odpowiedzieć, że jeszcze jedno takie pytanie, a zostanę ukarany za obrazę sądu.

Ale szczyt w rodzaju Kafki był przy przedstawieniu mi świadka. Otóż tym świadkiem był policjant z drogówki, niemający w ogóle świadomości, po co on tutaj jest, stwierdził, że on się nie orientuje w temacie, tylko kazali mu tu przyjść i potwierdzić. No to on przyszedł i potwierdza. Nawiasem mówiąc chłopak był przystojny i sędzina wpatrywała się w niego z wielką radością. Na moje pytanie, skąd wie, że to jestem ja ze swoim samochodem sprawcą odpowiedział, że czytał protokoły. Na to sędzina dyktuje protokolantce, że świadek potwierdził moją winę. W związku z tym uznaje mnie za winnego i karze kwotą 300 złotych. I od razu dodała, że odwołanie od jej decyzji kosztuje 3,5 tysiąca złotych.

Pojechałem wściekły do Ojca, a on na to (przepraszam wszystkich): „Srał to pies, weź zapłać, zapomnij, nie kop się z koniem, po co ci to. Twoje nerwy są ważniejsze.” Tak zrobiłem, ale powiem szczerze, że atmosferę w sądzie pamiętam do dzisiaj. Nie zapomnę zdań tej sędziny – moje – „Wysoki Sądzie, przecież wszystkie wątpliwości powinny być brane pod uwagę na moją korzyść”. „Tutaj nie ma żadnych wątpliwości”. „A numer rejestracyjny, który się w ogóle nie  zgadza z raportami świadków?”. „Bo oni się pomylili co do numeru, ale to jest pan”. „A ten miesiąc, w którym powinno się zakończyć dochodzenie?”. „Długo pana szukali”.

Wiem, że moglem wziąć adwokata, myślałem sobie, że przy tak drobnej sprawie i tak dla mnie oczywistej, to nie ma potrzeby. Niestety, prawdą jest stwierdzenie dużej ilości prawników, żeby zapamiętać, że sądu nie interesuje prawda, tylko interpretacja. Mam nauczkę.


2019-07-09 11.29.03


Responses

  1. Moje dzieci mowia, ze Polska to Afryka w Europie – powtarzam sie. Niemniej Twoja „przygoda” calkiem dobrze by pasowala do jakiegos „egzotycznego” kraju. Piszac to, pragne zauwazyc, ze tutejsze sady jednak nie daja instytucjom panstwowym ( w tym policji ) glejtu do „jazdy na gape”.

    Pozdrawiam

  2. Mnie najbardziej intryguje, jak cię znaleźli, skoro nie po numerze rejestracyjnym. Czyżby sprawdzili wszystkich właścicieli samochodów tej marki i koloru, po czym na chybił trafił wybrali ciebie? Taki wysiłek w groszowej sprawie zdrapanego lakieru? Dziwne. I ci podejrzani świadkowie. Komu i dlaczego mogło tak bardzo zależeć na rozstrzygnięciu tej sprawy?
    A swoją drogą, ty zapłaciłeś karę za odmowę zdradzenia winowajczyni, a za lakier, jak rozumiem, nikt nie zapłacił. Czyli poszkodowany nic na tym nie zyskał.

  3. Dobre, ale jakoś mnie to nie dziwi. Znajomemu policja „ukradła” samochód a inny jej oddział, odnalazł go na …..policyjnym parkingu.
    Sprawa spadkowa, w której 3 potencjalnych spadkobierców zgodnie złożyło oświadczenia, że rezygnują z części przysługującego im spadku na korzyść
    osoby czwartej (bo ich zdaniem jej się ów strup w postaci domku należy skoro mieszkała w nim i w niego inwestowała przez 30 lat) więc sprawa w naszym pojęciu prosta- ciągnęła się 2 lata. W końcu sąd łaskawie zdecydował, że chyba mamy rację i mamy prawo zrzec się tego spadku.
    Polska to wielce osobliwy kraj po prostu i takich spraw jest multum.
    A tak nawiasem- nie dziwią mnie niczyje upodobania literackie- mam dwie książki do którym wracam niczym bumerang do ręki Aborygena- to obie części Kubusia Puchatka i „Podróże z moją ciotką” Grahama Greena.

  4. @ Pawel Lubonski,

    „A swoją drogą, ty zapłaciłeś karę za odmowę zdradzenia winowajczyni..”

    Niby tak wyglada z opisu. Jednak formalnie oskarzony Torlin twierdzil, ze nikomu samochodu nie pozyczal. W tej sytuacji mozna bylo sie spodziewac, ze Wysoki Sad sprobuje rozwiklac ta zagadke.
    Kiedys spotkala mnie ( tutaj ) podobna historia choc z pozytywnym zakonczeniem. Otrzymalem oficjalny list, ze jechalem samochodem, tego to a tego dnia, w strefie 60 km/h z predkoscia 100 km/h. Taki wybryk grozi sadem, nie mandatem. Zadnego zdjecia nie zalaczono, zas ja jezdze dosyc malo popularna marka. Poza tym tzw mucha w miodzie byl fakt, ze wymienionego dnia (byla to Niedziela) nie ruszalem sie z domu – mialem swiadkow. Znajomy prawnik wystosowal odnosne pismo i sprawa rozmyla sie gdzies w przestworzach.
    Tak na marginesie dziwi mnie na przyklad, ze w Polsce , w majestacie prawa czynniki oficjalne moga zrobic obywatelowi dziwne rzeczy np. zablokowac konto lub wyciaganc pieniadze z konta bez jakiegokolwiek ostrzezenia i szans na obrone.

    Pozdrawiam

  5. Ten cały „proces” siedzi we mnie jak cierń już dwadzieścia lat. Że mówię prawdę postanowiłem opublikować wyrok (u góry w podstawowym tekście). Cały czas chodzi za mną: „Co pan robił w dniu takim i takim 5 miesięcy temu?” „Nie wiem”. „Proszę zaprotokołować, że obwiniony odmawia odpowiedzi”.
    Anabell, Vandermerwe, Pawle, a co Wy robiliście 9 lutego o 14.30? Odmawiacie odpowiedzi i zasłaniacie się niepamięcią?
    W zeszłym roku zostałem ukarany na szczęście tylko upomnieniem przez Straż Miejską, że mój kontener na śmieci zmieszane nie ma naklejki „Śmieci zmieszane”. Na pytanie, gdzie mogę taką naklejkę dostać dostałem odpowiedź, że nakleja to firma odbierająca śmieci na wniosek Urzędu Dzielnicowego. „Przecież” – mówię – „panie są z urzędu dzielnicowego”. „My nie zgłaszamy, to jest pana obowiązek, my tylko sprawdzamy, czy takie naklejki są”.

  6. @ Torlin,

    Patrzac na to okiem dyletanta w sprawch prawnych wyglada, ze wystepowales w roli winnego nie oskarzonego.

    Podane przyklady utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze wspolczesne panstwo, nawet to demokracji liberalnej, staje sie coraz bardziej represyjne.

    Pozdrawiam

  7. Vandermerwe!
    Aż sprawdziłem w Internecie, jaka to jest różnica. To jest właściwie to samo, różnica jest taka, że oskarżony jest to człowiek podejrzany o dokonanie czynu zabronionego, a obwiniony o dokonanie wykroczenia. Znalazłem nawet takie zdanie: „Obwiniony to osoba oskarżona o popełnienie wykroczenia”.

  8. 9 lutego tego roku leżałam w domu, w Berlinie, na łożu boleści, bo 11 dni wcześniej raczyłam sobie złamać kość biodrową.

  9. Bardzo fajne (oczywiście nie mówię o złamaniu kości, tylko o informacji), ale Twój komentarz potwierdza to, o czym ja mówię. Możesz pamiętać tylko pod warunkiem, że tego dnia coś się wydarzyło specjalnego (chrzest, szpital, czyjaś śmierć, wyjazd wakacyjny). Przy szeregowym, powszednim dniu, nie możesz pamiętać. To jest niemożliwe.

  10. @ Torlin,

    Niezaleznie od tego w jakiej roli miales wystapic, wystapiles w roli winnego, nie majac szans na jakiekolwiek wyjasnienie sprawy. W tym jest caly problem, gdyz:

    a. mogles rzeczywiscie samochodu nikomu nie pozyczac;
    b. Ty sam mogles byc kierowca;
    c. samochod mogl byc nie Twoj;
    d. mogles rzeczywiscie nie pamietac;
    e. mogles probowac chronic kogos lub samego siebie

    I tak dalej i temu podobnie. Wyglada na to, ze sad uznal, iz samochod byl Twoj, Ty nie byles kierowca lecz komus go pozyczyles. Wszystko zas bez proby ustalenia rzeczywistego stanu rzeczy. Dziwnym jest, ze sad nie zainteresowal sie faktem podania w zeznaniach swiadkow innego numeru rejestracyjnego. Z drugiej zas strony mogles znalezc sie w sytuacji mlodego czlowieka, ktory odsiedzial wiele lat za zbrodnie, z ktora nie mial nic wspolnego. Wlasnie takie przypadki, duze i male podwazaja zauwanie spoleczenstwa do instytucji panstwowych.

    Pozdrawiam

  11. Dobre.

    Sam zaś otarłem się ostatnio o spór o TK (Trybunał Konstytucyjny). Mianowicie odpowiedni urząd nie zajmie się sprawą na której mi zależy, póki nie będzie rozstrzygnięcia NSA (Naczelnego Sądu Administracyjnego) w analogicznej sprawie, a ponieważ NSA skierował pytanie prawne do TK, to teraz czekamy na rozstrzygnięcie TK.

    Zapytanie do TK trafiło w czerwcu ubiegłego roku, a jeszcze data rozprawy nie jest wyznaczone jak przyjdzie pewnie trochę jeszcze poczekać…

  12. Vandermerwe!
    Ale to jest straszne. W odczuciu społecznym sąd jest instytucją poszukującą prawdy, ludzie idą do niej w poszukiwaniu sprawiedliwości.
    ——————
    Gszczepa!
    Niemcy to zrobili podczas Olimpiady w Monachium, można zameldować się było w hotelu, jeżeli się miało jakikolwiek bilet na zawody sportowe, a taki bilet można było dostać pod warunkiem, że się posiadało rezerwację hotelową.
    Ale najpiękniejszym przykładem książkowym (z mojej ukochanej książki z okresu młodości) jest „Paragraf 22”.

  13. @ Torlin,

    „Ale to jest straszne. ”

    Jest i moze wladzom na strachu zalezy. W zwiazku ze smiercia mego Taty pare lat temu, mam od czasu do czasu do czynienia z oficjalnymi papierami wysylanymi przez rozne organa polskiej administracji panstwowej. Co mnie zaciekawilo to fakt umieszczenia w wielu z nich ostrzezenia jakie to sankcje prawne mnie czekaja jesli nie spelnie zadan zawartych w pismie. Odniesc mozna wrazenie, ze panstwo polskie reprezentowane przez najrozniejsze organa z gory zaklada przestepcze intencje obywateli. To by wyjasnialo Twoj przypadek, gdzie z gory wiedziano, ze jedyne co bedziesz robil to probowal panstwo ( tu reprezentowane przez policje i sad) oklamac i wykrecic sie od odpowiedzialnosci.

    Pozdrawiam

  14. Oni nawet nie mają innych druków Vandermerwe, tylko takie. Spotkało to mnie już kilkakrotnie, że wzywany byłem w sprawie dla mnie pozytywnej, tymczasem na końcu widniały nieśmiertelne pogróżki. Spotkało mnie to kiedyś, jak prowadziłem własną firmę, miałem odebrać zezwolenie, o które wystąpiłem. Dostałem wezwanie do urzędu po odbiór, z koniecznym „w przypadku niestawienia się… itd”. Na pytanie skierowane do urzędniczki, dlaczego w tego rodzaju piśmie jest taki tekst, odpowiedziała właśnie w ten sposób: „nie mamy innych druków”.

  15. vandermerwe: „Co mnie zaciekawilo to fakt umieszczenia w wielu z nich ostrzezenia jakie to sankcje prawne mnie czekaja jesli nie spelnie zadan zawartych w pismie.”

    To akurat wydaje mi się zrozumiałe i słuszne. Skoro już takie sankcje istnieją, to dobrze, że obywatel jest o tym zawczasu informowany. Czy lepiej by było, gdybyś z powodu niewiedzy zlekceważył jakieś wymagania władz i został zaskoczony nieoczekiwaną karą?

  16. Tak Pawle, w generaliach masz rację, ale co zrobić z takim napisem, gdy treść korespondencji ma się nijak do kar. Tak jak napisałem, wezwanie po odbiór zezwolenia, o które człowiek sam występował, zawierające straszenie.

  17. „nie mamy innych druków”

    I to jest wyjaśnienie. Nie zła wola władz, które chcą zastraszać obywatela, tylko zwykła biurokratyczna bierność i inercja. Tudzież chronienie własnej dupy.
    Nie wiem, czy już tu opowiadałem o zabawnym epizodzie z mojego życia. Kilkanaście lat temu zjawił się u mnie w domu o siódmej rano oficer policji z dwoma pomocnikami i nakazem przeprowadzenia rewizji. Jak się okazało, ktoś złożył na mnie donos, iż handluję kradzionymi dziełami sztuki, które przechowuję w sąsiednim pustostanie, połączonym z naszym mieszkaniem tajnym przejściem (podejrzewam, że były to konsekwencje niemądrego dowcipu pewnego znajomego, ale mniejsza o to).
    Ów oficer od razu zorientował się, że to bzdura, zwłaszcza gdy do rozmowy przyłączyli się teść – profesor wyższej uczelni oraz teściowa – psychiatra i biegła sądowa. Ale…
    Ale musiał mnie zabrać do Pałacu Mostowskich, żeby przeprowadzić formalne przesłuchanie. Poprosił również, żebyśmy dali mu jakieś „dzieła sztuki”, które jakoby „zajął” do sprawdzenia i które oczywiście będą nam zwrócone. Zadowolił się starą miedzianą wazą i paroma podobnym akcesoriami. Musiał mieć podkładkę dla swoich przełożonych.
    Jestem przekonany, że większość kontrowersji na linii obywatel – władze ma źródło w takich właśnie sytuacjach, a nie w czyjejś złej woli.

  18. Całkowicie się Pawle z Tobą zgadzam. Moja sprawa była banalna, chodziło o zwiększenie wykrywalności wykroczeń. Dostałem również kiedyś mandat za parkowanie sprzed prawie 5 lat na 50 złotych, pewnikiem tak jak wszyscy machnąłem ręką i zapłaciłem, chociaż nie przypominam sobie, abym tam parkował. A ściągalność mandatów i wpływy w statystykach rosną.

  19. @ Pawel Lubonski,

    Dziwie sie, gdyz po tej stronie globu akurat w oficjalnych drukach tego sie nie robi. Nie czynia tego banki, nie czynia zarzady miejskie czy instytucje panstwowe. Wyjasnienie jest raczej proste, obywatel mogl czegos nie zrobic przez zapomnienie czy z racji niezaleznych przyczyn a nie z powodu zlych intencji. Jesli po kilku przypomnieniach lekcewazy prosbe wtedy pojawia sie list od prawnika opisujacy sankcje wynikajace z lekcewazenie prosb – nawet te pierwsze sankcje to zaplacenie kosztow interwencji prawnej. W przypadku instytucji finasowych czy zarzadow miejskich w poczatkowej korespondencji niejednokrotnie jest rada by w razie trudnosci skontaktowac sie z instytucja by w sposob zadawalajacy obie strony rozwiazac zaistniala sytuacje. Osobiscie uwazam, ze jest to bardziej sensowne podejscie do codziennych spraw, pokazujace obywatelowi bardziej przyjazna strone instytucji mogacych, jesli tylko chca, zniszczyc szarego obywatela.

    Pozdrawiam

  20. To jest prawo, tak? Tylko ciekawe dla kogo… Proces w celu poprawienia statystyk sądu i policji. A obywatel się już nie liczy. Ciekawe, ile jest takich spraw, jak Twoja.
    To chyba oczywiste, że w takiej sytuacji nasuwa się klasyczna scena z „Samych swoich”…:)
    Pozdrawiam

  21. Witam Cię Grażyno i pozdrawiam. Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😀
    ——————
    Vandermerwe!
    Absolutnie masz rację. Ale w naszej części świata od lat funkcjonuje straszenie, jest to rzecz charakterystyczna dla wszelkiej władzy autorytarnej, lub chcącej taką być.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: