Napisane przez: torlin | 18/08/2019

Agonia prasy. Czyżby?

To jest niesamowite, ja po latach pamiętałem ten artykuł i zapamiętałem również tytuł. W związku z tym bez trudu odnalazłem go w Internecie. „Agonia prasy” w Newsweeku Grzegorza Lindenberga z 2011. To nie jest byle jakie nazwisko, założyciel „Gazety Wyborczej” i „Super Expressu”. Po tylu latach pamiętałem, że autor podał konkretne terminy całkowitej agonii prasy drukowanej: „Wygląda na to, że trzeba się zastanawiać nad datą, kiedy gazety i tygodniki przestaną się ukazywać w postaci papierowej. I rozmaite daty przez specjalistów są proponowane – od roku 2014 do 2050. Ja bym obstawiał rok 2014, może 2016”. No i co, Panie Grzegorzu?

Vandermerwe!
Damianie!
Telemachu!

To jest notka w odpowiedzi na Wasze pytania i postawione problemy. Otóż generalnie nie zgadzam się z tak postawionym tematem. Można to – moim zdaniem – podzielić na dwa bloki: jak uratować prasę papierową, i jak wygląda aktualnie czytelnictwo prasy (krótkie notatki a sążniste artykuły). Otóż prasy papierowej nie da się uratować z bardzo prostej przyczyny, a raczej szeregiem przyczyn: drogich pojedynczych egzemplarzy, trudności w otrzymaniu numeru (trzeba pójść do kiosku lub czekać na prenumeratę), i w dzisiejszych czasach ograniczenie się tylko do tego numeru bez możliwości skonfrontowania z poprzednimi.

Prasy papierowej nie da się uratować w dotychczasowym kształcie. Ona będzie funkcjonować non-stop, bo zawsze znajdą się ludzie nieużywający mediów elektronicznych lub chcących mieć papier do czytania. Ale jest również inne rozwiązanie, o którym piszą Giuseppe Smorto i Jacek Tacik: „Internet nie jest odpowiedzialny za upadek prasy” we „Wszystkim Co najważniejsze” (artykuł jest dla czytelników wersji Premium, w związku z tym jest niedostępny ogółowi):

– Znam dziennikarzy, którzy urodzili się w świecie papierowej prasy i w tym świecie zamierzają też umrzeć.

– Codziennie toczymy walkę między dziennikarzami z „papieru”, a z Internetu. Ci, którzy zaczęli swoje kariery ponad czterdzieści lat temu, nie chcą pisać do portalu. Ci, którzy pracują w portalu, odliczają dni i tygodnie do zamknięcia ostatniej drukowanej gazety. Tego typu spory dzieją się nie tylko we Włoszech, ale też w Stanach Zjednoczonych i myślę, że również w Polsce. Czy mają sens? Nie! W papierowej wersji „Repubbliki” pracuje czterystu dziennikarzy, a w wersji online… zaledwie dwudziestu pięciu. Te proporcje zaczynają się zmieniać. Nasz portal, który jeszcze do niedawna był uboższą wersją gazety (pojawiały się na nim wybrane artykuły z dziennika, a resztę miejsca wypełniały agencyjne depesze), zaczyna być symbolem całego brandu. Zakładamy, że wszyscy dziennikarze, czyli 425 osób, w bliższej lub dalszej przyszłości będą pracowali jednocześnie i dla „papieru”, i dla Internetu.

– Dwa różne światy?

– Na portalu zajmujemy się informacjami w czasie rzeczywistym. Artykuły są bez przerwy aktualizowane, a następnie wypierane przez kolejne newsy: dużo jest polityki, gospodarki, zagranicy, ale też infotainmentu. Nasza publiczność jest znacznie szersza od gazetowej, stąd artykuły o pingwinach czy też o wężu, który znalazł się na Manhattanie. Musimy odróżniać się od drukowanej wersji „Repubbliki”, która zazwyczaj wybiera pięć najważniejszych newsów dnia i rozbudowuje je o analizy, wywiady i komentarze. Wokół nich tworzy kompleksowe historie. Na papierze jest też dużo więcej reportaży i felietonów. Jeżeli mamy ekskluzywnego newsa, to trzymamy go dla drukowanej wersji „Repubbliki”.

I to jest moim zdaniem wyjście z sytuacji, pożenienie dwóch światów, a nie obrażanie się nawzajem. Prasa internetowa będzie wygrywać, ale nie w 100 procentach. Prasa papierowa generuje nieprawdopodobne koszta, a całość biznesu opierała się jak dotąd na dochodach z reklam. Cena na okładce pokrywała małą część kosztów. Ponieważ zauważalny jest trend płacenia drobnych kwot za możliwość czytania czy korzystania z konkretnych serwisów internetowych, nic nie przeszkadza w takim razie, aby świetne dziennikarstwo również pobierało opłaty za możliwość przeczytania gazety lub artykułu. Widzę w tym same pozytywy, jako pierwszy i podstawowy to jest reklama, nieagresywna, dowcipna, ale trafiająca w punkt zainteresowania ewentualnego klienta. Badania wykazały, że jeżeli reklama ma cechy, które wymieniłem, to nie jest blokowana AdBlockiem i nie jest natychmiast gaszona przez zainteresowanego. Prasa papierowa funkcjonować będzie na zasadzie radia przy telewizji, teatru przy filmie czy kina przy mediach strumieniowych. Istnieć będzie zawsze, ale w ograniczonej postaci.

Jak wygląda aktualnie czytelnictwo prasy? Moim zdaniem zmienił się kompletnie system czytania. Musimy pamiętać, że nie tylko rzeczywistość wokół nas się zmienia, ale również my sami. Jeżeli chodzi o moją skromną osobę, to zauważyłem u siebie dwa rodzaje czytania, które się coraz bardziej krystalizują, nazwałbym to czytaniem niepoważnym i poważnym. I co najciekawsze te dwa światy w moim przypadku właściwie nie wchodzą sobie w drogę, nie są na kursie kolizyjnym. W telefonie używam np. gazety.pl, posługującej się skrótami myślowymi, krótkimi notatkami uszeregowanych w jednym ciągu, tak że sobie wybieram jedną z nich jak pozycję z menu w restauracji. Na pewno słusznie pisze Lindenberg rozpaczając:

„Nawet gdy już zdecydujemy się i ze 135 tytułów na stronie internetowej „GW” wybierzemy interesujący nas tekst, to rzadko kiedy udaje się przeczytać go do końca. Już w samym tekście pojawiają się odnośniki, na które klikamy. Czytając artykuł o zatonięciu promu w Indonezji, klikamy na odnośnik o katastrofach promów, stąd przechodzimy do tekstu (nieświadomi tego, że jest sprzed trzech lat) o zwodowaniu nowego promu w Szwecji, a już widzimy pod tym tekstem, że osoby, które go czytały, były też zainteresowane tekstami o chorobie wenerycznej szwedzkiej wokalistki, o łosiu albinosie, który spowodował wypadek pod Sztokholmem, oraz o tanich rejsach ze Skandynawii na morza południowe. Wszystko jakoś się ze sobą łączy… Potem wracamy. Zaczynamy czytać kolejny artykuł i zanim się obejrzeliśmy, minęło nam 30 minut na czytaniu o (niezmiernie interesujących oczywiście) rzeczach, które z bieżącymi wydarzeniami nie mają nic wspólnego i których w drukowanych pismach by nie było. A na ważne bieżące nie starcza już czasu”.

Tylko że my ciągle zapominamy, że tak jest od lat, i nic się nie zmienia. Tak jak dawniej wyrafinowany czytelnik sięgnie po cały obszerny artykuł i przeczyta go w całości. Ludzie rozpaczający cały czas uważają, że dotychczasowy świat się wali i będzie katastrofa. Świat się nie wali, tylko przekształca, a katastrofa jest tylko dla fundamentalistów tradycji, jak przysłowiowa babcia z „Samych Swoich”, która chciała likwidacji elektryczności, lub Pawlak, który wolał walić cepem, a inni wysługują się maszynami, „bo sił w ręcach nie mieli”. Ciągle powtarzam, że ludzi inteligentnych i zainteresowanych jest 5-10% w społeczeństwie, i to się nie zmienia na przestrzeni lat.

I to rozdzielenie będzie się poszerzać, będziemy korzystać z błyskawicznej informacji internetowej, ale będziemy płacić i czytać potężne eseje. Ci, którzy to dotychczas robili, tak łatwo nie zrezygnują.


Responses

  1. Drogi Torlinie,
    mam wrażenie, że się zupełnie nie rozumiemy. Zupełnie nie pojmuję dlaczego polemizujesz z poglądami niewygłoszonymi, pomijając przy tym wyartykułowane.
    Widzisz, tematem mojego komentarza była nieunikniona, powolna śmierć prasy jako masowego środka przekazu kształtującego dyskurs i tożsamość odbiorcy oraz będącego w dialogu z określonym rodzajem percepcji. A nie śmierć zadrukowanego papieru w ogóle. I konsekwencje, z których wg. mnie (i nie tylko) są nieuniknione zmiany w tym, co nazywa się „attention span”. Choć i to jjest ważny temat.

    Pisząc:

    Tak jak dawniej wyrafinowany czytelnik sięgnie po cały obszerny artykuł i przeczyta go w całości. Ludzie rozpaczający cały czas uważają, że dotychczasowy świat się wali i będzie katastrofa.

    zdajesz się zapominać, że osobnik zwany przez Ciebie „wyrafinowanym czytelnikiem” nie jest jakąś niezmienną ilościowo i jakościowo wielkością lecz produktem otaczającej go, błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. Nikt poza tym nie rozpacza, że świat się wali. Naturalnie, że się zmienia. A czy będzie katastrofa to zależy po pierwsze od tego, co poprzez katastrofę rozumiemy, a po drugie od tego, w jakim świecie chcielibyśmy żyć. Odchodzenie tradycyjnych mediów (niewątpliwe jeśli spojrzymy np. na wysokość nakładów dzisiaj i 25 lat temu) i nadejście epoki postprawdy oraz względności narracyjnej ujawniającej się w całkowitej odporności polityki i polityków na fakty i argumenty oraz dominacją komunikatów prostych i przekonywujących nad opartymi na analizie rzeczywistości – TO JEST REZULTAT tego procesu.

  2. I jeszcze jeden drobiazg.

    Kto z tutaj dyskutujących przeczytał:
    https://en.wikipedia.org/wiki/The_Shallows_(book) ?

    Jest też po polsku, jak widzę:

    https://merlin.pl/plytki-umysl-jak-internet-wplywa-na-nasz-mozg-nicholas-carr/3403651/Jest też po polsku, jak widzę:

    Warto się zapoznać przed dyskusją na temat stare media versus internetowe klony i wydania.

  3. A ja polecam „Po piśmie” Jacka Dukaja.

  4. Ależ Telemachu rozumiemy się. Niestety, już wielkością mój tekst przypomina esej, a w związku z tym teoria, że się już nie czyta długich tekstów, mogła okazać się prawdziwa.
    Z Twoim tekstem związane są dwie sprawy, pierwsza, prostsza, dla mnie banalna, to czarnowidztwo.Już Raport Rzymski mówił o upadku ludzkości, był głód i wymieranie Hindusów, freon rozszerzający dziurę ozonową na coraz większą i większą, chorobę wściekłych krów, a teraz jest topnienie lodowców i zatapianie miast niżej położonych. I do tej serii należy „powolna śmierć prasy jako masowego środka przekazu kształtującego dyskurs i tożsamość odbiorcy oraz będącego w dialogu z określonym rodzajem percepcji”. „Attention span” rozumiem jako naszą zdolność do skupienia się.
    Otóż to należy do dalszego ciągu czarnowidztwa, łykamy cały czas plastik. Bo rzecz jest w tym – wszystkie te problemy są autentyczne i słusznie są podnoszone, zagrożenia autentyczne, tylko dalekosiężne przewidywania nie biorą pod uwagę złożoności zjawiska. Ludzkość te problemy likwiduje w sposób, jak w dowcipie z mojej młodości, jak budują rakiety Rosjanie i Amerykanie. Rosja buduje rakietę, Amerykanie antyrakietę, Rosjanie antyantyrakietę, a Amerykanie antyantyantyrakietę itd. Ludzie intuicyjnie reagują, nie tylko władze.
    Widzisz Telemachu, na „nadejście epoki postprawdy oraz względności narracyjnej” ludzie zbudują natychmiast antyrakietę (już to się dzieje) i zaczynają prenumerować gazetę, której wiadomości są stuprocentowo autentyczne. I uodpornią się na nieprawdę jak my na reklamę produktów leczniczych. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak będzie.
    Następna rzecz, o jaką chciałbym się z Tobą posprzeczać, to że „osobnik zwany przez Ciebie [czyli przeze mnie – dop. Torlina] „wyrafinowanym czytelnikiem” nie jest jakąś niezmienną ilościowo i jakościowo wielkością lecz produktem otaczającej go, błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości”. Zgodnie z moją teorią miejsce ludzi z naszej grupy, a opuszczających nasz padół, zajmuje młodzież o podobnych zainteresowaniach. No zobacz, czy wpływy „błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości” zaczęły oddziaływać na Ciebie, Anabell, Szymona, Wachmistrza, Vandermerwe, Pawła, Gszczepę czy na mnie? (wybaczcie, że nie wszystkich wymieniłem) Nie. Nie – dlatego, że już dawniej ludzie sądzili, że Żydzi przerabiają dzieci na macę, obcięcie kołtuna skutkuje chorobą, a picie moczu leczy raka. Nic się nie zmieniło, i nic się nie zmieni. Bądź spokojny.
    ——————–
    Gszczepa!
    Musiałbym najpierw przeczytać DUKAJA, ale tematyka jest podobna do poruszonej przez Telemacha. Powtarzam, słusznie, że intelektualiście podnoszą alarm, ale nie dają sobie z prognozami (cyt. Lindberg: „w 2016 zniknie prasa papierowa”). Już nie chcę polemizować z Dukajem i „lubimy czytać”, ale to wszystko jest straszenie: „Kolejne technologie bezpośredniego transferu przeżyć (…) wyprowadzają nas z domeny pisma”. Naprawdę? SMS-y, blogi, memy, Wikipedia, to nie jest słowo i pismo? Jeszcze raz powtarzam, że dzisiejsi wielbiciele celebrytów w czasach komuny kupowało „Kurier Polski”, a nie „Politykę”.
    A najpiękniejszym kuriozum jest tekst: „Nadchodzą czasy postpiśmienne, gdy miejsce człowieka-podmiotu i jego „ja” zajmują bezpośrednio przekazywane przeżycia”, ile to trzeba było zastanawiać się, aby coś takiego wymyślić.

  5. @Torlin,
    Myślę że Dukaj ma rację.
    Oczywiście, pismo nie zaniknie totalnie, tak jak nie zaniknęła filatelistyka w epoce e-maila. Natomiast stanie się niszowym wyborem, specjalistów i hobbystów.
    Kiedy byłem dzieciakiem fascynowałem się dalekimi rejsami żeglarzy.
    Wydawnictwo Morskie wydawało wtedy serię „Sławni żeglarze” (klasyczna literatura kompensacyjna), pochłonąłem (wielokrotnie!) wszystkie pozycje dostępne w mojej bibliotece. Była to moja jedyna możliwość zdobywania wiedzy na ten temat.
    Teraz miałbym do wyboru filmów, filmików, zdjęć itd.

  6. Torlinie, podziwem napełnia mnie Twój nieposkromiony optymizm wywodzący się z przekonnia, że jest tak jak Ci się wydaje.
    Propozycję zapoznania się z pracą Carra wrzuciłem celowo, bo opiera się ona na wynikach badań, a nie przeświadczeniach autora. Carr nie jest bynajmniej czarnowidzem, jest trzeźwym aż do bólu sprawozdawcą, każda teza znajduje swój odnośnik wymieniający literaturę. Głównie z neurofizjologii.
    Wierz mi, warto się zapoznać. Podobnie jak z krytycznym dorobkiem Josepha Weizenbauma. Weizenbaum, podobnie jak Carr nie był nigdy czarnowidzem, podobnie jak Carr należał do entuzjastów nowego, wspaniałego świata, podobnie jak Carr był jego znaczącym współtwórcą. Stworzył pierwszy model sztucznej inteligencji, napisał w 1966 r. pierwszy program potrafiący symulować myślenie. Warto doprawdy zapoznać się z jego poglądami z lat 80-tych i 90-tych. Napisał kilka doskonałych książek na temat tego, co nas oczekuje i co przyniesie przyszłość.

    A z Raportu Klubu Rzymskiego proszę nie wyśmiewaj się. Był ważny i wyczulił (po raz pierwszy) wielu ludzi na dewastację planety. Bo przed raportem nie istniało środowisko. Istniała, nie wiem czy pamiętasz, przyroda (która zasługiwała na ochronę w postaci szarotki, kokusów i wydm .I istniały siły natury, które należało okiełznać. Srodowiska nie było.
    A tak na marginesie: prognozy KRz opierały się na stanie wiedzy o wielkości zasobów bogactw naturalnych i paliw kopalnych z lat 60-tych. Innych nie było.

  7. Gszczepa!
    Jestem może dziwny, ale ja naprawdę wolę teraz obejrzeć na YouTubie o Rommlu, niż przeczytać „Tygrysa”. Pisałem kiedyś o POLSKICH KRĄŻOWNIKACH, o „Dragonie” i „Conradzie”. Tak jak o „Dragonie” było w czasach komuny mnóstwo wiadomości, tak o „Conradzie” nic nie mogłem znaleźć. Wprawdzie PAK w komentarzach pisał, że o „Conradzie” był „Tygrys”, ale ja go nie zauważyłem. A tu dzisiaj wysyp, łącznie z Wiki.
    Wiesz Grzesiu, ja chyba nie pojadę, nie uśmiecha mi się jazda cały dzień, jeden dzień wolny i znowu powrót przez cały dzień. Umówimy się kiedyś.
    ———————
    Telemachu! Znowu dwie sprawy!
    Pierwsza – to czarnowidztwo, nie tylko Ty masz tego rodzaju przypadłość, ale otaczasz się tego rodzajem ludzi. Pamiętam, jak bywałem w Twoim blogu, to było ich zatrzęsienie. Jeżeli tylko próbowałem bąknąć, że to nie jest całkiem tak, bywałem natychmiast zakrzyczany.
    Druga – chyba żartujesz z tym tekstem o mnie dotyczącym Raportu Rzymskiego. Był jednym z najcenniejszych dokumentów epoki, wyciągnął sprawy na powierzchnię, o których mało kto wiedział i mówił. Mówienie o mnie, że wyśmiewam się lub lekceważę – brak mi słów. To samo dotyczy butelek plastikowych, ocieplenia czy topnienia lodowców dzisiaj – jestem „za” mówieniem o tym.
    Ja mam pretensje do wszystkich autorów o prognozowanie czarnowidztwa, a nie o podawanie zagrożeń i metod postępowania. Dla mnie olbrzymią różnicę stanowi powiedzenie: „globalne ocieplenie może spowodować podwyższenie poziomu oceanów i trzeba coś z tym zrobić”, a „w 2050 roku Gdańsk przestanie istnieć, zostanie zatopiony”. Mam Ci przypomnieć tekst w podstawowym wpisie? „Ja bym obstawiał rok 2014, może 2016”.

  8. Smuci mnie niezmiennie fakt, że wciąż ilość tych ludzi inteligentnych i zainteresowanych trwa na poziomie 5 do 10% a ogólna ilość czytających teksty ze zrozumieniem sięga zaledwie 75%.
    Miłego;)

  9. @anabell: gdzieś (nie mogę znaleźć) przeczytałem, że 65% Polaków najbardziej ceni sobie muzykę disco polo.
    @Torlin: jeśli źle zrozumiałem wtręt z Klubem Rzymskim (wydawało mi się, że podajesz ten przykład jako ilustrację nieuzasadnionego czarnowidztwa)
    to przepraszam. Oparte na jojczeniu czarnowidztwo jest mi (wierz mi) obce.
    Podobnie zresztą jak zupełnie nieuzasadniony optymizm entuzjastów postępu za wszelką cenę, lub tego, co oni za postęp uznali.

    Pamiętasz „Jajo Węża” Ingmara Bergmanna? Tam jest taka interesująca scena pokazująca do czego nieuchronnie prowadzi niezachwiana wiara w człowieka i głęboki, niezachwiany optymizm.
    Prześladuje mnie ta scena od wielu, wielu lat. Towarzyszy mi.

    Z całą pewnością żyje się bardziej komfortowo gdy wierzymy, że szklanka jest do połowy pełna niż gdy sądzimy, że jest do połowy pusta. W stuacji jednak gdy szklanka jest pełna już tylko w 1/4 a w dodatku nie wiemy gdzie ją odstawiliśmy i co w niej tak naprawdę jest – trwanie przy tezie, że jest do połowy pełna nie jest, łagodnie mówiąc, najlepszą strategią na zaspokojenie pragnienia.

    Tak sobie myślę. I przypomina mi się Bruno WInawer. Chyba napiszę jakieś małe conieco na temat.

  10. @Torlin,
    Czytałem tego tygryska, „Nawodne bliźniaki”, J.W. Dyskanta.
    Za 2 zł z groszami można go kupić na Allegro.
    Prawdę mówiąc, polecam. Nie tylko że opisuje historię „Dragona” i „Conrada”, to przede wszystkim zawiera rozbudowaną historię polskich międzywojennych marzeń o posiadaniu krążownika.
    Natomiast w temacie „Conrada”, trudno coś ciekawego napisać, jako tak naprawdę to nic wielkiego przez krótki przecież okres kiedy był pod polską banderą nie robił.
    Jest też współczesna książka na ten temat:
    „Krążowniki Polskiej Marynarki Wojennej” – Witold Koszela.

  11. Czy to jest jak z listami , czy kartkami z okazji różnych świąt i innych uroczystości.
    Są ludzie którzy nadal to ” pielęgnują ” ale większość już nie.
    Zmienia się wszystko tradycja zwyczaje i zawsze tak było , jest i będzie.
    Jest przyczyna i skutek.
    Przecież Polityka , to sztuka manipulawania ludźmi. 😉
    Jest jeszcze przysłowie ludowe , powiem trywialne za Cyganem ” du.. smierdziala i smierdziec będzie.”
    Czy to papirus , przepisywanie, czcionka Gutenberga, komputer , faks , telefon , sieć internetowa .
    Czyli forma przekazu teraz najszybsza i ludzie za pomocą mesengerow, whatsAppow, Wiperow i innych różnych aplikacji rozmawiają sobie na wideoczacie z każdego miejsca na Ziemi.
    Teoretycznie manipulacja , zakłamanie od razu jest weryfikowane i tylko dlatego moim zdaniem przyzwyczajamy , ba swajami się , że tyle jest kłamstwa , lub polprawd.
    Wcześniej byliśmy świetnie manipulowani, bo nie mogliśmy zweryfikować sami.
    Zawsze tak było . Zawsze przed wojną był i jest przygotowywany grunt. Tak jest od zawsze. Teraz widzimy to jak na dłoni. To co z tym robimy , to zależy od naszej indywidualnej sytuacji , głównie ekonomicznej. ..
    Większość boi się o pracę , bo rodzina , dzieci itd…
    Widzimy w Polsce , jak blazni się episkopat , ludzie pozwoli odkrywają , że to źli ludzie a nie jacyś święci , pośrednicy jakiegoś złego boga , którym ich straszą piekłem , czy czymś tam.
    I widzimy , choć wstyd nam się przyznać , jak w Polsce ta władza świecka z tą ” duchowa ” się zazebia ” i zarządza masami . Tyle , że to do czasu , bo ile mozna słuchać złych bajek . Stad może palenie w Polsce przez księży książek Harry Potera.
    W końcu to dobra konkurencja . 😂
    No tak od wysublimowanej Polityki dla polskich intelektualistów przeszłam do sagi o czarnoksiężnika. 😉
    Pozdrawiam wszystkich wakacyjnej jeszcze i miłego tym wszystkim , co w Polsce mają dzieci. Współczuję im , że muszą wyprowadzać na prostą to , co wypacza ich w szkołach publicznych klerycy, czy ktoś tam. 😆🙋

  12. Anabell!
    Ta ilość się nie zmienia, pozytywne jest to, że zmienia się środkowe 60% (brakujące 20% to idioci niezmienni). Do początków XIX wieku byli to niepiśmienni chłopi lub miejski plebs, dzisiaj są to ludzie najczęściej co najmniej ze średnim wykształceniem. To wielka zmiana na plus.
    Nie zmienia to faktu, że wewnątrz, w głębinach swojego jestestwa są tacy jak dawniej. W jednym z tegorocznych artykułów przeczytałem: „Narodowe Centrum Kultury opublikowało wyniki badań preferencji muzycznych młodych Polaków. Okazuje się, że nastolatkowie najchętniej słuchają rapu i popu. Największa grupa nastolatków jako gatunek słuchany najczęściej (pierwsze wskazanie) wymieniła rap/hip-hop (25%), na drugim miejscu znalazł się pop (23%). Na dalszych miejscach w rankingu popularności plasują się rock (10%), disco polo (8%) oraz dance (8%). Pozostałe gatunki wskazane były przez mniej niż 5% młodzieży’. cbdo
    —————
    Dzięki Julu za wpis, generalnie się z nim zgadzam, i trudno mi go komentować. Wszystkiego najlepszego (m.in. dlatego, że mam dwoje dzieci 4 wnuczki). Powiem cicho, że moja najmłodsza wnuczka idzie w tym roku do I klasy.
    ————–
    Telemachu!
    Film widziałem wiele lat temu, bardzo mało pamiętam. Widzisz, tak jak Wajda dla mnie skończył się w 1989 roku, tak Bergman funkcjonuje dla mnie z filmami zrobionymi do 1960. A „Jajo” jest z 1977.
    Może inaczej Ci to przedstawię, na swoją modłę. Uważam się za specjalistę od logistyki mojego funkcjonowania w rzeczywistości wobec najrozmaitszych zagrożeń. Cały czas monitoruję, co może pójść źle, co się może wydarzyć, i staram się przewidzieć, co mi będzie potrzebne i jak temu zaradzić. To jest jak z wnuczkami, nie bierzesz ze sobą na wycieczkę worka lekarstw i opatrunków, ale jesteś przygotowany. Dlatego mówię, że jestem optymistą z 50-procentową szklanką, gdyż zagrożenia mobilizują mnie do życia, do działania. I tak samo jest z obtarciem piety u wnuczki jak i z butelkami w oceanach. trzeba działać, a nie mówić, że ludzkość wymrze za 50 lat z powodu drobinek plastiku.
    —————–
    Wiesz co Gszczepa, ja chyba znowu napiszę sobie notkę o krążownikach. A co!!!!

  13. 1) Prasa utrzymuje sie nie tylko z wplywow ze sprzedazy, ale i z reklam. Wplywy zas z reklam powedrowaly do Googla, wzglednie Facebooka. To oznacza, ze dla prasy tego nie ma. I nie bedzie. Oczywiscie, rzad moze sobie powspierac jakies UwazamRze, czy inna Gazete Polska, ale bedzie to wsparcie polityczne, a nie rynkowy mechanizm, przekladajacy sie na finansowanie mediow papierowych.

    2) Zaraz… to media maja pisac: „Prosze, odblokuj adblocka, bo ta reklama nie jest agresywna”? Nie zadziala.
    No, chyba, ze dodadza zdjecie slodkiego kotka…

    2 bis) Ale serio jeszcze dodam — kwoty na reklamy internetowe, ktore moga wspomoc czasopisma, sa duzo mniejsze niz te, ktore utrzymywaly pisma papierowe. Bo zarabia teraz Google albo Facebook ZAMIAST, a nie obok, mediow.

    3) To oznacza, ze prasy nie da sie utrzymac z „mikrooplat”. By wyrownac koszty, opata za dostep do numeru musialaby byc ze dwa razy wieksza niz do pisma papierowego dekade temu. Realnie.

    4) Dodajmy ze uzytkownicy internetu przyzwyczaili sie do materialow darmowych — liczba godzacych sie na oplaty jest mala. To stad te „dziwne” statytystyki sprzedazy gazet — przechodzacy do internetu nie tyle traca zainteresowanie slowem drukowanym, co placeniem za slowa.

    5) Przyszlosc mediow wyglada wiec nieciekawie. Tak, wiem, pare gazet w swiecie anglosaskim jakos funkcjonuje, ale albo — jak Guardian — ma w odwodzie fundusz powierniczy, pozwalajacy dotowac wartosciowe dziennikarstwo (kto ma cos takiego w Polsce?), albo zyje nie tyle z klasycznego dziennikarstwa, co z raportow gieldowych. Na te ostatnie wciaz jest zapotrzebowanie.

    W Polsce sytuacja bedzie jeszcze gorsza, bo rynek jest — ze wzgledu na chocby jezyk — mniejszy.

    6) Nie, ze nie ma prob. UE probuje wymusic, by Google dzielilo sie zyskami z reklam, sprzedawanych przez przekierowania do mediow, z tymiz mediami. Watpie, czy to zadziala, ale kierunek myslenia wydaje sie sluszny — skoro Google czerpie „niesprawiedliwe” zyski, to nalezy je urzedowo usprawiedliwic…

    PS.
    Pisalem o Tygrysie z Conradem? Nie pamietam, ale czytalem go wiele razy, wiec moglo i tak byc…

  14. PAK-u!
    Napiszę rzecz straszną, uważam że gazety papierowe są niepotrzebne. W dzisiejszych czasach jest to bez sensu. W momencie, gdy mówimy o prasie papierowej myślimy o Gazecie Wyborczej czy Rzeczpospolitej, a tymczasem jest tysiące innych gazet i czasopism. Dziwię się w ogóle ludziom, że kupują pisma o kuchni, podróżach, kosmetykach, urządzeniach wnętrz czy programach telewizyjnych. Zaglądam czasami do pism podróżniczych i mam artykuł o Borneo, Wyspach Liparyjskich i Reykjavíku, kilka namiotów do porównania i artykuł o jedzeniu liofilizowanym. Po co mi to kupować?
    Gazety codzienne w Internecie, dobre i porządne tytuły, mają prawo się uratować. Po pierwsze – musi być bardzo dobre dziennikarstwo, autorskie rozważania z wiodącymi nazwiskami, uniwersalne przesłanie. Po drugie – w Internecie oszczędza się na druku (nie tylko papier i druk, ale przede wszystkim dystrybucja, rozwożenie, koszty pośredników i zwroty). Po trzecie – już pisałem, te 20% ludzi będzie poszukiwało ucieczki od fake newsów. Po czwarte – reklama nie będzie tak beznadziejna z punktu widzenia reklamodawców, jak dotychczas: samochody, biżuteria, banki; właściwie reklama skierowana do wszystkich, a więc do nikogo. Tutaj będzie spersonalizowana. Po piąte – najbardziej kontrowersyjne – prenumerata tego pisma będzie nobilitować, nawet jeżeli tylko w oczach zainteresowanego. Człowiek będzie się czuł cząstką tej wyjątkowej społeczności, tak jak np. członkowie Lions Clubs International są dumni z przynależności.
    Z wielkimi firmami nikt nie umie walczyć, zarówno świat, jak i USA, UE, jak i Polska.
    By: pak4 on 11/04/2008 at 09:54: „Jeszcze za PRL czytałem „Tygrysa” o polskich krążownikach. Czyli Dragonie i Conradzie, oraz o wcześniejszych planach (z Bałtykiem włącznie). Czytałem też coś w „Morzu”, o ile pamiętam. Miałem Małego Modelarza z chyba ORP Conrad. W Żołnierzu Polskim w latach 80-tych ukazywały się co tydzień notki (1/3 strony, w tym kolorowa ilustracja, a więc zgrubnie) o polskich okrętach, od 1918 do 1945 — o Dragonie i Conradzie też było”.
    Jakbyś zajrzał do linku, który dałem, to sam byś znalazł 😉 pzdr

  15. Torlinie, zapytam głupio może, ale nie mogę się oprzeć: po czym rozpoznajesz uniwersalność przesłania i jak tę uniwersalność mierzysz?
    I jeszcze: piszesz, że sam sobie potrafisz informację w internecie znaleźć. To krzepiące. Skąd jednak wiesz, że to ty ją znalazła, a nie że ta informacja znalazła Ciebie? I to nie „jakaś informacja” lecz dokładnie ta, która w myśl intencji tworzących algorytmy właśnie Ciebie miała „odnaleźć” ?

    Osobiście uważam, że jeśli ktoś sądzi, że wyszukiwarki internetowe (z całą ukrytą przed użytkownikiem, kosztującą miliardy infrastrukturą) są wspaniałym, darmowym darem korporacji dla dobrych ludzi na całym świecie, aby ci ludzie mieli swobodny i nieskrępowany dostęp do informacji – to jest on człowiekiem niebywale naiwnym i żyjącym w świecie urojonym. I nie, nie dotyczy to tylko spersonalizowanych reklam będących zaledwie czubkiem góry lodowej. Dotyczy to całokształtu informacji, wszystkich samopowtarzalnych prawd i informacji stających się faktami dopiero po tym, gdy zapoznała się z nimi wystarczająca liczba ciekawych. Dostarczyciele wyników poszukiwania nie są zainteresowani ani zmianą twoich poglądów ani kształtowanie postaw. Oni są zainteresowani tym aby wypełnić informacyjny bąbel, w którym ląduje użytkownik internetu treściami niekontrowersyjnymi i odzwierciedlającymi poglądy szukającego. Użytkownik sądzi, że wygląda przez okno, a w istocie patrzy w lustro.

    I tutaj widzę zasadniczą różnicę pomiędzy tradycyjnymi środkami przekazu, a internetowym światem rzeczywistości tworzonej na użytek dostarczyciela informacji. Gdyby jakiś współczesny Zola, zamiast publikować swoje płomienne oskarżenie i apel w obronie Dreyfusa (J’accuse) w L’Aurore uczynił to na głównej stronie portalu internetowego – to wynik byłby odwrotny do zamierzonego. Po pierwsze antysemita nigdy by tego tekstu nie znalazł, po drugie, o ile by znalazł (przypadkiem) to mógłby w komentarzach dać wyraz swoim obsesjom i zelżyć autora, a po trzecie, lektura komentarzy utwierdziłaby jego dotychczasowe przekonania. Bo w jego antysemickim bąblu informacyjnym przeważają treści, które on współkształtuje i które kształtują jego. Algorytm nie ma go ani informować ani informować, algorytm ma wyciągnąć z niego maksymalną ilość informacji o tym kim jest, jak myśli, na co go stać – a następnie przetworzyć tę informację w towar.

    Jesteś ekologiem: trafiasz do bąbla ekologicznego, w którym będziesz straszony nadciągającą zagładą, a na koniec otrzymasz propozycję kupna koszulki z napisem „ratuj planetę”. Jesteś miłośnikiem Adolfa H – odnajdzie cię informacja gdzie akurat jest promocja Mein Kampf i kto oferuje nazistowskie dewocjonalia.

    Jak w takiej sytuacji ma się kształtować oparty na refleksji dyskurs pomiędzy twórcami medium i (coraz bardziej spłyconym i ogłupionym) odbiorcą pozostaje tajemnicą.

  16. I jeszcze drobiazg: nie ja to wszystko wymyślam. Przeczytaj może „The Attention Merchants: The Epic Scramble to Get Inside Our Heads”. Tam jest ładnie zestawiony aktualny stan badań nad tym katastrofalnym procesem. Tim Wu to mądry doprawdy człowiek.

  17. O samych e-mediach pisza poprzednicy wiec rozwidzic sie nie bede. Sam z nich korzystam ale w miare ograniczonym zakresie i raczej dalej polegam na przekazie drukowanym – z wielu calkiem osobistych powodow.
    Moj problem z mediami, wspomniany w poprzedniej dyskusji, sprowadza sie nie tyle nosnika przekazu co do jakosc tego, co otrzymujemy. Najogolniej nastepuje bastardyzacja mediow, powolna ale nie dajaca sie juz ukryc bylejakosc przekazu, kondensacja tresci do takiego stopnia, ze bardzo niewiele mozna sie dowiedziec oraz , wlasciwie powszechne, reprezntowanie interesow politycznych czy ekonomicznych pod pozorem przekazywania informacji.. Nie jest to moje osobiste przekonanie, gdyz mozna znalezc publikacji zjamujacych sie tym probleme. W roku 1998 ukazala sie znamienna ksiazka „Manufacturing Consent. The Political Economy of the Mass Media” ( Edward S. Herman i Noam Chomsky), zwracajaca uwage na narastajaca atrofie informacyjnej roli mediow, ( A powerful assessment of how the U.S. mass media fail to provide the kind of information that we need to understand the world).
    Jak bardzo jest zle wez pod lupe dwa biezace przyklady: jak opisywany jest Iran i w jak media wyjasniaja problemy zwiazane z Brexitem. Zarowno w jednym jak i drugim przypadku trudno jest znalezc informacje, gdyz dominuje albo proba streotypizacji (rezim ajatolahow w przypadku Iranu) lub przeciagniecia czytelnika na swoja strone przy jednoczesnym obsmarowaniu strony przeciwnej( Brexit).

    Pozdrawiam

  18. Telemachu! A odpowiedź jest właściwie także dla Vandermerwe!
    Twój komentarz złożony jest tak naprawdę z trzech bloków:
    1. Robisz ten sam błąd, co większość ludzi, dzisiaj też miałem podobną rozmowę z zięciem. Wsadzasz wszystkich do jednego wora. Piszę teksty od kilkudziesięciu lat, od małych do dużych, na mnóstwo tematów. Ustalanie prawidłowości faktów, konfrontowanie, wieczne weryfikowanie mam we krwi od czasów komunistycznych. W blogu czasami sobie folguję, bo mi się nie chce, ale tak to potrafię świetnie określić, co jest prawdą, a co nie.
    2. „Bąble informatyczne” – znowu to samo, jeden wór. A jak ktoś nie pasuje do obrazka, to nie istnieje? Co Telemachu, Vandermerwe? Oprócz „swojej strony” czytam „Wszystko co najważniejsze” czy felietony Korwina, słucham Radia Wnet i kazań jasnogórskich. Przeglądam „W sieci” czy „Do rzeczy”, czasami nie daję rady przy Michalkiewiczu. Moim ulubieńcem jest Jacek Bartosiak, więc „algorytm [który ma] ma wyciągnąć z niego [czyli ze mnie – dop. Torlina] maksymalną ilość informacji o tym kim jest, jak myśli, na co go stać – a następnie przetworzyć tę informację w towar” ma straszne kłopoty. A jeżeli ktoś jest tak zafascynowany świętymi oraz architekturą i tradycją chrześcijańską zalewany jest wprost linkami bardziej świętymi niż papież.
    3. To samo dotyczy końcówki tekstu Vandermerwe, usiłowałem zrozumieć fenomen amerykański i angielski, czytałem „Obcy we własnym kraju”, Arlie Russell Hochschild pokazujący prawdę o powodach sukcesu Trumpa. A znacie Dariusza Rosiaka „Oblicza Wielkiej Brytanii. Skąd wziął się brexit i inne historie o wyspiarzach”? Więc dlaczego Vandermerwe znowu wsadziłeś mnie do jednego wora?
    4. Dlaczego obaj z lubością dajecie mi linki do materiałów anglojęzycznych jak wiecie, że ja nie znam języka angielskiego?

  19. Torlinie,
    po pierwsze, nie wiem co strasznego twierdzisz. Dla mnie to raczej niemądre. Sorry… Fakt, papier jest niepotrzebny w teorii, ale w praktyce… no to jak? OK, ja lubię ebooki, ale wiem, że trudniej mi się skupić na tekście w internecie niż na papierze — kindle to jednak coś innego. A ja, jak pisałem, lubię wydania elektroniczne i czytam. Czytam kindla, czytam na laptopie, czytam w komórce… Są ludzie, którzy nie przyzwyczaili się do takiej formy. I raczej zostaną — trzeba się liczyć ze zmianą pokoleniową. O ile nie rozłożony ona, przy okazji, kwesti skupienia, a więc i powagi tekstu.

    Dodałbym, że są okazje i okazje. Gdy trafiłem do szpitala, to niemal zarzuciły mnie darmowe egzemplarze Gościa Niedzielnego. To też kanał dystrybucji, a jak sobie wyobrazisz osobę chorą, w łózku, z laptopem?

    Po drugie, wspomniałeś o prestiżowości. No owszem, papierową gazetą można się pochwalić, ale elektroniczną? Żaden, absolutnie żaden prestiż.

    Po trzecie, jaki model biznesowy. Zakładasz, że pismo będzie sprzedawać artykuły jako ułamki ceny całego numeru, mikropłatności i te rzeczy. Ale to bez sensu z punktu widzenia pisma — bo przecież kupując papierowe wydanie płacisz też za artykuły, których nie czytasz. Czyli — jeśli z pisma za, powiedzmy 9,99 chcesz przeczytać jeden artykuł, to nie będzie on kosztował 1, ale raczej: 5,55, a i to tylko dlatego, że liczymy iż ktoś kupi trzy artykuły. Bo jeśli nie, to za każdy artykuł będziesz musiał płacić tyle, co za całe pismo. I z mikropłatności nici. Z kumplem też tak łatwo się nie wymienisz.

    Piszesz o lepszym dopasowaniu reklam… Nojacięniemogę… Żadne czasopismo nie zbierze tyle informacji o klientach ile mają Google i Facebook. To one mogą dać najlepiej dopasowane reklamy. I to one spijają śmietankę z rynku reklam. Jeśli nie dopasowują idealnie, to tylko dlatego, że nie muszą się starać, bo nie mają żadnej konkurencji.

    Owszem, czasami reklamodawca nie tyle chce trafić do odbiorców gazety, co pokazać, że jest w miejscu prestiżowym. Znam takie przypadki, gdzie rozdawano darmowe programy do koncertów fundowane przez dystrybutora luksusowych samochodów, na które słuchaczy nie było stać. Ale prestiż. Tyle, że to prestiż dotyczący tylko wydań papierowych…

    Dlatego powtarzam: żeby prasa się utrzymała, w sensie jakościowa, niezależnie od medium, wymagany jest nowy model biznesowy. Ktoś musi wpaść, jak efektywnie sprzedawać informację, wobec darmowej konkurencji w internecie. I to nie tylko w niszach, takich jak nauka, he, he, albo giełda.

    PS.
    He, he, bo model biznesowy czasopism naukowych to baardzo specyficzna historia. Dość powiedzieć jednak przy tej okazji, że jak wredny by nie był, to biznesowo się sprawdza.

    PS.
    O materiała anglojęzycznych nie do mnie było, ale popieram dających linki. Jeśli nie Ty, Torlinie, to czytelnicy czytają po angielsku, a niestety, większość tego co wartościowe ukazuje się w tym języku. Polski rynek nie jest taki zły — dużo tłumaczeń z angielskiego 😀 — ale jednak nie wszystko się ukazuje. Czasem naprawdę ważne rzeczy nie docierają.

    PS.
    Za „Handlarzy uwagą” dziękuję. To kolejne polecenie tej książki. Mam ją w czytniku, tylko czasu wciąż brak…

  20. Mogę się pochwalić że od jakiegoś czasu płacę za New York Timesa. Jedyne 1 euro tygodniowo przez pierwszy rok. Polecam!
    W czasach przedinternetowych nie było szansy żebym kupił chociaż jedno wydanie, tak więc w tym wymiarze Internet zwiększył przypływ gotówki do prasy 😀

  21. BTW, Torlin, a do Czeremchy byś nie pojechał?

  22. @ Torlin,

    Nie bardzo rozumiem. Dyskutujemy o Tobie czy problemie bardziej ogolnym. Nigdzie nie odnioslem sie do Twoich tekstow i w zadnym wypadku nie wsadzam Ciebie do jednego wora. To jest jakies fatalne nieporozumienie.
    Sadzac po roznych bardziej lub mniej obszernych opracowaniach problem, dosyc powazny, istnieje. NIe zmienia tego blog Torlina czy temu podobne. Ostatecznie jesli popatrzec na historie ludzkosc przezywala okresy rozkwitu oraz zastoju czy tez regresji. Mozliwe ze jestesmy akurat w okresie zastoju moze nawet cofania.
    „Obcy we wlasnym kraju” jest ciekawa ksiazka i moim zdaniem czyms wiecej niz wyjasnieniem fenomenu wygranej Trumpa – Autorka niby wyruszyla „w swiat” z takim zamiarem ale wyszla rzecz o wiele bardziej wielowarstwowa i watek Trumpa majca przy okazji, przynajmniej w moim odczuciu. Zostawmy jednak ksiazki na boku, gdyz nie one sa glownym zrodlem przekazu na codzien i nie dla wiekszosci – takim jest prasa, telewizja i w jakiejs czesci radio.
    Za angielskie wstawki przepraszam, to z lenistwa. Choc twierdziles, ze internetowe programy tumaczace sa coraz lepsze. Tytul ksziaki podalem w wersji oryginalnej, gdyz nie wiem czy istnieje polskie tlumaczenie i jaki ewentualnie ma tytul.

    Pozdrawiam

  23. Torlinie, nie wsadzam Cię do „jednego wora”. W ogóle nie wsadzam Cię do niczego i nie wiem do czego takie wsadzanie (lub niewsadzanie) miałoby służyć. Mój kłopot z Tobą polega (podobnie chyba jak w przypadku Vandermerwe) na tym, że (jak sądzę) reagujesz bardzo impulsywnie na każdy rodzaj polemiki traktując ją od razu jako osobistą wycieczkę pod Twoim adresem.

    Zwróć uwagę: tematem moich komentarzy NIE było to co Ty czytasz, ani też zasianie wątpliwości n.t. wiarygodności Twoich wypowiedzi jak sprytnie przechytrzasz system walca parowego GAFy. To, co Ty robisz lub próbujesz robić nie ma statystycznie rzecz biorąc żadnego znaczenia.

    Tematem moich komentarzy były mechanizmy i ich wpływ na świadomość użytkownika. Dobrze udokumentowany wpływ. Ale Ty zupełnie nie ustosunkowałeś się do zasygnalizowanych problemów serwując mi zamiast tego informację, że „słuchasz nawet radia WNET” i czytasz wSieci, co ma być .dowodem na to, że posiadasz obiektywny przegląd sytuacji. Wybacz, ale tu nie o to chodzi. A jeśli chodzi o świadomość przebywania w stworzonym przez algorytmy bąblu informacyjnym to przypomina mi się anegdoty o schizofreniku, który, wyleczony ze schorzenia przyszedł do psychiatry na badania kontrolne i zapytany o objawy stwierdził, że nie ma żadnych i jest całkowicie zdrowy. Aby się upewnić zapytał nawet Jezusa Chrystusa, który wynajmuje u niego pokój jako sublokator i ten też potwierdził.

    Angielskie tytuły biorą się stąd, że znam te pozycje po angielsku i nie zawsze uda mi się odnaleźć w miarę szybko czy dana pozycja była przetłumaczona i jak okaleczono jej tytuł w polskim wydawnictwie. Mam nadzieję, że znajdziesz polskie tłumaczenia mając oryginalny tytuł i autora.

    Dobranoc.

  24. Bardzo dziękuję za komentarze, to była wspaniała dyskusja. Jeszcze raz dziękuję.
    ————-
    Gszczepa!
    To jest fajne na wyjazd wakacyjny, ale nie weekendowy. Znalazłem w kolejach jedną Czeremchę w województwie podlaskim, ale pewnikiem nie o nią Ci szło, tylko o tę w powiecie krośnieńskim. Sam nie wiem, dusza chciałaby, a rozum mówi, że wariuję. A może coś na północ od Ciebie? Lub na zachód? Bo na południe, to wszystko znamy. pzdr

  25. @Torlin,
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Czeremcha_(wojew%C3%B3dztwo_podlaskie)
    Dla Ciebie świetny dojazd. Zamierzam się wybrać we wrześniu, jeszcze nie wiem dokładnie kiedy.

  26. Kamień z serca. Ja tak nie wierzyłem w Czeremchę w woj podlaskim, że w końcu znalazłem CZEREMCHĘ w powiecie krośnieńskim. Grzesiu, jestem „za” z wyjątkiem ostatniego weekendu września (27-29.IX), bo wtedy mam Kartoflisko ze Szczurkiem, Kneziem i innymi. Mogę za każdym razem wygospodarować wyjazd w piątek rano lub w czwartek późnym wieczorem, i powrót w poniedziałek, ale tak z samego rana. Obowiązki. Serd. pzdr


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: