Napisane przez: torlin | 19/07/2019

Zapomniane pierwowzory

Najważniejsze, najpierw posłuchajcie TU, zdaję sobie sprawę, że długie, to może część, albo wyrywkowo. Powiem szczerze, to wideo było dla mnie szokiem. Tyle znanych – co ja mówię – najsłynniejszych utworów, i to wszystko są covery.

Posłuchajcie kilka taktów STĄD. Znany utwór? To śpiewa Barry McGuire, kiedyś, w epoce dzieci-kwiatów bardzo popularny tzw. chrześcijański bard. On się tym różni od innych, że tę piosenkę nagrał najpierw sam, później z The Mamas & the Papas, a dopiero jeszcze później utwór ten zawładnął jedynie zespół M&P (gdyby to zrobiła tylko Michelle Phillips, tobym się zgodził z radością 😀 – powyżej na zdjęciu).

Naprawdę, nie sądziłem, że jest to taka ilość. Przeboje będące dla mnie od dawien dawna cudownymi oryginałami, okazały się być coverami. No po prostu siok.

Z moich uwielbianych

  • „The Man Who Sold the World” – myślałem, że to jest oryginał Nirvany, a to jest utwór Bowiego, i jeszcze wykonywany również przez Lulu,
  • „Where Did You Sleep Last Night” – dokładnie to samo, co powyżej (z wyjątkiem Lulu 😉 )
  • „Nothing Compares 2 U” – to utwór Prince’a dla zespołu Family, a wszyscy go znamy z wykonania tej cudownej wariatki,
  • pełne zaskoczenie Faith No More „Easy”, co najlepsze znałem przed laty grupę The Commodores,
  • zupełnie inaczej wygląda sprawa The Beatles „Twist and Shout”‚ oni od samego początku mówili, że tworzą covery.
  • dokładnie to samo z Animalsami z tak pięknym tytułem „Dom Wschodzącego Słońca” (a to jest o burdelu), też nie ukrywali pochodzenia utworu

Z grupy ładnych melodyjek, słynnych na cały świat, a niebędących moją miłością – zaskoczenie, że to jest cover – dla przykładu: „Self control”, „Love is All Around”, „Sailing”, „Alvays on My Mind”, „Love Hurts”, „Baby, i love your Way”, „Unchaired Melody” czy „Without You” Carey. Człowiek nawet nie wiedział, że „Unchaired Melody” nagrało 42 artystów.

Wniosek kontrowersyjny

To jest moje zdanie, nawet nie będę przekonywał do swoich racji. Mam po prostu swoje zasady, a one są trochę niedzisiejsze. W bardzo dawnych czasach artyści mówili, że tworzą covery. Tak postępowali właściwie wszyscy pierwsi rockandrollowcy w Stanach Zjednoczonych z Elvisem Presleyem czy Nicky Nelsonem (niezapomniany Kolorado z „Rio Bravo”) na czele. Tak samo czynili pierwsi wykonawcy mocnego uderzenia w Polsce, jeszcze z początków Niebiesko- i Czerwono-Czarnych, Tajfunów, Waweli, Szwagrów, Tarpanów, Dzikusów, a przede wszystkim „Rythm and Bluesa” z ich „Dianą”, „Jailhouse Rock” czy „Rock Around The Clock”. Bitelsi w Hamburgu na głos mówili, kto był wykonawcą tego utworu (to zresztą spowodowało, że postanowili sami komponować).

Teraz to zanikło. Młoda piosenkarka czy młody wykonawca nagrywa cover nie informując w ogóle, kto był pierwszym wykonawcą. Oczywiście bez trudu to można sprawdzić w Wikipedii, tam jest to wszystko napisane, ale kto tam będzie szukał. Ważna uwaga – ja w ogóle nie interesuję się prawami autorskimi twórcy tekstu i melodii, zakładam, że wszystko jest w porządku. Nie zajmuję się również kompozycjami podobnymi do już napisanych, to też jest inna bajka. Mówię tylko o coverze, z taką samą melodią i tekstem (chociaż tu to różnie bywa) i o tym samym tytule. Czy to nie ładnie by brzmiało, gdy występuje młody i mówi, że będzie śpiewał piosenkę z repertuaru np. The Who lub The Supremes. Nie mówią, bo młodzież nie wie, nie zna starych utworów z wyjątkiem 10-50 najsłynniejszych. Dla mnie to jest zwykła przyzwoitość.

Nawet nie bardzo chcę obciążać tym samych artystów, bo przecież bardzo rzadko słucham ich koncertów. Ale słucham radia i tam nikt nie mówi, w żadnej stacji, że ten nadawany utwór to jest cover. Nie podoba mi się to.

 


Responses

  1. A ja właśnie dowiedziałam się od Ciebie, że „Where Did You Sleep Last Night?” jest coverem. Do tej pory sądziłam, że to jedna z dwóch oryginalnych piosenek Nirvany, które mają jakiś tam sens. O tym, że „The Man Who Sold The World” jest Bowiego, wiedziałam od zawsze. Niedawno, gdy zaczęłam Bowiego słuchać dokładniej, zdałam sobie sprawę, że członkowie Nirvany ukrywali, że nie potrafią grać 🙂

  2. Nie wiem jak to jest z tymi prawami autorskimi, ale być może nie są one „po wieczne czasy” ważne. Wiem tylko, że każdy piosenkarz.zespół/piosenkarka gdy chce nagrać piosenkę któregoś z żyjących jeszcze artystów to musi to z nim/jego menadżerem sprawę uzgodnić, np. moja ulubiona Caro Emerald ma kilka coverów i rzecz jest załatwiona oficjalnie i w porządku, na CD jest zaznaczone, że to jest cover.Z mojego punktu widzenia, jako odbiorcy muzyki, która mi się podoba jest mi dość obojętne czy to piosenka napisana dla akurat tego wykonawcy, czy jest to cover. Poza tym, wcale nie rzadko bywa, że cover jest o niebo lepszy od oryginału.
    Miłego;)

  3. Świechno!
    Członkowie Nirvany nie potrafią grać? Bardzo lubię ich muzykę, wręcz stawiam ich obok nielicznych innych zespołów nagrywających po 1974 roku, jako tych równych dawnym wielkim.
    Mam swoją teorię na ten temat. Jak każda sztuka (i artyści), tak i muzyka, jak natrafi na okres wylęgu wielkich indywidualności rozwija się, aż osiąga poziom niedostępny większości, oczekującej muzyki łatwej, miłej i przyjemnej. Po latach 60. i przełomu lat musiały nastąpić lata 70. z królestwem szmiry i bezguścia. Tak jak po latach 80. w Polsce musiały powstać lata 90. jako odreagowanie tamtego okresu.
    ————-
    Anabell!
    Ja świadomie piszę, że nie interesuje mnie sprawa praw autorskich, więcej powiem nie interesuje mnie, czy „rzecz jest załatwiona oficjalnie i w porządku”. Mnie chodzi tylko i wyłącznie o informację, że jest to cover piosenki zespołu tego i tego.
    „Poza tym, wcale nie rzadko bywa, że cover jest o niebo lepszy od oryginału” – toż – Droga Anabell – właściwie cała ta lista jest tego przykładem.

  4. Z naszego podwórka może?

    Zespół Bayer Full kradnie piosenki, między innymi Karolowi Płudowskiemu, zarabiając olbrzymie pieniądze. Twórcy nawet ochłapu nie rzucają, ZAiKS umywa ręce, twierdząc że nie wie kto ma rację, na wszelki wypadek w ogóle zawieszając wypłacanie tantiem. Skandal na olbrzymia skalę, plagiaciarze udają ze nie wiedza o co chodzi, a splagiatowana (ukradziona) piosenka przynosi im ciągle popularność. Wszystko w dobie maniakalnego chronienia praw autorskich? Za byle bohomaz skopiowany na bloga, gnają kancelarie prawne żeby naliczać kary za bezprawne użycie a tu proszę, nic się nie da zrobić!
    Jakiś koszmar dla twórcy!!!
    Tu oryginał w wykonaniu autora. Tego badziewia, które wykonuje zespół Bayer Full nie udostępnię, bo nie dość że dziadostwo, to żal słuchać i wstyd, nie mówiąc o tym, że nie będę im popularności przysparzał.

  5. Z przywołanymi przez Ciebie Niebiesko Czarnymi nie było tak cukierkowo a raczej niechlubnie. No chociażby.
    Niebiesko Czarni, płyta winylowa XL 0410 z 1967 r. pt. Alarm, wydana przez Pronit, utwór jedenasty (reedycja z 1985 r. płyta winylowa Muza SX 2213 oraz krążek CD z 1997 r. oznaczony jako PNCD). Innymi słowy utwór instrumentalny Kulawy Wojtek:

    Przykre to ale niestety prawdziwe jest to nuta w nutę The Rolling Stones, płyta winylowa z 1964 r. pt. 12 x 5, wydana przez London Records (edycja w Stanach Zjednoczonych), utwór siódmy, czyli grajka: 2120 South Michigan Avenue.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

  6. Dla porządku i wiarygodności dorzucam link do Rolling Stones:

  7. Najmilsi Moi Dwaj Wielbiciele Watrowiska!
    Mam kłopot z komentarzem. Mam kłopot, ponieważ nie to było tematem mojej notki, sprawa nielegalnego wykorzystania czyjejś twórczości jest tematem-rzeką. To jest trochę inny temat, szczególnie kiedy podłożony jest inny tekst. Mnie bardziej chodziło o sytuację, kiedy to wszystko jest legalne, zespół trzepie czyjeś utwory, a przy zapowiadaniu nie jest podana grupa jako pierwsza wykonująca dany przebój.
    Co do Niebiesko-Czarnych… Masz argument nie do odparcia, ale ja bylem kilka, a może kilkanaście razy na Niebiesko-Czarnych i pamiętam, że Wojtek Korda mówił:” a teraz zagramy Jimiego Hendrixa „Purpurową mgłę””. Oprócz tego na usprawiedliwienie zespołu powiedzcie obydwaj, czy w latach 60. ktokolwiek zwracał na to uwagę. szczególnie, jeżeli to dotykało tych „potwornych imperialistów amerykańskich”. 😉

  8. Zacny Torlinie, jakiekolwiek lata nawet 60-te nie usprawiedliwiają pomysłu aby na płycie pt. „Alarm” Niebiesko Czarnych pod utworem Kulawy Wojtek podpisali się jako autorzy… „Written-By – J. Popławski, Z. Podgajny” (skan okładki bez trudu dostępny w sieci). I może tyle w tej sprawie, chociaż podobnych zdarzeń było więcej a nawet bez liku i niczym wspomniane przez Ciebie czasy nie wyróżniały się jakoś specjalnie na korzyść. Stąd polemizowałbym z tezą początkową, że kiedyś w owych kwestiach było dobrze a teraz jest źle ale mniejsza o to. Warto natomiast wspomnieć, że angielskie słowo „cover” oznacza pokrywkę, nakrywkę, przykrycie a kontekstowo nawet kołdrę. W mediach muzycznych utarło się, że ktoś wykonuje utwór, który poprzednio wykonywał ktoś inny. Traktując rzecz dosłownie przykrywa poprzednie wykonanie. I nic więcej. Nie ma to nic wspólnego z prawami autorskimi, bowiem prawa takie w sposób oczywisty dotyczą utworu a nie wykonania (!). Całkiem inna sytuacja dotyczy przywołanego przypadku Niebiesko Czarnych ale zgadzam się zostawmy to jako odmienną materię prawną z zakresu praw autorskich. Reasumując w odniesieniu do pojęcia „cover” brak jest jakichkolwiek przesłanek, przynajmniej formalno-prawnych, aby informować, że ktoś już taki utwór uprzednio wykonywał. „Cover” to całkiem coś innego niż „standard”, np. jazzowy kiedy to świat muzyczny uznaje, że jest to coś w rodzaju klasyki gatunku i wówczas zwyczajowo – z naciskiem na słowo zwyczajowo – odsyła się odbiorcę do pierwowzoru, porównuje wykonania, etc. Po prawdzie nie każdy cover można do czegoś takie zaliczyć a powiedziałbym nawet, że doprawdy nieliczne.

  9. Torlinie, to że radio (rozumiane jako środek przekazu z własną estetyką) skończyło się z końcem lat 60ych (na Zachodzie) lub gdzieś tam w 80ych (u nas, nie wiem dokładnie kiedy bo mnie akurat w Polsce wówczas nie było) jest powszechnie uznanym truizmem. Potem (jak śpiewał Freddie) było już tylko Radio Gaga. Woody Allen nakręcił Radio Days w 1987 (czyli ponad 30 lat temu) jako hołd i epitafium dla środka przekazu, który zmarł, odszedł a nawet popadł w zapomnienie. My należymy do pokolenia, zapewne ostatniego, które pamięta jak przed utworem podawano a) kompozytora, b) aranżera i c) autora tekstu i to zawsze w tej kolejności, spokojnym głosem i ZANIM rozlegną się pierwsze takty.
    Nie należy się dziwić, że nie sprzedają biletów skoro teatr spłonął i na jego miejscu wybudowano galerię handlową. Mnie jest tamtych czasów trochę żal. Ale tylko trochę. Zmienia sę świat.

    Myślę, że utwór muzyczny będący spoiną dwóch bloków reklamowych i przerywany w dowolnym miejscu knajackim bełkotem lub histeryczno-entuzjastycznym piszczeniem odmóżdżonych panienek nie ma żadnych szans na nic, nie ma już najmniejszego znaczenia czy cover, czy oryginał. Najwyraźniej prawie nikogo to już nie interesuje.

  10. P.S. Zdjęcie (niegdyś uroczej) żony pana Philipsa przypomniało mi, że oni wszyscy już nie żyją. Ona jest wyjątkiem, czasem jeszcze występuje na jakichś benefisach kół gospodyń domowych w LA, przeważnie z sąsiadkami i córką, Przykre. Ale co tam.

  11. Drogi Szczurku!
    1. To słowo to jest „written”, nie znam angielskiego, ale w tym wypadku jest to napisany tekst, lyrics. Więc nie jest napisane, jak piszesz „podpisali się jako autorzy”, bo autora muzyki tam nie ma.
    2. To akurat nie o Ciebie chodzi, ale nie mogę się zgodzić z ocenianiem dawnych czasów przy pomocy współczesnych norm. Tak jak jest napisane w Encyklopedii Zarządzania: „Ceny powinny pokrywać wszystkie społecznie niezbędne koszty wytwarzania”, a w komunizmie nie musiały. I co z tego, że powiemy, że tak nie powinno być. Takie czasy.
    Jest jeszcze jeden powód, to były pierwsze ściągnięcia komunizmu z muzycznego rynku zachodniego, i szczerze mówiąc większość w ogóle nie orientowała się w przepisach prawnych dot. tej tematyki. Ale generalnie mieli to w nosie jak dziś Chińczycy patenty.
    3. „w odniesieniu do pojęcia „cover” brak jest jakichkolwiek przesłanek, przynajmniej formalno-prawnych, aby informować, że ktoś już taki utwór uprzednio wykonywał” – ależ ja o tym wiem. Dlatego napisałem: „To jest moje zdanie, nawet nie będę przekonywał do swoich racji. Mam po prostu swoje zasady, a one są trochę niedzisiejsze”. pzdr
    ——————
    Telemachu!
    Ty z kolei za bardzo tragicznie. Naprawdę, dzisiaj jest tak straszna ilość programów radiowych, jest Internet, że można sobie dopasować do gustu. Masz rację, że to „nie ma już najmniejszego znaczenia” w generaliach, a to dlatego że radio zatraciło swoją charakterystyczną specyfikę, kontakt z radiosłuchaczem z jednoczesnym przekazywaniem mu jakichś treści. Od lat naszym radiem była Trójka, skończyła się wraz z dobrą zmianą.
    Generalnie jest to związane z szybkością życia, na wszystko nie ma czasu. na końcu filmu pokazują twórców tak szybko, że człowiek nie ma szans przeczytać nawet pierwszego. I jeszcze dzielą ekran – szkoda czasu. Czas to pieniądz. Czas antenowy stał się kapitałem.
    Radio zamieniło się w muzykotok, i nawet są spisy piosenek, które można nadawać, muzyka środka.
    Ale te zmiany zachodzą nie tylko u nas. Nie znam angielskiego, ale czasami słucham sobie Arleny Witt i ona mówi rzecz charakterystyczną: „Jak chcecie się uczyć angielskiego z seriali, to weźcie dawne, z lat 70. i 80. Dzisiaj aktorzy mówią tak szybko, że nic nie będziecie rozumieli”.
    Pod względem kultury z jej oddziaływaniem na rzesze społeczeństwa komuna była niepobita. Teatr Telewizji, dobre kabarety, programy społeczne, pamiętam Turniej Miast, Opole i Sopot, że nie wspomnę Zielonej Góry i Kołobrzegu, Lato z Radiem, słuchowiska (szczególnie kryminalne), Jazz jamboree, w Warszawie kluby Stodoła i Medyk.
    Bardzo mi odpowiadało, że w każdym polskim filmie nawet w drobnych rolkach występowali cudowni aktorzy. Kto z dzisiejszych pomyśli oglądając 07 z moim ukochanym odcinkiem o wagonie pocztowym, że elektryka w tym odcinku grał Jan Ciecierski, jeden z najznakomitszych aktorów teatralnych Polski.
    A Phillips? Wszyscy się starzejemy, ale to była jedna z piosenkarek, która mi się strasznie podobała.

  12. Wiesz Torlinie – cover, inne wykonanie, aranżacja, czy interpretacja – dopóki nie jest przywłaszczeniem praw autorskich, to problem niewielki. Powiedziałbym, że natury kosmetycznej. Większym problemem jest medialna praktyka, która zanikła, a na co zwrócili uwagę moi przedmówcy. Brak zapowiedzi przed utworem i brak informacji po utworze, mi bardzo doskwiera i razi. Lata mijają, a mnie to uwiera i irytuje. To poza wszystkim jest brak elementarnego szacunku i zlekceważenie autorów. Nie wiem czy to jest naruszenie praw, ale powinno być.
    Tak przy okazji – w słowniku prezenterów radiowych i telewizyjnych nazywano te zapowiedzi i końcowe informacje, „zapowiedziami z przodu i z tyłu” – prawda, że ładnie?

  13. Jacek Tomkowicz z RFMu ma na swoim YouTubie całą osobną serię poświęconym albo „drugiemu życiu” dawnych piosenek lub zapożyczeniom (niekiedy całkiem sporym) od poprzednich artystów wykonujących dany utwór. Zgadzam się, że to jest okropnie nie w porządku, kiedy młody artysta przywłaszcza sobie cudzą piosenkę jako swoją i nie wspomina o oryginalnych twórcach. Przykład przytoczony przez Knezia też jest mi znany, bo mówił mi o tym już nieraz.

    Przypominają mi się tutaj moi ukochani Gregorianie. Oni od początku, już prawie 20 lat, wykonują covery i nigdy tego nie ukrywali. Wewnątrz okładki każdej ich płyty znajduje się dokładny spis wszystkich wykorzystanych utworów wraz z pierwotnymi wykonawcami. A przez lata SWOICH oryginałów, własnych piosenek, też stworzyli tyle, że mogliby nimi kiedyś zapełnić całą jedną płytę jakby tylko chcieli 🙂

    A to zdjęcie niegdysiejszej Michelle jest prześliczne. Masz dobry gust 🙂

  14. @Torlin

    Cały Torlin rzec by można, bo gdybyś zadał sobie trud i otworzył link z Kulawym Wojtkiem, czy też z 2120 South Michigan Avenue to z pewnością byś odnotował, że są to utwory instrumentalne hehehehe 🙂 Czyli spuszczam zasłonę milczenia 🙂

    W drugiej kwestii, tj. w odniesieniu do czasów, w których powstawały utworu podejrzewam, że obecnie tj. w dobie powszechnego dostępu do sieci, znakomicie trudniej popełnić plagiat, bo zostaje on natychmiast zauważony. Stąd twierdzę, że plagiatowanie piosenek i motywów muzycznych było kiedyś o wiele bardziej powszechne niż dziś. W szczególności dotyczyło to obszaru muzyki nazwijmy to rozrywkowej i przywoływanych przez Ciebie polskich zespołów big-beatu.

    W sposób oczywisty publiczne wykonywanie utworu muzycznego winno uwzględniać prawa autora kompozycji i autora tekstu a być może nawet innych osób, które przyczyniły się do powstania utworu (chociażby wiele zależy od wspomnianej w dyskusji aranżacji). Natomiast podawanie, że ktoś już to kiedyś wykonywał nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia a nawet sensu. Jednemu podobało się akurat takie wykonanie a komuś innemu inne. Biorąc powyższe pod uwagę w przypadku wielu popularnych piosenek zapowiedzi musiałyby trwać wręcz kilka godzin, sprowadzając rzecz do absurdu.

    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

  15. @ Torlin,

    Jak w sumie zauwazyli przedmowcy, wiele dziedzin naszego zycie jest coraz bardziej podobnych do maszynki do mielenia miesa. Z jednej strony mamy skladniki o wyraznie okreslosnych cechach, z drugiej zas wychodzi mocno homogeniczna masa. Od czasu do czasu, ktos ( np. Ty) w tej masie cos zauwaza i chcialby wiedziec wiecej na ten temat. W istniejacym swiecie jest to jednak postawa marginalna i nie warta zawracania sobie glowy. Moze nie bez przyczyny coraz czesciej okresla sie wiele sfer ludzkiej dzialalnosci jako „przemysl”.

    Pozdrawiam

  16. Kneziu!
    Ale ta „kosmetyka” jest czasami potrzebna dla spokoju duchowego i dobrego samopoczucia. Nie wiem, ale porównywałbym to picie piwa z puszki na przystanku autobusowym z piciem tegoż piwa z oszronionej szklanki w ogrodzie w upalny dzień. A w końcu i tu się wypija piwo, i tu.
    —————–
    Celcie!
    Muszę tam zajrzeć kiedyś.
    Z Gregorianami, ktorych zresztą uwielbiam, jest tego rodzaju rzecz, że oni cover wypisali na sztandarach, oni głośno krzyczeli „my zmieniamy wielkie utwory młodzieżowe na chór gregoriański”. Inna rzecz, że okazuje się, że dobra muzyka młodzieżowa trzyma się nawet w tej konwencji.
    Już dawno zauważyłem, że mamy podobne gusta w kwestii urody żeńskiej 😉
    ————–
    Szczurku!
    I cóż mogę powiedzieć – złapałeś mnie. Jestem człowiekiem, który umie przyznać się do błędu – mówię w takim razie przepraszam. Nie chciało mi się zajrzeć, bo podchodzę ostatnio do komputera ad hoc, na chwilę. A dlaczego piszesz „cały Torlin”, czyżbym to robił non-stop?
    ————–
    Do Knezia i Szczurka!
    Oczywiście każdy proces można pokazać w karykaturalnym świetle, są oczywiście evergreeny, są utwory wykonywane przez niewiarygodną ilość piosenkarzy i muzyków. Ale kiedy się śpiewa „Satysfaction” warto powiedzieć, że to jest RS, a „Dziwny jest ten świat” CN.

  17. W między czasie wpisał się Vandermerwe!
    Bardzo Ci dziękuję za te słowa: „Od czasu do czasu, ktoś ( np. Ty) w tej masie coś zauważa i chciałby wiedzieć więcej na ten temat. W istniejącym świecie jest to jednak postawa marginalna i nie warta zawracania sobie głowy”. Otóż tak, prowadzę marginalny blog, nie jestem Kasią Tusk. Ciekawią mnie rzeczy, ktorych inni nie zauważają, jestem inny, i to sam zauważam. Naprawdę nie chcę z siebie robić snoba, ale ilu ludzi pisze komentarz w swoim blogu słuchając równocześnie Rossiniego „Soirées musicales” w wykonaniu Luciano Pavarottiego i Orkiestry del Teatro Comunale di Bologna. Ale tak jest od początku wszechświata, w każdym stuleciu uważano, że dawniej było lepiej, lepiej się żyło, wygodniej, wolniej, kultura była wyższa, a nie tak jak teraz.
    Ps. Bardzo cenię Kasię Tusk, to nie było wspomnienie pejoratywne.

  18. @Torlin
    Nie przepraszaj, bo to ja powinienem przeprosić za upier… w drążeniu tematu. Tak swoją drogą Popławski w czasach Niebiesko Czarnych był chyba najlepszym polskim gitarzystą w obszarze muzyki pop, więc trudno pojąć co mu w tym przypadku odbiło. Ale do rzeczy. Dyskusja sprokurowana przez tekst o coverach (tu zgadzam się z Szanownym Panem Zenkiem, czyli z Kneziem Okrutnikiem, że dopóki cover nie jest przywłaszczeniem praw autorskich, to problem niewielki) wskazuje na szersze zjawisko, o którym napisał m.in. Vandermerwe a po części Telemach wskazując na zmierzch radia, co moim zdaniem dotyczy również telewizji. Otóż nadmiarowość jako taka, w tym zasobów internetu w szczególności coraz bardziej sprowadza wszystko do przypadkowości. Kiedy nikt już nie wie a nawet nie chce wiedzieć kto?, kiedy?, po co? i dlaczego? a z ekranów i głośników płynie całodobowo w znakomitej większości bezbarwny strumień czegoś, co nawet trudno nazwać.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

  19. Dobrze że są covery.
    https://www.youtube.com/channel/UCt6ZIoyPeTfKhgOVggG0lTw/

  20. Ale zawsze Szczurku mimo wszystko można znaleźć to, co się lubi.
    ——————
    Dzięki Gszczepa, ale widzisz, ona wszędzie podaje, że to jest cover, i z czyjego jest to repertuaru. I o to mi chodziło.

  21. Poprzednio zapomniałem tu wspomnieć o jeszcze jednym moim ukochanym zespole, wykonującym covery – irlandzkie dziewczyny z „Celtic Women”. Działają na całkiem podobnej zasadzie jak Gregorianie, ale w przeciwieństwie do „mnichów”, CW nie mają w dorobku własnych utworów (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: