Napisane przez: torlin | 22/07/2019

Mnie się pomysł z workami jutowymi podoba

Zdjęcie z krakowskiej GW, z artykułem i autorskim zdjęciem Marka Podmokłego.

Znowu mamy dyskusję pomiędzy racjonalistami i fundamentalistami. Ponieważ przeważnie jestem w pierwszej grupie, to bardzo cierpię czytając argumenty i dokuczanie drugiej. Sprawa wygląda tak: na kilku tatrzańskich szlakach położono worki jutowe wypełnione tzw. niesortem składającym  się z różnych frakcji kamienia, od tłucznia po piasek i glinę. 70 % materiału stanowi glina pochodząca bezpośrednio z danego szlaku, a pozostała część to żwiry i tłucznie, również z tego terenu. Worki jutowe jako surowiec naturalny po latach rozpadną się i pozostaną naturalne stopnie.

Pierwsza moja uwaga podstawowa jako człowieka chodzącego 50 lat po Tatrach – niektóre szlaki nie nadają się do przejść, mimo że nie są w trudnym terenie. Zbyt strome szlaki przy niestabilnym podłożu powodują erodowanie zbocza, turyści schodząc się ślizgają, a wchodząc nie mogą utrzymać równowagi. Te przyczyny powodują, że wędrowcy szukają z boku łatwiejszego wejścia/zejścia, i degradują teren na coraz większej powierzchni. Takich szlaków jest bardzo dużo w Tatrach, ale takim kolosalnym przykładem o czym mówię jest jedna z najpopularniejszych tras w naszych górach, żółty szlak Doliną Jaworzynki na Przełęcz między Kopami (czyli inaczej mówiąc jedna z dwóch tras z Kuźnic na Gąsienicową). Dopóki idzie się dnem doliny, jest w porządku, najgorzej jak na końcu, trzeba się ostro wspinać na Przełęcz. Podłoże stanowi jakiś rodzaj łupków, które pod butami się odrywają i szlak się coraz bardziej degraduje.

Naprawdę, chodzę po górach przez wiele lat, szczególnie (po Tatrach już nie chodzę) po Alpach. Tam szlaki są zrobione na pierwotne, nikt nie dopuściłby do degradacji, ta zagrożona część od razu zostałaby przerobiona. Pracownicy tłumaczą, że po pierwsze worki kładzione są tam, gdzie nie ma materiału na stopnie, a po drugie jest to eksperyment. Ich zdaniem materiał w workach zbije się w zwartą masę (a takie zjawisko już zaobserwowaliśmy na podejściu na Trzydniowiański Wierch), worki z czasem zdegradują się, a naturalne stopnie i progi przetrwają.

No i się zaczęło, komentarze:

  • Góry nie są dla każdego. Proponuję jeszcze wyasfaltować szlaki, lub zrobić ruchome schody.
  • Tylko schody… ruchome mogą rozwiązać problem pieszej turystyki górskiej
  • Można było od razu wyasfaltować i uruchomić linie autobusowe
  • perskie dywany byłyby lepsze. tak na bogato

Starczy. Przyznaję, że druga część wpisów jest za:

  • Wydaje się to świetnym pomysłem pod każdym względem
  • Droga z Wołowca na Łopatę – bardzo niebezpieczna! Szlak kompletnie się sypie, można tam łatwo runąć w dół, niezależnie od stopnia doświadczenia
  • Szlaki, na ktorych ułożono worki nie są wymagające technicznie – być może kondycyjnie nieco – ale worki nie stanowią sztucznego ułatwienia. Tak czy owak chodzi o trasy, które – w normalnych warunkach pokonuje się na dwóch nogach bez użycia rąk. Zadaniem tych worków – I być może np. asfaltu (gdyby ktoś się zdobył na tak obrazoburczy krok) – jest zapobieżenie erozji.

Ale są i tacy: „Technicznie prawidłowe, ale estetycznie – to częściowa degradacja Tatr”. Nigdy nie szedłem po jutowych workach, oglądam je tylko na zdjęciach, strasznie jestem ciekaw opinii szczególnie tych z Was, którzy po tych górach chodzą (chodzili).

 


Responses

  1. „Góry nie są dla każdego. Proponuję jeszcze wyasfaltować szlaki, lub zrobić ruchome schody.”

    Ten komentarz, choć przesadny, jest najbardziej w duchu moich poglądów. Sztuczne ułatwienia, jakiegokolwiek typu, odbierają mi część przyjemności z chodzenia po górach. Dlatego od lat staram się chodzić tam, gdzie ich nie ma (bo nie ma masowego ruchu turystycznego). W szczególności nie bywam w Tatrach.
    Ostatnio wędrując po Beskidzie Niskim z przykrością stwierdziłem, że administracja Magurskiego Parku Narodowego „urządziła” jedną z bardziej atrakcyjnych tras w tamtym rejonie: dolinę Świerzowej Ruskiej. Tam, gdzie dawniej chyba ze siedem razy trzeba było forsować w bród potok, porobiono eleganckie mostki, żeby turysta broń Boże nie zamoczył sobie butów albo nie musiał ich zdejmować. Czy naprawdę ludzie, dla których jest to poważną przeszkodą, muszą zaglądać w takie zakątki?
    Zgadzam się natomiast, że są miejsca, gdzie przy braku takich rozwiązań dewastacja otoczenia szlaku będzie wobec dużego ruchu postępowała, i z bólem serca jestem skłonny przystać na ceprostrady, schody itp. Lepiej byłoby ograniczać ruch, ale jak to zrobić?

  2. Tatry zostały nagle wpisane w moje życie, bo wyszłam za taternika, choć nigdy nie mogłam pojąć na czym ta frajda polega. Bo nie czułam potrzeby drapania się tam, gdzie nie swędzi;))
    A ja raz, gnana przez swego taternika na HaGę tą trasą, zblamowałam się okrutnie, bo zrobiło mi się słabo i trzeba było zawrócić. I nie z powodu stromizny ale dlatego, że był cholerny upał i powietrze w Jaworzynce „gdzieś zniknęło”, zupełnie nie miałam czym oddychać, choć byłam jeszcze wtedy b.młoda, bo 21 lat to chyba nie tak dużo. Po tych przeżyciach w górę szłam zawsze Boczaniem, czasem wracałam tą drogą gdy wracaliśmy dość późno i nie było mokro.
    To prawda, góry nie są dla każdego, po prostu idąc w góry trzeba coś niecoś o tych górach wiedzieć, mieć odpowiednie ubranie i obuwie. Jeżeli faktycznie zawartość worków zamienia się z czasem w stopień (mam nadzieję,że ktoś to wypróbował) to jest to dobre rozwiązanie. Wszystkie szlaki turystyczne po zimie z reguły wymagają remontów.
    Dawno nie chodziłam latem po Tatrach po polskiej stronie bo znacznie bardziej nam się podobały pobyty na Słowacji, gdzie jest znacznie lepsza infrastruktura i zimą i latem niż u nas a i ceny zawsze były lepsze, a miejscowi też jacyś sympatyczniejsi. A zimą nie stoisz godzinami do wyciągu by raz zjechać z jedynej trasy. Tam możesz z jednego miejsca przejechać wiele kilometrów. Pomijam już fakt, że terenów dla mniej wytrawnych narciarzy jest tam zatrzęsienie.
    Miłego;)

  3. Należę do grupy która po górach chodziła, ale już nie chodzi.

    Worki traktuję jako ciekawy eksperyment, ale mam mieszane uczucia.

    Popierałbym pomysł ograniczenia ruchu. W jaki sposób? Poprzez podniesienie opłat.

  4. Anabell!
    Sprawa chodzenia po górach i miłości do nich nie jest niczym nadzwyczajnym, tak jak uwielbienie morza lub łódek na jeziorach. Gszczepa np. uwielbia kajaki. Ja nad morzem nudzę się nieprawdopodobnie i kończy się tym, że biegam wzdłuż brzegu lub zwiedzam okoliczne zabytki.
    Mówisz o górskim wyposażeniu, człowiek chodzący po nich przez lata nabiera doświadczenia, wie, co jest potrzebne, na jakie sytuacje można się natknąć, i stara się je przewidzieć. Skręcona kostka jest jednym z pierwszych drogowskazów postępowania.
    Zimą Tatrach byłem ostatnio w 1972 roku, czyli 47 lat temu. A jeżeli chodzi o obrywające się ścieżki, o czym mowa w moim wpisie, to tego jest pełno w Tatrach, cały właściwie ciąg grzbietowy od Bobrowca po Świnicę. A kiedyś takim przekleństwem było wejście na Gęsią Szyję od strony Rusinowej Polany (teraz tam zrobiono wreszcie schody).
    Jednocześnie podobny, i jednocześnie całkowicie inny jest problem w Beskidach, tam szlaki są poprowadzone po łatwiźnie, drogami leśnymi, którymi jeżdżą traktory. Drogi są tak zryte, że nie można w ogóle chodzić. Zamiast przeprowadzić szlak jakąś interesującą wąską ścieżką, to człowiek brnie w błocie.
    pzdr i dzięki
    ——————
    Pawle!
    Strasznie mi przykro, że ja się z Tobą od dawien dawna nie zgadzam się w tej kwestii. Ilu jest takich turystów jak Ty? Jeden na dziesięć tysięcy? Takim ludziom szlaki nie są potrzebne, tylko leśne, górskie bezdroża i pustkowia. Jeżeli jest szlak, to musi być trochę ucywilizowany, nie będą wszyscy zdejmować butów i przechodzić przez strumienie. Ja w takie coś bawię się w Alpach, jak zostaję na drugi nocleg w tym samym schronisku, i w ciągu tego wolnego dnia eksploruję skalną dolinę poprzerywaną strumieniami. Wtedy na okrągło przechodzę przez rzeczki.
    Podobają mi się szlaki w Alpach, są genialnie zrobione, tyle dzikości, ile potrzeba, tyle wygód, żeby człowiek nie stanął bezradny.
    pzdr i dziękuję
    —————
    Gszczepa!
    Podniesienie opłat? Naprawdę uważasz to za rozwiązanie? Bo dla mnie to uderzy w najbardziej mobilną grupę tatrołazów: młodzież licealną i studentów, którzy tak mniej więcej od 700 lat są zawsze bez grosza. Sprawę widzę zupełnie inaczej. Widoku Morskiego Oka oczywiście nie możemy niczym zastąpić, ale inne trasy oczywiście. Do większości Tatr nie ma dostępu, i ja nie mówię o terenach zakazanych. Cały teren okolony Rusinową Polaną, Krzyżnym, Murowańcem aż po Kuźnice, cała Dolina Chochołowska. A spróbujcie pochodzić po słowackich Tatrach Zachodnich, one to są dopiero w ogóle niedostępne. Ruch turystyczny można by rozładować, ale tym musieliby się zająć ludzie od logistyki, a nie od ochrony przyrody. Daję ten przykład od dziesiątków lat, miliony idą szosą w kierunku Morskiego Oka, tymczasem 15 minut z boku jest schronisko w Roztoce, najcudowniejsze i najwspanialsze schronisko w polskich Tatrach, a wygląda, jakby tam nikt nie zachodził.

  5. „Ilu jest takich turystów jak Ty? Jeden na dziesięć tysięcy?”

    To by dawało w skali całej Polski około 4000 głów. Myślę, że jest nas jednak trochę więcej. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że będziemy zawsze przegłosowani.
    Nie jestem fanatykiem i nie domagam się rezygnacji z wszelkich udogodnień dla turystów. Takimi udogodnieniami są przecież nawet zwykłe szlaki znakowane (bez jutowych worków), tudzież mapy i przewodniki, z których produkcji żyję. Życzyłbym sobie jedynie, by zachowywano w tej dziedzinie pewien umiar, a nie działano w myśl zasady „wszystko wszędzie dla wszystkich”. Powinno się zostawić trochę miejsca dla takich jak ja. A jest tego miejsca coraz mniej.
    Zresztą, nie martwię się. Mam w końcu sześćdziesiąt jeden lat i chodzić w góry w „traperskim” stylu niedługo już i tak nie będę w stanie. Do tego czasu jeszcze nie wszystko wyasfaltuje się i ucywilizuje, zwłaszcza w moich ulubionych Karpatach rumuńskich.

  6. Torlin [o Beskidach]: „Zamiast przeprowadzić szlak jakąś interesującą wąską ścieżką, to człowiek brnie w błocie.”

    To nie całkiem tak. Po prostu służby leśne nie przejmują się specjalnie szlakami i tam, gdzie rok temu była interesująca wąska ścieżka, dziś możesz znaleźć rozjeżdżoną przez traktory, błotnistą drogę. Ale i vice versa!

  7. Z tymi udogodnieniami to jest Pawle kłopot. Nawet jeżeli są, to dla jednych jest ich za dużo, dla drugich w sam raz, albo za mało. Tak jak odwieczna dyskusja na temat Orlej Perci, niektórzy chcą ją zamknąć, bo ludzie się zabijają,z drugiej facet idzie na nią w sandałach. Podstawowym problemem polskich Tatr jest ich maleńkość, gdybyśmy mieli góry jak Austria, Szwajcaria czy Norwegia, wykształciłby się kod postępowania w górach. U nas większość wędrujących jest z nizin. Ciekaw jestem, gdyby zrobiono by via ferratę na Mnicha, czy wszyscy poszliby bez chociaż lonży, uprzęży biodrowej.czy kasku, Trójcy ferratowej.
    Jeżeli chodzi o Beskidy, to ja ciągle natrafiam na najnormalniejsze drogi w lesie, będące szlakiem. Pamiętam, że najgorsze były w rejonie Zawoi, tam to jest tragedia po deszczu.Ale i w Sudetach jest podobnie, byłem ostatnio w Górach Złotych i też wędrowałem drogami gospodarczymi pięknie ozdobionymi znakami konkretnych szlaków.

  8. „Jeżeli chodzi o Beskidy, to ja ciągle natrafiam na najnormalniejsze drogi w lesie, będące szlakiem.”

    Też prawda. Ale czego oczekujesz? Bez sensu byłoby wytyczanie nowego szlaku na przełaj przez las, bez żadnej drogi, i czekanie, aż ludzie wydepczą.
    Kiedyś, gdy był prowadzony wypas owiec, a leśnicy, drwale i myśliwi chodzili na własnych nogach, zamiast jeździć terenówkami i traktorami, w górach było dużo ścieżek dla piechurów, którymi można było prowadzić szlaki. Dziś w wyższych partiach gór takich ścieżek praktycznie nie ma, poza właśnie tymi, którymi od dawna biegną szlaki, a nie rozjeździł ich dotąd ciężki sprzęt..

  9. @ Torlin,

    Organicznie nie znosze tlumow i od lat udaje sie w kierunku przeciwnym niz tzw „masy”. Rzecz poruszona przez Ciebie jest efektem funkcjonowania „przemyslu” turystycznego, tej wspanialej „maszynki do mielenia miesa”. Oczywiscie istnieje potrzeba okreslenia tzw „zlotego srodka” miedzy potrzebami ludzkosci i natury. Patrzac wokolo sadze, ze srodowisko zdecydowanie przegrywa.

    Pozdrawiam

  10. Tu się z Tobą zgodzę Pawle, bo na trasach tzw. dojściowych i w Alpach trasy znakowane są prowadzone po drogach – nazwijmy to – technicznych. Pierwsze 300-500 metrów ponad dnem doliny bardzo często to są szerokie trakty. Czasami jest to wręcz szokujące, jak dla przykładu zobaczyłem na drodze podejściowej od doliny Czercza (Piwniczna) na Prehybę (ja używam tej nazwy). Dawna trasa narciarska zamieniona została na autostradę tłuczniową, na której spokojnie mogłyby wyminąć się dwa samochody ciężarowe.
    Mnie się ciągle wydaje, że nie możemy umiejscowić rozdzielenie pojęć: „swobodne wędrowanie” i „ułatwienia cywilizacyjne”. Nie wszyscy chcą brnąć po potokach tak jak Ty, ale i nie chcę wszędzie poręczy i schodów.. Przykład pod tym względem Beskidów jest znakomity. Właścicielom szlaków nie chce się cokolwiek robić, „jak lubią naturę i naturalność, niech brną w błocie”, a turysta jest bezradny, jak widzi błoto na całej szerokości o wysokości powyżej kostek.
    ——————–
    Vandermerwe!
    Tak jak ze wszystkim prawda jest pośrodku, ani nie jest tak źle, jak mówią, ani nie jest tak dobrze. Cywilizacja jak dotąd dobrze dawała sobie radę z zagrożeniami, które ona sama sprokurowała. I teraz, jak świadomość zagrożeń dla planety szczególnie wśród młodych na całym świecie niesłychanie wzrosła, ta szansa unormowania sytuacji powiększyła się znacznie.
    To, że ja się dobrze czuję w tłumie, i w ciszy i samotności, to już pisałem.
    Piszesz: „jest efektem funkcjonowania „przemysłu” turystycznego, tej wspaniałej „maszynki do mielenia mięsa”. Bardzo nie podoba mi się ten lekceważący ton. Sprawa jest podobna do tej opisywanej przeze mnie na temat zawalenia się budynku w Bangladeszu, w którym mieściło się mnóstwo szwalni. Cały świat – nazwijmy to – nasz – zaczął krzyczeć, że to dlatego, że tam wykorzystuje się kobiety, nie ma norm BHP. To trzeba zlikwidować i ucywilizować. Oburzenie wybuchło na słowa jednego z ministrów Bangladeszu, żeby nie zabierać fabryk, bo to są pierwsze pieniądze tych kobiet, pierwszy lekarz dla dziecka, pierwsze ubezpieczenia.
    I to samo jest z turystyką. To nie programy ONZ, fundusze państw zachodnich, zielona rewolucja czy działalność organizacji pozarządowych wyciągnęła całą ludzkość z biedy. To zrobiła turystyka. Wszędzie, we wszystkich krajach. Miliony ludzi przenocuje (wolałbym słowo przenocowuje) turystów, daje im jeść, rozrywkę, usługi. Turysta da zarobić nawet najmłodszym i najbiedniejszym, kupując chociażby butelkę wody. Powiedz teraz mieszkańcom Egiptu, Kirgizji, Gruzji, Peru czy Samoa, że jest to obrzydliwa maszynka do mielenia mięsa, w związku z tym przemysł turystyczny zostaje zlikwidowany.

  11. To prawda, Torlinie, co piszesz, ale nic nie poradzę na to, że masowy ruch turystyczny budzi we mnie silną antypatię. A jako turysta doznaję dyskomfortu, kiedy „miejscowi” widzę we mnie jedynie jelenia, z którego trzeba wydusić jak najwięcej gotówki. Nawet jeśli są rzeczywiście w ostrej potrzebie, co nie zawsze i nie wszędzie jest prawdą.
    A propos szwalni w Bangladeszu, przypomina mi się pewna czytana dawno polemika. Autor, zdeklarowany wolnorynkowiec i zwolennik klasycznego kapitalizmu, wywodził, że wczesnokapitalistyczne przedsiębiorstwa (chodziło o Anglię) były w gruncie rzeczy dobrodziejstwem dla robotników – przybyszów ze wsi, gdzie wyzuci z ziemi nie mieli żadnych środków utrzymania. W mieście co prawda pracowali po kilkanaście godzin w fatalnych warunkach za marne grosze, ale przynajmniej byli w stanie wyżyć i wychować potomstwo.
    Jakaś prawda w tym jest, ale nie potrafię się zdobyć na odrobinę sympatii dla takiego sposobu postrzegania brutalnego wyzysku ludzi niemających wyboru.

  12. @ Torlin,

    Mylisz sie, nikogo i niczego nie lekcewaze. Teoretycznie prawie kazda dzialanosc czlowieka ma na celu poprawienie jakosci zycia. Rzecz w tym, ze rowniez prawie kazda dzialalnosc tworzy „odpady”, ujmujac to bardzo ogolnie. Nie jestem przeciw turystyce, natomiast mam watpliwosci, czy spedy tysiecy ludzi w jedno miejsce sa jeszcze turystyka i czy rzeczywiscie korzysci rozkladaja sie tak szeroko i rownomiernie jak piszesz. Akurat mieszkancy bardzo popularnych miejsc, gdzie turystow jest wiecej niz tubylcow maja watpliwosci. Podany przez Ciebie przypadek budynku w Bangaldeszu to temat zupenie inny, choc warty oddzielnej dyskusji. Ten sam problem moge podac z innej strony. Tutejszy rzad wprowadzil place minimalna, ktora obowiazuje niezaleznie od przemyslu, wielkosci przedsiebiorstwa czy tez woli samych pracownikow. Efekt jest taki, ze zamknietych zostalo wiele malych przedsiebiorstw tekstylnych mimo, ze ich pracownicy woleli dostawc pensje poznizej tej minimalanej niz zadna.
    Moje nielubienie tlumow nie oznacza, ze ktos inny ma tez nie lubic.

    Pozdrawiam

  13. @Torlin,
    Jakby studenci rzeczywiście tak bardzo byli bez grosza, to by połowa knajp w Krakowie dawno zbankrutowała.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: